Na blogach: Polacy nie gęsi - czyli o lokalizac...

    • Gość: asga Re: Na blogach: Polacy nie gęsi - czyli o lokaliz IP: *.adsl.inetia.pl 17.11.09, 22:02
      najbardziej oburzaja sie na uzywanie polskich slow

      typu Rzeznik zamiast Butcher ci , ktorrzy tak na prawde

      maja g.. nie wyobraznie i jakos pokretnie rozumieja

      zachodnie slowa jako takie COOOL
    • Gość: zumek Re: Na blogach: Polacy nie gęsi - czyli o lokaliz IP: *.gdynia.mm.pl 17.11.09, 22:09
      Nie no zartuje. Chodzi mi o to ze u nas trzeba kombinowac zeby kupic oryginal. SC2 pewnie kupi mi kumpel w Anglii wiec nie ma problemu.
    • Gość: errabundi Re: Na blogach: Polacy nie gęsi - czyli o lokaliz IP: *.merinet.pl 17.11.09, 22:09
      Wrócę jeszcze do kwestii, którą poruszyłeś - trudność tłumaczenia. Nie marzeczy trudnych. Mi na studniach kazano przetłumaczyć przejrzyście i literacko fragment "Boskiej komedii" Dantego. Od tego zależała moja ocena na koniec roku. Oceniali dwaj specjaliści: profesor włoskiego i profesor literatury włoskiej. Oceniali nie tylko wierność oryginałowi, ale także umiejętność posługiwania się językiem polskim i wartość literacką przekładu! To było wyzwanie! Ale na całym roku sprężyliśmy się i każdy podołał zadaniu.

      Dlatego też czasem mam wrażenie, że gry przekładają ludzie niedouczeni; nie mówię tu o samych tłumaczach z "linii frontu", bo znam wielu świetnych, którzy się tym zajmują. Mam na myśli raczej koordynatorów, którzy - sami nie dopełniając swoich obowiązków, a więc dając np. tłumaczowi tekst bez konkretnego kontekstu, czy ze względu na nieznajomość polszczyzny (właśnie tak! nie obcego języka, bo ten na ogól znają doskonale), czepiają się prawdziwych pereł językowych.

      Pracę wykonaną przez tłumacza trzeba traktować z pewną swobodą. W końcu, jak uczą na pierwszym roku językoznawstwa, język to twór abstrakcyjny, więc tak należy go traktować. Tłumaczenie, owszem, musi być wierne, ale przede wszystkim czytelne dla odbiorcy języka, na który tekst przekładamy, a nie jedynie skopiowane słowo w słowo z oryginału na język docelowy. Nie raz ode mnie takiej głupoty wymagano. I rezygnowałem ze zlecenia.
    • errabundi Re: Na blogach: Polacy nie gęsi - czyli o lokaliz 17.11.09, 22:10
      A w ogóle to świetny tekst! Trafia w sedno problemu.
    • mr.lipton Re: Na blogach: Polacy nie gęsi - czyli o lokaliz 17.11.09, 22:24
      zumek

      ej ale ja serio serio. O ile nie masz parcia na SC2 w dniu premiery to spokojnie odczekaj nieco aż na allegro pojawią się klucze do blizzstor`a będzie przede wszystkim tanio (SC1 z BW np w normalnym sklepie 60 zł, blizzstore 15$ lub 15 ojro, a na alledrogo za 13 zł) i dość wygodnie. Uprzedzam jedynie ze transfer od nich jest cienki tak 500 kilo maks z tego co widziałem.
    • own3d1n1 Re: Na blogach: Polacy nie gęsi - czyli o lokaliz 17.11.09, 22:59
      No i jak tu mieć wiarygodność do tłumacza jeśli ten nawet w ojczystym języku macha kwiatkami na lewo i prawo. Tak jest, "było by"... no i wyszedłem na mendę ostatnią. Oczywiście tekst jest niczego sobie. smile
    • Gość: zumek Re: Na blogach: Polacy nie gęsi - czyli o lokaliz IP: *.gdynia.mm.pl 17.11.09, 23:12
      mr.lipton

      13zl na allegro jak na blizzstore jest za 15E ? Dlaczego? Jak to sie oplaca?

      Parcia na premiere nie mam i pewnie jak cena klucza bedzie odpowiednia to sie skusze. Ale Blizz udostepnia gdzies pliki z gra czy musze sie do torrenta odwolywac?
    • Gość: zumek Re: Na blogach: Polacy nie gęsi - czyli o lokaliz IP: *.gdynia.mm.pl 17.11.09, 23:17
      mr.lipton

      BTW. Slyszalem od kogos ze blizz chce odswiezyc SC1 big_grin Pewnie bedzie to tylko zmiana rozdzielczosci ale to i tak super.
    • e-e Re: Na blogach: Polacy nie gęsi - czyli o lokaliz 17.11.09, 23:17
      Ja mam doświadczenie z tłumaczeniem filmów i seriali do dystrybucji telewizyjnej. Z tego co widzę, to wygląda to podobnie.

      Koordynator? Edytor? Korekta? W tłumaczeniach filmów to brzmi jak kiepski dowcip. Tłumacze to ludzie z łapanki, często przyjmowani bez tłumaczenia jakichkolwiek próbek, zatrudniani za psie stawki na umowę o dzieło, wyrzekający się majątkowych praw autorskich. Korektę tych tekstów robią potem inni tłumacze z łapanki. Często jeszcze bardziej psując.

      Tłumacze specjalistyczni? Tłumacz ma się znać na wszystkim. Dostawałem filmy dokumentalne i musiałem zostać specem od medycyny sądowej, karnawału w Wenecji i gronkowca złocistego, co oznaczało godziny siedzenia i googlowania informacji.

      Oczywiście tłumacz musi też wstawiać znaczniki czasu nagrania i instrukcje dla lektora.

      Koordynator serii? Nie widziałem takiego zwierza. Dostałem kiedyś środkowe odcinki serialu dla dzieci - bez wytycznych. Pytałem się czy tłumaczyć piosenkę tytułową, jak tłumaczyć piosenki w środku odcinka. Nikt nie raczył się przejąć i odpowiedzieć. Nikogo to nie obchodziło - byłem chyba jedyną osobą przejętą poziomem tłumaczeń.

      Potem na forum dyskusyjnym o Star Wars lub Star Trek tłumaczy się obsmarowuje. Przykro mi ale oburzanie się, że jest "Mandaloriańczyk" zamiast "Mandalorianina", to jest zwyczajne czepianie się. Oczywiście wszyscy twierdzą, że zrobiliby to lepiej i za darmo - wiadomo przecież, że wszyscy Polacy są najlepszymi trenerami piłkarskimi, lekarzami, prawnikami i tłumaczami. Doradza się kupno fanowskich tłumaczeń udostępnianych za darmo w Internecie. Nikomu nie przyjdzie do głowy, że tłumaczenie musi być zrobione w odpowiedniej formie i nadawać się do czytania na głos (wymowa nazw obcych, zapis cyfr słownie). Nie da się też ich użyć przy tłumaczeniach kinowych - również musi być odpowiedni format, napisy muszą mieścić się w ramkach i być w odpowiednim momencie na ekranie. Jest do tego osobny program. Formatowanie tekstu i przypisywanie znacznika czasu zazwyczaj robi inna osoba niż tłumacz, praca manualna, odmóżdżająca i jeszcze gorzej płatna.

      Boli też oskarżanie tłumaczy o głupkowate tytuły - to zazwyczaj tłumaczy dystrybutor. Oczywiście nie patrząc na propozycje tłumaczy.

      Tłumaczenie Modern Warfare 2 nie jest najlepsze - winy tłumacza na pewno jest w tym trochę, niektóre zwroty brzmią koślawo - miejsce w XLSie nie jest tutaj wymówką. Sporo rzeczy dałoby się uniknąć, gdyby nakłady na tłumaczenie były większe.
      Nie znam stawek w branży gier, ale jeśli porównywalne do filmowej, to demotywator brzmi bardzo prawdziwie. Niestety...
    • Gość: DMG Re: Na blogach: Polacy nie gęsi - czyli o lokaliz IP: 212.180.145.* 17.11.09, 23:32
      mr.lipton - ale czy kupowanie tanich kluczy z allegro to czasem nie korupcja? =)
    • Gość: ibn Re: Na blogach: Polacy nie gęsi - czyli o lokaliz IP: 89.108.213.* 17.11.09, 23:53
      No niech będzie. Brak kontaktu z oryginałem musi boleć.
      Rzecz w tym, że ja się boję ze i tak wszystko rozchodzi się o tę nieszczęsną kasę.
      I ujowa płaca to doskonały argument, aby trzymać w zawodzie ludzi, którzy tłumaczą Roger jako imię.
      Bardzo współczuję wszystkim którzy robią w języku (też pracuję w języku, tyle, że w polskim), ale to żaden argument aby tolerować ludzi bez elementarnej świadomości kulturowej.
    • umlin Re: Na blogach: Polacy nie gęsi - czyli o lokaliz 18.11.09, 00:18
      @errabundi

      Nie bronię nikogo - równomiernie rozkładam winę. Przynajmniej staram się to robić smile.

      @all
      Za dużo komentarzy, żeby odnieść się do każdego. Chciałem podziękować za miłe słowa (i niemiłe, jeśli jakieś były, również). Cieszę się, że tekst się Wam spodobał!
    • kissmygrass Re: Na blogach: Polacy nie gęsi - czyli o lokaliz 18.11.09, 02:09
      Ruch Obrony Kontekstu się kłania.
      I Herkules dupa, kiedy kontekstu nie ma. Podstawowym grzechem jest kompletny brak zorganizowanego podejścia do lokalizacji. Tak naprawdę cała zabawa powinna się zaczynać już na etapie produktu wyjściowego, inaczej to będzie wiązanie sznurkiem od snopowiązałki. Niestety, nagminnie lokalni dystrubutorzy, a co gorsza - firmy tłumaczeniowo/lokalizacyjne - rzucają się z motyką na słońce, skutkiem czego wielu klientów robi wielkie oczy jak zaczynam im wyjaśniać, czego to ja bym jeszcze od nich chciał i do czego mi to wszystko będzie potrzebne (a będzie już z 10 lat jak koordynuję aspekty techniczne projektów lokalizacyjnych, gwoli wyjaśnienia - nie gier, jakoś zawsze dystrybutorzy nabierali wody w usta po otrzymaniu stawek za usługi).
    • Gość: Babka z Marsa Re: Na blogach: Polacy nie gęsi - czyli o lokaliz IP: *.chello.pl 18.11.09, 06:52
      Co to jest "(facet) dwa na dwa" - bo ja nie wiem.

      A co do słowa "knifed"... można by napisać: "zaciukałem go" smile
    • Gość: sex Re: Na blogach: Polacy nie gęsi - czyli o lokaliz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.09, 07:17
      sex
    • pooh84 Re: Na blogach: Polacy nie gęsi - czyli o lokaliz 18.11.09, 09:50
      A ja nie lubię grać w angielskie gry po polsku. Tak jak nie lubię grać w polskie gry po angielsku. Najzwyczajniej w świecie każdy reżyser gry tworzy jej 'flow' w swoim ojczystym języku i w tłumaczeniu duuużo się traci. Nie grałem w Wiedźmina po angielsku, ale myślę, że bardzo dużo by stracił. Żeby gry nie traciły miękkich szczegółów w trakcie przekładu na polski trzeba by było zatrudnić sztab ludzi (tak jak np. przy polonizacji Shreka) i testować, testować i testować. Co do tekstów:
      -I knifed that guy! - Rozprułem gościa. Ew. Wypatroszyłem go.
      -He microwaved his dinner. - podgrzał obiad big_grin
      -Please text me the results. - Prześlij mi wyniki suspicious
      Podziwiam ludzi którzy nie tłumaczą gry wprost, a starają się swoimi słowami oddać klimat i treść. Podziwiam, bo to baaardzo odważne, trudne i ryzykowne, rzadko się udaje, ale jak już wyjdzie (vide Shrek) to czapki z głów smile
      - All that red tape I had to put up with axed my invigorating feeling of Friday. hm... Ciekawa konstrukcja tongue_out i szczerze mówiąc bez kontekstu nie odważyłbym się napisać wprost o co chodzi big_grin
    • Gość: tłumacz Re: Na blogach: Polacy nie gęsi - czyli o lokaliz IP: 193.0.122.* 18.11.09, 10:38
      Pracuję przy lokalizacjach gier (choć nie mam jeszcze na koncie żadnego hitowego tytułu) i treść zawarta w artykule dobrze ogarnia ten proces. Grałem w MW2 i nazwy perków, bez zobaczenia ich działania przed premierą gry, są ekstremalnie trudne do przełożenia. Tutaj nie tyle ciała dał tłumacz (choć mógł się zapoznać przynajmniej z pierwszą częścią gry, tylu błędów by nie popełnił), co raczej ludzie odpowiedzialni za testowanie produktu. Generalnie lokalizacje powinni przeprowadzać tłumacze, którzy mają styczność z grami komputerowymi, ale najczęściej jest to zlecane firmom zewnętrznym. Znam masę genialnych tłumaczy, którzy świetnie przekładają teksty np. z dziedziny medycyny, ale nawet tak dobry tłumacz może polec na lokalizacji gry.
    • azifafello Re: Na blogach: Polacy nie gęsi - czyli o lokaliz 18.11.09, 11:28
      "I knifed that guy!" można bardzo ładnie przetłumaczyć jako "Załatwiłem go nożem" ew. "Załatwiłem go z kosy" smile I wszystko gra. "Text me the results" o wiele naturalniej brzmi "Prześlij mi wyniki".

      A fajne zdanko "All that red tape I had to put up with axed my invigorating feeling of Friday" - hmmm... "Cała ta praca papierkowa, z którą musiałem się naużerać, zepsuła mój pozytywny piątkowy nastrój".

      Ale z drugiej strony - tak, rozumiem, mogą być problemy jeśli zupełnie nie znamy kontekstu (plus musiałem skorzystać z "wiedzy zawartej w internecie" by dowiedzieć się o związek frazeologiczny "red tape" tongue_out).

      I nie cierpię lokalizacji i tłumaczeń. Jakichkolwiek. Jeśli znam język (a kilka ich znam mimo wszystko), to gram/oglądam/czytam w oryginale. Jeśli nie znam, to nie czytam może w oryginale ;P , ale oglądam i gram - tak, tyle że z napisami. Irytuje mnie, gdy nie mogę doceniać gry w takim wymiarze, w którym została stworzona. Przez co w Polsce mam przerąbane, bo muszę oryginalne gry ściągać przez Allegro czy eBaye z zagranicy, żeby mieć w oryginalnej wersji językowej, a nie te polskie ślamazarne tłumaczenia (tu nie czepiam się akurat tłumaczy, tylko po prostu samych tłumaczeń... i naszych "profesjonalnych" dubbingów uncertain ).
    • simplex Re: Na blogach: Polacy nie gęsi - czyli o lokaliz 18.11.09, 11:43
      "Przez co w Polsce mam przerąbane, bo muszę oryginalne gry ściągać przez Allegro czy eBaye z zagranicy, żeby mieć w oryginalnej wersji językowej, a nie te polskie ślamazarne tłumaczenia (tu nie czepiam się akurat tłumaczy, tylko po prostu samych tłumaczeń... i naszych "profesjonalnych" dubbingów uncertain )."

      Ja mam podobnie jak ty, tylko jestem bardziej skorumpowany - czasem kupuje polska wersje gry a potem sciagam z netu wersje angielska. Tak, wiem, mam grzech, kradnę i należy obciąć mi jaja.

      Lubię cenegę za to ze sporo gier wydaje w wersji dwujezycznej (PL/ANG) albo tylko po angielsku - np. polskie wydanie Borderlands jest tylko po angielsku, patch spolszczajacy mial wyjsc razem z grą wyjdzie w grudniu.
      Czytajac polska instrukcje do gry ucieszylem sie ze nie ma jeszcze polskiej wersji. Oto dwa przykłady tłumaczenia:
      Fyrestone (nazwa własna miasteczka/osady) - Paligłaz.
      Catch-a-ride (punkt spawnowania pojazdów) - Podwózka.

      Dziękuję, nie mam więcej pytań, jadę podwózką do Paligłazu wink
    • k0d Re: Na blogach: Polacy nie gęsi - czyli o lokaliz 18.11.09, 11:46
      "All that red tape I had to put up with axed my invigorating feeling of Friday"

      "Cała ta biurokracja, z którą się musiałem użerać, zabiła we mnie radość piątkowego dnia."

      Jakoś tak?
    • Gość: kolo Re: Na blogach: Polacy nie gęsi - czyli o lokaliz IP: 94.254.150.* 18.11.09, 11:48
      Bardzo dobry tekst. Merci beaucoup.

      "All that red tape I had to put up with axed my invigorating feeling of Friday".

      Ja też spróbuję:

      Użeranie się z tymi wszystkimi biurwami zepsuło mi zupełnie piątkowy nastrój.
    • aihs Re: Na blogach: Polacy nie gęsi - czyli o lokaliz 18.11.09, 11:58
      @e-e
      "Potem na forum dyskusyjnym o Star Wars lub Star Trek tłumaczy się obsmarowuje. [...] Oczywiście wszyscy twierdzą, że zrobiliby to lepiej i za darmo - wiadomo przecież, że wszyscy Polacy są najlepszymi trenerami piłkarskimi, lekarzami, prawnikami i tłumaczami."

      Mandaloriańczyk brzmi kretyńsko w przeciwieństwie do Mandalorianina nie wytłumaczę i dlaczego ale mój fanowski zmysł mi tak podpowiada smile Z tego co pamiętam to np przy KotORze i jego spolszczeniu współpracowano z fanami ale mogę się mylić, w każdym razie KotOR2 został spolszczony siłami tylko fanów i jest to najlepsze tłumaczenie pod względem merytorycznym jakie może być. W dupie mam wspaniały warsztat tłumacza i poprawną polszczyznę jak ktoś mi z "mieczem laserowym" wyjedzie... Więc daj spokój, widzę dzięki temu tekstowi, że to nie tłumaczy należy się czepiać ale wydawców tym niemniej tłumacze pomimo słabych zarobków mogliby wykazać się inicjatywą i ewentualnie przyjąć nieoficjalnie pomoc fanów - takie trudne?
    • Gość: kololo Re: Na blogach: Polacy nie gęsi - czyli o lokaliz IP: 94.254.150.* 18.11.09, 12:01
      "All that red tape I had to put up with axed my invigorating feeling of Friday"

      Wersja czypińdziesiąt:

      Musiałem odłożyć rąbanie czerwonych taśm na piątek, kiedy mam więcej wigoru.
    • Gość: paroovka Re: Na blogach: Polacy nie gęsi - czyli o lokaliz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.11.09, 12:02
      czy ktośmógłby przy okazji powiedzieć, czy przy okazji instalacji tej gry (MW2) jest możliwość wyboru języka? Np. angielskie napisy zamiast polskich? Bo jeśli nie i wydawca zostawia gracza z jedyną możliwą opcją - grania w językowy bubel, to jest to bardzo przykre.
      Nie mam problemu z tłumaczonymi, nawet dubbingowymi grami o ile konsument cały czas może sobie wybrać w jaką wersję językową chce grać. Tak jak w filmach DVD. Gwiezdne Wojny raz włączyłem z ciekawości z dubbingiem, popłakałem się, po minucie wyłączyłem, przełączyłem na wersję oryginalną i ok. Taki wybór WSZĘDZIE powinien być w grach.
      Bo z tłumaczeniami lepiej nie będzie. konkurując z piractwem dystrybutorzy są zmuszeniu wydawać gry równocześnie z premierą światową i mając mało czasu po prostu nie dadzą rady przeprowadzić perfekcyjnych tłumaczeń.
    • cubesan Re: Na blogach: Polacy nie gęsi - czyli o lokaliz 18.11.09, 12:09
      skoro to tyle trudności z tymi tłumaczeniami to niech dadzą sobie spokój. tylko wstyd i nerwy. albo niech sie pukną w te durne łby, i w końcu zrozumieją, że niektórzy nie chcą czytać tych ich polskich zje****ch gniotów. chce kupić grę i mieć wybór języka, a nie wciska mi się mega bubel i tendetę w postaci srokalizacji. precz !!
Pełna wersja