po co komu forum "strata dziecka"?

IP: *.56-136-217.adsl.skynet.be 09.06.05, 19:41
Juz dawno podejrzewalem, ze tak wlasnie jest.

news.telegraph.co.uk/news/main.jhtml?xml=/news/2005/06/04/ngrief04.xml
    • Gość: Kacha Re: po co komu forum "strata dziecka"? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.06.05, 21:46
      Nie wszyscy ludzie są tacy sami. Nie wszyscy w taki sam sposób przeżywają okres
      żałoby po bliskich. Wynika to pewnie z konstrukcji psychicznej poszczególnych
      osób, ich życiowego doświadczenia i wielu innych czynników społecznych. Dlatego
      dla mnie nie jest do końca przekonywujące porównywanie w badaniach osób, które
      korzystały z wsparcia psychologicznego z osobami, której tego wsparcia nie
      otrzymały.
      Oczywiste, że nikt za nas nie rozwiąże naszych wewnętrznych problemów, nawet
      najlepszy psycholog. Jednak sporo osób po bardzo ciężkich przeżyciach garnie
      się do ludzi. Znacznie mniej izoluje się w domu. I nie chodzi tu chyba o
      oczekiwanie jakiś efektów pomocy i uczucia ulgi, tylko o poczucie, że w „kupie
      raźniej”. W takich okresach jakby nadzieja maleje w człowieku. I wówczas
      poczucie, że jest ktoś obok, kto rozumie, współczuje, wysłucha może być (ale
      oczywiście nie musi) impulsem do wzmocnienia w sobie nadziei.
      Czasem się zastanawiałam, czy f. Strata dziecka nie za bardzo epatuje bólem i
      żalem, i czy bardziej nie jest to taka ściana płaczu a nie grupa wsparcia. Nie
      mnie jednak to oceniać. Wierzę, że dla osieroconych rodziców wirtualne rozmowy
      na tamtym forum są właśnie impulsem do odnalezienia nadziei a nie źródłem
      samoudręczenia.
      • iza42 Re: po co komu forum "strata dziecka"? 12.06.05, 01:47
        Ten artykul jest metny i niewiele mozna z niego wywnioskowac . Z jednym sie
        zgadzam - ze nie ma sensu pakowac wszystkich to tego samego worka i rutynowo
        wysylac na bereavement counselling - nie dlatego ,ze autorzy tego artykulu
        przedstawili tam jakis wiarygodny dowod na to ale dlatego ,ze tak mi mowi
        doswiadczenie i zdrowy rozsadek. Jednemu pomoze psycholog ,innemu rodzina
        innemu grupa wsparcia. Wazne jest zeby ludzie wiedzieli co jest im dostepne w
        tych strasznych chwilach.
    • Gość: mamadziecka Re: po co komu forum "strata dziecka"? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.06.05, 07:25
      Ja mysle, ze jesli ktos nie byl w takiej sytuacji, ze stracil dziecko, nigdy
      nie zrozumie, jakie dzialanie kojace moze miec takie i podobne forum. I nie
      chodzi tu o epatowanie swoimi uczuciami, ale sama swiadomosc, ze nie jestem
      osamotniana w moim bolu, pozwala mi przezycie kazdej minuty na tym swiecie po
      stracie mojego dziecka.Nie zycze nikomu, aby przezyl smierc swojego dziecka,
      mimo, ze nie moglam zapobiec jego smierci.Przezylam na tym swiecie niejedno,
      ale rozpacz po stracie dziecka jest najwiekszym cierpieniem i tragedia, jakie
      znam.A otoczenie, nawet najblizsi nie rozumieja, ze tak dlugo mozna nosic
      rozpacz w sercu.W tesknota za kims, kogo na ziemi nigdy sie zobaczy, choc mu
      sie dalo zycie, pozostaje do konca zycia.

      Mama dziecka,ktore mialo urodzic sie 04.08.2005
    • vitalia Re: po co komu forum "strata dziecka"? 12.06.05, 01:07
      Chciałabym podziękować każdemu z tego forum, kto pisał mi słowa pocieszenia,
      słowa, które w ciężkich chwilach dawały mi tyle siły. Bez Was, bez forum moje
      życie byłoby niemożliwe, dlatego jeszcze raz wam dziękuję, DZIĘKUJE ŻE
      JESTEŚCIE !!!
      ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
      ~~~~~~~~~~~~~~Tu masz odpowiedż na swoje pytanie..
      • Gość: xxl Re: po co komu forum "strata dziecka"? IP: *.aster.pl 12.06.05, 22:39
        Ten wątek założony przez Doki potwierdza tylko moją o nim opinię/niestety/.
        • Gość: 5y Re: po co komu forum "strata dziecka"? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.06.05, 08:58
          oj zycze Ci doki aby Tobie tego typu forum nie było nigdy potrzebne. Ale Ty ze
          swym zdrowym rozsadkiem, wiara w nauke i odrzucaniem duchowosci pewnie bys
          sobie kazde nieszczescie podciągnął pod jakies tam czyjes tam badania.Z racji
          wykonywanego zawodu wiele razy widziałem cierpienie ludzi po stracie kogos
          bliskiego. Jak komus pomaga joga niech zostanie joginem, jak kto inny znajdzie
          ukojenie w psychoterapii, prosze bardzo a jezeli bedzie komus lepiej gdy wygada
          sie na forum to tez dobrze. Jung juz zauważył, ze najmniej problemów
          psychicznych maja katolicy( On powiazał to ze spowiedzią). Jak komus lepiej jak
          sie wygada to chwała... A co do tego artykułu, nie wszystko
          jest "statystyczne".
          • zorka7 Re: po co komu forum "strata dziecka"? 13.06.05, 09:13
            A ja widzę w tytułowym pytaniu po prostu brak wiedzy i doświadczenia.. ;)))
            Wiedzę jak wiedzę, za to na brak doświadczenia w owej materii nie mogę niestety
            narzekać. A wiec:
            Forum typu:

            dlaczego.org.pl/forum/index.php?site=nowe
            forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=16556
            To nie grupa wsparcia (patrz regulamin, założenia). Jak można być grupą
            wsparcia dla kogoś na odległość?
            Natomiast dzięki takim miejscom można stracić owo nieznośne poczucie
            wyjątkowości.
            Gdy umarła moja córka nie było takich miejsc w sieci. Siedziałam sama w domu,
            nie pracowałam, znajomi i przyjaciele nie umieli się odnaleźć w tym wszystkim,
            telefon milczał, wszyscy próbowali - o zgrozo - przeczekać.
            Udało mi się poznać przypadkowo na niegazetowym forum o dzieciach inną osobę po
            stracie. Co za ulga - okazało się ze nie jestem jakąś świętą krową, że to, co
            czuję, nie jest nienormalne, że inni "też tak mają", że to mija w końcu...
            Wirtualne spotkanie zaowocowało wielką przyjaźnią.
            Obie jesteśmy teraz mamami małych facetów, owa osoba została mamą chrzestną
            mojego synkaa.
            Mimo że Martynki nie ma już 3,5 roku, mam wielką potrzebę pomagania rodzicom po
            stracie, czesto się z nimi spotykam, słucham ich, wyciągam do kina. Jestem tez
            współzałożycielem organizacji Dlaczego (www.dlaczego.org.pl) - która zrobiła
            już wiele dobrego.
            Nie życzę podobnych doświadczeń i wiedzy w tym temacie, natomiast miło by było
            nie prowokować i trochę się wyciszyć.

            Pozdrawiam i śmigam na dwór.

            zorka


            Co do statystyk: Jeśli ja mam mózg, a koleżanka/kolega obok mnie go nie ma - to
            statystycznie jesteśmy półgłówkami, prawda? ;)

            • Gość: Doki no tak, jak zwykle... IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 13.06.05, 09:42
              > Co do statystyk: Jeśli ja mam mózg, a koleżanka/kolega obok mnie go nie ma - to
              > statystycznie jesteśmy półgłówkami, prawda? ;)

              Z pytania wyziera brak wiedzy na temat tego czym jest statystyka i jak sie ja
              stosuje.

              Nie mam zamiaru sypac soli na cudze rany. Artykul wydal mi sie ciekawy, wiec go
              przytoczylem. Bardziej wierze naukowym opracowaniom niz czyjemukolwiek (a takze
              wlasnemu) wrazeniu. Niestety, tym razem moje wrazenie zgadza sie z naukowym
              opracowaniem. Ale moze to dlatego, ze ja kompletnie nie mam poczucia
              wyjatkowosci. Nie musze w tym celu uciekac sie do org. Dlaczego. Jak to
              dlaczego? Bo tak- shit happens. BTW, it can happen to me very soon as well. Ale
              to juz nikogo nie interesuje.

              PZDR
              • franc_tireur Doki, może ja się pomylę... 13.06.05, 10:03
                żaden ze mnie dla doświadczonego praktyka zapewne partner do dyskusji, a i z
                angielskim, trzeba to na wstępie przyznać, że już mu grozi atrophia ex
                inactivitate, ale wydaje mi się, że:
                -pojedyncze doniesienie ma małą rangę dowodu naukowego,
                -o ile dobrze zrozumiałam artykuł traktuje o ekspresji bólu po stracie za pomocą
                terapii, a nie o jakiejkolwiek ekspresji ( przecież poza profesjonalną terapią
                nie zabroniono chyba uczestnikom eksperymentu np. rozmów z przyjaciółmi albo
                rzeczonego uczestnictwa w forach dyskusyjnych - nie bardzo wyobrażam sobie nota
                bene kontrolę nad tego rodzaju ekspresją - trzeba by przecież pacjentów przez
                długi okres monitorować non stop, a i brak kontroli i nadmiar chyba wypaczyłyby
                jednak trochę wyniki), więc może to bardziej dowodzi zbędności specjalistycznej
                terapii (poza przypadkami powikłanymi), a nie ekspresji żalu w ogóle.

                PS. Zaznaczam jeszcze, że nie jestem pyskaczem forumowym i nie szukam zaczepki,
                no i jeszcze raz proszę o wzięcie pod życzliwą uwagę moich niewątpliwych braków,
                zwłaszcza raczkowania w dziedzinie EBM.

                Pozdrawiam.
                • Gość: Doki Re: Doki, może ja się pomylę... IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 13.06.05, 11:31
                  > -pojedyncze doniesienie ma małą rangę dowodu naukowego

                  To zalezy. Przede wszystkim zalezy od metodologii. Jesli w doniesieniu jest mowa
                  o badaniu duzej grupy, to wartosc jest nie taka mala i na pewno znacznie wieksza
                  niz doniesienia o jednym przypadku. Choc fakt, ze trudno psychologie nazwac
                  nauka, wiec i wnioskowanie naukowe troche w tej dziedzinie kuleje.

                  > -o ile dobrze zrozumiałam artykuł traktuje o ekspresji bólu po stracie za
                  pomocą terapii, a nie o jakiejkolwiek ekspresji

                  Masz 100% racji. Zdaje sie, ze moj post zostal zinterpretowany jako wezwanie do
                  likwidacji rzeczonego forum. To nie tak. To bylo raczej cos z "fait divers",
                  plus zwrocenie uwagi, ze ekspresja bolu prowadzi do skutkow odwrotnych do
                  zamierzonych, co zreszta odkryciem nie jest. Ja juz ladne pare razy widzialem
                  ludzi, ktorzy niejako kreca sie w kolko jak w przereblu razem ze swoja rozpacza.
                  Nie chca przyjac pomocnej dloni rodziny czy przyjaciol. To zreszta znany
                  mechanizm psychologiczny, ze obnoszenie sie z bolem i zaloba pomaga, bo daje
                  fory, jest wytlumaczeniem dla biernosci, skarg roznorakich i ogolnej
                  niemoznosci. Dlatego ludzie trwaja w swojej "ekspresji bolu", a wszelkie
                  terapie, grupy wsparcia itp, choc moze uzyteczne w ostrej fazie, to w fazie
                  przewleklej utrwalaja niekorzystne wzorce zachowan. Mam przyklad na to nawet we
                  wlasnej rodzinie (tak, moja rodzine tez dotykaja nieszczescia).
                  Mowi sie, ze nie ma wiekszej straty niz utrata dziecka i nie ma wiekszego bolu
                  niz bol matki. ja matka nie jestem i nie bede, ale wiem, ze gdy sie powiedzialo
                  A i dokonalo ekspresji bolu, to trzeba powiedziec B i przestac o tym myslec. To
                  wymaga swiadomego wysilku i, jak wskazuje przytoczone przeze mnie badanie, byc
                  moze o tym sie zapomina.

                  > PS. Zaznaczam jeszcze, że nie jestem pyskaczem forumowym i nie szukam zaczepki,

                  Pijesz do mnie?

              • iza42 Re: no tak, jak zwykle... 13.06.05, 12:49
                Gość portalu: Doki napisał(a):

                > Artykul wydal mi sie ciekawy, wiec go
                > przytoczylem. Bardziej wierze naukowym opracowaniom niz czyjemukolwiek (a takze
                > wlasnemu) wrazeniu. Niestety, tym razem moje wrazenie zgadza sie z naukowym
                > opracowaniem.

                Doki, ten artykul nie ma zadnej wartosci naukowej jest tylko zrecznie napisany w
                taki sposob aby wzbudzic zainteresowanie czytelnika. Bo o to tutaj chodzi.
                Zaczyna sie konstrowersyjnym akapitem , ktory prawie zawsze gwaratuje
                zainteresowanie ludzi -tych , ktorzy sa za i tych ktorzy sa przeciw. Bereavement
                counselling - to strata czasu! No i jak mozna sie powstrzymac od nie
                przeczytania czegos takiego? Wiec czytamy dalej. I co sie okazuje ? Trzyosobowa
                grupa naukowcow z Utrechtu noszacych notabene niemieckie nazwiska ( czy oni sie
                czasem nie pomylili?) obserwowala przez 2 lata grupe 128 ludzi badajac ich w
                tym czasie 4 razy - nie zaobserwowali zadnej roznicy pomiedzy tymi ktorzy sie
                dzielili swoimi emocjiami a ,ktorzy nie. Zauwaz ,ze nie ma tutaj nawet mowy o
                zadnym bereavement counselling. Potem przeanalizowali eksperymenty pisarskie
                pacjentow i rowniez doszli do wniosku ,ze pisanie im nic nie dalo ( to tak jak
                na tym forum.., prawda? ) W jaki sposob doszli to tego wniosku madrzy naukowcy
                tego nie wiemy. Swoja prace wiencza mocnym stwiedzeniem o podwazalnosci
                wszystkich teorii na temat bereavement, ktore do tej pory obowiazywaly.
                Ale ...potem zaraz dodaja ,ze jedak pewne osoby z tzw complicated bereavement
                moga odniesc korzysci z poradnictwa. Skad ten wniosek ? Nie wiemy.
                Moze dlatego , ze jeszcze nie udalo im sie podwazyc uzytecznosci poradnictwa w
                leczeniu posttraumatic stress disorder.
                Na koniec jest wzmianka , ze najwiekszym problemem jest samotnosc a najlepszym
                lekarzem czas. Ja nie jestem psychiatra ale wiem ,ze samotnosc i rozpacz moga
                prowadzic do wielu tragicznych rzeczy z samobojstwem wlacznie i nie sadze zeby
                czas pracowal na korzysc wszystkich - tak na marginesie.
                Na koniec sluszna uwaga consultanta psychiatry ,ze ludzi nalezy traktowac
                indywidualnie , no ale nie jest to specjalna nowosc.
                Czyli - burza w szklance wody.
                • Gość: Doki Re: no tak, jak zwykle... IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 13.06.05, 13:16
                  > Doki, ten artykul nie ma zadnej wartosci naukowej

                  No bo to jest artykul ze zwyklej gazety. Tu masz link do streszczenia (bardzo
                  pobieznego):

                  www.ncbi.nlm.nih.gov/entrez/query.fcgi?cmd=Retrieve&db=pubmed&dopt=Abstract&list_uids=15914264&query_hl=2
                  Pisanie o wlasnej stracie to jest dokladnie to, co sie robi na forum. Jesli to
                  rzeczywiscie nie prowadzi do szybszego przejscia do porzadku dziennego nad
                  strata (i w ogole nie ma tu mowy o bereavment counselling), to pytanie, czy nie
                  jest to strata czasu wydaje mi sie uprawnione.

                  To nie autorzy napisali newsza, tylko inny profesor.

                  > wiem ,ze samotnosc i rozpacz moga
                  > prowadzic do wielu tragicznych rzeczy

                  Moga.

                  > nie sadze zeby czas pracowal na korzysc wszystkich

                  No i tu sie roznimy. Czas zawsze leczy rany.

                  > Czyli - burza w szklance wody.

                  Tak, a to dlatego, ze nikt nie zadaje sobie pytania czy to, co robie, ma sens.
                  Ja juz tak mam, ze kwestionuje wszystko. Byl taki jeden, Sokrates mu bylo.
                  Marnie skonczyl, ale to byl madry czlowiek.
                  • iza42 Re: no tak, jak zwykle... 13.06.05, 13:48
                    Dzieki za link. Ten abstract jest dla mnie niejasny. Emotional exposure jest
                    przedmiotem i podmiotem badan jednoczesnie - straszny to dziwolag dla mnie.
                    Wiem ,ze tego artykulu nie napisali autorzy study , nie podoba mi sie ani styl
                    ani tresc tego artykulu , moze dlatego ,ze nie przyblizyli tego study w
                    wystarczajacym stopniu aby mozna z niego bylo wysnuc konkretne wnioski.
                    Czas leczy rany tylko tym co przezyja ,a czesto nie leczy tylko zabliznia je
                    pozostawiajac trwale znieksztalcenia w psychice .
                    Ludzi , ktorych dotknela tragedia zwykle chca dzielic sie z innymi swoim
                    doswiadczeniem , swoimi emocjami wlasnie. To inni - ludzie z otoczenia czesto
                    unikaja nich , nie wiedza jak sie zachowac , uciekaja, zwyczajnie tchorzostwo.
                    Dlatego potrzebne sa takie fora - ludzi , ktorzy nie boja sie rozmawiac o tym
                    temacie tabu jakim jest smierc.
                    • Gość: Doki Re: no tak, jak zwykle... IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 13.06.05, 14:06
                      > Czas leczy rany tylko tym co przezyja ,a czesto nie leczy tylko zabliznia je
                      > pozostawiajac trwale znieksztalcenia w psychice .
                      > Ludzi , ktorych dotknela tragedia zwykle chca dzielic sie z innymi swoim
                      > doswiadczeniem , swoimi emocjami wlasnie. To inni - ludzie z otoczenia czesto
                      > unikaja nich , nie wiedza jak sie zachowac , uciekaja, zwyczajnie tchorzostwo.
                      > Dlatego potrzebne sa takie fora - ludzi , ktorzy nie boja sie rozmawiac o tym
                      > temacie tabu jakim jest smierc.

                      iza42, w zasadzie racja. W zasadzie, bo "takie fora" nie sa miejscem do rozmowy
                      o smierci, tylko wlasnie miejscem do wykrzyczenia rozpaczy. To my rzeczowo
                      rozmawiamy, ale nawet taki ktos, o kim xxl ma ustalona opinie, nie bedzie z
                      podobnymi rozwazaniami wyjezdzal na forum rozpaczajacych- to nie mialoby sensu,
                      a i na rozsadek nie ma co liczyc (patrz moje niedawne przygody na forum
                      ciezarnych). O smierci i utracie bliskich rozmawia sie o wiele za malo. W ogole
                      czlowiek wspolczesny ma blade pojecie o smierci. Ja, poniewaz profesjonalnie
                      stykam sie ze smiercia, mam punkt widzenia niekompatybilny z laikami, jak widac.
                      Niestety (a moze stety?), nie wynika z tego jeszcze, ze jestem w bledzie.
                      Dlatego m.in. sledze doniesienia na tem temat i dlatego czasem inspiruje
                      (prowokuje?) dyskusje na ten temat. Swiata tym nie zmienie, wiem.
        • Gość: Doki Re: po co komu forum "strata dziecka"? IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 13.06.05, 13:22
          Gość portalu: xxl napisał(a):

          > Ten wątek założony przez Doki potwierdza tylko moją o nim opinię/niestety/.

          Opinia jest jak dupa (wybacz)- kazdy ma wlasna.

          Doki nie lubi lenistwa umyslowego.
Pełna wersja