onamaglobus
19.04.10, 17:24
Niestety się w nim zakochałam, ale nie mogę pojąć tego dlaczego
właściwie tak się stało. Przecież on oszukuje mnie i swoją żonę.
Przecież jest tchórzem. Chciał mnie tylko wykorzystać. Zależało mu
na zabawie, ale nawet tego nie umiał umiejętnie rozegrać. A jednak
nie potrafię o nim przestać myśleć.
Ja jestem jeszcze młodą osobą. Mam 26 lat. Jeden długi, ale
ostatecznie nieudany związek za sobą. On ma 30 lat. Młody chłopak.
Żonę i dwójkę dzieci. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia.
Wtedy jeszcze nie zauważyłam faktu, że jest z kimś związany.
Adorował mnie w cudowny sposób. W momencie, w którym dowiedziałam
się o żonie, a niedługo później o dzieciach, próbowałam stworzyć
dystans między nami.
On mimo to nie poddawał się. Dalej szukał mojego towarzystwa,
adorował mnie, nie przyjmował do siebie słowa mnie. A ja wciąż
walczyłam ze sobą. Aż w końcu to stało się silniejsze ode mnie.
Spędziliśmy ze sobą noc - jednak nie doszło do niczego poza
pocałunkami i przytualniem.
Oczywiście już wtedy pewnie zaczęło mu zależeć mniej. Ja za to
jeszcze bardziej się wkręcałam. Więcej w tym wszytskim było, kłótni,
przepychanek niż przyjemności - tego właściwie nie było.
Z czasem przestał się właściwie odzywać. Dzwonił tylko wtedy, kiedy
wiedział, że będzie miał czas się spotkać. Doszło do tego, że
odzywał się raz na miesiąc, kiedy akurat wiedział, że będzie w
okolicy.
Powinnam być z niego dumna, bo pewnie to świadczy o tym, że
postanowił być uczciwy. Unika mnie ewidentnie i mam wrażenie, że nie
chce mieć ze mną nic wspólnego, ale nie wie jak mi o tym powiedzieć.
Zastanawiam się dlaczego wybrał właśnie mnie. W momencie, kiedy mnie
pierwszy raz zobaczył byłam ubrana jak pensjonarka, byłam niewinną
dziewczynką, której w życiu nie przyszły by do głowy takie pomysły.
A jednak zawrócił mi w głowie nie mając na to żadnego pomysłu.
I nie wiem jak się uwolnić od tego toksycznego uczucia. On pewnie za
tydzień, dwa, a może nawet jeszcze w tym tygodniu zadzwoni. Będzie
chciał się spotkać na jego zasadach. Dawno już przestał szanować
moje zasady, o które na początku usilnie walczyłam. Teraz wszystko
jest na jego warunkach, bo przecież tylko on coś ryzykuje.
I jak powiedzieć mu żeby spadał na bambus i nie czuć przy tym żalu?