miasara
09.02.10, 15:40
Kochanka...bylam krotko.Oboje nie potrafilismy zyc w klamstwie i
szybko podjelismy decyzje o zakonczeniu naszych poprzednich
zwiazkow.Ja mialam duzo latwiej. Nic nie laczylo mnie w urzedzie z
moim bylym facetem.On jak twierdzil tkwil od 15lat w nieudanym
malzenstwie,ktore zostalo zawarte z powodu ciazy zony.Kilkakrotnie
dokumenty rozwodowe poniewieraly sie na stoliku adwokata przez te 15
lat i ciagle je anulowal z powodu corki.Tym razem mialo byc zupelnie
inaczej...
Nidgy nie podejrzewalabym,ze spojrze na zonatego faceta.Przez caly
rok stawal na glowie,zebym sie z nim spotkala.Bylam ciagle
obojetna,ale tylko z pozoru.Zakladalam maske przez rok czasu na
twarz i udawalam,ze nic do niego nie czuje.Nie poddawal sie.Walczyl
o mnie tak wytrwale, a ja nie jestem z kamienia.Moje serce wzielo
gore nad rozumem...
Tak bardzo go kocham i nie potrafie przestac nawet teraz.
Pierwszy raz poczulam co to szczescie.Wierzylismy oboje, ze
trafilismy na siebie jak malo kto.Byl to bardzo burzliwy, trudny ale
i najszczesliwszy rok w zyciu obojga...Skonczyl sie jednak.Zakochani
bez pamieci,glodni kazdej minuty,ktora ciagnela sie jak zmora gdy
nie bylismy razem. Nierozlaczni,przeszczesliwi,znoszacy z
cierpliwoscia zawisc innych o to wielkie plomienne uczucie.Wspolne
plany i wspolne zycie. Mieszkanie razem,wspolna praca,kluczyki do
nowego apartamentu juz w kieszonce...
Nie sa to spostrzezenia zakochanej mianiaczki.Slyszalam od tylu
ludzi,ze widac,ze my dwoje to pelnia szczescia i oddania.Tyle kobiet
mi mowilo "jakby tak moj byl w polowie taki jak Twoj..."Razem
siegalismy nieba.Brakowalo nam tylko dzidzisia ktorego tak bardzo
oboje pragnelismy pierwszy raz w zyciu...
To boli mnie jeszcze bardziej. To nie byla wpadka,ale swiadoma
decyzja wynikajaca z pragnienia obydwojga.Tylko jak to mozliwe,ze
dojrzaly czlowiek podejmuje najwazniejsza decyzje w swoim zyciu (bo
decyzja o dziecku jest wlasnie najwazniejsza),a po miesiacu
przychodzi do mnie i mowi,ze sie jednak pomylil???
Nagle poczul,ze powinien wracac do bylej zony i 15letniej corki,bo
czesc jego serca zostala przy nich i uswiadomil sobie to bedac ze
mna.Otworzylam mu oczy jak twierdzi,bo przekanal sie,ze jesli ze mna
zostanie to nigdy nie bedzie w stanie dac IM tego,co powinien i na
co zasluguja.Nagle przestal mnie kochac...
To, co czuje do zony nie nazywa miloscia do kobiety,ale braterska
miloscia.Potrzeba opieki nad nia z powodu przywiazania.
To byl 6sty tydzien mojej ciazy. Nie myslalam co dalej z
dzieckiem.Zalamalam sie.W kilka dni spadlam z 53 kg do 47.To dla
mnie prawdziwy dramat.Nie moglam w to uwierzyc i ciagle nie wierze.
Zaniedbalam sie.Nie jadlam.Mdlalam.Na poczatku 7dmego tc.
zdecydowalam sie na powrot do Polski,aborcje w kraju ktorym mieszkam
i calkowite odciecie sie od dotychczasowego zycia.
Kilka dni potem poronilam.
Nie moge wybaczyc jemu i sobie,ze do tego
doszlo.Powolalismy na swiat te istotke swiadomie i z milosci.Po czym
stwierdzil,ze to pomylka i lepiej jak sie nie narodzi,bo tylko w
taki sposob damy rade rozlaczyc sie na zawsze.
Nie weszlam w jego rodzine i zycie ale on w moje tak.Zwyczajnie je
zdeptal.Nie potrafie zrozumiec jego decyzji po wszystkich slowach i
dowodach ktore poczynil w stosunku do swojej zony.Wiem kim jest dla
niego.Tego nie potrafilby zagrac.Wiem,ze nie bedzie sie potrafil do
niej zblizyc.Wiem,ze ona tez ma prawo byc kochana i pozadana a przy
nim nigdy nie bedzie.
Nie jestem pewna czy wroci czy po prostu zostanie sam,choc
twierdzi,ze wroci,bym go znienawidzila...
Nie wie o poronieniu.
Nie zasluguje by wiedziec.
Wyjezdzam bez slowa.
Niech wraca skad przyszedl.