white-prozac
04.10.09, 23:16
Witam,
To moj debiut tutaj i w zyciu, ale wcześniej nigdy nie bylam kochanka wiec
nawet nie miałam pojecia o istnieniu tego forum. stalo sie... zostałam
kochanka. zaczelo sie wszytsko na wiosne.
początkowo miala byc tylko zabawa, fajny sex i tyle. niestety przekonałam sie
na własnej skorze, ze to sa bardzo niebezpieczne zabawy i jak sie tak igra, to
sie potem kończy inaczej niz bysmy tego chcieli.sytuacje komplikuje dodatkowo
fakt, ze obydwoje jestesmy z tego samego kręgu towarzyskiego - wspólni
przyjaciele, znajomi, spotykamy sie na roznych imprezach.
a jak to sie zaczelo? na jednej z imprez wlasnie. przyszedl do mnie z innym
znajomym i tak zostal do rana

. zakładałam, ze bedzie to jednorazowa
przygoda - bylo milo, fajny sex,ale na tym poprzestanmy. tym bardziej, ze
nigdy wcześniej sie na niego nie zasadzalam i nie pozadalam w zaden sposob -
ot, dalszy znajomy i tyle. dlatego cala historia wlasciwie mnie rozbawila, na
zasadzie: kto by pomyslal! po paru dniach jednak sie odezwal, wiec sie
umowilismy na spotkanie wieczorowa pora.. wtedy tez myslalam - a co mi
szkodzi, moze byc przyjemnie, tym bardziej, ze bylo to zaraz przed moim
dluzszym wyjazdem za granice. spotkalismy sie, ja zaraz wylecialam i byla
zdrowa atmosfera - w sensie, z enie czulam zaangazowania emcjnalnego. po paru
miesiacach przyjechalam ( w tzw. miedzyczasie zero kontaktu) do kraju na urlop
w czasie ktorego sie spotkalismy..potem ja znowu sie oddalilam na pare
miesiecy i teraz jesienia wrocilam juz na dobre. po naszym ostatnim spotkaniu
w czasie mojego urlopu nie odzywalismy sie do siebie w ogole - on byl tu , ja
tam i cisza zupełna. ja zdążyłam nabrac odpowiedniego dystansu i postanowiłam,
ze nie będę się odzywać, myslałamm, ze on także da spokoj, bo minely 3
miesiace, emocje opadly itp. nie doceniłam kolegi, bo oczywiscie dowiedzial
sie, ze jestem na miejscu i zaczal bardzo nalegac na spotkanie (telefony,
smsy), do którego oczywiście doszło. i tu zabawa sie skończyła (ale to
zabrzmiało

), ale poważnie rzecz biorąc, to poczułam, ze juz zaczyna mi na
nim mimo wszystko trochę zależeć i robi sie ciężki kaliber z tego..co do
niego to powiem szczerze nie wiem..rozmawiamy o wszystkim, ale nie o
najważniejszym, czyli o tym co jest miedzy nami, jakie sa nasze odczucia itp.
właściwie to ja zgrywam twardzielkę, on tez albo faktycznie traktuje to
wszystko lżej niż ja. ale zdrugiej strony gdyby chodzilo tylko i wylacznie o
sex to mysle, ze w ciagu moich długich nieobecności znalazl by sobie kogos na
miejscu, a o mnie by zapomnial. wiadomo, ze faceci sa wygodni

. poza tym
ostatnio stalo sie cos, pozornie nic takiego, ale dla mnie wyrazny znak, cos
jest na rzeczy - poprosila mnie o spotkanie w ciagu dnia, nie zakonczone
sexem jak to dotychczas bylo. pod jakims pretekstem wyciagnal mnie na krotkie,
ale bardzo mile spotkanie.zrozumialm, z echce mnie po prostu zobaczyc i to
mnie ucieszylo, ale jednoczesnie zaniepokoilo..-bo wiadomo jak jest, ma
dziecko,dlugoletnia partnerke, tysiace zobowiazan..nie jestesmy juz dziecmi,
kiedy zdrady polegaly na zasadzie : juz nie chodze z kasia, od dzisiaj chodze
z monika. no i wlasciwie, to sama nie wiem czy chce to kontynuowac czy nie, bo
mam pełną świadomość tego, ze to juz nie jest przygoda i zabawa i tylko sex,
ale z mojej strony przynajmniej, to juz jest cos wiecej..