Gość: Nocny Piotruś
IP: *.devs.futuro.pl
31.03.06, 22:29
Polska to chyba jedyny kraj, gdzie produkuje się młodych lekarzy prosto "na
export" nie patrząc na realne krajowe potrzeby. Wszystko by było OK gdyby nie
fakt, że to kształcenie odbywa się w lwiej części na koszt podatników. Izby
lekarskie coś tam niby przebąkują o konieczności ograniczenia naboru na studia
ale nikt tego nie słucha. Akademie pracują tak jak dawniej huty i kopalnie -
pełną parą... A w kraju mamy armię lekarzy, której nie powstydziłby się
Napoleon... Żal patrzeć na tę gromadę niepotrzebnych i przez to słabiutko
opłacanych medyków, miotających się od jednej akcji bezsilnego protestu do
drugiej. Pomóc by mogło wprowadzenie jakichś mechanizmów rynkowych, ale wtedy
jeszcze szybciej przekonalibyśmy się o tym, że Polacy nie potrzebują tak
rozdętej opieki. Nie mają po prostu ochoty ani możliwości finansowania ochrony
zdrowia na poziomie zblizonym do zachodnioeuropejskiego. Polacy nie potrzebują
dziesiątek tysięcy specjalistów wdrażających kosztowne procedury, potrzebują
natomiast około 30 tysiecy lekarzy rodzinnych, dobrze wyszkolonych,
załatwiających szybko i tanio 75% potrzeb pacjentów. Co zrobić z pozostałymi
70 tysiącami??? Część wyemigruje (niewielka, bo ani języków dobrze nie znają,
ani nie są zbyt przebojowi i mobilni...). Reszta może jakoś dotrwa do
emerytur. Emeryturki będą żałosne, więc trzeba będzie dalej pracować, blokując
młodym wejście do systemu. Ot ,takie perpetuum mobile... Nie ma nic lepszego
jak stary lekarz, emeryt i do tego inwalida, taki zawsze znajdzie pracę na pół
etatu. Młody zadomowi się w Rejonowym Biurze Pracy i bedzie polował na
wolontariat, możliwość pracy za darmo, byle tylko móc wykonywać powołanie (bo
zawód to żaden...). Czy ktoś z tym kiedyś skończy? Nie sądzę... Produkcja
bezrobotnych lekarzy to całkiem dobry biznes. A "byznes ys byznes", więc niech
się dalej kręci...