globerr
09.02.08, 21:17
Z prywatnej lecznicy do szpitala
Praska Prokuratura Okręgowa bada sprawę śmierci młodej kobiety. Na początku
czerwca - nieprzytomna - została przewieziona z prywatnej lecznicy do Szpitala
Praskiego. Tam po sześciu dniach zmarła
Lekarze z warszawskich szpitali mówią, że coraz częściej muszą przyjmować
pacjentów z prywatnych placówek. Często w niepublicznych klinikach nie ma
specjalistycznego sprzętu niezbędnego do udzielenia pomocy w przypadku
komplikacji.
26-letnia Agnieszka W. na początku czerwca miała w prywatnej lecznicy Enel-Med
przejść niewielką operację kosmetyczną. Tego samego dnia wieczorem
przywieziono ją nieprzytomną na oddział intensywnej terapii do Szpitala
Praskiego. - Trafiła do nas po długiej i nieskutecznej reanimacji. Jej mózg
był uszkodzony -mówi ordynator OIOM dr Hanna Petsch.
Niecały tydzień po przyjęciu kobieta zmarła. Renata Mazur z Prokuratury
Okręgowej Warszawa-Praga potwierdza, że w tej sprawie jest prowadzone
śledztwo. Przedstawiciele Enel-Medu nie chcą rozmawiać o śmierci kobiety.
Dlaczego zmarła?
Co wydarzyło się w trakcie przygotowania do zabiegu w Enel-Medzie? Na to
pytanie starają się odpowiedzieć specjaliści powołani przez prokuraturę.
Przeprowadzili sekcję zwłok, ale nie pozwoliła ona jednoznacznie ustalić, jaka
była przyczyna śmierci Agnieszki W. Według wojewódzkiego konsultanta ds.
anestezjologii i intensywnej terapii prof. Zbigniewa Rybickiego sekcja zwykle
nie daje odpowiedzi na wszystkie pytania. - Tylko w niektórych przypadkach
możemy mieć pewność, co spowodowało śmierć. Na przykład kiedy w czasie
usypiania doszło do pęknięcia tętniaka mózgu -mówi.
I dodaje, że w chirurgii kosmetycznej pacjentom podawana jest często duża
dawka adrenaliny, która zmniejsza krwawienie w czasie zabiegu. - To może
prowadzić do wywołania wstrząsu anafilaktycznego. Kolejną przyczyną może być
podanie przez pomyłkę dożylnie środków używanych do znieczulenia
zewnątrzoponowego. Są one bardzo kardiotoksyczne, mogą doprowadzić do
zatrzymania pracy serca - wyjaśnia profesor.
Biegli przeanalizują też dokumentację i przesłuchają świadków, sprawdzą, czy
kobieta nie za późno trafiła na oddział intensywnej opieki.
Enel-Med nie ma własnego OIOM, dlatego od 2004 roku ma podpisane porozumienie
z Wojskowym Instytutem Medycznym przy ul. Szaserów, który jest najbliżej ul.
Gilarskiej na Zaciszu, gdzie mieści się prywatny szpital. Agnieszka W. jednak
tam nie trafiła.
-Oddział jest remontowany, mamy zmniejszoną liczbę stanowisk intensywnej
opieki - wyjaśnia dr Wojciech Lubiński z WIM.
Z informacji "Rz" wynika, że lekarz z prywatnej lecznicy zdecydował się na
wystawienie skierowania dla pacjentki do szpitala Bródnowskiego przy ul.
Kondratowicza. Ostatecznie trafiła ona na OIOM do szpitala Praskiego przy al.
Solidarności.
Dlaczego karetka z Targówka jechała na Bródno, a stamtąd na Pragę? Pełnomocnik
zarządu ds. medycznych Enel-Medu Małgorzata Sanokowska-Wójcik wyjaśnia, że
takie są procedury. - Kiedy w szpitalu, z którym jest podpisana umowa, brakuje
miejsc, personel karetki decyduje się na umieszczenie pacjenta w najbliższej
jednostce szpitalnej, która dysponuje takim miejscem -mówi.
Bardzo drogie przypadki
Brak miejsc intensywnej opieki medycznej w Enel-Medzie nie jest niczym
wyjątkowym. Szefowie niepublicznych lecznic wyjaśniają, że stworzenie takich
stanowisk jest bardzo kosztowne.
-Wystarczy, że mamy podpisane porozumienie z publiczną placówką, która ma taki
oddział - wyjaśnia wiceprezes prywatnego Centrum Anin Marek Szufladowicz.
Dyrektorzy warszawskich publicznych szpitali szacują, że rocznie do ich
placówek trafia średnio od kilkunastu do kilkudziesięciu pacjentów prywatnych
lecznic, u których doszło do powikłań w trakcie lub po leczeniu. Tylko wciągu
jednego miesiąca do szpitala przy ul. Lindleya przyjęto aż 32 osoby z
niepublicznych placówek. W tym samym czasie największa lecznica w kraju, przy
ul. Banacha, miała prawie 40 takich przypadków. - Nie wszyscy trafiają do nas
w ciężkim stanie - zaznacza dyrektor ds. lecznictwa placówki przy ul. Lindleya
prof. Janusz Wyzgał. - Najwięcej takich pacjentów zgłasza się do nas z
powikłaniami po zabiegach ortopedycznych, urologicznych bądź okulistycznych.
Zastępca dyrektora placówki przy ul. Czerniakowskiej dodaje, że dużą grupę
stanowią też kobiety z powikłaniami ginekologicznymi.
-Kiedy w czasie porodu pacjentka zaczyna bardzo krwawić lub też gdy są
problemy z dzieckiem, wtedy przewożona jest do nas -mówi dr Agata
Horanin-Bawor. Wciągu ostatnich sześciu miesięcy lekarze z OIOM ze Szpitala
Praskiego zajmowali się trzema pacjentami prywatnych lecznic. Jeden z nich
dostał silnego krwotoku w trakcie operacji przepukliny.
Dyrektorzy szpitali wielokrotnie mówili o tym, że kosztami leczenia takich
pacjentów należałoby obciążyć prywatne przychodnie.
- Leczenie jednego chorego z komplikacjami może nas kosztować nawet kilkaset
tysięcy złotych - mówi dr Agata Horanin-Bawor.
Publiczne szpitale nie mogą odmówić przyjęcia i leczenia pacjenta prywatnej
placówki na własny koszt. W większości są to osoby ubezpieczone, a poza tym do
udzielenia pomocy zobowiązuje lekarzy ustawa o szpitalach.