dionisia
23.04.10, 11:40
Rok temu moja przyjaciółka (panna) została kochanką. Poznała wtedy, na wyjeździe integracyjnym, "miłość swojego życia" i zakochała się na amen od pierwszego wejrzenia. Wiedziała, że ów pan jest żonaty i ma małego synka. Owszem, trochę jej to na początku przeszkadzało i wahała się czy wchodzić z nim w związek, pan jednak bardzo o nią zabiegał, i cóż, serce nie sługa. Z żoną nie mieszkał, jednak rozwodu nie mieli. Przyjaciółka przycisnęła go - złożył papiery o rozwód (tak mówił) i obiecał piękną przyszłość we dwoje, a może nawet i troje. Po kilku miesiącach znajomości przeprowadziła się do jego apartamentu, na który wziął kredyt wspólnie z małżonką, lecz teraz pani żona chciała zwrotu swojej części. Trzeba brać drugi kredyt. Pan mąż namówił więc moją przyjaciółkę, że skoro planują wspólną przyszłość powinna się do niej "dorzucić", innymi słowy wziąć na siebie spłatę części kredytu.
Nie jestem osobą, która lubi się wtrącać czy oceniać cudze życie, i nie potępiałam w czambuł jej związku. Aż do momentu tego kredytu. Mówiłam i radziłam, ostrzegałam, że może gorzko żałować, ale była całkowicie zaślepiona. Obiecał, że przepisze na nią część mieszkania - czego tu się bać, no czego. W końcu komuś trzeba zaufać, a oni się tak mocno kochają i w ogóle są jak dwie połówki tego samego owocu. Omal się nie wzruszyłam. Przyjaciółka zrobiła jak uważała. Facet zwlekał z przepisaniem na nią części mieszkania, a ona nie chciała naciskać, bo "misio już ma i tak sporo stresu w związku z rozwodem". Minęło kilka kolejnych miesięcy - i moja naiwna przyjaciółka została sama, bez miłości i bez mieszkania, za to z kredytem na 30 lat. Skruszony misio wrócił do żony i synka. Okazało się, że żadnych papierów o rozwód nie złożył. A żona - cóż, też nie była bez winy (miała kochanka), więc sobie wzajemnie i wspaniałomyślnie wybaczyli. Nie wiem, czy będą żyli razem długo i szczęśliwie, życzę im jak najlepiej, ale...
Piszę to ku przestrodze. Przyjaciółka mieszka teraz u mnie. Schudła w ciągu tygodnia chyba z 10 kilo. Cały czas bierze leki uspokajające. Nie może uwierzyć w to, co ją spotkało.