stopka33
05.11.09, 15:33
Tak sobie poczytuje co drogie kolezaki kochanki i malzonki pisza,
siedzialam cicho bo wiedzialam ze posypie sie grom z jasnego nieba
jak cos o sobie napisze, ale nie o mnie chodzi... Bylam kochanka, to
byl fakt,ja mezatka,on zonaty,co sie dzialo i jak wygladalo nasze
zycie nie bede pisala bo nie o to mi chodzi.Koniec naszego zwiazku
(dlugiego)mial final jak kazdy taki zwiazek, zona sie dowiedziala i
zastraszony maz zamknal sie w swojej jaskini przed calym swiatem.
A ja zylam dalej,ale w pelnej swiadomosci ze mimo wszystko to co mam
jest dla mnie najwazniejsze,tak na marginesie jestem bardzo
szczesliwa z moja rodzina, a kochanek w moim zyciu to poprostu
drobny epizod,o ktorym wlasciwie chciealabym zpomniec, ale......zona
mojego kochanka,tak naprawde bardzo fajna babka,kontaktuje sie ze
mna co jakis czas.Nigdy nie uslyszalam od niej zlego slowa na swoj
temat,twierdzila ze cos mam w sobie takiego ze jej maz chcial ze mna
byc,szukal jakiejs zmiany itp itd,nasze rozmowy naprawde byly dla
nas obu w jakis sposob pouczajace,ciekawe.Nie wiem co bylo w tych
rozmowach, ze udalo nam sie nawiazac jakas nic porozumienia (mniej
wiecej przez okres ok 1 roku).Wydawalo mi sie ze ich zwiazek odradza
sie na nowo,dogaduja sie,buduja swoje dalsze zycie,ale bylam w duzym
bledzie. Niestety ja nie bylam i chyba nie bede ostatnia kochanka w
zyciu mojego bylego kochanka.Od jego zony dowiaduje sie coraz to
ciekawszych rzeczy na jego temat,ze nadal spotyka sie z jakimis
kobietami i zaczyna to robic niemal oficjalnie,wpadl jakby w pulapke
samego siebie, musi miec na boku inna kobiete bo inaczej jesgo zycie
traci smak,potrzebuje adrenaliny,seksu i nawet nie chce myslec czego
innego.Nie jest to moja sprawa,ja przeciez juz dawno zniklam z zycia
tego czlowieka, ale jak na ironie losu pojawilam sie w zyciu jego
zony, jako dobra przyjaciolka,powierniczka, sluchaczka i czasem
ciotka dobra rada. Faktem jest, ze umiemy ze soba rozmawiac,nie
tylko o jednym mezczyznie, ale o zwyklych babskich sprawach,o
dzieciach,o pracy,nawet o polityce.Ostatnio jednak poczulam sie jak
lekarstwo na jej wszystkie problemy,a juz przedewszystkim na
problemy zdrady jej meza.Poczulam sie jak terapeuta, oczywiscie
tylko jednej strony czyli zony.Zaczyna mi to przeszkadzac,a z
drugiej strony szkoda mi kobiety bo nie jest warta takiego faceta,
zreszta z moich ostatnich informacji wynika ze ma prtzygotowany
pozew o rozwod i byc moze juz go zlozyla...Uwazam ze podjeala
sluszna decyzje,nie mozna tak sie meczyc i upokazac.Ostatnio jej
powiedzialam, ze jego swiat to dom czyli azyl, jaskinia gdzie moze
sie schowac i swiat kochanek czyli dobry seks, radosc i odskocznia
od wszystkich innych problemow.Jemu trudno jest wybrac co bedzie
lepsze, ale wierze ze jego zona juz wybrala dla siebie lepsza droga.
Pozdrawiam