agi303
20.03.07, 11:45
Na wczorajszym, w nowootwartym portalu tvn24.pl przeczytałam, w
zakładce "prasa", argumenty prof. Dziatkowiaka, broniące dr Mirosława G.
Uważam, że Pan Profesor posunął się zbyt daleko w swoim ostatnim akapicie.
Owszem, rozumiem, że broni kolegi po fachu, wybitnego kardiochirurga i
swojego byłego ucznia. Ma do tego pełne prawo. W tej sprawie jest prokurator,
sędzia i obrońca.
Bedą też pojawiali się świadkowie oskarżenia i świadkowie obrony - prof.
Dziatkowiak przystał do grupy tych drugich, co może być w pełni zrozumiałe. W
końcu któż, jak nie on - jeden z czołowych autorytetów w tej dziedzinie, z
jego tytułami, wiedzą i doświadczeniem oraz znajomością oskarżonego, może się
wypowiadać na temat choćby takich zarzutów, jak medyczne zabójstwo,
odłączanie od aparatury, kwestia nieudanych przeszczepów, kwalifikacja
pacjentów do tego typu zabiegów oraz ryzyko z tym związane. Opinie biegłych w
tej sprawie są ze wszechmiar pożądane.
Jednakże... co ma piernik do wiatraka ?!!! Jaki związek ze sprawą ordynatora
MSWiA w Warszawie ma śp. ojciec Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro ?
Ten człowiek nie żyje, należy dać mu święty spokój i nie wyciągać faktu jego
odejścia z tego świata oraz okoliczności zejścia /szczegóły dotyczące
operacji/ jako argumentu broniącego aresztowanego lekarza. Nie ma to nic
wspólnego z treścią zarzutów, taśmami podsłuchów itp.
Jeżeli ojciec Ministra nie był leczony ani operowany przez dr Mirosława G.,
to wyciaganie jego kartoteki, przebiegu leczenia na światło dzienne jest
nieetyczne, łamiące prawo - chociażby ustawę o ochronie danych osobowych, nie
mówiąc już o prawach pacjenta i jego rodziny, tajemnicę lekarską ?
Może prof. Dziatkowiak wykorzysta swoją pozycję, tudzież wpływy i zrobi sobie
cowieczorną audycję radiową - "Czytanie do poduszki historii chorób wybranych
pacjentów z klinik uniwersyteckich" ?