Tysiące twórców gier na zielonej trawce

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.10, 21:11
QA przewaznie jest na umowe-zlecenia i wiekszosci przypadkow od samego poczatku sa angazowani na czasowych zasadach.

Generalnie na zachodzie praktykuje sie taki model biznesu, jesli chodzi o globalne firmy wydawnicze: firemka o jakiejs dziwnej nazwie, w stylu: marynowany asfalt games, tworzy jakas gierke, ktora wzbudza zainteresowanie motlochu. Globalny wydawca stwierdza, ze to jest dominowany przez nich gatunek, albo fajny pomysl (np. firma Zawor, ale o niej pozniej). W obawie przed utrata kawalka tortu na rynku (po historii Billa Gates'a korpory boja sie mlodych-uzdolnionych-w-garazu, szczegolnie w gamedevie) Globalny Wydawca postanawia dzialac. Co robi? Kupuje firme marynowany asfalt games. Po pierwsze, likwiduje konkurencje, po drugie zarabia na tym bo oczywiscie wydaje te gre.

Przewaznie firma staje sie oddzialem wydawcy i przejmuje czesc nazwy koncernu, np.: Activision Burczymuchy Sląskie.

Czasami tez firma zachowuje odrebnosc prawno-wlascicielska, jednakze Globalny Wydawca wykupuje kontrolny udzial w firmie: musza miec mimo wszystko jakies zagwarantowane formy nacisku na firme: mam wiecej waszych akcji wiec zamkniej morde i wracaj trzaskac kolejna mapke / glupia gre na Wii.

Najlepiej nam znanym przykladem tej drugiej historii w Polsce jest: Ludzie Potrafia Swatac.

OK, so far so good. Gdzie zaczynaja sie problemy? Problemy zaczynaja sie gdy aby nadazyc z kolejnymi milestone'ami w niewykonalnym planie wydawcy, firma owa zatrudnia wiecej osob, niz tak naprawde potrzebuje lub uzasadnia jej rzeczywista efektywnosc operacyjna. Projekt sie konczy, a geby trzeba czyms karmic. Firma wiec ustawia sie w kolejce do wydawcy po kolejny projekt. W kolejce? Tak, bo ten wydawca w ten sposob nabyl kilkanascie inny studio i kazde z nich chce nadal zyc i robic gry!

Przyszedl kryzys i pomimo tego, ze zyski sa takie same, a nawet rosna, Globalny Wydawca postanowil wykorzystac sytuacje i posprzatac. Stwierdzil, ze tak naprawde to kiedys wykupiona firma juz nie stanowi dla nich zagrozenia. Przewaznie dlatego, ze potencjal kreatywny, ktory moglby zostac wykorzystany do stworzenia jakiegos niesamowitego projektu zostal juz rozbity (np. ludzi poprzesuwano pomiedzy innymi oddzialami lub sami odeszli bo chamstwa niezniesa). Zatem firma staje sie dla Globalnego Wydawcy niepotrzebnym balastem - kolejna geba do wykarmienia. Co robi? Get the fuck off my property! No i mamy kolejny porazajacy news o zwolnieniach.

Niektore firmy jednak sa mundre i po cichu komulowaly kasiorke z kolejnych projektow aby...sie wykupic i byc wolnym znowu. Huraaa! Przyklad to np. Irrational Games albo Bungie, ktory juz nie jest Microsoftowy.

Skad taka glupota? Ano stad, iz gdy do garazu nikomu nieznanej firemki puka Globalny Wydawca i proponuje miliony zielonych to kazdemu odbija palma z radosci i pychy. Tylko nieliczni sa w stanie przewidziec jaki ich los czeka...

Big, evil corporations...ARGH!
    • Gość: strzyka_w_kolanie Re: Tysiące twórców gier na zielonej trawce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.10, 21:14
      Ach, zapomnialem o firmie Zawor. Firma Zawor sie nie pierdaczy w przejecia tylko wylapuje dobre pomysly i proponuje robienie gier dla niej wlasnie poszczegolnym osobom, majacym znaczacy wklad w projekt. Np. tak sie stalo z Portalem - zaczelo sie od projektu uczelnianego kilku studentow. Zostali oni zatrudnieni przez Valve jako szeregowi pracownicy, odwalili Portala, a pozniej? Pozniej to rob to co, co akurat jest do zrobienia, przewaznie to pucuj podloge albo zrob Gabe'owi kawusie. Tworca Portala zreszta odszedl ostatnio z Zaworu. Podobno sam, z wlasnej woli.
    • wincenty.okon Re: Tysiące twórców gier na zielonej trawce 13.01.10, 11:15
      taka prawda, korporacje to zło.
      Niestety prawo chroni korporacje, bo te sponsorują polityków (zwłaszcza w Polsce).

      Kiedyś to nie rządy lecz korporacje bedą decydowały o wojnie i pokoju. Zobaczycie. Zycie ludzkie i sam człowiek jak zwykle wart najmniej.
    • errabundi Re: Tysiące twórców gier na zielonej trawce 14.01.10, 11:48
      A może wręcz przeciwnie - to dobrze? W krajach takich jak USA Ci ludzie otworzą własne, niezależne studia, i stworzą coś, co siedziało im w głowie od dłuższego czasu, a nie mogli tego robić ze względu na nawał pracy dla kogoś innego.

      Dzięki takim zdarzeniom powstają rzeczy na miarę Crayon Physics i Machinarium.

      A z drugiej strony, to chyba globalne statystyki; 11 tysięcy zwolnień, w tym dajmy na to 10 tys. w Chinach, to chyba nie problem (to nie są żadne statystyki, tylko liczby wyssane z palca!).

      A QA to chyba m.in. testerzy. Więc w skali ogólnej nie ma jakiegoś zdziwienia.

      @wincenty.okon

      Wszystko zależy od zasad korporacji; moja żona pracuje w takiej, w której chroni się przede wszystkim pracownika. Oczywiście w polskich realiach to wygląda trochę inaczej, niż na zachodzie, bo stanowiska kierownicze zajmują osoby nauczone kultury biznesu jeszcze w latach 90., ale to się zmienia, m.in. pod wpływem szkoleń w centrum firmy. Jako przykład dam ochronę kobiet w ciąży, czy solidne odprawy dla wszystkich pracowników.

      Dla przykładu japoński model korporacjyjny, który wiąże pracownika na całe życie, zapewnia mu właściwie wszystko - od szkoły i mieszkania, po solidną emeryturę i ubezpieczenia.

      Amerykański, ten który przyjął się w Polsce, jest chyba najgorszy. Ale i tak w USA wszystko się pozmieniało, więc tak naprawdę to nawet tam pracowników traktuje się naprawdę na wysokim poziomie.

      Nie mówię o Europie Zachodniej, gdzie poziom kultury w korporacjach niemieckich, czy holenderskich, powala.

      Mam wrażenie, że w Polsce kadra kierownicza czegoś kiedyś nie zrozumiała i mentalnie utkwiła w latach 50.
Pełna wersja