Dodaj do ulubionych

Medycyna rodzinna to pomyłka.

IP: *.tvsat364.lodz.pl 10.05.04, 21:25
Lekarz rodzinny w dużych miastach, w ośrodkach akademickich to poprostu
wstecznictwo.
To doradcy pana ministra Maksymowicza, zauroczeni ekonomiką systemu
anglosaskiego, wprowadzili medycynę rodzinną jako remedium na wszelkie
bolączki służby zdrowia.
Lekarz - omnibus, który zna się na wszystkim - to nieporozumienie.
Pewnie, że w wiejskich czy gminnych ośrodkach zdrowia, gdzie do najbliższego
specjalisty jest 100 km, taki lekarz ma prawo bytu. On jest tam
najmądrzejszy. Często jego pomoc doraźna może uratować zdrowie albo i życie.
Ale w miastach, gdzie pracują fachowcy we wszelkich specjalnościach, gdzie są
przychodnie przyszpitalne i przykliniczne, gdzie diagnozować i leczyć można
na światowym poziomie, lekarz rodzinny to pomyłka.
A jeśli lekarz rodzinny ma być tym opiekunem rodziny to niech on raczej
będzie od profilaktyki. Nie wystarczą 3, 4 czy nawet 5 lat specjalizowania
się, aby dobrze leczyć. Tu potrzeba 10 - 15 lat praktyki w różnych działach
medycyny.
Chyba, że godzimy się na "paramedycynę rejonową".
Obserwuj wątek
    • dentystka2 Re: Medycyna rodzinna to pomyłka. 10.05.04, 22:23
      Bzdury pleciesz. Specjaliści są od specjalistyki i leczenia poważnych, rzadkich
      schorzeń, wymagających wąskiej, specjalistycznej wiedzy i kompetencji. Lekarz
      rodzinny ma wystarczającą wiedzę, żeby leczyć i prowadzić pacjentów
      w "prostszych", niewymagających specjalistycznej pomocy, przypadkach. Jeśli do
      spacjalisty biegnie się z byle bzdurą ( z każdą anginą do laryngologa i z
      każdym banalnym włókniakiem skóry do onkologa), to nie dziwota, że ci, którzy
      wymagają naprawdę specjalistycznej pomocy, muszą czekać na nią miesiącami. Poza
      tym opieka lekarza rodzinnego jest tańsza. Wszyscy skarżycie się, że lekarz
      leczy w Polsce chorobę, a nie pacjenta, że każdy zajmuje się swoją wąską
      działką, a kto się lepiej nadaje do sprawowania opieki nad całą rodziną? Czy
      kardiolog będzie zainteresowany wykryciem np. problemu maltretowania w rodzinie?
      A może okulista? Paradoksalnie (choć właściwie nie paradoksalnie ) - im
      większe miasto i łatwiejszy dostęp do specjalistów, tym większe poczucie
      bezradności i osamotnienia pacjentów w chorobie.
      • Gość: dradam Re: Medycyna rodzinna to pomyłka. IP: *.direcpc.com 11.05.04, 04:02
        Gość portalu: Doki napisał(a):

        > (...)
        > No i po trzecie, ktos to wszystko musi koordynowac. Specjalisci maja tendencje
        > do bycia "single organ doctors". To jest bardzo niedobre dla pacjentow.

        Sa dwie przeslanki do utrzymywania "family physicians" . Jedna z nich
        wymienil "doki".

        Jest to chec uczynienia systemu medycznego "zjadliwym" dla pacjenta. Bo pacjent
        z napadami palpitacji serca wcale nie musi miec choroby serca, proste ?

        Bole glowy wcale nie musza byc objawem choroby (ukrwienia) mozgu .
        Przewlekle krwawienia miesieczne nie musza byc spowodowane choroba macicy ( lub
        schorzeniem endokrynologicznym).

        Po wtore - lekarz rodzinny spelnia role of "gatekeeper". To znaczy nie pozwala
        aby pacjent z zapaleniem migdalkow szedl do laryngologa. Aby pacjent z astma
        latal do pulmonologa. Aby stany zapalne pecherza nie byly leczone tylko przez
        urologa. Aby tradzik mlodzienczy nie musial byc od razu leczony przez
        dermatologa.

        W krajach gdzie system lekarza rodzinnego ma ugruntowana racje bytu, lekarze
        rodzinni sa stale szkoleni ( dwa lata rezydentury, czesto trzeci) i doszkalani
        = system ten dziala znakomicie. Bo co najwyzej 5 % pacjentow wymaga kierowania
        do specjalistow. Zreszta przy okazji : kierujac do specjalisty lekarz rodzinny
        jest odpowiedzialny za wykonanie podstawowych badan. Na przyklad takich jak
        echo ( gdy w gre wchodzi niewydolnosc serca), CT/MRI kregoslupa - gdy pacjent
        jest kierowany do ortopedy/neurochirurga z powodu wypadnienia dysku i objawow
        korzonkowych.

        W Polsce system ten zostal w tym zakresie postawiony na glowie i wychodza
        nonsensy.

        Pozdrawiam
    • Gość: g@mdan Re: Medycyna rodzinna to pomyłka. IP: *.tvsat364.lodz.pl 11.05.04, 16:04
      A ja się z Wami nie zgadzam.
      Dentystka2 twierdzi, że "lekarz rodzinny ma wystarczającą wiedzę żeby leczyć w
      prostszych przypadkach". Ale czy ma on wystarczającą wiedzę aby rozpoznać czy
      dany przypadek jest prosty czy jest to może wstępne stadium groźnej choroby?
      W Polsce na pewno nie.
      Opieka lekarza rodzinnego jest tańsza, ale tylko wtedy, gdy leczy on proste
      schorzenie. Błędna diagnoza, a potem niewłaściwe leczenie w efekcie kosztuje
      dużo drożej.
      Doki, medycyna specjalistyczna na świecie jest droga bo specjaliści zarabiają
      dużo. W Polsce płace lekarzy niewiele odstają od socjalistycznej "urawniłowki".
      Koszty mogą być jeszcze większe, gdy lekarz rodzinny zleca niepotrzebnie lub
      nietrafnie drogie badania lub gdy po niefachowej terapii pacjent z powikłaniami
      trafia do szpitala.
      Dradam też patrzy na problem przez pryzmat zachodniej opieki zdrowotnej. Uważa,
      że tylko 5% pacjentów wymaga leczenia specjalistycznego (Doki twierdzi, że
      20%)!! Kto jest bliżej prawdy?
      Lekarz rodzinny ma tendencję do bagatelizowania powagi schorzenia. Jest skłonny
      rozpoznać głuchotę z powodu nadmiaru woskowiny i płukać przewód słuchowy niż
      rozpoznać neurogenne zaburzenie słuchu i wysłać pacjenta do laryngologa.
      Chętniej rozpozna migrenę niż guza mózgu. Może mniej pomyli się przy leczeniu
      zaburzeń rytmu serca, bo w końcu zaczynał praktykę jako internista. Pomyli się
      tylko przy co 20-tym pacjencie. To mało czy dużo?
      Uważam, że postawienie sprawy właśnie "na głowie" jest lepsze dla pacjenta (a
      nie dla systemu - tego proszę nie mylić).
      To właśnie specjalista może ocenić, czy dane schorzenie wymaga opieki
      specjalistycznej czy też jest to rzecz banalna i poradzi sobie z nią lekarz
      rodzinny. To specjalista wie, czy skierować pacjenta na specjalistyczne badania
      czy np. wystarczy RTG.
      Specjalista nie musi leczyć błachych chorób, tylko odesłać chorego do lekarza
      rodzinnego. Wtedy kolejki do niego będą krótsze.
      Będzie to także element szkolenia lekarza rodzinnego, czego w Polsce brak.
      W Polsce.
      Pozdr.
      • Gość: Doki Re: Medycyna rodzinna to pomyłka. IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 11.05.04, 20:40
        > że tylko 5% pacjentów wymaga leczenia specjalistycznego (Doki twierdzi, że
        > 20%)!! Kto jest bliżej prawdy?

        Obaj. Nie ma bowiem jednej "prawdy", tzn nie da sie powiedziec obiektywnie ktory
        pacjent wymaga leczenia specjalistycznego. Jesli zapytasz pacjentow, to wszyscy
        beda chcieli do specjalisty. Jesli zapytasz kasy chorych, albo lekarzy domowych,
        to malo kto musi isc do specjalisty.
        • Gość: dradam Re: Medycyna rodzinna to pomyłka. IP: *.direcpc.com 12.05.04, 01:53
          Gość portalu: Doki napisał(a):

          > > że tylko 5% pacjentów wymaga leczenia specjalistycznego (Doki twierdzi, że
          > > 20%)!! Kto jest bliżej prawdy?
          >
          > Obaj. Nie ma bowiem jednej "prawdy", tzn nie da sie powiedziec
          > obiektywnie ktory
          > pacjent wymaga leczenia specjalistycznego. Jesli zapytasz pacjentow,
          > to wszyscy
          > beda chcieli do specjalisty. Jesli zapytasz kasy chorych,
          > albo lekarzy domowych
          > to malo kto musi isc do specjalisty.

          Mysle, ze odpowiedz na to pytanie winna brzmiec inaczej. To zalezy jakie
          schorzenie i do jakiego lekarza rodzinnego.
          Ktos powyzej wspominal, ze lekarz rodzinny to "byly internista".
          No wiec ten poglad jest bledny ( albo prawdziwy tylko w Polsce).

          Bo obowiazki lekarza rodzinnego to cos innego niz byc "malym internista". To
          pediatria, ginekologia ( pobranie PAP, zapisanie srodkow antykoncepcyjnych,
          przykladowo...). To ortopedia ( zlamanie nadgarstka),to laryngologia,leczenie
          nadcisnienia, cukrzycy ... Nieinwazyjna okulistyka. Stany zapalne narzadow
          moczo-plciowych. To mala psychiatria. Mala chirurgia.

          Jak czytam taka dyskusje to przypomina mi sie plakat wywieszony w biurze
          konstrukcyjnym zakladow Boeniga, a przedstawiajacy trzmiela. Pod wizerunkiem
          byl napis " zgodnie z nasza wiedza trzmiel nie powinien latac. Jest za ciezki..
          Ale lata !".

          Dlatego proponuje uznac, ze instytucja lekarza rodzinnego istnieje, w wielu
          (bogatszych zreszta od Polski) krajach zdaje znakomicie egzamin . Ze swej
          strony moja obserwacja jest taka, ze moi pacjenci wcale nie chca wszyscy byc
          referowani do specjalistow. I ze w wiekszosci przypadkow bez dyskusji zgadzaja
          sie z moja propozycja na ten temat ( isc, nie isc, albo kiedy isc, po jakich
          badaniach). Zreszta prawde powiedziawszy : moge zlecac prawie 99 % testow ktore
          sa osiagalne w naszej okolicy ( poza PETem). Moge zapisywac 95 % lekow. No wiec
          robie to co robie dobrze i na czym sie znam. A jak nie czuje sie pewnie, albo
          nie mam mozliwosci technicznych ( na przyklad gastroskopia) to wysylam do
          specjalisty.

          Tak jestem wyszkolony i po ponad 30 latach w zawodzie czuje sie mniej wiecej
          swobodnie wiedzac co i gdzie sie miesci u pacjentow.

          A jak to wyglada w Polsce - to juz inna sprawa. Ja przynajmniej nie czuje sie
          odpowiedzialny. :-((((

          Pozdr.


          • Gość: g@mdan Re: Medycyna rodzinna to pomyłka. IP: *.tvsat364.lodz.pl 12.05.04, 19:09
            Dradam pewnie znasz taką prawdę, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do
            niczego.
            Można powiedzieć tak o lekarzu. Bez obrazy.
            Reprezentujesz tu własną opinię, a nie opinię swoich pacjentów. Dlaczego oni
            nie chcą być odsyłani do specjalisty? Na pewno nie dlatego, że nie chcą być
            fachowo leczeni. Kolejka do specjalisty działa wystarczająco odstraszająco. Ten
            system tak właśnie się sprawdził.

            >jak nie czuje sie pewnie... to wysyłam do specjalisty.

            To Twoje słowa. Ty, fachowiec z 30-letnim stażem, szkolony na zachodzie, czasem
            masz wątpliwości. Jak każdy zresztą.
            To ile wątpliwości ma prawo mieć lekarz rodzinny z 3-letnim stażem? Ile błędów
            diagnostycznych i terapeutycznych może on popełnić?
            Oczywiście, że lekarze specjaliści też popełniają błędy. Są, tak jak lekarze
            rodzinni - dobrzy i źli.
            Dlatego podtrzymuję swoją opinię. Lekarz rodzinny - owszem, ale tylko po
            wieloletnim szkoleniu i tylko "na prowincji".
            • Gość: dradam Re: Medycyna rodzinna to pomyłka. IP: *.direcpc.com 13.05.04, 05:16
              Gość portalu: g@mdan napisał(a):

              ) Dradam pewnie znasz taką prawdę, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do
              ) niczego. Można powiedzieć tak o lekarzu. Bez obrazy.

              Mozna.

              ) Reprezentujesz tu własną opinię, a nie opinię swoich pacjentów. Dlaczego oni
              ) nie chcą być odsyłani do specjalisty? Na pewno nie dlatego, że nie chcą być
              ) fachowo leczeni. Kolejka do specjalisty działa wystarczająco odstraszająco.
              ) Ten system tak właśnie się sprawdził.

              Widzisz, nie w tym rzecz. To nie system sie nie sprawdzil. Ale jego wdrozenie.
              Ale dlaczego - o tym za chwilke.
              )
              ) )jak nie czuje sie pewnie... to wysyłam do specjalisty.
              )
              ) To Twoje słowa. Ty, fachowiec z 30-letnim stażem,
              ) szkolony na zachodzie, czasem
              ) masz wątpliwości. Jak każdy zresztą.
              ) To ile wątpliwości ma prawo mieć lekarz rodzinny z 3-letnim stażem?
              ) Ile błędów
              ) diagnostycznych i terapeutycznych może on popełnić?
              ) Oczywiście, że lekarze specjaliści też popełniają błędy. Są, tak jak lekarze
              ) rodzinni - dobrzy i źli.
              ) Dlatego podtrzymuję swoją opinię. Lekarz rodzinny - owszem, ale tylko po
              ) wieloletnim szkoleniu i tylko "na prowincji".

              Musze sie przyznac, ze z zainteresowaniem przeczytalem Twoja wypowiedz.

              I musze Ci sie przyznac, ze w czesci mnie Twoje argumenty przekonuja. Ale -
              tylko w czesci !

              Z czego moja rezerwacja wynika ?

              A no wynika z tego, ze wypowiadasz sie na temat systemu "lekarz rodzinny versus
              specjalista" patrzac na jeden jedyny przyklad , a mianowicie na Polske.

              I zamiast pisac, ze cos tam w Polsce jest zle to piszesz, ze system jest zly.

              Moze byloby wiec sluszniej, abys zamiast pisac o systemie pisal o polskim
              wdrozeniu tego systemu. Byloby to logiczne i zgodne z Twymi obserwacjami.


              Pozwole sobie na mala dygresje. Otoz "siedze" na liscie dyskusyjnej lekarzy
              wiejskiej z mego kraju. Mamy tez sporo kolegow z Australii na tej liscie. W
              obu naszych krajach systemy ochrony zdrowia nieco sie roznia. Ale w obu krajach
              jest system "lekarzy rodzinnych".

              Mozesz mi uwierzyc "na slowo" ze nasze problemy sa bardzo podobne. Pisze o tym
              nie jako aktualnie "miejski lekarz rodzinny". Ale z pozycji "wiejskiego",
              ktorym bylem przez pare lat. Pracujac od najblizszego specjalisty mniej wiecej
              na odleglosc 200-700 km (zaleznie od lokalizacji).

              Widze, ze jestes sklonny uznac istnienie lekarza rodzinnego w srodowisku
              wiejskim. Choc tak prawde powiedziawszy - mozna miec opinie, ze wlasnie w tym
              srodowisku, ze wzgledu na zlozonosc problematyki i trudnosci techniczne, winni
              wlasnie pracowac najbardziej doswiadczeni i najlepiej wyszkoleni lekarze. I
              tutaj sie mniej wiecej zgadzamy.

              Moze wiec ten problem pozostawimy na uboczu.

              Piszac o srodowisku miejskim. Nie wiem czy przygladasz sie uwazniej dyskusji na
              tym forum. Otoz okazuje sie, ( w moim skromnym mniemaniu) ze circa 70 % tematow
              wynika z tego, ze ktos czegos nie wie. Ze chce sprawdzic, czy zostal
              potraktowany przez specjaliste dobrze. Czy nie powinien byc potraktowany lepiej
              lub po prostu inaczej.

              I tu pokazuje sie potrzeba trzeciej roli lekarza rodzinnego. A mianowicie
              czegos co nazywa sie w jezyku angielskim "patient advocate".

              Jak to dziala. Jak ja dzialam w tej roli ?

              Otoz powiedzmy, ze pacjent wymaga skierowania do leczenia specjalistycznego. NO
              wiec lapie sie za telefon ( jak sprawa pilna ) albo dyktuje referral letter.
              Pisze w nim mniej wiecej tak " Szanowny Kolego ! Bede zobowiazany za ocene
              pacjenta X, ktory przyszedl do mnie z takim to a takim problemem. Ma on inne
              problemy zdrowotne rowniez (wyliczenie) i jest leczony ( wyliczenie) w ten a
              ten sposob. prosze o pomoc w ustaleniu rozpoznania ( albo : przeprowadzenie
              takiego to a takiego zabiegu diagnostycznego/leczniczego albo zajecie sie nim w
              takim to a nie innym zakresie). Pacjent byl oceniony juz przez takich to lub
              innych specjalistow ( z nastepujacych powodow) . Zalaczam wyniki badan
              dodatkowycjh, ktore zlecilem. Z gory dziekuje =dradam=".

              I takie skierowanie ( a wlascicie list - liczacy sobie strone lub dwie
              maszynopisu) idzie wraz z pacjentem do specjalisty. Faxem , albo poczta...

              I pacjent trafia do specjalisty . I wraca od niego list mniej wiecej
              taki "szanowny Kolego ! Serdecznie dziekuje za skierowanie tego wspanialego
              pacjenta. Ma on taki to a taki wywiad. Takie to i takie objawy w badaniu. Moja
              opinia jest, ze (tutaj nastepuje wyliczenie). Pozwolilem sobie na zlecenie
              nastepujacych badan. Planuje, ze jak wszystko sie zbierze to (nastepuje
              wyliczenie). zrobie to i owo. O wynikach dam Panu Koledze osobno znac. Lacze
              wyrazy glebokiego szacunku ( XYZ )."

              A potem wraca kolejny list "Szanowny Kolego ! Pacjent mial wykonane takie to i
              takie testy. Stwierdzono to i to. Postanowilem, ze nie wymaga on leczenia
              operacyjnego. O mojej decyzji powiadomilem pacjenta, ktory sie z moja opinia
              zgodzil.Pozwalam sobie odeslac go Panu Koledze z powrotem do dalszego leczenia.
              Gdyby pacjent zmienil zdanie i postanowil poddac sie operacji to prosze sie nie
              krepowac i odeslac go do mnie z powrotem . Dziekuje serdecznie za skierowanie
              do mojej uwagi tego nieslychanie interesujacego przypadku. Z wyrazami szczerego
              szacunku (XYZ)".

              Oczywiscie teksty te podaje jedynie zupelnie przykladowo . Ilosc kombinacji
              bowiem jest nieograniczona.

              Co jest bowiem wazne w tym procesie. A mianowicie specjalista sluzy MI do
              pomocy w leczeniu pacjenta. I o ile nie zostanie on poddany zabiegowi
              operacyjnemu ( za ktory specjalista jest calkowicie odpowiedzialny) , ja ciagle
              mam nad tym pacjentem opieke.

              I jak pacjent do mnie wroci z powrotem to zwykle ( nie zawsze) z pacjentem
              siadam, zapoznaje go z wynikiem konsultacji, objasniam mu techniczne, fachowe
              terminy. Na zakonczenie pytam sie go czy ma jakies pytania. I jak powie mi, ze
              ma lub cos w tym sensie to sie pytam, czy jest on z konsultacji zadowolony. I
              jak pacjent powie, ze NIE - to w moim interesie lezy zapytanie sie go, czy
              sobie zyczy, aby inny specjalista wyrazil "druga " opinie (second opinion). Bo
              nikt nie jest nieomylny, prawda ?

              I czasami tak sie sklada, ze mam dwie rozne opinie od specjalistow. I wtedy
              jest to moje zadanie, aby z tego wyciagnac cos, co ja uwazam za sluszne i
              przedstawic to pacjentowi. Bo ja pacjenta znam najlepiej. I pacjent mnie zna i
              wierzy mi, ze ja dzialam w jego interesie.

              Poza tym istnieje rowniez jeszcze jeden problem. A mianowicie, jak pacjenta
              leczy kilku specjalistow, to musi istniec ktos kto to wszystko koordynuje i
              kontroluje. Czy przypadkiem ktorys ze specjalistow nie bedzie mieszal innemu.
              Czy leki w ten sposob przepisywane nie beda ze soba sie klocic.

              Nie jest to problem wcale blachy. Mam pacjentow leczonych jednoczesnie przez 4
              czy 5 specjalistow. I trzeba dobrze sie naglowkowac czasem, aby cos sie
              nie "poklocilo". Mam teraz na przyklad pacjentke z SLE ( i zespolem
              nadkrzepliwosci). Z astma. Choroba kolan (do operacji). Z depresja. Z otyloscia
              ktora powoduje, ze pacjentka jest szersza niz wysoka. Na szeregu lekach
              (wlaczajac trutke na szczury).

              I ja jestem odpowiedzialny, aby i miala operacje. Bez zatoru tetnicy plucnej .
              I schudla. I nie udusila sie z powodu astmy . I nie najadla sie tej trutki za
              duzo, przy tej swojej depresji.


              Taki jest mniej wiecej moj poglad w tej materii. I taki jest poglad lekarzy
              rodzinnych z wielu krajow.

              Jezeli wiec sie nieco szerzej rozpisalem to miedzy innymi dlatego, aby uczulic
              Ciebie ( innych czytajacych) na fakt, ze to co jest w Polsce ma niewiele
              wspolnego z tym co sie powinno i jak sie powinno robic w tym zakresie.

              Czy te "odchylenia" zostaly przez kogos spowodowane ? Nie, sadze, ze wynikaja
              one z wielu przeslanek.

              Po pierwsze z braku forsy. I co do tego nie mamy zludzen. W regionie
              administracyjnym , gdzie pracuje, wladze placa srednio lekarzowi rodzinnemu
              $500 (US) za opieke nad jednym pacjentem ( placa zreszta w
              • Gość: dradam Re: Medycyna rodzinna to pomyłka. - ciag dalszy IP: *.direcpc.com 13.05.04, 05:23
                (...) depresji.


                Taki jest mniej wiecej moj poglad w tej materii. I taki jest poglad lekarzy
                rodzinnych z wielu krajow.

                Jezeli wiec sie nieco szerzej rozpisalem to miedzy innymi dlatego, aby uczulic
                Ciebie ( i innych czytajacych) na fakt, ze to co jest w Polsce ma niewiele
                wspolnego z tym co sie powinno i jak sie powinno robic w tym zakresie. I jak
                sie to to naprawde na swiecie robi.

                Czy te "odchylenia" zostaly przez kogos spowodowane ? Nie, sadze, ze wynikaja
                one z wielu przeslanek.

                Po pierwsze z braku forsy. I co do tego nie mam zludzen. W regionie
                administracyjnym , gdzie pracuje, wladze placa srednio lekarzowi rodzinnemu
                $500 (US) rocznie za opieke nad jednym pacjentem ( placa zreszta w innym
                systemie niz w Polsce, bo w systemie fee for service). To oczywiscie pwoduje
                zasadnicza roznice w tym co taki lekarz chce robic i czy mu sie oplaca uczyc .
                A takze, czy oplaca mu sie leczyc pacjenta.

                Po wtore : nikt nie usiluje robic oszczednosci tam gdzie nie powinno sie ich
                robic. Nikt nie kaze mi placic za jakiekolwiek testy zlecane pacjentowi. Chocby
                bylo one bardzo drogie.

                Co wiecej - jestem stale zachecany abym robil jak najwiecej dla pacjentow.
                Pozwole sobie posluzyc sie prostym przykladem. Mamy jeden z najlepszych
                osrodkow przeszczepow komorek trzustki. Co stosuje sie przy leczeniu cukrzycy.
                Jak wyglada rekrutacja pacjentow do takiego leczenia. A no wszyscy lekarze
                rodzinni dostali szczegolowa informacje na pismie ( dostepna jest ona rowniez
                na WWW). I zachecono ich aby kierowali bezposrednio do centrum. I obiecano, ze
                jak pacjent spelni kryteria (znane publicznie) to przeszczep dostanie (za darmo
                zreszta). Moze nie od razu, ale dostanie ... Czynnikiem limitujacym jest
                bowiem liczba dawcow ( na jednego biorce potrzeba dwoch dawcow).

                Lista oczekujacych na przeszczep wiec skraca sie w lecie, a wydluza w zimie. Bo
                w lecie mamy motocyklistow. A jeden motocyklista to dwie nerki, jedno
                serduszko, dwa plucka, jedna trzustka i pare oczek. I pare kilogramow kosci ,
                no skorka...


                Nie ma wiec piramidy "komisji" i specjalistow,ktorzy tylko czekaja aby "podjac
                wazna decyzje". Wszystko jest jasne i proste. Przynajmniej na etapie
                kwalifikacji...

                W ten sposob pozbywa sie system "szczebli posrednich" ktore tylko powoduja
                dodatkowe wydatki.

                Nie chcialbym abys odniosl wrazenie, ze u nas wszystko jest cacy i bez
                zarzutow. Ze lezymy na forsie i tylko czekamy jak ja wydac.

                Z pewnoscia tak nie jest. Ale uwazamy, ze tylko ludzie biedni sa rozrzutni. Bo
                kupuja lichy towar, ktory niedlugo wytrzymuje i wymaga drogich napraw i
                niedlugo sluzy.

                Bogatsi wiedza, ze lepiej jest cos kupic drozszego i porzadniejszego. Bo
                wytrzyma dluzej i nie musi sie placic za czeste i pracochlonne (czasochlonne)
                naprawy.

                I wydaje mi sie, ze zgodzisz sie ze mna, iz jednym z podstawowych bledow,
                poczynionych w Polsce w ciagu ostatnich lat, w zakresie ochrony zdrowia bylo
                to, ze polskie wladze i polscy "managers-physicians" postanowili zrobic cos na
                wlasna reke. Nie korzystajac z doswiadczen zagranicznych. Bo to co wzieto z
                zagranicy (Niemiec) - kasy chorych - byly juz w stanie nadajacym sie do
                zasadniczego remontu, zreszta.

                Serdecznie pozdrawiam

                dra.
              • Gość: g@mdan Re: Medycyna rodzinna w Polsce to pomyłka. IP: *.tvsat364.lodz.pl 15.05.04, 16:06
                Dradam,
                miło się z Tobą gawędzi, chociaż żeś jest gaduła.
                Masz rację, mówię o sytuacji w Polsce. Cieszę się, że częściowo się zgadzamy.
                Nie oczekiwałem, że przyznasz mi rację w całości, bo podważyłbyś tym sens
                własnej pracy zawodowej.
                Na forum równie dużo jest postów od ludzi, którzy wyrażają swoje wątpliwości po
                kontakcie z lekarzem rodzinnym ( czy powinien dać skierowanie do specjalisty?
                dlaczego nie skierował na badania? itp).
                Czytam Twój post trochę jak powieść science fiction. Oczywiście z pozytywnymi
                wrażeniami. Zwłaszcza co do kontaktów z innymi lekarzami. Pisanie listów do
                kolegi lekarza to miniona epoka. Kto w Polsce ma na to czas? Lekarz polski
                pracuje na akord, a tu liczy się ilość, nie jakość. Dziękować za
                skierowanie "interesującego przypadku"!!! Żarty. Leczenie ciekawych przypadków
                jest drogie i pracochłonne.
                Moje uwagi o medycynie rodzinnej dotyczyły systemów europejskich. Zostały one
                tak ułożone, aby wystarczyło na nie pieniędzy. Wcale nie są dobre dla chorego,
                ale są oszczędne.
                W Polsce z oszczędności "wylewa się dziecko z kąpielą".
                Pracujesz w idealnym systemie.
                Tylko, że idealnego systemu nie ma.
                • Gość: dradam Re: Medycyna rodzinna w Polsce to pomyłka. IP: *.direcpc.com 15.05.04, 23:39
                  Gość portalu: g@mdan napisał(a):

                  > Dradam,
                  > miło się z Tobą gawędzi, chociaż żeś jest gaduła.

                  No comments.

                  > Masz rację, mówię o sytuacji w Polsce. Cieszę się, że częściowo się zgadzamy.
                  > Nie oczekiwałem, że przyznasz mi rację w całości, bo podważyłbyś tym sens
                  > własnej pracy zawodowej.

                  Mysle, ze sie zgodze.
                  Ale nie zapominaja, ze widzac funkcjonowanie systemu od wewnatrz mam dobry
                  punkt obserwacyjny.

                  > Na forum równie dużo jest postów od ludzi, którzy wyrażają swoje
                  >wątpliwości po
                  > kontakcie z lekarzem rodzinnym ( czy powinien dać skierowanie do specjalisty?
                  > dlaczego nie skierował na badania? itp).
                  > Czytam Twój post trochę jak powieść science fiction. Oczywiście z pozytywnymi
                  > wrażeniami. Zwłaszcza co do kontaktów z innymi lekarzami. Pisanie listów do
                  > kolegi lekarza to miniona epoka. Kto w Polsce ma na to czas?


                  Mysle, ze powinieniem Ciebie odeslac do stronnicy :
                  www.cpsa.ab.ca/publicationsresources/policies.asp
                  Kliknij sobie na ""The Referral/Consultation Process: Revised June 2003 "" i
                  poczytaj sobie ten dokument. Jest to juz nieco przestarzala wersja dokumentu,
                  ale mysle, ze oddaje to co ja pozwolilem sobie napisac. Kazdy College w
                  Kanadzie ma wlasne reguly, ale mniej wiecej, przynajmniej jest to w tym
                  zakresie, prawie to samo.

                  kazdy pacjent w prowincji moze sobie poczytac co mu sie nalezy. Jest to kwestia
                  jasna i jawna ...

                  > Lekarz polski
                  > pracuje na akord, a tu liczy się ilość, nie jakość.

                  Wiesz, akurat brzmi to dla mnie niezrozumialem. Grubo ponad 80 % specjalistow w
                  Kanadzie jest placonych jako "fee for service". Im wiecej zobacza pacjentow,
                  tym wiecej zarobia. Jak to wiec jest, ze im sie oplaca pracowac porzadnie ?

                  > Dziękować za
                  > skierowanie "interesującego przypadku"!!! Żarty. Leczenie
                  > ciekawych przypadków
                  > jest drogie i pracochłonne.

                  I znowu jest to dla mnie niezrozumiale. Jest akurat wprost przeciwnie. Nie chce
                  sie rozdrabniac i przytaczac dokumentacji, bo mnie nazwiesz gadula.

                  > Moje uwagi o medycynie rodzinnej dotyczyły systemów europejskich. Zostały one
                  > tak ułożone, aby wystarczyło na nie pieniędzy. Wcale nie są dobre
                  > dla chorego,
                  > ale są oszczędne.

                  Nie bede komentowal. Koledzy z Francji maja ten sam system i jakos to leci.

                  > W Polsce z oszczędności "wylewa się dziecko z kąpielą".
                  > Pracujesz w idealnym systemie.
                  > Tylko, że idealnego systemu nie ma.


                  Zgadza sie.
                  Ten wspomniany/opisany przeze mnie ulega obecnie znacznemu udoskonaleniu. Jest
                  to tak zwany POSP (miedzy innymi dlatego okreslilem regulacje College'u z
                  Alberty jako przestarzale).

                  Na czym polega ten POSP, z grubsza biorac.

                  Otoz polega na centralizacji bazy danych,ktora jest jedna na region. Lekarz ma
                  dostep do pelnego zakresu informacji o pacjencie. Farmaceuta ma info do pewnych
                  segmentow. Fizykoterapeuta - znowu do jakiegos tam dzialu.

                  Upowaznieni "elektronicznie" ( zgoda pacjenta jest do tego upowaznienia
                  konieczna), moga nie tylko "czytac" dane , ale takze wprowadzac uzupelnienia.

                  Co to znaczy w praktyce :

                  -lekarz rodzinny ma pelny dostep do wynikow badan dodatkowych, wypisow
                  szpitalnych z przeszlosci. Jak referuje pacjenta do specjalisty to jego referal
                  idzie droga elektroniczna ( cos jakby posting na BB ).

                  -ucieka sie w ten sposob od papieru. Referal do konsultanta - to kwestia
                  napisania e-mail i wystawienia na BB. Kazdy lekarz rodzinny widzi od reki co
                  sie dzialo z pacjentem w przeszlosci. Nie ma mozliwoscia wedrowania miedzy
                  lekarzami i wyludzania narkotykow ( na przyklad).

                  Mysle, ze za dwa-trzy lata bedzie to to wszystko dzialalo. Juz obecnie 10 %
                  lekarzy w tej prowincji sie tym systemem posluguje.

                  Amerykanie wprowadzaja cos podobnego.

                  Jest wiele kwestii do rozwiazania, miedzy innymi kwestia ochrony prywatnosci.

                  Mam nadzieje, ze ten system bedzie bardziej idealny i bedzie Ci sie bardziej
                  podobal. Jak na razie wladze placa kazdemu lekarzowi $2000 na hardware i
                  software komputerowe rocznie, aby sie lekarze "podciagali" w zakresie
                  komputerow i bazy danych . To sie przyda jak POSP wejdzie w pelni w zycie.

                  Pozdrawiam , mam nadzieje, ze sie nie rozpisalem niepotrzebnie


                  dradam
                  • Gość: g@mdan Re: Medycyna rodzinna w Polsce to pomyłka. IP: *.tvsat364.lodz.pl 16.05.04, 16:16
                    No to jestem zdołowany.
                    Nie sądziłem, że dystans dzielący mnie od reszty świata jest daleko większy niż
                    Atlantyk.
                    Najpierw o sprawach przyziemnych.

                    >Wiesz, akurat brzmi to dla mnie niezrozumialem. Grubo ponad 80 % specjalistow
                    >w
                    >Kanadzie jest placonych jako "fee for service". Im wiecej zobacza pacjentow,
                    >tym wiecej zarobia. Jak to wiec jest, ze im sie oplaca pracowac porzadnie ?

                    Różnica polega na tym, że tu nie ma wariantu "tym więcej zarobię". W Polsce
                    mamy sytuację taką, że "im więcej zobaczę pacjentów" - tym szybciej mogę
                    stracić pracę. Dlaczego? Bo wszelkie wyliczenia kosztów działalności medycznej
                    są tak skonstruowane, że generują dług. Czyli im więcej pracuję tym większe
                    ponoszę koszty, a im większe koszty tym większy dług. Tak więc szpitale
                    kliniczne, instytuty naukowe itp. gdzie wykonywane są nowoczesne (drogie)
                    badania i stosowane nowoczesne metody terapeutyczne (też kosztowne) toną w
                    olbrzymich długach.
                    Pozwolisz, że nie będę się wypowiadał na temat tego co Ty nazywasz "pracować
                    porządnie".

                    Prawie cała Europa Zach. boryka się obecnie z trudnościami finansowymi. Systemy
                    opieki zdrowotnej są dopasowywane do możliwości finansowych. Myślę, że dlatego
                    w tej dyskusji pozostaliśmy tylko my. Nawet Doki zamilkł.
                    Widzisz, że pozycji lekarza rodzinnego na tym forum nie broni nikt z Polski.

                    System POSP to sprawa z innej planety.
                    Czy wiesz jaki odsetek gabinetów lekarskich w Polsce jest wyposażonych w
                    komputer? Coś koło 5%. U mnie np. komputer służy jedynie do wprowadzania danych
                    statystycznych i wypełniania formularzy NFZ. Komputer w Polsce to jeszcze
                    bardzo często po prostu maszyna do pisania i drukowania.
                    "Hardware" i "software" to terminy znane może połowie lekarzy polskich.
                    Czy wiesz, że pewien szef Kasy Chorych w Polsce wprowadził na własną rękę
                    system dokładnej ewidencji pacjentów, lekarzy, usług i placówek medycznych,
                    zaczął wyposażać pacjentów w karty chipowe, a lekarzy w czytniki tych kart i
                    skończył posądzony o malwersacje i wywalony z hukiem na zbity pysk?
                    Stworzony przez niego system został zlikwidowany.

                    To tyle. Uwagę o gadulstwie traktuj jako przytyk przyjacielski.
                    Pozdrawiam.
                    • Gość: Halina Re: Medycyna rodzinna w Polsce to pomyłka. IP: *.ip-pluggen.com 16.05.04, 20:58
                      Moja lekarka ma komputer i to mnie tylko irytuje, bo przez cala wizyte w
                      niego stuka! Nie wiem nawet czy w tym czasie sprawdza moja historie choroby
                      czy jest z kims na czacie, hi hi. Irytujace to w kazdym razie jest!

                      Czytajac inne dyskusje nasunela mi sie mysl: Czy polscy lekarze nie kieruja na
                      zbyt wiele kosztownych badan?
                      Kiedy czytam rady do kogos, kogo boli od trzech dni glowa: "Idz do neurologa
                      i zrob sobie takie i takie badanie" to zastanawiam sie JAK POLSKE NA TO STAC?
                      • maszar Do Haliny; 16.05.04, 22:19
                        czy gdyby Twja lekarka zamiast używać komputera po staremu pisała w papierowej
                        historii choroby pewnie podejrzewałabyś, że w tym czasie rozwiązuje krzyżówki?
                        W pełni natomiast zgadzam się z Twoją oceną kosztów leczenia. Niestety jesteś
                        wyjątkiem, i to rzadkim - zazwyczaj to pacjenci domagają się wszelkich
                        możliwych badań - naprawdę trudno im wytłumaczyć, że np. stopniowo ustępujące
                        bóle głowy po banalnym urazie nie są pilnym wskazaniem do MRI. Tak wygląda
                        szara rzeczywistość z drugiej strony biurka.
                        • Gość: Gina Lekarz rodzinny to koziołek ofiarny IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.05.04, 14:03
                          bo niestety wszyscy się nauczyli DO SPECJALISTY. Poza tym rodzinny jest
                          idealnym celem do bicia przez media, specjalistów. Jest to SUPERWYNALAZEK TO
                          ZWALANIA WINY ZA WSZYSTKIE NONSENSY lecznictwa w tym kraju. Dlatego tylko
                          deperaci albo nieświadomi (szkoda tych ludzi) idą na rodzinnych.
                          Dzwigają oni olbrzymią odpowiedzialność a system ich odrzuca (z zasady).
                          Dlatego w tym kraju ani teraz, ani jutro ani za 100 lat podstawowa opieka
                          medyczna nie będzie dobrze służyć ludziom. A system: im mniej skierowań tym
                          większa premia to już godne Nobla - a społeczeństwo musi zjeść tę żabę.
                          smacznego.
                          • Gość: g@mdan Re: Gina gadasz głupstwa. IP: *.tvsat364.lodz.pl 23.05.04, 15:28
                            "im mniej skierowań tym
                            większa premia to" kolejna bzdura powtarzana przez populistów.
                            Taką wypowiedzią dajesz świadectwo własnej niewiedzy w tym temacie i
                            wprowadzasz zamęt.
                            Właśnie od tego roku, od wprowadzenia NFZ, nie ma żadnych limitów skierowań do
                            specjalisty. W czasach zarządu Kas Chorych próbowano kontrolować ilość
                            skierowań. Metody były nieudolne, ale związane z finansami.
                            Obecnie nad ilością porad udzielanych przez specjalistów brak jakiejkolwiek
                            kontroli. Dlatego zakontraktowane ilości tak szybko się wyczerpują. Dlatego
                            wydłużają się kolejki do specjalistów. Dlatego m. in. narastają długi placówek
                            sł. zdrowia. Dlatego w NFZ zabrakło pieniędzy.
                            Stąd też pomysł na wypowiedzenie umów z NFZ.
                            Proponuję zajrzeć na witrynę www.ozzl.org.pl i poczytać.
                            Wiele się wyjaśni.
                            • Gość: dradam Re: Gina gadasz głupstwa. IP: *.direcpc.com 23.05.04, 16:22
                              Gość portalu: g@mdan napisał(a):

                              > "im mniej skierowań tym > większa premia to"


                              Rozsadku w tym nie widze, ale czytam dalej, ze :

                              > " Właśnie od tego roku,
                              > od wprowadzenia NFZ, nie ma żadnych limitów skierowań do
                              > specjalisty".

                              Nie sadze, ze limity sa potrzebne. Ale tez nie sadze, ze istnieje potrzeba aby
                              skierowanie do specjalisty bylo regula jak pacjent przyjdzie z zapaleniem
                              pecherza, czy zapaleniem migdalkow. Albo jak kobieta przyjdzie
                              po "contraceptives" , albo na zwyczajny roczny "przeglad".


                              > W czasach zarządu Kas Chorych próbowano kontrolować ilość
                              > skierowań. Metody były nieudolne, ale związane z finansami.
                              > Obecnie nad ilością porad udzielanych przez specjalistów brak jakiejkolwiek
                              > kontroli. Dlatego zakontraktowane ilości tak szybko się wyczerpują.
                              > Dlatego
                              > wydłużają się kolejki do specjalistów. Dlatego m. in. narastają
                              > długi placówek sł. zdrowia. Dlatego w NFZ zabrakło pieniędzy.
                              > Stąd też pomysł na wypowiedzenie umów z NFZ.

                              Rozwiazanie polega na tym, aby jak najwiecej roboty wykonywali lekarze
                              rodzinni. To znaczy, zeby byli zdolni i chetni leczyc dziewiezdziesiat procent
                              zglaszajacych sie pacjentow. To znaczy mieli ku temu mozliwosci. Aby moc sie
                              ksztalcic, aby moc zlecac testy diagnostyczne ... Aby za testy placili nie oni
                              z wlasnej kieszeni ( jest to jedno z najbardziej glupich rozwiazan jakie sobie
                              m,ozna wyobrazic - bo przeciwstawia interes finansowy pacjenta dobru
                              pacjenta ) . Aby wreszcie miec placone za swoja robote.


                              edmonton.cbc.ca/regional/servlet/View?filename=ed_doctors20040518

                              Ten region (czterdziesci piec tys. mieszkancow) jest niezle wyposazony w
                              specjalistow. Ma dwoch chirurgow, dwoch ginekologow, paru internistow. Ma
                              piekny, choc juz nieco przyciasnawy szpital. Ma CT, ma MRI. O ile mnie pamiec
                              nie myli nie maja ortopedy.

                              A mimo to najbardziej brakuje im lekarzy rodzinnych, chca miec osiemnastu, a
                              maja tylko osmiu. Dlatego placa po czterysta tysiecy dolarow lekarzowi
                              rodzinnemu za sama chec przyjezdu i osiedlenia sie. Kolejne trzysta tysiecy $
                              splywa (netto) co roku, za swiadczone uslugi.

                              Jeszcze raz podtrzymuje swoja obserwacje i poprzednio wyrazony osad. Lekarz
                              rodzinny to bardzo dobra inicjatywa. Pod warunkiem, ze sie ja prawidlowo
                              wprowadza.

                              A prywatnie : jak ktos nie jest zachwycony ze swojej roli jako rodzinny w
                              Polsce to zawsze moze sie zastanowic nad pozycja rodzinnego w Fort McM. Wbrew
                              pozorom jest to latwiejsze nizby sie zdawalo...
                    • Gość: Doki Re: Medycyna rodzinna w Polsce to pomyłka. IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 24.05.04, 12:53
                      > Prawie cała Europa Zach. boryka się obecnie z trudnościami finansowymi. Systemy
                      > opieki zdrowotnej są dopasowywane do możliwości finansowych. Myślę, że dlatego
                      > w tej dyskusji pozostaliśmy tylko my. Nawet Doki zamilkł.

                      Brak czasu, przede wszystkim. Te trudnosci finansowe to zwykle straszenie
                      wyborcy i niechec polityczna. Ale dlaczego odpowiedzia na te trudnosci
                      (przynajmniej w mojej okolicy) jest rozbudowa podstawowej opieki zdrowotnej i
                      dowartosciowanie lekarzy rodzinnych kosztem specjalistow?
                    • Gość: dradam Re: Medycyna rodzinna w Polsce to pomyłka. IP: *.direcpc.com 24.05.04, 23:28
                      Gość portalu: g@mdan napisał(a):

                      (...)
                      >
                      > >Wiesz, akurat brzmi to dla mnie niezrozumialem. Grubo ponad 80 % specjalist
                      > ow
                      > >w
                      > >Kanadzie jest placonych jako "fee for service". Im wiecej zobacza pacjentow
                      > ,
                      > >tym wiecej zarobia. Jak to wiec jest, ze im sie oplaca pracowac porzadnie ?
                      >
                      > Różnica polega na tym, że tu nie ma wariantu "tym więcej zarobię". W Polsce
                      > mamy sytuację taką, że "im więcej zobaczę pacjentów" - tym szybciej mogę
                      > stracić pracę. Dlaczego? Bo wszelkie wyliczenia kosztów działalności
                      medycznej
                      > są tak skonstruowane, że generują dług. Czyli im więcej pracuję tym większe
                      > ponoszę koszty, a im większe koszty tym większy dług. Tak więc szpitale
                      > kliniczne, instytuty naukowe itp. gdzie wykonywane są nowoczesne (drogie)
                      > badania i stosowane nowoczesne metody terapeutyczne (też kosztowne) toną w
                      > olbrzymich długach.
                      > Pozwolisz, że nie będę się wypowiadał na temat tego co Ty nazywasz "pracować
                      > porządnie".
                      >

                      No i to jest wlasnie zasluga systemu "fee for service".
                      W praktyce oznacza to, ze lekarze ( w ogromnej wiekszosci) sa placeni nie przez
                      szpitale, kliniki itp. Sa placeni bezposrednio przez prowincje. Za kazda
                      czynnosc osobno.
                      Wobec tego oni sa zainteresowani tym, aby zrobic jak najwiecej ( bo za to sa
                      placeni).
                      A rzecza odministracji szpitalnej jest dostarczenie im sprzetu, pielegniarek,
                      technikow itp. I lekarze sa zywotnie zainteresowani, aby w razie
                      potrzeby, "podpuszczac" (nie mam lepszego okreslenia, niestety) spoleczenstwo
                      (pacjentow), aby Ci glosno wyrazali swoje zadania pod adresem szpitali,
                      ministerstwa i tak dalej.
                      Podkreslam, ze w systemie fee for service lekarze nie placa z wlasnej kieszeni
                      za sprzet szpitalny,laboratoryjny itp. Koszty sprzetu radiologicznego sa osobno
                      liczone.


                      >
                      > System POSP to sprawa z innej planety.


                      www.albertawellnet.org/default_ehr.asp
                      Pozdrawiam

                      dra.
                      • Gość: g@mdan Re: Medycyna rodzinna w Polsce to pomyłka. IP: *.tvsat364.lodz.pl 30.05.04, 00:05

                        >No i to jest wlasnie zasluga systemu "fee for service".
                        >W praktyce oznacza to, ze lekarze ( w ogromnej wiekszosci) sa placeni nie
                        >przez
                        >szpitale, kliniki itp. Sa placeni bezposrednio przez prowincje. Za kazda
                        >czynnosc osobno.
                        >Wobec tego oni sa zainteresowani tym, aby zrobic jak najwiecej ( bo za to sa
                        >placeni).

                        Jak zapewne Ci wiadomo wadą systemu ffs jest nieuzasadniona generacja kosztów
                        związanych z nadmierną diagnostyką oraz leczeniem najdroższymi metodami. To był
                        powód niezłego zamieszania w niemieckiej sł. zdrowia kilka lat temu.
                        Tym kosztownym praktykom ma zapobiec dokładne określenie procedur dla danej
                        grupy schorzeń.
                        Pożyjemy - zobaczymy.
                        No i jeszcze coś a propos "podpuszczania pacjentów".
                        Ten mechanizm sterowania zakresem potrzeb i możliwościami ich zaspokojenia jest
                        możliwy jedynie w okrzepłych systemach demokratycznych. A Polska niestety
                        jeszcze do takich nie należy.
    • Gość: xxx To może ja się wtrącę... IP: *.despolnet.pl 24.05.04, 12:30
      jako że z tej drugiej strony biurka.
      g@mdan mówisz że lekarz rodzinny w dużych miastach jest niepotrzebny?
      no otóż ja się nie zgodzę.
      Kiedyś miałam to "szczęście" być leczona w tym samym czasie przez 2
      specjalistów - urologa i nefrologa.
      Owe "leczenie" polegało na tym że każdy z nich zapisywał swoje leki w ogóle nie
      biorąc pod uwagę że ten drugi już to zrobił.
      Miałam zapisane 4 różne rodzaje antybiotyków i na końcu nie wiedziałam który z
      nich brać? - kto ma racje - jeden specjalista mówi to, drugi mówi coś innego.
      Jakoś nie wyobrażam sobie tego wszystkiego bez lekarza rodzinnego - to ON
      wszystko mi powiedział, wszystko wyjaśnił.
      Tylko dzięki niemu wiedziałam co, jak, gdzie i kiedy? i nigdy się nie pomylił.
      Jeśli mógł leczył sam, a jeśli to przerastało jego możliwości lub nie był
      czegoś pewien kierował do specjalisty.
      A sam jest internistą, i na pewno nie z 10 czy 15 latami praktyki.
      To na tyle...
      • Gość: g@mdan Re: To może ja się wtrącę... IP: *.tvsat364.lodz.pl 30.05.04, 00:21
        Wtrąciłaś do tej dyskusji tezę, że lekarze-specjaliści są niepotrzebni.
        To chyba przesada.
        Leczyłaś się u dwóch specjalistów z marnym skutkiem, a dopiero lekarz
        rodzinny "wszystko wyjaśnił" i "nigdy się nie pomylił". To po co Cię wysyłał?
        Tak na marginesie podsuwam małe spostrzeżenie.
        Urolog i nefrolog leczyli jedno schorzenie. Mógł to robić tylko jeden z nich. A
        tak za owe porady musi teraz obu specjalistom zapłacić NFZ, a mógł tylko
        jednemu.
        Czy kogoś jeszcze dziwi, że w NFZ brakuje pieniędzy?

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka