amela
20.02.06, 03:06
od ponad dziesieciu lat cierpię na zaburzenia odżywiania.
zrobiłabym wszystko, by jak najszybciej trafić do szpitala.staram się juz od
półtora roku (w krakowie, od pół roku w łodzi, od grudnia w łodzi i
poznaniu), wszyscy mi obiecuja miejsce i na tym się kończy, gdyż moja waga
jest na granicy normy. mam wrażenie, ze dopiero jakbym schudła 10 kg, ktos
zajałby sie mną poważnie..jestem wsciekła na polską służbę zdrowia, staram
się w miedzyczasie leczyc ambulatoryjnie, ale wygląda na to, ze z jedzeniem w
ten sposób nie ruszę... czuję się olewana... chyba dlatego że nie trafiłam do
szpitala w stanie agonalnym, prosto z ulicy... nie chce uciekac sie do takich
metod..chce być zdrowa..i dlatego, choć ta choroba "b. się opiera i
protestuje", ze to przeciwko mnie (a raczej niej), ja walcze o miejsce w
szpitalu..
mam wrazenie, że wyczuwa "ona" swój koniec, bo daje mi sie teraz szczególnie
we znaki, ale ja jestem tego swiadoma.. moze wy mi podpowiecie, jak
skutecznie wywalczyc sobie miejsce w szpitalu (najbardziej zależy mi na cm uj
w krakowie, ale lekarz od którego to zależy, ma mnie zwyczajnie w dupie...)