Mój kontakt ze służbą zdrowia

02.04.06, 18:54
Właśnie wróciłam ze szpitala.Nie leżałam tam jako pacjent a jako babcia
opiekująca się chorym wnuczkiem.Jestem wściekła tak wściekła ,że muszę
podzielić się wrażeniami.Wnuczka lat dwa i pół zabrało pogotowie z ostrym
zapaleniem krtani.Gdy dojechałam do dziecka widok jak na dworcu z turystami z
za wschodniej granicy ,w salach bagaże, rodziców porozkładane
materace ,koce,termosy.Był wieczór ,pielęgniarkę zobaczyłam następnego dnia
rano jak przyszła z zastrzykiem,zrobiła i poszła następnym razem pokazała się
na wizycie by zważyć dzieci dziecko schudło według wskazań wagi
500g.Pomyślałam no cóż nie je dziecko to chudnie mimo,że pije i dostaje
kroplówki.Następnego dniaschudło następne 400g zmartwiłam
się ,Niepotrzebnie ,bo już nazajutrz okazało się ,że przytył całe 900g,a w
czwartek schudł 700 a znowu w piątek przytył600.Na moje pytanie jak to
możliwe usłyszałam odpowiedż "tak wskazuje waga".Wnuczek chyba nie
gorączkował piszę chyba bo ani razu nie miał mierzonej temperatury tak samo
jak i inne dzieci.O przepraszam raz po mojej odpowiedzi na pytanie lekarki
robiącej obchód "czy dziecko gorączkuje" -"nie wiem" została mu "zmierzona "
w bardzo nowoczesny sposób -przez dotyk czoła ręką. Nikt nie robił wywiadu na
temat przyczyn choroby a może warto było się dowiedzieć ,że jego matka a moja
córka od 30 lat choruje na astmę ,Za to zakazów było od groma ,nie wolno
spożywać jedzenia przyniesionego z zewnątrz ani małym pacjentom ani
opiekunom,zakaz używania grzałek na salach przy jednoczesnym nieudostępnieniu
opiekunom czajnika lub choćby wrzątku.Co do przypisanej kuracji nie chcę się
wypowiadać ,nie jestem lekarzem chociaż praktykę mam większą niż niejeden z
nich.Dziwne tylko wydaje mi się ,że wszystkie dzieciaczki leczone były tak
samo.I jeszcze proszę o zmianę opatrunku przy "wigówce" bo zakrwawiona z
łaski mi zrobiono ,ale już drugi raz jak zamoczył całą rączkę podczas kąpieli
usłyszałam ,że to za często-można spać z mokrym ,może i można tylko po co?
Nikt nie przyszedł ani opukiwać dzieci ani przynajmniej udzielić instrukcji
jak to robić a to ważne przy chorobach płuc takich maluszków. Nikt nie uczył
jak obsługiwać nebulizatory i jak dbac o ich higienę.Ordynatora nie widziałam
wogóle ,szefa oddziału raz przyszedł powiedzieć ,że podtrzymujemy kurację bez
obejrzenia dziecka stan znał tylko z relacji lekarki robiącej obchód młodej
niedoświadczonej.To nie był marny szpital to był szpital wojewódzki .Mam
pytanie czy pracownikom tego szpitala należą się podwyżki??
    • gaton Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 02.04.06, 19:05
      nie znam się na leczeniu, opis ten jest bardzo pesymistyczny. Wiem jednak że
      czasem trudno dojśc do porozumienia. Ja się wściekam na lekarza, że czekam 3
      godziny a on mnie 3 min osłucha i nawet nie spyta gdzie boli, a ten lekarz mógł
      mieć dyzur, operację i nie spać całą noc. tylko że ja o tym nie wiem. i również
      Ci lekarze na tym forum nie wiedza chyba dlaczego lekarz z tego a tego miasta
      tak a nie inaczej leczył swoich pacjentów, a dlaczego tak a nie inaczej jest w
      tym i w tym oddziale. nie uogólniać proszę.
      • Gość: Daria [...] IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 02.04.06, 21:04
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • gaton Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 02.04.06, 21:22
          Droga Dario pozwól:
          Brak reakcji jest czasem najlepsza reakcją:)
      • Gość: doc Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia IP: *.salbis.net 03.04.06, 08:19
        no właśnie. Bardzo dobry tekst, Gaton.
        Nie przeczę, że mogło być tak jak w opisanej historii, ale jak słyszę że - w
        dowolnym temacie- WSZYSTKO było źle, to jakoś mi się nie chce wierzyć. Jeśli
        faktycznie dziecko nie zostało zbadane, to kryminał, ale jak zrozumiałem cała
        sprawa skończyła się dobrze, bo przecież autorka wątku nie napisała "no i
        oczywiście dzięki tym konowałom chodzę teraz do wnuczka na cmentarz". Skoro
        nie, skoro wyszło ze szpitala, to chyba coś jednak tam się udało?
    • encorton1 Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 02.04.06, 19:13
      1. Podwyżki się należą!!!
      2. Napisz czy ostatecznie Twój wnuczek ucierpiał czy wyleczono go, bo mam
      wrażenie, że chodzi tylko o bicie piany.

      > Dziwne tylko wydaje mi się ,że wszystkie dzieciaczki leczone były tak
      > samo.

      Leczy się tak aby było skutecznie, a nie oryginalnie. Od oryginalnego leczenia
      są bioenergoterapeuci, urynoterapeuci i inni szarlatani.
      • jola_iza Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 02.04.06, 19:28
        Wyleczono chyba to okaże się za kilka dni.To nie jest bicie piany jeżeli rola
        pielęgniarki ogranicza się do podania zastrzyku i podłączenia kroplówek to te
        pensje powinny im wystarczyć.Zaznaczam ,że rok temu z tym samym wnuczkiem byłam
        w innym szpitalu i mam bardzo dobre wrażenia więc chyba można jak się
        chce.Mierzenie temperatury powinni być obowiązkowe bo przy maluchach wszystko
        może się zdarzyć bardzo szybko.Nie każdy opiekun wie jak pielęgnować malucha
        pielęgniarki jak już im się d..y nie chce ruszyć niech przynajmniej obowiązkowo
        instruują.Skuteczne leczenie nie musi opierać się na podawaniu wszystkim dwóch
        antybiotyków i to silnych,bo co potem jak będzie gorzej a organizm się
        przyzwyczaił.Ale nie o leczenie głównie mi chodzi a 0 całą resztę,Dwa dni nie
        jadłam(nie narzekam spadła mi waga:),bo nie było jak zejść do ajenta i wydać
        koszmarne pieniądze.Dawniej opiekun mół wykupić tanie posiłki z kuchni
        szpitalnej.Herbata czy wrzątek do zrobienia posiłku maluchowi też powinien być
        dostępny.Trzydzieści lat mam kontakty ze szpitalami i dochodzę do wniosku ,że
        jest coraz gorzej najważniejszy jest nie pacjent ,ale strajki o poprawę
        uposażeń.
        • Gość: przedszkolak2 Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.04.06, 19:34
          Jako lekarz, spędzający nieraz na dyżurze 56 godzin, też nie mam możliwości
          wykupienia posiłku w szpitalu.
          • jola_iza Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 02.04.06, 19:37
            A masz zakaz jedzenia tego co przyniesiesz? I jeszcze jedno pytanie dlaczego
            masz tyle godzin dyżuru,co Cię do tego zmusza?
            • Gość: przedszkolak2 Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.04.06, 21:05
              Co mnie do tego zmusza?
              Sumienie. Chętnych do pełnienia dyżurów coraz mniej.
            • maretina Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 04.04.06, 11:44
              jola_iza napisała:

              > A masz zakaz jedzenia tego co przyniesiesz? I jeszcze jedno pytanie dlaczego
              > masz tyle godzin dyżuru,co Cię do tego zmusza?
              pensja niska jolu... nie udawaj greka, ze nie wiesz jak u nas sie wynagradza
              lekarzy. chcialoby sie rzec: jka placa taka praca:/
              • Gość: Daria Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 04.04.06, 18:04
                Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia
                Autor: maretina
                Data: 04.04.06, 11:44 + dodaj do ulubionych wątków

                skasujcie post

                + odpowiedz

                --------------------------------------------------------------------------------
                jola_iza napisała:

                > A masz zakaz jedzenia tego co przyniesiesz? I jeszcze jedno pytanie dlaczego
                > masz tyle godzin dyżuru,co Cię do tego zmusza?
                pensja niska jolu... nie udawaj greka, ze nie wiesz jak u nas sie wynagradza
                lekarzy. chcialoby sie rzec: jka placa taka praca:/

                -----------------------------------------------------------------------

                Tylko co ci winni pacjenci ktorzy nie maja wplywu na twoje zarobki a obiecujesz
                im zla prace w zamian za zla place.
                • halszka48 Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 05.04.06, 13:50
                  Jak nie możemy nic zrobić, to piszmy otym co nam się podoba, a czego
                  chcielibtśmy doświadczać. Z reguły pamiętamy o przykrościach i o tym piszemy,
                  ale przecież jest wielu wspaniałych lekarzy i cudownych, ciepłych pielęgniarek,
                  ktorzy zajmują sie pacjentami i nie kalkulują czy to co dla pacjenta zrobili to
                  mieści w ramach ich wynagrodzenia, czy nie i chwała im za to. A dotyczy to
                  części personelu szp. im. Jonshera oddz. internistycznego i neurologicznego
          • Gość: Daria Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 02.04.06, 21:09
            Ty nie musisz wykupowac posilku tobie daje kuchnia za darmoche.
            • Gość: przedszkolak2 Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.04.06, 21:13
              Za darmochę dostają tylko salowe- przynajmniej u nas.
            • maretina Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 04.04.06, 11:45
              Gość portalu: Daria napisał(a):

              > Ty nie musisz wykupowac posilku tobie daje kuchnia za darmoche.
              komu tak daje
              w szpitalu, gdzie lezalam jest catering, tyle porcji przynosza ile lezy
              pacjentow na oddziale.
              • Gość: halszka48 Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia IP: *.toya.net.pl 04.04.06, 14:27
                Czytam iwłosy dęba stają. Współczuję p. dyrektorowi pracować z takim personelem,
                chciaż ciekawi mnie czy opinia oparta jest na własnych obserwacjach, czy na
                opinii współpracowników (ordynatorów, pielęg. oddziałowych, adm. itp.) Jest to
                bardzo trudne, skoro człowiekowi prawemu przychodzi walczyć z taką sytuacją, ale
                nie trzeba uciekać tylko podjąć walkę, uciekając do różnych nawet podstępnych
                sposobów, ale zgodnie z prawem.
          • Gość: gosc Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.04.06, 06:32
            56 godz . a co za praca ze mozna pracowac tyle godzin czy jest drugi taki zawod
            wspoczuje pacjetowi normalnie pracujac po 12 godz.jestem wykonczony
        • zdziwiona11 Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 02.04.06, 19:38
          zupełnie nie widzisz, że wiekszość opisywanych przez ciebie problemów to
          właśnie brak pieniędzy. Pielęgniarek i lekarzy jest mało bo mało jest ludzi
          chcących pracować za głodowe pensje. Ten czajnik z wrzątkiem też trzeba kupić
          za jakies pieniądze a nfz ich nie przewiduje.
          • jola_iza Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 02.04.06, 19:49
            Nie to nie jest problem braku kasy już mówiłam rok temu byłam w innym szpitalu
            z wnuczkiem i wrażenia mam bardzo pozytywne a kasy nie było więcej.Chętnych do
            pracy ludzi jest dużo,ot choćby te młode kończące dopiero studium.Dlaczego więc
            w jednym szpitalu może być dobrze a w innym nie, wagi nie można zreperować?
            Termometrów zakupić też nie? To nie chodzi o kasę tu chodzi o byle jakiego
            szefa na każdyn szczeblu. Jeszcze raz powtórzę znam mnóstwo lekarzy ,którzy
            nawet przy tak niskich zarobkach są cudowni,pielęgniarki też.
            • snape82 Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 02.04.06, 20:10
              jola_iza napisała:
              >Chętnych do pracy ludzi jest dużo,ot choćby te młode kończące dopiero studium.

              Nie ma już studium, są studia licencjackie i magisterskie. I z własnego
              doświadczenia powiem Ci, że naprawdę niewielka część kończących te studia
              decyduje się na pracę w zawodzie.
              Tak więc droga jolu_izo lepiej nie będzie.
              Pozdrawiam
            • maretina Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 04.04.06, 11:47
              naprawde sadzisz, ze za brak czajnika i wrzatku odpowiadaja lekarze i
              pielegniarki? chyba mylisz te zawody z pokojowka...
          • klara_k5 Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 02.04.06, 19:52
            Zgadzam się zupełnie od lat czajniki kupujemy za własne składkowe pieniądze i
            niejednokrotnie (czasami niechętnie)podajemy pacjentom wrzątek bo głupio odmówic
            wody. Ale jak się popsuje znów się składamy.Byłam też świadkiem sytuacji kiedy
            moja koleżanka pożyczyła chorej komórkę aby mogła powiadomić o wyjściu
            rodzinę,chora obiecała że za połączenie zwóci jak przyjedzie ktoś z rodziny,
            pacjentka wyszła nie mówiąc dowidzenia a moja koleżanka zapłaciła rachunek .Ale
            była to dla niej nauczka.
        • aaki Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 02.04.06, 19:39
          jesli nawet rola pielegniarki ogranicza sie do podania zastrzyku i podłączenia kroplówki to pomnóż to przez kilkanascie tych kroplówek i kilkanascie zastrzyków.zapewniam cię że rola pielegniarki polega także na podtarciu kilkunastu zasranych tyłków, rozłożeniu kilkuset tabletek, i wielu innych czynnosciach o których nawet nie masz pojęcia.to wszystko za pensję 900- 1000zł netto
          p.s. nie jestem pielegniarką a twój wnuczek nie jest jedynym pacjentem na odziale
        • Gość: pielegniarka Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.04.06, 20:29
          Dlaczego doczepilas sie pielegniarek?bo w nie najlatwiej i najprosciej?
          Mylisz sie co do ich pelnionych ról,jest dużo pracy jaką wykonują a której Ty
          nie widziałaś.
          • felinecaline Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 03.04.06, 22:18
            A ja sobie czytam ten watek systematycznie od jego zalozenia do teraz,
            obejrzalam zdjecia malego pacjenta, kogituje jak potrafie i nijak nie rozumiem
            po co to dziecko tkwilo w szpitalu przez 4 czy 5 dni? Owszem, nie neguje
            koniecznosci hospitalizacji w ostrej fazie, ale po zastosowaniu leczenia i
            jesli maluch reagowal na nie pozytywnie mogl sobie spokojnie juz nawet
            nazajutrz pojsc do domku i tam przebywalby w odpowiednich warunkach
            higienicznych (choc te szpitalne widac nie byly takie zle, jesli troskliwe
            mamunia i babunia tolerowaly jego tarzanie sie po podlodze szpitalnego pokoju).
            • wadera3 Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 04.04.06, 00:11
              a niech, dołożę i ja...
              kiedy pracowałam w Oddziale Dziecięcym,
              koszmarem moim sennym było wprowadzanie opiekunek(Mamy, Babcie, Ciocie)na
              Oddział, nie dość,że NIE pomagały, nie dość,że raczej NIE zajmowały sie dziećmi,
              to zdecydowanie przeszkadzały, oklepywanie dziecka:
              "nie, ja nie mogę, bo mały będzie sie mnie bał",
              inhalacja: "nie, niech siostra zrobi, bo on płacze",
              nie plątanie sie między salami: "nie mogę z koleżanką pogadać?!"

              bo oczywiście "opiekunki" nagle zaczynały sie przyjaźnic i opieka byla opieką li
              tylko z nazwy,
              a z długoletnich obserwacji wiem,że "opieka nad dzieckiem w szpitalu"
              ,to znakomity pretekst do wytłumaczenia wielu spraw.
              Curiosum niech będdą:
              1. Mama poszukująca swojego malucha rano, bo nie słyszała jak zabrałam ryczące
              dziecko z boksu....
              2.Tata,który wykłócał sie z dziećmi(pacjentami) o pilota, bo właśnie był mecz i
              równoczesnie kreskówka,
              3.Mama, która rozkręciła kroplówkę z Potasem na full, bo nie chcialo jej sie
              dziecka na kolanach trzymać....(dobrze,że mi dziecko nie zeszło...)
              Przykłady mogłabym mnożyć...
              Przez wiele, wiele lat w Oddziale dziecięcym nadal na palcach rąk mogę pliczyć
              matki bezproblemowe, zainteresowane tym co sie do nich mówi, nie traktujące
              pobytu przy dziecku jak wczasów, czy towarzyskich spotkań.

              I szczerze mówiąc, niejednokrotnie powiedziałam takiej mamie,że moje dzieci
              chorowały w domu, i jeśli nie ma sie zamiaru współpracować z personelem, to
              nalezy tak dbać o dziecko, by NIE MUSIAŁO sie znajdować w szpitalu.
              Wiem, wiem to bezczelność, ale niektórym się to nalezało ....

              Na szczęście byli i rodzice,ktorzy mimo śmiertelnej choroby dziecka
              współpracowali, nie dziwili się ,że personel jada, pija, siedzi...

              uff, się rozpisałam :)))
              pewnie kolejne święcie oburzone głosy "opiekunek" się podniosą,
              , ale wiem swoje.
              • wadera3 Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 04.04.06, 01:33
                No i żebym nie była gołosłowna, w tymże samym szpitalu, moja Mama miała bardzo
                poważną operację, bedąc w dość podeszłyum wieku,
                pierwszą noc po operacji spędziłam przy niej na krzesełku
                i nawet wstydziłam się poprosić koleżanki z chirurgii o jakiś koc.
                Oczywiście wszystko przy Mamie zrobiłam, choć w tym wypadku byłam tylko córką,
                zajmując sie mamą, nie zastanawiałam się co robią pielęgniarki,
                bardziej mnie interesował stan Mamy.
            • Gość: zzz12 felinecaline, bo leczenie w szpitalu wyglada tak: IP: *.012-5-65736b10.cust.bredbandsbolaget.se 04.04.06, 08:28
              Dziecko z zapaleniem oskrzeli/krtani/pluc itd., przyjete na oddzial, na dzien
              dobry nma zakladany wenflon i co najmniej jeden antybiotyk podawany i.v. I
              dlatego nie sposob wyrzucic dzieciaka do domu po 1-2 dniach hospitalizacji,
              dopoki nie zostanie zakonczona antybiotykoterapia (nie zawsze da sie przejsc na
              leczenie doustne). Poza tym nie kazde dziecko poprawi sie w ciagu tak krotkiego
              czasu- pamietam jedna z licznych hospitalizacji mojego dziecka, gdy dziecko
              dusilo sie przez ladnych kilka dni, dopiero ciagly, 3-4-dniowy wlew i.v. z
              hydrokortyzonu pozwolil uwolnic dziecko od dusznosci. BTW , bywajac z dzieckiem
              w szpitalu, staralam sie zawsze maksymalnie odciazyc personel (sama pilnowalam
              por podawania lekow, inhalacji,oczywiscie sama je wykonywalam, sama
              podlaczalam i odlaczalam kroplowki i jakos sie dalo. Pielegniarki prosilam
              jedynie o wymiany wenflonow w razie potrzeby).
        • Gość: jedruch Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia IP: *.crowley.pl 04.04.06, 17:53
          Tylko nie rozumiem, co z organizacją pracy szpitala i warunków dla rodzin ma
          wspólnego lekarz i pielęgniarka?
    • Gość: obserwatorka Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.04.06, 19:15
      Droga Babciu swojego Wnuka.
      Niestety trzeba się pogodzić z opisaną rzeczywistością: w znanym mi oddziale
      na jedną pielęgniarkę przypada na dyżurze 30 pacjentów, w tym kilku ciężkich,
      wymagających w zasadzie ciągłego czuwania przy łóżku. Lekarz dyżurny: 60
      pacjentów z oddiału+ nowo przyjęci+ konsultacje na chirurgii, laryngologii i
      neurologii (wszystkie pilne). Siłą rzeczy ktoś musi być zaniedbany, bo
      człowiek rozdwoić się nie może (ani roztroić...). Niektórz przewidują, że w
      przyszłości, w skutek braku funduszy, dyżur w oddziale szpitalnym będzie
      wyglądał nastepująco: lekarz dyżurny, pielęgniarki brak, czynności
      pielęgnacyjne, żywienie- w gestii rodziny. Pozdrawiam.
      • jola_iza Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 02.04.06, 19:35
        To nie chodzi o mojego wnuka jestem doświadczoną opiekunką .Na naszym oddziale
        były trzy pielęgniarki dzieci około trzydzieścioro,opiekunowie byli cały
        czas ,więc siostry miały czas ,mogły chociaż pokazać co i jak robić -
        zakładanie woreczków do pobrania moczu ,oklepywanie dziecka, inhalacje i
        czyszczenie nebuliztowrówNaprawdę nie każda mama musi się na tm znać,O
        termometrach nie wspomnę .
        • Gość: zeberka Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia IP: *.lub.net.pl 02.04.06, 20:25
          jola_iza napisała:

          > .Na naszym oddziale
          > były trzy pielęgniarki dzieci około trzydzieścioro,opiekunowie byli cały
          > czas ,więc siostry miały czas

          To co opiekunowie wykonywali za pielęgniarki zastrzyki, rozkładali i roznosili
          leki, przygotowywali i podłączali kroplówki, wypełniali setki dokumentacji?

          ,mogły chociaż pokazać co i jak robić -
          > zakładanie woreczków do pobrania moczu ,oklepywanie dziecka, inhalacje i
          > czyszczenie nebuliztowrówNaprawdę nie każda mama musi się na tm znać,

          Rozumiem, że prosiłaś, tylko żadna Ci tego nie pokazała? Bo jeśli nie prosiłaś,
          to chyba jasne, ze umiałaś to robic (jako doświadczona ponoć opiekunka).

          O
          > termometrach nie wspomnę .
          To są jeszcze oddziały, gdzie termometry sa szpitalne???????? O ile zdążyłam
          się zorientowac podczas ostatnich paru kontaktów ze szpitalami, to termometry
          sa, owszem, ale tylko wtedy, gdy je przyniesie sam pacjent. Elektroniczne sa
          drogie a łatwo zepsuć, a rtęciowe mają taki feler, że sie tłuką- oprócz
          pieniązków na nowe jest jeszcze sprawa utylizacji rtęci- to metal trujący, więc
          nie miej pretensji, ze pielęgniarki nie mają ochoty zbierać rtęc z każdego
          rozbitego termometru (nie sa to zresztą ich obowiązki).

          • jola_iza Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 02.04.06, 20:55
            odpowiem hurtem -dokumentacji wypełniają pielęgniarki setki zgadzam się czy to
            potrzebne nie wiem ale to nie mój problem jako pacjenta .Drogie termometry
            elektroniczne są, ale ponieważ są nie tłukące i szybko się nimi mierzy jeden
            wystarczy na kilkanaście pacjentów a może i na cały odział.ostatecznie można
            kupić taki paskowy nie dokładny ,ale lepsze to niż nic .Rozłożenie leków i
            podanie zastrzyków ,kroplówek dwa razy dziennie nawet trzydziestu pacjentom jak
            na dwanaście godzin pracy to nie jest zbyt wiele.Bo już podanie syropków
            należało do opiekunów.Czajniki pielęgniarki kupują -a kto o to prosi
            wystarczy ,że pozwoli się używać przyniesionych z domu choćby i w
            wyznaczonym .Mało ma szpital pieniędzy pozwólcie sprzedawać kuchni szpitalnej
            posiłki i napoje przy minimalnej marży.Dlaczego lepszy jest ajent u którego
            herbata 130 ml kosztuje 2.40 czyli dycha za termos litrowy? Owszem umiałam się
            opiekować ,ale czy o wszystko trzeba prosić przynosi pielęgniarka inhalator
            mówi jak się to obsługuje i fajnie.Nie każdy opiekun to potrafi.No i to spanie
            na podłogach nie stać szpital na dodatkowe bezpłatne łóżka to należy pobierac
            choćby drobne opłaty.Przecież mamy często zabierają dzieci na noc do siebie na
            te podłogi.Nie mówcie ,że nie ma miejsc bo odzdziały pediatryczne mają małe
            obłożenie,Jeszcz eraz powtórzę służba zdrowia schodzi na psy nie tylko z braku
            kasy przykładem poprzedni szpital gdzie były termometry,podgrzewacze możliwośc
            wykupienia posiłków i możliwość używania grzałek .Nie było zakazu spożywania
            posiłków przyniesionych(swoją drogą mało kto tego akurat
            przestrzegał).Ordynator był przy obchodzie ,pielęgniarki miały tradycyjną wagę
            i nie wpisywały bzdur do kart tylko dlatego ,że im się ekektronika zepsuła.
            • Gość: se co ty z tymi grzalkami? IP: 193.180.9.* 03.04.06, 07:23
              Akurat zakaz ich stosowania jest calkiem logicznie uzasadniony: Ty moze jestes
              (miejmy nadzieje, ze nie tylko we wlasnym mniemaniu) odpowiedzialna opiekunka,
              natomiast personel oddzialu na pewno naogladal sie mam, ktore zamiast opiekowac
              sie wlasnym potomstwem utworzyly towarzystwo wzajemnej adoracji, nie zwracajac
              uwagi na to, co robia ich dzieci. A dzieci moga w tym czasie wypasc z
              niezabezpieczonego lozeczka, moga poparzyc sie rzeczona grzalka lub wrzatkiem,
              a odpowiedzialnosc pewnei spadlaby wowczas na personel (bo to jego obowiazek
              opiekowac sie dziecmi, nieprawdaz?)Stad uzasadniony zakaz wprowadzania wrzatku
              na sale, w ktorej przebywaja dzieci.
              • jola_iza Re: co ty z tymi grzalkami? 03.04.06, 08:03
                No fajnie teraz o grzałkach a czy ja proszę o grzałki na sali??Ja mówię o
                tym ,że nie ma możliwości zrobienia sobie choćby herbaty nie mówiąc już o
                przygotowaniu posiłku dla dziecka .Niech w kuchni oddziałowi będzie wrzątek
                szpitalny ,albo gniazdko do użytku pacjentek.tak was denerwują moje
                zastrzeżenia ,ale nie przeszkadzją wam te matki śpiące na podłogach.Towarzystw
                wzajemnej adoracji kosztem braku opieki nad maluchami nie widziałam natomiast
                pielęgniarki pijące kawę non stop to i owszem.Zaznaczam nie wszystkie są takie
                na każdym dyżurze znalazła się taka ,która miała czas dla małych pacjentów i
                serce.Tym pielęgniarkom dziękuję bardzo i chętnie dałabym im podwyżkę.Ale co
                ciekawe właśnie te miłe, odpowiedzialne trzymały się z boku swoich koleżanek
                podejrzewam wręcz ,że budziły niechęć wśród koleżanek na zasadzie " po cholerę
                się wysilają za taką marną kasę".
                • Gość: Klara_k5 Re: co ty z tymi grzalkami? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.04.06, 19:30
                  kobieto co ty za bzdury wypisujesz
                  > pielęgniarki pijące kawę non stop to i owszem
                  a ile można wypić kawy, przecież to trzeba mieć i serce i nerki zdrowe , i w
                  końcu jak piję się tą " kawę non stop" przez 12 godzin dyżuru to można ja
                  przestać lubić. BZDURY!!
    • seniorita15 Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 02.04.06, 20:42
      Na warunki w szpitalu nalezy skladac skargi do dyrektora szpitala i politykow ,a
      nie do lekarzy.Lekarz ani pielegniarka nie odpowiada za to ,ze waga nie
      dziala,albo brak termometrow.Jesli opiekun dziecka jest obecny to obowiazkiem
      pielegniarki jest pomoc w czynnosciach medycznych typu zmiana kroplowki,czy
      podanie lekow.Pielegnacja nalezy do opiekuna.W domu robi przeciez to
      samo.Opiekun sam sobie ma zapewnic wyzywienie i nikogo nie obchodzi czy ma za
      co.Tak jest tez na Zachodzie i zadanie czegos wiecej jest niestosowne.Jest to
      tak zwana postawa roszczeniowa.
      • neoaferatu Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 02.04.06, 22:26
        Byłam wielokrotnie w różnych szpitalach z okazji porodów i chorób dzieci.
        Widziałam nachlaną położną i żałuję, że uległam innym bojącym się o swoje
        noworodki matkom i nie zadzwoniłam po policję. Tą nachlaną położną widziało z
        bliska trzech lekarzy i nic nie zrobili znaczy się kryją takie rzeczy. Nie brak
        sprzętu jest uciążliwy, ale lenistwo i bezduszność pielęgniarek i położnych. A
        pełen nowoczesnego sprzętu szpital okazał się pełen zakłamanych, leniwych i
        podłych lekarzy. W innym szpitalu byłam z córeczką 10 miesięczną chorą na
        zapalenie oskrzeli takie po byku, przyjeżdżałam codziennie ok.10-tej i
        wychodziłam ok. 22-tej. po kilku dniach inne matki powiedziały mi, że moje
        dziecko dlatego tak strasznie płacze rano, bo pielęgniarkom nie chce się dać jej
        śniadania. śniadanie jest stawiane przy łóżeczku dziecka na stoliku, ale dziecko
        nie dosięga rączką, za to patrzy na to śniadanie, które po godzinie nietknięte
        było zabierane. Okazało się wtedy, że takich głodzonych dzieci na tym oddziale
        było więcej. Widziałam jak te pielęgniarki całymi dniami oglądały telewizję i
        robiły sobie jakieś jedzonka typu pizza i podobne. Dzieciom dawały tylko
        zastrzyki w wenflon, przynosiły lekarstwa i czasem podłączały kroplówkę. Po
        kilku dniach już wiedziałam, że w dany dzień tylko jedna to robi, druga gdzieś
        wychodzi, a jak jest, to się relaksuje cały czas. Moja córeczka została wypisana
        do domu chora i już na drugi dzień zmiany w oskrzelach były słyszalne. Na innym
        oddziale w innym szpitalu nie mogłam doprosić się, żeby pielęgniarka przyszła do
        mojej córeczki z zapaleniem płuc, która się dusła. Pierwszy antybiotyk nie
        pomógł, więc lekarka, którą za łeb prawie przywlokłam zmieniła na inny. ale
        pielęgniarki dalej podawały poprzedni nieskuteczny antybiotyk, bo jak same
        stwierdziły-nie sprawdziły jekiejś karty zleceń. Często zapominały też przynosić
        zleconych lekarstw, bo robiły ten rozdział leków na odwal, a kiedy upominałam
        się o leki dla mojego dziecka, obrażały się na mnie, zamiast przeprosić. Ciągle
        piły kawę, jadły ciastka,plotkowały i oglądały telewizję. Na tym oddziale
        zobaczyłam też pierwszy i ostatni raz prawdziwą pielęgniarkę - kiedy moja córka
        się dusiła- ona przybiegła natychmiast!!! Nie krzyczała na dzieci, widziałam jak
        często je przytula, wszystkie swoje obowiązki wykonywała rzetelnie. Kiedy
        wychodziłam z niewyleczonym dzieckiem do domu(drugi antybiotyk był podawany dwa
        dni)i żegnałyśmy się z tą normalną pielęgniarką, westchnęła ciężko i
        powiedziała, że bardzo się wstydzi za swoje aroganckie i leniwe koleżanki.

        Neo
        • seniorita15 Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 02.04.06, 23:15
          Wniosek:nie zglaszac sie do szpitali.Tam same zagrozenia. .A dziecko mimo tych
          przeciwienstw ma sie nadal dobrze.A pielegniarki na dyzurze nie maja prawa
          jesc.Maja poscic przez caly czas dyzuru.Pierwszy raz slysze takie bzdury,zeby
          dziecko 1o-miesieczne mialo samo siegac raczka po jedzenie.I jeszcze pewnie za
          nie podziekowac.Trzeba bylo zostac przy dziecku w nocy i problemu by nie
          bylo.Niektore mamusie maja spore problemy.Glownie ze soba.Pamietam jedna
          mamusie,ktora za powod niemoznosci przyjechania do ambulatorium pogotowia
          podawala,ze 6-o miesieczne niemowle nie pozwala jej sie ubrac.
          • jola_iza Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 02.04.06, 23:44
            A może by w końcu któryś z pracowników służby zdrowia wszystko jedno lekarz czy
            pielęgniarka powiedzieli "owszem to co piszą pacjenci zdarza się wstyd nam za
            takich "Nie to wszystko nasze wymysły postawy roszczeniowe itd.Jeżeli
            tak ,jeżeli pielęgniarce tak cięzko wykonać to o czym pisałam to proszę o jedno
            nie strofować mnie ,nie traktowac z wyższością Ja mam obowiązek zajmować się
            dzieckiem to ja odpowiadam za to czy ono będzie chodziło po korytarzu i nabawi
            się hipotetycznej biegunki(tak się właśnie straszy)czy nie.Jeżeli to ja mam
            podać leki to mogę sobie przesunąc dowolnie godzinę podania stosując się do
            ogólnych zasad Jeżeli tak to jak proszę o pokazanie mi karty dziecka to nie
            zasłaniajcie się tajemnicą.Nie zgłaszać się do szpitali fajnie ale w wielu
            przypadkach to lekarzy zasługa.Już wyjaśniam może warto czasem skierować
            pacjenta na antybiogram a nie podawać jeden antybiotyk -nie działa zmieniamy na
            drugi a potem kurde szpital bo też nie trafiony,a takie dzieci były tam
            przeważnie. Tak się działo w latach siedemdziesiątych to teraz nie można ? Mam
            dwie dorosłe córki jedna do dzisiaj choruje na astmę ,drugą osiem lat leczyłam
            z gronkowca ,którym zaraziła się przy przyjściu na świat .Dziękuję wszystkim
            lekarzom i pielęgniarkom z głębokiego PRLu którzy mi pomogli bez łapówek bez
            wielkich pensji ale w poczuciu odpowiedzialności.
            • anton10ka Re: Do j-i 03.04.06, 20:15
              Wstydzić można się za siebie,a nie za cały świat.Mam 2 pytania do Ciebie jako
              do bardzo odpowiedzialnej opiekunki:dlaczego dopuściłas do takiego
              zaawansowania się choroby,że wnuczek trafił do szpitala,dlaczego nie zmieniłaś
              szpitala,jeżeli pracują tam same potwory.
              • krystynathier Re: Do j-i 04.04.06, 08:11
                Jako matka owego dziecka mogę powiedzieć iż nie dopuściłam żadnego niedopatrzenia ze swojej strony ,że moje dziecko trafiło do szpitala. Pytanie Twoje uważam za pytanie człowieka ignoranta,który jak nie ma argumentów przyczepi się wsyzskeigo.Widocznie Twoje dziecko nie było nigdy w szpitalu.Idż na oddział dziecięcy do byle jakiego szpitala i pozadawaj takie pytania wszsytkim rodzicom.Szybciej wyjdzeisz niż do niego wlazłeś. Dla zainteresowanych mówię iż dziecko moje dostało zapalenia krtani,jest to niebiezpieczne dla dzieci,a jednocześnie rozwija się w ciągu kilku godzin. (W internecie można znaleźć wiecej informacji).Drugie pytanie jest jeszcze głupsze.Jak miałam zmienić szpital?? Przenosić chore dziecko w trakcie leczenia?? Może nie podobały mi się warunki,może nie podobalo mi się że nie mam wyboru nawet zaplącenia za jakieś ludzkie potrzeby,ale wyrodną matką nie jestem. I wydaje mi się,że wypowiedzi są bardzo stronnicze.Gdyby ktokolwiek postarał się nas zrozumieć......... NIe wieszać psy na służbie zdrowia i pielęgniarkach,bo pzecież nikogo z nazwiska nie wymieniamy.Ale po prostu po ludzku zrozumieć, co czuje rodzić przy chorym dzieku,gdy musi spędzić noc na krzesełku, i kolejną też.(Bo materac to i tak był luksus,dla tych którzy go mieli w domu na przykład).Zwracam się zatem z apelem,zamiast zadawać idiotyczne pytania w stylu ,czemu się wnuczek rozchorował tak ciężko, po prostu postarajcie się nas zrozumieć-choć wcale nie musicie sie z nami zgadzać.
                • anton10ka Re: Do j-i 04.04.06, 12:21
                  Nikogo z nazwiska nie wymieniacie,nie wieszacie psów na służbę
                  zdrowia,przeczytaj pierwszy post.Moje dziecko rownież leżało w
                  szpitalu,pięcioosobowa sala,pięciu opiekunów,ciasno,ale spotkałam zupełnie
                  innych ludzi,opiekunów,którzy nie utrudniali pracy personelowi i personel,który
                  wiedział,co do niego należy. Jeżeli masz tyle pretensji i zastrzeżeń co do
                  pracy personelu to złóż oficjalną skargę do dyrekcji placówki,albo NFZ.Tędy
                  droga.
                  • anton10ka Re: Do j-i 04.04.06, 12:42
                    Nazwisk oczywiście nie ma,sorry,początek zdania miał brzmieć inaczej.
        • wadera3 Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 02.04.06, 23:26
          rany, ale bełkot!
          • Gość: lekarz, Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.04.06, 00:40
            Wsydzę się gdy słyszę o niegodziwości kolegów, ich lenistwie, bezczelności, lekceważeniu. Wszyscy wiemy jakie rzeczy dzieją sie w szpitalach. Zgroza i hańba. Od kilku lat jestem dyrektorem szpitala. Widze wiele i.......... praktycznie nic nie mogę. Związany prawem pracy przegrałem prawie wszystkie sprawy w sądzie pracy gdy chciałem wyrzucić na zbity łeb najgorszych pracowników. Dobór do zawodu jest zdecydowanie negatywny. Pracują ci, którzy nie potrafią inaczej ułożyć sobie życia. Leniwi i aroganccy. Gnuśne pielęgniarki, którym nie chce sie ruszyć tyłka, chyba żeby pod nimi podłożyć ogień. Mający wszystko gdzieś lekarze, którzy są przeświadczeni o swej doskonałości. Komunistyczne związki zawodowe blokujące każda próbę reformy, walczące, żeby wszyscy - leń i pijak dostawali po równo. Wieczne roszczenia że jeszcze "203" i jeszcze więcej. A gdy się każe umyć łapy to obraza majestatu. Organ założycielski dbający tylko o swój wizerunek, żądający żeby wszyskim było dobrze - bo wybory idą. Chory jest system. Nic tu nie dadzą podwyżki, za rok będą kolejne żądania. Potrzeba rynku prywatnego, związania płacy z pracą, trzeba płacić dobrze tym co dobrze pracują, reszty się pozbyć natychmiast. Najlepsi wyjeżdżają , uciekaja, mają dość. Dopóki będzie się należało wszystkim wszystko, zaraz, natychmiast i najlepszej jakości - nic się nie zmieni. Potrzebne są nakłady by można było pracować ludźmi zaiteresowanymi pracą. Dać podwyżki dobrym pracownikom, zatrzymać ich w zawodzie. Siarką i żelazem wypalić chwasty. Za te pieniądze, które możemy teraz oferować - przychodzą najgorsi, to oni tworzą fatalną opinię. Po kilku latach nierównej, skazanej na niepowodzenie walki składam rezygnację, przegrałem z potężnym systemem. Zajmę sie wykonywaniem swego zawodu, leczeniem ludzi, z troską nad ich losem, jak kiedyś. To nie będzie publiczny szpital. Mam dość. Wstyd mi za tych, którzy piękny i szlachetny zawód sprowadzili do rangi rynsztoka. Wstyd. Może następne pokolenie.......
            • Gość: Daria Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 03.04.06, 04:11
              Jak Pan to wspaniale napisal Panie Doktorze. To cieszy, ze jeszcze sa lekarze z
              prawdziwego zdarzenia. Ja napisalam juz tutaj, ze tak podwyzki sie naleza
              dobrym lekarzom, cala reszta powinna wyleciec na zbity pysk.
            • maga_luisa Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 03.04.06, 09:25
              "Potrzebne są nakłady by można było pracować ludźmi
              zaiteresowanymi pracą. Dać podwyżki dobrym pracownikom, zatrzymać ich w
              zawodzie. " Jedyne sensowne zdanie.

              Jeśli rzeczywiście jesteś lekarzem, przeczytaj jeszcze raz swój post.
              Obrzuciłeś błotem wszystkich kolegów równo, dając upust swojej frustracji.
              Przykre.
            • slav_ Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 03.04.06, 10:13
              Nie labidź.
              Jak "szedłeś w dyrektory" to wiedziałeś jak TO działa. I czego sie spodziewaleś?
              Co sie zminiło po objęciu stanowiska ?
              Czy zawarles z NFZ kontrakty na swiadczenia zapewniające finansowanie
              pokrywające koszta dzialalności i zapewniające ZYSK dający mozliwośc rozwoju
              szpitala, inwestowania, modernizacji sprzętu, szkolenia, poprawy warunkow pracy
              i zarobków ?
              Czy strworzyles swoim pracownikom (za co byłes odpowiedzialny) odpowiedznie
              warunki pracy - a więc dobra orgnaizecje pracy, przejrzysty zakres obowiązków,
              dostęp (bez użerania) sie do pełnej wymaganej, nowoczesnej diagnostyki,
              wyposażenie w sprzęt (narzędzia) niezbędne do leczenia, wystarczającą ilość
              personelu itp itd ?
              Zapewniłes szkolenia zawodowe?
              Staworzyleś takie warunki płacowe żeby pracujący dla ciebie lekarze nie musieli
              szukac dodatkowych zarobkow tylko mogli się skupic na pracy w tym szpitalu ?
              I w końcu - czy zapewniłeś poprawę zarobków tym którzy dobrze i wydajnie
              pracują, szkolą sie i podnoszą swoje kwalifikację ?
              Jesli tak - możesz narzekac na "leniwych lekarzy i gnusne pielęgniarki".
              Jesli nie - wyładowuj na kimś innym swoje frustracje.

              Nawiasem mowiąc osoba ktora w ten sposob opisuje swój personel przede wszystkim
              SOBIE wystawia złe swiadectwo. Jekośc pracy w dużej mierze jest pochodną
              warunkow pracy jakie się przecownikom stworzy. W fatalnie zorganizowanym miejscu
              nawet anioł "wypali" sie szybko i zacznie warczeć na pacjentow. W dobrze
              zorganizownaym - nawet słabo zarabiający leń zrobi swoją robotę.
              Nigdy nie skompletujesz zespołu skladającego sie z samych "orłow". Nigdy nie
              jest tak że wszyscy zatrudnieni sa aniołami i nigdy - że sa winni całego zła.
              Dobre zarządznie polega na tym żeby i jedni i drudzy wykonali swoją pracę. Nie
              "najlepiej na świecie" tylko "dostaecznie dobrze".
              Z twojego postu wyziera pogarda dla ludzi ktorych zatrudnialeś. To źle. Jesli
              nimi grdziłeś zaperne odwzajmnili Ci sie tym samym.
            • lealuc Doktorze - dyrektorze: 03.04.06, 19:41
              Polska słuzba zdrowia działa jak w feudalizmie.
              Oddział jest taki jak jego ordynator. To on odpowiada za organizację pracy na
              oddziale.
              Ordynatora zatrudnia dyrektor.

              Dyrektor podpisuje kontrakty z NFZ. Powszechnie wiadomo, ze wysokość kontraktów
              nie pokrywa kosztów działalności. To dlaczego dyrektorzy podpisują takie
              kontrakty?? Nie ma pieniędzy, więc może lepiej zamknąć szpital/oddział niż
              udawać, że nic się nie dzieje??

              Pan przeszedł do niepublicznego ZOZu. Moim zdaniem dobre wyjście.
              Teraz jednak nawet założenie NZOZu jest utrudnione poprzez absurdalne wymogi
              lokalowe.
    • Gość: lekarka Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia IP: *.chello.pl 03.04.06, 08:01
      Rozumiem, że jesteś rozdrażniona i zdenerwowana chorobą wnuka, ale Twój opis
      sytuacji w służbie zdrowia jest hmm- dyskusyjny.
      1. Niewątpliwie jest winą lekarzy, że na podłogach są materacei koce.
      Przypominam, że są to rzeczy matek/babć chcących opiekować się dziećmi w czasie
      pobytu w szpitalu.
      2. Ludzie przynoszą do szpitala jedzenie różnego pochodzenia. Bardzo często
      przygotowywane w warunkach urągających higienie i przetrzymywane poza lodówką.
      Dziecko je zjada, a potem oczywiście zatruło się w szpitalu ( więc wina leży po
      stronie personelu). Zakaz jak najbardziej uzasadniony.
      3. Grzłki w salach dziecięcych!!!! Jeśli ktoś przynosi je i używa jest,
      przepraszam, niespełna rozumu. Wrzątek może ciężko poparzyć dziecko ( własne i
      cudze)- i za toodpowiada SZPITAL. Ciekawa jestem jak byś zareagowała, gdyby
      okazało sie, że Twój wnuczek został poparzony wrzątkiem, bo jakaś mama czy
      babcia przyniosła grzałkę.
      Ciekawe jakbyś Ty się czuła, gdyby jakieś dziecko zostało poparzone wodą
      gotowaną na Twoją poranną kawusię?
      • jola_iza Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 03.04.06, 08:23
        Miła pani doktor nie jestem zdenerwowana chorobą wnusia przez trzydzieści lat
        choroby jego matki przyzwycziłam się ,wkurza mnie sytuacja wszpitalach.Selekcja
        negatywna ,ogólny "tumiwisizm" Czepia się pani grzałki a co z mierzeniem
        temperatury ręką ?A co z wagą wskazującą co chce?A czy pani doktor nie powinna
        zapytać czy dziecko już chorowało na tę chorobę i jakie leki były podawane co
        pomaga a co nie? Czy to nie wy powinniście nauczyć mamy jak używać
        inhalatorów.Czy wytłumaczenie,pokazanie jak oklepywac maluszki chore na płuca
        to jest już ponad wasze możliwości? Rzeczy mam i babć łącznie z pościelą na
        podłogach to nie wina rodziców ani lekarzy to wina zarządzających.Jeżeli
        pozwolono przebywać opiekumom na oddziałach to trzeba stworzyć takie
        warunki,żeby sale szpitalne nie wyglądały jak poczekalnie dworcowe.
        Kilka słow do lekarza piszącego wyżej doceniam odwagę napisania kilku
        krytycznych zdań na temat własnego środowiska mam wielką prośbę proszę nie
        odchodzić z publicznej służby zdrowia ,proszę mieć choć kilka godzin
        dyżurów ,bo nie wszystkich pacjentów stać na prywatne leczenie!
        • slav_ Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 03.04.06, 10:58
          Rozumuiem twoje żale (moża zona też spała na materacu przy dziecku - tylko że ja
          nie miałem do nikogo pretensji - nie byłoby gdzie wstawić łózka, a z resztą
          łóżek nie było). I na pewno CZĘŚĆ winy lezy po stronie personelu.
          Ale personel NIE ROZWIĄŻE wiekszości tych problemów:
          - "jak na dworcu" - zapwene duża ilośc pacjentów + rodziny (przepędzić?), jesli
          jest duzo opiekujących to na pewno nie ma niejsca na rozłożenie łóżek (jesli
          wogole jest ich dosteczna ilośc - łożka i materace trzeba KUPIĆ, materac trzeba
          prac i dezynfekowac itp) - wszytko to (organizacynie) lezy poza mozliwciami
          personelu leczecego
          - "jesli zezwolono przebywać " - tak, zezwolno, jest to nawet w prawach pacjenta
          - na papierze ale to by znaczyło - mniesze sale, mniej pacjentów, lepsze warunki
          - z to juz KOSZTUJE "zezwolić" mozna łatwo tylko trzeba dac na to pieniadze - na
          stworzenie warunków
          - drobny sprzęt - po prstu nie ma na niego peniędzy - pielęgniarka (lekarz)
          uzywa tego co zatrudniający go mu zapewni
          - posiłki - ani lekarze ani pielęgniarki nie maja wpływu na funkcjonowanie
          kuchni, ajentów itp
          - gorąca woda - szklanka wody dla jednej pacjentki to grzecznośc szklana wrzątku
          dla dużej gromady ludzi to już PROBLEM (ktory wymaga odrębnego rozwiązania
          organizacyjnego) a uzywanie grzealek w salach chorych (pomijając przepisy) to
          MUROWANY pożar
          - instruktarz dla rodzin - BARDZO pożądany ale - żadna pielęgniarka nie będzie z
          wlasnej inicjatywy chodzic i dawć dobrych rad - taki inastrukaż MUSI byc
          zorganizowany - w spoasób standartowy, okresony zakres instruktarzu i osoba go
          wykonująca - wtedy to zadziała. Jesli nie będzie osoby do tego wyznaczonej (i
          też przeszkolonej) to NIKT nie bedzie tego robił (a nawet jesli zrobi to z w
          lasnej inicjatywy to niekonicznie dobrze).
          Mogłbym tak długo wymieniać. Nie pisze tego żeby bronić za wszelką cenę personelu.
          Ale większość (poza medycznymi ale nawet ich część też) pretensji dotyczny spraw
          leżących poza mozliwościa rozwiązania przez bezpośredni personel medyczny.
          Poza wszystkim - czy zwrociląś sie do dyrekcji trego szpitala ze swoimi
          obserwacjami i propozycjami jak poprawić warunki opiekunów na oddziale ? Bo TAM
          leży mozliwość ich rozwiązania.
          I jeszcze (komentarz do Twojej prosby):
          >proszę nie
          >odchodzić z publicznej służby zdrowia ,proszę mieć choć kilka godzin
          >dyżurów ,bo nie wszystkich pacjentów stać na prywatne leczenie!
          Jesli ten nawet ten lekarz byłby na dyzurze na tym oddziale to NIC by to nie
          zmieniło - bez zmiany innych elementow organizacji pracy.
      • krystynathier Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 03.04.06, 10:15
        To ja jestem tą mamusią co od trzydziestu lat choruje na astmę. Mogę zrozumieć wszystko.Ale proszę mi wytłumaczyć,dlaczego moja mama a w sumie i mój syn spali na podlodze?? dziecko w nocy się budzilo, i przychodziło do babci się przytulić.ŁÓŻka polowe stały w brudowniku.Dlaczego nie udostępniono nam łóżek nawet za opłatą?? Dlaczego nie można było pani pielęgniarki czy pani kucharki poprosić o wrzątek?? Do termosu, czy do czegokolwiek, czy napić się w kuchni. Jak można bylo dawać dzieciom zupę do jedzenia a rodzice czy opiekunowie to co?? Gorszy ktoś?? Przecież każdy rodzić sprawując opiekę nad swoim dzieckiem odciążał szpital w jakiś sposób i personel prawda?? Ni e trzeba gó..arzy pilnować,latać uspokajać, i takie tam a i dzieci się czują lepiej z kimś bliskim. KOMU DO CHOLERY TO TRUDNO ZROZUMIEĆ?? Bylam z dzieckiem w szpitalu wcześniej więc wiem o czym mówimy. Bylam też ze swoją trzymiesięczną córka, (obecnie półtora roczku) jako matka karmiąca i dano mi łózko i nawet jedzenie na koszt szpitala, jako mama karmiąca. BO dziecko nic oprócz piersi nei jadło. A w tym szpitalu w którym bylam teraz mamusia karmiąca mogła sobie KUPIĆ jedzonko. A poza tym nie wspominam już,że mąż mój płaci ubezpieczenia podwójne z pracy zawodowej i działalności gospodarczej, ja płacę za siebie,to czy naszym dzieciom się coś nie należy. A nawet jeśli szpital nei ma pieniędfzy, to na litość BOSKA niech chociaż ludzkie warunki panują dla opiekunów i rodziców. Niech sobie człowiek coś zje i się napije.I niech nie śpi na podłódze, a dziecku niech zmienią zakrwaiwony i mokry bandaż.Gdzie problem w zrozumieniu problemu?? A oto kilka zdjęc, naprawdę chcielibyście spać na podłodze???
        motylek26.fotosik.pl/albumy/10643.html
        • krystynathier Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 03.04.06, 10:19
          A poduszka na której leży dziecko jest moja własna.
        • Gość: zeberka Slav odpisał Ci szczegółowo IP: *.lub.net.pl 03.04.06, 11:25

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=305&w=39635449&a=39659696
          I na koniec moja osobista uwaga- wystarczy nie płacic ubezpieczenia i w razie
          konieczności zgłaszac się do prywatnych szpitaki- szybko zrozumiesz, na ile dni
          wystarczy Twoje roczne ubezpieczenia. Problem mozesz miec wtedy, gdy na
          operację czy jakąś procedure nie będziesz miała, bo nie stać na nią nawet po
          odkładaniu pieniążków na ubezpieczenie przez całe życie...
          • Gość: M. Re: Slav odpisał Ci szczegółowo IP: *.acn.waw.pl 03.04.06, 11:50
            Pracując w jakikolwiek sposób, zarabiając jakiekolwiek pieniądze nie można nie
            płacić. Muszę płacić. Więc nie pisz bzdur.
            A problem polega na tym, że panie pielęgniarki są przekonane, że tak mało im
            płacą, że one w ogóle powinny byc nagradzane jedynie za to, że wejdą do
            szpitala.
            Przecież was nikt nie zmusza panie pielęgniarki, mili lekarze byście pracowali
            w szpitalach, zawsze mozecie być górnikami...
            Ale jak się człowiek na coś zdecyduje, to powinien pracować uczciwie, z
            zaangażowaniem. Jak mu się nie podoba - składa wypowiedzenie i odchodzi.
            No chyba, że jest taki mierny, że dobrze wie, że nigdzie indziej go nie przyjmą.

            Chamstwo personelu medycznego na tym forum (jeżeli nim naprawdę jesteście) jest
            porażające. Skąd wy jesteście? Tragedia.
        • Gość: samozlo Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.04.06, 11:41
          masz dokladnie to, za co placisz, o ile w ogole placisz a nie jestes kolejna
          bezrobotna z pretensjami
          oczekujesz wyzszych standartow? wykup dodatkowe ubezpieczenie, lecz sie w
          prywatnych klinikach, zaglosuj w nastepnych wyborach na kogos innego, moze wtedy
          ci dogodza
        • Gość: lekarka Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia IP: *.chello.pl 03.04.06, 11:52
          Marzy mi się, aby za pobyt w szpitalu i jedzenie były pobierane opłaty. Pacjent
          jest ubezpieczony i w ramach ubezpieczenia należy mu się leczenie, leki ( tu
          też wprowadziłabym zryczałtowane opłaty) , operacje, zabiegi.
          Za pobyt hotelowy i wyżywienie powinno się płacić. I otrzymywać świadczenia
          adekwatne do opłat.
          Np. za opłatę A- jednoosobowy pokój; za opłatę X materac na podłodze w
          wieloosobowej sali.
          Wrzątek na salach, w których przebywają dzieci to kryminał. Gdybym złapała
          babcię lub mamę gotującą wodę wezwałabym ochronę w celu usunęcia tej osoby ze
          szpitala, a do raportu wpisała, że zagraża bezpieczeństwu pacjentów. W razie
          oporu nie zawahałabym się i wezwała policję.
          I jeszcze jedno - sama nie tak dawno byam pacjentką ( nie w swoim szpitalu).
          Obserwowałam zachowanie ludzi - personelu i pacjentów nijako od drugiej strony.
          Widziałam jak zachowują się ludzie. Wszystko muszą mieć już i natychmiast.
          Jak niegrzecznie odnoszą się do personelu, jak kłamią, oszukują, jak chwalą
          się, że "udało im się zrobić w konia" takiego czy innego doktora, taką czy inną
          siostrę.
          • jola_iza Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 03.04.06, 12:06
            I prawie się z panią zgadzam mogę płacić ,jeszcze raz wróce do wrzątku nigdzie
            nie pisałam ,że ma być dostępny na sali gdzie leża dzieci.Wydałam kupę kasy jak
            większość opiekunów ,które poszły do kieszeni prywatnego ajenta a mogły iść do
            szpitala,co miało miejsce w tym poprzednim.Główne moje pretensje kieruję do
            zarządzających .
            • malkontent_jeden Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 03.04.06, 20:28
              jola_iza napisała:

              > I prawie się z panią zgadzam mogę płacić ,jeszcze raz wróce do wrzątku
              nigdzie
              > nie pisałam ,że ma być dostępny na sali gdzie leża dzieci.Wydałam kupę kasy
              jak
              >
              > większość opiekunów ,które poszły do kieszeni prywatnego ajenta a mogły iść
              do
              > szpitala,co miało miejsce w tym poprzednim.Główne moje pretensje kieruję do
              > zarządzających .


              Zarządzających nei znajdziesz na tym forum. Mają ciekawsze zabawy. Podobnie nie
              ma tu tych, którzy projektowali/budowali ciasne szpitale przed 30 laty. Nie
              znajdziesz tu odpowiedzialnych za zdegradowanie zawodu pielęgniarki, za ich
              frustrację. Nie znajdziesz tu ludzi odpowiedzialnych za to, że nie możesz
              zapłacić i wymagać.
              Dziwisz się reakcjom? Twoja córka też? Przypomnij sobie awantury ze sklepu
              mięsnego czy kolejki po papier toaletowy przed 20 laty. Wtedy też wszyscy
              wieszali psy na sprzedawczyniach, tak jakby one te kiełbasę zżerały po kryjomu,
              zjadały kartony masła itepe.
              Jesteś wyborcą- masz możliwośc- niedługo kaczy sejmik się rozleci do swoich
              gniazdek. Zagłosuj na ludzi którzy rozwalą ostatni bastion komunizmu. Łatwo
              jest nasr.. na głowę komuś, kto i tak siedzi po uszy w gó..e.
          • jola_iza Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 03.04.06, 12:06
            I prawie się z panią zgadzam mogę płacić ,jeszcze raz wróce do wrzątku nigdzie
            nie pisałam ,że ma być dostępny na sali gdzie leża dzieci.Wydałam kupę kasy jak
            większość opiekunów ,które poszły do kieszeni prywatnego ajenta a mogły iść do
            szpitala,co miało miejsce w tym poprzednim.Główne moje pretensje kieruję do
            zarządzających .
          • krystynathier Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 03.04.06, 12:18
            Mogę nawet zapłacić za łóżko, i za obiadek (chociaż matka karmiąca powinna dostać , bez płącenia) ale niech to UMOŻLIWIĄ po prostu.NIech mamy taką możliwość. A co do ubezpieczenia to i owszem ,płacimy bo MUSIMY i nikt nas nie pyta czy chcemy czy nie.A jeśli ktoś podchodzi do tego na co by mi starczyło gdybym się ubezpieczała na włąsny koszt to wydaje mi się że powinniśmy poumierać wszyscy z byle powodu bo w zasadzie po co leczyć kogokolwiek skoro i tak na nic nie wystarcza.Co do wrzątku, to osobiście widziałam kawę u pań pielęgniarek na stole,nie pilnowaną przez nikogo bo sobie gdzieś wyszły i co?? Jak to się ma do uwag Pani lekarki?? Bądźmy sprawiedliwi i uczciwi.NIe czepiam się, bo bycie pielęgniarką to ciężka praca i w dodatku byle jak opłacana. Ale ludzkie warunki na oddziałach dziecięcych ,dla rodziców być powinny i nikt mnie nie przekona żę powinno być inaczej. Gro rodziców by zapłąciło i przyszło do TEGO szpitala, bo pocztą pantoflową szybko by się rozniosło,że w tym szpitalu jest fajnie i miło i porządnie. O ile wiem to też jest polityka dla szpitala??? A tak proszę bardzo skutek odwrotny całkiem.
            • seniorita15 Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 03.04.06, 13:16
              Przeciez nawet za obiad u ajenta nie chcieliscie zaplacic bo za drogo.A
              pielegniarki maja prawo pic kawe w swojej dyzurce.Tam sie dzieci nie
              bada.Zmiencie szpital na prywany to wam sie poprawi.
              • krystynathier Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 03.04.06, 15:23
                seniorita15 napisała:

                > Przeciez nawet za obiad u ajenta nie chcieliscie zaplacic bo za drogo.A
                > pielegniarki maja prawo pic kawe w swojej dyzurce.Tam sie dzieci nie
                > bada.Zmiencie szpital na prywany to wam sie poprawi.
                Kto napisał że nie chciał płącić u ajenta bo za drogo?? Przeoczyłam coś?? Dzieci plątają się po całym oddziale, no chyba że RODZICE ich pilnują. Czy jak Twoje dziecko ma swój pokój , to stawiasz wrzątek na stole w kuchni?? Wątpię. Na oddziale dzieciecym nie jest sie zwolnionym z MYŚLENIA,co może sie stać. A w dyżurce generalnie się dzieci wogóle nie bada, ale skoro zostawia się ją otworem,to trzeba umieć przewidzieć,że na oddziale dziecięcym może się zapałętać jakieś dziecko. Zakładając oczywiście że nie przy każdym jest rodzić. A u ajenta płacic musiałyśmy,chociaż wolałybyśmy szpitalowi, juz nawet za ten wrzątek.Bezpośrednio.Może nie leżałaś nigdy w szpitalu z dzieckiem?? Jakbyś leżała to byś zrozumiała. Albo posiedziała kilka nocy na krzesełku,jeszcze lepiej. NIe życzę tego nikomu,ale zrozumie ten tylko ten co to przeżył,jak ze wzzystkim chyba.
                • seniorita15 Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 03.04.06, 20:19
                  To napisala babcia dziecka:,Dwa dni nie
                  jadłam(nie narzekam spadła mi waga:),bo nie było jak zejść do ajenta i wydać
                  koszmarne pieniądze.
                  Moje dziecko dostalo sepsy za granica na tzw.Zachodzie i owszem nocowalam z
                  dzieckiem,placilam za swoje posilki po cenach komercyjnych,nikt mi nie dawal
                  czajnika,polowka byla rozkladana wylacznie na noc,zeby nie przeszkadzac innej
                  matce w tym samym pokoju ,pielegniarka przychodzila wylacznie do podlaczania
                  kroplowek.Nie sprawdzalam ile kaw w miedzyczasie wypila.Lekarza widzialam tylko
                  na porannej wizycie.I bylam szczesliwa,ze stan mojego dziecka sie poprawial bo
                  to oznaczalo ,ze jest prawidlowo leczone.I za to bylam wdzieczna.
                  • cota Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 04.04.06, 10:26
                    No, ale o co szanownej babci chodzi, no o co? Bo nie rozumiem. dziecko żyje,
                    wychodzi na prostą - jak zrozumiałam, więc wylać żale na forum? Jak się miało
                    jakieś pretensje to trzeba było iść do lekarza/pielęgniarki po prostu zapytac
                    się, porozmawiać. Bo tak to znowu wychodzi obraz polskeigo społeczeństwa:
                    narzekający, zfrustrowany, wszystko źle, wszyscy źli itd. Ostatnio siedziałam w
                    jednej z poradni przyszpitalnej czekając na wizytę, normalnie żygać się chce jak
                    się posłucha polskich pacjentów narzekających na wszystko. Najlepiej, aby każdy
                    z nich miał własnego lekarza i pielęgniarkę na żądanie. I sale jednoosobowe. A
                    najlepsza była właśnie taka pańcia w wieku no..przedbabcinym (wypisz wymaluj jak
                    roszczeniowa autorka postu), która przyszła do poradni odebrać jakiś wynik,
                    złapała lekarza na korytazru, który jej powiedział, ze wyniki odbiera się na
                    oddzale. No i ona do niego, aby ją tam zaprowadził, bo ona nie dojdzie i sama
                    boi się windą jechać. Lekarz powiedział, iż ma pacjentów, a w windzie na pewno
                    będzie ktoś jechał, po czym wszedł do gabinetu. oczywiście nasza gwiazda
                    wieszała psy stojąc przed gabinetem, że to nasza służba zdrowia, skandal z tymi
                    lekarzami itd. Żałosne..Biedni frustraci, wszędzie ich pełno..
                    Niestety trzeba wprowadzić współfinansowanie służby zdrowia, podwyżki dla
                    personelu, lepsze warunki zamiast tylko narzekać, narzekać, narzekać..no i
                    najlepiej na forum, no bo anonimowo i w ogóle. Niech się babcia idzie wnuczkiem
                    zająć, skoro babcie wie co trzeba robić zamiast pisać na forum, ot co.
                    • jola_iza Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 04.04.06, 13:23
                      No to babcia odpowie szanownej pani o co mi chodzi.W szpitalach i sanatoriach
                      moje dziecko spędziło pół swojego życia bo tak to bywa z astamatykami.Wnuczek
                      też zaliczył kilka a i jego młodsza siostra już zdązyła być raz.Owszem wylałam
                      żale na forum a co nie wolno?Konstytucja i netykieta póki co nie zabraniają.
                      Żalę się bo pierwszy raz spotkałam się z taką sytuacją.Mierzenie teperatury co
                      dwa dni za pomocą ręki-rozumiem preferowane metody naturalne(w raportach
                      pielęgniarek wpisane dzień w dzień "nie gorączkuje")Waga dziecka codziennie
                      zmieniająca się co pół kilo w dół albo w górę-drobiazg przecież nie jest chore
                      na anoreksję.(a ze w raportach te bzdury wpisane nieważne ,przecież tego nikt
                      nie czyta).Chętnie bym poszła do ordynatora -niestety wpadał tylko podpisać
                      wypisy raz dziennie.Babcia nie pójdzie zająć się wnuczkiem bo mieszka 150 km od
                      miejsca zamieszkania wnuczka i babcia dojechała specjalnie do dziecka.A mama
                      też narzekająca nie mogła się dzieckiem zająć bo ma jeszcze trójkę innych w
                      wieku od 1,5roku do siedmiu lat.Tato pracuje na dwóch etatach coby państwo za
                      dużo nie dokładało.I może bym się nie wściekała gdybym nie widziała bezradnośći
                      innych opiekunów.Owszem były dwie aż dwie pielęgniarki ,które były zaangażowane
                      w to co robią-niniejszym dziękuję im za to.Mam na koniec jedno pytanie dlaczego
                      spotykając się często z personelem szpitalnym przez trzydzieści lat byłam
                      zadowolona?I na koniec -dziecko niestety żyje bo w przeciwnym przypadku moje
                      niezadowolenie byłoby uzasadnione ,tak??
                      • malkontent_jeden Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 04.04.06, 15:02
                        jola_iza napisała:

                        > Mam na koniec jedno pytanie dlaczego
                        >
                        > spotykając się często z personelem szpitalnym przez trzydzieści lat byłam
                        > zadowolona?

                        Spieszę z odpowiedzią. Mój emerytowany już kolega odwiedził nas w pracy pytając,
                        co ze strajkiem. Kiedy odpowiedzieliśmy, że do oporu, stwierdził:
                        "Słusznie- najwyższy czas, bo takiego sqrwysyńskiego wyzysku i upodlenia
                        pracowników nie pamiętam jak żyję"-a zaczynał pracę w latach 50-tych ubiegłego
                        stulecia.
                        • krystynathier Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 04.04.06, 15:23
                          Zgadzam się w stu procentach, upodlenie,marne płące,ciężka praca.Czy to jednak jest usprawiedliwienie??Dla kogo??
                          • malkontent_jeden Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 04.04.06, 15:32
                            Dla ludzi którzy mają SWOJE niedożywione, niedopilnowane dzieci, dla ludzi
                            którzy mają SWOJE troski, SWOJE zmartwienia, SWOJE rozpadające się rodziny.
                            Znasz powiedzenie o koszuli co bliższa ciału? Pielęgniarka to wg Ciebie nie
                            człowiek? Lekarka nie człowiek?
                            • jola_iza Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 04.04.06, 15:45
                              Teraz ja odpowiem bo córa młoda i niewiele kapuje.Moja najlepsza przyjaciólka
                              jest pielęgniarką w szpitalu ,ma problemów od groma mimo to jak idzie do pracy
                              nie przekłada swego niezadowolenia na pacjentów.My pacjenci też pracujemy i też
                              mamy swoje problemy -nie odbija się to na pracy a przynajmniej staramy
                              się.Problem jednak nie w tym bo ludzie są tylko ludżmi.Jeszcze raz pytam co z
                              wagą co z mierzeniem temperatury? I jeszcze jedno w zamierzchłych czasach
                              komuny to lekarze i pielęgniarki bardziej byli ludzcy dla pacjentów ze strachu
                              przed zsyłką?
                              • malkontent_jeden Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 04.04.06, 17:44
                                W zamierzchłych czasach komuny nie do pomyślenia były wypowiedzi w stosunku do
                                lekarzy, pielegniarek, nauczycieli takie, jak spotyka się dziś. To proste- nie
                                oczekuj uprzejmości od kogos kto spotyka się najczęściej z chamstwem lub
                                głupotą. Twoja przyjaciółka może być przykładem dla innych, ale nie oczekuj że
                                wszyscy są jednakowi.Być może żyje bez stresu dzięki dobrze zarabiającemu mężowi
                                albo otrzymanemu spadkowi.Wysokie wymagania proszę rekompensować wysokimi
                                gratyfikacjami, trudno. Wiem że boli, ale będzie boleć jeszcze bardziej.
                                • krystynathier Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 04.04.06, 17:48
                                  malkontent_jeden napisał:

                                  > W zamierzchłych czasach komuny nie do pomyślenia były wypowiedzi w stosunku do
                                  > lekarzy, pielegniarek, nauczycieli takie, jak spotyka się dziś. To proste- nie
                                  > oczekuj uprzejmości od kogos kto spotyka się najczęściej z chamstwem lub
                                  > głupotą. Twoja przyjaciółka może być przykładem dla innych, ale nie oczekuj że
                                  > wszyscy są jednakowi.Być może żyje bez stresu dzięki dobrze zarabiającemu mężow
                                  > i
                                  > albo otrzymanemu spadkowi.Wysokie wymagania proszę rekompensować wysokimi
                                  > gratyfikacjami, trudno. Wiem że boli, ale będzie boleć jeszcze bardziej.
                                  >
                                  >
                                  No do życia bez stresu to jej daleko, tak samo jak do dobrze zarabiającego męża,a mimo to jakoś potrafi.Jako nauczyciel mogę powiedzieć również,że nie przenoszę swojej ignorancji na uczniów tylko dlatego że się dzieje to co sie dzieje z młodzieżą.Mimo coraz wiekszej arogancji z ich strony,nie porzucam swojego przesłania zawodu i nie idę do szkoły tylko dlatego zę mi za to płacą.
                                  Co do anton- co to znaczy "dariowate'??
                          • Gość: Klara_k5 Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.04.06, 15:42
                            krystynathier napisała:
                            > Zgadzam się w stu procentach, upodlenie,marne płące,ciężka praca.Czy to jednak
                            > jest usprawiedliwienie??Dla kogo??
                            I co z tego że się zgadzasz przeciez właśnie wrzucasz jeszcze jeden głaz do tego
                            ogródka upodlenia mierzysz wszystkich jedną miarą.
                      • anton10ka Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 04.04.06, 15:37
                        Jeżeli szanowna babcia odpowiada na mój post to ta uwaga na końcu jest
                        niestosowna,ponieważ w żadnym moim poście nie zadałam pytania o życie dziecka.
                        Jeżeli ktoś je zadał to proszę odpowiedzieć tej osobie. Żalić się pani babcia
                        może tylko niech nie wrzuca wszystkich do jednego worka,bo krzywdzi tych co są
                        oddani swojej pracy i pacjentom.Dobrze,że teraz przyznała pani,że były tam dwie
                        pielęgniarki,chociaż te dwie panie zostały wyciągnięte z tego wora. Uogólnienia
                        są najgorszą rzeczą,która dotyka wszyskich.
                        • jola_iza Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 04.04.06, 15:56
                          Szanowna babcia odpowiada na post COTY co widać po "drzewku" .Nie
                          uogólniam ,pisalam we wcześniejszych postach ,że były pielęgniarki OK i lekarze
                          też.Kilka razy pisałam też ,że rok temu w innym szpitalu wszystko grało .Ot tak
                          się żle poczułam po pobycie w szpitalu wojewódzkim w środku europy i tyle i aż
                          tyle!
                          • seniorita15 Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 04.04.06, 16:36
                            Juz raz pisalam za brak termometru i sprawnej wagi nalezy pretensje kierowac do
                            Dyrekcji ,a nie do lekarzy.Personel nie ma obowiazku wyposazac oddzialu.
                            • anton10ka Re: Do wszystkich 04.04.06, 17:17
                              Nie odnosicie wrażenia,że wypowiedzi mamusi i babuni są dariowate?
                          • cota Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 04.04.06, 16:57
                            .Ot tak
                            >
                            > się żle poczułam po pobycie w szpitalu wojewódzkim w środku europy i tyle i aż
                            > tyle!

                            No i co my mamy szacowną babcię po głowce pogłaskać? Wspólnie się poużalać nad
                            tym ciężkim światem? No bo nie za bardzo wiem do czego babcie dąży. Wypłakała
                            się babcia, no to dobrze. Do czego ta dyskusja zmierza? Co babacie chce
                            usłyszeć, aby lżej było na sercu? że pielęgniarki były be bo nie dały termometru
                            ? Jak by tak ktoś przytaknął to już lepiej? No o co chodzi?
                          • anton10ka Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 04.04.06, 17:08
                            W takim razie przeczytaj jeszcze raz,co napisałaś:"Właśnie wróciłam ze
                            szpitala.Nie leżałam tam jako pacjent a jako babcia
                            opiekująca się chorym wnuczkiem.Jestem wściekła tak wściekła ,że muszę
                            podzielić się wrażeniami.Wnuczka lat dwa i pół zabrało pogotowie z ostrym
                            zapaleniem krtani.Gdy dojechałam do dziecka widok jak na dworcu z turystami z
                            za wschodniej granicy ,w salach bagaże, rodziców porozkładane
                            materace ,koce,termosy.Był wieczór ,pielęgniarkę zobaczyłam następnego dnia
                            rano jak przyszła z zastrzykiem,zrobiła i poszła następnym razem pokazała się
                            na wizycie by zważyć dzieci dziecko schudło według wskazań wagi
                            500g.Pomyślałam no cóż nie je dziecko to chudnie mimo,że pije i dostaje
                            kroplówki.Następnego dniaschudło następne 400g zmartwiłam
                            się ,Niepotrzebnie ,bo już nazajutrz okazało się ,że przytył całe 900g,a w
                            czwartek schudł 700 a znowu w piątek przytył600.Na moje pytanie jak to
                            możliwe usłyszałam odpowiedż "tak wskazuje waga".Wnuczek chyba nie
                            gorączkował piszę chyba bo ani razu nie miał mierzonej temperatury tak samo
                            jak i inne dzieci.O przepraszam raz po mojej odpowiedzi na pytanie lekarki
                            robiącej obchód "czy dziecko gorączkuje" -"nie wiem" została mu "zmierzona "
                            w bardzo nowoczesny sposób -przez dotyk czoła ręką. Nikt nie robił wywiadu na
                            temat przyczyn choroby a może warto było się dowiedzieć ,że jego matka a moja
                            córka od 30 lat choruje na astmę ,Za to zakazów było od groma ,nie wolno
                            spożywać jedzenia przyniesionego z zewnątrz ani małym pacjentom ani
                            opiekunom,zakaz używania grzałek na salach przy jednoczesnym nieudostępnieniu
                            opiekunom czajnika lub choćby wrzątku.Co do przypisanej kuracji nie chcę się
                            wypowiadać ,nie jestem lekarzem chociaż praktykę mam większą niż niejeden z
                            nich.Dziwne tylko wydaje mi się ,że wszystkie dzieciaczki leczone były tak
                            samo.I jeszcze proszę o zmianę opatrunku przy "wigówce" bo zakrwawiona z
                            łaski mi zrobiono ,ale już drugi raz jak zamoczył całą rączkę podczas kąpieli
                            usłyszałam ,że to za często-można spać z mokrym ,może i można tylko po co?
                            Nikt nie przyszedł ani opukiwać dzieci ani przynajmniej udzielić instrukcji
                            jak to robić a to ważne przy chorobach płuc takich maluszków. Nikt nie uczył
                            jak obsługiwać nebulizatory i jak dbac o ich higienę.Ordynatora nie widziałam
                            wogóle ,szefa oddziału raz przyszedł powiedzieć ,że podtrzymujemy kurację bez
                            obejrzenia dziecka stan znał tylko z relacji lekarki robiącej obchód młodej
                            niedoświadczonej.To nie był marny szpital to był szpital wojewódzki .Mam
                            pytanie czy pracownikom tego szpitala należą się podwyżki??" To nie są
                            uogólnienia? Wszyskich pracowników tego szpitala wrzuciłaś do jednego worka.
                            Rzeczywiście poprzednio nie odpowiadałaś na mój post,za to sorry,tylko za to.


    • Gość: aaa Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia IP: *.swl.pl / *.pl 05.04.06, 14:58
      taki sobie szpital (filia uniwersyteckiego) a jednak DGH rejonowy, na
      obrzezach miasta Londyn (przez niektorych londynkowem zwany) polozony.
      Zainspirowany przez post youngdoca podaje kilka wiadomosci z pierwszej reki,
      a jednoczesnie z ostatniego nocnego duzyru.

      Po pierwsze pacjenci niby tacy sami- jedni potrafiacy sie zachowac godnie
      mimo swojego cierpienia, inni probujacy "wytlumaczyc" swoje chamstwo czy brak
      bardziej niz "fuck" zlozonego slownictwa ciezkim (mniej lub bardziej) stanem
      zdrowia.
      Pierwsza roznica taka: tych drugich jakby statystycznie mniej (czasami nawet
      nie jeden na trzy dni dyzurne)-chyba jednak rzecz warta statystycznego
      ujecia...i potwierdzenia.
      Coz ludzie na calym swiecie sa tacy sami- i nie bede tu probowal (dla
      watpiacych) porownywac-albowiem zjawiska trudno sie porownuje z zalozenia. Ta
      druga glosna grupka czyta ogloszenie: duze czarne litery na zoltym tle:
      NHS premises are zero tolerance zone
      Any verbal or physical abuse to the staff is prosecuted
      Tlumaczac doslownie: Budynek nalezacy do szpitala jest objety "zerowa"
      tolerancja. Jakakolwiek napasc na pracownikow jest scigana z urzedu.
      Watpiacym pozostaje nastepny szczebel drabiny-ochrona szpitala caly czas
      obecna. Jesli to nie pomaga w ciagu 5 minut zjawia sie policja i zaczynaja
      sie klopoty. Skierowanie sprawy do sadu i wyrok skazujacy rowna sie: nikla
      szanasa na znalezienie pracy a w przypadku bezrobocia urzad moze wstrzymac
      wydawanie zasilku do wyjasnienia.Niewielu jest chetnych na takie opcje.

      Teraz cos dla pacjentow: :-))
      Pacjenci "dostarczaja sie sami" swoim wlasnym transportem lub sa przywozeni
      karteka. Ci, ktorzy przyjechali karetka jesli ich stan nie wymaga
      hospitalizacji i sa sami w stanie "dokonac" przemieszczenia odsylani sa
      wlasnym transportem do domu. W tutjeszej medycznej gwarze okreslani sa
      jako "worried well" - czyli parafrazujac "dobrze zmartwieni" :o))))
      Wyjatek stanowia osoby powyzej 75 roku zycia.

      Teraz to pacjenci maja tutaj prawdziwy raj. Nie moga czekac na przyjecie
      przez lekarza dluzej niz 4 godziny od czasu zgloszenia sie w recepcji. W
      recepcji czekaja ci, ktorzy decyzja pielegniarki (po tzw triazu) moga
      poczekac na wizyte lekarza. Ci ktorzy wymagaja okreslonej interwencji wedruja
      bezposrednio na lozko "oddzialu". Kiedys drzewiej bywalo ze owi pacjenci
      czekali np od 7 godzin wzwyz.

      Dzieci z goraczka 38 stopni i zmartwionymi rodzicami, bole ucha i gardla,
      kaszel i bole glowy u doroslych odsylane sa do dyzurujacego lekarza
      rodzinnego ( w osobnym miejscu-blizej szpitalnego wyjscia) ktory weryfikuje
      czy problem jest odpowiednio powazny aby zglaszac sie z nim na izbe przyjec.

      W karetkach jezdza zespoly ratownikow wiec wypisywanie recept i zmiana
      opatrunkow odpada. W przypadku poznej wizyty na izbie przyjec-chory dostaje
      leki (podstawowa apteczka jest w stanie zaspokoic potrzeby nocnego dyzuru).
      Nie mniej recepta jest tylko na 7 dni a stawka do zaplacenia wynosi 2X to co
      normalnie z recepta od rodzinego chory placi w aptece.

      Wiec kiedy chory juz odczeka od 1-4 godzin zobaczy lekarza. Na samym poczatku
      nie jest to niestety konsultant (odpowiednik naszego ordynatora) ani nawet
      Specialist Registrar (odpowiednik naszego specjalisty), jest to zwykle Senior
      House Officer (czyli odpowiednik doktora 2-3 lata po stazu)-wyjatek stanowia
      przypadki przywiezione na "niebieskich swiatlach" ktorymi od razu zajmuje sie
      doktor z doswiadczeniem. Caly czas chory badany jest przez lekrzy z (lub w
      przypadku mlodszych bez) specjalizacji z medycyny ratunkowej.

      Zeby zobaczyc specjaliste taki chory przechodzi odpowiednie badania. 50% sa
      to problemy, ktore nie wymagaja badan bardziej skomplikowanych niz ekg i
      podstawowa morfologia + biochemia.Badania wykonuje sie na wskazanie lekarza w
      przypadku istnienia wskazan. Zadziwiajace zjawisko w tym momencie sie nasuwa:
      pacjent wierzy lekarzowi i nie kwestionuje jego decyzji. Zaufanie z obu stron.
      Gdzie tkwi fenomen tego zjawiska ?? A to juz pytanie na osobna rozprawke.

      Finalem tej krotkiej opowiesci sa liczby:
      -pacjent placi 12.8% dochodu brutto na ubezpieczenie zdrowotne, za
      bezrobotnych placi panstwo (ich liczba nie przekracza 5%).
      -pacjent czeka na izbie przyjec przecietnie trzy godziny
      -nie ma pogotowia ratunkowego-jest transport medyczny
      -na wizyte u lekarza rodzinnego pacjent czeka 3-5 dni (katar do tego czasu
      sam przejdzie) a pracodawca do 7 dni nie wymaga L4
      -do specjalisty czeka sie ok 3-6 miesiecy (wyjatek podejrzenie nowotoworu
      gdzie czeka sie maksimum 3 tygodnie)
      -lekarz 3 lata po stazu podyplomowym ze swoimi zarobkami "wpada" w najwyzszy
      prog podatkowy


      ANY DOUBTS ?
      ANY QUESTIONS ?

      Kindest regards
      • Gość: anEstezjolog Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia IP: *.chello.pl 05.04.06, 15:13
        Więc przestanę wreszcie namawiać mojego syna (ZD; CAE), aby po stażu jednak
        przemyślał swoją decyzję wyjazdu.
        • seniorita15 Re: Mój kontakt ze służbą zdrowia 05.04.06, 16:22
          Niedawno wyjechali moi znajomi,ktorzy nigdy wczesniej nie planowali
          wyjazdu.Dwoje ich dzieci juz studiuje.A specjalnosci identyczne jak w Twoim i
          Twojego meza przypadku.Ja tez juz po drugiej stronie.
Pełna wersja