Dodaj do ulubionych

Komplikacje w prywatnych szpitalach

18.06.07, 21:38
W przypadku komplikacji prywatne lecznice odsyłają pacjentów do publicznych
szpitali

Praska Prokuratura Okręgowa bada sprawę śmierci młodej kobiety. Na początku
czerwca - nieprzytomna - została przewieziona z prywatnej lecznicy do Szpitala
Praskiego. Tam po sześciu dniach zmarła - pisze "Rzeczpospolita".

Lekarze z warszawskich szpitali mówią, że coraz częściej muszą przyjmować
pacjentów z prywatnych placówek. Często w prywatnych klinikach nie ma
specjalistycznego sprzętu niezbędnego do udzielenia pomocy w przypadku
komplikacji.

26-letnia Agnieszka W. na początku czerwca miała w prywatnej lecznicy Enel-Med
przejść niewielką operację kosmetyczną. Tego samego dnia wieczorem
przywieziono ją nieprzytomną na oddział intensywnej terapii do Szpitala
Praskiego. - Trafiła do nas po długiej i nieskutecznej reanimacji. Jej mózg
był uszkodzony - mówi ordynator OIOM dr Hanna Petsch.

Niecały tydzień po przyjęciu kobieta zmarła. Renata Mazur z Prokuratury
Okręgowej Warszawa-Praga potwierdza, że w tej sprawie jest prowadzone
śledztwo. Przedstawiciele Enel-Medu nie chcą rozmawiać o śmierci kobiety.

Dlaczego zmarła?

Co wydarzyło się w trakcie przygotowania do zabiegu w Enel-Medzie? Nato
pytanie starają się odpowiedzieć specjaliści powołani przez prokuraturę.

Przeprowadzili sekcję zwłok, ale nie pozwoliła ona jednoznacznie ustalić, jaka
była przyczyna śmierci Agnieszki W. Według wojewódzkiego konsultanta ds.
anestezjologii i intensywnej terapii prof. Zbigniewa Rybickiego sekcja zwykle
nie daje odpowiedzi na wszystkie pytania. - Tylko w niektórych przypadkach
możemy mieć pewność, co spowodowało śmierć. Na przykład kiedy w czasie
usypiania doszło do pęknięcia tętniaka mózgu -mówi.

I dodaje, że w chirurgii kosmetycznej pacjentom podawana jest często duża
dawka adrenaliny, która zmniejsza krwawienie w czasie zabiegu. - To może
prowadzić do wywołania wstrząsu anafilaktycznego. Kolejną przyczyną może być
podanie przez pomyłkę dożylnie środków używanych do znieczulenia
zewnątrzoponowego. Są one bardzo kardiotoksyczne, mogą doprowadzić do
zatrzymania pracy serca - wyjaśnia profesor. Biegli przeanalizują też
dokumentację i przesłuchają świadków, sprawdzą, czy kobieta nie za późno
trafiła na oddział intensywnej opieki.

Enel-Med nie ma własnego OIOM, dlatego od 2004 roku ma podpisane porozumienie
z Wojskowym Instytutem Medycznym przy ul. Szaserów, który jest najbliżej ul.
Gilarskiej na Zaciszu, gdzie mieści się prywatny szpital. Agnieszka W. jednak
tam nie trafiła. - Oddział jest remontowany, mamy zmniejszoną liczbę stanowisk
intensywnej opieki - wyjaśnia dr Wojciech Lubiński z WIM.

Z informacji "Rzezcpospolitej" wynika, że lekarz z prywatnej lecznicy
zdecydował się na wystawienie skierowania dla pacjentki do szpitala
Bródnowskiego przy ul. Kondratowicza. Ostatecznie trafiła ona na OIOM do
szpitala Praskiego przy al. Solidarności.

Dlaczego karetka z Targówka jechała na Bródno, a stamtąd na Pragę? Pełnomocnik
zarządu ds. medycznych Enel-Medu Małgorzata Sanokowska-Wójcik wyjaśnia, że
takie są procedury. - Kiedy w szpitalu, z którym jest podpisana umowa, brakuje
miejsc, personel karetki decyduje się na umieszczenie pacjenta w najbliższej
jednostce szpitalnej, która dysponuje takim miejscem -mówi.

Bardzo drogie przypadki

Brak miejsc intensywnej opieki medycznej w Enel-Medzie nie jest niczym
wyjątkowym. Szefowie niepublicznych lecznic wyjaśniają, że stworzenie takich
stanowisk jest bardzo kosztowne. - Wystarczy, że mamy podpisane porozumienie z
publiczną placówką, która ma taki oddział - wyjaśnia wiceprezes prywatnego
Centrum Anin Marek Szufladowicz.

Dyrektorzy warszawskich publicznych szpitali szacują, że rocznie do ich
placówek trafia średnio od kilkunastu do kilkudziesięciu pacjentów prywatnych
lecznic, u których doszło do powikłań w trakcie lub po leczeniu. Tylko wciągu
jednego miesiąca do szpitala przy ul. Lindleya przyjęto aż 32 osoby z
niepublicznych placówek. W tym samym czasie największa lecznica w kraju, przy
ul. Banacha, miała prawie 40 takich przypadków. - Nie wszyscy trafiają do nas
w ciężkim stanie - zaznacza dyrektor ds. lecznictwa placówki przy ul. Lindleya
prof. Janusz Wyzgał. - Najwięcej takich pacjentów zgłasza się do nas z
powikłaniami po zabiegach ortopedycznych, urologicznych bądź okulistycznych.

Zastępca dyrektora placówki przy ul. Czerniakowskiej dodaje, że dużą grupę
stanowią też kobiety z powikłaniami ginekologicznymi.

- Kiedy w czasie porodu pacjentka zaczyna bardzo krwawić lub też gdy są
problemy z dzieckiem, wtedy przewożona jest do nas - mówi dr Agata
Horanin-Bawor. Wciągu ostatnich sześciu miesięcy lekarze z OIOM ze Szpitala
Praskiego zajmowali się trzema pacjentami prywatnych lecznic. Jeden z nich
dostał silnego krwotoku w trakcie operacji przepukliny.

Dyrektorzy szpitali wielokrotnie mówili o tym, że kosztami leczenia takich
pacjentów należałoby obciążyć prywatne przychodnie. - Leczenie jednego chorego
z komplikacjami może nas kosztować nawet kilkaset tysięcy złotych - mówi dr
Agata Horanin-Bawor.

Publiczne szpitale nie mogą odmówić przyjęcia i leczenia pacjenta prywatnej
placówki na własny koszt. W większości są to osoby ubezpieczone, a poza tym do
udzielenia pomocy zobowiązuje lekarzy ustawa o szpitalach.
Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka