Co tam w Lublinie słychać?

15.03.09, 20:05
biznes.onet.pl/17,1547300,prasa.html
I smaczniejsze fragmenty:

- Prof. Anna Dmoszyńska, [...]"W ubiegłym roku leczyliśmy na przewlekłą białaczkę szpikową 56 osób lekiem glivec, w tym roku NFZ ograniczył liczbę chorych do 47 - komentuje prof. Dmoszyńska. - Kogo z tej grupy mam skreślić?"

- Z dostępności programów terapeutycznych, bardzo rygorystycznych w kwalifikacji do nowoczesnych, drogich terapii, nie jest również zadowolona Maria Majdan, kierownik Kliniki Reumatologii i Układowych Chorób Tkanki Łącznej SPSK nr 4 w Lublinie, konsultant wojewódzki w dziedzinie reumatologii.
- W programach terapeutycznych leczonych jest około 170 osób, mimo że powinno ich być ponad 600 - liczy Maria Majdan. - Na 2009 r. NFZ nie zwiększył dostępu do drogich terapii, co oznacza, że nowi pacjenci nie mają szans.

- Niepokoju o dostęp pacjentów do chemioterapii nie ukrywa też Andrzej Mielcarek, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego im. Papieża Jana Pawła II w Zamościu.
Placówka od 10 lat prowadzi chemioterapię, która - ze względu na rosnącą liczbę chorych - stała się jedną z przyczyn zadłużenia. Fundusz nie płaci nadwykonań lub płaci po wielu miesiącach. Ostatnio wystosował do lecznicy pismo z przypomnieniem, iż pożądane jest przestrzeganie limitów w tym zakresie.
- O ile dobrze rozumiem, mamy nie leczyć "nadlimitowych" pacjentów onkologicznych, zgłaszających się na chemioterapię - zastanawia się dyrektor Mielcarek.
- Mam nadzieję, że to tylko kawałek papieru, że nikt w Funduszu nie bierze tego poważnie - mówi Piotr Krawiec, który także otrzymał list od płatnika.

- Osobnym problemem są standardy Funduszu dotyczące sprzętu.
- Gdybyśmy chcieli ich w pełni przestrzegać, trzeba by zamknąć szpitale - uważa dyrektor Mielcarek. - To kompletna abstrakcja, na którą stać tylko najbogatszych, ale nie lubelskie lecznice. Wymagania NFZ są po prostu efektem lobbingu firm, które chcą jak najwięcej sprzedać. Tyle tylko, że jeśli ich nie spełnimy, Fundusz może odmówić zapłaty za świadczenia.
- Czasem ordynatorzy dziwią się, co też dyrektor kupił im na oddział i zapewniają, że do niczego nie jest im to potrzebne - mówi Wojciech Wąsik.
- Mogę tylko odpowiedzieć: musiałem kupić, bo co będzie, jak NFZ przyjdzie na kontrolę.
    • radeberger Re: Co tam w Lublinie słychać? 15.03.09, 22:58
      chyba faktycznie tam niewesoło - nasz Lubelski ulubieniec już od ponad miesiąca nic nie napisał
      • practicant Re: Co tam w Lublinie słychać? 16.03.09, 00:55
        Swoja droga,cos w tym jest,ze wschod polski to inny gatunek ludzi.I nie chodzi
        tu juz o Arona-ale kazdy kogo znam ze wschodu,rowniez ze studiow-jest porypany z
        gory do dolu!!Kosciol,zle rozumiany patriotyzm/czyt.chory
        nacjonalizm/,etc,teksty:"eee,u nas wcale nie jest zle,a ten zachod to
        przereklamowany,tam lekarze maja jeszcze gorzej niz u nas,tak samo w stanach.A
        ja to tak wogole po studiach chce wrocic do mojej malej wioski /podaje mniej lub
        bardziej zabawna nazwe/ i tam wlasnie pracowac" /to cytat-jeden z
        wielu,zreszta.../-to jest cholera norma...Plus-teksty o uczciwosci,ktorymi po
        5ciu minutach czlowiek wymiotuje.Zwlaszcza,ze ja np.nie wierze,ze ci z
        nich,ktorzy sa obecnie na 1/2/3cim roku lekarskiego zdali mature wzglednie
        uczciwie,a nie za przyslowiowa kure.Bo to kurde niemozliwe,aby glab z tak mala
        wiedza zarowno "przedmedyczna",jak i ogolna dostal sie na JAKIEKOLWIEK studia.Co
        zreszta widac w statystykach-wschod zdaje najlepiej,tylko ilosc oblanych
        egzaminow komisyjnych od czasu wprowadzenia matury jako egzaminu wstepnego
        wzrosla kilka razy /z wiekszosci przedmiotow-z 2-10 do 40-60 na przedmiot...i to
        z grubych rzeczy,a nie pie...anatomia,biochem,mikroby.../.
        Zeby bylo jasne:nie mam nic do ludzi ze wschodu.Nie przeszkadzaja
        mi.Tylko-stwierdzam fakty,ktorych sam bylem/jestem swiadkiem.
        • citocrescit Re: Co tam w Lublinie słychać? 16.03.09, 01:24
          Zwlaszcza,ze ja np.nie wierze,ze ci z
          > nich,ktorzy sa obecnie na 1/2/3cim roku lekarskiego...Bo to kurde
          niemozliwe,aby glab z tak mala
          > wiedza zarowno "przedmedyczna",jak i ogolna dostal sie na JAKIEKOLWIEK studia...<

          Na jakiekolwiek - nie, na medycynę - jak Ty twierdzisz - tak.
          I wyszło średnio inteligentnie, ale to pewnie późna pora, niedziela, i ciężki
          test z AP osłabiły practicanta? ;))
          Ech, zdać maturę za kurę a na medycynę za pierzynę - i mamy tzw. komplet.
          Pozdrowienia znad Buga!
          • practicant Re: Co tam w Lublinie słychać? 16.03.09, 02:42
            Pozna pora oslabia-ale nie wiem,czy mnie czy Ciebie/pewnie obu po trochu:)/
            Pisalem o "jakichkolwiek studiach"-w domysle,"na stosunki miedzynarodowe,czy
            inna pedagogike nie powinni sie dostac-a co dopiero na lekarski" /wiem,ze to nie
            jest trendy-ale mimo wszystko uwazam,iz studia medyczne jednak wymagaja wiecej
            pracy,zdolnosci i poswiecenia niz wiekszosc pozostalych/.
            Na tapecie chwilowo psychiatria-patomorfy wydaja sie z mojej perspektywy bardzo
            zamierzchla przeszloscia/swoja droga-lubilem ten przedmiot:)/ A opinia
            zwyczajnie oparta o znajomych z nizszych lat.Plus-z 1szym rokiem mam troche
            wiekszy kontakt i nie moge wyjsc z podziwu,ze mozna tak malo wiedziec-i miec
            super wyniki w postepowaniu kwalifikacyjnym:)Po prostu-"it's a kind of
            magic":)Heh,posypia sie komisy i tyle...Swoja droga-u mnie co roku na komis szlo
            doslownie kilka osob.W tym roku ponoc na glupiej biochemii padlo prawie 50
            osob;) /ten sam system zdawania egzaminu,ci sami ludzie/
            Co do Lublina-o ile mi wiadomo,30 pierwszych osob z listy w tym,czy w zeszlym
            roku mialo maxa z matury.Wprawdzie-w ten sposob znizam sie do arona,ale...ja nie
            wierze:)Zwyczajnie-nie wierze,ze to fizycznie jest mozliwe:)Wysyp geniuszy-czy
            jak?:)
            Ps.Pierzyna niepotrzebna-jakkolwiek ja jeszcze zdawalem stary,dobry test
            wstepny,to kilka ostatnich rocznikow jest przyjmowane na podstawie matury.Kura
            starczy;)
            Jeszcze jedno:owszem,przeszkadza mi to wszystko,co powyzej wypisalem.I nie
            chodzi tu o to,ze ja mialem niewiadomo jakie problemy,zeby sie dostac,a teraz
            rzekomo mozna bawic sie w przekrety-nie,chodzi o cos zupelnie innego:jeszcze 2-3
            lata temu bijatyki w knajpach nalezaly do rzadkosci,czasem ktos sie schlal,jak
            to na imprezie studenckiej-ale nie tak,zeby lezec pod stolem i zygac na siebie-a
            nastepnego dnia uwazac to za cnote(!),nie bylo rzucania w autobusy
            butelkami,wywracania samochodow w juwenalia /albo i nie/ i roznych,tym
            podobnych-nawet w opowiesciach.A tutaj "bohaterami" sa ludzie w wieku 19-20
            lat.Cos sie nagle zmienilo,pewnie nie da sie tego odkrecic-i...to smutne.Moim
            zdaniem.
            Pozdrowienia znad Odry.Poki co,znad jej wschodniego brzegu;)
Pełna wersja