Gość: Observer
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
20.01.06, 15:09
Od jakiegoś czasu z racji staży do specki przyglądam się pracy wiodących
oddziałów klinicznych.
I jestem przerażona.
Bo praca lekarzy tamże składa sie głównie z przekładania papierów. Szpital
nie ma sieci komputerowej więc każdy wynik lekarz wprowadza do kompa,
cyzeluje wygląd dokumentu ( bo szefowie może sie dopieprzyc , że
nieestetycznie), pięknie pisze rozbudowane epikryzy. Pani sekretarka szefa w
tym czasie piłuje paznokcie. O sekretarkach medycznych, nagrywaniu epikryz na
dyktafon dla późniejszego wprowadzenia do kompa przez sekretarki nie słyszano
w żadnym z miejsc.
Szczytem było zjawisko klejenia wyników do historii za pomoca taśmy klejącej.
Otóż jeden z dyrektorów wprowadził zarządzenie, mówiące ,że w historii nie
może być zszywek ( bo sie zepsują ostrza w nisszczarkach jak historie pójdą
na przemiał za 20 lat). I tak doświadczony lekarz zamiast pójść spokojnie do
poradni przyklinicznej i przyjmować pacjentów pracowicie klei taśmą
karteluszki. A na dobrą sprawę powinien pieprznąc tymi papierami i iść
nauczać studentów, bo ma etat akademicki i jego zadaniem ma byc pisanie prac,
nauczanie studentów i nadzór nad szczególnie trudnymi przypadkami. Ale
ponieważ dostaje tzw "usługówke " od szpitala, ma też prowadzić historie,
robic wypisy etc. I tej usługówki jest circa 300zł miesięcznie! To paranoja.
Zresztą praca oddziałów klinicznych opierała się głównie na rezydentach,
ludziach na stażu podyplomowym i robiących staż do specjalizacji.
Nie ma się co dziwić , że zaciskamy zęby, uczymy się i adios. Tak pracować
sie nie da.