dradam121
31.07.08, 04:08
Tak sie zastanawiam ( emeryturka mi grozi niedlugo) nad "naturalna historia
lekarzy".
Pracuje sie dlugo i ciezko, sporo pacjentow jest z nas niezadowolonych,nosimy
wiele problemow w srodku i nie mamy z kim sie nimi podzielic. Pozalic sie do
publiki nie mozna, bo nie kazda publika na to pozwala.
A przeciez stary lekarz to tez czlowiek. I zeby bylo smieszniej to okazuje
sie, ze sa takie stare konie wcale przydatne dla spoleczenstwa. W jednej z
prowincji Kanady wladze nawet placa starym lekarzom, aby tylko zechcieli
posiedziec, posluchac ludzkich skarg i moze od czasu do czasu cos poradzic.
Wcale sie nie wymaga od takiego starego lekarza aby badal czy leczyl . Ale po
prostu placi sie mu za to, aby z pacjentem BYL. Nie sposob oprzec sie
wrazeniu, ze to tak jak dogoterapia. Pies wcale pacjenta nie leczy. Ale
pacjenci czuja sie lepiej jak pies przyjdzie do nich, do szpitala, i polozy
sie obok nich, obok pacjenta , na szpitalnym lozku.
Dostalem wlasnie ankiete z firmy "Environics". Jest to slynna kanadyjska firma
zajmujaca sie badaniami opinii publicznej. Placa mi za jej wypelnienie, nie
powiem. Jedno z pytan brzmi : "czy myslisz nad tym, aby pracowac mniej ?"
Moja odpowiedz oczywiscie bedzie, ze "TAK". I rzeczywiscie coraz wiecej
lekarzy w Kanadzie zmniejsza sobie wymiar pracy. Przyjmuje mniej pacjentow.
Oczywiscie w czolowce sa w tym zakresie mlode lekarki. No bo ciaza i bachorki
... Wiec doktorowe pracuja sobie 20 godzin tygodniowo, co wystarczy im
calkowicie na utrzymanie i na to, aby nie wyjsc z wprawy.
Lekarze (chlopy) nadal pracuja jednak ciezko. 46 i wiecej godzin tygodniowo to
wcale nie jest rzadkosc w Kanadzie.
Ale skutkiem tej ogolnej tendencji, ze coraz mniej sie pracuje sa
powiekszajace sie braki kadrowe. I coraz wieksze zapotrzebowanie na lekarzy z
zagranicy. Wladze ochrony zdrowia na preriach wpadly jednak na ciekawy pomysl.
Mianowicie "placa" oni starym lekarzom, aby ci tylko pracowali jak najdluzej.
Wiec doktory takie jak ja dostaja ladna sumke co roku, abysmy tylko nie
zawieszali naszych praktyk na kolku. Ile tego jest ?
Nie badzmy niedyskretni. Po 15 latach na prerii (liczy sie tylko staz
miejscowy) lekarz co roku dostaje taki czek, ze wystarcza mu na to, zeby co 3
lata kupic sobie dobry samochod ( Aaron,"dobre samochody" tutaj to nie sa
takie macipcie puszki od sardynek,jak terenowki w Europie ) co trzy lata.
Taniej wychodzi zaplacenie "staremu lekarzowi" aby ciagle jeszcze ciagnal niz
wyksztalcenie mlodego, jak wiadomo.A taki "stary" wcale nie jest gorszy od
tego mlodego.Moze jego wiedza nie jest najnowsza (co jest osobnym tematem do
dyskusji), a z pewnoscia doswiadczenie z pacjentami tez sie liczy. Choc moze
taki stary doktor nie bawi sie w kurtuazje jak ten mlody i bez problemowo
pacjenta , jak trzeba, to opieprzy.
Dlaczego zebralo mi sie na taki posting ? A no dzisiaj poszlismy na pogrzeb
miejscowego "polskiego" lekarza. Pracowal on tutaj od 1985 roku. Normalny
polski lekarz. Spokojny, lubiany. Na msze przyszlo wielu jego przyjaciol.
Kiedy wychodzilismy z kosciola zastanawialem jak sobie dadza rade z dojazdem
na cmentarz (kosciol byl w srodmiesciu). I moja zona zwrocila mi uwage, ze w
kosciele bylo na mszy kilkoro policjantow. A jakze, z bronia (tutaj policjant
z bronia wchodzi do kosciola bez obciachu i siedzi sobie na mszy).
Potem wsiedli oni do swoich samochodow ( a mieli chyba wiecej niz 6 cruisers i
dwa ghosts ),zapalili "koguty" i poprowadzili kolumne z karawanem i setka
samochodow za nim. A robili naprawde dobra robote, na skrzowanie wjezdzal
cruiser, blokowal jedna strone, policjant wysiadal, blokowal druga strone i
kawalkada przejezdzala bez problemow. Na koncu jechal kolejny blyskajacy
"ghost car" z wywieszka "police escort - do not pass" i ruch drogowy wracal do
normy.
Taka sobie luzna obserwacja. Pozdrawiam
dradam
PS. Czy w Polsce policja eskortuje w ten sposob pogrzeby zmarlych lekarzy ?