pct3
06.04.11, 19:18
W NPL po nowemu (rejonizacja, odłączenie od list aktywnych POZ, generalnie znaczące zwiększenie liczby pacjentów na jednego lekarza) obserwujemy (ja i koledzy) dziwną prawidłowość. Jest znacznie więcej telefonów, a prawie każdy (a w każdym razie ponad połowa) zaczyna się od pytania o wizytę domową, co więcej, pytania o "możliwość zamówienia" lub wręcz o "zamówienie" wizyty domowej.
Pomijając aspekt merytoryczny (próba "zamówienia" do bólu w klatce piersiowej - co zresztą oddaje bardzo trafnie istotę "zamawiania": po "zamówionej" wizycie domowej do pacjenta z bólem w klatce piersiowej lekarz który pojechałby na takową wizytę, mając stetoskop i aparat do mierzenia ciśnienia, mógłby również oddać się "zamawianiu" i odmawianiu zdrowasiek, bo przecież nie oddać się diagnostyce i leczeniu, no bo jak?; albo z drugiej strony -prób wezwań do przeziębień itp), należy przypomnieć pacjentom jeden zasadniczy fakt: nie istnieje coś takiego jak "zamówienie" wizyty lekarza (refundowanej ze środków publicznych).
"Zamówić" można pizzę albo lekarza prywatnie (o ile lubi jeździć do katarów, albo lubi i nie boi się jeździć do bólu w klatce piersiowej). Lekarza na NFZ nie można "zamówić". Można podać objawy pacjenta i zapytać lekarza co robić - czy leczyć samemu (katar), czy przyjechać do ambulatorium (podejrzenie poważniejszej niż katar infekcji), czy wezwać karetkę (ból w klatce piersiowej), czy też - w zupełnie wyjątkowych, pojedynczych w skali roku przypadkach - uzyskać wizytę domową lekarza (infekcja u obłożnie leżącego pacjenta, np. po udarze; czy choćby, wobec braku instytucji koronera- stwierdzenie zgonu).
Próby "zamawiania" wizyt były zawsze, ale teraz rozmiar zjawiska przybiera rozmiary apokaliptyczne. Na jednym z niedawnych dyżurów odnotowałem bodaj 12 prób "zamówienia" wizyt domowych: 2 były to przypadki stricte ratownicze, kolejne 3 to były przypadki nie ratownicze, ale ze wskazaniami do hospitalizacji na podstawie samego wywiadu, kolejnych 6 to były przypadki do zjawienia się w ambulatorium (co zostało wyegzekwowane), 1 przypadek spełniał śladowo (o ile w ogóle przyjmujemy koncepcję istnienia jakichkolwiek wskazań do wizyt i koncepcję istnienia instytucji wizyt) wskazania do ewentualnej domowej wizyty lekarskiej.
Poza postulatem (oczywistym) likwidacji wyjazdowej NPL przypominam mój stary postulat:
powinna być ustawowa regulacja mówiąca o tym, że osoba pracująca w placówce na kontrakcie z NFZ (pielęgniarka bądź lekarz) w momencie usłyszenia przez telefon czegokolwiek (prośby lub żądania) z użyciem sformułowania "zamówienie wizyty domowej", ma prawo natychmiast przerwać rozmowę telefoniczną bez podania żadnych wyjaśnień.
Oczekiwanie szacunku dla semantyki logicznej w podstawowym zakresie nie wydaje się bowiem być oczekiwaniem wygórowanym.