ile niepotrzebnych hospitalizacji? ponad 80 proc.

IP: *.magma-net.pl 16.11.02, 15:16
Obowiązujące finansowanie sprzyja przyjmowaniu pacjentów "za wszelką cenę".
Niekiedy nawet zdrowych, tylko po to żeby wpłynęły pieniążki z kasy przy
niewielkich nakładach na ich diagnostykę. Pracuję w pionie pediatrycznym, z
tego co widzę niepotrzebnych hospitalizacji jest ponad 80 procent.
Co o tym myślicie?
    • Gość: Klaus To prawda. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.11.02, 22:37
      % pewnie wyglądają różnie ale taki przykład: do szpitala przyjmuje się
      wszystkich pijaczków - za każdego kasa chorych płaci za hospitalizację. W ten
      sposób taki oddział może wykazać tyle hospitalizacji ile chce i uzasadnić swoje
      istnienie. Potem te pieniądze i tak i nie idą na nowoczesny sprzęt ale inne
      cele. Potem szpital (jedyny w okolicy)jest zadłużony. No, ale koniecznie trzeba
      go oddłużyć bo przecież on leczy tylu chorych - więc jest bardzo potrzebny.
      Szpital powinien zapewniać diagnostykę i leczenie w poważnych sytuacjach.
      Lepsze 20 łóżek z najnowocześniejszym sprzętem i dobrze wyszkolonym personelem
      niż 100 łóżek "hotelowych".
      Prywatny właściciel szpitala zapewniłby jego funkcjonowanie przy niższych
      kosztach i wyższych uposażeniach personelu. Ale to science fiction w
      społeczeństwie gdzie jest "bezpłatne leczenie". Prędzej wróci w Aleje
      Marszałek na kasztance niż ludzie doczekają nowoczesnego lecznictwa za darmo.
      • slav_ Re: To prawda. 20.11.02, 16:48
        Zły przykład. "Pijaczki" to akurat są pacjenci których
        nikt nie chce. Pomijając wątpliwą przyjemność obcowania z
        pacjentem wulgarnym, agresywnym, często fizycznie
        zagrażającym personelowi, niszczącym sprzęt itp są to
        pacjenci "niebezpieczni" - bardzo łatwo przeoczyć objawy
        poważnych chorzeń jeśli są maskowane alkoholem a
        późniejsze konsekwencje są dotkliwe zarówno dla pacjenta
        jak i lekarza. Często wymagają drogiej diagnostyki i
        leczenia ktorego stawka kasy chorych nie pokrywa. Często
        po prostu nie są wogóle ubezpieczeni i szpital za nich
        NIC nie dostaje. Po co mają się ubezpieczać skoro i tak
        będą przyjęci gdzie trzeba i leczeni? Mogę podać mnóstwo
        przykładów.
    • Gość: jaacek Re: ile niepotrzebnych hospitalizacji? ponad 80 p IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 17.11.02, 00:29
      Pediatria to szczególne miejsce - rzeczywiscie te oddziały łapią "wszystko, co
      się rusza" tylko dlatego, by bronic swojej racji istnienia. W rzeczywistosci
      należy 50% tych oddziałów zamknąć i przeznaczyć na szpitale opiekuńczo
      geriatryczne.
      Ja pracuję na internie w renomowanym szpitalu - zima mamy taki nawał pacjentów,
      ze leża na gąbkach na podłodze, siedzą na krzesłach itp. Nikt mi nie powie, że
      sztucznie utrzymujemy tłok, zwłaszcza, że kasa nie chce zwrócić pieniedzy za
      nadwykonania.
      Natomiast obiektywnie rzecz biorąc część hospitalizacji jest nieuzasadniona lub
      trwa za długo, bo:
      -chory nie ma możliwości przeprowadzenia diagnostyki poza szpitalem (np. mamy
      pacjenta z podejrzeniem raka jelita grubego: gdyby czekał w kolejce (o ile w
      ogóle sa możliwości zapisania się) do gastroenterologa, potem na kolonoskopię
      itp. to umarłby przed potwierdzeniem rozpoznania).
      -po nagonce prasowej i wobec agresji rodzin dyżurni izby przyjęć boją się
      odsyłać chorych;
      -zła organizacja pracy szpitali, kolejki do tomografii itp. badań wydłuzają
      pobyty.
      • Gość: LM Re: ile niepotrzebnych hospitalizacji? ponad 80 p IP: *.dip0.t-ipconnect.de 17.11.02, 10:47
        Gość portalu: jaacek napisał(a):

        > Ja pracuję na internie w renomowanym szpitalu - zima mamy taki nawał
        pacjentów,
        >
        > ze leża na gąbkach na podłodze, siedzą na krzesłach itp. Nikt mi nie powie,
        że
        > sztucznie utrzymujemy tłok, zwłaszcza, że kasa nie chce zwrócić pieniedzy za
        > nadwykonania.
        > Natomiast obiektywnie rzecz biorąc część hospitalizacji jest nieuzasadniona
        lub


        u nas to samo. wszelkie mozliwe limity kas chorych sa wzczerpane kolo czerwca-
        sierpnia. brak miejsca w szpitalu oznacza brak miejsca na korytarzu:)



        >
        > trwa za długo, bo:
        > -chory nie ma możliwości przeprowadzenia diagnostyki poza szpitalem (np.
        mamy
        > pacjenta z podejrzeniem raka jelita grubego: gdyby czekał w kolejce (o ile w
        > ogóle sa możliwości zapisania się) do gastroenterologa, potem na
        kolonoskopię
        > itp. to umarłby przed potwierdzeniem rozpoznania).
        > -po nagonce prasowej i wobec agresji rodzin dyżurni izby przyjęć boją się
        > odsyłać chorych;
        > -zła organizacja pracy szpitali, kolejki do tomografii itp. badań wydłuzają
        > pobyty.

        a czasem jeszcze- nie zgaszajace sie rodziny

    • blondynka33 Re: ile niepotrzebnych hospitalizacji? ponad 80 p 20.11.02, 21:46
      40% hospitalizacje w celach rentowych, póki ZUSY będą sie domagać pobytu w
      szpitalu do potwierdzenia ciężkosci schorzenia póty ludziska będą markować
      choroby lub dogadywać sie z lekarzami leczącymi by ich kierowali do szpitali-
      po to tylko by móc na kolejnej komisji pokazać karte informacyjną.
      Dla lekarzy to super- nie ma problemów dgn. leczy sie pozorne zaostrzenia :)),
      i kasa za to jest ekstra- JEDYNE ZA CO PACJENT ZAPŁACI TO ZA LEWE PAPIERY !99%
      ordynatorów z tego żyje , a że konkursy na ordynatorów sa kupowane i załatwiane
      pod stołem to Słuzbe zdrowia mamy taka jaką mamy. A jak sie trafi ktoś naprawde
      chory to kijowo trza go leczyc zachodu kupe i nic się z tego najczęściej nie
      ma.
    • Gość: zgoźny Re: ile niepotrzebnych hospitalizacji? ponad 80 p IP: *.magma-net.pl 24.11.02, 18:18
      Źgroźnym, bo mnie zgroza ogarnia. Jeśli zrobić prosty rachunek, to ok. 60%
      pieniędzy wydawanych na pediatrię jest trwonionych na utrzymanie niepotrzebnych
      struktur organizacyjnych. Nie istnieje diagnostyka ambulatoryjna, nie istnieje
      lecznictwo w miejscu zamieszkania dziecia - lepsze i tańsze. Co kilka miesięcy
      jestem świadkiem śmierci dziecka którego nie można było uratować. Nie można?
      500km stąd takie dzieci się leczy. Po zgonie dziecka idę do izby przyjęć
      załatwić kolejne przyjęcie dziecka "żeby nas nie zlikwidowali". Zmarłe dziecko
      mogłoby żyć gdyby zakupić aparaturę za ok. 250 000 euro.
Pełna wersja