Jestem glupia.

01.02.10, 18:32
Wiem o tym, rozsadek mowi co innego a serce co innego. Jestem z facetem od 7
lat, on jest zonaty, ma chora psychicznie zone. Mieszkalismy razem 2 lata ale
on wrocil do zony bo ona go potrzebuje. Od 2 lat ciagle mi obiecuje ze wroci
do mnie z powrotem, ja go kocham i ciagle mam nadzieje ze to zrobi. Sa dni ze
wiem ze to nie ma sensu, lata uciekaja, spotykam na swojej drodze zycia innych
facetow ktorzy by chcieli ze mna byc, ale ja innego nie chce, ciagle porownuje
innych z moim kochankiem. Nie wiem jak sie od niego uwolnic.
    • woman-in-love Re: Jestem glupia. 01.02.10, 21:32
      Normalnie. Wykasować numery, samej zmienić wszystko co się da o paszoł won.
      Ty tez masz potrzeby.
    • deodyma Re: Jestem glupia. 05.02.10, 11:10
      a skad wiesz, czy zona jest chopra psychicznie i on sobie tego nie
      zmyslil???
    • sexybabulinka Re: Jestem glupia. 05.02.10, 19:20
      Wiem ze jest chora, bo znam jego siostre. Rozmawialysmy na jej temat.
    • 8ma-rca Re: Jestem glupia. 07.02.10, 10:30
      powinnas była odejść w momencie gdy wrócił do niej po 2 latach mieszkania z tobą. masz najlepszy dowód na to, kto jest ważniejszy dla niego - to byla jego dojrzala decyzja, nawet jesli zapewniał cie ze to ty jestes najważniejsza. nie jesteś i dopóki żona żyje nie będziesz.

      badz egoistką, odejdz. powód? do końca życia będziesz musiala sie nim dzielic i do konca zycia będziesz musiala pomagac mu w opiece nad żoną, nawet jesli po drodze się z nią rozwiedzie. pozostaw jego problemy jemu,
      potrafisz odpowiedziec na pytanie, co daje ci ten związek? co robi dla ciebie? co zrobil dla ciebie, jak dba o twój i jego związek?
      • sexybabulinka Re: Jestem glupia. 07.02.10, 11:51
        8ma-rca, dziekuje tobie za ta odpowiedz, potrzebowalabym takich postow wiecej,
        moze wtedy by to dotarlo do mojego rozsadku i do serca.
        • 8ma-rca Re: Jestem glupia. 07.02.10, 12:26
          musisz spojrzec b. surowo na ten związek, tak jakbys oceniała związek swojej koleżanki, z boku.
          wyobraz sobie, ze on nie mysli o tobie, gdy jest z nią, wyobraz sobie jak ją pielęgnuje, nie wierze ze cie nie boli to że ją dotyka, moze całuje.
          wyobraz sobie scene, kiedy wrócił do niej, co jej wtedy mówił,
          musisz sie wkurwic na niego, no bo jak mozna tego nie zrobic?
          dziewczyno, facet cie olał, podjął decyzje - nie jesteś aż tak ważna, ważniejsza jest jego żona.
          jest tchórzem, bo nie potrafi od ciebie odejść, dam sobie rękę uciąć że marzy o chwili kiedy ty to zrobisz, i go wyręczysz.
          nie bądz takim tchórzem jak on. nie chodzi o to, że czeka cie jeszcze cudowne życie,
          chodzi o to, że teraz jestes czyjąś zapchajdziurą, chustką do ocierania łez, kimś kto mu upuszcza stres, i powoduje że on czuje sie lepiej w swoim nieszczęściu. wtedy przychodzi lub dzwoni do ciebie.
          nie pozwól na to dalej, niewazne ile lat mineło, ważne żeby to przerwać, bo ten chłop juz nic wiecej dla ciebie nie zrobi. apogeum jego możliwości własnie mineło w dniu gdy do niej wrócił. nie ma bardziej oczywistego dowodu na to, kim jesteś dla niego.
          • 8ma-rca Re: Jestem glupia. 07.02.10, 12:36
            i jeszcze jedno, bo własnie przeczytałam twój post jeszcze raz-
            najgorsze w tym wszystkim jest ta jego obietnica- że jeszcze do ciebie wróci. od 2 lat tak obiecuje?
            nie ma większej obelgi. to co on mówi to - nigdy w życiu dobrowolnie nie odejde od żony, chyba że:
            a. ona umrze
            b. ona mnie wyrzuci
            jak ktoś chce z kimś być to jest. nie zastanawia sie nad tym dwa lata.
            powtarzam - dam sobie rękę uciąć, że on czeka aż go wyręczysz.
            jeśli zdecydujesz sie odejść zrób to w tej samej chwili. nie jestes mu winna wyjaśnień ani rozstań. wystarczy jedno zdanie. ale zrób to w tej samej chwili w której podejmiesz tą decyzje.

            a jeśli to zrobisz - odzykasz kontrole nad własnym życiem.
            bo musisz wiedzieć, że będąc w tej roli jesteś bezwartościową kobietą, sprowadzoną do roli warzywa czekającego na czyjąś dobrą wolę.
            nie doczekasz się, gdyby tak miało być, nie odszedł by od ciebie.
            wynająłby płatną opiekę dla żony, stanąłby na głowie, aby pogodzić te dwie sprawy, a przede wszystkim rozwiódłby się.

            czy kiedykolwiek, w ciągu tych 7 lat stanął na głowie dla ciebie?
          • sexybabulinka Re: Jestem glupia. 07.02.10, 19:30
            Czytam twoje post po kilka razy, zbiera sie we mnie nienawisc, nadszedl czas
            skonczyc ten zwiazek. Ty masz calkowita racje, ja daje mu tylko otuchy do
            dalszego zycia ze swoja zona, przyjdzie wyplacze sie i wraca do niej. Jesli masz
            cos jeszcze do napisania to napisz prosze, to mi pomaga.
            • 8ma-rca Re: Jestem glupia. 08.02.10, 22:41
              co jeszcze?
              wyobraz sobie, że minęły dwa, trzy lata.
              wyobraz sobie, że jest lato, jesteś na wakacjach, normalnych, wyczekanych wakacjach, obok ciebie idzie mężczyzna, nie widzisz jego twarzy. przed wami biegnie dziecko, wasze.
              to jest normalność.
              zapewniam cie, ze wtedy nie będziesz czuła żalu za tamtym życiem. będziesz dumna ze udało ci się tamto przerwać i masz normalną rodzinę, życie wolne od bardzo powikłanej rzeczywistości, że kreujesz ją sama,
              nie jestes uzależniona od losów jego i jego żony.
              w tym w czym tkwisz, powyższy obrazek nigdy się nie ziści.
              to nie rozwiąże się samo jak w bajce, będzie trwało kolejne lata.
              a jedna decyzja moze cie wyzwolić z pęta i przynieść normalniejsze, spokojne życie.

              i pamiętaj, że to są jego problemy. nie jesteś w stanie mu pomóc, a ponieważ nie mozesz być jego partnerką, z którą on chce je wspólnie udzwignąć, to pozostaw mu je. nie jestes mu potrzebna do tego, gdyby cie potrzebował poprosiłby o to.
              powtarzam, gdyby tak bardzo chcial jak mówi, zrobiłby wszystko.
              dlaczego jestes z kimś, kto nie chce zrobić dla ciebie wszystkiego?
              przecież na tym miłość polega.
              ma być symetrycznie, a teraz tak nie jest.
              • green-chmurka Re: Jestem glupia. 08.02.10, 23:10
                Zdecydowalam sie na rozmowie z nim, bedziemy sie widziesz w czwartek. Napisze
                jak poszlo.
    • a.mira Re: Jestem glupia. 08.02.10, 12:19
      a zastanowiłaś się nad tym dlaczego facet woli chorą zonę , niż głupią kochankę?
      Wg ciebie chora zona, to bezuzyteczny śmieć , którego mozna wyrzucić dla
      "zdrowej" kochanki.
      Wyraznie widać, kto dla niego jest ważniejszy.
      Jezeli masz odrobinę szacunku dla samej siebie, to odpuść.
    • a_nonima Re: Jestem glupia. 09.02.10, 14:12
      Facet jest w porzadku ponieważ opiekuje się chorą kobietą.. Nie
      oznacza to, ze nie kocha Ciebie. Jednak sytuacja jest bardzo trudna
      i nie sądze zeby kiedykolwiek żone opuścił..poczucie obowiązku kaze
      mu zostać z nią. A Ty masz prawo walczyć o normalny zwiazek, o dom,
      dzieci i więzi.
      • 8ma-rca Re: Jestem glupia. 09.02.10, 19:24
        żaden facet, który żyje z żoną i decyduje się na kochankę nie jest w porządku.
        nie jest i nigdy nie będzie.
        wte albo wewte.
        • bima6 Re: Jestem glupia. 24.02.10, 00:36
          8ma-rca piszesz naprawdę ciekawie więc podpytam jak widzisz taką sytuację która
          mnie spotyka...
          mam żonę dwójkę dzieci 4 i 8 lat. z żoną od narodzin pierwszego dziecka się nie
          dogadujemy - ona i ja o tym wiemy. nie pasujemy do siebie chyba na wielu
          poziomach, ja cały czas uczę się być ojcem, ona np matką nie bardzo itd itp.
          odszedłbym dawno ale jest "ale". naprawdę kocham dzieci swoje. mam dużo
          spokojniejszy charakter (nad którym też musiałem popracować) widzę jak dużo
          dzieciom tego potrzeba, chciałbym by dzieci były wychowywane a nie tylko
          wychowane. etap kłótni (żona zawsze była nerwowa i porywcza) przy dzieciach
          minął, zawsze stawiałem sprawę jasno - odejdę jeśli dzieci będą widzieć kłótnie
          bo to do niczego nie prowadzi.

          czy jest mi tak wygodnie? nie bardzo, uciekłem w pracę miotałem się. Seks? Sam
          powiedziałem "nie" od ponad roku, bo był dla mnie hipokryzją. Żonie postawiłem
          sprawę jasno, chcesz seksu - nie ze mną i ja się w to nie wtrącam, nie chcę
          wiedzieć tylko nic o tym. Jej taki układ nie wiem czy odpowiada, ale
          zaakceptowała. Może i ma/miała kogoś - nie przejmuję się tym.

          I stało się niedawno, spotkałem mężatkę z którą się świetnie rozmawia, gdzie
          mamy podobne sytuacje w związkach, gdzie wiemy że wychowywanie dzieci to dla nas
          najważniejsza sprawa. Wiemy że długo może nie potrwać, to co nas spotkało, i być
          może spotka, - rok dwa trzy. Oboje uważamy że warto, bo życie jest krótkie. Ba
          widzę że ona jest bardziej poukładana w tym czego chce, oczekuję po takiej
          relacji, mimo że jest to pierwsza taka sytuacja dla niej i dla mnie.


          Szukam negatywnych stron w takim układzie... ogólnie cała sytuacja jest nie taka
          jakby się chciało w życiu (co jest?), jednak mimo wszystko uważam że lepsza niż
          rozwód...

          co o tym sądzicie? jak coś takiego postrzegacie?

          Sfrustrowanym Paniom dziękuję za opinię, nie tego oczekuję.

          ps. dlaczego nie rozwód? uważam że dzieci najwięcej na tym by straciły. nie ja,
          nie ona tylko dzieci... może się mylę???
          • miasara Re: Jestem glupia. 24.02.10, 10:29
            Cóż bima6.. pozwolę sobie zabrać głos,choć to nie mnie pytasz o
            zdanie...
            Uważam,że lepiej byłoby założyć własny wątek,ale skoro doczepiłeś go
            tutaj...
            Banałem będzie mówić Ci,że dzieci z pewnością wyczuwają brak miłości
            między Tobą,a Twoją żoną i nie mają jakkolwiek byście się starali
            dobrych wzorców rodzinnych,co z pewnością odbije się na ich
            dorosłych wyborach.
            Myślę,że warto pójść dalej myślami.Dzieci są częścią naszego
            życia,ale nie dzielą go z nami.Dziś są małe i słodkie.Za kilka lat
            zaczną szybciej czy wolniej obierać własną drogę życia.Najpierw
            wieczorami zostaniesz w domu tylko Ty i Twoja żona...potem już na
            zawsze.
            Jak widzisz taką przyszłość?
            Czy nie boisz się jej?
            Czy może myślisz,że warto poczekać aż dzieci dorosną w "pełnej",choć
            nieprawdziwej rodzinie,a pózniej opuścisz żonę?
            Czy myślisz,że będziesz miał odwagę pozostawić ją tylko dla samego
            siebie?
            Czy może liczysz,że właśnie wtedy spotkasz swoją prawdziwą miłość
            tak na zawołanie?
            • bima6 Re: Jestem glupia. 25.02.10, 00:19
              Z tego co przeczytałem, w Twoich wypowiedziach przebija jednak rozsądek.
              Aczkolwiek czytając Twój wątek "Kim bylam ja a kim jest ona?" widzę rzeczy które
              np. dla mnie są oczywiste i były błędem z założenia.

              Pytasz o drogę - tak na pewno wcześniej lub później się rozejdziemy. I tak mam
              rozterki z kim się zestarzeję. Tego się boję i dlatego myślę że warto
              zaryzykować taki związek. Nie mam wielkich nadziei, że od razu związek z
              kochanką to będzie to (ale jakieś się tlą). Napiszę jedno, co może się kłóci z
              wypowiedziami tutaj, nie oczekuję słów "kocham", "miłość" od tego drugiego
              związku. Raczej zrozumienia, poszanowania, pasji itd itp. Myślę że jest wielu
              ludzi po rozstaniach, czy żyjących w nieudanych małżeństwach, którzy też tego
              oczekują.

              Odwagę mam zdecydowanie, dużo zmieniłem w swoim życiu od narodzin dzieci i
              jeszcze dużo zmienię. Tego się akurat nie boję - taką mam naturę, że mimo
              problemów z uporem je zwalczam. Przykład z kochanką to właśnie taka próba
              rozwiązania - zapewne nie najlepsza - ale próba. Wiem np że nie związałbym się z
              panną - nie chcę mieć w przyszłości już dzieci. Wiem że chcę się z kimś związać.
              Wiem że z żoną nic już nie będzie - zresztą ona o tym wie ode mnie.
              Wiem że duży procent (czy to będzie 20 czy 80% najmniej ważne) małżeństw to
              fikcja - wystarczy popatrzyć na swoich rodziców czy ludzi wokół. Są ze sobą bo
              są, ba nie mają wspólnych pasji czy tematów do rozmów, są z przyzwyczajenia.

              Czego nie wiem? Czy znajdę tę druga osobę... i dlatego rozumiem kochanków
              takich, którzy nikogo nie krzywdzą szukając.
              • 8ma-rca Re: Jestem glupia. 27.02.10, 20:27
                ps.
                pamiętaj że jako mężczyzna, jesteś na słabszej pozycji w sądzie jeśli chodzi o ustalanie podziału władzy rodzicielskiej.
                jeśli twoja żona dowie sie, że masz romans, może chcieć się zemścić, nie wiem za nieudane małżeństwo, za to ze nie chcesz z nią się kochać, za to, że powiedizałeś że nic już z was nie będzie, ale nie podjąłeś żadnych kroków aby rozwiązać małżeństwo. a wtedy:

                a. wyrzuci cie z domu
                b. wniesie o rozwod z twojej winy
                c. widzienia z dziecmi: raz w miesiącu.

                z własnej głupoty.
                pamietaj, że to że nie kochasz żony nie usprawiedliwa twojego romansu. jesteś w związku małżeńskim, i zaczynając na podstawowej uczciwości - skończę na brutalnym prawie polskim i niełaskawości w stosunku do ojców.

                zastanów sie. pojedz wyobraznią dalej, nie mów że żona tego nie zrobi.
                nawet jesli taka nie jest, to jeśli ma złośliwe przyjaciółki to zrobi.
              • miasara Re: Jestem glupia. 28.02.10, 20:30
                Czy mógłbyś rozwinąć swoją wypowiedz dotyczącą słów

                > Aczkolwiek czytając Twój wątek "Kim bylam ja a kim jest ona?"
                widzę rzeczy które
                > np. dla mnie są oczywiste i były błędem z założenia.

                Chętnie poznam Twój punkt widzenia...
                • bima6 Re: Jestem glupia. 02.03.10, 00:03
                  oczywistą z mojego punktu widzenia rzeczą był błąd w postaci wiązania się z
                  facetem który rozwiódł się dla Ciebie a nie dla siebie. dla mnie rozwody bo się
                  poznało kogoś są niezrozumiałe
                  - w szczególności jeśli to on się rozwodzi dla niej.

                  przyznam Ci że np ja nigdy już nie związałbym się z panną. inne mielibyśmy cele.
                  ja nie chcę dziecka, słowo miłość dla mnie się zdewaluowało. a to w takim
                  związku z panną będzie wcześniej lub później przeszkodą.
                  u Ciebie on też już się zrealizował jako ojciec a mówił to co Ty chciałaś
                  usłyszeć o chęci posiadania dziecka. po prostu moim zdaniem zabrakło rozsądku z
                  Twojej strony. ale też się nie dziwię. dopiero na błędach się uczymy. i tylko
                  trzeba wyciągać z nich właściwe wnioski.


                  oczywiście to tylko mój, bezczelnie męski punkt widzenia.
          • 8ma-rca Re: Jestem glupia. 27.02.10, 20:18
            cześć

            bardzo łagodnie przedstawiasz brak miłości w swoim małżeństwie, związek z kobietą którą poznałeś, tak bardzo wiesz - neutralnie. a to nie jest neutralne przecież. prawda jest taka, że tkwisz w związku z kobietą, której nie kochasz, i na której ci nie zależy, bo nie obchodzi cie czy pójdzie z kimś do łóżka.
            oraz masz romans, czyli oszukujesz rodzinę.
            to tak obiektywnie.

            doskonale rozumiem niechęć przed rozbiciem domu dzieciom. niechęc to złe słowo, ale wiesz o co mi chodzi.

            tylko że obawiam sie, że mimo że przedstawiasz swoj związek z żoną w sposób poukładany, to to co naprawde dzieje sie w domu to chłód, brak szacunku, brak uczuć.
            dzieci wychowywane w takim domu, nigdy nie złapią koncepcji kochających rodziców, nie nauczą się, co spaja rodzinę. nigdy nie widzą i nie zobaczą rodziców, którzy głaszczą się czule po twarzy, pomagają sobie z uśmiechem, wyręczają się.
            rozwód to tragedia. ale dla dzieci w tym wieku trwa ona ok 6 miesięcy, zanim przyzwyczają się do nowego domu. jeśli będizesz w stanie pozostać ojcem na straży, spotykać się z nimi tak często jak się da i robisz to co robiłeś do tej pory, to one zaakceptują, że rodzice nie mieszkają ze sobą.

            jeśli tego nie zrobisz, to prawdopodobnie - podkreślam, za pół roku będziesz w zaawansowanym romansie ze swoją znajomą, co wiąże się z kłamstwem, wymykaniem z domu, podwójnym życiem - nikt normalny nie powinien tego robić.
            jeśli nie będzie romansu - będzie coraz bardziej chłodna atmosfera w domu, uczucie frustracji spowodowanem brakiem satysfakcji z czegokolwiek. bo come on - nie samymi dziećmi człowiek żyje. jeśli poza nimi nic innego nie przynosi ci satysfakcji, a zwłaszcza nie odczuwasz spokoju i wytchnienia wracając do domu, to za 3 lata jesteś trup.

            uważam, że trzeba być dorosłym.
            wiesz czym jest małżeństwo,co powinno za sobą nieść.
            jeśli nie jest, to trzeba je zakończyć.
            hipokryzja to syf.
            jak również wmawianie sobie, że dzieciom nie dzieje się krzywda.
            polecam rozmowę z psychologiem, który zna takie przypadki i jest w stanie ci opowiedzieć co długofalowo stanie sie z dziećmi żyjącymi z rodzicami którzy się nie kochają.


            • bima6 Re: Jestem glupia. 01.03.10, 23:49
              obiektywnie patrząc masz rację. obiektywnie patrząc popatrz na rodziny. matka z dziećmi, ojcowie na tirach, czy pracując na 3 zmiany widzą dzieci nieczęsto. u mnie fakt dzieciaki nie zobaczą rodziców kochających się, zobaczą jednak że ojciec się stara. że do czegoś zachęca, że po prostu jest.

              czy stanę się wrakiem? odpowiedź jak wyżej. czym się zajmują faceci w rodzinach mając na karku 30 czy 40 lat? hobby, praca, budowa domu. to ich pasja, ucieczka od stania się wrakiem - świadoma lub nie. ale też i romanse.

              i kłamstwa. kłamstwem już jest życie w małżeństwie. nazwałbym to inaczej - fikcja. świadomie ona wie że może mam kogoś, i vice versa. udajemy przed sobą. aczkolwiek wiem jakie są kobiety i jak to się może skończyć - ale do tego nie jest potrzebny romans. wystarczy sam wniosek rozwodowy z mojej strony by ona zdecydowała się walczyć. o cokolwiek. byle by tylko walczyć o cokolwiek sobie wymyśli.
              mieszkanie, pieniądze to nie problem. dla nich nie żyję. dzieci? widząc jak czasem niechętnie z nimi przebywa, nie powinien być problem z widzeniami. ale to jest kobieta. i to może być problem, którego najbardziej bym się obawiał. dlatego chciałbym nawet w takim związku potrwać jeszcze jakiś czas aby dzieci miały byle jakich czasem ale obok siebie rodziców oboje. a nie np. jedno "toksyczne"

              i też rozwód przysporzy jej sporo problemów. tego wydaje mi się że się trochę obawia. straci więcej niż żyjąc w udawanym małżeństwie.

              ale może masz rację - patrzę na swoją wygodę... i tylko trzeba dojrzeć do decyzji rozejścia się.
              po prostu mocno to przemyśleć.
              • 8ma-rca Re: Jestem glupia. 02.03.10, 17:55
                kurcze, jak da się żyć z kimś kogo nie kochasz, nie trawisz, źle oceniasz jego poziom troskliwości o dzieci.
                bez czułości, bez rozmawiania co tam w pracy. jak planujecie wakacje, wyjścia z dziecmi, czy moze tego w ogóle nie ma. czy może jest na maksa bezduszne, suche, techniczne.
                jak spędza sie wieczory kiedy dzieci już spią. czy udaje sie zgodne małżeństwo kiedy przyjedzie rodzina? co mówi się jak dziecko pyta: -tata a ty kochasz mamę?

                ojcowie na tirach - to często brak wyboru. a czasem wygoda. rozumiana jako brak chęci szukania innej pracy. ale czasem brak możliwości innej pracy ze względu na brak kwalifikacji, dlatego też brak wyboru.

                ale czemu porównujesz się do rodzin z tirami?
                szukasz usprawiedliwienia, czy wyjścia.

                nie mam pojęcia jak wyglądają wasze stosunki w domu na co dzien, ale nie przekonuje mnie, że to co tworzycie razem, jest "obojgiem rodziców obok". jesteście opiekunami, rodzicami każde osobno, ale nie małżeństwem.
                z kolei w oczach dzieci jesteście.
                wiec dlaczego tato zdradziłeś mamę? albo mamo, kim jest ten pan, z którym wyjeżdzasz na wakacje skoro tata jest twoim mężem?

                o to mi chodzi pytając, co będzie z tobą za 3 lata. nie wierze, że można żyć w spokoju w takim układzie. skoro jest przyzwolenie na romanse, to można przypuszczać ze za 3 lata będziecie osobno jezdzić ze swoimi partnerami na wakacje.

                a dzieciom sie popierdoli w głowach, bo wtedy to dopiero nie zrozumieją.
                przerysowuję teraz specjalnie.
                bo nie mogę zrozumieć, z jakich powodów można utrzymywać taki związek. zwłaszcza że, po twoich słowach wnoszę, że nie darzysz szczególnym szacunkiem żony i nie oceniasz jej dobrze.

                i wreszcie - ja jestem przeciwnikiem nr 1 tego, aby żonaty facet wyciągał ręke do innej kobiety.
                nie mówie tu o tych, które szukają przelecenia na kilka miesięcy, i mają gdzieć czy masz żone czy nie.
                mówie o tych, które sie zakochują i po cichu liczą na twój rozwód.

                jak sie jest żonatym to sie nie wiąże z kimś na boku. albo sie jest chujem.

                **

                a teraz dlaczego faceci się nie rozwodzą.

                1. tchórzostwo, lub inaczej brak odwagi powiedzenia żonie nie kocham cie, w związku z tym nie chce miec z tobą nic wspólnego oprócz dzieci.
                2. lenistwo, czyt. jak sobie pomyśle o sprawie rozwodowej i tym jak bardzo bede musiał sobie poprzestawiać w życiu, znalezc mieszkanie, zaplanować wizyty u dzieci, to już wole tu zostać.
                3. tchórzostwo połączone lenistwem: ile bym dał, żeby to ona zlożyła pozew.


Pełna wersja