Dodaj do ulubionych

Czy medycyna rodzinna w Polsce to fikcja?

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.12.05, 21:04
poraz kojejny idea utworzenia czegoś w tym kraju legła w gruzach,medycyna
rodzinna ,która miała stać się filarem podstawowej opieki jest kolejną
fikcją .prawdziwe praktyki lekarzy rodzinnychw niektórych rejonach kraju
mozna policzyć na palcach, w samej stolicy
odważnych, do tworzenia samodzielnych praktyk na lekarstwo.Wszędzie króluje
nieśmiertelny POZ,lekarze wyrobnicy,którzy tam pracują nawet jeżeli mają
specjalizację z med, rodz. stają sie wypisywaczami skierowań, jak za dawnych
czasów.A przecież to lekarze rodzinni mieli się stać liderami w POZ ,dobrze
przygotowani do pracy w lecznictwie otwartym, mieli byc specjalistami w
swojej dziedzinie, mieli być samodzielni,kreatywni, wykonywac prawdziwie
wolny zawód.KOlejna idea fix.
Obserwuj wątek
    • Gość: doc Re: Czy medycyna rodzinna w Polsce to fikcja? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.12.05, 23:32
      Powody dla których jest tak jak jest:

      1. nawyki pacjentów. Nie edukuje się ich. Nie mam tu na myśli pracy u podstaw
      choćby w gabinetach samych lekarzy rodzinnych, tu potrzebne są powtarzane
      kampanie medialne. I wiadomo, że media, np. takie GW czy TVN, tego nie zrobią.
      A Kolegium Lekarzy Rodzinnych raczej tego nie sfinansuje. Pacjenci kochają
      specjalistów

      2. wychowawcza funkcja lekarzy rodzinnych (którzy mogliby przekonywać chorych
      do tego, że mogą wykonywać podstawowe procedury chirurgiczne, laryngologiczne,
      kwalifikacje do rehabilitacji itd itp) jest tłamszona:
      - stawką kapitacyjną która wymusza populacje 2500 na lekarza, co uniemożliwia
      sensowne leczenie, o edukacji nie wspominając, nie ma czasu na porządne
      badanie, a co dopiero na przekonywanie do swej roli
      - działaniami lobby specjalistów odbierającymi lekarzom rodzinnym resztki
      diagnostyki - jak lekarz rodzinny ma leczyć astmę bez spirometrii, jak
      prowadzić cukrzycę bez oznaczenia HbA1C, jak diagnozować bóle brzucha bez
      gastroskopii, jak leczyć kardiologicznie bez echa serca? To są najprostsze
      sprawy na świecie, i najprostsze wytłumaczenie najszanowniejszym specjalistom
      faktu zalewania ich przez skierowania z POZ!

      3. wtórne skutki składki kapitacyjnej - ponieważ w przeciwieństwie do
      specjalistów lekarze rodzinni w lwiej części sami organizują sobie pracę - jako
      własna działalność gospodarcza, bądź udział w spółce, to muszą minimalizować
      koszty. SKoro stawka kapitacyjna jest absurdalnie niska, a można część kosztów
      zepchnąć na specjalistów lub szpitale, to się to po prostu robi, mniej czy
      bardziej jawnie, mniej czy bardziej chamsko. I doprawdy trudno tu widzieć winę
      lekarzy rodzinnych, którzy w ten sposób zapewniają sobie jakąkolwiek pensję (i
      nikt inny o to nie dba).
      Winny jest też brak standardów (możliwych do wprowadzenia tylko po zupełnej
      zmianie sposobu finansowania). Wtedy byłoby jasne, co i jak należy leczyć,
      jakie badania należy wykonać - i należałoby to egzekwować. ALe tylko w
      warunkach finansowej realności! Obecnie, lekarz rodzinny musiałby mieć ogromne
      rezerwy finansowe i... być chorym psychicznie, by robić wszystko tak jak trzeba
      w ramach kontraktu. Koło kwietnia co roku musiałby zacząć finansować praktykę z
      tych zapasów...

      Dajcie 300 złotych na pacjenta rocznie, dajcie limit 1500 pacjentów, dajcie
      standardy, a lekarze rodzinni będą wprowadzać tą całą "małą chirurgię", "małą
      laryngologię", leczyć przypadki hematologiczne, diabetologiczne i różne inne.
      Będą się kształcić i zdobywać nowe umiejętności.
      Tymczasem, lekarze rodzinni będą pisać skierowania do specjalistów, którzy,
      nota bene, mimo wyraźnego przepisu, że o logice nie wspomnę, raczą odpisywać na
      jakieś 10 % skierowań.

      • Gość: Nocny Piotruś Re: Czy medycyna rodzinna w Polsce to fikcja? IP: *.devs.futuro.pl 15.01.06, 10:32
        Doc ostatnio poznałem Cię jako socjalistę ("lekarze MUSZĄ być"), teraz odkrywasz
        swoje nowe oblicze pozytywisty pracującego nad wychowaniem i wyedukowaniem
        społeczeństwa. "Kampanie medialne" i "wychowawcza funkcja lekarzy rodzinnych"
        ??? Lekarz rodzinny ma przekonywać pacjenta, że nie jest idiotą i potrafi sam
        coś tam zrobić??? A pacjent ma to gdzieś, leczy się od kilku lat u specjalisty i
        nie ma zamiaru tego zmieniać. Więc choćbyś płuca wypluł i tak go nie przekonasz.
        A wiesz dlaczego? Bo brak odpowiednich mechanizmów regulacyjnych. A podstawowym
        z nich jest PARTYCYPACJA W KOSZTACH LECZENIA. Gdyby pacjent za konsultację u
        specjalisty miał zapłacić choćby te symboliczne 10 zł, to by się 10 razy
        zastanowił, czy opłaca mu się leczyć np. banalne nadciśnienie czy stabilną
        wieńcówkę u kardiologa albo "korzonki" u neurologa. A takich pacjentów jest
        większość. I nic nie pomoże Twoja "kampania medialna" przekonywująca ludzi, że
        rodzinny to nie taki głąb na jakiego wygląda. Dopóki specjalistyka będzie
        "darmowa" - będzie tak jak jest w tej chwili. Lekarz rodzinny będzie tylko
        fasadą, nieudacznikiem leczącym grypę i wypisującym setki skierowań do
        specjalistów. A specjaliści pilnie bronią obecnego stanu rzeczy, bo gdyby
        rodzinni zaczęli leczyć 80% schorzeń (takie były założenia na początku lat
        90-tych),to szybko by się okazało, że mamy ich (specjalistów) olbrzymi nadmiar i
        widmo bezrobocia albo emigracji zajrzałoby w te jakże mądre, specjalistyczne
        oczęta...
        • Gość: doc Re: Czy medycyna rodzinna w Polsce to fikcja? IP: *.salbis.net 16.01.06, 19:47
          > Doc ostatnio poznałem Cię jako socjalistę ("lekarze MUSZĄ być"),

          Nie czytasz odpowiedzi. Wytłumaczyłem się ze sformułowania "MUSZĄ".
          Mam wrażenie, że dogłębnie i jasno.
          Jestem umiarkowanym liberałem, socjalizm uważam za system słaby, a tak
          zwaną "równość" za jedną z największych bzudr jaką karmi się ludzi od stuleci.
          Jako umiarkowany liberał przejawiam natomiast tą dawkę konserwatyzmu, która
          pozwala odwoływać się do istniejącego porządku prawnego jako wartości samej w
          sobie. Skoro zatem w konstytucji jest mowa o leczeniu, to lekarze MUSZĄ być, i
          przekonanie o tym jest wyrazem konserwatyzmu, a nie socjalizmu. Oczywiście
          dyskusja o zmianie takich i innych (durnych) zapisów jest dla mnie otwarta.
          Kumasz, Nocny Piotruś?

    • Gość: neuropediatra Re: Czy medycyna rodzinna w Polsce to fikcja? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.01.06, 14:17
      Gość portalu: doc napisał(a):
      > ... - działaniami lobby specjalistów odbierającymi lekarzom rodzinnym resztki
      > diagnostyki - jak lekarz rodzinny ma leczyć astmę bez spirometrii, jak
      > prowadzić cukrzycę bez oznaczenia HbA1C, jak diagnozować bóle brzucha bez
      > gastroskopii, jak leczyć kardiologicznie bez echa serca? To są najprostsze
      > sprawy na świecie, i najprostsze wytłumaczenie najszanowniejszym specjalistom
      > faktu zalewania ich przez skierowania z POZ!...

      > ...Tymczasem, lekarze rodzinni będą pisać skierowania do specjalistów,
      którzy,
      > nota bene, mimo wyraźnego przepisu, że o logice nie wspomnę, raczą odpisywać
      > na jakieś 10 % skierowań.

      Biedni lekarze rodzinni i pediatrzy z POZ muszą wysyłać do specjalistów, bo nie
      mają dostępu do diagnostyki ?
      A jakiej to wielkiej diagnostyki potrzeba, aby wyeliminować tego typu
      skierowania do neurologa dziecięcego:

      - bóle głowy (od 2-3 lat 2-3 razy miesiącu lekkie bóle głowy (w wakacje bez
      dolegliwości) bez innych objawów i w dodatku zero badań w ostatnich latach)
      - podejrzenie padaczki ( kilka razy zasłabnięcie w kościele z typowymi obj.
      omdlenia, zero badań w POZ, brak nawet pomiaru RR)
      - zawroty głowy (nastolatki z lekkimi ortostatycznymi zawrotami głowy i
      chwilowym ciemnieniem przed oczami przy szybkiej pionizacji ciała, nie zrobione
      nawet RR i morf.)
      - „zanosi się” ( typowe okoliczności i objawy napadów afektywnego bezdechu nie
      wymagające diagnostyki ani leczenia)
      - nadpobudliwość psychoruchowa u 2-4 latka ( 2-4 letnie dziecko z naturalną i
      typową dla wieku dużą ruchliwością i gadatliwością)
      - proszę o kwalifikację do szczepień, bo stan po cięciu cesarskim (dziecko bez
      dolegliwości i bez objawów choroby)
      - proszę o kwalifikację do szczepień, bo wcześniak hbd.36 (dziecko bez
      dolegliwości i bez objawów choroby)
      - proszę o kwalifikację do szczepień, bo się zanosi
      - proszę o kwalifikacje do szczepień, bo dziadek ma padaczkę
      - proszę o wykonanie USG przezciemieniowego ( bo lekarz rodzinny nie podpisał
      umowy z pracownią USG lub nie zamierza ponosić kosztu 50-70 zł)
      - proszę o badanie, bo nauczyciel w szkole powiedział, żeby iść do neurologa,
      bo nerwowe.
      - proszę o ocenę rozwoju ( 2-miesieczne niemowlę kierowane przez doświadczonego
      pediatrę)
      - proszę o obserwację rozwoju (niemowlę bez dolegliwości i bez zaburzeń
      rozwoju) Pytanie co będzie robił lekarz rodzinny / pediatra jeśli to ja mam się
      zajmować obserwacją prawidłowego rozwoju, a nie on ???

      Mógłbym jeszcze długo wymieniać powody skierowań, które nie wymagają
      konsultacji / diagnostyki neurologa dziecięcego i nawet słabo wykształcony
      lekarz rodzinny lub pediatra powinien sobie z nimi samodzielnie radzić. Niech
      więc lekarze POZ nie oczekują, że im w takich przypadkach napiszę konsultację,
      bo często muszę się powstrzymywać, żeby im nie odpisać co sobie myślę.

      Pytanie, kiedy mam zajmować się rzeczywiście chorymi dziećmi, jeśli przypadki
      tych które nie musiały być skierowane to 60-70 % ? Każde dziecko, nawet zdrowe
      wymaga szczegółowego wywiadu i dokładnego badania neurologicznego, bo rodzice
      oczekują ode mnie wykluczenia choroby neurologicznej raz na zawsze (?).
      To właśnie z powodu kierowania zdrowych dzieci kolejka do mojej poradni, w
      której niestety czekają też te chore, jest obecnie na ok. 3 miesiące i stale
      rośnie.
      Chorzy pacjenci powinni podziękować za to lekarzom rodzinnym i pediatrom z POZ
      a także tym pacjentom (rodzicom), którzy zapisują się do kolejki na wizytę, ale
      z powodu bzdury z jaką zostali skierowani często z niej rezygnują nie
      wykreślając się niestety z kolejki lub zapisują się w kilku poradniach
      równocześnie tworząc sztuczny tłok.
      • Gość: doc Re: Czy medycyna rodzinna w Polsce to fikcja? IP: *.salbis.net 16.01.06, 19:41
        >A jakiej to wielkiej diagnostyki potrzeba, aby wyeliminować tego typu
        >skierowania do neurologa dziecięcego:

        Uderz w stół...

        Nie znam się na kierowaniu do neurologa z przypadkami pediatrycznymi.
        Rozumiem że Ty się borykasz z tym problemem.
        Ale odpowiadasz na post w którym (co sam cytujesz !) piszę o braku
        gastroskopii, echa serca czy spirometrii dla POZ.
        I to JEST problem.

        Tyle że Twoja odpowiedź jakby nietrafiona o tyle, że lekarze rodzinni są biedni
        i ubezwłasnowolnieni. Nie chodzi o RR i morfologię. Tu masz rację. Nie chodzi
        też o "zanoszenie się".
        Ale źle się prowadzi zaostrzenia przewlekłych chorób ukł. oddechowego bez
        spirometrii. W związku z czym w POZ jakakolwiek duszność oznacza skierowanie do
        pulmunologa i zawsze BĘDZIE OZNACZAĆ takie skierowanie. I tak jest OK - dopóki
        zakres badań się nie zmieni.
        Rozmawiamy o róznej skali problemów
        • Gość: neuropediatra Re: Czy medycyna rodzinna w Polsce to fikcja? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.01.06, 20:45
          Gość portalu: doc napisał(a):
          > Ale odpowiadasz na post w którym (co sam cytujesz !) piszę o braku
          > gastroskopii, echa serca czy spirometrii dla POZ.

          Tak. Bo to co napisałem miało zobrazować, że nie tylko braki w sprzęcie w POZ
          są powodem nieuzasadnionych skierowań do specjalistów, ale zwykły brak chęci
          zajęcia się pacjentem w POZ. Wystarczy wypisać skierowanie do specjalisty i
          pacjenta z problemem ma się z głowy. W ten sposób funkcjonuje wielu lekarzy
          pierwszego kontaktu, a to co piszesz to próba usprawiedliwienia czegoś co w
          wielu przypadkach nie sposób usprawiedliwić.

          Gość portalu: doc napisał(a):
          > Nie znam się na kierowaniu do neurologa z przypadkami pediatrycznymi.

          Jeśli się nie znasz to znaczy, że niesłusznie wziąłem cię za lekarza
          rodzinnego, który na takich przypadkach znać się powinien.

          > Rozumiem że Ty się borykasz z tym problemem.

          To nie ja się borykam z problemem tylko pacjenci. Bo lekarze rodzinni zamiast
          zająć się pacjentami to często z błahych powodów, nie wymagających
          specjalistycznej pomocy, wysyłają ich nierzadko kilkadziesiąt kilometrów do
          specjalisty.
            • Gość: doc Re: Czy medycyna rodzinna w Polsce to fikcja? IP: *.salbis.net 16.01.06, 22:01
              ale neuropediatra nie chce tego zrozumieć.
              Wzajemna nagonka specjalistów i rodzinnych będzie trwać nadal.
              Rodzinni nie odpowiedzieli na słuszne (i pewnie oparte na faktach) pretensje
              neuropediatry.
              Podobnie jak żaden specjalista nie odpowiedział na mój zarzut, że mimo logiki i
              obowiązujących przepisów do lekarza POZ wracają odpowiedzi (z wynikiem
              konsultacji) na jakieś 10 % skierowań.
              Rozumiem że fakt braku reakcji to przyznanie się przez specjalistów że ta
              żenująca sytuacja ma miejsce powszechnie.

              Wzajemnie się nie szanujemy.


    • Gość: Ewa Re: Czy medycyna rodzinna w Polsce to fikcja? IP: *.chello.pl 16.01.06, 20:22
      Tak, fikcja. Minęły już czasy omnibusów. Mój pradziadek i prapradziadek z
      walizką w ręku udawał się do pacjentów, których znał od pokoleń. Przyjmował
      porody, leczył infekcje, choroby wieku dziecięcego, nacinał ropnie ,
      stwierdzał zgony. Wiele chorób leczyło się.......leżeniem w łóżku.
      Mój dziadek nie zajmował się dziećmi ( chyba, że nie było pod ręką innego
      lekarza) .
      Dla odmiany moja matka najlepiej czuje sie z pacjentem, który kopie, gryzie,
      pluje i płacze.
      Mąż mój uważa, że medycyna to wyłącznie chirurgia, ja także najlepiej czuję się
      na sali operacyjnej 9 z tym, że po drugiej stronie prześcieradła).
      Tyle sagi rodzinnej. Dlaczego o tym piszę,ano dlatego, że lekarze rodzinni
      przeszli do historii. Nikt nie zna się na wszystkim, jest wąska specjalizacja.
      Pediatrzy przekwalifikowani na lekarzy rodzinnych boją się dorosłych pacjentów
      interniści - dzieci.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka