sithicus
24.04.09, 00:19
Z Eskulapa:
"Prosimy o zachowanie ciszy i spokoju na terenie przychodni. Osoby
awanturujące się nie będą obsługiwane" - informacja tej treści wisi przy
okienku recepcji w publicznej przychodni przy ul. Motylowej w Łodzi. Wisi i
oburza leczących się tu chorych.
- Trochę się uniosłem, bo nie chciano mi wydać Karty praw pacjenta.
Natychmiast pokazano mi kartkę, grożąc, że nie będę obsłużony - opowiada jeden
z pacjentów przychodni. - Skąd mam wiedzieć, od jakiego momentu uznany zostanę
za pacjenta awanturującego się?
Kartkę w styczniu wywiesiła Wiesława Bogusz, przełożona pielęgniarek w
przychodni. Zrobiła to po tym, jak jedna z pacjentek wezwała do przychodni
policję.
- Jakiś facet próbował się wepchnąć do kolejki. Zwróciłam mu uwagę, a on
zaczął się awanturować. A ja mam chore serce i nie mogę się denerwować -
opowiada pacjentka, która alarmowała mundurowych.
- Takie historie zdarzają się bardzo często - dodaje Wiesława Bogusz. -
Agresywni pacjenci ubliżają i nam, i innym chorym. Bywa, że grożą rękoczynami.
Ostatnio sama chciałam wezwać policję do pacjentki, która wyzwała
rejestratorki od krów, a potem omal nie rzuciła się na inną pacjentkę - opowiada.
To właśnie dlatego pracownicy przychodni postanowili nie obsługiwać pacjentów,
którzy wszczynają awantury.
- Chodzi naprawdę o bardzo agresywne osoby. Pacjenta mówiącego podniesionym
głosem nie uznajemy za awanturującego się. Do takich przypadków jesteśmy
przyzwyczajone - opowiada Wiesława Bogusz.
Kto w takim razie nie może liczyć na wizytę u lekarza?
- Ktoś, kto ryczy na innych, ubliża, używa obelżywych słów i gestów. Tego nie
zamierzamy tolerować - wylicza przełożona pielęgniarek.
Takie wyjaśnienia uspokajają nieco pacjentów, choć niepokoją ich też inne
kartki wywieszone w przychodni - na przykład zakaz używania telefonów
komórkowych czy przypomnienie o zamykaniu drzwi.
Krzysztof Szrejner, dyrektor ZOZ Łódź-Bałuty, gdzie należy placówka, nie
zamierza interweniować w sprawie kontrowersyjnej kartki.
- Rozumiem, że wielu osobom karteczka może kojarzyć się z filmem "Miś" Barei,
ale nie widzę w niej niczego nagannego. Sam spotykam się z przypadkami
bezzasadnej agresji pacjentów. Dlatego w takich sytuacjach polecam wezwanie
policji - dodaje.
Zgodnie z ustawą o zawodach lekarza i lekarza dentysty, lekarze mają prawo
odmówić pomocy, jeśli tylko nie grozi to utratą życia lub narażeniem zdrowia
pacjenta. Także kodeks etyki lekarskiej nakazuje udzielenie pomocy tylko w
tych wypadkach, a ponadto gwarantuje lekarzowi nietykalność cielesną i godność
osobistą.
Z tego względu Adriana Sikora, rzeczniczka Okręgowej Izby Lekarskiej w Łodzi,
nie dopatruje się w treści kartki uchybień względem prawa bądź kodeksu etyki
lekarskiej. - To desperacka próba zachowania spokoju w poradni - tłumaczy
Sikora. - Zresztą jak lekarz ma wykonać niezbędne badania, jeśli pacjent
awanturuje się i macha rękami? Często do diagnozy konieczny jest pomiar
ciśnienia, a w takich warunkach badanie byłoby niemiarodajne. Więc także ze
względów medycznych należy zaczekać, dopóki pacjent się nie uspokoi - wyjaśnia.
Beata Aszkielaniec, rzeczniczka łódzkiego oddziału NFZ, który kupuje usługi
dla przychodni, wyjaśnia, że fundusz nie zajmuje się takimi konfliktami. -
Przy kontraktowaniu świadczeń kierujemy się względami medycznymi. Nawet
gdybyśmy chcieli wziąć pod uwagę uprzejmość wobec pacjentów, nie mamy
możliwości jej zmierzyć - tłumaczy.
Jak zapewnia Aszkielaniec, do łódzkiego rzecznika praw pacjenta nie wpłynęły
skargi na odmowę pomocy z powodu agresywnego zachowania pacjenta. Nie było też
skarg na agresywne zachowanie lekarzy.
Adam Sandauer, przewodniczący Stowarzyszenia Pacjentów Primum Non Nocere,
uważa, że pomocy należy udzielać także pacjentom agresywnym. - Złe zachowanie
może być wynikiem chamstwa, ale także choroby psychicznej. I takiemu
pacjentowi tym bardziej należy pomóc - wyjaśnia."