Gość: Razorhost
IP: *.2073224355.ddns.cablebg.net
21.01.09, 11:58
Super beta testy

mam nadzieję, że naprawdę coś dadzą, ........naszły mnie takie przemyślenia... zdecydowałem się nawet na podzielenie się nimi wczoraj z RZ.... a dzisiaj przy okazji beta testów WH 40K DoW2 podzielę się z wami a co tam

Jako przedstawiciela dumnego gatunku homo sapiens sapiens (zastanawiające.... nazwa gatunkowa wymuszające podwójne zastanowienie się???? ;P), dopadły mnie ostatnio dziwne myśli. Generalnie chodzi o podejście producentów gier do nas, czyli do graczy.
Do zastanowienia się nad tematem zmusiła mnie prawie dwudniowa walka z grą "Sacred 2: FA". Po pierwsze zabezpieczenia, które pozbawiły mnie przyjemności grania w weekend. Z przyczyn ode mnie niezależnych (taka praca) jestem obecnie za granicą. Chcąc urozmaicić sobie czas zakupiłem w/w grę w Polsce. Po dotarciu na miejsce zsyłki, przyszedł czas na zainstalowanie gry. Jest sobota godzina 21.00
płyta ląduje w napędzie. Pięknie instalacja przebiega sprawnie, znaczy jest czas na wzięcie prysznica , zaparzenia herbaty.... przejrzenia poczty, odwiedzenie GAMECORNER'a. No dobra czepiam się, w końcu gra wydana na dwóch płytach DVD więc i instalacja może trochę czasu zająć. Dobra zainstalowała się. 21.35 przyszedł czas na aktywację produktu (podkreślone celowo). Standardowe postępowanie zgodnie z wytycznymi systemu chwila niepewności ..... i zonk. Ponowne wpisywanie klucza..... zonk. No może trzeba zachować zapis wielkimi literami ...... zonk. Siedzę na wygnaniu, klnę na czym świat stoi. Bo chciałem pograć, a tu lipa. Wpadam na stronę wydawcy (CENEGA) znajduję linka do polskiej strony gry. Jest 22.00 sobota. Na forum dowiaduję się, że cholerne zabezpieczenie ma ograniczenie regionalne. Ha problem zlokalizowany. Czas na rozwiązanie. No i ponownie niepowodzenie.
Muszę czekać do poniedziałku. Pozostało mi zebranie się do spania. Niedzielę spędziłem jak przystało na obcego w nowym kraju. Aparat na szyję i w miasto.
Nadszedł poniedziałek. Telefon do Cenegi. No i tutaj miłe zaskoczenie. Trzy minuty oczekiwania na konsultanta, dwie minuty rozmowy i zabezpieczenie regionalne zdjęte. Radość wielka wieczorkiem będę mógł kilka leveli trzasnąć. Powrót do domu. Szybka aktywacja ........................... Dziaaaaaaaaaaaaaaaaaała!!!!!!! Ładna grafika, miła dla ucha muzyczka, przyjemnie brzmiące efekty dźwiękowe. Będzie przyjemnie. I jest .... do czasu kiedy po raz pierwszy wylatuję do pulpitu. Drugi raz ... Chwila przyjemności i znowu pulpit. Jasna Cholera!!!!!!!!!!!!!! Dobra. Spokojnie. Łaty. Wchodzę na oficjalną stronę gry. Jak miło nawet stronę aktualizacji można sobie w języku naszych ojców wyświetlić. Dobra są: łaty trzy. Ściągam. Instaluję pierwszą. Drugą. Trzecią.... Nie no tak dobrze to nie jest. Instalator trzeciego uaktualnienia pokazuje mi, że nie może zainstalować zasobów, bo pliki gry zostały zmienione. Ha, ha, ha .... dobre no chyba po to instalujemy łaty by pliki gry zmienić ... czyż nie????
Dobra, pomyślałem, wygrałaś gro przeklęta!!!!!!!!!!! Nie chcesz trzeciego to nie. OK. Obejdzie się. Uruchamiam grę . NO piiiiii MAĆ!!!! JA piiiiii !!!!!!! Latanie zablokowało mi grę!!!! Znowu w/w forum. Ha! i znalazłem rozwiązanie. Reinstalacja. OK. Spokojnie. Okazało się mianowicie, że brakowało jednego patcha. Pierwszego w kolejności, którego na stronie producenta gry już nie było. Były tylko te 3(słownie: trzy) które usiłowałem zainstalować z wiadomym skutkiem. Łata protoplasta odnaleziona.
Instalowanie gry na nowo. Łatanie. Teraz chodzi i jest ok. Tylko mnie już jakoś ochota na granie przeszła. No właśnie.
Po pierwsze zabezpieczenie. Po co do jasnej cholery zabezpieczenie regionalne??? W czasach kiedy człowiek jest tak bardzo mobilny, taki "bajer" nie powinien mieć miejsca. Po drugie naprawdę mocno zastanawiałem się nad tym, dlaczego uczciwy klient tak dostaje po dupie, a pirat ściąga grę z torrenta i ma spokój. Nie musi bawić się z zabezpieczeniami. Po trzecie i chyba najważniejsze. Dlaczego gry wydawane są z taką ilością błędów???
Przecież to jest normalny produkt, za który płaci się czasami niemałe pieniądze. Przecież gdy kupię buty i po tygodniu mi się rozkleją mam prawo reklamować taki wadliwy towar. W przypadku gier, czekamy, aż producent łaskawie poprawi niedoróbki. Jedna łata, która ujawnia inne błędy. Druga łata i nowe błędy. I tak dalej. I tak dalej. Gra sprzedana, sklep się cieszy bo ma obrót. Producent się cieszy bo nakłady się zwracają, gra na siebie zarabia. Wszystko ładnie pięknie tylko, że najważniejsza osoba w tym łańcuszku czyli gracz. Zostaje sam na sam z bublem, czekając aż mniej lub bardziej sprawny "tfuuurca" łaskawie naprawi SWOJE błędy.
Mam 33 lata i na prawdę nie chce mi się szukać nowych łat do produktu, za który zapłaciłem. Płacę za produkt finalny (taką mam nadzieję), a okazuje się, że ten nowy, wspaniały, kolorowy, super trójwymiarowy "sweter" jest bez rękawa........