Zmarło dziecko. I co dalej?

06.03.08, 11:06
W 1986r w Kanadzie doszło do tragedii: zderzył sie pociag osobowy z towarowym. Żywcem spłonęło ponad 20 osób. Po wnikliwym sledztwie okazało się, że wine ponosi kierujący pociągiem towarowym (zasnął), hamulcowy (zasnął) i kontroler który jechał na końcu pociągu (tez spał)
Ale:
Winne również zostało uznane ówczesne kierownictwo kolei, odpowiedzialne za:
- złą organizację pracy (kolejarze byli przepracowani)
- przestarzały sprzęt (łatwo można było "oszukać" urządzenia, które miały zadziałać w przypadku zaśnięcia kolejarzy)

Zmiana organizacji pracy, nowoczesny tabor to dało efekt. Od 1986r nie doszło w Kanadziew do takiej tragedii


    • barabara6 Re: Zmarło dziecko. I co dalej? 06.03.08, 11:29
      Ja już widzę, co sie bedzie działo! Dyrektorka zwali winę na ordynatora, ordynator na pielegniarkę, pielęgniarka na poradnię. Może ktoś wyleci z pracy. I co? I g..no. Nikt sie nie zastanowi nad tym, dlaczego tak sie stało. I co można zrobić, jakie mechanizmy (procedury) wprowadzić, żeby się tak już nie zdarzało. Co jest praprzyczyną tej tragedii?? Złe szkolenie pielęgniarek?? Zbyt mało lekarzy na SOR czy pediatrii?? Rozdęta biurokracja - "nie ma papierka - nie ma człowieka"??? Może wystarczy wprowadzić sieć komputerową do szpitala i zasadę, że KAŻDY kto sie zgłasza na IP musi być wprowadzony do systemu?? Wtedy rejestratorka nie tylko "posyła" matke na SOR ale musi to wprowadzić do systemu (2-3 kliknięcia myszką) i problerm skierowania nie istnieje??
      A może tam pracuje za mało pediatrów, i trzeba ich zatrudnić więcej??
      A może w końcu dotrze do niektórych ludzi, że szpital to nie fabryka, on nie ma przynosić zysków i przestaniemy bredzić o wydajności; Bo moim zdaniem tutaj tez sa ważne pieniądze. Chore dziecko to dziecko kosztowne: bo trzeba zrobić morfologię, może mocz, może USG - i stąd to przerzucanie kosztów: z poradni do szpitala, z jednego oddziału na drugi.
      W moim szpitalu nie jest ważne czy ktos został dobrze zdiagnozowany, wyleczony - ważne są punkty. Oddział wyrobił kontrakt - słyszymy od ordynatora. Oddział przekroczył limity na leki, badania. Nie jest ważne to co robisz, czy to co robisz ma sens, czy komus pomagasz czy tylko udajesz; ważne jest, by się zmieścić w limicie.
      Oddział przynosi straty - słyszy szef od dyrektora. Szpital przynosi straty, nie bedziemy do niego dokładać, trzeba wdrożyć oszczędności - słyszy dyrektor od burmistrza. "wicie - rozumicie" - musicie se jakoś dac radę - słyszy burmistrz od wojewody. Trzeba uszczelnić system - słyszy wojewoda od ministra
      Nie mamy pieniędzy w budżecie, przeciez Irak, Afganistan, F-16, dopłaty bezpośrednie, autostrady...
      Ech, czas chyba wybyć do jakiekoś normalnego kraju
      • co_dzienna a może wprowadzić zasadę, że SOR jest darmo.. 06.03.08, 11:56
        za procedury ratowania życia płaci państwo, reszta świadczeń - te
        wszystkie procedury NFZ.
        Wtedy nawet mozno ograniczonej umysłowo osobie nie przyjdzie do
        głowy sprawdzać ubezpieczenie i domagać się skierowania.

        • maretina Re: a może wprowadzić zasadę, że SOR jest darmo.. 06.03.08, 18:25
          a na zapleczu soru bedzie pani od drukowania pieniedzy. na sorze tez
          powinny wowczas byc pokoje, w ktorych przyjmuja lekarze pierwszego
          kontaktu....
          • co_dzienna Re: a może wprowadzić zasadę, że SOR jest darmo.. 10.03.08, 10:22
            oddział ratunkowy ratuje ludzi.
            A procedury są od tego, by każdy pracujący tam człowiek wiedział co
            może i powinien robić w określonych sytuacjach.
            Dzięki dobrym procedurom nie będą potrzebne ani maszynki do
            produkowania pieniędzy, ani nie będą niepotrzebnie umierały dzieci,
            tylko dlatego, że dla kogoś papierki były najważniejsze.
            Pewnych sytuacji się nie przeskoczy, ale chyba lepiej zdiagnozować
            czasem jedną, czy 2 osoby niepotrzebnie, niż pozwolić na to, by z
            powody czyjejś głupoty umarł człowiek.
            Procedury mają to do siebie, że są idiotoodporne.
      • st.lucas A ja jestem za pieni€dzmi, byle konsekwentnie. 06.03.08, 13:07
        System ma byc taki, zeby "wykazywal" cene zdrowia i zycia. Nawet
        poprzez wysokie odszkodowania.
        To socjalizm, albo inaczej, naiwnie pojmowane milosierdzie prowadzi
        do balaganu.
        Vide Polska i vide USA.
        Mocne, twarde prawo i ograniczone, ale mocne "twarde" panstwo - to
        recepta na sukces organizacyjny.
        To recepta na skuteczna ochrone zycia.
        • felinecaline Re: A ja smiem twierdzic, co nastepuje: 06.03.08, 13:26
          Jakkolwiek niespojny bylby "system" (a jest", jakkolwiek bezmyslna
          byla pielegniarka (a bez cienia watpliwosci byla) NIGDY niebedzie
          lepiej, jesli sie spoleczenstwu nie zakonotuje w glowach: nagle
          zachorowanie (pomijajac, choc niekoniecznie oslawiona "wysoka
          goraczke") - Dzwonic pod nr alarmowy Pogotowia Ratunkowego (zanim
          nie zadziala normalnie jek wszedzie w EU 112), dodzwoniwszy sie
          spokojnie i rzeczowo przedstawic sprawe dyspozytorowi,
          nie "upiekszajac", odpowiedziec krotko i zwiezle na zadawane pytania
          (prawde) i sluchac - dyspozytor albo wysle karetke, albo przekaze
          telefon lekarzowi regulujacemu i tu sytuacja sie najprawdopodobniej
          powtorzy i tu odpowiadac dokladnie prawde, cala prawde i tylko
          prawde.
          Regulator podejmie decyzje wyslania lub niewyslania pomocy, w
          przypadku niewyslania udzieli DOLKADNYCH i FACHOWYCH porazd odnosnie
          dalszego postepowania.
          Z nru alarmowego sluzb ratowniczych obywatele powinni byc
          odpytywani co miesiac o polnocy a KAZDE mieszkanie, instytucja,
          urzad, sklep, autobus, bus Arona powinny miec afisze z
          wydrukowanymi tymi numerami wywieszone na widocznym miejscu, w
          odpowiednim stanie czytelnosci i widzialnosci.Rola dziennikarza -
          nie szukanie i "nadymanie" afer ale informowanie spoleczenstwa. Do
          tej pory w tej, kolejnej, nieszczesliwej "aferze" ZADEN pismak
          zachlystujacy sie slowami oburzenia i krytyki nie pokusil sie o
          podanie jakiekolwiek "sciezki".
          I co tu sie dziwic aronowi i szlachcicowi, ze nie potrafia udzielic
          skutecznej pierwszej pomocy? Dziennikarze zapewne tez nie...sa
          natomiast bardzo zdolni i przedstawiaja wielka inwencje w podsycaniu
          animozji spolecznych.
          • st.lucas dzennikarze to hieny, oni zyja z padliny 06.03.08, 13:40
            vide Superexpress
            • daria45-net Re: dzennikarze to hieny, oni zyja z padliny 06.03.08, 17:40
              st.lucas napisał:

              > vide Superexpress


              Powinni przemilczec smierc dziecka, czyjas tragedie i nie czepiac
              sie SLUZBY?
          • aelithe Re: A ja smiem twierdzic, co nastepuje: 06.03.08, 19:09
            Feline po pierwsze powinny być procedury ratunkowe.
            W Polsce pogotowie w dalszym ciągu jest traktowane jako przychodnia
            na kółkach, która o każdej porze wypisuje recepty, a nie zajmuje się
            ratowaniem zycia.
            W większości krajów świata służba ratownicza ma przyjachać i zawieśc
            chorego do oddziału ratunkowego, ewentualnie do lekarza rodzinnego,
            a nie zajmować się leczeniem w domu.
            Poza tym należy przyjąć, że w warunkach polskich jest potrzbena
            kontrasygnata pacjenta w postaci możliwości zapłącenia za niecelowe
            wezwania.
            • felinecaline Re: A ja smiem twierdzic, co nastepuje: 06.03.08, 20:28
              W kraju, bedacym mniejszoscia wsrod krajow swiata, ale
              posiadajacym "sluzbe zdrowia" tak wedlug "zeznan" pacjentow jak i
              specjalistow - organizatorow na najwyzszym ponoc swiatowym
              poziomie, w ktorym to kraju mam przyjemnosc zyc jest tak, jak
              opisalm: nagle zachorowanie obojetne gdzie - w domu, miejscu pracy,
              na ulicy, w srodkach komunikacji - dzwoni sie na nr alarmowy
              Pogotowia (15) i tak, jak napisalam - po wysluchaniu powodu
              wezwania czesto po zadaniu kilku prostych dodatkowych pytan
              dyspozytor lub lekarz - regulator wysyla pomoc - albo karetke z
              sanitariuszami - ratownikami albo lekarza - urgentyste "wyjazdowego".
              W tym momencie NIKT nie zastanawia sie, z czego i czym wzywajacy
              zaplaci, zreszta i tak ogol mieszkancow tego dziwacznego kraju
              wlacznie z "nigdy niewyplacalnymi" ma tzw "couverture sociale" ,
              na ktora moze i malo entuzjastycznie, ale niemniej solidarnie i
              przymusowo (forma podatku) zrzuca sie cale spoleczenstwo z wyjatkiem
              najubozszych.
              Co w Polsce przeszkadza wprowadzeniu procedur, o ile wciaz ich nie
              ma?
              Na pocieche zapewniam Was, ze i tutaj czesto traktuje sie Pogotowie
              (to jezdzace i to "moje" 5=SOR) jako "przychodnie" - pierwszy powod,
              to wlasnie kolka, drugi to darmowosc.
              Ale z recepcji ani "mojego" a wlasciowie CH..kowego (ani
              jakiegokolwiek innego pomniejszego SORU NIKT nie odejdzie bez
              zbadania. Chba, ze "na wlasne zyczenie i ryzyko", zniechecony czesto
              dlugim (do 2 H) czekaniem na owo zbadanie.

              Co w Polsce przeszkadza spoleczenstwu znac nr alarmowy Pogotowia ?
              Co w Polsce uniemozliwia osobom doroslym, sprawnym fizyczni_e i
              umyslowo nauczenia sie paru gestow ratujacych zycie?...
              yjasnijcie mi to, bo inaczej umre glupia ;-D
      • snajper55 Re: Zmarło dziecko. I co dalej? 06.03.08, 14:01
        barabara6 napisał:

        > I g..no. Nikt sie nie zastanowi nad tym, dlaczego tak sie stało. I co można zro
        > bić, jakie mechanizmy (procedury) wprowadzić, żeby się tak już nie zdarzało.

        Podobnie trzeba się zastanowić jaki system wprowadzić, aby nie zdarzały się
        wypadki samochodowe. Ilość osób ginących w wypadkach jest tak duża, że w
        pierwszej kolejności należy zastanowić się, jakie mechanizmy (procedury)
        wprowadzić, żeby się tak już nie zdarzało.

        Choć mnie się wydaje, że takie systemy, mechanizmy czy procedury po prostu nie
        istnieją. Gdyż człowiek jest omylny.

        S.
        • felinecaline Re: Zmarło dziecko. I co dalej? 06.03.08, 14:41
          Takie mechanizmy (procedury) juz istnieja i nazywaja sie: zdrowy
          rozsadek, zasada ograniczonego zaufania i Kodeks drogowy.
          Jak dlugo kazdy przyglup, ktorego stac bedzie na wielki samochod o
          duzej mocy bedzie go traktowal jako oreze wojny z wszystkimi
          slabszymi (glownie, ale nie tylko) uzytkownikami drog ofiary beda
          padaly jak muchy.
          Wystarczy troche zdrowego rozsadku i KULTURY jazdy, popartej
          zdecydowana i surowa akcja szkoleniowo - prewentywna policji
          drogowej, aby ilosc wypadkow zmalala - tak stalo sie np w osttnich
          latach w "mojej" zabolandii.
    • szlachcic Re: Zmarło dziecko. I co dalej? 06.03.08, 11:58
      ale kierowanie pociagiem to zajecie odpowiedzialne
      czlowiek tam musi byc wypoczety
      Lekarz w Polsce moze pracowac 500 godzin miesiecznie
      eurokomuna na to pozwala jak sam sie lekarz na to godzi
    • zzz12 zaslyszane dzis w radiu 06.03.08, 12:38
      szwedzkim, nie polskim: w jednym tylko szpitalu w Göteborgu rocznie
      odnotowuje sie ca 1500 wypadkow pacjentow (upadkow), co prowadzi do
      dluzszej hospitalizacji, oraz wszystkiego, co sie wiaze z opieka nad
      pacjentami po takim urazie (nie liczac subiektywnego cierpienia
      owych pacjentow). Komentarz pracownikow szpitala: upadkom ulegaja
      najczesciej starsi pacjenci, czesto z demencja, chodza po oddziale w
      skarpetkach (slisko!), bo kapci czasem nikt im nie doniesie do
      szpitala, czesto sa to chorzy pod wplywem lekow, ktore moga
      powodowac zaburzenia rownowagi czy zawroty glowy. A zmniejszyc
      ryzyko takich wypadkow moga czasem zupelnie proste rzeczy: obuwie
      dla pacjentow, uchwyty na scianach i przy lozkach, aby chorzy mieli
      sie czego chwycic, ostrozna farmakoterapia z uwzglednieniem dzialan
      niepozadanych zlecanych lekow,rowniez- wiecej personelu sredniego i
      nizszego, aby poprawic nadzor i opieke nad chorymi, etc etc. Jest
      problem, trzeba probowac go rozwiazac, bez szukania kozlow ofiarnych.
    • andnow2 Wielki wstyd i draństwo, bo niestety nie pierwszy 06.03.08, 22:13
      raz z analogicznych powodów w ostatnim czasie zdarzył się taki
      podobny wypadek w polskiej ochronie zdrowia.
      • loraphenus Re: Wielki wstyd i draństwo, bo niestety nie pier 07.03.08, 20:19
        z analogicznych czyli nasz jurysta już wszystko wie, "nieprawdarz" ?

        swobodnie poruszą się w czasie i przestrzeni oceniając wszystko z łatwością.

        Szkoda tylko że nie posiada zdolności do pisania poprawnie po polsku, ale skoro
        natura dała adnow2 możliwośc perfekcyjnego spamowania wątków casusami Huberta
        oraz umożliwiła poruszanie sie w czasie i w przestrzeni to nie wymagajmy od
        adnow2 logiki, racjonalności czy też pisania słowa "nieprawdarz" poprawnie.
        • andnow2 Tobie coś zaszkodziło?! 07.03.08, 20:30
    • cava85 Ciszej nad tą trumną, pracownicy SZ... 06.03.08, 23:26
      • snajper55 Re: Ciszej nad tą trumną, pracownicy SZ... 07.03.08, 00:24
        Aron, szlachcic i spółka nie są pracownikami służby zdrowia.

        S.
        • obs2 Re: Ciszej nad tą trumną, pracownicy SZ... 07.03.08, 11:24
          dokładnie, a wypowiadający się tu lekarze też nie są ze "SZ", a
          często nie są również pracownikami.
          Trochę w pustkę zatem ten apel.
          • cava85 Re: Ciszej, pracownicy SZ... 08.03.08, 07:13
            To co napisałem znaczy to, i nic innego.

            Każdy kto współdziała w tej organizacji (SZ) firmuje swoim
            nazwiskiem jej skutki, czy chce , czy nie.

            Kto nie pracuje w SZ, niech pochyli się w milczeniu nad tragedią,
            jeśli ma choć trochę przyzwoitości.

            Wstyd, że to trzeba tłumaczyć.
            • obs2 Re: Ciszej, pracownicy SZ... 08.03.08, 08:45
              wstyd że trzeba tłumaczyć, że większość z nas nie poczuwa się do
              pracowania czy działania w SŁUŻBIE zdrowia.
              Ja nie pracowałem, nie pracuję i nie zamierzam pracować w służbie
              zdrowia.
              Należę do systemu ochrony zdrowia. Prywatnego i publicznego.
              Na służącego się nie godziłem.
              • andnow2 Konsekwentnie upierdliwy, to Ty jesteś. 08.03.08, 09:29
                obs2 napisał:

                > Należę do systemu ochrony zdrowia. Prywatnego i publicznego.
                > Na służącego się nie godziłem.


                Czy oby jesteś pewien, że "należysz" do kogoś lub czegoś?! Czy to
                określenie przypadkiem nie czyni niewolnika ze służącego, na którego
                się nie godziłeś?!
                • obs2 Re: Konsekwentnie upierdliwy, to Ty jesteś. 08.03.08, 11:15
                  > Konsekwentnie upierdliwy, to Ty jesteś.

                  jakieś zalety trzeba mieć.

                  > Czy oby jesteś pewien, że "należysz" do kogoś lub czegoś?

                  w jakimś sensie tak.

                  > Czy to
                  > określenie przypadkiem nie czyni niewolnika ze służącego

                  Zależy. Nie poczuwam się do bycia "służbą" co nie przeszkadza mi
                  wykonywać swych obowiązków jak najlepiej i z troską o pacjenta. Nie
                  muszę mu "służyć" żeby go leczyć zgodnie ze swą najlepszą wiedzą.
                  Pacjenci jakoś się nie skarżą.
                  Niewolnikiem nie jestem tym bardziej, że nie pracuję na etacie.
                  Co więcej, w dużym stopniu sam kształtuję zakres czasowy swej pracy.
                  Owszem, jestem niewolnikiem NFZetu, ale jest nim każdy kto ma do
                  czynienia ze świadczeniami opłacanymi przez NFZ.
                  Podsumowując, nie jestem pracownikiem, nie jestem sługą i co
                  najważniejsze, nie mam powołania, ale jakoś ciągnę ten zawód z
                  zadowoleniem własnym (pomimo warunków w jakich go tu uprawiamy) i z
                  zadowoleniem pacjentów. Czego chcieć więcej?
                  Kto się czepia, kto jest konsekwentnie upierdliwy?
                  • aron2004 Re: Konsekwentnie upierdliwy, to Ty jesteś. 08.03.08, 11:28
                    nie jesteście żadnymi niewolnikami - w każdej chwili możecie się
                    zwolnić z pracy i do widzenia. Nikt po was nie będzie płakał.
                    ]
                  • andnow2 O.K. przekonałeś mnie, 08.03.08, 11:55
                    obs2 napisał:

                    > jakieś zalety trzeba mieć.


                    jeśli mam pewność uzyskania pomocy medycznej w potrzebie, mogę i
                    raka nazywać rybą.
                  • szlachcic Re: Konsekwentnie upierdliwy, to Ty jesteś. 08.03.08, 17:45
                    slav z tym niewolnikiem to przesadziles
                    pamietaj ze zawsze mozesz zlozyc wypowiedzenie z pracy
              • cava85 Re: Ciszej, pracownicy SZ... 08.03.08, 13:16
                Kto nie pracuje w SZ, niech pochyli się w milczeniu nad tragedią,
                jeśli ma choć trochę przyzwoitości.
                Choć trochę.
    • zyg_maz Re: Zmarło dziecko. I co dalej? 07.03.08, 17:15
      Biurokratyczne i formalne spojrzenie na problem nie przyniesie
      raczej pozytku. Wiemy to wszyscy. Problem lezy w tym, by w kazdej
      sytuacji myslec i starac sie rozwiazac powstaly problem, zgodnie z
      wiedza i pozytkiem dla spoleczenstwa. Zadne struktury, organizacja,
      procedury czy algorytmy, tego nie zastapia. Niestety, srodowisko
      konowalow, jak wielokrotnie to podnosilem, jest pomyslunku
      pozbawione. O innych szlachetnych przymiotach nie wspomne. Zle
      prawo, przepis, myslacy czlowiek moze poprawic, postapic rozumnie. I
      odwrotnie , nawet najlepsze prawo, partacz potrafi wypaczyc.
      Tak wiec fajnie jest, do nastepnego strajku o podwyzki. Dla tej
      grupy ludzi male zarobki uniemozliwiaja bowiem, wlasciwe wykonywanie
      przyjetych na siebie obowiazkow.
      • szlachcic Re: Zmarło dziecko. I co dalej? 08.03.08, 11:54
        >Zadne struktury, organizacja,
        > procedury czy algorytmy, tego nie zastapia

        z tym sie nie zgadzam
        tak jak w wojsku byla instrukcja obslugi kibla bo prawdopodobnie nie
        wszyscy potrafili z niego korzystac tak teraz jest najlepszy czas
        aby dac srodowisku SZ instrukcje po co wybudowano szpital i kimu ma
        on slyzyc
        Mam nadzieje ze instrukcji dot korzystania z kibla nie potrzebuja
        ale pewny nie jestem
        tak wiec procedury sa potrzebne bo nie wiedza co robic
        dowod dala ta pielegniarka i dowod daja lekarze tu na forum

        >Niestety, srodowisko konowalow, jak wielokrotnie to podnosilem,
        >jest pomyslunku pozbawione

        tu pelna zgoda, ale dlaczego tak jest? jak bardzo studia medyczne
        uposledzaja lekarzy w sprawach pozazawodowych?

        • snajper55 Re: Zmarło dziecko. I co dalej? 08.03.08, 12:52
          szlachcic napisał:

          > tak jak w wojsku byla instrukcja obslugi kibla bo prawdopodobnie nie
          > wszyscy potrafili z niego korzystac tak teraz jest najlepszy czas
          > aby dac srodowisku SZ instrukcje po co wybudowano szpital i kimu ma
          > on slyzyc

          Ależ one są, tylko wielu, na przykład ty, ich nie zna i myli szpitalną izbę
          przyjęć z przychodnią rejonową. A czasem nie dość, że nie zna, to jeszcze uważa,
          że ich w ogóle nie ma lub że są całkiem inne niż w rzeczywistości. Niestety, w
          tym konkretnym przypadku nie znała ich także pielęgniarka.

          S.
          • szlachcic Re: Zmarło dziecko. I co dalej? 08.03.08, 13:20
            snajper55 napisał:

            > Ależ one są, tylko wielu, na przykład ty, ich nie zna i myli
            >szpitalną izbę przyjęć z przychodnią rejonową.

            przyklad z tym dzieckiem, z autobusem i z dzwoniacym spod szpitala
            po to aby pogotowie podjechalo pod szpital mowi co innego
            nie ma procedur
            a w zasadzie sa tylko ze kretynskie
            Ludzie muszawiedziec ze przyjscie bezposrednio do szpitala to
            - przypadek ciezki (moga sie zdarzyc nieuzasadnione wizyty jak
            zdarzaja sie takie na pogotowiu - to normalne)
            - przypadek ktory zdarzyl sie akurat pod szpitalem, tu zaliczm do
            niego ten z autobusem i z tym dzwonieniem po pogotowie spod szpitala
            sprzed 2 miesiecy

            Ludzie musza wiedziec ze wizyta taka w szpitalu moze byc pod pewnymi
            warunkami
            ja nie widze przeciwskazan do tego aby naduzywajacych "goscinnosci
            szpitala" ludzi obejrzal przez chwile lekarz i wywalil go bo uznaje
            ten przypadek za lekki
            TO SYSTEM NAUCZYL DZISIAJ LUDZI DO KOMBINOWANIA I NADUZYWAJA
            ODDZIALOW RATUNKOWYCH
            JEDNAK MYSLENIE LUDZI ZE W SZPITALU UDZIELA MI POMOCY JEST
            PRAWIDLOWA - ale nalezy wyedukowac ich wywalaniem z gabinetu, czy
            nawet kasowaniem pacjenta za nieuzasadniona ( wizyte ze mozna tam
            oczekiwac pomocy w naglych przypadkach
            Jak "karac" pacjenta za nieuzasadniona wizyte to sprawa do
            przedyskutowania i powiadomienia o tym spoleczenstwa
            Tylko tak zrobimy bormalnosc

            Swoim gadaniem propagujesz oszolomskie myslenie KTOREGO EFEKTEM JEST
            WLASNIE SMIERC TEGO DZIECKA
            no bo skad pielegniarka miala wiedziec ze to sepsa?
            nie wiedziala i powinna zabezpieczyc lekarza
            a lekarz jako fachowiec powinien decydowac zasadne czy niezasadne
            Moim zdaniem kasowanie pacjentow za nieuzasadnione wizyty
            rozwiazaloby problem

            ty niestety tak jak wiekszosc lekarzy tu swoim gledzeniem nie
            proponujesz rozwiazywania problemow tylko odepchniecie
            odpowiedzialnosci

            • snajper55 Re: Zmarło dziecko. I co dalej? 08.03.08, 15:30
              szlachcic napisał:

              > nie ma procedur
              > a w zasadzie sa tylko ze kretynskie

              Czyli już uzgodniliśmy, że procedury jednak SĄ i nie ma potrzeby żądać ich
              tworzenia.

              Według ciebie są one kretyńskie - według innych są sensowne.

              > Ludzie muszawiedziec ze przyjscie bezposrednio do szpitala to
              > - przypadek ciezki (moga sie zdarzyc nieuzasadnione wizyty jak
              > zdarzaja sie takie na pogotowiu - to normalne)

              Ludzie muszą wiedzieć, że szpital to nie przychodnia ani pogotowie. Do szpitala
              (poza oddziałem SOR) przychodzi się ze skierowaniem lub chorego przywozi
              pogotowie. Takie są procedury, których w innym poście żądałeś.

              > Ludzie musza wiedziec ze wizyta taka w szpitalu moze byc pod pewnymi
              > warunkami

              Jakimi ? W tej chwili jest jeden: szpital ma oddział SOR, który się przypadkami
              "z ulicy" zajmuje.

              > ja nie widze przeciwskazan do tego aby naduzywajacych "goscinnosci
              > szpitala" ludzi obejrzal przez chwile lekarz i wywalil go bo uznaje
              > ten przypadek za lekki

              A ja widzę. Lekarz nie ocenia przypadków na podstawie oglądania, tylko musi
              człowieka zbadać. Tego lekarza trzeba oddelegować do "oglądania" przypadków oraz
              zorganizować temu lekarzowi (lekarzom, siostrom, itp) zaplecze, czyli
              zorganizować SOR lub przyszpitalną przychodnię.

              > TO SYSTEM NAUCZYL DZISIAJ LUDZI DO KOMBINOWANIA I NADUZYWAJA
              > ODDZIALOW RATUNKOWYCH JEDNAK MYSLENIE LUDZI ZE W SZPITALU UDZIELA
              > MI POMOCY JEST PRAWIDLOWA

              Nie jest prawidłowa. Szpital nie udziela pomocy każdemu i w każdym przypadku.
              Udziela jej w przypadkach określonych przez procedury, których istnienia się
              domagałeś.

              > Swoim gadaniem propagujesz oszolomskie myslenie KTOREGO EFEKTEM JEST
              > WLASNIE SMIERC TEGO DZIECKA
              > no bo skad pielegniarka miala wiedziec ze to sepsa?

              Nie musiała wiedzieć. Pielęgniarka powinna przyjąć to dziecko na SOR. Zgodnie z
              procedurą, której, podobnie jak ty, nie znała (lub coś się jej pomyliło).

              > ty niestety tak jak wiekszosc lekarzy tu swoim gledzeniem nie
              > proponujesz rozwiazywania problemow tylko odepchniecie
              > odpowiedzialnosci

              Nie istnieje rozwiązanie, które wyeliminuje ludzkie błędy.

              S.
              • szlachcic Re: Zmarło dziecko. I co dalej? 08.03.08, 17:33
                snajper55 napisał:

                > Według ciebie są one kretyńskie - według innych są sensowne.

                wiec dziecko nie zyje sensownie

                > Nie jest prawidłowa. Szpital nie udziela pomocy każdemu i w każdym
                przypadku. Udziela jej w przypadkach określonych przez procedury,
                których istnienia się domagałeś.

                Czy dla ciebie jest problem ze przyjechal pod szpital autobus bo
                ludzie nie mieli pojecia czy tez spanikowali i nie potrafili pomoc
                kobiecie?
                jakiz to problem bylby dla lekarza czy pielegniarki wyjsc i
                powiedziec ze nie potrzebnie przyjechaliscie bo to robi sie tak i tak
                Nie powiesz mi chyba ze w szpitalach nie ma wolnej pielegniarki czy
                lekarza ktory moglby podniesc dupe i podejsc do tego pacjenta

                > Nie musiała wiedzieć. Pielęgniarka powinna przyjąć to dziecko na
                SOR. Zgodnie z procedurą, której, podobnie jak ty, nie znała (lub
                >coś się jej pomyliło).

                ty uwazasz ze nieudzielenie pomocy kobiecie chorej na padaczke bylo
                ok bo bylo zgodne z procedurami i dla ciebie nie ma tematu

                > Nie istnieje rozwiązanie, które wyeliminuje ludzkie błędy.

                istnieje rozwiazanie ktore je ograniczy
                a jak widzisz takich przypadkow zycie w przeciagu miesiaca dalo 3
                te 3 przypadki wpisuja sie w temat
                "szpital nie jest w stanie udzielic spoleczenstwu jakiejkolwiek
                pomocy"
                tu nie ma procedury, tu prawo mowi ze lekarz nie moze wyjsc ze
                szpitala, a tu jest procedura i i jest obowiazek pomocy ale i tak
                dziecko jaj nie uzyskalo"
                wg ciebie sa procedury
                wg mnie jest syf


                • snajper55 Re: Zmarło dziecko. I co dalej? 08.03.08, 18:31
                  szlachcic napisał:

                  > snajper55 napisał:
                  >
                  > wiec dziecko nie zyje sensownie

                  Dziecko nie zmarło z powodu takich czy innych procedur. Zmarło z powodu
                  ludzkiego błędu.

                  > Czy dla ciebie jest problem ze przyjechal pod szpital autobus bo
                  > ludzie nie mieli pojecia czy tez spanikowali i nie potrafili pomoc
                  > kobiecie?

                  Zamiast podjeżdżać i tracić czas powinni wezwać pogotowie.

                  > istnieje rozwiazanie ktore je ograniczy

                  To je zaproponuj.

                  S.
                  • szlachcic Re: Zmarło dziecko. I co dalej? 08.03.08, 19:32
                    snajper55 napisał:

                    > Dziecko nie zmarło z powodu takich czy innych procedur. Zmarło z
                    >powodu ludzkiego błędu.

                    skomentuj przyklad jaki podalem wyzej ze zdrowo myslacy czlowiek
                    wiedzial ze trzeba goscia z ucieta reka zawiezc do szpitala
                    on zostal bohaterem w pewnym sensie
                    ty krytykujesz takie dzialanie i uwazasz ze nalezy zadzwonic po
                    pogotowie
                    to byl ksiazkowy przyklad ze jeszcze swiadomy gosc, bardzo zraniony
                    musial wyjsc na ulice aby ktos udzielil mu pomocy, spotkal na drodze
                    drugiego rozsadnego czlowieka ktory wiedzial ze kazda minuta jest
                    wazna
                    to bylo na wyspach zdaje sie, czy w Polsce zostalaby mu udzielona
                    pomoc? tak/nie
                    czy w Polsce lekarze skrytykowaliby zachowanie kierowcy tak/nie

                    tak powinny wygladac procedury od wypadku do pierwszego kontaktu z
                    lekarzem
                    to 1 swiadek staje sie poczatkiem machiny ktora ma pomoc
                    poszkodowanemu
                    twoje gadanie zatrzymuje sie na izbie przyjec szpitala - tam zaczyna
                    sie problem

                    • felinecaline Re: Zmarło dziecko. I co dalej? 08.03.08, 20:11
                      Na wyspach wyspiarz na szczescie umiejacy czytac po wyspiarsku
                      podwiozl reke z odcietym wlascicielem pod wlasciwy kraniec szpitala,
                      tam, gdzie stalo napisane 'EMERGENCY".
                      Proste, moj drogi Watsonie ;-P.
                    • snajper55 Re: Zmarło dziecko. I co dalej? 09.03.08, 00:41
                      szlachcic napisał:

                      > skomentuj przyklad jaki podalem wyzej ze zdrowo myslacy czlowiek
                      > wiedzial ze trzeba goscia z ucieta reka zawiezc do szpitala

                      To źle wiedział. Powinien wezwać pogotowie po udzieleniu rannemu doraźnej pomocy.

                      S.
                • dwimmerling Skladacz komputerow wypowiadajacy sie o SZ...ehh.. 08.03.08, 18:36
                  > > Według ciebie są one kretyńskie - według innych są sensowne.
                  >
                  > wiec dziecko nie zyje sensownie

                  Faktycznie.Bo ludzie sa niesmiertelni i nieomylni.Nosz,jak ja moglem na to nie wpasc wczesniej...

                  > Czy dla ciebie jest problem ze przyjechal pod szpital autobus bo
                  > ludzie nie mieli pojecia czy tez spanikowali i nie potrafili pomoc
                  > kobiecie?

                  Bo powinni dzwonic po k... pogotowie,a nie odwalac pospolite ruszenie!!!To nie panika,tylko "jaki ja k... jestem wspanialy"...



                  > jakiz to problem bylby dla lekarza czy pielegniarki wyjsc i
                  > powiedziec ze nie potrzebnie przyjechaliscie bo to robi sie tak i tak

                  No tak,olac wszystkich pacjentow na izbie przyjec-z pewnoscia zadnemu z nich nic niedolega,z pewnoscia nie ma ryzyka,ze w ciagu najblizszych 3ch minut pogotowie przywiezie kogos z ciezkiego wypadku...



                  > Nie powiesz mi chyba ze w szpitalach nie ma wolnej pielegniarki czy
                  > lekarza ktory moglby podniesc dupe i podejsc do tego pacjenta

                  Nie wiem,jak tam ze skladaniem komputerow,ale w szpitalu zwykle nie ma czasu na opieprzanie sie.Zwlaszcza na SORze.

                  > ty uwazasz ze nieudzielenie pomocy kobiecie chorej na padaczke bylo
                  > ok bo bylo zgodne z procedurami i dla ciebie nie ma tematu

                  Procerudy sa jasne i oczywiste.W dodatku-w miare sensowne oraz logiczne.I kretynem okazal sie kierowca autobusu.Skoro posiadal prawo jazdy,powinien pamietac z kursu,ze pierwsze co ma zrobic to dzwonic po pogotowie,a nie zgrywac bohatera.Proste?

                  > istnieje rozwiazanie ktore je ograniczy
                  Vide-procedury.Ktore juz sa.Czego Ty nie widzisz,bo wazne zeby dowalic "konowalom".

                  > a jak widzisz takich przypadkow zycie w przeciagu miesiaca dalo 3
                  > te 3 przypadki wpisuja sie w temat

                  Chwileczke!!Po pierwsze-to w skali kraju,a nie jednego szpitala.Po drugie-jest najazd na sluzbe zdrowia&lekarzy,wiec wspaniali dziennikarze wyszukuja wszystko,czego moznaby sie dopier...Po trzecie-tamtej kobiecie nic sie nie stalo.Wiec-jeden przypadek mniej.Po czwarte-biorac pod uwage,ze znowu klamiesz i 3go przypadku NIE BYLO WOGOLE,oraz fakt,ze przypadek nr 2 to kobieta z padaczka,ktorej i tak nic sie nie stalo,zostaje tylko kwestia casusu z dzieckiem.Gdzie w dodatku blad jednej glupiej pielegniarki jest rozdmuchiwany do gigantycznych rozmiarow.Przepraszam,ale o co Ci chodzi,szlachcic?

                  I,cytujac pewien madry film-kim Ty k... jestes,pajacu?Nie masz pojecia o tych procedurach,ktore nazywasz "syfem",nie masz pojecia o pracy w szpitalu,a drzesz morde.Nie przesadzasz aby?
Pełna wersja