prosze o komentarze (USA)

IP: *.local.pl / 192.168.1.* 19.03.03, 15:24
ifmsa.globalink.org/usa.html
    • i.p.freely Re: prosze o komentarze (USA) 19.03.03, 18:30
      Z grubsza bioroac wizja malowana przez autora nie mija sie z prawda. Znajduje
      jednak pewne niscislosci:

      "To pokoje, a między nimi wielki holl, w którym jest centrum dowodzenia.
      Komputery itd., tu siedzą pielęgniarki i paramedycy. Tak, w Stanach jest
      jeszcze jeden rodzaj medyka - coś pomiędzy pielęgniarką i lekarzem -
      paramedyk, czyli człowiek z niepełną edukacją medyczną. Paramedycy jeżdżą w
      karetkach i tak jak w opisywanej przeze mnie klinice pracują na oddziałach
      intensywnej terapii, czyli OIOKach. To oni ratują życie w nagłych przypadkach.
      Lekarze nie dyżurują na OIOKu jak w Polsce. Wyniki wprowadza się do bazy
      danych, która automatycznie oblicza dane statystyczne, które przesyłane są do
      działu naukowego. Mogą też z niej korzystać inni lekarze."

      *Pracowalam w wielu szpitalach, od wschodniego wybrzeza Stanow po zachodnie,
      wylocznie na oddzialach intensywnych i NIGDZIE nie spotkalam sie z
      paramedykami (oprocz karetek oczywiscie).
      *Za "ratowanie zycia" odpowiedzialne sa pielegniarki z ICU (Intensywna
      Terapia) i ER (pogotowie). W osrodkach uniwersyteckich dolaczaja sie stazysci.
      *Nie moge z cala pewnoscia stwierdzic, ze zadne centrum szpitalne ich nie
      zatrudnia.
      *Prawda jest, ze w porze nocnej jedynymi lekarzami w szpitalu sa tylko ci na
      ER-ce (pogotowie). Lekarze dyzurni spia we wlasnym domu i po nich sie dzwoni
      jesli jest potrzeba.
      *Prawda jest, ze dane sa skomputeryzowane i szybko dostepne (wyniki
      laboratoryjne, przeswietlenia, przepisane lekarstwa, historia obecnej i
      poprzednich wizyt, etc).



      • i.p.freely Re: prosze o komentarze (USA) 19.03.03, 18:39
        "Do robota podłączone są 4 komputery PC. Pierwszego dnia Cathy dała mi 10 płyt
        CD z nagranymi lekcjami kardiologii. Tak!!! Kardiologii w Stanach uczę się nie
        z książek, ale z komputera! Na czym to polega? Wkładam dysk z napisem "
        Stenoza aortalna" i na ekranie pokazują się wyniki badań i opis pacjenta. W
        pewnym momencie komputer prosi mnie, żebym podszedł do Harveya i zbadał mu
        tętno, potem prosi mnie, żebym osłuchał mu koniuszek serca. Potem pyta mnie co
        słyszałem. Za chwilę pokazuje się nagrany wykład, w którym jakiś profesor stoi
        przy Harveyu i opowiada mi, co słyszałem na tym koniuszku. Potem komputer
        emituje mi same odgłosy zastawkowe, potem dodaje do nich czwarty ton serca,
        abym łatwiej go odróżnił. Na koniec dodaje szmer. Gdy skończę osłuchiwać
        zaczynają się następne prezentacje na ekranie tłumaczące mi patologie,
        histopatologie, przebieg i leczenie tej choroby. Animacje, mówiący lekarze -
        wszystko to na jednej płycie CD. Na koniec komputer robi mi test sprawdzając
        ile z tego zapamiętałem. Po zrobieniu pięciu takich CD musze zdać pierwszy
        oficjalny egzamin, który będzie odnotowany w moich dokumentach. Od niego
        zależy czy będę mógł dalej kontynuować kurs. Ale pytania są łatwe i przede
        wszystkim po przeglądnięciu jednego takiego CD (a zajmuje to około dwóch
        godzin) pozytywne zdanie testu to pestka... W ciągu dwóch dni nauczyłem się
        poprawnie osłuchiwać serce i rozpoznawać szmery, czego nie mogłem się nauczyć
        w ciągu trzech lat kliniki na AM w Białymstoku. Mam nadzieję, że ten przykład
        zilustrował wam jak tu się podchodzi do nauki."
        ************
        Szpital w ktorym pracuje uzywa tego sustemu do trenowania pielegniarek
        przyjetych od ICU (Odzial Intensywnej Terapi).
        • lekarzyna Re: prosze o komentarze (USA) 20.03.03, 04:34
          mam nadzieje ze ten polski student myje sie jak jest spocony i wskakuje do
          zimnej wody.

          A paramedic to dokladnie to samo co polski sanitariusz np pogotowia.
          Paramedykow jest jak psow i jest to cos posredniego pomiedzy przechodniem z
          ulicy a pracownikiem strazy pozarnej.

          Artykuly sa podkolorowane. Szpitale dla biednych to rzeznie.

          • Gość: GTelega Re: prosze o komentarze (USA) IP: 65.90.124.* 20.03.03, 18:44
            > A paramedic to dokladnie to samo co polski sanitariusz np pogotowia.
            > Paramedykow jest jak psow i jest to cos posredniego pomiedzy przechodniem z
            > ulicy a pracownikiem strazy pozarnej.

            Poza paramedykami jest tu o wiele wiecej jast. Paramedycy sa zasadniczo
            technikami (ponizej pielegniarek) chociaz maja dobre wyszkolenie w pomocy
            doraznej i sa o niebo lepsi niz polscy sanitariusze. Pomiedzy lekarzem a
            pielegniarka sa kasty "physician assistant" - moga prowadzic dokumentacje,
            badac pacjenta, ale nie maja prawa wypisywac recept ani podejmowac
            samodzielnych decyzji, sa "nurse practitioners" najwyzsza kasta pielegniarek,
            ktore w wielu stanach (nie wszystkich) moga prowadzic samodzielna praktyke
            (badanie pacjentow, recepty itp) w ramach protokolu (scisle wytyczne na temat
            postepowania) zatwierdzonego i nadzorowanego przez lekarza. Powiedzmy w mojej
            praktyce "nurse practitioner" samodzielnie widuje pacjentow po przeszczepie
            watroby, ktorzy sa co najmniej rok po przeszczepie i nie mieli komplikacji.

            > Artykuly sa podkolorowane. Szpitale dla biednych to rzeznie.

            To nonsens, nie ma czegos takiego jak "szpitale dla biednych", sa szpitale
            prywatne, ktre nie przymuja pacjentow z marnymi ubespieczeniami, ale wiekszosc
            szpitali w tym wszystkie szpitale uniwersyteckie przyjmuja wszystkich bez
            wyjatku. Artykul komentowany jest jak najbardziej realistyczny - bardzo
            podobnie wyglada kopleks w ktorym pracuje (nie mamy stacji metra) poza tym
            wszystko (z basenami wlacznie) jest w zasiegu 5 minutowej przechadzki. Czy
            zdarzaja sie marne szpitale - tak, chociaz coraz rzadziej, duze centra medyczne
            corazbardziej konsoliduja opieke a latwosc transportu i telekomunikacja wypiera
            szpitale z gett ubustwa do zamoznych przedmiesc.
            • lekarzyna Re: prosze o komentarze (USA) 21.03.03, 05:58
              sa szpitale dla biednych tylko sie tak to nie nazywa. Sciagaja tam wszelkie
              scierwo ze slumsow zyby sobie mozna bylo porznac do woli. Nazw ci nie podam bo
              po co ci - ty sie leczysz w Mayonesie. Byles ty kiedys w przecietnym osrodku
              lekarskim w normalnej dzielnicy? Nie zadam pytania i nie podam odpowiedzi.
              Zaklad ze nie zgadniesz co mam na mysli. W tym momencie wspolczuje tym biednym
              osobnikom co wybrali sobie zawod lekarza. A bierzcie sobie nawet lapowki jako
              wynagrodzenie - ja takiej pracy bym nie wzial za zadne pieniadze.
    • Gość: Doki Re: prosze o komentarze (USA) IP: *.197-201-80.adsl.skynet.be 20.03.03, 21:16
      Napisac, ze praca od 8 do 19 to "zapierdalanie" mogl
      chyba tylko ktos, kto nie wystawil nosa z Polski. Tutaj
      to normalka.
      • lekarzyna Re: prosze o komentarze (USA) 21.03.03, 05:59
        8:00 do 17:00 plus godzina na lunch. Napisalem powyzej ze zaslugujesz na
        lapowki bo prace masz straszna wg mnie.
    • Gość: GTelega Re: prosze o komentarze (USA) IP: 65.90.124.* 20.03.03, 22:39
      No dobra, troche krytycznego spojrzenia, na zasadniczo trafny tekst.

      "Piotrek Sulik uczestniczył w praktykach wakacyjnych z IFMSA-Poland w jednym z
      najlepszych szpitali akademickich w Stanach Zjednoczonych, w Chicago."

      UIC - University of Illinois - Chicago, jest PRZECIETNA szkola medyczna w
      Stanach, daleko jej do Harvardu, John Hopkins czy Penn. Nawet w obrebie Chicago
      University of Chicago, czy Northwesten University maja lepsze notowania.

      "Szpital wygląda jak statek kosmiczny. Z zewnątrz oszklone kopuły..."

      Czy ja wiem? Nowoczesny budynek, nikogo kto mieszkal w Stanach przez rok czy
      wiecej by nie zachwycil.

      "Płacisz - wymagasz. Wszystko tutaj zrobione jest pod studentów. Wszystko."

      Tak moze to wygladac ze strony kogos kto studiowal w Polsce - jest STANOWCZO
      lepiej niz w Polsce. Jednak studenci, nie sa wbrew pozorom priorytetem
      wiekszosci Universytetow. Przecietnie 45% dochodow uniwersytetu jest z opieki
      nad pacjentami, 30% z grantow na badania naukowe, 10% z donacji, 15% z oplat
      studentow.

      "Do dyspozycji darmowe 4 kserokopiarki i 30 komputerów"

      To niewiele.

      "W amerykańskich szpitalach się ZAPIERDALA. I nie ma doprawdy w słowniku języka
      polskiego lepszego określenia na to co się tutaj dzieje."

      Opisywanie pracy w jezyku Polskim jest trudne, to przyznaje. Owszem pracuje sie
      ciezko i dluzej niz w Polsce. Studenci i rezydenci spedzaja wiekszosc czasu w
      szpitalu. Po tym jednak na poziomie attendinga, kazdy jest panem swojego losu i
      sa lekarze, ktorzy pracuja 100 godzin tygodniowo, sa tacy ktorzy pracuja 20.
      Praca na ogol jest dobrze zorganizowana i przyjemna - wszystko jest na
      zawolanie lekarza, rzadko mi sie zdarza, zebym wychodzil z pracy zestresowany,
      choc nie da sie ukryc czasem jestem zmeczony.

      "Nie przewidziałem niestety że te dziewczyny, na pozór ciekawe osoby, będą przy
      jedzeniu pieprzyć o cytokinach, receptorach i innych pierdołach, o których
      żaden normalny człowiek nie myśli pałaszując pyszną pastę z sosem pomidorowym."

      Podstawowy blad nowoprzybylych. Amerykanie przy pierwszym kontakcie, sa bardzo
      uprzejmi, otwaci, bez kompleksow - co samotny i steskniony za ludzkim kontaktem
      emigrant odbiera jako oferte przyjazni. Tu spotyka go jednak zaskoczenie, bo
      Amerykanie tak jak wszyscy inni ludzie na swiecie przyjaznia sie z tymi, na
      ktorych im zalezy, ale uprzejmi sa dla wszystkich. Budowanie wymaga czasu czego
      ktos przyjechal na praktyke wakacyjna po prostu nie ma.

      "Zapytałem się niedawno Marii, dlaczego nie ma innych niemedycznych
      zainteresowań. Powiedziała mi, że nie ma na to czasu... Żeby przetrwać musi być
      w białym fartuchu 24 godziny na dobę. Jeśli jakąś cześć swojego czasu poświęci
      na coś innego, będzie miała 10% mniejsze szanse w Wyścigu Szczurów niż inni."

      No coz postacie takie widuje sie - czasami, bynajmniej nie naleza one do tych
      ktrorzy odnosza sukces. Zeby byc cenionym lekarzem trzeba zachowac, wrazliwosc,
      entuzjazm, rodosc zycia, bez tego nie da sie wybic. Wiekszosc studentow pracuje
      ciezko, ale ma poza-medyczne zycie. Ludzie graja w tenisa, biegaja, chodza na
      koncerty, maja seks, wychodza za moz itp... Ktos kto patrzy sie na Amerykanow z
      zewnatrz nie jest w stanie tego zobaczyc jako, ze jest to narod ktory
      prywatnosc ceni sobie ponad wszystko. Trzeba tu troche pobyc by poznac ludzi i
      to zuwazyc.

      "Najciekawsze są testy. Nikt nie pilnuje i nikt nie ściąga"

      Naturalna uczciwowsc, nie do pojecia!!!!

      "Ale wróćmy do sedna sprawy, czyli analizy Wyścigu Szczurów, który motywuje
      amerykańskich studentów do nadludzkiego wysiłku."

      Nic nie obrazuje Polskiej mentalnosci bardziej niz to zdanie. Wyscig Szczurow -
      cos wstretnego, zwierzecego cos co traktujemy z obrzydzeniem. Ktos kto osiagnal
      cos w zyciu jest po prostu najsilniejszym szczurem - bo przeciez my ludzie
      wolimy pierniczyc o dupie marynie pod budka z piwem. A moze - wyzwanie, zdrowa
      konkurencja, wykozystanie swojego talentu, walka o znalezienie wlasnego miejsca
      w swiecie - to sa prawdziwe zadania ludzi a tapalnie sie we wlasnych odchodach
      i narzekanie na caly swiat nalezy do ....

    • Gość: GTelega Re: prosze o komentarze (USA) IP: 65.90.124.* 20.03.03, 23:34
      "Ale - od początku - U.S.M.L.E., czyli tzw. Nostryfikacja jest bardzo trudnym
      testem, którego szczegółów nie będę tutaj opisywał. Należy się do niego
      przygotowywać z amerykańskich książek i zajmuje to co najmniej 2 lata."

      Bez przesady, trzeba przeczytac pare Amerykanskich podrecznikow, zeby oswoic
      sie z tutejszymi trickami, ale jezeli ktos byl dobry w Polsce to bedzie dobry i
      w Ameryce. Warto sie przylozyc, bo niezbedne minimum to za malo by dostac dobra
      rezydencje, ale pol roku porzadnej nauki powinno wystarczyc dla tych co nie
      marnowali czasu na wykladach.

      "Żeby zdobyć dobrą rezydenturę, trzeba być... co najmniej geniuszem.
      Europejczyk, który marzy o rezydenturze w Ameryce musi mieć:
      1. rewelacyjnie zdany USMLE - ponad 90 %
      2. bardzo bogaty dorobek naukowy
      3. bardzo dobrą rekomendację jakiegoś wybitnego naukowca - najlepiej Amerykanina
      Jeśli się spełnia powyższe warunki, to MOŻE się dostanie rezydenturę."

      Znowu troche przesada, 85punktow (odpowiednik 50 pecentyla) na ogol wystacza,
      90 punktow (odpowiednik 75 percentyla) jest progiem tylko w najlepszych
      programach. Dobrze jest miec ze dwie publikacje, zeby wyroznic sie z tlumu, ale
      nazywanie tego dorobkiem naukowym to troche przesada. Rekomendacje sa bardzo
      wazne, dlatego ktos kto mysli powaznie o dostaniu rezydencji powinien pokazac
      sie na miesiac czy dwa w amerykanskim szpitalu aby takowe listy zdobyc.
      Niekoniecznie musza byc od slawnych naukowcow, ale musza pokazac, ze dana osoba
      jest sobie w stanie poradzic w Amerykanskich warunkach.

      "Fellowship to inna sprawa.... Na kardiologię w UIC złożono w tym roku 600
      podań o fellowship. Jest 5 miejsc. Jak łatwo obliczyć jest to 100 osób na jedno
      miejsce. Jeśli Polak będzie lepszy od 100 Amerykanów - ma prace i jest do końca
      życia człowiekiem sukcesu."

      Na poziomie fellowshipu nikt nie jest traktowany inaczej, kazdy przeszedl
      Amerykanska rezydencje, wystarczy byc po prostu lepszym od innych.

      "jedna wiedzie na południe Stanów do dzikiego i bezludnego Teksasu"

      Niezupelnie tak, zwykle najbardziej pozadane sa pozycje w duzych miastach,
      podzial na polnoc czy poludnie, wschod czy zachod nie ma zbytniego znaczenia.
      Ludnosc w USA jest wysoce skoncentrowana w okolicach duzych metropolii, tam tez
      jest kultura, dobre sklepy, restauracje, zycie towazyskie. Prowincja (miasta
      �, z wyjatkiem miasteczek akademickich jak powiedzmy Princeton) to nuda,
      marne szkoly, dlugie dojazdy do cywilizacji. Tak wiec pozycje w Dallas (TX) sa
      na ogol bardziej poszukiwane, niz w na polnocy stanu Nowy York.

      "zrobić specjalizację w Polsce i zostać wybitnym w swojej dziedzinie - wtedy
      Amerykanie sami zadzwonią"

      Na to bym zbytnio nie liczyl. Jezeli ktos ma artykol w Science to moze sie
      spodziewac, ze ktos zadzwoni i zaproponuje mu stypendium naukowe, jak dobrze
      pojdzie moze dostac niewielki grant. Po tym jest szansa na kariere naukowa.
      Jezeli chodzi o kariere kliniczna - droga wiedzie przez USMLE i rezydencje nie
      ma wyjatkow.

      "Oczywiście nie wykluczam trzecią drogę, czyli tzw. "znajomości". Jak wszędzie
      na świecie tak i w Stanach znajomości się liczą. I jeśli jest się przyjacielem
      jakiegoś bardzo znanego profesora, czy jeszcze lepiej - senatora - można się
      nie martwić o przyszłość."

      Znowu, najlepsze znajomosci nie zastapia zdanego USMLE. Jezeli bedac
      profesorem, podejde do mojego przyjaciela, ktory jest dyrektorem programu to
      moge mu powiedziec - sluchaj znam takiego i takiego, mysle, ze bylby dobrym
      rezydentem. Cokolwiek poza tym uwazane byloby za naduzycie. Z kolei dyrektor
      programu popatrzy na CV, rezultaty USMLE, listy polecajace i jezeli ma wybor
      pomiedzy moim "pupilkiem" a kims o podobnych walorach to wybierze "mojego",
      jezeli zas roznica jest zasadnicza to powie mi "sorry", bo inaczej wystawial by
      sie na sprawe o dyskryminacje - oczywiscie nadal bedziemy przyjaciolmi.

      "Pierwszy raz, gdy przedstawiłem mu się zatytułowałem go "Mister Doctor". On
      się roześmiał i powiedział: "Common Peter - just call me George!". George gra
      luzaka i naprawdę mu to wychodzi."

      To jest jak najbardziej regula, ludzie, ktorzy pracuja ze soba mowia sobie po
      imieniu niezaleznie od tego jaka przepasc prestizu i dochodow ich dzieli.
      Uzycie slowa "Mister, czy Sir" wzbudzi smiech w kazdym bez wyjatku, "doctor'
      moze byc uzyte w czasie oficjalnych spotkan, czy w stosunku do pacjentow. Poza
      tym mowi sie "hi, John" niezaleznie od tego czy John jest studentem czy
      dziekanem.

      • lekarzyna Re: prosze o komentarze (USA) 21.03.03, 06:03
        acha, a hyba jeszcze w ryja nie dostales od paramedyka wiec nie wies co to za
        buce. Ja tez nie ale widzialem zoperowanych tak jak przez polskich strazakow.
    • Gość: kinga Re: prosze o komentarze (USA) IP: *.local.pl / 192.168.1.* 23.03.03, 16:03
      dziekuje za informacje!
      ------------------------

      "Nazywają się one USMLE Step I i USMLE Step II. Można je zdawać jeszcze przed
      uzyskaniem dyplomu: Step I po dwóch latach studiów, Step II na rok przed ich
      ukończeniem. Obydwa egzaminy to testy wyboru, oczywiście po angielsku. Step I
      dotyczy przedmiotów teoretycznych, Step II - klinicznych. Co godne
      podkreślenia, to nie tylko ich wysoki poziom merytoryczny, ale także znakomite
      dopracowanie samej techniki egzaminowania.

      Pytań jest multum: za moich czasów przypadało ich 800 na jeden egzamin, który
      trwał 2 dni. Pytania, szczególnie kliniczne, zazwyczaj nie składają się z
      jednego zdania. Są to nierzadko ciągnące się na 1/2 strony opisy przypadków.
      Bardzo często znalezienie prawidłowej odpowiedzi wymaga np. postawienia
      diagnozy, zadecydowania o wyborze leczenia i na koniec - wykorzystania wiedzy o
      interakcji leków. Zawsze jakiś procent zagadnień zilustrowany jest zdjęciami
      preparatów histologicznych, rentgenogramami, zapisami EKG lub zdjęciami
      pacjentów."

      teraz jest tak samo?

      pamietam, ze dla mnie 4 godziny egazminu wstepnego na studia to bylo za duzo
      wychodzilam, by sie przejsc, jadlam czekolade z kofeina, ale niewiele mi to
      pomagalo ;-)

Pełna wersja