kochanek/kochanka- czego oni sa winni?

01.03.10, 12:29
jak czytam ciagle o nie dobrych kochankach,lapiacych zonatych mezow,
zabierajacych ojcow, rozwalajcych rodziny itd,itd. To az mi nie
dobrze. Jestem kobieta, jestem 6 lat po slubie. Obecnie jestem
akurat na lekkim zakrecie ,le to ni ezmienai postaci zeczy.

CZego ludzie chca od kochane/ kochankow?
Czy ktos tych wspanialych mezow/zony ciagnie nachama do lozka?
Szantazem sklania do seksu?

Gdyby mnie moj maz zdradzil uznalabym ze to tylko i wylaczne jego
wina, nie zawracalabym sobie nawet glowy kochana i tym czy go
uwiodla,upila czy co tam ludzie lubia wymyslac.I nie jest to
wciagniete z palca, bylam zdradzona, znam ten bol- i nie mialam
najmniejsze pretensji do tej dziewczyny. Ba! Bylo mi jej zal,
myslala ze ja pokocha, ze beda razem, a on ja zwodzil i oszukiwał.

W swoim zyciu mialam okazje byc zdradzana i zdradzajaca i kochana
zonatego faceta.I naprawde wierze w to co pisze.

Winna jest zawsze ta osoba,ktora ma cos do stracenia.

I do wszystkich sfrustrowanych,ktorzy z taka namietnascia pisza o
tych "kurwach,dupodajkach itd,itd" , uwazajcie, nigdy cie mowice
nigdy,los uwielbia byc zlosliwy i moze wam postawic pod drzwiami
ksiecia na bialym konu,zatoniecie po uszyc,a on bedzie miala w zamku
krolowa i dzieciaka. To sie nie zdaza tylko zlym,perwersyjnym dziwka
i pana biegajacych po agencjach.
    • bell-a30 Re: kochanek/kochanka- czego oni sa winni? 01.03.10, 13:20
      Ciekawe wywody, z harlekina? No właśnie, niech się martwi ten co ma
      coś do stracenia, co tzn.?
    • sonora33 Re: kochanek/kochanka- czego oni sa winni? 15.03.10, 20:38
      Całego postu nie czytałam.. ale moim zdaniem niczego.
      • edypia111 Re: kochanek/kochanka- czego oni sa winni? 16.03.10, 15:40
        Czytałam tylko ten komentarz do wielokropka. Do połowy zawiera tylko jeden błąd gramatyczny. Do niczego.
    • aneta-skarpeta Re: kochanek/kochanka- czego oni sa winni? 16.03.10, 09:29
      w takim razie nie mozna tez nic złego powiedzieć na temat
      zdradzającego męża, bo a nóż pojawi sie książe na białym koniu i ja
      zdradzę mężawink

      btw nie rozumiem, dlaczego tak usilnie próbuje się wmówić wszystkim,
      że z pewnościa zdradzą jak będą mieli okazję?
      • edypia111 Re: kochanek/kochanka- czego oni sa winni? 16.03.10, 15:39
        Nikt nie próbuje usilnie wmawiać, że każdy zdradziłby gdyby miał okazję. Z drugiej strony, to mnie na przykład zastanawia, jak to się dzieje. Kilka lat temu nie dałabym sobie głowę uciąć, że się nie rozwiodę i że nigdy nie zostanę kochanką. Życie potoczyło sie zupełnie inaczej, zmieniło się mnóstwo rzeczy i okazało się, jak bardzo się wtedy myliłam.
        To pytanie, które w skrajnej wersji wyglądać może tak: czy gdybym żyła kilkadziesiąt lat wcześniej, to mogłabym być np. kapo w obozie koncentracyjnym? W końcu, to byli ludzie tacy, jak my, ale okoliczności nieludzkie. Czy żyjąc w nazistowskich Niemczech popierałabym Hitlera? "Tyle wiemy o nas, ile nas sprawdzono" i nie wiem tego, ale myślę, że ci ludzie kilka lat przed wojną też daliby sobie ręce poodcinać, że nigdy nie zabiją człowieka. Ja nie wiem na pewno, że oparłabym się wtedy i sprzeciwiłabym się systemowi. I myślę, że zdrada jest - oczywiście przy zachowaniu proporcji - dokładnie czymś takim. Nikt nie wie, czy się jej dopuści, duża część małżonków nigdy nie stanie wobec takiego problemu. Jednak czasem właśnie tak dzieje się w życiu, że sami jesteśmy zaskoczeni tym, jaki ono przyjmuje obrót. I to dotyczy absolutnie wszystkich, bez żadnego wyjątku.
        • ciezka_cholera Re: kochanek/kochanka- czego oni sa winni? 19.03.10, 20:38
          Zastanawia mnie jedynie, dlaczego fakt, ze nie jestem w stanie ocenic na pewno,
          czy w danej sytuacji zachowalabym sie lepiej, ma wplywac na moja moralna ocene
          jakiegos postepowania? Czy wynika on bezposrednio z cichego zalozenia, ze oto
          jezeli cos zrobie (albo potencjalnie moge zrobic), to nie moge juz uznac tego za
          dranstwo? Moim zdaniem to zly trop. Dranstwo jest dranstwem i to, ze wiekszosc
          ludzi (w tym takze piszaca te slowa), odpowiednio przycisnietych
          okolicznosciami, jest do niego zdolnych niczego nie zmienia, ani niczego nie
          dowodzi. Nie wiem dlaczego, jesli w tej chwili uwazam, ze sypianie z zonatymi
          facetami (jesli nie jest sie ich zona smile) jest nieetyczne, mialabym zmienic
          zdanie po nawiazaniu romansu.
          • edypia111 Re: kochanek/kochanka- czego oni sa winni? 20.03.10, 07:30
            Ja nigdzie nie napisałam, że nie można oceniać czegoś tylko dlatego, że samemu zrobiłoby sie to samo. To szczególnie na tych dużych przykładach widać. Jest różnica między oceną - mordowanie ludzi w obozach było złe, a stwierdzeniem - nigdy nie mordowałabym ludzi w obozach. Ja odnosiłam się jedynie do tego drugiego. I to drugie nie zamyka możliwości powiedzenie tego pierwszego - masz oczywiście rację.
            O ile jednak ocena moralna mordowania ludzi w obozach jest zazwyczaj taka sama wśród większości ludzi, o tyle już z romansami jets inaczej, a zazwyczaj zależy to też od tego jak ów romans wygląda i tego, kto wartościuje, ale to na inną rozmowę smile
            • ciezka_cholera Re: kochanek/kochanka- czego oni sa winni? 20.03.10, 11:50
              wydaje mi sie, choc nie twierdze, ze Ty tak uczynilas, ze ten argument (ten
              argument, czyli twierdzenie, ze nie jestesmy 100% w stanie przewidziec swojego
              postepowania w skrajnych sytuacjach) jest przytaczany zazwyczaj aby uniemozliwic
              adwersarzowi negatywna ocene jakiegos konkretnego postepowania. Dokladnie tak,
              jakby istnialo domniemanie, ze osoba, ktora cos uczyni (lub nawet potencjalnie
              moze uczynic), nie ma prawa tego uczynku krytykowac, ani osob postepujacych
              podobnie jak ona (nawet bez poczucia wyzszosci). I ja to domniemanie uwazam za
              niesluszne.
              • edypia111 Re: kochanek/kochanka- czego oni sa winni? 20.03.10, 12:03
                Też sądzę, iż wiele osób próbuje za pomocą tego rozumowania uniknąć wartościowań moralnych, wedle mnie nie ma między jednym a drugim związku. Myślę też, że to konsekwencja etyki znanej z pewnego źródła, a wyrażonej słowami "kto jest bez winy/grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem".
                Jedyne, co mnie drażni, to przekonanie, iż na pewno by się czegoś nie zrobiło, np. "jak możecie rozkładać nogi przed tymi facetami, ja nigdy bym się tak nie poniżyła", etc. Pomijam dyskusyjność owego "poniżyła", ale pewność, że by się tego nie zrobiło jest dla mnie zawsze przejawem krótkowzroczności, by nie dodać do tego jeszcze jedej cechy.
                • n.i.p.69 Re: kochanek/kochanka- czego oni sa winni? 29.03.10, 08:54
                  edypia111 napisała:

                  "... pewność, że by się tego nie zrobiło jest dla mnie zawsze przejawem
                  krótkowzroczności, by nie dodać do tego jeszcze jedej cechy..."

                  ......chyba chciałaś dodać, brak świadomosci/poczucia samodecydowania i
                  wynikajacy z tego, brak przewidywalności skutków nieświadomych/niepoczytalnych
                  zachowań.... tylko jak to sie ma do twojej 0-1/owej
                  logiki/postrzegania(?)smilepozdr...
    • miasara Re: kochanek/kochanka- czego oni sa winni? 16.03.10, 19:18
      edypia... podpisuję się obydwojgiem rąk i nogami.
      Lepiej bym tego nie ujęła...
      Szacun!!!
    • anwad Kobito, jaka Ty głupia jesteś! 28.03.10, 00:43
      Nie rozumiesz, że gdyby nie kobiety i faceci (kochanki i kochankowie), którzy nie przestrzegają kodeksu moralnego, to byłoby o wiele mniej rozbitych rodzin? Jak trzeba być głupim, żeby na to nie wpaść...
      • daria_nowak Re: Kobito, jaka Ty głupia jesteś! 28.03.10, 03:01
        A gdyby ludzie bardziej dbali o swoje życie ile byłoby więcej szczęśliwych
        rodzin i rozstań bez histerii?
        Gdyby kobiety nie bały się wymienić bubla? Albo mężczyźni przestali traktować
        dom jak miejsce należna, w którego istnienie nie trzeba wkładać pracy?
        Gdyby, gdyby, gdyby... To co napisałaś jest tak strasznie naiwne, że aż śmieszne.
        • anwad Re: Kobito, jaka Ty głupia jesteś! 28.03.10, 10:34
          Dojrzej. Nastolatką już dawno nie jesteś.
          • daria_nowak Re: Kobito, jaka Ty głupia jesteś! 31.03.10, 23:44
            zacznij od stosowania swoich dobrych rad. Będziesz świecić przykłademwink
        • n.i.p.69 Re: Kobito, jaka Ty głupia jesteś! 10.05.10, 10:20
          ..."anwad" ma calkowita rację, brak moralności, nie trzymanie się zasad i
          reguł, klamstwa i manipulacje w sposób bezposredni odbierają szanse
          rodzinie/małżeństwu lub jakiemukolwiek innemu zwiazkowi, na jego
          naprawę........dlatego mając świadomość nieistnienia zwiazków bez problemów i
          kryzysów, można uznać, że mogą przetrwać tylko zwiazki osób swiadomych!!!!...
          dojrzałych emocjonalnie(?).....

          (powtarzam kolejny raz "puszczalstwo" w każdej formie, to nie światopogląd, jak
          to probuje się przedstawiać, tylko objaw diagnostyczny wskazujący na problemy
          emocjonalne tych osób.) pozdr...
          • daria_nowak Re: Kobito, jaka Ty głupia jesteś! 13.05.10, 13:20
            Gdybanie to nie racjawink


            N.I.P znów nie dbasz o słowa...
      • edypia111 Re: Kobito, jaka Ty głupia jesteś! 28.03.10, 09:45
        Zgadzam, się, że byłoby o wiele mniej rozbitych rodzin, gdyby kobiety i mężczyźni przestrzegali kodeksu moralnego (?). Jednak obawiam się, że kodeksu moralnego nie przestrzega żona lub mąż, którzy zdradzają - oni łamią przysięgę małżeńską. Kochanek i kochanka, jeśli sami mają żony to winni są dokładnie tego samego, ale niezamężni?
        Bardzo przepraszam, to może jeszcze państwo powinno specjalne jednostki policji utrzymywać, by pilnowali czystości małżeństwa i potencjalnych kochanków i kochanki trzymali z dala od osób mających męża/żonę? Dodatkowo niech wprowadzą zakaz oglądania pornografii, pozabijają prostytutki, a onanizującym się niech odcinają ręce. W ten sposób zapanuje powszechna wierność. Jaka byłam głupia, że na to nie wpadłam. DOtychczas myślałam, że gdyby żona czy mąż dbali o małżeństwo, to byłoby o wiele mniej rozbitych rodzin, ależ to było głupie z mojej strony.
        • anwad Re: Kobito, jaka Ty głupia jesteś! 28.03.10, 10:33
          Nie pożądaj męża bliźniego swego - proste? Tego się trzymaj, nie dywagujmy na tematy poboczne.
          • edypia111 Re: Kobito, jaka Ty głupia jesteś! 28.03.10, 13:53
            No właśnie nie takie proste. I choć piszę to, jako ateistka, to wiem, że to nie jest takie proste w Twojej bajce. Sposób prowadzenia dyskusji: "nie dywagujmy na tematy poboczne", to jakby powiedzieć: "amen". Otóż, nie. To nie jest proste:
            Nie cudzołóż.

            Katechizm Kościoła Katolickiego: 2380 Cudzołóstwo. Słowo to oznacza niewierność małżeńską. Gdy dwoje partnerów, z których przynajmniej jeden jest w związku małżeńskim, nawiązuje stosunki płciowe, nawet przelotne, popełniają oni cudzołóstwo. Chrystus potępia cudzołóstwo nawet w postaci zwykłego pożądania. Szóste przykazanie i Nowy Testament bezwzględnie zakazują cudzołóstwa. Prorocy ukazują jego ciężar. Widzą w cudzołóstwie figurę grzechu bałwochwalstwa.

            2381 Cudzołóstwo jest niesprawiedliwością. Ten, kto je popełnia, nie dotrzymuje podjętych zobowiązań. Rani znak przymierza, jakim jest węzeł małżeński, narusza prawo współmałżonka i godzi w instytucję małżeństwa, nie dotrzymując umowy znajdującej się u jego podstaw. Naraża na niebezpieczeństwo dobro rodzicielstwa ludzkiego oraz dzieci, które potrzebują trwałego związku rodziców.

            A o ile mi wiadomo "nie pożądaj żony bliźniego swego" nie stosuje się wyłącznie do osób niezamężnych. Wykładnia tego przykazania nie jest literalna, ale rozciągnięta do granic - czystość, skromność, intymność itd. Zdrada jest więc i wystąpieniem samego małżonka przeciwko niemu.

            Tak czy owak nie mam najmniejszego zamiaru trzymać się czegoś, czego sposób rozumienia z upływem czasu zmienia się. Kościół, o ile mi wiadomo, nie jest bezmyślnie dogmatyczny na zasadzie "tego się trzymaj i nie dywagujmy", przeciwnie - tłumaczy, weryfikuje i przyznaje się do błędów. Jest w stanie zmienić pogląd na karę śmierci, stwierdza niestnienie małżeństw zawieranych przed ołtarzem, dopuszcza wyjątki itd, a przecież to ciągle te same 10 przykazań od wieków. Czyli można na ich gruncie robić "czary mary".
            • n.i.p.69 Re: Kobito, jaka Ty głupia jesteś! 29.03.10, 09:05
              .. czy Ty naprawdę musisz się "czymś" kierować, do "czegoś" odnosić "ktoś" musi
              wskazywać Ci co wolno a co nie? na wszystko musisz miec definicję?.....myslę, ze
              każdy ma swój rozum i uczucia, którymi powinien sie kierować w swoim zyciu!...
              ..chyba, że "nie ufa samemu sobie"!!!!!!pozdr....
              • edypia111 Re: Kobito, jaka Ty głupia jesteś! 29.03.10, 09:28
                Czy Ty musisz się czymś kierować, do czegoś odnosić? Każdy ma swój rozum i uczucia, którymi powinien się kierować w życiu. Chyba nie muszę tego komentować.
                Nikt mi nie musi wskazywać, co wolno a czego nie, ale innym najwyraźniej tak. Ponadto myślę, że ani ów rozum, ani uczucia nie biorą się znikąd. Jakieś wychowanie i jakieś społeczeństwo za nimi stoi. Więc i owo "coś" i "czegoś" i "ktoś" jest w wypowiedzi każdej osoby na tym forum i na każdym innym.
                • n.i.p.69 Re: Kobito, jaka Ty głupia jesteś! 29.03.10, 16:19
                  .... oczywiscie, ze kazdy powiela "swoja matrycę" z jej zaletami i wadami, ale o
                  jej jakosci dowiadujemy sie wlaśnie w sytuacjach skrajnych/wyjatkowych, jednak
                  to jak sie wtedy zachowamy, zależy również może nawet, przede wszystkim! od tego
                  czy czlowieczeństwo traktujemy jako wyzwanie!/?... czy jako wymowkę dla naszych
                  słabosci.....i jedno i drugie jest elementem skladowym tejże matrycy, ale jednak
                  to my decydujemy i ponosimy konsekwencje, dlatego warto wiedzieć dlaczego?
                  robimy tak a nie inaczej.
                  ....i co za tym idzie nie rozumiem jak ktoś taki jak Ty literalnie definiujaca
                  rzeczywistośc, pozwalasz sobie na wybiegi w stylu "nigdy nie mów nigdy" tak może
                  mówić ktos, kto nie wierzymy w siebie(swoje możliwosci i wolę! )... albo
                  zwyczajnie i świadomie poszukuje usprawiedliwienia dla braku moralnosci i
                  zasad.(..co zresztą i tak sprowadza sie do jednego, ale nie będę pisał do czego,
                  bo się obrazisz!smile)pozdr...
                  • iwonkocia Re: Kobito, jaka Ty głupia jesteś! 04.05.10, 14:05
                    odnosnie obozow zagłady i funkcji kapo...na dzien dzisiejszy to mnie
                    sie wydaje, ze chyba bardziej bylabym zdolna do zabicia kogos(w
                    szczegolnych okolicznosciach, pod presja, ze starchu, w obronie
                    wlasnej itp) niz do zdrady. dlaczego? bo znam siebie. na dzien
                    dzisjeszy wiem o sobie tyle, ze ciezko by mi sie bylo nawet rozebrac
                    przy kims obcym, wiem,ze nie czerpalabym ztego przyjemnosci, wiec
                    nie mialabym ochoty na zdrade, poznawanie kogos innego. wole to
                    robic z kims kogo znam i kumu ufam. poznawanie nowych mezczyzn to
                    dla mnie ostatecznosc- musze byc samotna,zeby chciec szukac kogos.
                    gdy juz mam, to nie bardzo mnie inni obchodza. na mysl o obcym ciele
                    jakos mnie odrzuca.
                    • wwwybredna Re: Kobito, jaka Ty głupia jesteś! 09.05.10, 11:52
                      A ja byłam wściekła na dziewczę ,które łaziło za moim mężem z tego
                      powodu ,że dziewczę to traktowałam jak członka rodziny.Bidulka miała
                      ciężką sytuację rodzinną i była przeze mnie traktowana jak młodsza
                      siostra.
                      W pewnym momencie zaczęła maślanym wzrokiem wodzić za moim
                      mężem ,który początkowo tego nie widział, a potem oczywiście był
                      zachwycony i mile połechtany.
                      Oczywiście na exa również byłam wściekła .Z czasem najbardziej
                      zaczęłam się wściekać na siebie ,że komukolwiek próbowalam życie
                      ułatwić.Naiwna byłam i tyle.
                      • amona13 Re: Kobito, jaka Ty głupia jesteś! 09.05.10, 13:00
                        to mąż czy ex
                        • wwwybredna Re: Kobito, jaka Ty głupia jesteś! 09.05.10, 13:24
                          To było rok temu -wówczas mąż ,obecnie ex.
                          • gazeta_mi_placi Re: Kobito, jaka Ty głupia jesteś! 22.05.10, 14:29
                            Współczuję,ale gdy wybucha prawdziwe uczucie nic się nie liczy -taka prawda.
                            • wwwybredna Re: Kobito, jaka Ty głupia jesteś! 22.05.10, 17:56
                              Gazeta-żeby to było uczucie to byłabym w stanie zrozumieć.A to było jakieś
                              zawracanie doopy smile
                            • n.i.p.69 Re: Kobito, jaka Ty głupia jesteś! 24.05.10, 08:29
                              "prawdziwe uczucie" - możesz napisać, co przez to rozumiesz?

                              ....a może to tylko puste niedefiniowalne hasło stworzone na wypadek
                              konieczności, samousprawiedliwienia braku moralności wink
    • bestiatko Re: kochanek/kochanka- czego oni sa winni? 20.05.10, 16:51
      Kochanek lub kochanka to osoba dbajaca tylko o wlasna dupe. Nie
      oszukujmy sie jak zajdziesz w ciaze lub cie zarazi to z usmiechem na
      twarzy powie sama tego chcialas, po co sie pchalas do lozka. A jeszcze
      tobie zrobi taka opinie ze jestes najgorsza i dajesz dupy pierwszemu
      lepszemu. Nie wiem czy wiesz ale glosno bylo o tym ze carnoskory
      mezczyzna zarazal biale kobiety a potem okazalo sie ze maja hiv i nawet
      nie wykazal skruchy ze swiadomie je zarazal. A na dodatek kto z obcym
      idzie bez zabezpieczenia.
    • klawiatura_zablokowana Re: kochanek/kochanka- czego oni sa winni? 27.08.10, 10:30
      > CZego ludzie chca od kochane/ kochankow?
      > Czy ktos tych wspanialych mezow/zony ciagnie nachama do lozka?
      > Szantazem sklania do seksu?

      Nikt, ale też mi się nie wydaje, że te kochanki są gwałcone i brane
      przymusem przez napalonych samców. Umówmy się, to wola obu stron i
      kochanka z pełną zazwyczaj świadomością wie, że podrywa faceta innej
      kobiety. Ciekawe, czy sama chciałabyś, żeby twojego męża podrywała
      jakaś babka, skoro to takie niewinne zachowanie?

      > Gdyby mnie moj maz zdradzil uznalabym ze to tylko i wylaczne jego
      > wina, nie zawracalabym sobie nawet glowy kochana i tym czy go
      > uwiodla,upila czy co tam ludzie lubia wymyslac

      Oczywiście, że jego wina. Ale tu nie tylko o winę chodzi. Nie
      oskarżam kochanek o rozbijanie rodzin, ale nie mam dobrego zdania o
      kobietach, które po 1. biorą się za zajętych po 2. ufają gościom,
      którzy już jednej kobiety nie szanują, okłamują i zdradzają. To jest
      dla mnie niski poziom, bo wg mnie absolutnym standardem jest to, że
      zajętych się nie bierze, nie podrywa, a na zaczepki nie reaguje! To
      jest poziom 0, zanim się jeszcze rozpatruje jakąkolwiek winę czy nie-
      winę.

      > W swoim zyciu mialam okazje byc zdradzana i zdradzajaca i kochana
      > zonatego faceta.I naprawde wierze w to co pisze

      A ja w swoim życiu zakochałam się śmiertelnie w zajętym facecie, ale
      zrezygnowałam z odbijania go, bo nie miałam sumienia zrobić czegoś
      takiego. Było to dla mnie złe w sposób tak oczywisty i jednoznaczny,
      że nie podlegający dyskusji. Czekałam, aż jego związek się rozpadnie.
      W końcu się rozpadł, ale nie byliśmy nigdy razem i bardzo się z tego
      cieszę, bo w międzyczasie klapki opadły mi z oczu i zobaczyłam, ile
      był wart. Przyjaźniliśmy się potem, ale na partnera nie nadawał się
      kompletnie. Dzisiaj jestem przeszczęśliwa, że nie bawiłam się w
      "walkę" o niego i zachowałam szacunek dla siebie samej.

      Tak więc też wiem o czym piszę, twierdząc, że nic się nie musi dziać
      samo z siebie i że żadna wielka miłość nie usprawiedliwia utraty
      kontroli nad sobą i moralnego rozeznania, co jest dobre, a co złe.

      >uwazajcie, nigdy cie mowice
      > nigdy,los uwielbia byc zlosliwy i moze wam postawic pod drzwiami
      > ksiecia na bialym konu,zatoniecie po uszyc,a on bedzie miala w
      zamku
      > krolowa i dzieciaka.

      W przeciwieństwie do wielu piszących na tym forum uważam, że to JA
      mam decydujący wpływ na to, czy zostanę kochanką, czy nie, a nie los,
      przeznaczenie, tak-się-życie-ułożyło, tak-wyszło, nie-wiem-jak-to-
      się-stało itp. W momencie dowiedzenia się o księżnej i książątkach
      mój but ląduje na dupie księcia, drzwi zamykają się z głuchym
      łoskotem, książę traci kredyt zaufania do końca życia, stając się w
      mych oczach brzydkim Gargamelem, a nawet jeśli idę popłakać trochę po
      jego jasnych włosach i złotej koronie tudzież pięknej sylwetce w
      siodle, nie zmienia to ani mojej decyzji ani oceny całej sytuacji.
    • bestiatko [...] 28.08.10, 19:58
      Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum .
    • kohinoor0 Re: kochanek/kochanka- czego oni sa winni? 06.09.10, 16:05
      nelcia26 napisała:

      > jak czytam ciagle o nie dobrych kochankach,lapiacych zonatych mezow,
      > zabierajacych ojcow, rozwalajcych rodziny itd,itd. To az mi nie
      > dobrze.
      (...)
      > CZego ludzie chca od kochane/ kochankow?
      > Czy ktos tych wspanialych mezow/zony ciagnie nachama do lozka?
      > Szantazem sklania do seksu?

      Mądre słowa, Nelcia.

      > Gdyby mnie moj maz zdradzil uznalabym ze to tylko i wylaczne jego
      > wina, nie zawracalabym sobie nawet glowy kochana i tym czy go
      > uwiodla,upila czy co tam ludzie lubia wymyslac.I nie jest to
      > wciagniete z palca, bylam zdradzona, znam ten bol- i nie mialam
      > najmniejsze pretensji do tej dziewczyny. Ba! Bylo mi jej zal,
      > myslala ze ja pokocha, ze beda razem, a on ja zwodzil i oszukiwał.


      Ale z tym sie nie zgadzam.
      Wina zdrady w 99 proc. rozciaga sie na obie strony.
      Wiadomo, ze zdradzajacy jest bardziej winny, ale zdradzany też nosi winę w sobie.

      Bo DLACZEGO zostal zdradzony? Widac czegos mu bylo malo, czegos szukal, czegos chcial.

      Wyjatek dla mnie to facet po 40-ce szukajacy mlodej dziewuchy, by samego siebie pocieszyc, ze jeszcze sie tak bardzo nie zestarzal. Smuga cienia + kompleks. Do zon czy partnerek takich kobiet nie mam pretensji.

      Ale w pozostalych przypadkach zdradzana czy zdradzany cos niewystarczajaco byli skuteczni.

      Sorry, ale tak to jest.
      • lasanta Re: kochanek/kochanka- czego oni sa winni? 23.09.10, 21:26
        Zgadzam się z kohinoor0.. coś jest nie tak w związku skoro szuka się,,przygód" .I to wina leży po obu stronach.Jasne,najłatwiej osądzić ta drugą.To ona rozwaliła małżeństwo,odebrała męża i zabrała ojca dzieciom..to ona jest tą dziwką i puszczalską.Facetowi ,który zdradzi też się dostaje ale troszkę mniej i inaczej jest oceniany.Nie wiem dlaczego ale takim jesteśmy społeczeństwem.Chyba Pani Dulska nas prześladujesmile.A życie jest chyba bardziej złożone niz nam się wydaje.I wiem co piszę.Od 10 lat jestem ta drugą.Ale to nie do końca tak jest.Będąc tą drugą mam też męża i dzieci więc też coś tracę ale staram się ich nie krzywdzić.Dlaczego tak się stało???Bo chyba nasze związki nie były i nie są takie jak byśmy chcieli..Życie jest okrutne i nie każdego los omija.Będąc tą drugą kocham i czuję,że jestem kochaną.Jest nam super..potrafimy cieszyć się każdym dniem jaki spędzamy razem.Zwiedzamy Polskę i Europę trzymając się za ręce.Cieszymy się jak dzieci z waty cukrowej i czasami widzimy zazdrość w oczach innych.A my tylko chcemy wykorzystać to co da nam los.Myślimy o tym aby w końcu zakończyć nasze stare sprawy i zacząć wspólne,oficjalne życie.I oczywiście to,ze zdradziliśmy,kiedyś naszych ślubnych partnerów to nasza wina ale w równym stopniu też ich.Nie ma róży bez kolców.Aaaa..i mamy już troszkę latek..Nie jest to młodzieńcze zauroczeniem.Nasze dzieci to już studenci i gimnazjaliści.Ja w każdym razie nie czuje się niczemu winna a jak ktoś chce nazwać mnie ,,kurwą''to zaśmieje się mu prosto w twarz.C'est la vie.
        • on99 Re: kochanek/kochanka- czego oni sa winni? 24.09.10, 11:09
          Szczerze Wam zazdroszczę ...

          Nie licz jednak na to, iż wiele osób tutaj to zrozumie - dla tutejszego towarzystwa miłość jest prosta jak budowa cepa - dziś kochasz tego, jutro innego.

        • ditchdoc Re: kochanek/kochanka- czego oni sa winni? 24.09.10, 11:15
          lasanta napisała:

          > Zgadzam się z kohinoor0.. coś jest nie tak w związku skoro szuka się,,przygód"


          co za bzdury..

          Myslisz ze ile zdradzajacych powiedzialo ze cos jest nie tak i probowalo to naprawiac zanim zdradzili, 1/100?

          Najczesciej to po prostu brak milosc, brak szacunku a zdradza "zajebista sucz" ale "zajebisty jebaka" bo moze miec druga polowke w domu i maczac badz ruchac mimo tego w innych.
          Jak w zwiazku czegos brakuje to sie zwiazek konczy.

          Pieknie to usprawiedliwiacie, lzy same leca wink
          • lasanta Re: kochanek/kochanka- czego oni sa winni? 26.09.10, 21:38
            Dla Ciebie zdrada sprowadza się tylko do uciech fizycznych i Twoje słownictwo też na to wskazuje a to chyba nie oto chodzi.Owszem seks w każdym związku jest bardzo ważny ale to nie powietrze bez ,którego nie da się żyć.I myślę,że troszkę więcej zdradzających próbowało naprawiać swoje związki zanim zdecydowali się na coś innego.Wiesz nie zawsze związek się kończy jak czegoś w nim brakuje.Jest coś takiego jak rozsądek i małżeństwa z rozsądku,jest odpowiedzialność np. za dzieci.Są różne sytuacje ,które powodują,że ludzie są razem.Nawet wówczas gdy miłość zanika ale dla Ciebie są chyba tylko dwa kolory-biały i czarny.A życie to różne odcienie szarości.Niestety.A z drugiej strony życie jest cudne,warto w nim kochać a zdrady były ,są i będą jak świat światem.Pozdrawiamsmile
            • ditchdoc Re: kochanek/kochanka- czego oni sa winni? 26.09.10, 22:11
              te bzdety o dzieciach, malzenstwie z rozsadku, "czarno-bialym" zyciu itd. to po prostu wygodnictwo. Maz/zona tak na prawde nie sa tacy zli a ze mozna ruchac cos na boku to czemu nie?

              Wygodnictwo i brak szacunku dla partnera zeby po prostu ja/go zostawic. Ja rozumiem ze "w zyciu trzeba kochac" tylko czemu robic to kosztem nic nie winnych ludzi? No ok, winnych bo kwiatow nie przyniosl albo bo jest w ciazy i brzuch duzy wink

              Dlatego takich ludzi traktuje jak traktuje wink. Kiedys nawet jedna przyszla do mnie do domu prosic zebym swojego kolege namowil do powrotu do niej, bo przeciez ona go kocha. Paniusia wiecej takiego bledu nie popelni =)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja