poczuciewiny
16.12.09, 20:10
I wciąż to obwinianie siebie, dlaczego dałam się tak oszukać. Czuję się jakby
ktoś zabawił się moim kosztem, czuję się gorsza od żony, wciąż porównuję się
do niej. Do wszystkich kobiet, które uważają kochanki za ostatnie szmaty i
perfidne suki, które ukradły im ich misia: życie nie jest czarne i białe.
Opowiem wam moją historię, muszę to z siebie w końcu wyrzucić, bo tracę sens
życia, wiem jakie komentarze posypią się pod tym postem. Możecie mi ubliżać do
woli, też bym chciała się na kimś wyżyć, ale nie umiem tak głośno krzyczeć.
Życie w taki sposób mi się ułożyło, że pracowałam jako prostytutka. Tak, wiem,
każda z was powie, mogłaś iść do normalnej pracy, mogłam ale nie miałam już
motywacji do życia z dnia na dzień, do wiecznego braku pieniędzy na jedzenie,
mieszkanie, nieważne, możecie sobie krytykować. Ale nigdy nie dowiesz co czuje
ta druga osoba, dopóki nie będziesz na jej miejscu. Odwiedzało mnie wielu
mężczyzn, którzy nie chcieli miłości, bo mieli ją w domu, albo i nie, szukali
seksu, dostawali go, ja dostawałam pieniądze. Nigdy o żadnym z nich nie
pomyślałabym w kategorii: fajny facet, moglibyśmy pójść razem na kolację.
Gdyby zapłacił owszem, w innym wypadku było to niemożliwe, żaden z nich nie
miał wstępu do mojego życia prywatnego. Gardziłam nimi, ale rozumiałam ich
wybory tak jak swoje związane z pracą w tym "zawodzie". Nigdy nie miałabym też
za złe swojemu mężczyźnie jednorazowej zdrady, seksu, bolałoby mnie
oszukiwanie mnie nagminne, gdyby miał obok mnie kobietę którą traktowałby jak
swoją. I cóż ja biedna dziwka, naiwna, zakochałam się. Pewnego dnia pojawił
się u mnie klient, który zakochał się we mnie a ja w nim. Wyśmiałam go gdy
kiedyś zapytał: co będzie jak się w sobie zakochamy? Wiedziałam, że ma żonę,
dzieci. Poza tym, miałam przeświadczenie i mam nadal: nie da się pokochać
prostytutki. Ale wiecie, nie, co ja mówię, żadna z was tego nie zrozumie.
Kiedy każdy chce tylko twojego ciała, a nagle pojawia się ten jeden jedyny,
który zabiera cie na romantyczną kolację do pokoju hotelowego i nic od ciebie
nie chce, tylko przytula cię odnajdując w tobie człowieka, kobietę piękną,
mądrą, taką którą można pokochać a nie tylko kochać się z nią. Wtedy naprawdę
wszystko się zmienia, zaczynasz czuć, że żyjesz, że może jest jeszcze jakaś
nadzieja, na to, że będzie lepiej. Życie nabiera sensu, dostajesz skrzydeł.
Czujesz się osobą, na którą ktoś patrzy jak na kobietę, nie przedmiot, nie
pojemnik na spermę. Usłyszałam pierwsze "kocham cię" i myślałam, że umrę ze
szczęścia. Nie wierzyłam w to, że mnie takie szczęście spotyka. Całe życie
gdzieś w podświadomości czułam się nikim, nigdy nie czułam miłości od
rodziców. Zawsze musiałam liczyć na siebie. Aż tu nagle pojawia się mężczyzna,
który chce mi wszystko dać, zaopiekować się mną. Zabrać STĄD, mieć tylko dla
siebie i kochać, jak nikt nigdy. Pokochałam go, nie wiedziałam że to uczucie
naprawdę istnieje. Drogie żony, ja wcale nie chciałam tego uczucia, wierzcie
mi, być może on też nie chciał. Myślałam, głupia jesteś, to tylko kolejny
facet, który chciał ci zapłacić, poza tym ma już rodzinę. Ale to wszystko co
mi mówił było silniejsze. Tak bardzo wierzyłam w to co mówi, że z żoną jest
nieszczęśliwy, że dzieci to przypadek, że nie ma z nią seksu, że chce rozwodu,
będziemy razem. Był taki nieszczęśliwy w tym całym swoim życiu, nagle poznając
mnie odkrył co to szczęście- tak mówił. Wierzyłam. Przestałam pracować jako
prostytutka, na początku znacznie pomagał mi finansowo, potem zaczęłam
pracować normalnie. Kochałam go tak strasznie, że nie umiałam już oddawać się
innym mężczyznom za żadne pieniądze. Po kilku miesiącach zaczęłam mieć
wątpliwości,czytałam to forum i bałam się, że to spotka też mnie, że mnie
oszukał, zaczęłam naciskać, pytać kiedy w końcu będziemy razem. Nie umiem
dzielić się mężczyzną mojego życia z inną kobietą. W końcu ustąpił,
powiedział, nie mogę ci tego dać, zostaję przy żonie, ale wiesz bardzo mi na
tobie zależy, możemy być kochankami. Spotykaliśmy się przez rok, myślę, że
wykorzystał to, co do niego czułam. Wiedział jak ciężko mi odejść, zostawić
go, skoro najpierw dla niego zostawiłam wszystko za sobą, zmieniłam całkowicie
swoje życie bo pokochałam go. Żyłam w ciągłym poczuciu, że jestem gorsza od
jego żony, wciąż to czuję, nie chce mi się żyć, nie mam już na nic nadziei, po
prostu na nic. Wszystko co mnie otacza straciło już sens. Czuję się jak śmieć,
ktoś się mną zabawił. Uwierzyłam, tak naiwnie uwierzyłam i może właśnie
dlatego, że nie jestem wyrachowaną suką, bo gdybym była to nie dałabym się
nabrać. Moje życie to codziennie porównywanie się do jego żony w każdym
szczególe, może powinnam mieć taki kolor włosów jaki ma ona, jej figure, kolor
oczu, jej zainteresowania, umiejętności itd. Przeradza się to w totalną
paranoje i totalny brak poczucia własnej wartości. Wiem, że to ją wybrał a
mnie mnie, to nią się opiekuje a ja muszę radzić sobie sama jak zawsze. Czuję
się jak totalny śmieć i nikomu nie potrzebna lalka, którą można wyruchać i
wyrzucić.