Dodaj do ulubionych

dziwne praktyki szpitala kardiologicznego w Aninie

22.09.06, 09:20
Sprawa nie dotyczy mnie bezpośrednia, tylko moich znajomych, więc mogę nie
wiedzieć wszystkiego, ale sytuacja jest taka.
Kolega ma wadę serca. Zmarli na to: jego dziadek w wieku lat 30, ojciec
(odratowany za pierwszym razem, zmarl za drugim) i brat w wieku lat 36. Kolega
jest w oklicach 30. Leżał w szpitalu bródnowskim (Warszawa) i tam go
zdiagnozowano i rozpoczęto leczenie. Następnie został skierowany do Anina do
szpitala specjalistycznego ze stwierdzeniem, że kwalifikuje się operacji
(chyba zastawek) i tam się nim lepiej zajmą.
Pierwszą wizytę miał wiosną - pani zmieniła mu leki i kazał przyjść w
listopadzie. Na pytanie co z operacją odpowiedziała, że wszystkie szpitale tu
kierują, a wcale się nie znają. Po lekach kolega źle sie czuł, zadzwonił do
lekarki, która kazała mu brać połowę dawki - na informację, że już sobie
zmiejszył dawki o połowę nie zareagowała.
Kolega pojechał w tym tygodniu (wrzesień) zapisać się na wizytę/dowiedzieć się
kiedy ma wizytę. Okazało się, że wizytę ma wyznaczoną na ten dzień w którym
się zjawił! Co więcej dwa dni wcześniej miał termin jakiegoś specjalistycznego
badania. Kolega poczekał na wyzaczoną wizytę (pomimo tego, że mial inne dość
istotne plany). Pani doktor nie przyszła!
Pomijając już kwestię niewłaściwego leczenia i złego podejścia do pacjenta -
nie wiem, tu sie nie wypowiem, nie znam się - kolega jest chyba mało asertywny.
Mi to wygląda na praktyki w stylu wyciągamy kasę na tzw. martwe dusze. Czyli
badanie zostało zapisane w papierach, NFZ zapłacił, a pacjenta naprawdę na
badaniu nie było (słyszy się o tego typu praktykach - u mojej przychodni np.
'leczono' kilka tysięcy osób z Bielskobiałej, aż się prokurator zainteresował
i nie wiedziałam czy nie musze szukać innej przychodni). Z kolegą nikt się nie
kontaktował i nie zawiadamiał o terminie badania - kolega mieszka w miejscu
zameldowania, na wakacje nie wyjeżdżał, telefonu ani stacjonarnego ani komórki
nie zmieniał - wszystkie te dane szpital posiada.
Poradziłam mu żeby napisał skargę do NFZ i powiadomił o tych praktykach
szpitalnych, przez które już wkrótce może zostać martwą duszą zupełnie na
serio, nie tylko w szpitalnych papierach.
Jak myślicie - może takie praktyki trzeba zgłosić jeszcze gdzieś - nie wiem
Ministwrstwo, Prokuratura, NIK?
W końcu jest to szpital leczący ludzi z całej Polski i nie każdy może sobie
pozwolić na osobiste stawiennictwo celem zapisania i mieć farta, że akurat to
jest dzień na który był zapisany. Ciekawe dlaczego lekarz sie nie zjawia skoro
ma zapisanych pacjentów?
Może ludzie mają wyznaczane terminy wizyt czy badań na za pół roku, a w między
czasie widnieją w papierach co trzy miesiące, a NFZ za to płaci???
Obserwuj wątek
      • nunia01 Re: dziwne praktyki szpitala kardiologicznego w A 22.09.06, 11:42
        To już mu radziłam!
        Doradziłam mu świetną p. doktor, ale ona właśnie pracuje w szpitalu bródnowskim,
        a został już skierowany do szpitala specjalistycznego i tam ma się leczyć.
        Lekarze ze szpitala bródnowskiego skierowali go tam w dobrej wierze, do
        najlepszych specjalistów w kraju.
        Może faktycznie powienien szukać innego lekarza w anińskim szpitalu, ale
        myślisz, że praktyki z zapisywaniem na wizyty bez wiedzy pacjenta stosuje tylko
        ta jedna pani doktor - przecież nie ona zapisuje, tylko recepcja, ja się po
        prostu boję, że to jest generalna praktyka tego szpitala.
        Może faktycznie przesadzam, ale godzenie się z takim systemem może doprowadzić
        do tragedii nie tylko w przypadku kolegi.
        Na prywatne leczenie go nie stać:(

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka