Dodaj do ulubionych

Czy jest tu ktoś, kto zamierza od razu po stażu i

28.10.05, 02:00
LEPie wyjechać za granice w celu pracy i zrobienia specjalizacji? pzdr
Obserwuj wątek
        • Gość: Patryk Re: Czy jest tu ktoś, kto zamierza od razu po sta IP: *.oc.oc.cox.net 29.10.05, 18:03
          arman1 napisał:

          > Specjalizacja z EU nie jest ważna w USA? A nie jest tak, że po prostu trzeba
          > zdać egzamin (chyba USMLE step 3) specjalizacyjny?

          Nie,nie jest ważna.Trzeba zdać USMLE (wszystkie) i zrobić rezydenturę w trybie
          amerykańskim.Radziłbym jednak zrobić staż.Staż jest i tak obowiązkowy by uzyskać
          PEŁNE wykształcenie medyczne w Polsce (takie jest oficjalne stanowisko
          MZdrowia).Ktoś się kiedyś tego braku stażu dopatrzy w dokumentach i trzeba
          będzie wracać by go odrobić .
            • Gość: Patryk Niestety... IP: *.oc.oc.cox.net 29.10.05, 18:21
              aloalo2001 napisała:

              > Mam pytanie: ile lat 5 letniej rezydentury w Polsce zaliczą w usa?


              O ile mi wiadomo-zero.Przykro mi.Na pocieszenie dodam,że nie tylko polskiej ale
              i żadnej innej.Niemieckiej,angielskiej,bangalorskiej czy filipińskiej.
                • Gość: Patryk Re: Niestety... IP: *.oc.oc.cox.net 29.10.05, 18:56
                  Co do studiów,to obecnie cztery lata w USA są poprzedzone 3-letnim programem
                  akademickim "premed".Większość znanych uczelni "rekomenduje" jednak programy
                  czteroletnie.Co daje 7-8 lat studiów.Rezydentury z reguły 3 letnie
                  (podstawowe).Każdy system nauczania ma plusy i minusy .
                • Gość: Doctor z USA Niestety, nie jest sprawiedliwe... IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 29.10.05, 23:44
                  Nie ma sprawiedliwosci na tym swiecie. Na tamtym - moze jest.
                  Patryk ma racje. NIC co poczynione poza USA w branzy medycznej nie jest
                  uznawane tutaj. Startujesz od ZERA! Dotyczy to takze pielegniarek,
                  fizjoterapeutow, chiropractorow itd.
                  Powod: wydawanie licencji zawodowej przez state boards musi byc podparte
                  odpowiednim treningiem, a ten mozna tylko naprawde udokumentowac na miejscu w
                  USA. Jak bowiem sprawdzic rzetelnosc treningu odbytego w dzikich krajach typu
                  Sri Lanka, Chile czy inna Rumunia? Dlatego nie dyskryminujac nikogo - wszyscy
                  maja biala karte nawet najbardziej postepowi: Anglicy, Australijczycy,
                  Francuzi, Szwedzi, Niemcy - tez! Kiedy bylem na rezydenturze prosto po studiach
                  z PL, spotykalem Hindusow, wybitnych i wielce juz doswiadczonych lekarzy. Ich
                  historie: studia w King George Medical College w Indiach (wspaniala szkola
                  medyczna!), rezydentura w Indiach, rezydentura w UK, az wreszcie zostali moimi
                  kolegami na rezydenturze w USA. Mieli dobrze po 40-tce i cytowli na pamiec cale
                  rozdzialy z Harrisona, gdy ja dopiero stawialem 1-sze kroki zawodowe. Roznilo
                  nas doswiadczenie, wiedza, pewnosc siebie, umiejetnosci. Ale pod wzgledem
                  licencji bylismy na jednym poziomie.
                  Don't expect life to be fair.
                  • carman1 Re: Niestety, nie jest sprawiedliwe... 30.10.05, 12:27
                    Słuchaj, a jakie były twoje początki w USA. Chodzi mi gł. o język (ja np.
                    generalnie umiem angielski, ale niewiele go używam i dlatego miałbym problemy
                    ze zrozumieniem, szczególnie medycznego slangu - oglądając np. ER mimo, że znam
                    słówka itp. trudno mi jest czasami wyłapać sens. Oczywiście w trakcie pracy
                    zapewne byłoby jeszcze gorzej), rozeznanie w ich medycznej biurokracji itp.
                    Napisz co dla Ciebie było najtrudniejsze na początku i jak koledzy, szefowie
                    reagowali na pomyłki, braki w wiedzy itp. czy gnębili czy podchodzili ze
                    zrozumieniem?.pzdr
                    • Gość: Doctor z USA Poczatki byly trudne IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 30.10.05, 17:51
                      Najmniej mialem problemow z angielskim, bo ten znalem doskonale. Co do slangu:
                      mialem klopoty juz pierwszego dnia mojej pracy! Pielegniarka mowi w obecnosci
                      mojego przelozonego, ze pacjent potrzebuje "two by two" do zmiany opatrunku i
                      patrzy sie wymownie na mnie. Ja sie miotam, patrze jak nieprzytomny dokola,
                      usmiecham sie glupawo, a ona sama spokojnie kladzie na tacy obok pacjenta
                      gaziki 2X2-calowe - mowila to do siebie, ze musi przyniesc! A ja sie balem!
                      Innym razem pacjent ze zlamana miednica mial miec zdjecie rtg, a chief rezydent
                      mowi do mnie przed procedura: "Check up on the E one!" Ja myslem, ze kregoslup
                      ma odcinki C, T, itd. a skad mu tu wziac E? Dlaczego nie L czy S? Kartkuje w
                      ukryciu Washington Manual (dla rezydentow) - nic! Trzese sie ze strachu, ze
                      jestem glupkiem, a tu ktos wola "E one is full! No more admissions there!" E
                      one okazal sie E-1 - East-1! E - Wschodnie skrzydlo budynku szpitala, 1 -
                      pierwsze pietro! Tam chcial przewiezc naszego pacjenta moj szef, bo tam miescil
                      sie odpowiedni oddzial... Podobnie wiec bedzie przy W-3 (West three), S-2 czy N-
                      7. Kierunki swiata jako skrzydla budynku i numery pieter daly mi tyle strachu
                      ze caly USMLE test sie temu nie rownal! A podobno na orientacji szpitalnej
                      mowili o tym, tylko, ze ja nie sluchalem. Zapamietalem glownie gdzie WC i
                      pokoje do spania.
                      Jak wiec widzisz - serial ER (nota bene - nie ma on NIC wspolnego z prawdziwym
                      ER w USA!) moze miec podobne sytuacje dotyczace niezrozumialych dla Ciebie
                      specyfikow miejscowych, niekoniecznie medycznych.
                      Najwiecej problemow mialem z konkretna wiedza medyczna. Polskie wyksztalcenie
                      (blisko 20 lat temu, gdy nie uczylismy sie z podrecznikow angielskich ani nie
                      bylo internetu, by poszerzac wiedze czytajac najnowsze publikacje medyczne)
                      OGROMNIE ODBIEGALO od swiatowego! To byla przepasc. Mysle, ze dzis konczac w PL
                      medycyne jestescie blizej swiata. I to ma niepodwazalne znaczenie.
                      Szefowie jak to ludzie: sa rozni. Generalnie nie lubia gdy sie mylisz. Trzeba
                      trafic na super szefa (chief resident, floor attending) zeby wiele tolerowal.
                      Ogolnie - na 1-szym roku przezylem koszmar! Na 2-gim i 3-cim koszmar fundowalem
                      mlodszym. Dlaczego koszmar jest powszechny? Nie z sadyzmu, a z nadmiaru
                      obowiazkow. 20 nowych przyjec, 4 osoby blisko 100-letnie umierajace, 3 z
                      nadcisnieniem, 1 z POTWORNYM bolem glowy zyga dalej niz widzi - do kogo biec
                      najpierw? Ten z bolem glowy mial tetniak i umarl w ciagu 2 godzin! A cale zycie
                      byl zdrowy i wlasnie zle poczul sie na lotnisku, gdyb wyjezdzal omawiac $10-
                      milionowy zakup dla swojej firmy... Samo zycie.
                      • aloalo2001 Re: Poczatki byly trudne 30.10.05, 18:52
                        Jesli miałbyś czas, czy mógłbyś odpowiedzieć na moje pytania.
                        Czy trudno dostać się na rezydenturę z chorób wewnętrznych w usa? Jakie są
                        wymagania poza zdanym egzaminem, jak dobrze ma być zdany?
                        Czy te pierwsze trzy lata sa jakoś ukierunkowane, czy ogólna interna?
                        Czy dużo jest dyżurów, bo ich mam już dosyć...
                        Które specjalności z interny są najbardziej oblegane (mnie interesuje
                        endokrynologia)?
                        • Gość: Doctor z USA Nie jest trudno - skoro ja to zrobilem... IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 31.10.05, 00:26
                          Dostalem sie na program interny rozszerzony tzw. Primary Care.
                          Na interne "srednio-trudno" jest sie dostac (latwiej jest na Pediatrics, duzo
                          latwiej zas na Laboratory Medicine, Occupational Medicine czy Patology), bo nie
                          jest zabiegowa, wiec w przyszlosci - mniej sie zarabia. Majtrudniej - na
                          chirurgie (neuro- i cardio-chirurgie).
                          Egzamin trzeba zdac jak najlepiej, ale w sumie - po prostu ZDAC!
                          Poczatkowo jest ogolna interna, potem (w 2 i 3 roku) miewa sie electives np.
                          kilka tyg. wybierasz na nefrologii, endocrinologii, czy gdziekolwiek chcesz.
                          "Czy dużo jest dyżurów, bo ich mam już dosyć..." - NIESTETY, musze cie
                          zmartwic: duzo! Co 2-3 doby jestes on-call w szpitalu jako admitting team.
                          Przyjmujesz na floor, nie musisz nawet schodzic do ER. Co 30 min. z ER beda Ci
                          przysylac pacjentow w ciezkim stanie. Bywa niewesolo!
                          "Które specjalności z interny są najbardziej oblegane (mnie interesuje
                          endokrynologia)?" - Oblegane sa te najlepiej platne, tzn. cardio, pulmo, nefro,
                          radio, moze jeszcze inne - nie jestem teraz z tym na biezaco.
                          Endo nie jest specjalnie oblegana. ALE: mniej oblegane maja mniej miejsc w
                          centrach akademickich na trening, wiec na 1 miejsce jest wiecej kandydatow.
                          Mniej ich potrzeba, wiec mniej sie produkuje. Bez endokrynologa pacjent bowiem
                          przezyje noc - bez kardio czy pulmonologa nie da rady...
                          • Gość: pt Re: Nie jest trudno - skoro ja to zrobilem... IP: *.icpnet.pl 31.10.05, 01:16
                            Kurcze to widze, że na głębokie wody zostaje się rzuconym, a przecież w Polsce
                            z praktyką jest kiepsko. Sądze, że mimo wiedzy nie poradziłbym sobie, ponieważ
                            u nas mało jest okazji aby nabrać wprawy (obycia praktycznego) - to mnie
                            najbardziej przeraża (generalnie na zajęciach klinicznych i potem na stażu
                            lekarze mają nas w d....ie i nic nie uczą - i jak z takim bagażem jechać do USA
                            i przyjmować 20 ciężko chorych i jeszcze spróbować ich wyleczyć?)
                            • Gość: Doctor z USA Na pewno dalbys rade! IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 31.10.05, 02:39
                              Rzeczywiscie - rezydentura daje na 1 roku w kosc, ale chyba glownie dlatego, ze
                              kazdy zaraz po studiach jest poczatkowo cienki... Dzis na to patrze troche z
                              zazenowaniem. W USA bywali tacy, ktorzy robili 2-gi lub 4-ty raz trening
                              (Hindusi, Filipinczycy, Anglicy). Oni byli dobrzy, a swierzo upieczeni lekarze
                              nawet z USA - duzo slabsi. Roznice robi, gdy szkola w USA nalezy do najlepszych
                              na swiecie. Po najlepszej szkole klopoty w pracy sa naprawde minimalne, bo tam
                              po prostu najlepiej ucza. Stad juz wybor szkoly medycznej zawaza na calej
                              karierze. Z Yale, Harvard itp. biora sie najlepsi neurochirurdzy, i slusznie!
                              Co do braku wprawy (obycia praktycznego) - jest na to pewna rada: ten, kto mogl
                              sobie na to FINANSOWO pozwolic (spoza USA, tzn. po obcej szkole med.)
                              przyjmowal sie na 6-12 m-cy wolontaryjnego sub-internshipu. Byl w zespole ze
                              studentem, internem, rezydentem i tez POMAGAL w pracy (opisal pacjenta,
                              zmierzyl gazy, vital signs) - jednak bez odpowiedzialnosci prawno-zawodowej.
                              Zyski mial ogromne: dal sie poznac w programie rezydenckim i bez klopotow
                              przyjmowali go na 1-szy rok.
                              • aloalo2001 Re: Na pewno dalbys rade! 31.10.05, 12:23
                                Dzięki za odpowiedź na moje pytania. Wyglada na to, że bez powrótu do cieżkiej
                                całonocnej harówy po kika razy w tygodniu to się nie da. Mi się marzy spokojna
                                jakaś praca np. w poradni.
                                • Gość: Doctor z USA Spokojna praca w poradni IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 31.10.05, 15:36
                                  Jestem od kilku dobrych lat "w spokojnej poradni" - hahaha. Wiele spokoju tu
                                  nie zaznaje, choc juz nie tyram po wariacku jak niegdys. Po rezydenturze i
                                  podspecjalizacji (fellowship) zalozylem wlasna praktyke. I tu znowu musze Cie
                                  zmartwic: poczatkowe 3 lata NIE BYLY ani troche spokojne. Dlugi za wyposazenie
                                  kliniki, rozkrecanie businessu, uczenie sie jak wyrywac pieniadze od kompanii
                                  ubezpieczeniowych, wreszcie - ciagle trenowanie podleglych mi pracownikow, aby
                                  robili co do nich nalezy... Pracuje z zona, ktora tez jest lekarzem. Po 5
                                  latach juz nam bylo duzo latwiej, i teraz tez coraz mniej narzekamy. Ale to sa
                                  naprawde dlugie lata, by do tego dojsc! Dopiero od 3-4 m-cy w ogole znalazlem
                                  to forum na GW. Mam czas na taki odpoczynek - nareszcie!
                                  • aloalo2001 Re: Spokojna praca w poradni 01.11.05, 19:14
                                    Nie powiem, abyś mnie zniechęcił, może po raz kolejny uświadomiłeś mi tę
                                    okropona prawdę, że zaczynać trzeba wszystko od początku. Całe szczęście, że
                                    mam jeszcze plan awaryjny, tylko wtedy to już nie będę lekarzem. Pozdrawiam
                      • pinkerton1 Re: Poczatki byly trudne 03.11.05, 16:17
                        A jak wyglądały twoje pierwsze dni, czy od razu musiałeś sam przyjmować
                        pacjentów, zlecać badania - przecież po pierwsze biurokracja jest inna i po
                        drugie wachlarz badań również, podejmować decyzje o leczeniu? czy pierwsze
                        dni/tygodnie pracowałeś w roli obserwatora?
                  • grzybcia Re: Niestety, nie jest sprawiedliwe... 01.11.05, 23:11

                    Drogi Lekarzu z USA.
                    Mam poważne pytanie.Jak w Pana przypadku wyglądała kwestia opłat za egzamin nostryfikacyjny?Ostatnio słyszałam ze opłata za ten egzamin to kilka tys dolarow.Nie wiem czy to prawda,ale kiedy tylko wyjade po studiach(kończę w tym roku)to jak mam znalezc mieszkanie,utrzymać się i jeszcze opłacić ten egzamin?Czy są jakieś ułatwienia,ewentualnie kredyty dla takich "bidoków"z Polski?
                    Pomijam sam egzamin który pewnie trzeba zdawać po kilka razy...aha czy są do tego jakieś kursy które dobrze skończyć?czy jednak większość uczy się sama w domowym zaciszu po powrocie z pracy przy zmywaniu garów?

                    Bardzo proszę o odpowiedz.
                    • Gość: GTelega Re: Niestety, nie jest sprawiedliwe... IP: 141.106.111.* 01.11.05, 23:42
                      > Mam poważne pytanie.Jak w Pana przypadku wyglądała kwestia opłat za egzamin
                      > nostryfikacyjny?Ostatnio słyszałam ze opłata za ten egzamin to kilka tys
                      > dolarow.

                      Z tego co wiem ok $1500 za czesc a sa trzy czesci.

                      > Nie wiem czy to prawda,ale kiedy tylko wyjade po studiach(kończę w tym roku)
                      > to jak mam znalezc mieszkanie,utrzymać się i jeszcze opłacić ten egzamin?Czy
                      > są jakieś ułatwienia,ewentualnie kredyty dla takich "bidoków"z Polski?

                      Dziecko drogie. Oczywiscie, ze bedziesz musiala za to wszystko zaplacic.
                      Znalezienie mieszkania to nie problem. Mieszkania sa drogie szczegolnie w
                      duzych miastach, ale energia, zywnosc sa tansze niz w Polsce.

                      Mozna albo pracowac, albo przywiesc pieniadze ze soba. Znalezienie pracy jest o
                      wiele latwiejsze niz w Polsce. (bezrobocie 5% vs 20%) To jaka prace dostaniesz
                      (a dostaniesz na pewno) zalezy od tego co potrafisz (nie mylic z
                      wyksztalceniem).

                      Pozyczki mozna dostac ale dopiero gdy masz legalna prace.

                      Kursy sa (na przyklad KAPLAN), ale spokojnie mozna sie przygotowac samemu.

                      Przed podjeciem pracy jako lekarz nie liczylbym na dobrobyt, ale i tak jestes w
                      LEPSZEJ sytuacji niz wiekszosc Amerykanow zaczynajacych prace w zawodzie.
                      Przecietny Amerykanski student ma $150000 dlugu przed rozpoczeciem pracy! Mimo
                      to ukonczenie medycyny uwazane jest za swietna inwestycje.

                      Oczywiscie poczatki bywaja trudne, ale kolene etapy sa jest o wiele lepsze od
                      tego co czeka cie w Polsce.
                      • Gość: Patryk Opłaty... IP: *.oc.oc.cox.net 02.11.05, 00:47
                        Tu możesz sobie poczytać www.ecfmg.org/ ,również w dziale FAQ.
                        Opłata za USMLE Step 1 lub Step 2 CK do końca 2006 to $695.
                        Opłata za USMLE Step 2 CS to $1200 do końca 2006 .Opłaty różnią się dla
                        absolwentów z USA i Kanady i dla "reszty świata",ale niewiele
                        Te "tysiące dolarów" to pewnie kurs Kaplana-chyba ok.8000$ całość.Osobiście
                        uważam,że jak ktos ma mało wiary w siebie,to Kaplan jest OK.Prowadzą człowieka
                        "za rękę" niemalże od początku przygotowań do końca.Ale można tez kupić na eBay
                        materiały za 500$ i uczyc się samemu.Strategii zdawania USMLE ;-) jest wiele i
                        nie da sie na forum wszystkich od razu opisać.
                        O ułatwieniach nie słyszałem,ale można pewnie próbować zdawac w Polsce
                        (słyszałem o takiej możliwości) a na pewno w Pradze.Sądzę,że przeciętnie zdolny
                        lekarz jest w stanie spokojnie zdac cały cykl USMLE o ile upora sie ze sprawami
                        przyziemnymi-zródło utrzymania,mieszkanie,itd.
                        • Gość: Doctor z USA Droga Kolezanko Grzybciu! IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 02.11.05, 10:12
                          Przedmowcy moi maja racje. Patryk podaje ceny i ich zrodla (blisko 20 lat temu
                          placilismy po $500 za jeden etap USMLE X 3 etapy) - wszystko drozeje, coz...
                          "Czy są jakieś ułatwienia, ewentualnie kredyty dla takich "bidoków"z Polski?" -
                          Niestety, zadne! Nie ma ulatwien dla PRZYSZLYCH lekarzy, SA jedynie dla
                          AKTUALNYCH lekarzy. Twoj lekarski potencjal nie jest dowodem na Twoja rynkowa
                          wartosc - niestety. Na marginesie: do USA emigruja ludzie (w tym - lekarze) z
                          calego swiata. Zazwyczaj nie sa to ludzie bogaci, bo po co by opuszczali swoje
                          ojczyzniane gniazda? POCIESZE CIE, ze Polacy - chociaz trudno w to uwierzyc -
                          nie sa na dnie "bidokow". I jakos ci wszyscy sa na tyle zdeterminowani, by
                          pokonac bide, zapozyczyc sie - i zostac tu lekarzami. Wielu tego dokonuje, bo
                          imigrant to bohater Ameryki!
                          Wielu tez przyjezdza ze zdanym egzaminem, gotowi juz do interview na
                          rezydenture. Slyszalem, ze testy mozna zdawac tez w Wwie (ambasada USA miala
                          podobno jakies terminy, moze to aktualne? - sprawdz sama). Poza tym, co nie
                          jest tez bez znaczenia, a nie wspomnial o tym nikt powyzej - kiedys zdany test
                          gwarantowal wize J-1 - "exchange trainee-worker". J-1 to wiza max. 3-letnia, na
                          podstawie ktorej masz prawo wejsc w program rezydencki. Potem musisz sie
                          starac, aby przedluzyc pobyt np. zostajac 4-ty rok na rezydenturze jako chief
                          resident (na szczescie ja tego uniknalem!). Zwykle nikt nie chce tego robic, bo
                          nadal b. malo sie zarabia. Potem dostaniesz wize idac na fellowship -
                          podspecjalizacje. Kolejne 3-4 lata. W koncu - zalatwiasz papiery imigracyjne...
                          Moze jednak pisze to niepotrzebnie, bo problem legalizacji pobytu Ciebie nie
                          dotyczy.
                          "Pomijam sam egzamin który pewnie trzeba zdawać po kilka razy..." - Nie trzeba.
                          Ja sam zdalem od razu, kilku moich kolegow tez, kilku nie zdalo wcale. Wszystko
                          zalezy od Ciebie.
                          "jakieś kursy które dobrze skończyć?" - KAPLAN jest w istocie najslynniejszy.
                          Niektorzy z niego korzystaja, bo podobno najbardziej efektywny.
                          "czy jednak większość uczy się sama w domowym zaciszu po powrocie z pracy przy
                          zmywaniu garów?" - Tak, przynajmniej wsrod "bidokow". Moze dlatego, ze nie maja
                          pieniedzy na kurs?
                          Pozdrowienia.
                          • Gość: Patryk Kaplan... IP: *.oc.oc.cox.net 02.11.05, 16:54
                            Dodam,że stosunkowo łatwo można uzyskać kredyt na pełny kurs Kaplana (sama
                            zainteresowana firma w tym pośredniczy).Można też mając kartę kredytową i szybki
                            internet (nawet pozostając w Polsce) wykupić dostęp do tzw.Qbanku Kaplana-banku
                            pytań testowych z objaśnieniami.Istotne są objaśnienia,dlaczego tak,a nie
                            inaczej ;-).Chyba ok 100$ na miesiąc,są różne wersje z rozszerzonym i zawężonym
                            dostępem.Szczegóły pod www.kaplan.com/TestPreparation/KaplanMedical/
                            Uderzające jest ,z jak biednych krajów starają sie o licencję w USA
                            lekarze.Gdzieś czytałem,że ok 60-65% to Indie,Pakistan,Bangladesz i okolice,5%
                            Chińczycy,5% Koreańczycy,ok.5-8% z Ameryki Łacińskiej,2-3 % Afryka,ok.10% to
                            Filipiny i Indonezja.Tylko 2-3% z tzw Europy Wschodniej plus były Związek
                            Radziecki.Najczęściej ich przyjazd jest wysiłkiem finansowym dla całej
                            rodziny,bliższej i dalszej.Ale wszyscy traktują to jak świetną inwestycję-pomóc
                            przyszłemu lekarzowi w starcie,to się pózniej opłaca!
                            Zasadą dobierania pracy jest to,by pozostawiała maksymalnie dużo czasu na
                            naukę.Np.nocne zmiany na portierni,lub nocna opieka domowa,itp.
                            • jameson1a Re: Kaplan... 02.11.05, 17:52
                              Jeśli ktoś chce cały kurs Kaplana wraz z bankiem pytań (i te z odpowiedziami i
                              te w postaci prawdziwego testu)za przystępną cene (bardzo) prosze pisać na priv.
                                • jameson1a Re: Kaplan... jameson1a 02.11.05, 20:49
                                  To jest pełny program który posiada materiały (w postaci ebooków, a nie
                                  skanów ) do samodzielnej nauki (ponad 2000 stron ) do tego atlas histologiczny,
                                  slajdy z patomorfologii itp. Jeśli ktoś ma tyle kasy aby kupić sobie książki za
                                  ponad 2000zł (za tyle widziałem na allegro i to tylko) to dla niego nie ma
                                  problemu, a ja oferuje to tym, których nie stać, a chcieliby się zacząć
                                  uczyć.pzdr
                          • Gość: grzybcia Re: Droga Kolezanko Grzybciu! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.05, 18:57
                            Dziękuję bardzo.
                            Jak zwykle odpowiedzi Pana są pełne szacunku i dużej wiedzy.Podziwiam chęć pomocy osobom w gruncie rzeczy nie znanym.To barsdzo ulatwia decyzję,zwłaszcza że kiedyś pisałam o wyjeździe do Anglii i odpowiedzi na tym forum nie były mi przychylne.
                            Byc może te osoby w Anglii są też jakoś tam sfrustrowane..ja uważam że jak się wyjeżdża to i tak opuszcza się kraj więc Europa, USA...nie ma wielkiej różnicy.USMLE się nie boję,boję się kosztow za niego(zwłaszcza pomnożone x2 plus któreś z nas musi zająć się dzieckiem), więc może zrobię to rzeczywiście tu.
                            Jeszcze jedno...interview na rezydenturę,czy jest to rozmowa kwalif.,egzamin kolejny?
                            Jest to pewien strach ale pewnie każdy to odczuwa,wyjechać -i życie zaczyna się od nowa.
                            Jeszcze pozostaje mi przekonac męża...jego angielski dopiero "kiełkuje"ale medyczny ang.to przecież dużo łaciny którą znamy świetnie!
                            Dziękuje jeszcze raz i pozdrawiam!
                            • Gość: Doctor z USA Interview trwa caly dzien - 7:30-16:30 IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 03.11.05, 07:41
                              Interview zwykle odbywa sie pomiedzy 15 grudnia a 15 lutego przed programem
                              rezydenckim rozpoczynajacym sie 1 lipca i sluzy obu zainteresowanym stronom:
                              1. pracodawcy - szpitalowi, by sprawdzil z kim ma do czynienia, jak kandydat
                              jest komunikatywny, czy nie-dziwak, czy bedzie pasowal do reszty personelu, bo
                              Ameryka choc niezwykle tolerancyjna - ma wiele swiatow... Chyba rozumiesz?
                              2. pracownikowi - rezydentowi, aby spotkal przelozonych i przyszlych kolegow,
                              takze obejrzal "facility" - bogato czy w ruinie, sprawdzil dojazdy, rozejrzal
                              sie w lokalizacji mieszkaniowej, cenach, standardzie. Dostaje sie broszurki
                              real-estate i zlobkowo-szkolne, mapki okolicy z wszystkimi punktami serwisow
                              rezydenckich (np. szpital glowny i 1-2 satelitarne, przychodnia VA - veteranow,
                              przychodnia Medicare-Medicaid dla biedoty, dom starcow, bogate prywatne kliniki
                              popoludniowe - wszedzie, gdzie bedziesz musiala w ciagu 3-4 lat pracowac).
                              W kazdym moim przypadku cala grupa (7-8) kandydatow najpierw byla przyjmowana
                              przez dyrektora programu, potem rozmawiala z aktualnymi rezydentami, czasem tez
                              studentami. Wreszcie pojedynczo bylismy brani na 20-30 min. rozmowe z szefem
                              lub jego zastepca. Pytal o zainteresowania zawodowe, ale tez cele zyciowe,
                              ewentualny fellowship, ogolna tzw. sytuacje. W moim przypadku szkola medyczna
                              byla NAJWAZNIEJSZYM tematem rozmowy i niezle sie wtedy nasluchalem, az nie chce
                              do tego wracac! Na ile zdalem test USMLE nikogo nie obchodzilo.
                              ISTOTNE: wtedy rozmawia sie tez o pieniadzach, ile za kolejny rok, ile za
                              dyzury platne (od II roku), jak czesto on-call i na jakich blokach (sa tylko 2
                              opcje: co 2 lub co 3 doba), ile placisz za ubezpieczenie sam czy z rodzina,
                              itp. Jest to wiec jak nazywasz w pewnym sensie "rozmowa kwalifikacyjna" - dla
                              obu stron. NIE JEST TO zas egzamin kolejny! Trudno przeciez sprawdzic wiedze
                              medyczna w 30 min. rozmowie. Jezeli juz - jest to egzamin obyczajowy.
                              Odbylem chyba 6-7 interviews i dostalem sie tam gdzie marzylem. Do 2-3 slynnych
                              miejsc pojechalem, by zobaczyc jak wygladaja. Do 2-3 innych zas po to, by dac
                              sie poznac, gdyby mnie nie przyjeli do miejsca wymarzonego. Nauczylem sie wiele.
                              Smieszne zdarzenie: Norwalk, CT - smierdzacy szpital, moja opcja awaryjna -
                              Dyrektor: "Mamy tu wiele lekarzy z twojego kraju. Przedstawie ci ich na
                              korytarzu." Podchodzi 2-och nieprzytomnych w jarmulkach i (niegdys bialych)
                              fartuchach. Jeden: Dr. Szura Blumsztein. Hello! Drugi: Dr. Sasza Pierdziszew
                              (lub podobnie) How are you? Akcent mieciuuutki... Gdy odeszli zapytalem czy oni
                              czasem nie sa z Rosji? - Ach, no tak, ale to przeciez blisko Polski... Acha,
                              mysle, to tu nie bede pracowal. I temu wlasnie sluzy interview.
                              • carman1 Re: Interview trwa caly dzien - 7:30-16:30 03.11.05, 12:26
                                "W moim przypadku szkola medyczna
                                byla NAJWAZNIEJSZYM tematem rozmowy i niezle sie wtedy nasluchalem, az nie chce
                                do tego wracac!"

                                A jeśli można spytać dlaczego akurat szkoła medyczna była najważniejsza? O co
                                wypytywali (ocena na dyplomie?) i do czgo się przyczepiali?pzdr
                                  • carman1 Re: Szkola Medyczna 03.11.05, 13:52
                                    Rozumiem, że orientują się w naszych uczelniach tzn. poziomie nauki u nas.
                                    Zapewne obecnie troche mniej będą narzekać; ja skończyłem AM w Poznaniu, która
                                    raczej nie powinna miec kompleksów (oczywiście nadal nasz poziom i sposób
                                    nauczania, szczególnie zajęcia kliniczne, odbiegają od światowego poziomu).pzdr
                                  • Gość: GTelega Re: Szkola Medyczna IP: 65.90.124.* 03.11.05, 15:43
                                    Zgadzam sie z tym, ze na temat wynikow nie rozmawia sie na interwiew, ale nie
                                    znaczy to, ze nie zwraca sie na to uwagi, najczesciej osoby z minimalnym
                                    wynikiem nie sa zapraszane na interview.

                                    Co do szkoly duzo zalezy od miejsca w ktorym sie odbywa interview. Sa programy,
                                    ktory juz mialy ludzi z Polski, ktorzy sie sprawdzily i wtedy nie ma problemow
                                    ze szkola. Sa dyrektorzy programow, ktorym imponuje Europa, wiec zawsze mozna
                                    wyciagnac na nich 600 lat UJ-tu. Sa dyrektorzy, ktorzy uwazaja, ze jakakolwiek
                                    uczelnia spoza US jest marnowaniem czasu - wtedy trzeba podkreslac osobiste
                                    osiagniecia, wyniki USMLE czy Amerykanskie doswiadcznie. Zwykle nietrudno sie
                                    jest zorientowac z kim sie ma do czynienia.
                                    • Gość: Patryk krok po kroku IP: *.oc.oc.cox.net 03.11.05, 16:30
                                      Tak szczerze mówiąc,najbardziej chyba aktualne informacje i podpowiedzi można
                                      znalezc tu forums.studentdoctor.net/forumdisplay.php?f=35
                                      Jest tam masa wątków m.in. o matchingu,interview,rezydencjach (z rozbiciem na
                                      specjalności,a nawet na poszczególne programy),etc...etc...
                                      Inny link to forums.studentdoctor.net/forumdisplay.php?f=4
                                      Np.ponad 30 tys postów dotyczących jak zdawać i jak zdać USMLE Step I.A 1800 na
                                      temat Step II i III.
                                      Warto samej (Droga Koleżanko Grzybciu) poczytać by wyrobić sobie jakieś pojęcie
                                      co i jak.Bo mimo najszczerszych chęci nijak się nie da w paru topikach przekazać
                                      recepty :1.jak zdać USMLE i 2.jak się dostać na rezydenturę.
                                      Jedno mogę powiedzieć-jest to dużo łatwiejsze,niż się każdemu na początku wydaje.
                                      • Gość: Dzięki Re: krok po kroku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.11.05, 19:26
                                        Za linki wszystkim bardzo dziękuje.Na pewno poczytam a tu zasięgam pierwszych inf bo pomysł o wyjeździe zakiełkował zaledwie parę dni temu Ale może zacznę się uczyc juz?...jak pisałam mam jeszcze męża do przekonania,nie wiem jak to zrobić bo twierdzi że w Europie bliżej do domku.Ciekawe jak często moglibyśmy przyjeżdżać?
                                        Ja chcę być ginekologiem,on chirurgiem...myślę że w US jest to o wiele bardziej do osiągnięcia niż w UK.ZwłaszcZa że du UK podobno najlepiej po specjalizacji a na takowe jeszcze nie dostaliśmy się....a to rodzi kolejny problem,bo gdybym dostała wymarzone m-ce pracy tu...to za 700 zł.i tak 5 lat?Boshe.Sprzątaczki mają więcej.
                                    • Gość: Doctor z USA Do GTelegi IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 03.11.05, 22:36
                                      Jak dawno temu robiliscie rezydenture? I gdzie? (My w CT)
                                      "najczesciej osoby z minimalnym wynikiem nie sa zapraszane na interview" -
                                      Dziekuje, bylem zaproszony na ok. 20, a z powodow geograficznych pojechalem na
                                      6-7. 3-4 szpitale nie zaproslily mnie wcale.
                                      "Co do szkoly duzo zalezy od miejsca w ktorym sie odbywa interview. Sa programy,
                                      ktory juz mialy ludzi z Polski, ktorzy sie sprawdzily" - Albo odwrotnie! Bylem
                                      w szpitalu, gdzie wlasnie wyrzucili rezydentke z PL (zmusili ja do transferu).
                                      "Sa dyrektorzy programow, ktorym imponuje Europa, wiec zawsze mozna
                                      wyciagnac na nich 600 lat UJ-tu." - Odradzam! To nie arrasy wawelskie, ani
                                      szkola polskiego plakatu. Nikomu w USA nie imponuje polska medycyna. Sorry!
                                      "Sa dyrektorzy, ktorzy uwazaja, ze jakakolwiek uczelnia spoza US jest
                                      marnowaniem czasu... - Takich jest znakomita wiekszosc. JEZELI JUZ to imponuje
                                      im medycyna z UK! SERIO! Mowia z szacunkiem o Royal Infirmary, Guy's Hosp,
                                      wydawaniu Lanceta. Z Indii szanuja tez niezwykle King George Medical College,
                                      gdzie wykladaja Anglicy. O Wloszech zas mowia, ze jest niezle w Policlinico
                                      Gemelli w Rzymie, czy Klinice Mangiagagli w Mediolanie.
                                      Dlatego raczej doradzam w czasie interview zapewnienie dyrektora: Zrobie
                                      wszystko by pokonac wszelkie moje niedoskonalosci...
                                      • Gość: GTelega Re: Do GTelegi IP: 141.106.111.* 03.11.05, 23:43
                                        Rezydentura Cornell (Schneider Childrens Hospital-1994-97), fellowship Penn
                                        University (Childrens Hospital of Philadelphia- 1997-2000) - W Schneiders
                                        akurat mieli wczesniej Polakow i byli zadowoleni. W Philadelphi znali UJ i
                                        mieli ogolnie pozytywne wrazenie o Polsce. Nigdy nie wiadomo co sie przyda. Ale
                                        co do reguly zgadzam sie wiekszosc Amerykanskich lekarzy nie ma pojecia o
                                        Polskiej medycynie i nie ma o niej dobrego zdania.

                                        > Dlatego raczej doradzam w czasie interview zapewnienie dyrektora: Zrobie
                                        > wszystko by pokonac wszelkie moje niedoskonalosci...

                                        Trudno sie zawiesc na tej poradzie.
                                        • Gość: Doctor z USA Do GTelegi - szczerze GATULUJE! IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 04.11.05, 00:17
                                          My z zona nie robilismy pediatrii, lecz Primary Care/Internal Medicine:
                                          Rezydentura - Yale University (New Haven Hospital 1988-1991)
                                          Fellowship - Yale University (1991-1994)

                                          Dla rozrywki i wscibstwa bylismy na interviews tez na Harvardzie (Brigham and
                                          Woman's Hosp.), i w Mass. General, takze na Columbia Univ.
                                          Harvard nam wyslal listy, ze owszem przyjma, ale za rok... A placili tam zawsze
                                          mniej niz gdziekolwiek, przy czym Boston jest naprawde drogi. Inne interviews:
                                          Temple Univ, UPenn, UConn.
                                          Zignorowali mnie w Johns Hopkins, Baltimore, Maryland.
                                          Harvard (Joslin Center) przyjal mnie wreszcie po rezydenturze na fellowship,
                                          ale zone przyjal Yale i zostalem dla niej tez na Yale. Szkoda, bo Harvard
                                          zawsze mi pasowal.

                                          "W Philadelphi znali UJ i mieli ogolnie pozytywne wrazenie o Polsce." - No,
                                          pewnie - tam mieszka mnostwo Polakow, to i ktos dobry da sie poznac."
                            • Gość: GTelega Re: Droga Kolezanko Grzybciu! IP: 65.90.124.* 03.11.05, 15:58
                              > USMLE się nie boję,boję się kosztow za niego(zwłaszcza pomnożone x2 plus
                              > któreś z nas musi zająć się dzieckiem), więc może zrobię to rzeczywiście tu?

                              Bycie we dwojke jest zaleta, dziecko to troche problem, ale do przejscia. Tez
                              zaczynalismy razem z zona, chociaz nie mielismy wtedy dzieci. Bycie we dwujke
                              daje Wam mozliwosc podwojenia dochodow a nie podwaja wydatkow jezeli
                              potrzebujecie pieniedzy. Jezeli potrzebujecie opieki nad dzieckiem jedna osoba
                              moze pracowac, druga zajmowac dzieckiem i uczyc do egzaminu, etc... Bycie razem
                              daje Wam wiecej mozliwosci, nie mowiac o wsparciu moralnym etc.. Koszt USMLE
                              wyglada wysoki z punktu widzenia Polskich zarobkow, ale w US nawet ktos
                              pracujacy za minimalna stawke ($5.75/godz) jest w stanie zarobic na egzamin w
                              ciagu miesiaca.

                              Koszt to nie jest zwykle problem. Problemem coraz czesciej okazuja sie
                              formalnosci emigracyjne.
                  • Gość: dradam Re: Niestety, nie jest sprawiedliwe... IP: 139.142.51.* 06.11.05, 17:52
                    Gość portalu: Doctor z USA napisał(a):

                    > Nie ma sprawiedliwosci na tym swiecie. Na tamtym - moze jest.
                    > Patryk ma racje. NIC co poczynione poza USA w branzy medycznej nie jest
                    > uznawane tutaj.


                    Nie jest to prawda.
                    Konczacy rezydentury kanadyjskie lekarze maja mozliwosc zdawania egzaminow
                    specjalizacyjnych amerykanskich (US).

                    Jest to po prostu kwestia akredytacji programu poza-
                    kanadyjskiego,rezydenckiego, w odpowiedniej instytucji amerykanskiej.


                    Pozdrawiam

                    dradam
                • Gość: docuk Re: Niestety... IP: *.server.ntli.net 30.10.05, 00:36
                  Nie tylko w Polsce, bo np w UK calosc specjalizacji trwa 12 lat tzn od
                  skonczenia stazu podyplomowego do uzyskania tytulu konsultanta. Dopiero teraz
                  rzad przymierza sie do wprowadzenia zmian. System angielski jest niepodobny do
                  adnego innego na swicie a tytul konsultanta to odpwoiednik naszego ordynatora.
                  Nie ma tu wladzy aboslutnej a kazdy konsultant ma swoj zespol i wydaje
                  niezalezne decyzje.
                  Z tego co wiem angielskie college (odpowiedniki naszych tow naukowych) z tym ze
                  tutaj kontroluja one przebieg specjalizacji-przymierzaja sie obecnie do
                  rozpoczecia uznawania czesci szkolenia europejskiego.Z tego co wiem to uznanie
                  dotyczyc moze jedynie tzw okresu podstawowego szkolenia specjalizacyjnego.
                  Odkad zorientowalem sie na czym polega szkolenie specjalizacyjne w Polsce 0,np
                  owe slynne staze kierunkowe zwane inaczej kanapowymi to nie dziwie sie ze
                  uznawanie specj z Polski przychodzi im z trudem.Znam kilku kolegow zabiegowcow
                  ktorzy do uzyskania specj II stopnia dopisywali sie na trzecia asyste do
                  zabiegow a niekotrzy z nich przed uzyskaniem tytulu specj ani razu np nie
                  wykonali calkowitej resekcji jelita grubego. Mowiono im ze naucza sie tego
                  pozniej.Kazdy z nas zna takie przyklady.Niestety rozpoczecie specj w Polscew
                  wiaze sie z koniecznoscia ropoczynania wsztystkiego od nowa.
                    • Gość: Grzybcia Re: Niestety... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.05, 19:36
                      Czy jest tu ktoś kto potrafi porownac USA i UK?bo z tego co piszą to wnioskuję że w US nie jest tak trudno się wyspecjalizować...i to pod bokiem najlepszych.
                      natomiast jeśli jadąc do UK muszę mieć specjalizację (albo inaczej,CZY MUSZĘ?podobno trudno tam o zabiegówkę?)to komplikuje sprawę(proszenie się tu o m-ce ,wolontariat przez pół roku,nędza w wydaniu młodych polskich lekarzy itd)
                      to pod tym względem nie ma co się męczyć!
                      Zdanie USMLE nie będzie dla mnie problemem jak myślę.Natomiast co w UK powoduje że brytyjczycy jednak uciekają?czy jest sens pakowac się w to od czego uciekają?
                      owszem będę zarabiać więcej niż tu,ale czy jest to ok płaca jak na tamte warunki życia?
                      Nie chcę przez to nikogo urazić,szukam po prostu argumentów do przekonania męża do wyjazdu do US zamiast UK.
                      Czy moglibyście mi jakoś pomóc?
                      Jak często ludzie w UK jeżdża do Polski,pod względem oczywiście wolnego czasu a nie osobistych względów?Bo to jest dla niego główny argument przeciw US-odległość.
                      Ja już w myślach kupuję książki do USMLE(nb może ktoś tutaj chce sprzedać używane?)a on-NIE....
                      • Gość: GTelega Re: Niestety... IP: *.wi.res.rr.com 05.11.05, 05:38
                        > Nie chcę przez to nikogo urazić,szukam po prostu argumentów do przekonania
                        > męża do wyjazdu do US zamiast UK.
                        > Czy moglibyście mi jakoś pomóc?

                        Glowny argument to taki, ze jest w US wielu lekarzy, ktorzy wyemigrowli z UK,
                        odwrotne przypadki sa bardzo nieliczne. US (na ogol) latwiej jest sie
                        wyspecjalizowac, na ogol lepiej sie zarabia. Jest wieksza tolerancja dla
                        emigrantow. Jest wieksza roznorodnsc w wyborze pracy i miejsca zamieszkania
                        dostosowaniu tego do osobistych upodoban.

                        Problemem nie jest odleglosc (11 gdzin lotu z Chicago a 4 godziny lotu z
                        Londynu to nie jest wielka roznica), problemem sa formalnosci emigracyjne. UK
                        jest czescia EU wiec jedyna przeszkoda to kwalifikace zawodowe. W US
                        zalegalizowanie emigracji staje sie coraz bardziej trudne. Dodatkowa wada jest
                        to, ze w US porazki odczuwa sie bezposrednio na wlasnej skorze, w przypadku
                        emigrantow oslona spoleczna jest minimalna w porownaniu z EU.
                      • Gość: Doctor z USA Grzybcia bystro dedukuje - brawo! IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 05.11.05, 09:02
                        Pytanie Grzybci: "Czy jest tu ktoś kto potrafi porownac USA i UK?"
                        GTelega juz napisal: "...jest w US wielu lekarzy, ktorzy wyemigrowli z UK,
                        odwrotne przypadki sa bardzo nieliczne."
                        - Pytalem szeroko dokola i nikt NIE ZNA ANI JEDNEGO przypadku lekarza-emigranta
                        z USA do UK. Ten kierunek sie nie zdarza. Moze ktos jednak zna takie curiosum?
                        "W US... na ogol lepiej sie zarabia." - minimum 3-5 razy wiecej niz w UK.
                        I GENIALNIE Grzybciu pytasz: "Natomiast co w UK powoduje, że brytyjczycy jednak
                        uciekają? czy jest sens pakowac się w to od czego uciekają?" - To samo
                        dokladnie, od czego uciekaja z PL i innych biednych krajow. Niskie zarobki =
                        pauperyzacja, ciezka praca, duza odpowiedzialnosc, brak personelu w
                        odpowiedniej liczbie na odpowiednim poziomie - juz od kilkunastu lat!
                        "owszem będę zarabiać więcej niż tu,ale czy jest to ok płaca jak na tamte
                        warunki życia?" - Moja babcia mawiala: "jak na garbatego to ma proste dzieci..."
                        "Nie chcę przez to nikogo urazić,szukam po prostu argumentów do przekonania
                        męża do wyjazdu do US zamiast UK. Czy moglibyście mi jakoś pomóc?"
                        JA TEZ NIE CHCE NIKOGO URAZIC! Ani lekarzy angielskich, ani nikogo kto tam zyje
                        i ciezko pracuje! Podziwiam kazdego emigranta, ktory uklada sobie nowe zycie!
                        Oto na koniec anegdota opowiadana w USA przez mego kolege, lekarza z Anglii:
                        Na oddziale szpitalnym siedzi 4 lekarzy przy stacji pielegniarek, popijaja
                        kawke, cicho rozmawiaja, smieja sie. Nagle pielegniarka wola - Patient's
                        calling! - Nic, zadnej reakcji, lekarze ani drgna. Kawka, rozmowa, spokoj. Znow
                        wolanie pielegniarki - Patient's calling! - Bez odzewu. - Wreszcie
                        pielegniarka - It's a PRIVATE patient! - Wszyscy zrywaja sie i biegna w strone
                        pielegniarki... Oto do czego prowadzi darmowa sluzba zdrowia.
                        • Gość: docuk USA v UK dla Grzybci IP: *.server.ntli.net 06.11.05, 01:25
                          > Pytanie Grzybci: "Czy jest tu ktoś kto potrafi porownac USA i UK?"
                          Chyba tylko Ci, ktorzy pracowali w obu krajach moga to zrobic.Najlepeij bylob y
                          zapytac jakiegos anglika, ktory wyemigrowal do USA.
                          Faktycznie powody, ktore podaja koledzy z USA sa prawdziwe.System angielski
                          (NHS) jest to rozleniwona do angielskich rozmiarow machina urzednicza
                          pozerajaca duze ilosci pieniedzy.Przez co rzeczywiscie mniej pieniedzy idzie na
                          trening (na miejsca edukacyjne) i dlatego trudno dostac sie na miejsce
                          szkoleniowe. W USA filzofia jest ze ksztalci sie wszystkich, jednych na Yale,
                          UCLA innych gdzies w szpitalikach w zakamarkach Bronxu.Wiec pewnie obiektwynie
                          latwiej dostac sie w USA na miejsce szkoleniowe. Sam zdalem i posiadam wazny
                          certyfikat ECFMG, na razie pracuje w Londynie bo musze stosunkowo czesto bywac
                          w Polsce-wzgledy rodzinne.Jednak ze wzgledow wymienionych przez kolegow z USA
                          rozwazam rowniez "przenosiny".
                          "Problemem nie jest odleglosc (11 gdzin lotu z Chicago a 4 godziny lotu z
                          Londynu to nie jest wielka roznica)"
                          Troche niescislosci- lot z Londynu trwa 2 godziny, startujac o 6 rano jest sie
                          np w Krakowie ok 11.
                          Do zaliczenia USMLE z tego co wiem potrzeba 75% poprawnych odpowiedzi. Do
                          ubiegania sie o specjalnosci zabiegowe nie zaprasza sie kandydatow (FMG-Foreign
                          Medical Graduate) ktorzy maja 80% i mniej. To oznacza ze wynik z testu musi
                          miescic sie w przedziale od drugiego odchylenia standardowego wzywz-to oznacza
                          ze trzeba byc tak dobrym jak najlepsi kandydaci z USA (lub zagraniczni FMG).
                          Dodatkowo wiele progarmow chetnie widzi listy referencyjne od kogos do kogo
                          moga zadwonic, sprawdzic.Mowie tu o najwyzszych wymaganiach jakie stawia sie
                          kandydatom na specjalnosci zabiegowe.Dobrze jest miec publikacje w czasopismie
                          z indexem filadelfijskim (dla stazysty czy studenta z Polski to trudne-nie
                          wszyscy polscy profesorowie posiadaja takowe w swoim dorobku).Z tego jednak co
                          wiem to trzeba usiasc i przekalkulowac to na chlodno.Nie chce abys odebrala to
                          jako atak na twoja osobe bo nie o to chodzi.Chodzi zebys wiedziala ze tak jak
                          pisze Patryk nie ma recepty na sukces i to ze trzeba w to wlozyc duzo wysilku.
                          UK- zeby myslec o szkoleniu trzeba rowniez zdawac egzaminy (MRCS-chirurgiczny,
                          MRCP-internistyczny, itp) Trzeba miec w zyciorysie m.in kursy ktore oni
                          rozpoznaja np. ALS (ACLS) ATLS(z tego co wiem nie ma w Polsce kursu
                          zakonczonego certyfikatem-jest tylko namaistka. Podobniew jest z referencjami i
                          publikacjami.Jakiekolwiek doswiadczenie (nawet to ktore zdobedziesz pracujac w
                          NHS na pozycji nieedukacyjnej) ma o wiele wieksza wartosc niz woluntariat w
                          Polsce.
                          Nie trac czasu na stazu i zrob ALS + PALS (pediatryczny).Zarowno w UK jak i USA
                          bedzie to jedna pozycji co do ktorej czytajacy nie bedzie mial watpliwosci.

                          UK szpitale (podobnie jak w USA) sa rozne jest Guy's and St Thomas a jest i
                          szpiatlik na prowincji ktory jak zywo przypomina (czasem jest gorszy-mam tu na
                          mysli pracownikow) szpital z peryferii.Tu i tu mozna zrobic specjalizacje.
                          Plusem UK jest ze jesli nie zalapiesz sie na specjalizacje mozesz i tak
                          pracowac jako lekarz na pozycji nieedukacyjnej (co nie oznacza ze ze nie mozesz
                          uczestniczyc w seminaraich lub korzystac z biblioteki). Z tego co wiem w USA to
                          albo program rezydencki albo physician assistant (nosisz papierki za lekarzem i
                          robisz tzw chasing the results).Oczywiscie pensje w obu przypadkach sa
                          diametralnie rozne.
                          Opcja moze byc taka, sprobowac w UK, zalapac sie na pozycje nieedukacyjna,
                          zarabiac na tyle aby moc oplacic egzaminy, zdobyc referencje.Tylko sugeruje.
                          Przy takim planie nie tracisz czasu, pracujesz w szpitalu i uczysz sie.
                          Ten z private dowcip dobry-pasuje do Polski i Anglii rownoczesnie :-))
                          Dowcip z Anglii:
                          -Po czym poznac ze w Ameryce zespol paramedykow wiezie nieubezpieczonego
                          pacjenta z bolem w klatce piersiowej do szpitala ?
                          -Stoja drugi raz w kolejce po shake'a w McDrivie ;-)))

                          P.S.
                          Cos tam napisalas Grzybciu w sprawie "sfrustrowanych" lekarzy w Anglii-mozesz
                          przyblizyc jakies szczegoly ? :-DDDDDD
                              • Gość: Patryk LEP IP: *.oc.oc.cox.net 06.11.05, 17:51
                                LEP jest ujęty w rozporządzeniu min.zdrowia jako "egzamin państwowy KOŃCZĄCY
                                staż podyplomowy lekarza("Rozporządzenie Ministra Zdrowia w sprawie stażu
                                podyplomowego lekarza i lekarza stomatologa Dz.U.04.57.553-par.16).
                                A staż podyplomowy jest uznawany za integralną część studiów lekarskich w Polsce
                                (również stanowisko ministerstwa).Broni to m.in. od częstych zarzutów,że program
                                studiów jest przeteoretyzowany i brak w nim praktyki.B. możliwe jest,że nie
                                uznają "gołego" dyplomu (bez stażu),zupełnie możliwe,że nie uznają kwalifikacji
                                bez LEP-u.LEP jest jeszcze na tyle "świeży",że mało kto orientuje się w jego
                                znaczeniu dla możliwości (lub nie) uzyskania licencji w USA.Teoretycznie możliwa
                                jest sytuacja,że dopuszczą cię tylko do zdawania USMLE Step 1 (jako formalnie
                                jeszcze studenta,nie lekarza).
                                Jeśli myślisz poważnie o karierze tutaj,to nie pozwól by nie zdany LEP
                                potencjalnie w tym przeszkodził.
                                • Gość: grzybcia Re: LEP IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.11.05, 05:28
                                  Moja koleżanka wyjechała ostatnio,zaraz po studiach.(Nb.mężata z Amerykaninem)nie zdając żadnego LEPu.Mam z nią kontakt,pisała że uczy się(chyba do ostatniego etapu,inne miała zdane chyba w Berlinie) i że mówiona jest na jakieś rozmowy już w 4 szpitalach...więcej nie wiem ale na pewno LEPu nie zdawała.Jeśli na pewno nie masz zamiaru wrócić-nie zdawaj tego!
                                  Czy ktoś wie gdzie w Europie można zdawać USMLE?I ile razy mozna go zdawać?
                                  Ja tak sobie myślę że taki wyjazd jest dla najlepszych,nie dość że język znać doskonale,to jeszcze poziom medycyny trzeba badzo dostosować,powtórzyć nawet taką biochemię.(dobrze że nie biofizykę!!!!!)Dzięki temu w US poziom medycyny jest wysoki...I nie bez przyczyny to tam zaczynają się wszelkie wielkie odkrycia.Ostatnio piszę pracę naukową...w piśmiennictwie polskim nie ma nic na ten temat.A całe moje piśmiennictwo jest amerykańskie.
                                  Także dlatego chcę tam pojechać.
                                      • Gość: Patryk Re: usmle IP: *.oc.oc.cox.net 07.11.05, 18:18
                                        Warszawski i praski oddział Prometric Center został prawdopodobnie zamknięty ze
                                        względu na nierentowność.Poszukaj tu www.prometric.com/Sites/default.htm
                                        pod "Locate A Test Site" .Wychodzi na to,że Berlin lub Wilno są najbliższe.
                                        • Gość: docuk Najblizsze centrum testowe IP: *.server.ntli.net 07.11.05, 19:15
                                          Masz racje
                                          A nastapilo to juz kilka lat temu (2002) kiedy zdawalem swoje stepy.
                                          Zgadza sie nawet w Pradze bylo wiecej chetnych na zdawanie wtedy.Nie wiem jak
                                          jest teraz-doktorom w Pradze podwyzszyli pensje do 1000euro wiec nie wyjezdzaja
                                          za chlebem.
                                          Nablizszy oddzial Proemtric Centre jest w Berlinie, budynek przy Tor Strasse,
                                          wysoki szary, pierwsze pietro.stacja metra Rosa-Luxemburg, wychodzi sie z
                                          peronu schodami pod gore i praktycznie widac budynek.

                                          P.S.
                                          Patryk, pytanie
                                          Ciebie tez tak za raczke wszedzie prowadzili ?
                                          • Gość: Patryk docuk IP: *.oc.oc.cox.net 07.11.05, 19:39
                                            > P.S.
                                            > Patryk, pytanie
                                            > Ciebie tez tak za raczke wszedzie prowadzili ?

                                            Nie,ja jestem inne pokolenie :-).Spędziłem swego czasu grubo chyba ponad
                                            kilkadziesiąt godzin w internecie,robiąc różne research na temat USMLE i EFMGC
                                            -kolejne kilkadziesiąt szukając warunków uzyskania licencji,podjęcia,zawieszenia
                                            lub przerwania rezydentury,itd.itp.
                                            I trochę się już zmęczyłem podrzucaniem informacji,które są zawarte w podawanych
                                            uprzednio linkach.Ogólnie dostępne w internecie.Po angielsku (rozumiałbym
                                            niechęć do przyswajania ich w suahili). Tylko trochę samodzielnie poczytać
                                            trzeba :-).
                                            Jak już się młodzi koledzy i koleżanki zdecydują (wyjdą poza etap "a coby","a
                                            gdyby")-chętnie pomogę przy konkretnych pytaniach.Serio.
                                            • swan_ganz nie zniechęcajcie się "wypasieni" doktorzy 07.11.05, 20:05
                                              skuteczną rewolucję robi się małymi kroczkami. Tak na marginesie; robicie tu
                                              dobrą robotę bo właśnie ten sposób (doinformowanie kolegów) jest najbardziej
                                              skuteczny. Przyniesie zdecydowanie lepsze efekty (w postaci zdecydowanych) niż
                                              najbardziej wysublimowana ironia z Waszej strony :)
                                              • Gość: docuk Re: nie zniechęcajcie się "wypasieni" doktorzy IP: *.server.ntli.net 07.11.05, 20:22
                                                Ja sie nie znecam, tylko zaznaczam (bo wiem samemu jak to jest) ze trzeba
                                                zaczac od przestawienia sie z "myslenia porazkowego" na "myslenie uda mi sie".
                                                Problem "mind set" byl juz przeciez poruszany-o ile pamietam pisal o tym Doki.
                                                Wlasciwiy mind set to 50% sukcesu.
                                                Ja wiem to nie jest wcale latwa decyzja-wyemigrowac, powiem wiecej to jest
                                                przerazajaca decyzja, a najgorsze zaczyna sie po pierwszych sukcesach kiedy
                                                przychodza pierwsze porazki (ma sie wtedy ochote spakowac walizki i wiac z
                                                powrotem).Dlatego trzeba radzic, dodawac otuchy ale i mowic prawde.Promowac
                                                aktywnosc nie zabijajac entuzjazmu. Trudna sztuka. Trudniejsza od chodzenia na
                                                skroty...
                                                • Gość: grzybcia Re: nie zniechęcajcie się "wypasieni" doktorzy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.11.05, 22:48
                                                  ojoj,ja też się nie zniechęcam Waszymi ironiami...śmiać mi się z tego chce że niektórzy najpierw wyczerpująco,świetnie odpowiadają...a potem się negują.Pomożecie?Pomożemy.....A kończy się ironią,eee, to nic.ja potrzebuję tego wątku żeby przekonać pewna osobę...która i tak się wścieka że za szybko interesuję się sprawą wyjazdu,bo jeszcze mamy czas...całe 2 lata prawie.Duzo to czy mało?Wg was?Bo dla mnie malo,ja najchętniej juz zaczęłabym się uczyć a dzięki linkom tu właśnie podanym sporo rzeczy znalazłam,inaczej jak?USMLE w GOOgle i 2,700,000 wyników?A kto mi powie które są warte przejrzenia?
                                                  Oczywiście Wy kochani...
                                                  hehe zaraz pewnie ktoś powie że się podlizuję.Co mi tam,tym razem b.mi pomogliście,chcecie czy nie.
                                                  Mam nadzieję do zobaczenia na emigracji.Kierunek US.
                                                  Perspektywa tu:wymarzona dobra klinika jak się uda po wolontariacie(koleżanka 6 m-cy)-700zl,kusi bo może udałoby się zostać kimś, a na razie idzie mi dość dobrze,publikuję w tym roku.
                                                  Ale mam tylko 1 życie i chcę podejmować challenge(uwielbiam to słowo!)
                                                  Pozdrawiam.
                                                  • docuk Re: nie zniechęcajcie się "wypasieni" doktorzy 07.11.05, 22:53
                                                    no i dobrze kombinujesz grzybcia, szkoda czasu, jak zaczniesz sie do tego
                                                    zabierac za dwa lata-to bedziesz miala o 2 lata mniej.
                                                    Spokojnie, przemyslcie wszystko.
                                                    Generalnie nie ma na co czekac.
                                                    Pare postow wyzej to nie do ciebie
                                                    Chyba ze ty sie podpisujesz jako gg ??????????
                                                  • Gość: GTelega Re: nie zniechęcajcie się "wypasieni" doktorzy IP: 65.90.124.* 07.11.05, 23:12
                                                    > tak się wścieka że za szybko interesuję się sprawą wyjazdu

                                                    Szybko?... Kazdy rok ktory spedzacie nie pacujac w zawodzie w USA kosztuje Was
                                                    skromnie liczac $300000 (2x150000 - przecietna pensja lekarza). Jezeli stac go
                                                    na to nie musi sie spieszyc!

                                                    > Ale mam tylko 1 życie i chcę podejmować challenge(uwielbiam to słowo!)
                                                    > Pozdrawiam.

                                                    Wyglada na to, ze najwazniejsza decyzje masz juz za soba. Gratulacje! Twoj
                                                    entuzjazm napewno Ci sie przyda. Tak trzymac.


                                                    > Pomożecie?Pomożemy.....A kończy się ironią

                                                    Moze nie calkiem tak... pierwsze kroki bywaja smieszne i czasem koncza sie
                                                    siniakiem. Ale kazdy z nas tak zaczynal. Przygladam sie temu jak starszy
                                                    brat... z usmiechem, ale i z duma.
                                              • Gość: Patryk attitude...bo cienko z tym IP: *.oc.oc.cox.net 07.11.05, 23:47
                                                Gość portalu: grzybcia napisał(a):

                                                > Dzięki skorzystam...napewno napiszę 2 godziny przed wylotem gdzie najbliższy
                                                po stój taxi w NY.

                                                Jest coś takiego jak "attitude".I nad tym by bardziej proponował popracowac niz
                                                nad angielskim ,USMLE,czy lokalizacją postojów taxi.

                                                > Swoją drogą uwielbiam ten wasz mentorsko-protekcjonalny ton

                                                Nie myl np.zniecierpliwienia z mentorstwem.

                                                >...Nawet na studiach rzadko ostatnio go słyszę.

                                                Selekcja negatywna dotyka zapewne i uczelnie medyczne :-).
                                  • Gość: Patryk Re: LEP IP: *.oc.oc.cox.net 07.11.05, 18:08
                                    Gorąco polecam zatem zasięgnięcie informacji "u zródła".Tzn.Educational
                                    Commission for Foreign Medical Graduates.I potwierdzenie w 100%,że tego to a
                                    tego się nie wymaga.Decyzje w życiu ważne podejmuje się nie na podstawie tego,co
                                    koleżanka powiedziała lub co ktoś napisał (mądrego lub nie) na forum,IMPO.
                                    Podkreślam jeszcze raz: być może ECFMG jeszcze się nie zorientowało,że jest cos
                                    takiego jak LEP w Polsce.A byc może maja LEP głęboko.Natomiast poszczególne
                                    state boards wymagają PONOWNIE różnych dokumentów do UZYSKANIA LICENCJI. I mają
                                    w tym sporą fantazję.Wez pod uwagę,że za minimum cztery-pięć lat gdy będziesz
                                    występować o licencję,może ktoś cię o ten LEP zapytać (jako egzamin kończący
                                    twoją podstawową medyczną edukację w Polsce ).
    • oxygen35 Grzybcia... 08.11.05, 08:50
      Jesli masz pytania dotyczace egzaminow USMLE, przydatnych materialow itp. (na
      ktore ja bede umiala odpowiedziec oczywiscie :) to pisz na moj adres gazetowy.
      Mam juz zdany Step 1 i przymierzam sie do Step 2. Jesli bede w stanie, sluze
      rada.
      • kubagr Re: Grzybcia... 13.11.05, 00:05
        w sumie to tak ogolnie:
        do kazdego step przygotowywalem sie ok 6 mies: nauka od 6-7:30, praca, 5-6
        godzina biegania lub na silowni, pozniej od 6 do 11:30 nauka.
        zapomn ijcie o tym ze jestescie z polski: w stanach jestescie znikad.
        konkuyrencja duza: no i nie uzywajcie llekcewazacych wyrazow typu czarnuch lub
        paki: oni sa takimi samymi lekarzami.
        to ze konczyliscie studia w polsce to nie przewaga: musicie UDOWODNIC ze
        jestescie dobrzy: ale jak udowodnicie ze jestescie to na pewno zostanie to
        zauwazone i docenione.
        intensywnosc rezydencji nie da sie porownbac do niczego innego w swiecie
        co przyciaga lekarzy najbardziej do USA to to ze po skonczeniu rezydencji lub
        fellowship jest sie SAMODZIELNYM lekarzem: oczywiscie sa partnerzy lub
        chairman ale 99% zalezy od ciebie co zrobisz.
        w moim programie mamy paru niemcow (z dobrej czesci) rosjanina itp. a moja
        specjalizacja jest jedna z 3 najbardziej competitive.
        moja rada: skoro staracie sie wyjechac i zyc w usa musicie narzucic sobie
        dyscypline. nie negowac kraju do ktorego imigrujecie (te typowe polskie
        prasowe docinki jak to w stanach wszystko upada itp : wlozcie miedzy bajki).
        poza tym: obecnie ze wzgledu na 80 hours rule, nawet internship nie jest taki
        straszny


        oxygen35 napisała:

        > Jesli masz pytania dotyczace egzaminow USMLE, przydatnych materialow itp. (na
        > ktore ja bede umiala odpowiedziec oczywiscie :) to pisz na moj adres
        gazetowy.
        > Mam juz zdany Step 1 i przymierzam sie do Step 2. Jesli bede w stanie, sluze
        > rada.
        • Gość: Doctor z USA do kubagr IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 13.11.05, 07:20
          "...po skonczeniu rezydencji lub fellowship jest sie SAMODZIELNYM lekarzem:
          oczywiscie sa partnerzy lub chairman..."
          - NIEKONIECZNIE! Mozna przeciez zalozyc "SOLO practice", calkowicie niezalezna
          od wszystkich i wszystkiego, bez partnerow lub chairmana.

          "w moim programie mamy paru niemcow (z dobrej czesci) rosjanina itp. a moja
          specjalizacja jest jedna z 3 najbardziej competitive"
          - Jaka to specjalizacja - jesli wolno spytac?
        • oxygen35 Re: Grzybcia... 13.11.05, 10:19
          kubagr napisał:

          > konkuyrencja duza: no i nie uzywajcie llekcewazacych wyrazow typu czarnuch
          lub
          > paki: oni sa takimi samymi lekarzami.

          Dziekuje za ostrzezenie. Mieszkam tu juz ponad 5 lat i okreslenia "paki" nie
          znalam. Nigdy nie slyszalam, zeby lekarze mowili o sobie uzywajac takich
          epitetow, serio. Chyba bardzo ograniczony kontakt z szeroko pojeta "Polonia"
          wyszedl mi na dobre :)

          > w moim programie mamy paru niemcow (z dobrej czesci) rosjanina itp. a moja
          > specjalizacja jest jedna z 3 najbardziej competitive.

          A ktore sa te 3 najbardziej konkurencyjne? Dermatologia? Ortopedia?
          Neurochirurgia? Jakies inne?
          W kazdym razie gratuluje Ci szczerze takich osiagniec. czy jetses w programie
          uniwersyteckim, czy w tzw. "community", w jakim stanie?

          > moja rada: skoro staracie sie wyjechac i zyc w usa musicie narzucic sobie
          > dyscypline. nie negowac kraju do ktorego imigrujecie (te typowe polskie
          > prasowe docinki jak to w stanach wszystko upada itp : wlozcie miedzy bajki).

          Mysle, ze emigruje sie do kraju gdzie pod wzgledem zawodowym dzieje sie lepiej,
          przynajmniej w naszych wyobrazeniach. Gdyby bylo odwrotnie, caly ten proces nie
          mialby sensu.
          To co nazywasz negowaniem, ja uwazam, ze wynika z nawykow i dotyczy raczej
          osob, ktore w Polsce (czy w jakimkolwiek innym kraju) pracowaly. Sama mam za
          soba specjalizacje w Polsce i pare lat pracy w zawodzie, pracuje z lekarzami
          mojej specjalnosci z roznych krajow, i wszyscy mamy podobne odczucia. Trudniej
          jest sie nam pozbyc nawykow wynikajacych z obowiazujacych w naszych krajach
          algorytmow postepowania, niz np. studentom, ktorzy takich przyzwyczajen jeszcze
          nie maja.
          • kubagr Re: Grzybcia... 13.11.05, 16:04
            oxygen35 napisała:

            > kubagr napisał:
            >
            > > konkuyrencja duza: no i nie uzywajcie llekcewazacych wyrazow typu czarnuc
            > h
            > lub
            > > paki: oni sa takimi samymi lekarzami.
            >
            > Dziekuje za ostrzezenie. Mieszkam tu juz ponad 5 lat i okreslenia "paki" nie
            > znalam. Nigdy nie slyszalam, zeby lekarze mowili o sobie uzywajac takich
            > epitetow, serio. Chyba bardzo ograniczony kontakt z szeroko pojeta "Polonia"
            > wyszedl mi na dobre :)


            ABSOLUTNIE NIE PISZE O BEDACYCH TUTAJ: wlasnie gdzies w tej grupie napotkalem
            sie na takie wyrazenia: a propos rasizmu polakow: czytalem kiedys text o
            carnoskorych pilkarzach w polsce: wyrazenie cytowane : dzisiaj to se CZARNE nie
            pograja bylo jednym z lagodniejszych
            >
            > > w moim programie mamy paru niemcow (z dobrej czesci) rosjanina itp. a mo
            > ja
            > > specjalizacja jest jedna z 3 najbardziej competitive.
            >
            > A ktore sa te 3 najbardziej konkurencyjne? Dermatologia? Ortopedia?
            > Neurochirurgia? Jakies inne?

            ortho

            > W kazdym razie gratuluje Ci szczerze takich osiagniec. czy jetses w programie
            > uniwersyteckim, czy w tzw. "community", w jakim stanie?
            >
            university, pa

            > > moja rada: skoro staracie sie wyjechac i zyc w usa musicie narzucic sob
            > ie
            > > dyscypline. nie negowac kraju do ktorego imigrujecie (te typowe polskie
            > > prasowe docinki jak to w stanach wszystko upada itp : wlozcie miedzy baj
            > ki).
            >
            > Mysle, ze emigruje sie do kraju gdzie pod wzgledem zawodowym dzieje sie
            lepiej,
            >
            > przynajmniej w naszych wyobrazeniach. Gdyby bylo odwrotnie, caly ten proces
            nie
            >
            > mialby sensu.
            > To co nazywasz negowaniem, ja uwazam, ze wynika z nawykow i dotyczy raczej
            > osob, ktore w Polsce (czy w jakimkolwiek innym kraju) pracowaly. Sama mam za
            > soba specjalizacje w Polsce i pare lat pracy w zawodzie, pracuje z lekarzami
            > mojej specjalnosci z roznych krajow, i wszyscy mamy podobne odczucia.
            Trudniej
            > jest sie nam pozbyc nawykow wynikajacych z obowiazujacych w naszych krajach
            > algorytmow postepowania, niz np. studentom, ktorzy takich przyzwyczajen
            jeszcze
            >
            > nie maja.


            o oto wlasnie mi chodzilo: jednak spotykam sie z taka postawa nie wsrod
            lekarzy: ze amerykanie sa glupi ograniczeni, i tylko sprytni polacy sa cos
            warci tylko ich nie doceniaja......

            oczywiscie nie namawiam nikogo do odcinania sie od korzeni, moje dwie corki
            swietnie mowia po polsku (warto znac jez obcy nawet jak to jest polski).
            osobiscie mam wielki zawsze dylemat: wyjechac do polski czy np na dobre narty
            lub na cieple wyspy: przyznaje ze coraz czesciej ta druga wersja wygrywa
          • kubagr Re: Grzybcia... 16.11.05, 18:33
            a myslalem ze wiecej wymiany mysli bedzie w tym forum.
            no i dla "przymierzajacych sie" wiecej rad by tez sie przydalo: czyzby tak
            malo bylo odwaznych??? czem7u sie w sumie nie dziwie
            a propos: czy to prawda ze teraz mnostwo lek wyjezdza do niemiec i skandynawii?