pct3
11.06.11, 20:30
Podstawowy zespół ratownictwa został wezwany do pacjentki z dusznością - działo się to w czasie weekendu.
Było to już 3 czy 4 wezwanie do tej pacjentki w ciągu kilku miesięcy. Chora ma nawrotową duszność z objawami sugerującymi POChP, kompletnie się nie leczy, nie chodzi do lekarza.
Zespół ratownictwa podał leki (nie wiadomo jakie, domniemywać można) uzyskując całkowite ustąpienie duszności.
I teraz najlepsze. Pozostawiono pacjentkę w domu z zaleceniem wezwania lekarza NPL na wizytę. Lekarz polecił zgłoszenie się pacjentki do ambulatorium (chora chodząca). Oczywiście - nie przyszła.
Moje pytanie dotyczy tego, jakie wyżyny pokrętności i wewnętrznej sprzeczności musi osiągnąć myślenie kogoś kto coś podobnego wykoncypował?
Wizyta lekarza NPL do pacjentki z dolegliwościami "ratowniczymi" (duszność), nie leczącej się przewlekle, po uznaniu przez ratowników, że nie musi być odwieziona na SOR?
Ktoś może mi wyjaśnić jakie mogły być intencje?