dzikarzeka
18.10.09, 21:47
Witam Was Kochanki

Jestem kochanką od ponad 3 lat, zaczęło się pewnie standardowo,
pewnie w 90% tak się zaczyna. Praca połączyła nas w pewnien sposób,
co prawda nie pracujemy razem ale często mamy z sobą kontakt z racji
specyfiki branży.
Ja - kobieta wolna, nie z wyboru (wdowa) on żonaty, młodszy 7 lat.
Początek naszej "głębszej" znajomości wskazywał na charakter czysto
seksualny...
Niestety, po 3 miesiącach wyznał mi miłość, ja jemu niedługo
później..
Widywałam i widuję jego żonę- bardzo atrakcyjna, młodsza ode mnie 10
lat babeczka. Co On mówi o swoim małżeństwie, pewnie zapytacie...
Otóż to, że dla niego nie istnieje ta kob ieta jako żona, jedynie
jako matka jego (2) dzieci, które kocha do szleństwa i nie chce
zrobić im krzywdy, jaką jemu kiedyś wyrządzono (rodzice rozwiedli
się). Ja mu nie wierzę, uważam, że jest mistrzem w lawirowaniu
między mną a żoną. Jak uważacie?
Jest miłość, szczęście, wielka namiętność, boski sex, wspólne
wyjazdy, weekendy, kłótnie, dzikie awantury, i wiele wiele możnaby
pisać....Tylko... mam 40 lat i poczucie uciekającego czasu, trochę
przeciekającego mimo tego cudownego związku, przez palce...
Nie mam siły skończyć tego związku, zbyt wrośliśmy w siebie, ale
wiem, że powinnam.
Pomóżcie, bo duszę się i chyba wpadam w alkoholizm...