nocny_piter
14.12.06, 22:26
Taka mi się nasuwa refleksja po analizie dokonań Ministerstwa Zdrowia w tej
materii. Otóż przypatrując się listom dostępnych miejsc specjalizacyjnych we
wszystkich województwach widzę kompletny chaos i brak jakiejkolwiek logiki.
Pomijam sprawę rezydentur, bo to już omawialiśmy. Nie ma pieniędzy i koniec.
Nie rozumiem jednak czemu limitowane są miejsca specjalizacyjne w ramach
etatu? A już zupełnie nie rozumiem tego dziwnego zjawiska podziału na lekarzy
"bez specjalizacji" i lekarzy "po pierwszym stopniu specjalizacji". Otóż w
jednej dziedzinie jest np. dziesięć miejsc dla lekarzy bez specjalizacji i
jedno miejsce dla lekarza z "jedynką", w innych dziedzinach jest odwrotnie.
Myślę, że taka uznaniowość ministerstwa (czy też może konsultantów krajowych i
wojewódzkich) jest bezprawna. Równie dobrze mogliby ustanowić, że może się
specjalizować 10 brunetów, 15 blondynów a tylko jeden łysy :). Według mnie
jest to dyskryminacja ze względu (o zgrozo!) na wykształcenie i kwalifikuje
się do zaskarżenia do Rzecznika Praw Obywatelskich. A jakie jest Wasze zdanie?
Mnie ta sprawa na szczęście już nie dotyczy, ale jeśli mielibyście jakieś
problemy z otwarciem specjalizacji "z etatu", to intuicja podpowiada mi, że
coś tu jest nie tak i warto zapytać choćby radcę prawnego w izbach lekarskich,
może coś da się zrobić z tym bałaganem...