Gość: Doki
IP: *.240.81.adsl.skynet.be
26.10.05, 12:48
Wdalem sie ostatnio w dyskusje na temat, ktorego w internecie ruszac nie
wolno. Homoseksualizm. On jest na liscie tematow tabu, razem z aborcja, kara
smierci, biciem dzieci i jeszcze paroma innymi. No dobra, dalem sie
sprowokowac, mea culpa. Ale rozmowa zeszla na boczny, acz interesujacy tor:
Oponent: [lekarz] To nie jest po prostu zawód. Pomijając próżną gadaninę o
szczytnym poslannictwie, humanitaryzmie, chęci niesienia pomocy i bla bla,
jest to zawód zaufania publicznego, co rodzi określone skutki prawne.
Ja: Oczywiscie- wobec pacjentow i w relacji z nimi. Nikt z dyskutantow nie
jest moim pacjentem.Mozna rzec, ze nie jestem ich lekarzem, wiec nie moga mi
wywlekac mojego zawodu.
Oponent: Nie tylko. Kiedy wypowiadasz się publicznie, też mniej ci wolno. Taki
zawód.
Ja: Zaraz. Pisalas o "skutkach prawnych".Poprosze zatem o podstawe prawna
Twojego twierdzenia. "Taki zawod" narzuca istotnie rozne ograniczenia co do
prowadzenia sie, ale akurat tego, o ile wiem, nie.
Oponent:
Istnieje bogate orzecznictwo, także SN. W tej chwili nie przytoczę ci
konkretnych orzeczeń. Jeśli ci zależy, to wyciągnę.
Sprowadza się to do tego, że jeśli lekarz publicznie wygłasza pogląd, który
może komuś zrobić krzywdę, to ponosi odpowiedzialność. Może być choćby ścigany
ż oskarżenia prywatnego.
Jeśli pani Ziuta w mięsnym powie, że na raka najbardziej pomaga takie ziólko,
które zbiera się w nocy na rozstajnych drogach, to jej wolno. Lekarzowi nie,
nawet jeśli nie mówi tego do konkretnego pacjenta i nawet jeśli sam osobiście
wierzy w to ziółko.
Ja: [moze byc scigany] Jak kazdy. Nie ma tu niczego szczegolnego w odniesieniu
do lekarzy.
[o ziolkach] Bez zwiazku z poprzednim zdaniem. Ale tak, bo to jest ordynowanie
leczenia
niezgodnego ze stanem wspolczesnej wiedzy.
Uwazasz, ze cie zniewazam? Ja uwazam, ze nie. To jest forum dyskusyjne, otwarte
dla wszystkich, jego istota jest polemika z pogladami innymi od twoich. Mozna
oczywiscie niezwykle szeroko interpretowac naruszenie dobr osobistych, ja tez
moge poczuc sie zniewazony odniesieniami do dr Mengele, prawda? Tego typu
teksty naleza do poetyki forum, wiec nie rob z nich problemu.
Gdybym zarejestrowal sie pod innym nickiem, niekoniecznie musialabys wiedziec,
ze jestem lekarzem, zreszta w tej dyskusji, powtarzam, moj zawod nie ma nic do
rzeczy, wiec nie mozesz mi robic z tego zarzutu. A gdybys nawet chciala- hej,
czy ty nie przeceniasz mojego "autorytetu"?
Oponent: Gdzie ja uważam, że mnie znieważasz? Ja nawet nie wnikam w twoje
poglądy, a miej sobie jakie chcesz. Postawiłam tylko tezę, podpartą
orzecznictwem, że zawód lekarza jest zawodem zaufania publicznego, a nie
"jakimkolwiek zawodem". Co oznacza, że lekarzpowi, a także adwokatowi,
policjantowi, notariuszowi, nauczycielowi itd. wolno mniej niż spawaczowi,
sprażtaczce, kierowcy PKS, górnikowi i właścicielowi drukarni.
Ja: Gdy straszysz mnie sadem. [to chyba uwazasz, ze cie zniewazam]
Czy jednak nie jest tak, ze to zaufanie odnosi sie do sytuacji wykonywania
zawodu? To znaczy: mniej patrzy sie przez palce na jazde po pijaku w wykonaniu
lekarza niz spawacza, ale karaniem tego przewinienia, ktore nie licuje z
godnoscia zawodu, zajmuja sie izby lekarskie, a nie sady powszechne.
Podobnie zaufanie publiczne wcale nie znaczy, ze uda mi sie drozej niz mojemu
sasiadowi sprzedac uzywany samochod, o ktorym twierdze, ze jest w idealnym
stanie, bo to (sprzedaz samochodu) nie nalezy do mojego zawodu.
Oponent: Przecież nie ja cię straszę. Mówię, że to jest możliwe.
W większości przypadków do sytuacji. W danej sytuacji twoje wypowiedzi
spowodowały homofobiczne okrzyki o paradzie kalek. Gdyby nie te wypowiedzi,
homofob nie podpierałby się autorytetem ("o, a tu lekarz mówi, że to a to to
kalectwo").
___
Abstrahujac jednak od przedmiotu tamtej dyskusji zastanawiam sie teraz czy
jesli moj oponent ma racje, to czy lekarz np w ogole moze byc publicysta,
skoro jego wolnosc wypowiedzi poddana jest surowszym ograniczeniom niz innych?
Czy dzisiaj moglby zaistniec Tadeusz Zelenski (moj idol, ale to juz na
marginesie)?