Ultimatum to gwóźdź

06.10.09, 13:29
do trumny dla romansu.
Męzczyzna po to bierze kochankę, aby była dopełnieniem jego małżenstwa.
Kobieta, aby zmienić swoje zycie.
Jezeli do dwóch lat romans nie konczy się legalizacją zwiazku, znaczy to ,ze
taki stan rzeczy odpowiada mężczyźnie i nie ma on zamiaru niczego zmieniac w
swoim zyciu.

Ządania, ultimatum kochanki to postawienie faceta pod murem, przycisniecie
do sciany i
wbrew intencjom kochanki nie nastąpi rozwiazanie sprawy po jej mysli, tylko
koniec romansu.
Facet zas ucieknie w ratowanie swojego małżenstwa.
    • mariola.maria Re: Ultimatum to gwóźdź 06.10.09, 13:35
      z obserwacji własnych: to co piszesz to w 70 % prawda, w pozostałych
      30 pobożne życzenia zdradzanych żon smile
      • milaszka Re: Ultimatum to gwóźdź 06.10.09, 13:46
        Dopoki kochanka godzi sie na dotychczasowy układ, to jest ok.
        gdy tylko zaczyna pytać, żądać, romans traci na uroku, staje sie uciążliwym
        balastem, a rozgoryczona kochanka zagrożeniem dla legalnego zwiazku .
        Wtedy facet musi podjąc jakieś kroki:
        jedni obiecują, wiedząc , ze są to obietnice bez pokrycia - na wieczne nigdy -
        gdy dzieci dorosna, gdy spłaci kredyt itd.
        Inni uciekają - nie chca sie spotykac, nie odpisują, nie maja czasu.
        Inni zrywają, tylko nie robią tego osobiście, bo boją sie spojrzec w oczy , nie
        lubią kobiecych łez , histerii, wypomnień.

        • mariola.maria Re: Ultimatum to gwóźdź 06.10.09, 13:47
          a niektórzy wybieraja kochanke...

          Żonom czasem trudno w to uwierzyć
          • milaszka Re: Ultimatum to gwóźdź 06.10.09, 13:53
            mariola.maria napisała:

            > a niektórzy wybieraja kochanke...
            > Żonom czasem trudno w to uwierzyć

            Jezeli wybieraja to na poczatku romansu, co nie jest częste.
            Potem już stety nie wybieraja.
            • daria_nowak Re: Ultimatum to gwóźdź 06.10.09, 16:58
              Cóż za podejście do kobiet. Przedmioty, o życiu których decydują panowie i
              władcysmile Aż mi niedobrze się robi jak to czytam i wszystko jedno, czy piszą to
              żony, czy kochanki. Żałosne.
              więcej decyzyjności, drogie panie, to wy jesteście kowalami własnego losu.
              • realistka_to_ja Re: Ultimatum to gwóźdź 07.10.09, 08:18
                Dokładnie tak Daria.

                Milaszka - niektórych zycie poukładało się ciut inaczej.
                Spotkaliśmy się, odeszliśmy od partnerów - jestem w związku
                wieloletnim, mamy dzieci i naprawdę zyje nam się bardzo dobrze.

              • fortuna.500 Re: Ultimatum to gwóźdź 08.10.09, 14:31
                z opowieści kochanek wynika, ze to panowie decydują o rozpoczęciu jak i
                zakończeniu romansu.
                kochanka mogłaby być kowalem swego losu, gdyby nie wchodziła w taki układ.
                Proste i żałosne.
                smile))))
                • daria_nowak Re: Ultimatum to gwóźdź 08.10.09, 14:50
                  Co ma piernik do wiatraka?
                  Czemu decyzja o wejściu w układ ma być żałosna i świadczyć o NIE DECYZYJNOŚCI
                  właśnie. Przecież to paradoks. ? Wchodzi się z pełnymi konsekwencjami. Nie
                  implikuje to nagłej i niespodziewanej zmiany w przedmiot. Można decydować o
                  sobie dalej. Coś mi nie odpowiada – dziękuje i wychodzę. Banalnie oczywiste.
                  • fortuna.500 Re: Ultimatum to gwóźdź 08.10.09, 14:58
                    z pełnymi konsekwencjami i pełnymi żądaniami...smile))
                    Moze decydowac o sobie , ale tylko w jedna stronę, czyli zerwać, odejśc, tak
                    jak weszła, bo w druga stronę to tak nie działa , czyli nie sama decyduje o
                    przekształceniu romansu w stały związek.
                    • daria_nowak Re: Ultimatum to gwóźdź 08.10.09, 18:56
                      Ameryki nie odkryłaśsmile
                      Oczywistym jest, ze decyduje za siebie i to całkowicie wystarcza.
                      Reszta świata musi taką decyzję przyjąć do wiadomości i w jakiś sposób reagować.
                      A w jaki, to już cudza decyzja.
                      Nikt nie decyduje za osoby od siebie niezależne. Ani mąż, ani kochanka, ani
                      zona, ani kochanek.
                  • klawiatura_zablokowana Re: Ultimatum to gwóźdź 08.10.09, 19:43
                    W teorii to ładnie w brzmi, w praktyce czytam tutaj często-gęsto posty w stylu
                    "życie nie jest czarno-białe", "tak się złożyło, że...", "nie planowałam tego,
                    ale tak wyszło, że..." trafiłam na faceta..." itede, itepe. Czasem te wypowiedzi
                    brzmią tak, jakby wszystko się działo poza samą główną zainteresowaną. Jak ktoś
                    tu ładnie określił kiedyś, na facetów się nie "trafia", bo to brzmi, jakby
                    kobieta biegła ulicą i nagle nadziała się facetowi na fiuta big_grin

                    Litości, czy żony piszą, że "tak się złożyło, że nastąpił ślub"? Romans to nie
                    deszcz, że nie mamy kontroli nad jego pojawieniem się.
                    • daria_nowak Re: Ultimatum to gwóźdź 09.10.09, 12:41
                      Bo życie nie jest czarno – białesmile To, ze romansu się nie planuje ma niewielki
                      związek z kwestią podejmowania decyzji. Bo nawet jeśli „stało się”, to człowiek
                      ma do tego jakiś stosunek. Albo to akceptuje i brnie dalej, albo zamyka układ i
                      znika. Czyli – podejmuje decyzję, a nie płynie z prądem.
                      Romans nie musi być wynikiem zimnej kalkulacji, ale właśnie może się „dziać” w
                      sposób będący zaskoczeniem dla stron. I nie wiem, jak ktoś może tego nie rozumieć.
                      Poczytaj posty na babskich forach o tym, ze kochany facet zaczął nagle wymagać
                      od kobiety pełnej obsługi, mimo ze kiedyś dawał coś z siebie, albo o tym, ze
                      porządny pracodawca zaczął nagle wykorzystywać pracownika. Taka sama zasada
                      palca i ręki - zaczyna się niewinnie, powoli rozwija, a gdy zaczyna być
                      konkretne (albo uwierać) budzimy się w sytuacji zastanej, której nie planowaliśmy.

                      Żony piszą „wybrał mnie/kochankę/coś tam”. O to się czepiam tak samo, jak
                      czepiam się kochanek żądających „wyboru”. Ogólnie czepiam się tych, którzy robią
                      z siebie przedmioty, o których ktoś ma decydować, a oni siedzą jak te pierdoły i
                      czekają na WERDYKT.

                      Zakochanie ma wpływ na decyzyjność o tyle, ze trudniej w decyzji wytrwać. Ale w
                      końcu jesteśmy dużymi dziewczynkami, prawda?
                      Mozna mimo porywu uczuć prowadzić rozum.
                      • klawiatura_zablokowana Re: Ultimatum to gwóźdź 09.10.09, 21:58
                        Ale co "stało się"? Do romansu, zawarcia związku z drugim człowiekiem trzeba
                        podjąć konkretne, celowe działania. Przez przypadek to można w psią kupę wdepnąć
                        i wtedy "uuups stało się".

                        zaczyna się niewinnie, powoli rozwija, a gdy zaczyna być
                        > konkretne (albo uwierać) budzimy się w sytuacji zastanej, której nie
                        planowaliśmy.

                        A wiesz, dlaczego takie sytuacje następują? Bo sam zainteresowany nie umie w
                        odpowiednim momencie powiedzieć "halo, ale tak to nie będzie".
                        Jak się raz nie odezwiesz, gdy facet nie sprzątnie po sobie talerza, drugi
                        raz... tysięczny, to w końcu stanie się nawykiem, że on nie sprząta. I potem po
                        20 latach "stało się"? "Tak się ułożyło"? "Nie planowałam"? A co zrobiłaś, żeby
                        tak nie było?

                        Są ludzie, którzy reagują od razu na złe sytuacje, na sygnały, że coś się
                        dzieje. Ale jest też milion matek u lekarza, które przyprowadzają dziecko z
                        gorączką 40 st i rozbuchaną anginą, mówiąc "nie zauważyłam, kiedy to się stało".
                        Pacjenci ze zgorzelą w zębie, którzy mówią "nagle się obudziłem z czymś takim".
                        Relacje międzyludzkie są do siebie podobne. Jak w odpowiednim momencie powiesz:
                        "nie", to się nic "samo" nie stanie.

                        Romansu się nie planuje z zimną kalkulacją - no dobra, ale też nie jest to coś,
                        co się dzieje, kiedy jesteś pod narkozą czy leżysz związana w bagażniku, że nie
                        masz absolutnie żadnej kontroli. Niestety dzisiaj ludzie coraz częściej się tak
                        zachowują. Jak facet bzyknie panienkę, a potem ją porzuci z rosnącym brzuszkiem
                        to też ci powie, że "on nad tym nie panował" no i się stało... a tak w ogóle to
                        o co wszyscy mają pretensje, że ma wziąć odpowiedzialność? Ale on nie planował -
                        czyli jest czyściutki.

                        Kochanki bardzo mi taką postawę przypominają. jak czytam, że ktoś "sam nie wie,
                        jak to się zaczęło" to podejrzewam, że mam do czynienia albo z ciężkim
                        przypadkiem debila, albo z ciężkim przypadkiem samooszukiwania się.

                        > Romans nie musi być wynikiem zimnej kalkulacji, ale właśnie może się „dziać” w
                        sposób będący zaskoczeniem dla stron.

                        Wybacz, ale jak ktoś jest zaskoczony tym, co sam z pełną świadomością robi, to
                        powinien jak najszybciej iść do psychiatry.

                        Niestety przyznanie, chociaż przed sobą, że świadomie dąży się do czegoś, co
                        może mieć opłakane skutki lub być moralnie wątpliwe wymaga odwagi i szczerości
                        względem samego siebie. Więc lepiej udawać, że wszystko dzieje się niezależnie
                        ode mnie.
                        • daria_nowak Re: Ultimatum to gwóźdź 12.10.09, 10:15
                          Akurat należę do orędowników brania odpowiedzialności za swoje czyny na własną
                          dupę, wiec końcówka posta mocno przestrzelona.
                          I tak, będę się upierała, że są sytuacje, w których coś nas zaskakuje, których
                          się nie spodziewamy, które nie tak miały się potoczyć. I takie, w którymś zanim
                          coś stanie się regułą są całkiem ładnie i sensownie tłumaczone.
                          > Jak się raz nie odezwiesz, gdy facet nie sprzątnie po sobie talerza, drugi
                          > raz... tysięczny, to w końcu stanie się nawykiem, że on nie sprząta.
                          Raz się nie odezwiesz, bo wrocił z pracy o 22, więc pada na ryj (faktycznie
                          pada), drugi raz się nie odezwiesz, bo się spieszy pojechać do mamusi (naprawdę
                          się spieszy), trzeci raz się nie odezwiesz, bo się podziębił (wszystko go boli)
                          i nie będziesz go ganiać, jak się źle czuje. I gwarantuje Ci, ze jakiś procent
                          ludzi już wbije sobie w łeb, ze nie musi niezależnie od sytuacji.

                          Poza tym, nie wiem, czy wiesz, ale istnieje jeszcze coś takiego jak
                          podświadomość. Ja rozumiem, trudne słowowink, ale oznacza, że coś NIE JEST
                          UŚWIADOMIONE. Gdybyś zamiast słówka „świadomie” użyła go w poniższym zdaniu,
                          pewnie bym się zgodziła.

                          > Wybacz, ale jak ktoś jest zaskoczony tym, co sam z pełną świadomością robi,



                          Co do debilizmu, psychiatry oraz udawania – to sądzę, ze przesadzasz sama siebie
                          nakręcając, a mnie się nie chcę, więc się szerzej nie odniosę.
          • skarbek2-2 Re: Ultimatum to gwóźdź 06.10.09, 15:28
            Nawet jeżeli miałby wybrać kochankę wolałabym na początku wiedzieć o
            romansie-w końcu każdy ma prawo do prawdy,o swoim życiu.A nie
            dowiadywać się po czasie,na końcu gdy już wszyscy wiedzą oprócz mnie.
        • milaszka Re: Ultimatum to gwóźdź 06.10.09, 13:49
          Jeszcze inni przygotowują ślubną do ewentualnej konfrontacji z kochanką , która
          stawia wszystko na jedna kartę:

          "wiesz taka jedna sie do mnie przyczepiła i nie daje mi zyć, chodzi za mna,
          narzuca się"
Pełna wersja