mta.gb
09.04.10, 22:33
Nie było nawet poczłunku...
Będąc w dobrym związku, z dziećmi u boku, poznałam mężczyznę.
Atmosfera, która naszym spotkaniom towarzyszy jest obłędna,
fascynująca, elektryzująca. On mnie pragnie i widzę, że zaczyna być
zaangażowany emocjonalnie. Nie zakochał się, ale wiem, że oprócz
pożądania przywiązał się do mnie. Ja do niego też. I byłoby pewnie
namiętnie i cudownie, ale... mówię nie. Mówię teraz, bo nie mam
chwili słabosci i potrafię. Myślę sobie, że powinnam to skończyć,
zanim wylądujemy w łóżki, zanim zacznę podwójne życie. Boję się ceny
za tę namiętność.
Jak skończyć coś, co się jeszcze naprawdę nie zaczęło? Jak uwolnić
się od zagrozenia, że kiedyś zamiast walczyć o małżeńnstwo, po
prostu ucieknę w jego ramiona?
Moze to bzdury, co piszę, ale cieżko mi rezygnować z takich miłych
przeżyć, ale granica jest już bardzo blisko.
Boje się siebie, boję się ryzyka, asekuruję się.
Muszę to stracić. Teraz. I cieżko mi jak cholera.
Napiszcie proszę, bo miotam się koszmarnie.