eszuran
21.12.09, 08:54
Zacznijmy bez zbędnych wstępów, a od razu od tezy: kiedy gry się starają,
nikomu nie wychodzi to na dobre. I dlatego tytuły, które współcześnie uważamy
za doskonałe, za pięć lat zostaną zapomniane, podczas gdy ludzie nadal będą
zagrywać się w Mario.
Od razu drobne objaśnienie, żeby nie było wątpliwości: Mario nie będzie lepiej
pamiętany dlatego, że jest prostszy czy że ma lepszą grywalność. On po prostu
się nie stara. Ma być fajnie i już. Jeśli spojrzeć na tę grę trzeźwym okiem,
ona nie ma najmniejszego sensu: hydraulik podróżuje po magicznym królestwie,
zjada grzyby by rosnąć, zjada kwiaty by strzelać fireballami, a to wszystko by
uratować księżniczkę z rąk kolczastego żółwia. Majaki gorączkującego
narkomana, ale nie słyszałem żeby ktoś narzekał.
A teraz spójrzmy na GTA4: stara się odwzorować żyjące miasto, gangsterską
rzeczywistość, stworzyć wrażenie przebywania w świecie, jaki widać za oknem -
i dlatego gra jest za długa, przynudzająca, ma skopane niektóre elementy
(chowanie się za osłonami), jest zbyt skomplikowana, graficzne wady są
bardziej widoczne niż w przypadku gier oderwanych od rzeczywistości...
Poświęcono grywalność na rzecz "starań o". Gdyby nie DLC i niesamowicie
kosztowna kampania reklamowa, nikt już by o GTA4 nie pamiętał. Ryzykowna teza?
Nie. Przecież taki los spotyka kolejne odsłony Medal of Honor czy Call of
Duty. One STARAJĄ SIĘ jak najlepiej odwzorować "dziki chaos wojny" - tylko że
technika sprawia, że co roku można to zrobić lepiej, a więc z premierą
kolejnego Medala starszy zostaje natychmiastowo wymazany z pamięci. Dziś
"przełomowy" Allied Assault wygląda niesamowicie biednie, a na pierwszym
Modern Warfare też zaczynają być widoczne ślady starzenia. A wyścigi? Hmm, czy
ktoś jeszcze gra w Gran Turismo 3, kiedy wyszło GT4? W końcu jest jeszcze
bardziej realistyczne, choć twórcy starają się, by GT5 wymazało z pamięci
poprzednie odsłony serii. Ta sama rzecz tyczy się gier, które starają się mieć
realistyczną grafikę. Przeboje sprzed lat są dziś niegrywalne - bo brzydkie -
a gry kreskówkowe, jak drugi Rayman, nadal bawią, bo tam niska liczba
polygonów nikomu nie przeszkadza.
(tutaj mała dygresja do posta Don_Wroc_Love'a, który udowania że Halo jest grą
dekady - owszem, jest, bo tam poświęcono realizm na rzecz kolorków i
grywalności, dzięki czemu nadal da się w to grać, podczas gdy taki Killzone 1
i inne gry z podobnego "przedziału wiekowego" powodują dziś ból oczu swoją
ubogą oprawą)
Niestety, ale niewielu twórców jest skłonnych poświęcić "starania o" na rzecz
grywalności. Gdyby w Gran Turismo 3 ścigano się po trasach zrobionych z dżemu,
a samochody zbierałyby dopałki takie jak śmigła, zapewne gra żyłaby o wiele
dłużej niż w obecnej postaci. Bo jeśli nawet szalona idea jest odpowiednio
zabawna, to technologia nie ma znaczenia. Gra będzie tak samo grywalna jak 10
lat temu. A jeśli twórcy starają się coś odwzorować, po roku ktoś postara się
odrobinę bardziej - i na pierwszą grę nikt już nie spojrzy.
I na koniec nieco prekognitywnie, ale w duchu postawionej tezy: w dłuższej
perspektywie Read Dead Redemption będzie o wiele gorszy niż wiekowy, ale nadal
nieziemsko grywalny Gun - przesadzony, prosty, nastawiony na szybką zabawę.
RDR chce być idealnym symulatorem kowboja, z rozwojem statystyk, możliwością
wyboru dobra i zła, bla bla. I kiedy wyjdzie RDR2, o RDR1 wszyscy zapomną.
A ja nadal będę grał w Gun.