dolaczylam do grona kochanek...

04.10.09, 23:16
Witam,
To moj debiut tutaj i w zyciu, ale wcześniej nigdy nie bylam kochanka wiec
nawet nie miałam pojecia o istnieniu tego forum. stalo sie... zostałam
kochanka. zaczelo sie wszytsko na wiosne.
początkowo miala byc tylko zabawa, fajny sex i tyle. niestety przekonałam sie
na własnej skorze, ze to sa bardzo niebezpieczne zabawy i jak sie tak igra, to
sie potem kończy inaczej niz bysmy tego chcieli.sytuacje komplikuje dodatkowo
fakt, ze obydwoje jestesmy z tego samego kręgu towarzyskiego - wspólni
przyjaciele, znajomi, spotykamy sie na roznych imprezach.
a jak to sie zaczelo? na jednej z imprez wlasnie. przyszedl do mnie z innym
znajomym i tak zostal do rana wink. zakładałam, ze bedzie to jednorazowa
przygoda - bylo milo, fajny sex,ale na tym poprzestanmy. tym bardziej, ze
nigdy wcześniej sie na niego nie zasadzalam i nie pozadalam w zaden sposob -
ot, dalszy znajomy i tyle. dlatego cala historia wlasciwie mnie rozbawila, na
zasadzie: kto by pomyslal! po paru dniach jednak sie odezwal, wiec sie
umowilismy na spotkanie wieczorowa pora.. wtedy tez myslalam - a co mi
szkodzi, moze byc przyjemnie, tym bardziej, ze bylo to zaraz przed moim
dluzszym wyjazdem za granice. spotkalismy sie, ja zaraz wylecialam i byla
zdrowa atmosfera - w sensie, z enie czulam zaangazowania emcjnalnego. po paru
miesiacach przyjechalam ( w tzw. miedzyczasie zero kontaktu) do kraju na urlop
w czasie ktorego sie spotkalismy..potem ja znowu sie oddalilam na pare
miesiecy i teraz jesienia wrocilam juz na dobre. po naszym ostatnim spotkaniu
w czasie mojego urlopu nie odzywalismy sie do siebie w ogole - on byl tu , ja
tam i cisza zupełna. ja zdążyłam nabrac odpowiedniego dystansu i postanowiłam,
ze nie będę się odzywać, myslałamm, ze on także da spokoj, bo minely 3
miesiace, emocje opadly itp. nie doceniłam kolegi, bo oczywiscie dowiedzial
sie, ze jestem na miejscu i zaczal bardzo nalegac na spotkanie (telefony,
smsy), do którego oczywiście doszło. i tu zabawa sie skończyła (ale to
zabrzmiało wink), ale poważnie rzecz biorąc, to poczułam, ze juz zaczyna mi na
nim mimo wszystko trochę zależeć i robi sie ciężki kaliber z tego..co do
niego to powiem szczerze nie wiem..rozmawiamy o wszystkim, ale nie o
najważniejszym, czyli o tym co jest miedzy nami, jakie sa nasze odczucia itp.
właściwie to ja zgrywam twardzielkę, on tez albo faktycznie traktuje to
wszystko lżej niż ja. ale zdrugiej strony gdyby chodzilo tylko i wylacznie o
sex to mysle, ze w ciagu moich długich nieobecności znalazl by sobie kogos na
miejscu, a o mnie by zapomnial. wiadomo, ze faceci sa wygodniwink. poza tym
ostatnio stalo sie cos, pozornie nic takiego, ale dla mnie wyrazny znak, cos
jest na rzeczy - poprosila mnie o spotkanie w ciagu dnia, nie zakonczone
sexem jak to dotychczas bylo. pod jakims pretekstem wyciagnal mnie na krotkie,
ale bardzo mile spotkanie.zrozumialm, z echce mnie po prostu zobaczyc i to
mnie ucieszylo, ale jednoczesnie zaniepokoilo..-bo wiadomo jak jest, ma
dziecko,dlugoletnia partnerke, tysiace zobowiazan..nie jestesmy juz dziecmi,
kiedy zdrady polegaly na zasadzie : juz nie chodze z kasia, od dzisiaj chodze
z monika. no i wlasciwie, to sama nie wiem czy chce to kontynuowac czy nie, bo
mam pełną świadomość tego, ze to juz nie jest przygoda i zabawa i tylko sex,
ale z mojej strony przynajmniej, to juz jest cos wiecej..
    • pory.roku Re: dolaczylam do grona kochanek... 05.10.09, 02:41
      Jakbym czytała o sobie.
      Tak się zaczyna u większości kochanków(myslę,że płeć nie ma tu znaczenia).
      Jesli masz siłę i obawiasz sie tego, co kiełkuje-to się wycofaj.
      Wiem,pomyślisz,że w sumie to nic strasznego,jeszcze nic strasznego się nie wydarzyło i póki co, jesteś zwycięzcą, bo masz świadomość,bo w miarę nad sobą i swoimi emocjami panujesz.
      I że skoro się nie ma stałego partnera to przynajmniej jest dobry seks i jakies inne,drobne przyjemności obok.
      Lepiej mieć to, niż w ogóle niczego nie mieć.
      A dalej będzie tak:im więcej spotkań, tym bardziej będziesz angażowała się w to emocjonalnie.Jeżeli on też, to spotkania siłą rzeczy będą częstsze.
      Błędne koło.
      Aż któregoś dnia usiadziesz i powiesz:"no to się zakochałam".
      I jesli jesteś mądrą kobietą(a po wpisie mniemam,że taką jesteś)to nie będziesz go naciskała na "podjecie decyzji"(o co dośc często posądzaja nas żony).
      Będziesz sobie cicho siedziała i pluła w brodę,że dałas się sprowadzić do podziemia,że Ty-wolna, dorosła, inteligentna i atrakcyjna kobieta -siedzisz i czekasz,aż będzie mógł zadzwonić, napisać,przyjechać...
      Ale mimo żalu i wewnetrznego sprzeciwu bedziesz sobie tak oranizowała czas,żeby się zwyczajnie dostosowac do jego czasowych możliwosci.
      Powiem więcej:jesli rzeczywiście się zakochasz będziesz miała problem ze znaleziem sobie partnera do "normalnego" związku.
      Ze znaleziem jak ze znalezieniem,nie w tym problem.Chodziło mi o to,że cięzko Ci będzie układać sobie życie z kimś innym, z kimś-co tu kryć-kogo nie kochasz.
      Taki "układ" czy "związek" rodzi frustracje,konflikty wewnętrzne,bunt.Siłą rzeczy budzą się jakieś oczekiwania i coraz więcej rozczarowań, o których mysli się, decydując się na taki układ, że nigdy nas dotyczyć nie będą.
      Ja też byłam silna.I tez na poczatku jasno powiedziane było,że chodzi jedynie o seks.
      A teraz właśnie siedzę cicho w podziemiu.
      Nie płaczę rzecz jasna, nie biorę żadnych psychotropów i nie rwę włosów z głowy.
      Wiem jednak,że się zakochałam i teraz mam problem.
      Siedzę,i od kilku tygodni próbuję coś zrobić.
      I jeszcze nic mądrego nie wymyśliłam.
      Wiem,powinnam powiedzieć "dość" i zacząć znowu życ własnym życiem.
      Gdyby tylko to było tak proste do wykonania jak do powiedzenia...
      • white-prozac Re: dolaczylam do grona kochanek... 05.10.09, 12:29
        dziekismile
        napisalam do Ciebie na priva.
        pozdrawiam,
        W-P
        • pory.roku Re: dolaczylam do grona kochanek... 05.10.09, 22:56
          masz Re

          pozdrawiam
      • ciezka_cholera Re: dolaczylam do grona kochanek... 05.10.09, 16:16
        pory.roku napisała:

        > I jesli jesteś mądrą kobietą(a po wpisie mniemam,że taką jesteś)to nie będziesz
        > go naciskała na "podjecie decyzji"(o co dośc często posądzaja nas żony).

        Czy mozesz rozwinac te wypowiedz? Dlaczego uwazasz ze dazenie do konfrontacji
        jest przejawem glupoty?
        • pory.roku Re: dolaczylam do grona kochanek... 05.10.09, 21:22
          Nie napisałam,że dążenie do konfrontacji jest przejawem głupoty.
          Ja bym to nazwała raczej jakimś aktem desperacji.
          W moim (podkreślam: moim) pojęciu "mądra kobieta" zawiera się: dorosłość, dojrzałość emocjonalna, odpowiedzialność za swoje czyny i za swoje słowa, akceptacja stanu rzeczy i umiejętność ponoszenia konsekwencji.
          Jesli z pełną świadomością weszłam w układ, który miał polegac jedynie na obopulnym zaspokojeniu swoich potrzeb seksualnych, to nie mam prawa wywierać na tym człowieku jakiejkolwiek presji.
          A to, że zaangażowałam się emocjonalnie nie daje mi przyzwolenia na to, żeby iść z kagankiem oswiaty smile do żony. Nie daje mi to również prawa do stawiania jakiegokolwiek ultimatum:ja albo ona.



          • mariola.maria Re: dolaczylam do grona kochanek... 05.10.09, 23:00
            Podpisuje się obiema rękami...
            "stanowisko" kochanki bywa ryzykowne w przypadku zaangażowania.
          • jadzia155 Re: dolaczylam do grona kochanek... 06.10.09, 08:29
            pory.roku
            zgadzam się z definicją "mądrej kobiety". Jestem po drugiej stronie
            barykady i absolutnie nie chciałabym żadnej konfrontacji z kochanką
            męża. Chociaż skoro ona zakochała sie w tym samym facecie co ja, to
            mamy wiele wspólnego. A co do umiejętności ponoszenia konsekwencji?
            Szkoda, że muszą je ponosić kobiety - ja i ta Pani
            Ultimatum też nie mam prawa postawić - to są jego wybory
            • ciezka_cholera Re: dolaczylam do grona kochanek... 06.10.09, 12:10
              jadzia155 napisała:

              > Ultimatum też nie mam prawa postawić - to są jego wybory

              Tak, on wybiera, on jest panem sytuacji, a wy jestescie laleczkami z polki, raz
              pobawi sie jedna, raz druga... moze sie w koncu zdecyduje.

              Zastnow sie Jadziu, na ile Twoj postawa jest szczera (zgodna z Twoimi glebokimi
              przekonaniami), a na ile jest to racjonalizacja, wszak utlimatum wiaze sie z
              ryzykiem, ze jednak wybierze ta druga. Moim zdaniem warto zaryzykowac, by
              odzyskac poczucie kontroli nad wlasnym zyciem (nie wspominam juz o tym, ze jesli
              pan maz wybierze kochanke, to w dlugim terminie, moze to byc rozwiazanie
              znacznie lepsze dla jego zony, no ale do tego trzeba czasu).
          • ciezka_cholera Re: dolaczylam do grona kochanek... 06.10.09, 11:49
            Ojej, Drogie Panie, jestem autentycznie zadziwiona taka jednomyslnoscia. I
            zupelnie sie nie zgadzam. Uwazam, ze madra kobieta (w moim pojeciu - oczywiscie
            smile), kiedy znajdzie sie w sytuacji, ktora ja unieszczesliwia, przede wszystkim
            dziala, a nie biernie czeka na rozwoj wypadkow. W tym przypadku na co konkretnie
            mialaby czekac?

            Coz zlego jest w postawieniu ultimatum? Dlaczego kochanka mialaby nie miec
            takiego prawa? To przeciez jej zycie. No przeciez to skandal, jaka my kobiety,
            mamy sklonnosc do traktowania sie przedmiotowo. Biernie i cierpliwie czekac,
            byleby tylko ow mezczyzna mial pelny komfort i bez zadnej presji mogl wreszcie
            podjac jakas decyzje? A jak mu to zajmie 15 lat? Co z nami i naszym zyciem w tym
            czasie? Czy rzeczywiscie jest to dobre rozwiazanie dla zony tego faceta? Obie
            kobiety sie podkladaja, jedna swiadomia, druga najczesciej nieswiadomie, byleby
            tylko panu bylo wygodnie. Wydaje sie, ze rzeczywiscie, wiele z nas, jak to sie
            mowi, kocha za bardzo.

            Jak ja to widze: kochanka angazuje sie w zwiazek, ze swiadomoscia, ze pan ma
            zone i nic sensownego z tego nie bedzie. Tymczasem niespodzianka, zakochuje sie
            i chce byc z panem na codzien. Zmienily sie okolicznosci, wiec nalezy zmienic
            warunki ukladu. Nalezy zakomunikowac swoje potrzeby wraz z ewentualnymi
            konsekwencjami wynikajacymi z nich. Ultimatum jest jak przeciecie wrzodu - daje
            wszystkim szanse na lepsza przyszlosc. Kochanka ma szanse na swoja milosc,
            ewentualnie na ulozenie sobie zycia z kims innym, pan dostaje kopniaka
            nakierowujacego go na podjecie decyzji, zas zona ma szanse odzyskac meza, lub
            ulozyc sobie zycie z kims, kto ja bedzie szanowal (sama nie wiem co lepsze smile).

            I jeszcze jedno, piszac konfrontacja, mialam na mysli konfrontacje kochanki z
            jej kochankiem, a nie z jego zona. Konfrontacje tych dwoch kobiet uwazam za
            zupelnie zbedna, i jesli juz, to jej inicjatywa powinna wyjsc od zony.
            • mariola.maria Re: dolaczylam do grona kochanek... 06.10.09, 11:59
              kochanka angazuje sie w zwiazek, ze swiadomoscia, ze pan ma
              zone i nic sensownego z tego nie bedzie. Tymczasem niespodzianka,
              zakochuje sie i chce byc z panem na codzien. Zmienily sie
              okolicznosci, wiec nalezy zmienic warunki ukladu. Nalezy
              zakomunikowac swoje potrzeby wraz z ewentualnymi konsekwencjami
              wynikajacymi z nich.


              Komunikacja potrzeb to nie ultimatum...
              zmieniły sie warunki, nie wiadomo czy ów mężczyzna na takie
              zmienione chce przystac czy nie.
              jak piszesz , trzeba powiedzieć: "przestało mi to co jest
              wystarczac, nie chcę tak jak do tej pory"
              Pan bedzie mógł podjać decyzje : "w tej sytuacji do widzenia, bo nie
              zamierzam nic zmieniac", albo "tez wole byc z Tobą"

              Trudno warunki sie zmieniły.
              Ale nie ultimatum : "masz tu wybierać ona albo ja , bo jesteś moim
              kochankiem!"
              Bycie czyims kochankiem nie oznacza zgody na to, że kiedys sie
              bedzie musiało tego wyboru dokonać, wręcz przeciwnie - oznacza zgode
              na brak wyboru.





              • ciezka_cholera Re: dolaczylam do grona kochanek... 06.10.09, 12:16
                Oczywiscie, ale przeciez kochanka nie jest w stanie go do rozwodu zmusic. Moze
                go tylko zmusic do podjecia decyzji, a jaka ona bedzie, to juz zalezy wylacznie
                od niego. Czym sie rozni zakomunikowanie potrzeby:
                'Kochanie, nie wystarcza mi juz nasz uklad, chce Cie na codzien, rozwiedz sie.
                Sprawa ta jest dla mnie na tyle istotna, ze nie widze przyszlosci naszego
                zwiazku na obecnych warunkach.'
                od postawienia ultimatum:
                'Albo ona, albo ja'
                Niczym.
                Kochanka jest pelnoprawnym czlonkiem ukladu kochanka-maz. Ma tyle samo do
                powiedzenia co on. Moze ten zwiazek kontynuowac, moze w dowolnej chwili go
                zerwac, moze dyktowac warunki, na ktore nie-jej-maz moze przystac lub nie.
                • mariola.maria Re: dolaczylam do grona kochanek... 06.10.09, 12:39
                  Kochanie, nie wystarcza mi juz nasz uklad, chce Cie na codzien,
                  rozwiedz sie
                  . Sprawa ta jest dla mnie na tyle istotna, ze nie
                  widze przyszlosci naszego zwiazku na obecnych warunkach.'

                  "rozwiedz sie"-to jedno stwierdzenie jest dla mnie nieakceptowalne.
                  Reszta. OK: "Kocham Cię, ale w takim układzie nie chce juz byc"
                  inicjatywa powinna należec do meżczyzny.
                  Wydaje mi sie, że to ma emocjonalne znaczenie,kiedy meżczyzny sie o
                  rozwód nie prosi, ani nie proponuje.

                  • ciezka_cholera Re: dolaczylam do grona kochanek... 06.10.09, 13:14
                    mariola.maria napisała:

                    > Wydaje mi sie, że to ma emocjonalne znaczenie,kiedy meżczyzny sie o
                    > rozwód nie prosi, ani nie proponuje.

                    Wydaje mi sie, ze praktycznego znaczenia to nie ma w ogole (ale fakt, ze nigdy
                    nie bylam biegla w 'znaczeniach emocjonalnych'). Jesli inicjatywa ma byc po
                    stronie mezczyzny, ale konsekwencja braku tej inicjatywy jest zerwanie, to
                    przeciez jest jednoznaczne z zakomunikowaniem tejze. Po co sie bawic w takie
                    niuanse? Przeciez sprawa jest prosta i oczywista: jesli kochanka chce stalego
                    zwiazku z nie-swoim-mezem, bo w tym kierunku ewoluowaly jej uczucia, to on
                    najpierw musi sie rozwiesc. A to ze on moze miec zupelnie inne zdanie na temat
                    roli kochanki w swoim zyciu, to jest inna historia. Nie zmienia to faktu, ze
                    kochanka ma prawo kontnuowac/zerwac/stawiac warunki.
                    • mariola.maria Re: dolaczylam do grona kochanek... 06.10.09, 13:27
                      cytat z samej siebie smile
                      :
                      Nawet jak meżczyźni nam wpieraja, że jesteśmy egoistkami i ich
                      szantazujemy odejściem, jak nie beda wierni - to NIE MA NIGDZIE
                      NAPISANE, że mamy obowiązek byc w związku, który nam sie nie podoba-
                      i nie zaspokaja.
                      Czy to z meżem czy z kochankiem.

                      Do ostatniego fragmentu odnosze się bardzo emocjonalnie... może
                      dlatego pisze drukowanymi ...


                      Akurat dla mnie te niuanse sa ważne, ale rozumiem, że innym jest
                      wszystko jedno. Pilnuję swoich decyzji i staram sie nie wpływac ani
                      nie namawiac na konkretne decyzje innych - taki styl.. smile
                      • ciezka_cholera Re: dolaczylam do grona kochanek... 06.10.09, 13:47
                        mariola.maria napisała:

                        > Akurat dla mnie te niuanse sa ważne, ale rozumiem, że innym jest
                        > wszystko jedno. Pilnuję swoich decyzji i staram sie nie wpływac ani
                        > nie namawiac na konkretne decyzje innych - taki styl.. smile

                        Ano wlasnie, zaczynam odnosic wrazenie, ze spieramy sie o niuanse. A poniewaz
                        dla mnie nie maja one istotnego znaczenia, wiec przyjmuje, ze mamy bardzo
                        zblizone stanowisko w tej sprawie.
                        Moj styl jest taki, ze w sytuacji, gdy status quo w zwiazku przestaje byc dla
                        mnie akceptowalny, przedstawiam mezczyznie dwie (lub wiecej) akceptowalne wg
                        mnie alternatywy. Ba, czasami nawet uwazam za stosowne wyznaczenie deadline. A
                        on moze sobie juz wybierac wedle wlasnego uznania. Doprawdy nie wiem, jakbym
                        miala na niego wplynac, zeby wybral te alternatywe, ktora mi bardziej odpowiada.
                        I to nazywam ultimatum. I do tego uwazam, kazdy ma prawo: w ramach okreslania
                        wlasnych granic, cytujac Ciebie smile
              • jadzia155 Re: dolaczylam do grona kochanek... 06.10.09, 12:44
                No bo jak to - jest ze mna, dlatego, że musiał wybrać? Wolałabym,
                zeby był dlatego, że mnie kocha. W całym procesie romansu mojego
                męża chciałabym mieć tylko jedno - wszystkie dane do tego, żeby
                podjąc decyzję: albo zostaję z nim, albo niech sobie urządza życie z
                inna kobietą. To nie ultimatum, tylko mój wybór.
                Najczęściej to ta trzecia wie więcej. Jakieś zasady ustaliły się
                pewnie na początku drugiego związku. Facet, najczęściej z powodu,
                jak mówi "odpowiedzialności" za rodzinę, ukrywa romans, a kochanka
                wie o istnieniu żony. Telefon ode mnie odbiera w jej obecności, a od
                niej przy mnie nie. Ona chyba mniej więcej wie, o wydarzeniach w
                jego nazwijmy to "legalnym" związku , a ja o tym co się dzieje w
                jego związku "pozamałżeńskim" , oprócz tego ,że jest, nie wiem nic.
                Wszyscy w tym związku trojga są poobijani, jedna i druga dostaje
                trochę. A facet? nie wiem, obserwuję go i myślę, że on też ma
                delikatnie mówiąc "dyskomfort". Ale przecież to są jego wybory.
                Jeżeli my obie go kochamy, to żadna nie postawi ultimatum. Obie
                będziemy czekać i myśleć co on robi z nią (żoną/kochanką)
                • milaszka Błędne założenia 06.10.09, 12:59
                  Facet ma kochankę nie po to, aby rozwiązac swoje małzenstwo, ale po to , aby je
                  dopełnić i żadne ultimatum kochanki tu nie działa.
                  Kochanka nie ma byc nowym modelem zony, tylko kochanką, tę rolę ma pełnić wg
                  faceta.
                  Ultimatum w tej sytuacji może postawić jedynie zona.
                • ciezka_cholera Re: dolaczylam do grona kochanek... 06.10.09, 13:03
                  Jadziu,
                  to ze nie chcesz stawiac ultimatum, bo (tu lista powodow), to jedno. To ze kilka
                  postow wyzej napisalas, 'ze nie masz do tego prawa, bo to jego decyzja', to
                  drugie. I to drugie wydaje sie znacznie istotniejsze.

                  Kazda z nas ma prawo tkwic w dowolnie dysfunkcyjnym zwiazku, jesli tego chce i
                  nie ma ochoty go zerwac. Mniejsza, czy zgadzam sie z Twoimi argumentami
                  przeciwko ultimatum (nie zgadzam sie), szanuje Twoja decyzje. Wydaje sie, ze
                  mimo wszystko, w Twoim konkretnym przypadku, plusy bycia z mezem przewazaja
                  minusy bycia zdradzana. Tylko Tobie to oceniac.

                  Natomiast jak czytam tekst: 'nie mam prawa stawiac mu ultimatum, to jego
                  decyzja', to autentycznie przechodza mnie ciarki. To ubezwlasnowolnienie na
                  wlasne zyczenie. Jestescie dwoje w tym zwiazku, ale to czy bedziecie go
                  kontynuowac to wylacznie jego decyzja? Ty nie masz prawa o tym stanowic?
                  Przeciez ultimatum, w tym przypadku, jest niczym innym jak postawieniem sprawy
                  jasno: albo mnie nie zdradzasz, albo sie rozstajemy - uwazasz, ze nie masz do
                  tego prawa??? Jak jestem w stanie zrozumiec, ze mozesz tego nie chciec (choc z
                  trudem), to nie jestem w stanie pojac, ze mozesz myslec, ze nie masz do tego
                  prawa. I, choc zadko sie przejmuje forumowymi historiami, to naprawde mi
                  przykro, ze sa kobiety, ktore tak mysla.
                  • jadzia155 Re: dolaczylam do grona kochanek... 06.10.09, 13:15
                    Jak już wszyscy wiedzą akt małżeństwa to nie akt własności i tyle.
                    On jest wolny, zrobi co zechce i ja tez zrobię co zechcę. Póki co
                    bilans wyszedł taki (dla niego też), że sie nie rozstaniemy.
                    Wierzcie mi, mam tyle lat, że mogę powiedzieć - są ważniejsze rzeczy
                    (dla mnie) niż to czy on sypia tylko ze mną, czy z kimś innym
                    również. Oczywiście nie jest mi to obojętne. Gdyby tak było, nie
                    czytałabym tego forum, a robię to, bo próbuję zrozumieć po co ludzie
                    sobie funduja takie emocje?
                  • mariola.maria Re: dolaczylam do grona kochanek... 06.10.09, 13:20
                    :Nie chce byc związku, z mezczyzna który zdradza, wole odejść" - to
                    nie ultimatum - to okreslenie własnych granic w relacji z
                    drugim człowiekiem
                    podobnie gdy kochanka powie:
                    "przestało mi to co jest , wystarczac, nie chcę tak jak do tej pory"
                    to tez jest okreslenie własnych granic.

                    Do tego kazdy ma prawo.
                    A mezczyzna niech robi co uważa. Jego prawo decydowac.

                    I mnie również, jest smutno, że takie trudne dla Ciebie Jadziu jest
                    stawianie własnych granic.
                    Bycie z drugim człowiekiem czy to meżem, czy to kochankiem , nie
                    jest - "pomimo wszystko". To nie jest przeciez dziecko, które się
                    kocha pomimo wszystko i zawsze.
                    To jest dorosły nie nie należy mu sie od partnerki "miłość
                    bezwarunkowa" : "cokolwiek zrobisz i tak bede z toba"

                    Nawet jak meżczyźni nam wpieraja, że jesteśmy egoistkami i ich
                    szantazujemy odejściem, jak nie beda wierni - to NIE MA NIGDZIE
                    NAPISANE, że mamy obowiązek byc w związku, który nam sie nie podoba-
                    i nie zaspokaja.
                    Czy to z meżem czy z kochankiem.

                    Do ostatniego fragmentu odnosze się bardzo emocjonalnie... może
                    dlatego pisze drukowanymi ...

                    • jadzia155 Re: dolaczylam do grona kochanek... 06.10.09, 13:48
                      Ile ludzi tyle różnych relacji między nimi. Mnie też jest smutno,
                      że facet z którym przeżyłam troche lat mnie zdradza. Nie rwę jednak
                      z tego powodu włosów z głowy, nie wystawiam walizek, nie opowiadam
                      przyjaciołom, jaki z niego łajdak, nie odsądzam od czci i wiary jego
                      kochanki. To sie po prostu zdarzyło. Czasem czuję sie właśnie jak
                      kochanka - czekam na niego, "pachnę", piszę dwuznaczne smsy no i też
                      się z nim kocham. Bo to niekoniecznie musi być tak, że jak pojawia
                      sie ta trzecia, to on z obrzydzeniem patrzy na swoja "ślubną".
                      Jeżeli się kochanki godzą na taki układ, to dlaczego chcą, żeby żony
                      podejmowały decyzje o rozstaniu.
                      • mariola.maria Re: dolaczylam do grona kochanek... 06.10.09, 13:54
                        Abslutnie nie namawiam do odejścia...
                        Tylko,że to ,że jestes to Twój wybór a nie konieczność
                        .

                        Nikomu oceniac jakie podejmujesz wybory.
                        mysle, że im mniej kierujemy się złościa tym wybory lepsze....
                        w tym co piszesz widze duzo smutku ale i spokoju.
                        Może popostu się kochacie ? smile
                • wynochal3 Re: dolaczylam do grona kochanek... 08.10.09, 11:23
                  Obawiam się, że obie kobiety dostają po dupie po równo. Masz rację. To kochanki są lepiej poinformowane. One wiedzą więcej, one częściej niż żony znają hasła do poczt, kont, telefonów - paradoksalnie w jakimś sensie, ale to kochankom mężczyźni są wierniejsi - ich nie zdradzają. Żony natomiast zostają z tymi mężami - w tym sensie mają lepiej. Jednak i w jednym i w drugim związku, zostaje tak naprawdę namiastka bycia razem.
                  Mężczyźni co do zasady podejmują wybór zostania w domu z szeregu przyczyn, ale chyba miłość jest jedną z ostatnich. Jeśli mają sporo rozumu, to podejmują pragmatyczne decyzje - odkrywają nagle, że żony są ich przyjaciółkami, że tyle lat razem, że może skoro zepsuli swoje małżeństwa, to zepsuliby też i nowe, a po co to robić jeszcze raz. Bo stabilizacja finansowa, bo pozycja, bo wygodne i dobre życie, a jak się ma swoje lata, to ciężko zaczynać od początku. Bo płacz dziecka, bo strach czy weźmie się odpowiedzialność za jego przyszłe niepowodzenia - bo tatuś zostawił mamusię. Często nie spodziewają się, że gdy ogłoszą żonie swą decyzję, to zrobi im się tej żony żal, bo w sumie bardzo ją lubią - znają ją tyle lat, widzieli wiele razy jak cierpiała, jak mogą jej sami wyrządzić taką krzywdę.
                  A kochanki? Dalej je kochają, czasem nawet bardziej, głębiej, stabilniej, bo już nieperspektywicznie. Wiedzą, że nigdy z nimi nie będą, ale nie potrafią się z nimi rozstać. Często dalej utrzymują z nimi kontakt, seks schodzi na dalszy plan, okazuje się, że to rozmowę i ich uśmiech tak kochali.
                  Nie zmieniają decyzji, bo już wiedzą, że nie będą potrafili odejść z domu. Chcą żonom wynagrodzić cierpienie jakich im dostarczyli, więc się starają. Zabierają je i dzieci na wakacje, początkowo może i starają sie by wszystko było jak najlepiej, ale nie potrafią przestać myśleć o tych drugich. Im więcej mija czasu, tym bardziej je mitologizują.
                  Po jakimś czasie żony wierzą w ich przemianę i ponowną wierność, mają nawet wrażenie, że będzie lepiej niż wcześniej, w końcu są przyjaciółmi. Kochanki są rozedrgane, bo dostają skrawki tego co wcześniej. A oni? Oni zostają w tym rozkroku. W przywiązaniu do życia, które budowali latami, z uśmiechem na ustach i z rozpaczliwym krzykiem w głowie: dlaczego nie spotkałem jej lata wcześniej.

                  Ja jestem takim mężczyznom. Tak właśnie jest. Od kilku miesięcy odpracowuję romans i próbę zostawienia żony. W domu wszystko jest już dobrze. Wszyscy są szczęśliwi. A ja jestem pusty. Pusty, bo przez przypadek odkryłem, że mogłoby być inaczej. Mógłbym kochać, ale nie mam i nie znajdę nigdy siły i odwagi na zbudowanie czegoś od podstaw. Teraz zresztą nie miałoby to sensu.
                  To też przy okazji do tych wszystkich pań, które uważają, że my się świetnie bawimy mając romans. Możliwe, że świetnie bawią się ci, dla których to tylko przygoda. Jednak zdarza się, iż to nie kochanki, a my wpadamy jak śliwki w kompot. I my mamy połamane serca.
                  • fortuna.500 Wpadka - wynochal3 08.10.09, 14:40
                    wynochal3 napisała:

                    > Ja jestem takim mężczyznom. Od kilku miesięcy odpracowuję romans i próbę
                    zostawienia żony. A ja jestem pusty.



                    Kochana zdecyduj się, czy jestes kobietOM, czy takim męzczyznOM.
                    Zgadza sie jestes PUSTYM trollem.
                    • wynochal3 Re: Wpadka - wynochal3 09.10.09, 00:21
                      Jeśli ortograf świadczy o byciu tollem, to nim jestem. Chciałem Jagodzie pokazać męski punkt widzenia, poza tym i ja sam czasem potrzebuję się z tym zmierzyć, a wyrzucenie tego z siebie właśnie temu służy. Tyle. To przykre, bo tu naprawdę nikt nie jest już nigdy szczęśliwy i nigdy nie ma zwycięzców. Życie po to już zawsze tylko półżycie - dla wszystkich.
                      Przepraszam, za błąd ortograficzny.
                      pozdrawiam
                      • fortuna.500 Re: Wpadka - wynochal3 09.10.09, 08:31
                        przecież zalogowałaś się jako kobieta, więc teraz nie ściemniaj:
                        wyraźnie jest " wynochal3 napisałA ".

                        twój "męski" punkt widzenia jest punktem widzenia zostawionej kochanki,
                        poszywanie się pod jakiegos kochanka jest żałosne.
                        • wynochal3 Re: Wpadka - wynochal3 09.10.09, 08:47
                          Nie zależy mi na tym, byś wierzyła mi lub nie, ale pewnie są osoby, którym zależy na tym, a które możesz oceniać zbyt szybko i bez refleksji, więc uwaga na przyszłosć.
                          Nie jestem wariatem, który korzysta z loginu używanego na innych forach i znanego, np. kochance. Założyłem konto, by się wygadać, bo pomyślałem, że i Wam i mi to się przyda. Podobnie jak zaznaczyłem bycie kobieta, na co nawet nie zwróciłem uwagi, zaznaczyłem, iż interesuje mnie biznes - nie interesuje. To po prostu fikcyjne konto i tyle.
                          Nie ma dla mnie znaczenia co myślisz. Chciałem, żeby przeczytała to kobieta, która tak ładnie pisała o mężu, i która, niestety, swoim podejściem przypomina moją żonę. Żonie tego nie powiem - nie wyprowadzę jej z błędu, bo nie mam serca, choć podle się czuję ją oszukując. A tej Pani może się to przydać. Tyle.
                          Jeszcze raz przepraszam za zamieszanie.
                          • jadzia155 Re: Wpadka - wynochal3 09.10.09, 09:53
                            wynochalu!
                            Dlaczego "niestety" jak Twoja żona? Wolałbyś, żeby powiedziała -
                            wynocha? Byłoby łatwiej, bo nie musiałbyś podejmować decyzji?
                            Cierpisz z tego powodu, że przytłacza Cię ciężar poczucia obowiązku
                            i odpowiedzialności za to co budowałeś długie lata z żoną? Nie
                            chcesz skrzywdzic kochanki mówiąc jej, że będziesz tylko z żoną?
                            No to są rzeczywiście problemy, ale masz je na własne życzenie i to
                            Ty musisz sobie z nimi poradzić. W kazdym razie nie obciążaj
                            tym "swoich" kobiet, im bez tego jest wystarczająco trudno
                            • wynochal3 Re: Wpadka - wynochal3 09.10.09, 11:57
                              Obawiam się, że w dużej części masz rację. I świadomość tego również mnie
                              przytłacza. W jakimś sensie, nie podjąłem decyzji, ona się sama podjęła. Dwa
                              razy podchodziłem do powiedzenia żonie prawdy. Za pierwszym razem stchórzyłem,
                              za drugim chciałem powiedzieć, iż odchodzę, ale nie byłem w stanie. I to ona
                              zaproponowała by dać sobie szansę, a ja na tę propozycję przystałem (mamy
                              dziecko), bo uznałem, że to się należy rodzinie. I naprawdę próbowałem się
                              zaangażować, wiele dałem z siebie i pozornie wygląda na to, iż kryzys mamy za
                              sobą. W tym sensie, żona jest już ze wszystkim ułożona.
                              Wiem, że nigdy od niej nie odejdę. Jestem związany z nią milionem spraw, moje
                              cale życie po tych wszystkich latach, to tylko wspólne życie. Ale widziałem co
                              jest w kontraście. Widziałem jak można kochać i nie potrafię tego zapomnieć.
                              Wcześniej prowokowałem los, podświadomie licząc na to, że wpadnę i - tak jak
                              mówisz - żona powie wynocha, zdejmując ze mnie odpowiedzialność. Teraz spotykam
                              się z kochanką codziennie, ale ukrywam to najlepiej jak się da, wiedząc, że gdy
                              wpadnę żona mnie nie wyrzuci, ale będę miał problemy z widywaniem się z B.
                              Nie przytłacza mnie ciężar obowiązku, przytłacza mnie raczej poczucie pustki i
                              przygnębienia. I pojawiającej się od czasu do czasu tęsknoty, że nie jestem tam
                              gdzie powinienem. Nie potrafię już być przyzwoitym facetem, mimo iż bardzo bym
                              chciał. Nie muszę z kochanką sypiać, by żonę zdradzać - na tym polega problem.
                              Zdradzam ją w głowie każdego dnia.
                              Wiem, że nie mam prawa ich obciążać i nie robię tego. Jak napisałem, w domu
                              wszystko jest już dobrze, kochanka pewnie wydobrzeje i znajdzie kogoś, choć myśl
                              o tym, że może to zrobić mimo mojej obecności jest bolesna, ale to się jej
                              należy. I o ile w perspektywie krótkiej - to kobiety są naprawdę skrzywdzone, to
                              za kilka lat kto będzie płakał nad żałosnością życia?
                              • mariola.maria Re: Wpadka - wynochal3 09.10.09, 12:14
                                Być może wiele osób widzi w tej opowieści romantyczny wallenrodyzm,
                                czy inne porywy serca: "on ja kocha, ale poczucie obowiązku każe mu
                                iśc na wojne" itp..
                                Te czasy się skonczyły w okolicy Powstania Styczniowego...

                                W obecnych czasach, to dla mnie tchórzostwo.
                                I tak sobie myślę, że mniejsze wobec żony , a większe wobec
                                kochanki - bo boisz sie stworzyć prawdziwy związek z zaangażowaniem,
                                więc budujesz : "tu tylko z obowiązku" a w drugim miejscu: :"tak
                                strasznie kocham ale nie możemy byc razem".
                                "Nie można" to parasola w d... otworzyć. Reszty sie po prostu nie
                                chce.
                                I myślę, że nie chcesz podjąć decyzji.
                                I pasuje Ci bycie "złym chłopcem", który ma takie "bogate życie
                                wewnetrzne" i "tak cierpię, że jestem lepszy od innych, którzy tak
                                nie cierpia jak ja..."

                                To nie jest kwestia kochanki i/lub zony - raczej sprawa dla
                                terapeuty.

                                W moich nie terapeutycznych oczach to raczej dowodzi bycia pierdołą
                                niż bycia bohaterem romantycznym, który w "deszczu odchodzi w dal w
                                imie wyższych celów...."
                                pachnie Harlequinem...

                                Dodam, że na podobne wynurzenia kobiety zareagowałabym podobnie...
                                • daria_nowak Re: Wpadka - wynochal3 12.10.09, 10:21
                                  Kilka dni temu miałam już gotowego posta podobnej treści, ale stwierdziłam, ze
                                  „mężczyzna cierpiący w poczuciu obowiązku” poczuje się tylko większym
                                  cierpiętnikiem po takich słowach, wiec olałam.


                                  Ale rację masz niezaprzeczalnie.
                                  To cierpienie dla dobra innych, poczucie straty, poziom trudności decyzji, no
                                  achhhhhhhh po prostu łapie za serce prawiewink Jaki porządny małż… Poświęcił
                                  siebie i kochankę dla dobra ogółu… Z lenistwa i tchórzostwa
                              • jadzia155 Re: Wpadka - wynochal3 09.10.09, 12:26
                                Nie mogę nic radzić. Ja wolałabym, żeby on podjął decyzję.
                                Jakąkolwiek. Byleby była jasna sytuacja. A tak cała trójka żyje w
                                zawieszeniu. A żona wcześniej czy później się domyśli. Nie da się
                                prowadzić "dwóch żyć" równolegle.
                                • wynochal3 Re: Wpadka - wynochal3 09.10.09, 15:52
                                  Ja podjąłem decyzję. Pozwoliłem ja podjąć i się z nią pogodziłem. Innej nie
                                  będzie, więc sytuacja jest jasna. Nie wiem czy zona się domyśli, może kochanka
                                  będzie mnie miała wcześniej dość i nie będzie się czego domyślać?
                                  Skrzywdziłem rodzinę i wspaniałą kobietę. W pełni zasługuję na to.
                                  • jadzia155 Re: Wpadka - wynochal3 09.10.09, 16:23
                                    Pisząc "wspaniała" kobieta, masz na myśli oczywiście kochankę.
                                    Chłopcy - sami sie pchacie w takie kłopoty, pozdrawiam
    • lu_bella Re: dolaczylam do grona kochanek... 05.10.09, 08:20
      mgielka64.wrzuta.pl/audio/0k4IponxxN1/11_bo_to_sie_zwykle_tak_zaczyna_maciej_malenczuk_z_zespolem_psychode
      • lu_bella Re: dolaczylam do grona kochanek... 05.10.09, 08:22
        lu_bella napisała:

        > mgielka64.wrzuta.pl/audio/0k4IponxxN1/11_bo_to_sie_zwykle_tak_zaczyna_maciej_malenczuk_z_zespolem_psychode

        Oczywiście z zamianą płci wink
    • pory.roku Re: dolaczylam do grona kochanek... 07.10.09, 14:53

      Jeżeli ten układ zdecydowanie przestanie mi odpowiadać, jeżeli rzeczywiście odczuję potrzebę „posiadania” tego człowieka na co dzień albo odczuję „zmęczenie materiału”, przestanę akceptować taki stan rzeczy, jedynym słusznym wyjściem będzie powiedzenie: „Żegnam, w takim układzie się wypaliłam. Wycofuję się z niego, bo odczuwam dyskomfort.”
      To jest określanie własnych granic.
      (ja, jako wolny człowiek, dorosły, nie bojący się wyrażać własnych opinii mam prawo żyć w zgodzie ze sobą, spełniać własne zachcianki, realizować własne marzenia, spotykać się z kim chcę i kiedy chcę)
      Nie mniej uważam, że ja, jako kochanka, nie mam prawa powiedzieć przy tym: ”teraz wybór należy do Ciebie...albo ja-albo ona, określ się, masz czas do końca xxx .”
      Owszem, zmieniły się moje oczekiwania względem tego człowieka, nie oznacza to jednak, że jestem upoważniona do zmiany warunków gry, w którą ŚWIADOMIE zaczęłam grać. Przeważnie na początku romansu deklarujemy , że nic oprócz seksu nas nie interesuje, że nie mamy i nie będziemy mieć żadnych innych oczekiwań.
      Stąd takie moje stanowisko.

      Inaczej jednak myślę, rozpatrując kwestię żony będącej w takim trójkącie.
      Tu nie miałabym obiekcji co do postawienia ultimatum.
      Niby zasady gry są podobne. Zawierając związek małżeński też zawarliśmy pewien układ ale...warunki umowy małżeńskiej są diametralnie inne, niż układu kochanków.
      Tu od początku były deklaracje, przysięgi, obietnice...słowa o wielkiej miłości, wierności, szacunku, uczciwości względem siebie.
      I choć podpisanie kilku papierów w USC czy w kościele dziś już nie stanowi o dożywotnim posiadaniu, poddaństwie czy posłuszeństwie, miłości do grobowej deski i byciu ze sobą wbrew przeciwnościom losu, bo i czasy inne, i człowiek jest tylko człowiekiem, i nigdy nie wiadomo, co lub kto na jego drodze stanąć może, to w tym przypadku uważam, że jak najbardziej słuszne jest tupniecie nogą i głośne wyartykułowanie swojego stanowiska:
      „obiecałeś/łaś mi coś, przysięgałeś/łaś...nie wywiązałeś/łaś się z obietnicy, złamałeś/łaś przyrzeczenie...oczekuję więc konkretnego ruchu z Twojej strony, albo wóz albo przewóz”

      Dla mnie różnica w wymaganiach, roszczeniach jakie mogą mieć względem „ONEGO” dwie, najbardziej zainteresowane (bądź co bądź) strony, czyli zakochana KOCHANKA i zdradzona ŻONA, jest wielka.
    • jagatess Re: dolaczylam do grona kochanek... 08.10.09, 00:13
      No to ja Ci mówię z całego serca - nie pakuj się w to...jakkolwiek
      kusi...bo każdy potrzebuje ciepła, dobroci , troski ...
      Jest fajnie....do czasu.Dopóki nie poochasz na tyle , że marzysz by
      mieć go na własność. A on jest odpowiedzialny...kocha...ale nie może
      zostawić rodziny....no może za 5 lat....może za 10....?
      A jeszcze gorzej jest jak żona znajdzie na poczcie głosowej męża
      Twój słodki głos...bo nie skasował...bo tak chciał mieć trochę
      Ciebie... a wtedy....cóż...najlepiej przekopiuję :
      Mam nadzieję, że teraz ty dziwko będziesz przeżywała choć część
      tego, co
      ja i moja rodzina. Za to co zrobilaś mnie i mojemu dziecku
      pożałujesz.
      ty masz się czołgać z bólu a Twoje dziecko przeżywać taki stres jak
      moje
      .twoja rodzzina ucierpi tak samo. Wybieram się do twojego męża, niech
      wie jaką kurwę ma w domu. czekaj cierpliwie

      ----------------------------------------------------
      nieprzyjemne....prawda?

      Nie chcialam podrywać cudzego męża....
      Ale on podrywał mnie kilka razy w ciagu kikunastu lat...wreszcie
      trafił na dobry moment....kryzys w moim małżeństwie - zdrada mojego
      męża.Było mi źle i samotnie , poczucie własnej wartości jakoś
      podupadło...a on był taki dobry....
      Żle się stało dużo mnie to kosztowało , bo wszystkiemu byłam winna
      ja.Zdradzający mąż nie był winien ....to ja ponosiłam konsekwencje...
      Oczywiście był donos do mego męża... i wizyta u mnie w pracy ....z
      kurwami na ustach.... ( tak a'propos pani , którą skrzywdziłam jest
      psychologiem smile )
      Uciekaj...zanim zacznie boleć...
      • milaszka jagatess 08.10.09, 10:01
        Psycholog tez jest kobietą, zoną i matką i ma prawo do emocji.
        W mało elegancki sposób, ale dosadnie dała ci do zrozumienia, ze nie robi sie
        innym tego , co jest niemiłe.
        Sama doznałas zdrady i jej upokorzeń.
        Co poradzisz zonie swojego kochanka - nawiąz romans z męzem innej kobiety, tak
        jak ja to zrobiłam, niech inna tez doświadczy tego bólu?
        Nie jest zadnym usprawiedliwieniem, to ze facet cię podrywał, dałas sie poderwac
        i nie był to flirt, tylko romans.
        Jak autorka forum napisała, ze kobieta tez ma wolę, ty miałas wolę wejśc w
        romans , więc liczyłas się z jego konsekwencjami, które teraz ponosisz.
        Kazy płaci cenę swych decyzji.
        • aneta-skarpeta Re: jagatess 06.11.09, 21:33
          prawda jest taka, ze po 10 czy 20 latach związku, gdy pamietamy że z
          żoną/ mężem nie zawsze było różowo to kazda nowa osoba, którą sie
          zauroczymy bedzie LEPSZA
          LEPSZA bo nie znamy jej z tej strony co naszych współmażonków-
          brudnych skarpet, awanturek, probemów finansowych.
          Kochanki swoich kochasi ROZUMIEJĄ i DOCENIAJĄ, sa duzo bardziej
          WYROZUMIAŁE niz żony, bo żony po prostu ich znają, a one jeszcze
          nie, bo kochanki chca zrobic WRAZENIE na nowym facecie, chca żeby ów
          facet piszczał na ich widok.
          trudno takiej postawy oczekiwac przez 20 latwink

          Na początku każdej znajomości jest cudownie, ekscytująco i
          nieziemnko. Z naszymi mężami i zonami tez tak było

          W większośc sytuacji gdyby faceci zostawiali żony dla kochanek to te
          kochanki byłyby zostawiane szybko dla kolejnych kochanek, bo
          okazywałoby się, że kochanki z czasem są łudząco podobne do
          tych "okropnych żon"

          Z tym idealizowaniem byłych kochanek , niespełnionych romansów to
          prawda- dokladnie tak samo jak idealizujemy nasze pierwsze milosci,
          a po latach jak spotkamy tego "najcudowniejszego faceta pod slońcem"
          z czasów studiów to zastanawiamy sie co widziałysmy w tym okropnym
          typiesmile

          I w momecie gdy zrozumiemy ta prosta prawdę, że romans z kolezanką z
          pracy nie jest tak naprawde lepszy od naszego małżenstwa, bo jest
          mocno wyidealizowany, podkoloryzowany, to wtedy wiemy że nie warto
          sobie bruździć w życiu, które ( jak sie póxniej okazuje) nie jest
          takie straszne i nie chcemy z niego rezygnować, ale smród pozostaje
          • lalcia2 kochanka 10.11.09, 23:26
            tak mi bardzo żle,żle,żle.chcę normalnego związku
            • lalcia2 Re: kochanka 11.11.09, 00:05
              też się zakochałam w żonatym facecie,trwa to już półtora roku i
              pomimo,że bardzo cierpię to nie potrafię tego wszystkiego zakończyć
              chociaż wielokrotnie próbowałam to nie potrafię.Kocham go bardzo,
              bezgranicznie,on niby też ale nigdy nie będziemy razem,żona jest
              wciąży z drugim dzieckiem,wpadli na wakacjach tylko co najgorsze to
              w momęcie kiedy mi mówił jak bardzo mnie kocha,że odejdzie, to naj
              bardziej boli,nie radzę sobie z tym wszystkim,jest mi żle,cholernie
              żle a im bliżej rozwiazania tej ciąży tym gorzej,ha a data narodzin
              tego dziecka to data moich urodzin,super prezent będę miała,dół
              totalny.Chciałabym o nim zapomnieć,wymazać go z mojego życia alę nie
              potrafię a on też mi tego nie ułatwia...
              • aneta-skarpeta Re: kochanka 11.11.09, 19:53
                jakby chcial odejśc to by sie pilnował, żeby nie wpaśc. Taka smutna prawda

                zadziwiające, że tak wielu facetów ma podobny porblem- juz chce odchodzic od
                żony, ale ona nagle jakimś cudem zachodzi w ciąże z drugim dzieckiem

    • lalcia2 Re: dolaczylam do grona kochanek... 11.11.09, 17:02


      też się zakochałam w żonatym facecie,trwa to już półtora roku i
      pomimo,że bardzo cierpię to nie potrafię tego wszystkiego zakończyć
      chociaż wielokrotnie próbowałam to nie potrafię.Kocham go bardzo,
      bezgranicznie,on niby też ale nigdy nie będziemy razem,żona jest
      wciąży z drugim dzieckiem,wpadli na wakacjach tylko co najgorsze to
      w momęcie kiedy mi mówił jak bardzo mnie kocha,że odejdzie, to naj
      bardziej boli,nie radzę sobie z tym wszystkim,jest mi żle,cholernie
      żle a im bliżej rozwiazania tej ciąży tym gorzej,ha a data narodzin
      tego dziecka to data moich urodzin,super prezent będę miała,dół
      totalny.Chciałabym o nim zapomnieć,wymazać go z mojego życia alę nie
      potrafię
      • lalcia2 Re: dolaczylam do grona kochanek... 11.11.09, 17:05
        siedzę teraz w domu słucham Tomasz Żółtko-kochaj mni.I płaczę,cały
        czas płaczę bo to już koniec już nigdy go nie prztulę,nigdy go...
        • kasowicz77 Re: dolaczylam do grona kochanek... 22.11.09, 22:53
          Dołączyłam do grona kochanek. Sytuacja jest skomplikowana. On
          żonaty, ja mężatka od kilku miesięcy. Pracowałam z nim i fascynował
          mnie od kilku lat. Nigdy do niczego między nami nie doszło, ale On
          był dla mnie niezmierne ważny. Czułam, że ja też jestem dla niego
          ważna. Moja decyzja o małżeństwie była raczej próbą uregulowania
          życia i może częściowo odwrócenia uwagi od Niego. Dwa miesiące po
          moim ślubie zbliżyliśmy się jednak do siebie. Dziś jesteśmy
          kochankami. Kradniemy chwile, cieszymy się z bycia razem. Kocham go,
          a on kocha mnie. On zdecydował rozstać się z żoną. Ja natomiast
          wiem, że gdybym odeszła teraz od męża to nie przeżyłby tego. Trudno
          mi to ogarnąć. To wszystko jest tak samo cudowne jak smutne...

          Dla krytykantek: nie chodzi tylko o łóżko i seks (które są z Nim
          wyjątkowe). Wielokrotnie mieliśmy okazję (ja bardzo chciałam) aby
          się kochać częściej, jednak On przedkładał to nad zwykłe bycie za
          mną i cieszenie się z tego, że jestem.
          • malwan Re: dolaczylam do grona kochanek... 23.11.09, 12:38
            Dołączyłam do grona kochanek. Sytuacja jest skomplikowana...

            po tym co przeczytałam sytuacja nie jest skomplikowana. Zajeżdża banałem, jedna
            z tysięcy takich samych opowiastek.
            • aneta-skarpeta Re: dolaczylam do grona kochanek... 24.11.09, 09:51
              każda sytuacja jest "skomplikowana", szkoda tylko tej zony i Twojego
              męża. A w szczególności szkoda mi Twojego męża

              I musisz miec świadomość, że niezależnie czy mu powiesz czy nie to
              tak naprawde to ranisz go strasznie- pytanie czy warto?
            • ta.emi Re: dolaczylam do grona kochanek... 24.11.09, 10:14
              sytuacja nie jest skomplikowana,
              jest prosta wręcz prostacka.
Pełna wersja