Przypadek zaniedbania lekarskiego

08.05.09, 13:17
Przepraszam jeśli komuś to przeszkadza, ale muszę wylać swoje żale. Wczoraj
około 16 dostałem ostrego bólu żołądka, nie wiedziałem co to bo nigdy tak nie
miałem, ale chwilę mnie pobolało, przestało, a potem znowu się uaktywniło.
Zwolniłem się z pracy i polazłem do przychodni, usiadłem sobie grzecznie w
kolejce no i czekam. Przede mną było jakieś 4 osoby, potem doszły jeszcze 2.
Wszystko fajnie póki się nie okazało, że doktorek przyjmuje tylko do 18 i za
żadne skarby nie chciał się przekonać, żeby zostać te pół godziny dłużej... A
w między czasie ból w moim żołądku zaczął narastać i mu tłumacze, że mnie
nap***nicza, a on nic i zaprosił mnie następnego dnia o 8 Powiedział, że wejdę
bez kolejki... Skończyło się na tym, że pojechałem do prywatnego lekarza,
zapłaciłem za wizytę 150 zł, ale przynajmniej zrobił swoje. Skąd to się w
ogóle wzięło, że państwowi lekarze pracują tylko do określonej godziny. Jak to
jest możliwe, że wychodzi o tej godzinie, do której ma zapisane, że kończy
pracę nawet jeśli wszystkich nie przebadał, nawet jak ma kogoś zapisanego, kto
nie zdążył zostać przebadany? Może ktoś mi to wytłumaczy, bo ja tego nie ogarniam
    • loraphenus chciałem wczoraj na poczcie wysłać listy 08.05.09, 13:36
      ale była tylko do 15:00 i za nic ta wredna za szybą nie chciała mi sprzedać
      znaczka...

      Przyjechałem do mechanika o 14:55 kiedyś i wredny nie chciał się zająć moim
      samochodem - pracował do 15:00 - nie ogarniam dlaczego.
    • obs2 Re: Przypadek zaniedbania lekarskiego 08.05.09, 13:53
      > Wszystko fajnie póki się nie okazało, że doktorek przyjmuje tylko
      > do 18 i za żadne skarby nie chciał się przekonać, żeby zostać te
      > pół godziny dłużej...

      od godziny 18 działa ambulatorium nocnej pomocy. Istnieje ciągłość
      opieki lekarskiej, choć niektórzy uważają to za luksus na który nas
      nie stać i trwają dyskusje czy nie zlikwidować tej instytucji.
      Dostać się do POZ na popołudniową zmianę nie będąc zapisanym, w
      danym dniu - to jest science fiction. POZ nie leczy stanów nagłych,
      więc a priori odrzucam argumenty, że przecież "powinna" być
      możliwość dostania się. Otóż nie, nie "powinna". Nie ma powodu.

      > Skąd to się w ogóle wzięło, że państwowi lekarze pracują tylko do
      > określonej godziny.


      Na świecie istnieje coś takiego jak czas, jak zegary, uczy się o tym
      bodaj już w przedszkolu.


      > Jak to
      > jest możliwe, że wychodzi o tej godzinie, do której ma zapisane

      To jest możliwe. Nie ma tu cudu. Myślę, że po prostu wstaje, ubiera
      się, i otwiera drzwi. Nawet lekarz potrafi to zrobić. No, po prostu
      wychodzi.

      > Może ktoś mi to wytłumaczy, bo ja tego nie ogarniam

      widzę że nie ogarniasz, no cóż, takie rozczarowania spotkają Cię nie
      tylko u lekarza, ale i w urzędzie, w sklepie (jak najbardziej
      prywatnym) i w większości prywatnych, żyjących z klientów firm.
      Wiesz co, ludzie mają swoje zobowiązania i ból Twojego brzucha nie
      jest powodem by robić rewolucję wszechświatową i rezygnować z
      zegarów i terminów. Zwłaszcza, że nie zostawałeś bez opieki -
      pamiętaj o tym. Właśnie od 18:00 jest również Twój lekarz, tyle że
      inny - dyżurny. Ogarniasz?




      • maga_luisa Re: Przypadek zaniedbania lekarskiego 08.05.09, 14:26
        Wszystko prawda obs, oprócz jednego drobiazgu: nie od rzeczy byłoby, żeby lekarz
        pacjenta o tym poinformował.
        • obs2 Re: Przypadek zaniedbania lekarskiego 08.05.09, 14:40
          > nie od rzeczy byłoby, żeby lekarz pacjenta o tym poinformował.

          Nie od rzeczy. Może informował. Może informował uprzednio.
          Maga, jako stara POZeciara wiesz dobrze, że do części pacjentów jak
          grochem o ścianę. Nie nowość przecież.
          Jak uważasz, ile razy lekarz "powinien" przypominać o podstawowych
          zasadach organizacji opieki medycznej? Raz - na pewno. Przypomnieć-
          też. Ile razy? 3? Zgoda. 10 - nie ma zgody. Prawda?


    • radeberger krótko 08.05.09, 14:25
      na wszystkie pytania jest jedna odpowiedź: "o 15 bierz kapotę, pie...szefa i robotę" :-)
    • kasiul-ka1984 Re: Przypadek zaniedbania lekarskiego 08.05.09, 15:00
      Ej no lekarz też człowiek...Też ma rodzinę, dzieci, może z nimi też chce spędzić
      trochę czasu? W końcu to nie ostry dyżur tylko przychodnia. Lekarz nie może żyć
      problemami swoich pacjentów... Trzeba na to patrzeć z obu stron, myślę, że wielu
      lekarzy i tak poświęca większość swojego życia dla swoich pacjentów
      • katalinka.online Re: Przypadek zaniedbania lekarskiego 08.05.09, 15:25
        ale zara zara! ja sie akurat zgadzam, ze lekarz powinien przekladac zdrowie
        pacjentow ponad wszystko inne! czego by nie miał, nie zbawiłoby go przyjęcie
        tego jednego skrajnego przypadku, skoro człowiek jest w potrzebie to naprawdę
        wypadałoby chociaż załagodzić ból:/
        • slav_ Re: Przypadek zaniedbania lekarskiego 08.05.09, 15:44
          > ale zara zara! ja sie akurat zgadzam, ze lekarz powinien przekladac zdrowie
          > pacjentow ponad wszystko inne!

          A ja się nie zgadzam.
          Lekarz ponad wszytko powinien przedkładać zdrowie WŁASNE i dobro własnej rodziny (czego lekarze nawiasem mówiąc często nie czynią szkodząc sobie i utrwalając szkodliwe nawyki w pacjentów).
        • obs2 Re: Przypadek zaniedbania lekarskiego 08.05.09, 16:45
          > nie zbawiłoby go przyjęcie tego jednego skrajnego przypadku,

          No dokładnie, NIE ZBAWIŁOBY go przyjęcie.

          A po drugie, jakiego "skrajnego" ??????
          • snajper55 Re: Przypadek zaniedbania lekarskiego 08.05.09, 17:58
            obs2 napisał:

            > > nie zbawiłoby go przyjęcie tego jednego skrajnego przypadku,
            >
            > No dokładnie, NIE ZBAWIŁOBY go przyjęcie.
            >
            > A po drugie, jakiego "skrajnego" ??????

            No, jak by nie było brzuch jest przednim skrajem człowieka. ;)

            S.
        • snajper55 Re: Przypadek zaniedbania lekarskiego 08.05.09, 17:57
          katalinka.online napisała:

          > ale zara zara! ja sie akurat zgadzam, ze lekarz powinien przekladac zdrowie
          > pacjentow ponad wszystko inne! czego by nie miał, nie zbawiłoby go przyjęcie
          > tego jednego skrajnego przypadku, skoro człowiek jest w potrzebie to naprawdę
          > wypadałoby chociaż załagodzić ból:/

          Ale dlaczego tylko jednego ? Co na to powie drugi ? Trzeci ? Dziesiąty ?

          S.
    • slav_ Re: Przypadek zaniedbania lekarskiego 08.05.09, 15:40
      > ogóle wzięło, że państwowi lekarze pracują tylko do określonej godziny. Jak to
      > jest możliwe, że wychodzi o tej godzinie, do której ma zapisane, że kończy
      > pracę nawet jeśli wszystkich nie przebadał, nawet jak ma kogoś zapisanego, kto
      > nie zdążył zostać przebadany? Może ktoś mi to wytłumaczy, bo ja tego nie ogarni
      > am

      Przecież to zwykła prowokacja.
    • dama.sama Re: Przypadek zaniedbania lekarskiego 08.05.09, 16:04
      Trzeba poprostu od razu iść na ostry dyżur. Tam byś od razu dostał cały szereg
      badań. Wiem, że to niby nie fair wobec innych pacjentów z rzeczywistymi
      "ostrymi" przypadkami, ale trudno- to wina systemu a nie twoja...
    • kapcioch2 Re: Przypadek zaniedbania lekarskiego 08.05.09, 16:46
      bzdury! nie mieszkamy w rosji z 1920, żeby takie sytuacje miały miejsce. NIGDY
      sie nie spotkałem z takim zachowaniem lekarza, zawsze byli pomocni i mili.
      lekarz to nie tylko praca- to powołanie, każdy kto chciałby pracować w tym
      zawodzie nie robi tego dla kasy, tylko dla satysfakcji, oni poprostu mają
      potrzebę niesienia pomocy ludziom.
      • obs2 Re: Przypadek zaniedbania lekarskiego 08.05.09, 16:48
        > lekarz to nie tylko praca- to powołanie

        wypad z baru!!
        Uważaj z takimi tekstami! Są granice!
        Powołanie, KUR WA żeż jego mać.




        • casio69 Dlaczego na tym forum... 08.05.09, 17:34
          Dlaczego na tym forum im bardziej idiotyczna wypowiedź, tym więcej chętnych do
          przewalanki???
          Oj brakuje aarona, brakuje ??? (dodam, że mnie nie).
          Pastwicie się nad biednym autorem wątku, który sobie pożartował, pewnie było mu
          za nudno na forum (ach, ten żołądek - dodam, że nie mój).
          Aż biednemu obsowi kur wa śnie wyskoczył.
          Obs, uważaj z połajaniem za powołanie, jest przecież prężne Stowarzyszenie
          Lekarzy Katolickich i mogłeś urazić nasze uczucia.
          A to już z pewnością Ci snajper przytnie.
          • snajper55 Re: Dlaczego na tym forum... 08.05.09, 18:01
            casio69 napisał:

            > A to już z pewnością Ci snajper przytnie.

            Wybaczcie, ale nie przytnę. ;))

            S.
            • casio69 Re: Dlaczego na tym forum... 08.05.09, 20:48
              Liga Obrońców Bułeczek Z Masełkiem Ci tego NIGDY nie wybaczy! :-//
    • obs2 Re: Przypadek zaniedbania lekarskiego 08.05.09, 16:50
      > dostałem ostrego bólu żołądka, nie wiedziałem co to

      No to "ostry ból żołądka" czy "nie wiem co to"?

      Trochę konsekwencji może.
    • arek103 Niech ten lekarz zwroci ci te 150 zl. 08.05.09, 18:01
      grammmatik napisał:

      > Przepraszam jeśli komuś to przeszkadza, ale muszę wylać swoje żale. Wczoraj
      > około 16 dostałem ostrego bólu żołądka, nie wiedziałem co to bo nigdy tak nie
      > miałem, ale chwilę mnie pobolało, przestało, a potem znowu się uaktywniło.
      > Zwolniłem się z pracy i polazłem do przychodni, usiadłem sobie grzecznie w
      > kolejce no i czekam. Przede mną było jakieś 4 osoby, potem doszły jeszcze 2.
      > Wszystko fajnie póki się nie okazało, że doktorek przyjmuje tylko do 18 i za
      > żadne skarby nie chciał się przekonać, żeby zostać te pół godziny dłużej... A
      > w między czasie ból w moim żołądku zaczął narastać i mu tłumacze, że mnie
      > nap***nicza, a on nic i zaprosił mnie następnego dnia o 8 Powiedział, że wejdę
      > bez kolejki... Skończyło się na tym, że pojechałem do prywatnego lekarza,
      > zapłaciłem za wizytę 150 zł, ale przynajmniej zrobił swoje. Skąd to się w
      > ogóle wzięło, że państwowi lekarze pracują tylko do określonej godziny. Jak to
      > jest możliwe, że wychodzi o tej godzinie, do której ma zapisane, że kończy
      > pracę nawet jeśli wszystkich nie przebadał, nawet jak ma kogoś zapisanego, kto
      > nie zdążył zostać przebadany? Może ktoś mi to wytłumaczy, bo ja tego nie ogarni
      > am

      Oczywiscie, ze lekarz powinien byl zostac i przebadac ostatniego pacjenta,
      ktorego zarejestrowano. Czasem niestety trzeba zostac po godzinach - dotyczy to
      niemal kazdego rodzaju pracy. Informatycy czasem musza sleczec dodatkowo w pracy
      przez pol nocy jak system padnie. Ten lekarz powinien byl cie przyjac, a
      nastepnego dnia zarejestrowac mniej pacjentow i wyjsc wczesniej. Albo pozbierac
      sobie nadgodziny i zrobic sobie jeden dzien wolny w zamian za to. Ale
      przeganianie zarejestrowanych pacjentow spod swoich drzwi jak bezpanskie psy
      jest nie do przyjecia. Zloz skarge na tego lekarza do NFZ i zazadaj pokrycia
      przez niego tych 150 zl plus dodatkowo wystap o kilka tysiecy zlotych
      odszkodowania. Moze nauczy sie wtedy pracowac normalnie.

      A nastepnym razem z naglymi bolami brzucha lec od razu na izbe przyjec do jakies
      szpitala a nie do olewajacych wszystko znachorow za biurkami.
      • obs2 Re: Niech ten lekarz zwroci ci te 150 zl. 08.05.09, 18:35
        > Oczywiscie, ze lekarz powinien byl zostac i przebadac ostatniego
        > pacjenta, ktorego zarejestrowano

        Być może są okoliczności w których powinien, ale
        dlaczego "oczywiście"? Na pewno nie "oczywiście".

        > Czasem niestety trzeba zostac po godzinach - dotyczy to
        > niemal kazdego rodzaju pracy.

        Jak najbardziej. Jeżeli lekarz w swojej pracy będzie zarabiał tyle,
        że wystarczy mu na życie, to OK. Ale w przypadku lekarza "po pracy"
        znaczy równocześnie "tuż przed pracą". Co lepsze: przyjmować
        dodatkowych pacjentów w jednej czy nie spóźnić się do drugiej?
        Bo zdaje się spóźnianie też was denerwuje. No to może się
        zdecydujcie. Bo znowu mamy do czynienia z kreowaniem lekarza na boga
        przez pacjentów (oczekiwanie, że ma być w dwóch miejscach
        równocześnie).

        > Moze nauczy sie wtedy pracowac normalnie.

        On właśnie nic innego nie robił.

        > A nastepnym razem z naglymi bolami brzucha lec od razu na izbe
        > przyjec do jakies szpitala a nie do olewajacych wszystko
        > znachorow za biurkami

        O, dopiero na izbie przyjęć dostałby maksymalnego kopa w dup ę.

        • arek103 Re: Niech ten lekarz zwroci ci te 150 zl. 09.05.09, 09:47
          obs2 napisał:

          > Jak najbardziej. Jeżeli lekarz w swojej pracy będzie zarabiał tyle,
          > że wystarczy mu na życie, to OK.

          To nie ma znaczenia. Jesli mu nie starcza na zycie to powinien albo wydawac
          mniej, albo negocjowac wyzsze zarobki, albo zmienic prace. A jesli ma dodatkowa
          prace to ta nie moze kolidowac z praca podstawowa. Ale na pewno nie moze
          przeganiac chorego pacjenta spod drzwi. To jest zreszta chyba sprzeczne z
          wieloma przepisami nie mowiac juz o tym, ze niekulturalne.

          ...> Co lepsze: przyjmować
          > dodatkowych pacjentów w jednej czy nie spóźnić się do drugiej?

          Tak zaplanowac prace, zeby nie kolidowaly. Powinien byc zreszta zakaz
          podejmowania drugiej pracy, lekarz ma byc wypoczety.

          > Bo zdaje się spóźnianie też was denerwuje.

          Kogo was? Spoznianie denerwuje kazdego, w tym lekarzy, kiedy spozniaja sie do
          nich pacjenci.

          W omawianej sytuacje lekarz (albo jego ubezpieczalnia) powinien pacjentowi
          wyplacic odszkodowanie. 150 zl. za koniecznosc wizyty w prywatnej przychodni
          plus kilka tys. zlotych odszkodowania.
          • obs2 Re: Niech ten lekarz zwroci ci te 150 zl. 09.05.09, 10:03
            > Tak zaplanowac prace, zeby nie kolidowaly. Powinien byc zreszta
            > zakaz podejmowania drugiej pracy, lekarz ma byc wypoczety.

            Dla ratowników też. Ratownicy rutynowo pracują 400 do 500 godzin w
            miesiącu. To jest OK?

            • arek103 Re: Niech ten lekarz zwroci ci te 150 zl. 09.05.09, 20:26
              obs2 napisał:

              > > Tak zaplanowac prace, zeby nie kolidowaly. Powinien byc zreszta
              > > zakaz podejmowania drugiej pracy, lekarz ma byc wypoczety.
              >
              > Dla ratowników też. Ratownicy rutynowo pracują 400 do 500 godzin w
              > miesiącu. To jest OK?

              Oczywiscie, ze dla ratownikow tez. Nie wiem zreszta ile pracuja ratownicy. To
              jednak oczywiste, ze nie powinni pracowac duzo wiecej nie jeden etat, czyli ok.
              176 godz. w miesiacu. Nikt nie powinien pracowac duzo wiecej niz jeden etat.
          • emanierka Re: Niech ten lekarz zwroci ci te 150 zl. 09.05.09, 22:26
            Co tam 150zł. Lekarz powinien zwrócić samolot!
            • arek103 Re: Niech ten lekarz zwroci ci te 150 zl. 10.05.09, 16:50
              emanierka napisała:

              > Co tam 150zł. Lekarz powinien zwrócić samolot!

              Samolot? Dlaczego?
              A moze chodzi ci o fotel ginekologiczny zwany potocznie samolotem?...
              • emanierka Re: Niech ten lekarz zwroci ci te 150 zl. 10.05.09, 21:57
                arek103 napisał:

                >
                > Samolot? Dlaczego?

                Taki pomysł nowej świeckiej tradycji. Co? Chyba dobry pomysł?
                Kiedyś, jak zabrali furę, to musieli zwrócić samolot i furman
                uważał, że to w porządku. To pacjent też powinien być zadowolony-
                jak lekarz go nie przyjmie po godzinach pracy, to musi zwrócić
                pacjentowi samolot.
                • arek103 Re: Niech ten lekarz zwroci ci te 150 zl. 11.05.09, 23:26
                  emanierka napisała:

                  > arek103 napisał:
                  >
                  > >
                  > > Samolot? Dlaczego?
                  >
                  > Taki pomysł nowej świeckiej tradycji. Co? Chyba dobry pomysł?

                  Niekoniecznie.

                  > Kiedyś, jak zabrali furę, to musieli zwrócić samolot i furman
                  > uważał, że to w porządku. To pacjent też powinien być zadowolony-
                  > jak lekarz go nie przyjmie po godzinach pracy, to musi zwrócić
                  > pacjentowi samolot.

                  Jak mozna zwrocic cos czego sie nie mialo?...
                  • barabara6 Re: Niech ten lekarz zwroci ci te 150 zl. 13.05.10, 18:00
                    "Samolot? Dlaczego?"
                    "Jak mozna zwrocic cos czego sie nie mialo?..."
                    Arek, poglądaj sobie "Misia" Barei, będziesz wiedział o czym ta rozmowa
      • casio69 Re: Niech ten lekarz zwroci ci te 150 zl. 08.05.09, 20:54
        Uważam,że pacjent już po 15 min. czekania powinien wezwać na miejsce zbrodni Dobrego Ratownika Medycznego.
        I taniej i wygodniej.

        arek103 - zdaj na medycynę i zrób to wszystko, co wiesz i umiesz naprawdę. Będzie Ci lżej, bo inaczej zakwasisz się na forum na korniszona.
        • arek103 Re: Niech ten lekarz zwroci ci te 150 zl. 09.05.09, 09:49
          casio69 napisał:

          > Uważam,że pacjent już po 15 min. czekania powinien wezwać na miejsce zbrodni Do
          > brego Ratownika Medycznego.
          > I taniej i wygodniej.

          Dlaczego akurat ratownika? Ratownicy maja powazniejsza robote na glowie. To, co
          POWINNO miec miejsce to to, ze lekarz powinien byl przyjac pacjenta. A poniewaz
          go nie przyjal powinien teraz wyplacic odszkodowanie.

          > arek103 - zdaj na medycynę i zrób to wszystko, co wiesz i umiesz napr
          > awdę.
          Będzie Ci lżej, bo inaczej zakwasisz się na forum na korniszona.

          Po co?
      • barabara6 Re: Niech ten lekarz zwroci ci te 150 zl. 13.05.10, 18:06
        "Ten lekarz powinien byl cie przyjac, a nastepnego dnia zarejestrowac mniej pacjentow i wyjsc wczesniej"

        To zdanie mi się bardzo podoba. Areczku, a może Ten lekarz wyszedł o 18-tej, bo dzień wcześniej kogoś przyjął nadprogramowo i właśnie dziś postanowił wyjść wcześniej?
    • vlad Prowokacja dyżurnego opiekuna forum 09.05.09, 00:32
      Ten post odbieram jako prowokację. forum przysypia więc jakiś dyżurny opiekun z
      gw podsyca flame
      • arek103 Re: Prowokacja dyżurnego opiekuna forum 09.05.09, 09:29
        vlad napisał:

        > Ten post odbieram jako prowokację. forum przysypia więc jakiś dyżurny opiekun z
        > gw podsyca flame

        Coz, dla niektorych prawie wszystko wydaje sie prowokacja... Nie oznacza to, ze
        jest nia faktycznie. Twoj mowi wiecej o stanie twojego umyslu niz o charakterze
        glownego watku...
        • panna.joanna86 Re: Prowokacja dyżurnego opiekuna forum 09.05.09, 14:41
          Wszędzie szpiedzy i podsłuchy, co? Hehe, mój ojciec na co drugi artykuł i
          materiał w tv mówi, że to prowokacja. Z tym że on ma zdiagnozowaną schizofrenię.

          Nie dziwi mnie jakos post autora wątku - bo sytuacja była skandaliczna.
          Rozumiem, że lekarz chciałby pracować do okreslonej godziny - ale skandalem jest
          nieprzyjmowanie pacjentów, którzy są zapisani na wizytę. To naruszenie praw
          kosumenta. Nie ściemniajcie, na pewno zdarzylo wam się słyszeć o takich
          wypadkach - o ile sami nigdy niczego podobnego nie zrobiliscie.

          Nie każdy doktor ma na nazwisko Judym, jak widac ;)
          • obs2 Re: Prowokacja dyżurnego opiekuna forum 09.05.09, 22:44
            > Nie każdy doktor ma na nazwisko Judym, jak widac ;)

            na szczęście.
            Postać tego debila, skur wysyna i walniętego histeryka na
            dziesięcioloecia skaziła myślenie Polaków o lekarzach.

            Jeżdżąc po Krakowie, mijam czasem ulicę Judyma. Wzbudza we mnie to
            chęć mordu.
            • dr01 Re: Prowokacja dyżurnego opiekuna forum 11.05.10, 10:11
              > > Nie każdy doktor ma na nazwisko Judym, jak widac ;)
              >
              > na szczęście.
              > Postać tego debila, skur wysyna i walniętego histeryka na
              > dziesięcioloecia skaziła myślenie Polaków o lekarzach.

              ty się od kolegi Judyma odp...
              jakbyś uważnie przeczytał książkę Żeromskiego, to byś sam zauważył, że dr Judym
              miał pewien problem i go rozwiązał:
              1)zakochał się w jednej pani, która była z innej warstwy społecznej
              (magnateria), więc ewentualne małżeństwo byłoby mezaliansem
              2) wokół niego kręciła się niejaka Basia (albo jakoś podobnie), której on nie
              kochał (bo kochał inną)
              3) ponieważ nie wypadało w tamtych czasach powiedzieć kobiecie "spadaj na
              bambus", dr Judym wstawił panience kit "że musi się pacjentami zajmować i nie ma
              na nią czasu"
              4) komuniści ten prosty wybieg towarzyski przerobili zgodnie z nurtem
              obowiązującej propagandy
              5) a ciemny lud z lekarzami włącznie dał się na to nabrać (jak zwykle)

              i tyle

              jak mnie żona wkurzy to też "wzywają mnie do szpitala do pilnego zabiegu", albo
              "muszę iść na dyżur i nie mam czasu"

              >
              > Jeżdżąc po Krakowie, mijam czasem ulicę Judyma. Wzbudza we mnie to
              > chęć mordu.

              wyluzuj
        • panna.joanna86 Re: Prowokacja dyżurnego opiekuna forum 09.05.09, 14:43
          Gdyby ktoś przylazł pod koniec mojego dnia pracy, jęczał błagając o przyjęcie
          mimo późnej pory, a nie byłby zzapisany - pogoniłabym. Ale wszystkich zapisanych
          musiałabym przyjąc, bo to praca, za którą lekarz dostaje pieniądze (inna sprawa
          ile...)
          • slav_ Re: Prowokacja dyżurnego opiekuna forum 09.05.09, 23:35
            > Gdyby ktoś przylazł pod koniec mojego dnia pracy, jęczał błagając o przyjęcie
            > mimo późnej pory, a nie byłby zzapisany - pogoniłabym.

            Zauważ że w pierwszym poście nic nie pisze o tym że pacjent był umówiony czy
            zapisany. PO prostu "se przyszedł" i "chciał być przyjęty".
            Pacjenci często tak robią licząc na to że lekarz ich przyjmie " na końcu" mimo
            ze nie byli zarejestrowani (a koniec jest właśnie PRZED tym bo jest końcem).
            Albo (nie wiedzieć czemu) używają dziwnego argumentu "to ja zaczekam na koniec"
            (?). Jeśli lekarz przyjmuje do 18 to przyjmuje do 18 i koniec.
            W Polsce jest taka konstrukcja systemu opieki zdrowotnej że nawet największy
            abnegat znajdzie pomoc lekarska - nocna pomoc lekarska, pogotowia, SOR-y jeśli
            tylko ruszy głowę i tyłek. Tylko niekoniecznie tam "gdzie mu wygodnie i gdzie by
            chciał" i tu jest pies pogrzebany. Królewiczowi się nie chciało ruszyć d..pska i
            zgłosić na dyżur a teraz wylewa żale na forum ze lekarz "nie chciał przyjąć".
      • andnow2 też odnoszę takie wrażenie 09.05.09, 10:48
        vlad napisał:

        > Ten post odbieram jako prowokację. forum przysypia więc jakiś
        > dyżurny opiekun z gw podsyca flame


        Post jest infantylnie naiwny.

        Natomiast jeśli chodzi o brak dyskusji, to mnie to nie dziwi, bo
        moderacja skutecznie zniechęcała uczestników do wypowiadania swych
        myśli.
        • arek103 to sie nazywa urojenie... 11.05.09, 23:28
          andnow2 napisał:

          > vlad napisał:
          >
          > > Ten post odbieram jako prowokację. forum przysypia więc jakiś
          > > dyżurny opiekun z gw podsyca flame
          >
          >
          > Post jest infantylnie naiwny.
          >
          > Natomiast jeśli chodzi o brak dyskusji, to mnie to nie dziwi, bo
          > moderacja skutecznie zniechęcała uczestników do wypowiadania swych
          > myśli.

          Widzenie prowokacji tam gdzie jej nie ma to sie chyba nazywa urojenie, prawda? :)
    • bajadercia Re: Przypadek zaniedbania lekarskiego 11.05.09, 12:50
      Jestem stażystką w szpitalu i czasami "asystuję" jednemu lekarzowi z okolo 20
      letnim stazem.... Niesamowite, koles doswiadczony, a potrafil robic takie
      bzdury. Przykladowo przyszla do niego raz starsza pani, na oko tak koło 75 lat,
      i przyszła tak, że już się leniwie zaczynał pakować. Powiedziała na wstępie, że
      przeprasza, ale nie udało jej się szybciej przyjść, i że ma bardzo niskie
      ciśnienie chciałaby tylko receptę na Gutron bo jej się skończył, ale już go
      brała wcześniej więc nie musi robić badania, tylko, zeby wystawił receptę. A on
      na to, że chciałby ją jednak przebadać więc niech przyjdzie za 3 dni. Kobieta
      próbowała go przekonać, ale on postawił na swoim i ją wyprosił za drzwi.

      Potem jak się zbierał to mi powiedział, jak zapytałam dlaczego tak zrobił, że
      to starucha i że takie baby to pół apteki trzymają w domu i na pewno jeszcze
      gdzieś znajdzie ten lek, a on się już spieszy i nie chciało mu się wypisywać
      recepty itd. takich ludzi jest cala masa w szpitalach, przychodniach.

      Nie wiadomo co było z tą kobietą, przecież równie dobrze mogła zasłabnąć i
      rozwalić sobie głowę albo złamać rękę. Niestety ludzi takich jak ten lekarz jest
      w szpitalach multum ...Młodzi lekarze zaczynają pracować z poczuciem misji, z
      zapałem, który niestety szybko wygasa przy kontakcie z "systemem" i zaczynają
      popadać w rutyne. Smutne ale prawdziwe...
      • keg37 Re: Przypadek zaniedbania lekarskiego 11.05.09, 15:31
        Czy na medycynie są jakieś testy na inteligencję, uzależniające wydanie dyplomu?
        Czy może obecnie u lekarzy stażują aspirantki na salowe, nie mówiąc o innym
        personelu?
        Boże, miej nas w swojej opiece, nie każdy będzie miał tyle szczęścia ze
        stażystkami, co p. prez. Clinton.
        Ale on "nie zaczynał się leniwie ... pakować", wręcz przeciwnie.
        • pct3 Re: Przypadek zaniedbania lekarskiego 13.05.10, 21:06
          Czy na medycynie są jakieś testy na inteligencję, uzależniające wydanie dyplomu?

          Na szczęście nie. Inaczej ani ja ani prawie żaden z kolegów lekarzy by dyplomu nie dostał.
          Co więcej, jestem pewien że razem z tym testem byłby test na inteligencję emocjonalną, w którym promowanymi postawami byłyby aberracje emocjonalne typu altruizm, skłonność do "powołania" itp.
    • imponeross No wlasnie, gdzie pacjent ma sie wtedy udac? 16.05.10, 23:38
      grammmatik napisał:

      ...
      godziny. Jak to
      > jest możliwe, że wychodzi o tej godzinie, do której ma zapisane,
      że kończy
      > pracę nawet jeśli wszystkich nie przebadał, nawet jak ma kogoś
      zapisanego, kto
      > nie zdążył zostać przebadany? Może ktoś mi to wytłumaczy, bo ja
      tego nie ogarni
      > am

      Generalnie w porzadku (choc troche niekulturalnie), ze wyszedl o
      godzinie, o ktorej konczy prace, bo twoj przypadek nie byl chyba
      zagrazajacy zyciu. Powinien cie byl jednak poinformowac, gdzie masz
      sie udac, by cie przebadano. Moze na izbe przyjec do najblizszego
      szpitala? No wlasnie, gdzie pacjent ma sie wtedy udac? Przeciez on
      cie nie przebadal, wiec nie mogl wiedziec, czy sprawa moze czekac do
      nastepnego dnia rano.
      • pct3 Re: No wlasnie, gdzie pacjent ma sie wtedy udac? 17.05.10, 14:45
        Powinien cie byl jednak poinformowac, gdzie masz
        sie udac, by cie przebadano. Moze na izbe przyjec do najblizszego
        szpitala? No wlasnie, gdzie pacjent ma sie wtedy udac? Przeciez on
        cie nie przebadal, wiec nie mogl wiedziec, czy sprawa moze czekac do
        nastepnego dnia rano.


        Cóż, nie pozostaje mi do dodania nic poza tym, że jeśli chcesz to
        potafisz napisać rozsądny, obiektywny post.
        Ja też zgadzam się z tym że powinien choćby w podstawowym zakresie
        określić pilność przypadku, oraz udzielić informacji o tym co dalej.

        Choć akurat odpowiedź na pytanie "co dalej" powinna być znana
        pacjentowi. Pomimo całego zamieszania w systemie ochrony zdrowia,
        pewne rzeczy funkcjonują i są niezmienne od lat. Od 18:00 w dni
        powszednie i całą dobę w weekendy i święta działa system
        ambulatoriów, gdzie jest wtedy lekarz. Co prawda jego możliwości
        diagnostyczne są bliskie zeru, ale jednak może on wydać opinię "co
        dalej", w szczególności- skierować na SOR w razie potrzeby.
        Również w zakresie elementarnej życiowej orientacji, nie
        kwalifikowanej jako wiedza specjalna, leży wiedza, iż bezpośrednio
        na SOR należy udać się z porodem w toku, z odwodnieniem u małego
        dziecka czy narastającym odwodnieniem u starszej osoby, a że do
        gniotącego bólu w klatce piersiowej albo do pacjenta nieprzytomnego
        należy wzywać ratownictwo.

        Zgadzam się jednak i z tym, że o ile takiej wiedzy należy oczekiw
        ać od każdego nie upośledzonego umysłowo pacjenta, to
        równocześnie nie wolno pozostawiać pacjenta bez informacji, o ile on
        nie ma jednak oczekiwanej wiedzy.
        Pozdrawiam.

    • maaarcin.2 Re: Przypadek zaniedbania lekarskiego 17.05.10, 16:01
      Dla ciebie i całej twojej rodziny
      www.allegro.pl/item1043148904_najlepsze_skarpety.html
    • aretahebanowska Re: Przypadek zaniedbania lekarskiego 22.05.10, 02:00
      Uwaga, uwaga! Do studentów II roku wydz. lekarskiego. Jako pilna
      czytelniczka tego forum postanawiam nauczona przykładem Waszych
      starszych kolegów, że od dzisiaj:
      1. nie odpowiadam na pytania dotyczące materiału z ćwiczeń,
      seminariów i wykładów poza godzinami zajęć; bardzo proszę nie
      przychodzić do mojego gabinetu 5 minut przed moim wyjściem z pracy
      aby zapytać - "Pani doktor, jak mam się przygotować do takiego a
      takiego kolokwium?" albo "Mam pytanie dotyczące ...";
      2. wyniki kolokwiów pisemnych podaję po tygodniu, w godzinach pracy
      a nie jak do tej pory, godzinę po zakończeniu kolokwium, o godzinie
      dowolnej;
      3. nie odpowiadam w tej chwili na pytania dotyczące praktyk
      wakacyjnych, ponieważ zajmuje się tym obecnie moja zastępczyni, i
      nawet jeśli jej nie ma a ja jestem, to mam to gdzieś;
      4. nie przesyłam prezentacji przygotowanych przeze mnie innym grupom
      seminaryjnym, bo jak nie mają ze mną zajęć to niech męczą się z
      odcyfrowaniem slajdów wykładowych w pięciu obcych językach;
      5. nie przepisuję nikogo do dogodnej dla niego grupy seminaryjnej,
      bo nie i już;
      6. nie przyjmuję na swoje seminaria osób z innych grup bo nie będę
      prowadzić dyskusji z większą ilością osób niż przewidziana w
      regulaminie, i nie obchodzi mnie, ze w waszych grupach seminaria są
      nudne i niczego się na nich nie uczycie;
      7. nie odpowiadam na maile wysyłane do mnie w sobotę o 1 w nocy z
      pytaniami dotyczącymi najbliższego kolokwium; w ogóle nie odpowiadam
      na maile.
      A jak pomyślę to dopiszę jeszcze parę punktów.
      Podziękujcie kolegom z forum za to, że otworzyli mi oczy. Jaka płaca
      taka praca. W końcu muszę się cenić i nie mogę swojej wiedzy
      sprzedawać za tak marną kasę.
      • encorton1 mam nadzieje że to głupi żart 24.05.10, 01:46
        Powyższy post mógłby być śmieszny gdyby nie fakt, że osoba o takim imieniu i
        nazwisku rzeczywiście pracuje na jednej z uczelni medycznych i na dodatek jest,
        jak zauważyłem opiekunem II roku wydz lekarskiego. Mam nadzieję, że to jest
        jednak żart jakiegoś studenta-idioty, lub "kolegi" z pracy ( na marginesie za
        taki "dowcip" jego autor zostać wywalony z uczelni )bo sytuacja , w której
        opiekun roku na studiach wypisuje na publicznych forach teksty mające na celu
        obrażenie, zastraszanie czy też grożenie swoim studentom to moim zdaniem skandal.
        Pomijam już wyjątkowo denną motywację - "dowalę wam bo mnie jacyś anonimowi
        ludzie na forum wkurzyli". Jeśli to prawda ( bo jakoś nie potrafię w to
        uwierzyć)to może warto aby władze wydziału lub samorząd studentów się tym
        zainteresowały.

        Jeden wykładowca z Wrocławia się już na czymś trochę podobnym przejechał:
        wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,37663,7587676,Za__zycze_szczescia_w_KFC__wykladowca_z_Wroclawia.html
        • aretahebanowska Re: mam nadzieje że to głupi żart 24.05.10, 11:30
          Tak istnieję! I to rzeczywiście ja napisałam. Przeraziło Cię to? To
          dobrze. Moi studenci wiedzą jak jest naprawdę. Nie ma to na celu
          ani ich zastraszenia, ani nie są to groźby wobec nich. Zresztą
          przedstawione postępowanie jest akurat zgodne z regulaminem. Chodzi
          tylko abyście zrozumieli jedno - wydaje się Wam, lekarzom, że tylko
          od Was wymaga się poświęcenia wolnego czasu dla innych, a dla
          większości uczestników tego forum to problem. Po zamieszczanych tu
          postach widać, że nie chcecie tego robić. Uświadomcie sobie, że
          jeśli inni też z tego zrezygnują, to i Wam będzie w życiu ciężej.
          Moich studentów traktuję dokładnie odwrotnie, zresztą z czego mam
          się tłumaczyć? Swój post zgłaszam do wykasowania.
          • encorton1 Re: mam nadzieje że to głupi żart 24.05.10, 18:30
            > Przeraziło Cię to?

            Przeraziło mnie to, że wykładowca akademicki i opiekun roku może motywować Swoje
            zachowanie w tak prymitywny sposób. Z całym szacunkiem ale nie jesteś jaką tam
            panią ze sklepiku, która wywiesza sobie karteczkę na drzwiach " studentów nie
            obsługujemy, bo są głupi" tylko osobą na poważnym stanowisku w poważnej podobno
            instytucji i obowiązują Ciebie pewne standardy zachowań.

            > Nie ma to na celu
            > ani ich zastraszenia, ani nie są to groźby wobec nich. Zresztą
            > przedstawione postępowanie jest akurat zgodne z regulaminem.

            Groźby sensu stricto to może nie są ale przekaz "teraz wam dowalę" jest moim
            zdaniem widoczny. Poza tym w Swoją dziecinną vendettę wplątujesz osoby trzecie (
            bo to nie studenci ale jacyś anonimowi forumowicze Ciebie zdenerwowali)
            dodatkowo zależne od Ciebie,a to jest dyskwalifikujące.

            > wydaje się Wam, lekarzom, że tylko
            > od Was wymaga się poświęcenia wolnego czasu dla innych

            Nie wiem co wydaje się lekarzom jako takim, wiem tylko co wydaję się mnie, a
            dokładnie najważniejsze jest dla mnie ile ja muszę poświęcać wolnego czasu innym
            i na tej podstawie oceniam czy to za dużo czy za mało. Nie obchodzi mnie jak
            maja inni bo to nie mój problem.

            > Uświadomcie sobie, że
            > jeśli inni też z tego zrezygnują, to i Wam będzie w życiu > ciężej.

            Komu chcesz coś uświadomić - studentom? W taki sposób to możesz tylko Siebie
            ośmieszyć. Jeśli lekarzom to może pójdź i powiedz to jakiemuś prosto w twarz,
            czy też może brakuje odwagi albo możliwości i jako rekompensatę na celownik
            bierzesz tych których masz pod ręką.

            > Moich studentów traktuję dokładnie odwrotnie, zresztą z czego mam
            > się tłumaczyć?

            Nie wiem jak traktujesz Swoich studentów ale ufam, że jest tak jak piszesz. Nie
            potrafię jednak zapomnieć, że swego czasu Twoja katedra bardzo starała się
            udowodnić komu tylko mogła, że studenci to nie są ludzie.
            • aretahebanowska Re: mam nadzieje że to głupi żart 24.05.10, 19:29
              To nie są groźby. Nie robię tak i nigdy nie zrobię. Ale tak by było,
              gdybym trzymała się linii przyjętej przez niektórych na tym forum.
              Gdybym postępowała ściśle według regulaminu. Uważasz, że w ten sposób
              zaszkodziłabym studentom? A lekarz, który nie chce przyjąć
              zarejestrowanego pacjenta (chorego) czekającego na korytarzu, bo
              właśnie minęła godzina zakończenia pracy nie zaszkodzi pacjentowi?
              Tutaj (na forum)często postuluje się aby lekarz robił tylko minimum,
              bez większego zaangażowania bo: mało zarabia, pacjenci są wredni i
              roszczeniowi, praca męcząca itp. To oznacza, że lekarz może się
              spóźniać, być delikatnie mówiąc niekulturalny, może lekceważyć
              pacjentów no i oczywiście nie może poświęcić choć chwilki swego
              cennego czasu ponad to co musi.
              Tu na forum jest wielu bohaterów. Jedna taka, która udziela się tu i
              na wielu innych forach, pisała do współdyskutantów o tym, że życzy im
              aby zdarzyło im się płaszczyć przed nią i błagać o pomoc. Tylko ona
              pisze pod nickiem. Ja przynamniej mam odwagę używać swojego nazwiska.
              Pieszesz, że moje zachowanie jest nie fair. A takie jest fair? Jaki
              obraz lekarza mają studenci po przejrzeniu takiego forum? Piszesz, że
              obowiązują mnie standardy zachowań, a lekarzy nie obowiązują? Lekarzom
              do których mam jakieś pretensje mówię prosto w twarz. A o studentów
              się nie martw. Poradzą sobie. Ja w każdym razie ich nie krzywdzę, a
              wielu z nich już udało mi się pomóc. A jak uświadomią sobie jakie mogą
              być skutki zwykłego braku życzliwości do ludzi, to może sami w
              przyszłości bedą o ludzi dbać. Wykładowca akademicki jak lekarz, też
              może mieć gorszy dzień, nie chcieć widzieć pacjenta (o przepraszam
              studenta itd.). Stosujmy standardy równe wobec wszystkich. Ty jesteś w
              porządku ale inni nie są. Tak przynajmniej wynika z ich wypowiedzi.
              Ciekawe, że nie oburzają Cie posty protozoa czy lukasa.
              Widzę też, że masz jednak jakiś problem z moją katedrą? Dawny student?
              Czyżby repeta (warunek) z biochemii?
              Trochę się rozpisałam, ale muszę już kończyć, bo teraz mam do
              napisania kilka maili do studentów, którzy właśnie przygotowują się do
              egzaminu i zasypują mnie pytaniami dotyczącymi przedmiotu. A jestem
              już po pracy.
              • cccykoria Re: mam nadzieje że to głupi żart 24.05.10, 20:14

                Nieładnie zachował się encorton to co napisał itp Trzeba
                być .... ,aby podawać dane.
                Trzeba mieć naprawdę ... ,aby ...

                *Z całym szacunkiem ale nie jesteś jaką tam
                panią ze sklepiku, która wywiesza sobie karteczkę na drzwiach "
                studentów nie
                obsługujemy, bo są głupi" *

                -to świadczy o Tobie , bez komentarza.
                • encorton1 Re: mam nadzieje że to głupi żart 24.05.10, 21:11
                  Warto najpierw dokładnie przeczytać, zrozumieć, a potem polemizować. Pani ze
                  sklepiku to metafora, taka osoba nigdy nie istniała. Chodzi o to, że od osób na
                  pewnych stanowiskach i o pewnym autorytecie wymaga się więcej niz od
                  przysłowiowej sklepikarki ( z całym szacunkiem dla nich). Nie mam ochoty na
                  obrzucanie się forumowym błotem z forumowiczką aretahebanowska chciałem tylko w
                  miare dosadnie wyrazić dlaczego jej post był moim zdaniem nie na miejscu i tyle.
                  • aretahebanowska Re: mam nadzieje że to głupi żart 24.05.10, 21:53
                    No dobrze już, dobrze. Mam dziś dobry humor i nie gniewam się za
                    sklepikarę. Zresztą byłam w życiu już gorzej tytułowana więc i tak nie
                    jest źle ;-).
                    • encorton1 Re: mam nadzieje że to głupi żart 24.05.10, 22:20
                      Pisząc o sklepikarce nie chciałem bynajmniej obrazić, taka metafora przyszła mi
                      akurat do głowy. Jest ona dosadna ale rzeczywiście mogła być trochę
                      subtelniejsza:))
                  • cccykoria Re: mam nadzieje że to głupi żart 24.05.10, 22:11
                    encorton1 napisał:

                    > Warto najpierw dokładnie przeczytać, zrozumieć, a potem
                    polemizować. Pani ze
                    > sklepiku to metafora, taka osoba nigdy nie istniała. Chodzi o to,
                    że od osób na
                    > pewnych stanowiskach i o pewnym autorytecie wymaga się więcej niz
                    od
                    > przysłowiowej sklepikarki ( z całym szacunkiem dla nich). Nie mam
                    ochoty na
                    > obrzucanie się forumowym błotem z forumowiczką aretahebanowska
                    chciałem tylko w
                    > miare dosadnie wyrazić dlaczego jej post był moim zdaniem nie na
                    miejscu i tyle
                    > .

                    Oki ,też nie mam zamiaru się kłócić,ale uwazam ,że nie
                    masz racji ,ja ten post arety odebrałam inaczej (z
                    przymrużeniem oka);) , badrzo fajnie to podsumowała i
                    myślę ,że niektórym dr da to do myślenia
                    oczywiście ,jeżeli chcą wyciągnąć odpowiednie wnioski ,ale
                    znając te forum od założenia ,jest coraz gorzej ,ale miejmy
                    nadzieję,że będzie lepiej;)
                    • encorton1 Re: mam nadzieje że to głupi żart 24.05.10, 22:39
                      Pomijając wszystko o czym pisaliśmy, to trzeba pamiętać, że skoro ja bez
                      większych kłopotów skojarzyłem autorkę, to może to zrobić ktoś inny i zrozumieć
                      post bez przymrużenia oka ( bo jak widać można) bądź też celowo przeinaczyć i
                      wykorzystać przeciw niej. Takich ludzi we wszystkich środowiskach można znaleźć,
                      a wtedy rzeczywiste intencje autorki i najbardziej nawet przekonywująca
                      argumentacja może nie być słyszalna.
                      To troch tak jak ( oczywiście wyolbrzymiam trochę porównanie) z pewnym chyba
                      kardiochirurgiem którego parę lat temu kilku ludzi przy pomocy naiwnych
                      dziennikarzy wrobiło w łapówki. Do momentu, w którym na szczęście sami
                      dziennikarze doszli, że coś tu śmierdzi nikt nie słuchał jego wersji i o mały
                      włos a udałoby się go zniszczyć - taka współczesna wersja linczu.
              • pct3 Re: mam nadzieje że to głupi żart 24.05.10, 20:16
                Uważam że w Twoich prowokacyjnych wypowiedziach zawarte jest sporo
                racji. Tak, jestem jednym z tutejszych trolli forumowych. Ale
                odnoszę wrażenie, że uczciwych trolli. Głosząc hasła iż lekarz nie
                powinien przyjmować po godzinach pracy (z oczywistym wyjątkiem
                stanów nagłych) równocześnie z pełną odpowiedzialnością informuję że
                nie spóźniam się do pracy.
                Ponadto: wiele z nagłośnionych przypadków rzekomej odmowy leczenia
                przez lekarza dotyczyło odmowy nie w aspekcie tego, że
                lekarzowi "nie chce się zdjąć płaszcza" i wrócić do gabinetu, tylko
                w aspekcie braku wskazań, warunków i możliwości do udzielania pomocy.
                Przykłady były na forum. Oczekiwanie od lekarza izby przyjęć że
                pójdzie do autobusu "w pobliżu szpitala" by tam udzielać pomocy
                komuś kto "chyba zasłabł" (pogotowie było w drodze). Oczekiwanie że
                szpital rehabilitacyjny przyjmie pacjenta z zawałem serca (bo ten
                szpital był najbliżej). Przywożenie przez kolegów pacjenta po upadku
                z wysokości prywatnym autem do poradni POZ (bo tu jest "najbliższy
                lekarz"). Próby uzmysłowienia i choćby najspokojniejszego
                tłumaczenia że w sytuacji nagłych stanów medycznych chodzi o 2
                sprawy: o pomoc udzieloną szybko, ale - co ważniejsze - w sensowny
                sposób - nie dawały efektu. Podobnie jak próby argumentowania, że
                nasza (lekarskich trolli forumowych) postawa jest odpowiedzią na
                oczekiwania społeczne, dotyczące wprowadzania w naszym kraju
                cywilizowanych procedur, opartych na rzetelnych kompetencjach i
                mających na celu skuteczność działania. W tych procedurach szewc nie
                naprawia wałów przeciwpowodziowych, a lekarz rehabilitacji medycznej
                nie leczy zawału. Oczywiście w sytuacji nagłej szewc pracuje przy
                umacnianiu wałów, ale raczej pod kierunkiem eksperta, a lekarz
                rehablitacji zobligowany jest do przeprowadzenia reanimacji. To
                oczywiste i tego nikt nie neguje. Ale nie ma żadnych etycznych,
                merytorycznych i formalnych przesłanek do pracy lekarza POZ o
                godzinie 18:01, do wychodzenia lekarza izby przyjęć poza jej obręb
                (oczywiście, NZK 2 metry od drzwi izby przyjęć traktuję jako stan
                obligujący jej lekarza do pomocy, ale już 300 metrów od drzwi -
                nie!) itd.
                Tragiczne jest to, że spokojne i rzeczowe przedstawianie takich
                przykładów w celu propagowania wiedzy co i kiedy należy zrobić,
                odbierane jest jako demonstracja lekarskiego lenistwa, z
                obowiązkowym i rytualnym wspomnieniem o lekarskim "wywyższaniu się".

                Wobec powyższego, Twoje deklaracje dotyczące wypełniania swoich
                obowiązków tylko w godzinach pracy, i te mówiące że Cię "nie
                obchodzi" co kto zrobi gdy nieobecna jest osoba odpowiedzialna za
                dane działania (a nie było procedur przekazujących kompetencje komu
                innemu), uważam za słuszne i popieram je.


                Pozdrawiam.
                • aretahebanowska Re: mam nadzieje że to głupi żart 24.05.10, 21:11
                  Oczywiście przykłady przedstawione przez Ciebie są z lekka absurdalne
                  i takie sytuacje nie powinny mieć miejsca, ale na Twoich kilka
                  przykładów można przytoczyć kilka innych. I tak naprawdę w tym co
                  napisałam "do studentów" chodziło o pokazanie, że taki zwykły ludzki
                  odruch nie musi dużo kosztować a komuś może bardzo pomóc. Przepisanie
                  kogoś do innej grupy nie kosztuje mnie dużo, a student będzie
                  zadowolony. Jedynym kosztem jest to, że musiałam na moment oderwać się
                  od innych czynności. Nie musiałabym odpowiadać na te nieszczęsne maile
                  z pytaniami z biochemii. Ale żal mi ich i wiem, że być może jak ja im
                  tego nie wytłumaczę, to oni tego nie zrozumieją. To też dużo nie
                  kosztuje. Jak już wiesz pracuję z lekarzami. Mam cały przegląd
                  charakterów i postaw. Wielu jest naprawdę świetnych, ale jest też
                  grupa beznadziejnych. Generalnie jeśli miałabym wybierać to wolałabym
                  być leczona przez chamskiego, ale świetnego specjalistę, niż
                  sympatycznego partacza. Tylko często zdarza się połączenie chama z
                  partaczem. Ja, ze względu na miejsce pracy, umiem ocenić danego
                  lekarza w miarę merytorycznie. Szary pacjent jest bez szans. Dlatego w
                  przypadku kontaktów z pacjentami pierwsze wrażenie jest ważne,
                  a "urzędnicze" podejście dobrego wrażenia nie robi. Zwłaszcza jeśli
                  czasem naprawdę przysługa niewiele kosztuje. To co opisałeś to błędy
                  całego systemu, a ich skutki skrupiają się na lekarzach, przy czym tak
                  oczywiście nie powinno być. Jednak niegrzeczne odzywki, traktowanie
                  pacjenta jak imbecyla (co nierzadko się zdarza), lekceważenie, brak
                  informacji, spóźnialstwo itp. wcale nie są takie rzadkie. Sama
                  niejednokrotnie się z nimi spotkałam. Ja sobie poradzę, wielu ludzi
                  nie. Co do roszczeniowości pacjentów. Proporcje buraków do normalnych
                  są chyba takie same we wszystkich grupach ludzkich, tak więc i u
                  pacjentów. Roszczeniowe zachowania często są skutkiem oczywistego
                  chamstwa i bezczelności, ale często też tylko zwykłego strachu i
                  bezradności. Potraktowanie takich osób w sposób sformalizowany
                  wywoła u nich poczucie krzywdy. To co ty uważasz za spokojny i
                  rzeczowy ton przez spanikowanego pacjenta może właśnie zostać odebrane
                  jako wywyższanie się. Ty jako troll i tak jesteś spokojny, ale parę
                  innych osób nie jest. Kilka z nich pisuje też na innych forach i
                  niestety nie wystawia tam lekarzom najlepszego świadectwa.
                  A co do studentów, staram się ich uczyć najlepiej jak potrafię i być
                  dla nich miła. Nie jestem typem regulaminowca i wiele rzeczy można ze
                  mną załatwić. Więc niech nikt się nie obawia - zmian w moim podejściu
                  nie będzie ;-D. A że przedmiot mamy rzeźnicki? To nie ja jestem szefem
                  (może na szczęście dla studentów ;-) ).
                  • young_doc Re: mam nadzieje że to głupi żart 24.05.10, 22:21
                    Jako kolejny dyżurny troll forum pozwolę sobie napisać że masz w 100% rację...
                    Niemniej daj sobie powiedzieć że Twój pierwszy post brzmi dokładnie jak słowa
                    zirytowanego postawą innych doktora nauk medycznych. Domyslkam się ze nie
                    spełnisz swoich gróźb, że tylko musiałaś dac upust swojej frustracji systemem -
                    pozwól na to samo i nam chociaż na forum.

                    Pozdrawiam

                    P. S. Biochemia 3,0 prof J. G. Polska południowa
                    mam więcej dodawać by opisać mój stosunek do przedmiotu?
                    niemniej staram się odgrywać przez to na biochemikach...
              • encorton1 Re: mam nadzieje że to głupi żart 24.05.10, 20:54
                > To nie są groźby. Nie robię tak i nigdy nie zrobię.

                Ja tak to odebrałem i myślę, że Twoi studenci też mogliby tak to odebrać. Ale
                cieszę się, że tak nie robisz i nie zrobisz.

                > A lekarz, który nie chce przyjąć
                > zarejestrowanego pacjenta (chorego) czekającego na korytarzu, bo
                > właśnie minęła godzina zakończenia pracy nie zaszkodzi pacjentowi?

                Jednemu zaszkodzi, większości najczęściej nie. Od tego tam jest aby ocenić czy
                np jednodniowa zwłoka może mieć konsekwencje zdrowotne czy nie. Poza tym
                najłatwiej stwierdzić, że to lekarz prymityw. Nikt jakoś nie protestuje gdy NFZ
                uważa, że przyjmowanie jednego dnia 40 chorych jest ok i że da się coś takiego
                zrobić. Taka jest najczęściej przyczyna tych odmów przyjęcia, a nie czyjaś
                bezdusznść. Nie da się codziennie przez ileś lat przymusowo ( bo tak to wygląda)
                przeznaczać komuś prywatny czas i w końcu nie wytrzymać

                > Tutaj (na forum)często postuluje się aby lekarz robił tylko > minimum,
                bez większego zaangażowania bo: mało zarabia, pacjenci są > wredni i
                roszczeniowi, praca męcząca itp.

                Raczej postuluje się aby robił to co dla niego należy, a nie Swoim poświeceniem
                czy kombinacjami ( różnie można to nazwać )łatał dziury w systemie ochrony zdrowia.

                > nie może poświęcić choć chwilki swego
                > cennego czasu ponad to co musi.

                Może ale dlaczego w tej chwili jest tak, że ma musieć?. Lekarz jest jednak
                pracownikiem , a nie wolontariuszem.

                > Tu na forum jest wielu bohaterów. Jedna taka, która udziela się tu > i na
                wielu innych forach, pisała do współdyskutantów o tym, że > życzy im aby
                zdarzyło im się płaszczyć przed nią i błagać o pomoc. > Tylko ona pisze pod
                nickiem. Ja przynamniej mam odwagę używać > swojego nazwiska.

                Ona jest anonimem, może byc lekarzem a może podszywaczem psychopatą, to tylko
                forum. Ważne jest jak wykonuje Swoją pracę, a na podstawie forum tego nie
                określisz. Z tego co ja widzę, to ci którzy olewają Swoja prace i traktują
                pacjentów "z buta" mają raczej zawsze doskonałe samopoczucie i usta pełne
                etycznych frazesów. Dekompensują się raczej ci którzy na codzień zagryzają zęby
                i harują. To gdzieś niestety musi znaleźć ujście.
                Ty natomiast napisałaś pod Swoim nazwiskiem na tym anonimowym publicznym forum
                wypowiedź, w której zasugerowałaś przeniesienie tych internetowych brudów na
                osoby trzecie - w tym przypadku niczemu nie winne. Po prostu warto mieć jednak
                trochę dystansu, aby nie popełnić głupstw, których można potem żałować.

                > Jaki obraz lekarza mają studenci po przejrzeniu takiego forum? > Piszesz,
                że obowiązują mnie standardy zachowań, a lekarzy nie > obowiązują?

                Nie doceniasz studentów, oni na prawdę wiedzą skąd czerpać wzorce jeśli tylko
                chcą oczywiście.

                > Widzę też, że masz jednak jakiś problem z moją katedrą? Dawny > student?
                Czyżby repeta (warunek) z biochemii?

                Wiedziałem, ze ten argument padnie. Studentem już od paru lat nie jestem. W moim
                indeksie po pozycja biochemia widnieje 5 z którego z reszta jestem dumny.
                Niestety parę razy zostałem potraktowany w sposób który spowodował, że nie
                mogłem nie zareagować na Twój pierwszy post. Może dzisiaj wygląda to już
                wszystko trochę inaczej?

                Mimo tej całej nie zawsze miłej wymiany zdań pozdrawiam serdecznie i życzę nie
                przepracowania się,a raczej pewnie zasłużonego relaksu:))
Pełna wersja