Kochanki - zołzy czy ofiary własnej naiwności?

16.01.10, 21:48
A może harpie? Co się musi stać, żeby kobieta zdecydowała się na romans?
Zastanawiam się nad tym dziewczyny, bo o facetach ogólnie wiadomo co nimi
kieruje...
    • 0moromu Re: Kochanki - zołzy czy ofiary własnej naiwności 17.01.10, 17:32

      Wypowiem sie we wlasnym imieniu.Zolzy? Harpie? Ani jedno ani drugie.
      Kobiety tak samo jak i mezczyzni maja potrzeby. Niektore mniejsze
      niektore wieksze. Nie kazda ktora jest kochanka szuka milosci. Po
      prostu chodzi o seks, a kochanek "daje z siebie" wiecej niz maz. Po
      co romans? Dla przyjemnosci i oderwania od rzeczywistosci. Kochanek
      to facet ktory zaspokaja nasze potrzeby, nie rozmawia sie z nim o
      problemach, nie ma klotni, spowiadania sie itp. Taki zwiazek (nie
      zawsze) opiera sie na chemii, ktorej w malzenstwie po pewnym czasie
      brakuje.
    • 8ma-rca Re: Kochanki - zołzy czy ofiary własnej naiwności 17.01.10, 18:16
      poniewaz uwazam, ze w przypadku kobiet romans dla sportu, czyli dla
      seksu to ogromna mniejszość wśród innych romansów - uważam, że kobiety
      wdające sie w romans z żonatym to zdecydowanie ofiary własnej naiwności
      i słabości.

      wiadomo, że nikt tego nie planuje, zdarza sie poprostu i ekscytuje jak
      każde zakochanie na początku.
      ale to, co dzieje sie potem to puchnięcie negatywnych cech które ma w
      sobie taka kobieta - własnie główie naiwności, ale też zagłuszania
      zdrowego rozsądku. naginania zasad aż do przegięcia granicy - słynne
      zgadzanie sie na wszystko, role z boku, w ciszy, bez sprzeciwu. założe
      sie że żadna na wstępie takiego związku nie zakłada, że będzie tak
      potulna i uległa, ale w obliczu twardego stanowiska swojego kochanka, w
      większości ulega jego zasadom, bo wie, że sprzeciw doprowadzi do kopa w
      dupe. albo łagodniej - do wywołania przez niego wyrzutów sumienia.

      dlatego bycie kochanką to proces zmieniający negatywne cechy w jeszcze
      bardziej negatywne, wyrywający elementy moralności i pozostawiający
      bezgraniczne pole zrozumienia, wybaczenia, chorego kompromisu - innymi
      słowy niestety upodlenia.

      ile typów romansów, tyle historii, ale wg mnie jedno jest niezmienne -
      romans jest chory, tak, zdarza sie, ale nie da sie powiedzieć, że jest
      społecznie poprawny, z resztą nie chodzi o dobro społeczeństwa - chodzi
      o osoby, które w niego się zaangażowały - one zawsze odczują jego
      destrukcyjne skutki, jakkolwiek sie zakończy, rozstaniem czy
      małżeństwem.

      wg mnie romans to pułapka, w która niektórzy wpadają, wpadali i będą
      wpadać,
      umoralniające historie nie przestrzegą nikogo, poza ultra-zasadniczymi
      jednostkami, które słuchały rodziców, którzy mówili że coś jest zakazane
      i nigdy tego nie spróbowali.

      • justypoczta Re: Kochanki - zołzy czy ofiary własnej naiwności 17.01.10, 20:24
        A co z tymi kobietami, które traktują romans jako terapię po nieudanym związku?
        To już nie jest sport. ale jeszcze nie zaangażowanie.
        • 8ma-rca Re: Kochanki - zołzy czy ofiary własnej naiwności 17.01.10, 20:34
          jesli cos ma być terapią, to powinno być pozbawione wszelkich
          generatorów problemów i być treningiem zdrowych zachowań, dbania o
          siebie.
          romans jest tego przeciwieństwem, nigdy nie jest lekki i pozbawiony
          negatywnych konsekwencji.

          to tak jakby sie chciało leczyć kogoś z alkoholizmu przedstawiając mu
          narkotyki.
        • badinkaxxx Re: Kochanki - zołzy czy ofiary własnej naiwności 01.03.10, 11:00
          bylam, a raczej jestem w podobnej sytuacji... kochalam, kochalam bardzo,
          ponad wszystko, jednak zostalam zraniona, zostawiona, porzucina dla
          innej...kochalam go i nadal kocham na tyle mocno ze juz nawet nie mam mu
          tego za zle, gdzies w glebi serca chce zeby byl szczesliwy. moje
          doswiadczenia z tym mezczyzna ´dramarycznie ograniczyly zaufanie do
          mezczyzn, zaczelam ich traktowac tak jak oni kobiety i czasami sie
          zastanawiam czy nie powinnam byc facetem tongue_out heheh wiem ze nie pokocham
          nikogo, nie chce nikogo w ten sposob zranic, nie czuje potrzeby "bycia z
          kims" dla samego bycia... jesli nie kocham i nie pokocham i czje sie
          szczesliwa sama ze soba to po co kogos unieszczesliwiac i ranic go w
          sytuacji nieodwzajemnionego uczucia?? wybralam taka forme "milosci" bo
          kazdy z nas ma potrzeby, daje i otrzymuje to co chce, a jesli to jest maz
          i otrzymuje od kochanki to czego nie ma w domu, to chyba problem lezy
          poniekad po stronie zony.... jak myslicie??
    • gazeta_mi_placi Re: Kochanki - zołzy czy ofiary własnej naiwności 01.03.10, 11:43
      Czytałam gdzieś dane statystyczne,że jednak co czwarta kochanka (około 25%) może liczyć na to,że zostanie drugą żoną.
      Więc nie zawsze to łzy i nie ułożenie sobie życia.
      Znam kobietę (to ona została zdradzona) z kilkunastoletnią córką,którą mąż porzucił dla młodszej kochanki (przeprowadził rozwód,obecnie ma z tą drugą także dziecko).
      Nie zawsze więc jest tak,że faceci się nie rozwodzą i nie układają życia z tymi trzecimi.
      • bell-a30 Re: Kochanki - zołzy czy ofiary własnej naiwności 01.03.10, 15:21
        Zależy od kochanki jak zdesperowana jest.Żony, częst w takich
        sytuacjach odpuszaczają sobie takiego pana i dochodzą do wniosku że
        nie jest im potrzebny nieodpowiedzialny dzieciaczek.Każda sytuacja
        inna.
        • gazeta_mi_placi Re: Kochanki - zołzy czy ofiary własnej naiwności 02.03.10, 22:37
          Nieodpowiedzialny by był gdyby jak duża część Panów w tej sytuacji odwlekał na świętego nigdy rozmowę o rozwodzie i przez lata całe tkwił w trójkącie.
          Skoro jednak taki Pan zdecydował się na rozwód i ślub z kochanką to raczej nie świadczy to o nieodpowiedzialności (oczywiście jeżeli jednocześnie płaci alimenty i dalej ma kontakt z dziećmi z pierwszego małżeństwa o ile te dzieci istnieją).
          Bujanie się między kochanką a żoną to nieodpowiedzialność,a nie podjęcie decyzji o rozwodzie.
    • manipulantka Re: Kochanki - zołzy czy ofiary własnej naiwności 01.03.10, 19:58
      Mną kieruje to samo co niejednego faceta. Pozwoliłam sobie na romans z
      żonatym, bo:
      znam go wiele lat,
      jest tak samo dyskretny jak ja,
      nie zaangażuje się mocniej,
      jest doświadczony i zajebisty w łóżku.
      • kochanka_5 Re: Kochanki - zołzy czy ofiary własnej naiwności 01.03.10, 21:53
        ja pozwoliłam sobie na romans z żonatym i sama jestem mężątką. W
        życiu nie było lepiej
      • badinkaxxx Re: Kochanki - zołzy czy ofiary własnej naiwności 02.03.10, 17:37
        to dokladnie tak jak ja big_grin POPIERAM!!!!!!
    • kochanka_5 Re: Kochanki - zołzy czy ofiary własnej naiwności 01.03.10, 21:51
      Co się musi stać? Rutyna monotonia przewiedywalność innymi słowy
      nuda. Prędzej czy później do każdego zwizku zapuka nuda. I co wtedy?
      Wtedy zastanaiwamy sięczy może nie zrobić skoku w bok. Ja po 10
      latach małżeństwa od roku jestem kochanką.
    • evenjo Re: Kochanki - zołzy czy ofiary własnej naiwności 02.03.10, 21:28
      dla mnie to proste-mam swoje potrzeby, jeśli mężczyzna mi się podoba i
      wiem/widzę/czuję, że ja jemu też, to badam sytuację. Czasami trzeba trochę
      poczekać, pozastawiać trochę sideł. To jest trochę jak polowanie, trochę jak
      podróż w nieznane-nigdy nie wiadomo, co z tego wyniknie. Nie planuję związku,
      małżeństwa, po prostu chcę się zabawić, a że serce nie sługa i czasem mocniej
      zabije - ok, to też jest do przyjęcia, nie wykluczam uczuć. Nawet jeśli mam
      poczucie, że kocham mężczyznę, który jest moim kochankiem-na "chwilę", to nie
      jest jakiś dramat. W końcu uczucia to taka ludzka sprawa.
      • talia76 Re: Kochanki - zołzy czy ofiary własnej naiwności 03.03.10, 09:59
        Hej!mam 34 lata i jestem kochanką. Nie ukrywam że po 9 latach
        małżeństwa nuda i rytuna wkradła się do mojego związku. Popieram
        evenjo! Na początku naszego romansu był dseks lub jak kto woli
        sport. Z czasem zaczął się przejmować moimi problemami i zaangażował
        się uczuciowe. Dzisiaj z pełną odpowiedziałnością mogę powiedzieć że
        jesteśmy w sobie zakochani. Niemniej żadne z nas nie chce rozwodu bo
        oboje mamy dzieci. Z drugiej strony uważam, że codzienmne życie
        zabiło by nasze uczucie.
    • lu_bella Re: Kochanki - zołzy czy ofiary własnej naiwności 03.03.10, 12:45
      Załóżmy, że nikną kochanki wink
      I nagleeeeee misiu zmienia się w kochającego dżentelmena, wraca z pracy z uśmiechem na twarzy. Obsypuje żonkę prezentami i przejmuje znaczna część obowiązków domowych. Wolne chwile spędza z rodziną na wyjazdach za miasto, w kinie, albo u teściów.

      I CO ?? WIERZYCIE W CUDA ??
      Misiu zostanie takim jakim był suspicious Chytrym, leniwym burakiem. Ewentualnie (!!) odstawi rękodzieło przed kompem.
      Kobiety !Nie oszukujcie się ! suspicious
Pełna wersja