eszuran
26.12.09, 22:00
W paru wątkach ostatnimi czasy przewija się kwestia "grywalności" - każdy o
niej wspomina, ale tak naprawdę nie potrafimy jasno określić, z czego ona
wynika. Ale spróbować możemy.
Miodność nazwałbym generalnie przyjemnością płynącą z grania. Tutaj żadnych
wątpliwości nie ma. Ale jeśli chodzi o jej części składowe, to - nawiązując do
wątku o Mario - wskazałbym tylko i wyłącznie mechanikę rozgrywki. Grafika,
fabuła, "klimat" - to nie ma znaczenia. Uzasadnię swój wybór na przykładzie
kilku gier.
Gry, do których wracam najczęściej, to dwa nieco zapomniane tytuły: Die Hard
Trilogy i Lost Planet. Choć obie mają jakąś tam fabułę (no dobra, DHT nie ma
wcale) i specyficzny "klimat", to nie te elementy sprawiają, że regularnie
załączam obie gierki. Bo fabuła w LP jest tragicznie, grafomańsko,
przerażająco słaba. A w sceneriach zimowych nigdy zbytnio nie gustowałem. Zaś
w przypadku DHC mamy kompletną fabularną olewkę - gra rozgrywa się w filmowych
lokacjach, ale prawdę mówiąc nawet gdyby rozgrywała się pod wodą czy w
kosmosie, nie sprawiłoby mi to różnicy.
Skoro o grywalności decyduje nie fabuła i klimat, to może grafika? DHT już w
chwili premiery nie było ładną grą, a dziś wygląda po prostu ohydnie. Fakt -
dźwięk ma pierwszorzędny, a muzykę trzymam w osobnym folderze. Ale mniejsza z
tym, bo LP dźwiękowo ani graficznie jakoś się nie wybija. Jasne, jest
schludne, tak że pewnie nawet za x lat będzie można na nie patrzeć bez bólu,
ale nie ma tu niczego szczególnie efektownego. Grywalność wynika z innej cechy.
Jest nią
mechanika rozgrywki. To siła, która trzyma przy konsoli.
Płynność ruchów McClane'a w DHT, idealnie wyważona wytrzymałość przeciwników,
odpowiednia dynamika części celowniczkowej - one sprawiają, że nawet gdyby grę
zrobić w zupełnie innej konwencji (np. fantasy), byłaby dziko grywalna.
Podobnie LP - zamiast na zamarzniętej planecie, mogłaby się rozgrywać w
czeluściach piekła. Gdyby strzelanie do wrogów i pojedynki z wielkimi bossami
nadal były tak ekscytujące - giera mogłaby traktować o podróży trójkąta przez
krainę bananów.
Kiedyś twórcy to wiedzieli - i dlatego hity z NESa i SNESa zwykle mają
pretekstową fabułę (albo w ogóle nie mają sensu). Dziś, niestety, model gry
ustępuje ważnością grafice, fabule, klimatowi... I dlatego czasem mamy gry o
rewelacyjnym klimacie, do których, niestety, nie chce się siadać, bo nie są
tak zabawne (np. Blacksite). To ja już wolę mniej sensu, a więcej "funu".