Na medycyne zawsze szli ludzie z problemami i

03.07.07, 09:33
kompleksami. Kiedys po to, by wyhaczac pielegniarki do syta i czuc sie
lepszym niz klasa robotnicza. Teraz diabli wiedza po co tam ida. Nikt
normalny nie idzie do pracy za 1200 zl po 6 latach studiow, a oni jednak
popodpisywali umowy, a teraz strajkuja. Lekarze z godnoscia po prostu pracuja
prywatnie lub wyjechali. Hołota strajkuje.
    • kotek.filemon Re: Na medycyne zawsze szli ludzie z problemami i 03.07.07, 09:35
      dr_bez_hab napisała:

      > Hołota strajkuje.

      Nie, hołota rządzi...
    • socjalliberal Re: Na medycyne zawsze szli ludzie z problemami i 03.07.07, 09:35
      Kolejny niespełniony medyk usprawiedliwia swoją klęskę na wstępnych...
      • webaholic do socjoliberała 03.07.07, 10:02
        co to jest socjaliberał???


        socjalliberal napisał:

        > Kolejny niespełniony medyk usprawiedliwia swoją klęskę na wstępnych...
        • socjalliberal Re: do socjoliberała 03.07.07, 10:06
          Już ci raz pisałem, ale skoro nie czytasz odpowiedzi do swoich postów...
          pl.wikipedia.org/wiki/Socjalliberalizm
          A teraz mi powiedz, co to jest "inteligent w służbie PiSu"?
    • aaki też byś sobie chciał "wyhaczyć" co ???? 03.07.07, 17:04
      no, nie dane ci było,nie dane....
      • woyoy Re: też byś sobie chciał "wyhaczyć" co ???? 03.07.07, 22:26
        Po pierwsze nie z kompleksami tylko ze znajomościami. Po drugie nie dla 1200 zł
        tylko dla konfitur wyciąganych na boku tj. oczywiście koperty, ale przede
        wszystkim prywatne praktyki prowadzone na państwowym sprzęcie w szpitalach w
        których to niby są zatrudnieni na nędznych warunkach. Jak to się mówi: "Pokaż
        lekarzu co masz w garażu" ;) Znam paru lekarzy i jakoś żaden z nich nie jest
        biedny. No ale to pewnie wyjątki, a cała reszta przymiera głodem - przy grilu ;)
    • gamdan Re: Na medycyne zawsze szli ludzie z problemami i 03.07.07, 22:28
      dr_bez_hab napisała:
      > Hołota strajkuje.

      Tak, tak. Pamiętasz to zapewne jak w niedawnej przeszłości też hołota
      strajkowała. Te strajki obaliły ustrój nie do obalenia. Klaskał wtedy cały
      cywilizowany świat.
      Dzięki temu możesz teraz bezkarnie pisać głupoty.
      • olejowy.bogacz Re: Na medycyne zawsze szli ludzie z problemami i 13.07.07, 20:24
        Ale pRzegapiłem kuźwa. Racja racja. To było o psychologach. Cuś pop....
    • dwimmerling A dr czego jestes?I ile razy zdawales na AM?:) 16.07.07, 12:51
      No,przyjacielu,pochwal sie.Biologia,biochemia,a moze biotechnologia?Ile razy
      zdawales,odpusciles juz za 5tym,czy dopiero za 7mym?:)Kolejny niespelniony palant...

      Nie mam w rodzinie ANI JEDNEGO lekarza,ani ja ani moja rodzina nie nalezy do
      krezusow.Dostalem sie za 1szym razem,mialem mniej wiecej taki wynik,jaki
      przewidywalem po napisaniu testu wstepnego,teraz pracuje nad doktoratem.I co,nie
      da sie?Da sie,tylko trzeba miec pod kopula cos wiecej,niz zawisc!!!
      • encephalon1986 Re: A dr czego jestes?I ile razy zdawales na AM?: 20.07.07, 10:51
        1. Nie ma już kierunku "biochemia":)
        2. Sądzę, że nikt na tym forum /pewnie ja też/ nie ma 100% racji w tym co mówi,
        bo każdy stara się generalizować, a świat nie jest czarno-biały. Każdy przypadek
        jest inny...
        Prawdą jest niestety, że gen medyczny dziedziczy się w PL z pokolenia na
        pokolenie. Gdy znajoma kończyła kilka lat temu medyka była jedną z 3 osób na
        roku, które nie miały w rodzinie żadnego lekarza. Dziś jest pod tym względem
        trochę lepiej, ale niewiele.
        Dostać się bez koneksji można, studia skończyć czy specjalizację zrobić niby
        też...ale każdy kto tego doświadcza/czył/ widzi chyba różnicę między pracą
        własną a wysiłkiem "równiejszych".
        Skończyłem jedno z lepszych liceuw w kraju, 1/3 mojej klasy zdawała na medyka.
        Wszyscy się dostali. Część jest bogata, oboje rodzice są lekarzami, mają własne
        gabinety. Ale mój przyjaciel np. nie ma takigo "szczęścia". Nie jest to osoba,
        która użala się nad swoim losem. To raczej idealista. Ale nawet on zaczyna już
        mieć dość, że ktoś kto inteligencją nie grzeszy, na egzamin czasem nawet nie
        przychodzi ma 5 a on 2 termin, bo napisze np. minutowy przepływ krwi przez
        nerkę, a prof. wolałby dobowy...Wystarczy, że spojrzę na wspomniane osoby, na
        ich podejście do studiów i oceny żeby pewną prawidłowość dostrzec...
        Ale nawet jeśli przyjąć to za regółę to są przecież wyjątki, pozytywne i
        negatywne. Znam sporo lekarzy, bo rodzice pracują w służbie zdrowia. Z mojego
        punktu widzenia fakt, że mamy w kraju tylu konowałów /nie wacham się użyć tego
        słowa/ wynika z tego, że duża część tych, którzy znają języki, byli dobrzy czy
        też zwyczajnie nie mogli się przebić w PL wyjechali za granicę...I wcale im się
        nie dziwię, bo robią w sumie to samo, a kasa zupełnie inna...
        No i żeby było jasne: nie zdawałem na medyka...zdawałem na weterynarię bo o tym
        kierunku zawsze marzyłem i jak na razie mrzenie spełniam:) Jeśli więc ktoś chce
        mnie nazwać palantem to na pewno nie niespełnionym...
        • dwimmerling Re: A dr czego jestes?I ile razy zdawales na AM?: 20.07.07, 11:44
          1)Fakt,nie ma-to skrot myslowy.Biochemia to katedra na AM,na ktora ida zwykle
          ludzie z biotechu,zwykle ci,co sie nie dostali na AM.Jedna z bardziej bolesnych
          do przejscia.../i to wcale nie przez poziom serwowanej wiedzy,a glownie przez
          podejscie prowadzacych/

          2)Ehh,to dawno musialo byc...w kazdym razie,z polowa mojego roku byla
          "niemedyczna",ze tak sie wyraze.I jakims cudem dali rade,nawet specjalizacje robia:)
          Moje zdanie jest takie-jak ktos chce,spokojnie moze dostac sie,skonczyc i zrobic
          specjalizacje.Wystarczy chciec i byc w stanie opanowac jakas tam ilosc wiedzy.
      • obs2 Re: A dr czego jestes?I ile razy zdawales na AM?: 20.07.07, 11:04
        > Da sie,tylko trzeba miec pod kopula cos wiecej,niz zawisc!!!

        Do bycia dobrym lekarzem trzeba mieć coś pod kopułą.
        Do ZOSTANIA lekarzem można nie mieć nic, dobrze to wiemy.

        Nie czarujmy się. Wiem, że teraz jest inaczej, ale w moich czasach egzamin
        wstępny do była biologia, chemia, fizyka i język. Kandydaci zdawali dobrze
        biologię (kucie), chemię (co się dało wykuli, a dało się dużo), fizykę słabo (a
        już zadania b. słabo, bo się nie dało wykuć).

        Studia? Anatomia, fizjologia - kucie. Owszem, fizjologię trzeba rozumieć
        (niby), ale rozumiejąc bez znajomości szczegółów się nie zda, nie rozumiejąc
        ale ze znajomością szczegółów się zda. POtem jest z górki, każdy egzamin
        kliniczny to już pestka.

        Specjalizacja? Trzeba coś umieć, ale teoria, to głównie kucie. Pod kopułą można
        nie mieć wiele.

        Doktorat - gdy ambitny, to owszem, trzeba mieć coś pod kopułą. Ale wiemy jakie
        bywają doktoraty. Nie trzeba mieć nic pod kopułą, żeby być dr med.

        Habilitacja- tu już wkraczamy w sferę gdzie nie tylko nie jest ważne coś pod
        kopułą, ale w ogóle ważne jest coś zupełnie innego. Wiem, bo kolega właśnie
        finiszuje z habilitacją. Jej zdobycie określa jednym słowem "polityka". Akutat
        kolega jest wybitnym lekarzem o ogromym impact factor publikacji, ale właśnie
        on mówi mi, że to jest tylko podłoże, oczywiście jakieś tam osiągnięcia trzeba
        mieć, ale ostateczna decyzja nie zależy od nich. Kolega ma duże zdolności
        interpersonalne, i to one, przyjaźnie z profesorami w całym kraju, decydują o
        tym, że kończy habilitację, a nie setki światowych cytowań jego wybitnej pracy
        z jednej z dziedzin interny.

        profesura? - podejrzewam że tak jak wyżej, tylko jeszcze bardziej polityka,
        jeszcze mniej osiągnięcia i "coś pod kopułą".


        • dwimmerling Re: A dr czego jestes?I ile razy zdawales na AM?: 20.07.07, 12:00
          > Do bycia dobrym lekarzem trzeba mieć coś pod kopułą.
          > Do ZOSTANIA lekarzem można nie mieć nic, dobrze to wiemy.
          To zalezy...Poza tym,umiejetnosc wykucia czegos tez jest wazna-co z tego,ze
          potrafisz logicznie myslec,jesli nie masz ku danej dziedzinie podstaw teoretycznych?

          To musialo byc dosc dawno /bez urazy/.Ja jestem z czasow testow na
          wstepnych-biologia,chemia,fizyka.Biologia przegieta,nie bylo,ze ktos wryl,chemia
          taka sobie,a fizyka /przynajmniej jak dla mnie/-spokojnie do napisania.I z
          pozniejszych rozmow ze znajomymi wnioskuje,ze wiekszosc miala podobne odczucia...


          > Studia? Anatomia, fizjologia - kucie. Owszem, fizjologię trzeba rozumieć
          > (niby), ale rozumiejąc bez znajomości szczegółów się nie zda, nie rozumiejąc
          > ale ze znajomością szczegółów się zda. POtem jest z górki, każdy egzamin
          > kliniczny to już pestka.
          Nie,nie moge sie zgodzic.Anatomia-do wyrycia,albo do zrozumienia,fizjo-tak
          samo.Poza tym,na tym nie koncza sie przeciez egzaminy teoretyczne!A
          biochemia,farma/zycze powodzenia w ryciu na pamiec obu-przeciez dobrze wiesz,ze
          albo zalapiesz o co w tym chodzi,albo sie nie nauczysz.../,po drodze
          mikroby/fakt,te glownie do wyrycia/,czy patofity...poza tym,przeciez tutaj
          chodzi o cos zupelnie innego-z definicji musisz dana czesc materialu wykuc,a
          dopiero potem mozesz szukac podejscia logicznego-jak Ty bys chcial,bez wiedzy
          cos wnioskowac?Przeciez sie nie da...



          > Specjalizacja? Trzeba coś umieć, ale teoria, to głównie kucie. Pod kopułą można
          >
          > nie mieć wiele.

          Kurde...Stary,to jak Ty przeszedles egzamin specjalizacyjny-konkretnie,czesc
          praktyczna?I tak z ciekawosci-na ktorej specjalizacji to tylko teorie trzeba
          wyryc...?Ja nie ukrywam,ze teorie rowniez,ale wszedzie zaliczasz badanie i
          diagnozowanie pacjenta,a na wszystkich zabiegowych losujesz sobie zabieg,ktory
          masz wykonac,wiec...?



          > Doktorat - gdy ambitny, to owszem, trzeba mieć coś pod kopułą. Ale wiemy jakie
          > bywają doktoraty. Nie trzeba mieć nic pod kopułą, żeby być dr med.
          Zeby napisac-nie trzeba.Zeby obronic-owszem,trzeba...;)

          Habilitacja...tutaj sie z Toba zgodze.Z tym ze-z jednej strony musisz miec ja
          odpowiednio dobrze przygotowana,ale z drugiej strony-fakt,to w duzej mierze
          wlasie polityka...tyle,ze do sukcesu prowadzi wylacznie polaczenie tych dwoch,a
          nie jechanie po jednym/czyt.po polityce/.W habilitacje nie planuje sie bawic-nie
          lubie polityki,tak z definicji...


          > profesura? - podejrzewam że tak jak wyżej, tylko jeszcze bardziej polityka,
          > jeszcze mniej osiągnięcia i "coś pod kopułą".
          Ja bym powiedzial,ze jeszcze bardziej "po rowno".Do profesury potrzebujesz
          bodajze 400pkt KBNowskich.I mysle,ze nawet,jak masz cala zgraje
          doktorantow/studentow,ktorzy pracuja na Ciebie,to nie wyglada to tak
          rozowo.../sorry-widze,ile robi moje szefowstwo,wiem z rozmow ile robilo
          wczesniej-wybacz,ale nie wierze,ze da sie "ot tak" przejsc to sama polityka.../
          • mruwa9 Re: A dr czego jestes?I ile razy zdawales na AM?: 20.07.07, 12:15
            Wczoraj w Pulsie Trojki (dyskusja na temat CZMP) uslyszalam stwierdzenie, ze
            CZMP to potega naukowa...
            Z calym szacunkiem, ale cala polska medycyna jest na marginesie swiatowej
            nauki, zupelnie bez znaczenia. Sa pojedyncze nazwiska, ktore nie sa tak
            calkowicie anonimowe na Zachodzie, ale jako calosc- miernota, taki fakt.
            Kazdy z nas z pewnoscia zna osoby z doktoratem i 2 stopniem specjalizacji, nad
            ktorymi mozna sie mocno zastanawiac, jakim cudem udalo im sie to osiagnac...
            Pamietam inauguracje roku akademickiego, gdy zaczynalam studia, te gornolotne
            slowa o elicie intelektualnej i naukowej, i pamietam to zderzenie z
            rzeczywistoscia studiow, z ktorych , zdarzalo sie, odpadali naprawde lebscy
            ludzie (takze wskutek samobojstw, niestety), a konczyli czasem ci, za ktorych
            nie daloby sie zlamanego grosza. I do dzis zastanawiam sie, czy ta akademicka
            profesura zyje w az takim oderwaniu od rzeczywistosci, czy naprawde wierza we
            wlasna wielkosc i we wlasny wplyw na losy swiatowej nauki?
            • dwimmerling Re: A dr czego jestes?I ile razy zdawales na AM?: 20.07.07, 13:27
              Ok,ok,ale to wszystko tylko czasem-jak odpisalem obok,kilka egzemplarzy na rok.Z
              akademicka profesura jest roznie,nie ukrywam,ze rewelacji nie ma,ale tez nie
              moge sie zgodzic,ze jest az tak tragicznie...
          • sonic84 Re: A dr czego jestes?I ile razy zdawales na AM?: 20.07.07, 12:33
            Nie,nie moge sie zgodzic.Anatomia-do wyrycia,albo do zrozumienia,fizjo-tak
            > samo.Poza tym,na tym nie koncza sie przeciez egzaminy teoretyczne!A
            > biochemia,farma/zycze powodzenia w ryciu na pamiec obu-przeciez dobrze wiesz,ze
            > albo zalapiesz o co w tym chodzi,albo sie nie nauczysz.../,po drodze
            > mikroby/fakt,te glownie do wyrycia/,czy patofity...poza tym,przeciez tutaj
            > chodzi o cos zupelnie innego-z definicji musisz dana czesc materialu wykuc,a
            > dopiero potem mozesz szukac podejscia logicznego-jak Ty bys chcial,bez wiedzy
            > cos wnioskowac?Przeciez sie nie da...

            Nie zgodzę się.Z całym szacunkiem ale opanowanie farmy i fizjo myślenia
            zbytniego nie wymaga.To nie jest pisanie eseju ani wyprowadzanie matematycznego
            dowodu-wysokiego IQ nie wymaga.Jedna dziewczyna z mojej grupy ma iloraz
            inteligencji 150.I nie jest wcale orłem,mimo iż się przykłada.Każdy 'savant'
            może te studia skończyć..gorzej jest po otrzymaniu dyplomu,kiedy trzeba
            uruchomić kreatywnośc i logiczne myślenie.pozdr
            • dwimmerling Re: A dr czego jestes?I ile razy zdawales na AM?: 20.07.07, 13:24
              Heh,wydaje mi sie to kwestia dyskusyjna-moze to zalezy od sposobu podejscia do
              nauki?Trudno mi powiedziec,w kazdym razie,jak zaczynalem cos "jarzyc" z danego
              przedmiotu,wchodzila logika i od razu bylo sto razy latwiej.Poza tym,jest jedna
              rzecz,z ktora moocno bym dyskutowal-mianowicie,iloraz inteligencji potrzebny do
              napisania eseju,czy wyprowadzenie dowodu matematycznego-pierwsze wymaga
              wylacznie sprawnego poslugiwania sie jezykiem,a jesli chodzi o wyprowadzanie
              dowodow matematycznych,coz-zawsze uwazalem,ze medycyna to nie matematyka-i TUTAJ
              trzeba myslec.Matematyka to kojarzenie cyferek,medycyna to kojarzenie
              faktow-tyle,ze najpierw trzeba je poznac rozsadnie przemyslec.Poza tym,nie
              zgodze sie,ze kazdy "savant",jak to okresliles moze skonczyc te studia-nie
              liczac kilku egzemplarzy na rok,zasadniczo konczyli swoja kariere odpadajac na
              1szym,badz robiac po kilka razy 2gi,czasem nawet 3ci rok...ale,raczej nie wyzej...
              • sonic84 Re: A dr czego jestes?I ile razy zdawales na AM?: 20.07.07, 20:27
                O studiach medycznych mówi się w ten sposób-może je przejść nawet szympans,o ile
                odpowiednio długo będzie siedzieć nad książkami- tego samego nie można
                powiedzieć o np.matematyce,fizyce,filologii (zależy też jakiej) czy też
                większośći kierunków technicznych.

                Poza tym,jest jedna
                > rzecz,z ktora moocno bym dyskutowal-mianowicie,iloraz inteligencji potrzebny do
                > napisania eseju,czy wyprowadzenie dowodu matematycznego-pierwsze wymaga
                > wylacznie sprawnego poslugiwania sie jezykiem,a jesli chodzi o wyprowadzanie
                > dowodow matematycznych,coz-zawsze uwazalem,ze medycyna to nie matematyka-i TUTA
                > J
                > trzeba myslec.Matematyka to kojarzenie cyferek,medycyna to kojarzenie
                > faktow-tyle,ze najpierw trzeba je poznac rozsadnie przemyslec.


                EEEEE? ;) Napisanie eseju nie wymaga tylko i wyłącznie sprawnego posługiwania
                się jezykiem -to tak jakbyś powiedział że namalowanie arcydzieła wymaga tylko i
                wyłącznie dobrej jakości pędzla a rozwiązanie skomplikowanego zadania np.
                drogiego kalkulatora.Tutaj jest niezbędna właśnie umiejętność logicznego
                myślenia,kreatywność i IQ ,których zwykle nie wykorzystuje się podczas studiów
                medycznych ,albo lepiej-korzysta się z nich w sposób niewielki bo i problemy , z
                jakimi student medycyny musi się zmierzyć ,są trywialne jeśli chodzi o poziom
                skomplikowania.


                Poza tym,nie
                > zgodze sie,ze kazdy "savant",jak to okresliles moze skonczyc te studia-nie
                > liczac kilku egzemplarzy na rok,zasadniczo konczyli swoja kariere odpadajac na
                > 1szym,badz robiac po kilka razy 2gi,czasem nawet 3ci rok...ale,raczej nie wyzej


                Doprawdy? Znam jednego osobiście i już jest po czwartym roku chodziaż
                umiejętność myślenia jest mu obca.

                Reasumując-studia medyczne myślenia nie wymagają natomiast praca lekarza
                owszem-tutaj jest niezbędna wcześniej wspomniana kreattywnośc,szybkośc z jaką
                wyciąga się wnioski,logiczne myślenie inne cnoty umysłu.pzdr.
              • logo.vlad Re: A dr czego jestes?I ile razy zdawales na AM?: 20.07.07, 21:38
                dwimmerling napisał tekst co najmniej mocno kontrowersyjny, jeśli nie wręcz bzdurny:

                > Poza tym,jest jedna rzecz,z ktora moocno bym dyskutowal-mianowicie,iloraz
                > inteligencji potrzebny do napisania eseju,czy wyprowadzenie dowodu
                > matematycznego-pierwsze wymaga wylacznie sprawnego poslugiwania sie
                > jezykiem,

                Nie tylko. Dwimmerling, nie tylko. Choć może i faktycznie owa "iskra boża" różniąca hiperpoprawną i nudną jak flaki z olejem pracę "wypracowaniową" od DOBREGO eseju nie zawsze ma bezpośrednie przełożenie na klasycznie mierzone IQ, to jednak samo dobre opanowanie języka ni diabła nie wystarczy...

                > a jesli chodzi o wyprowadzanie dowodow matematycznych,coz-zawsze
                > uwazalem,ze medycyna to nie matematyka-i TUTAJ trzeba myslec.Matematyka to
                > kojarzenie cyferek,medycyna to kojarzenie faktow.

                A tu toś Waszeć przegiął poważnie. Matematyka "szkolna" to faktycznie w znacznej mierze zabawa cyferkami, ale już tam - szczególnie jeśliś Waść miał solidnie wprowadzone całki czy różniczki, przyzwoicie zrobioną logikę, albo naprawdę dobrze przerobione prawdopodobieństwo - nie dało się nie zetknąć z zadaniami będącymi sporym wyzwaniem dla intelektu. Myśleniem, a nie mechanicznym podstawianiem. Fizyka podobnie.

                BTW - Podsuwam podstawowy test na odróżnienie pawiana od człowieka: Pawian niekiedy jest w stanie zapamiętać z osobna wariota z gejem luzakiem, ale z klapniętego już nie policzy. Humanoidy odwrotnie... (nawet do szympansów trzeba zastosować mocniejsze testy).
                • dwimmerling Re: A dr czego jestes?I ile razy zdawales na AM?: 21.07.07, 00:01
                  Ok,powoli-ja sie zgadzam z tym,ze matma jest logiczna.Tylko,ilosc "zmiennych" i
                  ich "jakosc",ze tak sie wyraze,w porownaniu do wiedzy medycznej jest mizerna...


                  Btw.tekst roku-"inteligencja na filologiach"-gratuluje autorowi poczucia
                  humoru.Ewentualnie rozwazalbym na klasycznej...
                  • sonic84 Re: A dr czego jestes?I ile razy zdawales na AM?: 21.07.07, 00:42
                    a studiowałeś matematykę?;)
                  • logo.vlad Re: A dr czego jestes?I ile razy zdawales na AM?: 21.07.07, 01:06
                    OK, OK, ale zdaje się że porównujemy nie pracę matematyka z pracą lekarza, tylko studia medyczne z matematycznymi. A o ile typek niezdolny do logicznego myślenia z matematyką czy fizyką rozstaje się na dzień dobry i nikt po nim nie płacze (w czasach kiedy na fizykę i astronomię szło niewielu do nauki a dużo uciekających przed armią legendą stała się wywieszka "zajęcia trzeciego roku astronomii odwołane z powodu choroby studenta" ;), o tyle obserwacja kolegów z medycyny wskazywała, że u nich odłów społecznie przystosowanych durniów - bo dureń podskakiewicz wszędzie jest pierwszy do odstrzału - jeśli tylko wykazywali się dobrą pamięcią, zdecydowanie nie następował na dzień dobry. Po prostu zamiast przechodzić z roku na rok, to się przeczołgiwali...
                    • dwimmerling Re: A dr czego jestes?I ile razy zdawales na AM?: 21.07.07, 02:31
                      No dobra.Choc przyznaje to z bolem,jednak macie racje.A przynajmniej-czesciowo;)

                      Sonic-nie,ale znam kogos,kto byl...;)
                    • sonic84 Re: A dr czego jestes?I ile razy zdawales na AM?: 21.07.07, 14:15
                      jeśli tylko wykazywali się dobrą
                      > pamięcią, zdecydowanie nie następował na dzień dobry. Po prostu zamiast przech
                      > odzić z roku na rok, to się przeczołgiwali...

                      Noo niestety.Tak teraz nie jest ,przynajmniej nie na mojej uczelni.Dobra pamięć
                      wystarczy do zapewnienia sukcesów na studiach medycznych (mam na myśli
                      bezproblemowe zdawanie egzaminów).mam pokazne grono znajomych ,w tym ludzi
                      ,których z nam jeszcze z czasów licealnych i niektórzy z nich radzą sobie
                      naprawdę ok,mimo iż z myśleniem jest u nich bardzo cieniutko.Obawiam się,iż ich
                      przyszła praca może okazać się dla nich bolesna w skutkach. :(
          • logo.vlad Re: A dr czego jestes?I ile razy zdawales na AM?: 20.07.07, 13:37
            > Nie,nie moge sie zgodzic.Anatomia-do wyrycia,albo do zrozumienia,fizjo-tak
            > samo.Poza tym,na tym nie koncza sie przeciez egzaminy teoretyczne!A
            > biochemia,farma/zycze powodzenia w ryciu na pamiec obu-przeciez dobrze
            > wiesz,ze albo zalapiesz o co w tym chodzi,albo sie nie nauczysz.../,po drodze
            > mikroby/fakt,te glownie do wyrycia/,czy patofity...

            Jeśli mogę się jako pigularz wtrącić - na moim wydziale zajęcia prowadzone na
            katedrach wydziału lekarskiego (fizjo, patofizjo, do pewnego stopnia biochemia)
            miały opinię stosunkowo najbardziej "rytych", a najmniej rozumowych. Może to po
            części skutek raczej chemicznego niz medycznego charakteru pierwszych lat
            farmacji, może podejścia sporej części asystentów, traktujących pigularzy jak
            gorszy gatunek studenta, ale używane na wydziale określenia "Konturkologia"
            i "Thorroryzm" dośc dobrze określały obraz owych przedmiotów. Wrycie na pamięć,
            słowo w słowo, całości skryptów ww. autorów - niekoniecznie ze zrozumieniem -
            było w zasadzie jedyną metodą uzyskania sensownej oceny. (a przynajmniej jedyną
            legalną, o wieczorowych różne opowieści krążyły...)

            O anatomii (niby była - ale mój brat na ASP miał tego chyba więcej), embrio
            (oj, jak niecenzuralnie się o tej katedrze koledzy z lekarskiego wyrażali) i
            reszcie czysto lekarskiej specyfiki z wiadomych względów wypowiadać się nie
            mogę, ale jeśli było podobnie lub gorzej...
            • dwimmerling Re: A dr czego jestes?I ile razy zdawales na AM?: 20.07.07, 14:19
              Hm,a tak z drugiej strony-poruszamy tematy fizjo,anatomii,czyli przedmiotow z
              poczatku studiow-tak wiec,czesci teoretycznej...i jest to material,ktory trzeba
              poznac-zeby potem moc jakos rozsadnie przebrnac przez kliniki-nie wyobrazam
              sobie zaliczenia przedmiotow klinicznych,bez tej podstawowej wiedzy
              teoretycznej.A prawda jest taka,ze potem np.czesc pytan w nauce do egzaminu z
              danej kliniki sie olewa,bo da sie wykombinowac z podstawowej wiedzy /czesc,ale
              jednak zawsze.../
              • dwimmerling Re: A dr czego jestes?I ile razy zdawales na AM?: 20.07.07, 14:25
                A tak swoja droga,zmieniajac troche temat-cholera,fajne czasy to byly...do
                dzisiaj pamietam,jak ze skrypcikiem z anatomii chodzilem do kibelka;)
                • logo.vlad Re: A dr czego jestes?I ile razy zdawales na AM?: 20.07.07, 14:41
                  Taaa... piękne byli caszy;)
                  Qmpel (na "chemii lęków") to juz sie nawet nie bawił w branie książki, tylko
                  zwyczajnie drzwi wychodka wzorami wytapetował...
                  • dwimmerling Re: A dr czego jestes?I ile razy zdawales na AM?: 20.07.07, 14:46
                    Ale wesolo przynajmniej bylo;)
                    Heh,ja szczerze mowiac na biochemii oplakatowalem pokoj wzorami/tego akurat
                    nigdy nie zrozumiem-po co lekarz ma wiedziec,jaki wzor chemiczny ma
                    np.pirogronian;)/
                    Na farmie podobnie,tyle ze "trescia"-podzialami i podobnymi...nawet lodowka
                    dostala cos dla siebie;)
              • logo.vlad Re: A dr czego jestes?I ile razy zdawales na AM?: 20.07.07, 14:37
                Cóż, nie ja je pierwszy poruszyłem. I masz rację, że później to ma zapewne
                zastosowanie. Tylko jeśli, żeby do tego zastosowania dojść, trzeba pamiętać że
                na stronie 132 neurokonturka aferentny "jest przewodzony", a na 147
                eferentny "biegnie" (bo w razie pomyłki pała za nieznajomośc skryptu), to ja
                podziękuję... w takich warunkach zdolność jakiegokolwiek myslenia zanika
                samoistnie...

                P.S. Troszkie przejaskrawiam, ale za podobne rzeczy na fizjo potrafili jeśli
                nie duże kolokwium, to przynajmniej kartkóweczkę upupić...
                • dwimmerling Re: A dr czego jestes?I ile razy zdawales na AM?: 20.07.07, 14:44
                  Heh,moze to kwestia innej AM,badz zmiany czasow-coz,dla mnie fizjo byla jedna z
                  bardziej przyjaznych katedr...Meczyli,bo meczyli,czesto o pierdoly,ale bez
                  przeginania jakiegos strasznego.../fakt,ze tak jak mowisz bylo na farmie-ale to
                  inna bajka;)/
                  • zzz12 Re: A dr czego jestes?I ile razy zdawales na AM?: 20.07.07, 14:50
                    Mnie by wolami nie zaciagneli z powrotem na uczelnie. Niby ok, zdobylam dzieki
                    niej interesujacy zawod, ktory z powodzeniem moge wykonywac rowniez poza
                    Polska :-P , ale nie wspominam okresu studiow jako milego, rozrywkowego czasu,
                    do ktorego chcialoby sie wrocic. Never ever.
                    • dwimmerling Re: A dr czego jestes?I ile razy zdawales na AM?: 20.07.07, 14:59
                      Wiesz,to tez zalezy...wiem,ze nigdy w zyciu nie chcialbym powtarzac np farmy-o
                      nieee...jedno pieklo starczy...;)
                      • zzz12 Re: A dr czego jestes?I ile razy zdawales na AM?: 20.07.07, 15:07
                        a ja nigdy w zyciu nie chcialabym powtarzac anatomii, biofizyki, biochemii,
                        fizjologii, mikrobow, farmakologii...
                        Mam dalej wymieniac? ;-)
                        • dwimmerling Re: A dr czego jestes?I ile razy zdawales na AM?: 20.07.07, 15:10
                          nie,jeszcze pamietam mniej wiecej spis przedmiotow...;)

                          Chociaz,moglbym powtorzyc medycyne molekularna/czy jakos tak sie to nazywalo/-3
                          seminaria,bez zadnego zaliczenia,w dodatku taka fajna laska prowadzila...achh...;)
                • loraphenus Re: A dr czego jestes?I ile razy zdawales na AM?: 20.07.07, 14:45
                  a ja z innej strony uderzę - powiedzmy szczerze - ludzie wybitnie inteligentni
                  na AM mają z reguły problemy -bo ich mózgi się buntują -oni myślą to co robią -
                  io buntują się -zaraz, po co mam się tego uczyć ?

                  Po co i na co ?

                  A takie postępowanie jak myślenie w warunkach polskich jest ryzykowne.
                  • dwimmerling Re: A dr czego jestes?I ile razy zdawales na AM?: 20.07.07, 14:48
                    Hm,ja bym na to popatrzyl z troche innej strony-faktycznie,spora czesc wiedzy
                    np.z immunologii,z genetyki,czy z mikrobow/po ch... ja mam wiedziec,co to
                    podloze Sauborne'a i co sie na nim sieje?;)/ to pomylka,bez wizji zadnego
                    zastowoania praktycznego w przyszlosci...
                  • zzz12 Re: A dr czego jestes?I ile razy zdawales na AM?: 20.07.07, 14:55
                    Nie zgodze sie. Znam jednostki naprawde wybitne, ktore przez studia na AM
                    przeszly bezproblemowo, przy czym potrafily swietnie rozdzielic czas poswiecony
                    na nauke ( co skutkowalo bardzo wysokimi ocenami i stypendium kujonskim) od
                    czasu na uprawianie hobby, odpoczynek, zycie towarzyskie. I niekoniecznie mam
                    na mysli dzieci profesorskie (ktorych sytuacja, wiadomo, zawsze byla
                    szczegolna), ale rowniez osoby "bez plecow", z zupelnie nielekarskich rodzin.
                    • logo.vlad Re: A dr czego jestes?I ile razy zdawales na AM?: 20.07.07, 19:29
                      Wszystko racja, tym niemniej u nas na niektórych katedrach - werbalnie zachęcających do dopytywania się - pytanie "co?" akceptowano, na "jak?" reagowano z widoczną odrazą, po "dlaczego?" zdobywało się opinię wywrotowca, a za "po kiego?" miało się jak w banku pałę z najbliższej odpytki. Niezależnie od stanu wiedzy. I nie przypuszczam, żeby na medycynie było jakoś inaczej...
    • atenka11 Re: Na medycyne zawsze szli ludzie z problemami i 20.07.07, 21:05
      A ja fizjologie, biochemie, farme wspominam jako super ciekawe.Mozna wykuc, a
      mozna czesc wykuc czesc pokombinowac samemu-szybciej wchodzi. Mi w psychiatrii
      sie bardzo przydaja.A stypendium kujonskie, mialam z bardzo prozaicznej
      przyczyny bylo to prawie 500zl, a moja pierwsza pensja, po stazu 800 brutto.
      Bardziej odmozdzona czulam sie wtedy dyzurujac po 14 dyzurow w miesiacu...
      • jeanne72 Re: Na medycyne zawsze szli ludzie z problemami i 20.07.07, 21:52
        Uważam, że fizjologia, biochemia, patofizjologia, histologia są bardzo
        potrzebne. Nawet znacznie bardziej niż anatomia. Jeśli ktoś umie i rozumie (!)
        te przedmioty,poradzi sobie z wieloma problemami klinicznymi. Laikowi wystarczy
        wiedzieć np., co powinien jeść, aby być zdrowym. Lekarz powinien wiedzieć
        także, dlaczego tak jest - a tu bez biochemii ani rusz. Nie chciałabym myśleć,
        że fenyloalanina w słodzikach jest trucizną, że cukier jest człowiekowi zbędny
        do życia, a miażdzyca jest skutkiem nadmiaru cholesterolu we krwi.
        • zzz12 jeanne, studiujesz medycyne? 21.07.07, 00:01

          bo teoretycznie masz racje, ta cala wiedza ma sens, zwlaszcza, jesli uczyloby
          sie lacznie np. anatomii, fizjologii i biochemii, a nie jako trzech oderwanych
          od siebie przedmiotow. I gdyby dydaktyka ukierunkowana byla na chec nauczenia
          studentow, przygotowaniqa ich do wykonywania zawodu lekarza, a nie jedynie na
          nieustannym traktowaniu nas jak g.owniarzy, ktorym nalezy na kazdym kroku
          udowadniac, jakimi sa matolami i ignorantami. Kto z was pamieta, co to jest
          chrzastka Y? To pytanie starczylo, zeby ulac cala grupe. Dlatego mam taki
          niesmak i rozmawiajac z innymi absolwentami mojej szkolki nie jestem w tym
          odosobniona.
          • jeanne72 Re: jeanne, studiujesz medycyne? 21.07.07, 00:18
            Tak, studiuję :) Akurat na mojej uczelni te przedmioty były raczej dobrze
            prowadzone, poza anatomią, na myśl o której jeszcze dostaję dreszczy...Na
            fizjologii naprawdę sporo się nauczyliśmy, a jednocześnie mieliśmy dobrą zabawę,
            przeprowadzając na sobie nawzajem badania. Był to najprzyjemniejszy przedmiot
            biorąc pod uwagę cały I i II rok. Przez biochemię i histologię niestety sporo
            osób odpadło, ale za to do tej pory wszyscy ją mają w jednym palcu...
            Ja zawsze starałam się łączyć wszystko ze sobą, ale rzeczywiście nikt nam w tym
            raczej nie pomagał. Immunologię i patofizjologię też lubiłam i nie wyobrażam
            sobie, żeby się tego uczyć wyłącznie teoretycznie.Właściwie jedyną typową
            "pamięciówką" wg mnie jest anatomia.I najmniej przydatną jednocześnie.
            • dwimmerling Re: jeanne, studiujesz medycyne? 21.07.07, 02:57
              Hm,czyzby Poznan?/skoro wzmianka o histolotku i biochemii/
              • jeanne72 Re: jeanne, studiujesz medycyne? 21.07.07, 12:35
                Nie, nie Poznań.

                Pewnie że anatomia chirurgom jest potrzebna, ale innym lekarzom wystarczyłaby
                połowa tych informacji, których trzeba było się nauczyć. A nie sadzę, by lekarz
                rozpoczynający specjalizację z chirurgii pamiętał wszystkie szczegóły z
                anatomii, pewnie i tak musi się tego uczyć od nowa... No ale może się mylę.
                • dwimmerling Re: jeanne, studiujesz medycyne? 25.07.07, 18:21
                  Heh,obstawialem poznan po wzmiance o histolotku i immunach;)

                  Wiesz,tutaj sie nie zgodze-osobiscie uwazam,ze wieksza czesc anatomii jest
                  potrzebna w praktycznie kazdej specjalizacji.Lekarz rozpoczynajacy specjalizacje
                  z chirurgii nie musi pamietac wszystkich szczegolow z anatomii.Co nie zmienia
                  faktu,jest to mile widziane...;)
          • loraphenus Re: jeanne, studiujesz medycyne? 21.07.07, 03:03
            chrząstka Y w obrębie acetabulum ? Oczywiście.

            Rozumiem że n.skalisty głeboki jako nervus Vidii to przesada, podobnie jak nie
            egzekwowałbym nazw własnych (ligamentum inguinale - ligamentum Poupartii, czy
            wiezadeł Humphrey'a i Wrisberga, ale bez przesady.

            Chrząstka Y ma akurat duże znaczenie w powiązaniu z badaniem małego dziecka -
            objawy Ortolaniego etc...

            Łza kochlera jako wykusz stropu panewki także ma znaczenie..Zły przykład dobrano.
        • loraphenus Re: Na medycyne zawsze szli ludzie z problemami i 21.07.07, 03:00
          tak, znacznie bardziej niż taka anatomia. Zwłaszcza zabiegoqwiec musi na pamięc
          o każdej porze dnia i nocy umieć reakcje anaplerotyczne i przemiany
          deltaaminolewulinianu i kwasu urodeoksycholowego zamiast znać się na topografii.

          Coś chyba z gatunku zakuj zalicz zapamiętaj....
          • dwimmerling Re: Na medycyne zawsze szli ludzie z problemami i 21.07.07, 03:05
            ...zapij...;)
    • atenka11 Re: Na medycyne zawsze szli ludzie z problemami i 20.07.07, 21:11
      A wzor pirogronianu jest po to zyby wiedziec ze z niego glukoza da sie zrobic ,
      a ten nieszczesny pirogronian z rozpadu aminokwasow, a np z tluszczu nie ma
      sily. Ani rirogronian ani glukoza ani aminokwasy. Dlatego w katabolizm przy
      glodowce takze wchodza bialka, nie tylko tluszcze. itd
      • dwimmerling Re: Na medycyne zawsze szli ludzie z problemami i 21.07.07, 00:10
        > A wzor pirogronianu jest po to zyby wiedziec ze z niego glukoza da sie zrobic ,
        He,he,ale ja to pamietam,mimo ze nie pamietam wzoru;)


        > a ten nieszczesny pirogronian z rozpadu aminokwasow, a np z tluszczu nie ma
        > sily. Ani rirogronian ani glukoza ani aminokwasy. Dlatego w katabolizm przy
        > glodowce takze wchodza bialka, nie tylko tluszcze. itd

        Uuu,tutaj bym dyskutowal.Laczac ochlapy wiedzy,ktore mi pozostaly z
        biochemii,wydaje mi sie,ze spokojnie tluszcze przejda w pirogronian przez
        /bodajze/ acetylo-CoA,aminokwasy troche inaczej-ale tez...
        Zreszta-po co to wiedziec,jesli pamieta sie,ze przy glodowce wlacza sie
        katabolizm i bialek i tluszczow...?;)
        • atenka11 Re: Na medycyne zawsze szli ludzie z problemami i 21.07.07, 12:16
          Z wzoru mozna dokombinowac ze nie powstanie z ACetyloCoA ani pirogronian ani
          glukoza.
          Ja ze sprzeciwem przyjelam medycyne srodowiskowanp budowe oczyszczalni sciekow.
          Wyparlam ze swiadomosci ze taki przedmiot istnieje.
          Anatomia do poukladania sobie czlowieka z tej ukladamki potrzebna.
          Moze ja jakas nietypowa jestem, ale studia wspominam jako ciekawe i w
          zasadzie , po opanowaniu jakiejs podstawowej wiedzy wszystko (no prawie)stawalo
          sie pasjonujace z lukami wymagajacymi zapelnienia. Specjalizacje trzeba bylo
          wybrac jedna.Nie byl to latwy wybor.
          Kolejnosc wybor potem egzamin, byla gorsza niz teraz Lep, a potem wybor. A
          egzamin podobny.
          • jeanne72 Re: Na medycyne zawsze szli ludzie z problemami i 21.07.07, 12:30
            atenka11 napisała:

            Specjalizacje trzeba bylo
            > wybrac jedna.Nie byl to latwy wybor.

            Hmm, żeby jeszcze każdy miał ten wybór...
            • atenka11 Re: Na medycyne zawsze szli ludzie z problemami i 21.07.07, 12:52
              Po roku pol roku pracy na etacie zdawalam na rezydenture moglam ryzyk-fizyk
              zdawac na inna niz psychiatria gdzie pracowalam. Taki byl ten hipotetyczny
              wybor. Obazowki ktora mi sie marzyla robic nie moglam, bo nie bylo takich
              miejsc specjalizacyjnych.
    • kingusi Re: Na medycyne zawsze szli ludzie z problemami i 23.07.07, 19:42
      dr_bez_hab napisała:

      > kompleksami. Kiedys po to, by wyhaczac pielegniarki do syta i czuc sie
      > lepszym niz klasa robotnicza.

      pytanie do wieprza bez habilitacji: co to znaczy wyhaczać pielęgniarki, bo ja
      albo nie zrozumiałam albo mamy tu do czynienia z jakimś marzycielem o tym by
      jego zonka chodziła w czepku pielęgniarskim po domku i biczowała mu ty łeczek, a
      on ja czasem wyhaczy jak mu wena minie i się na forum wyżyje????????
Pełna wersja