roottkaa
17.07.10, 12:34
Opowiem Ci pewną historię….. O ludziach, o ich związku i refleksjach…..
Miała 23 lata gdy go poznała. On żonaty, w wieku 28 lat z drugim dzieckiem w
drodze…. Człowiek orkiestra, sprawiał wrażenie typowego lowelasa: pusty
człowiek, dla którego liczy się tylko zabawa, erotyczność i flirt….. Znała ten
typ aż za dobrze – wychowywała się wśród mężczyzn i nie jedno już wiedziała o
małżeństwach i innych związkach, męskich podbojach i gierkach. Jednak się
polubili. Czemu? Oboje byli wyszczekani, choć każde w inny sposób – fajnie
było się powygłupiać, kokietować, niewinnie flirtować….
Czuła, że Mężczyzna pragnął jednak czegoś więcej – jej zdaniem kolejnego
podboju. Nie była zainteresowana – przede wszystkim była w swoim związku, poza
tym on też. Kiedyś obiecała sobie, że nie zrobi tego błędu i trzymała się tej
zasady. Powiedziała mu o tym, co z resztą zaakceptował. Później nigdy jednak
nie dał jej zapomnieć [choć w subtelny sposób], jak bardzo go podniecała i jak
bardzo chciał się z nią przespać.
Z czasem zaprzyjaźnili się. Oboje różni a jednak się udało. Różnica polegała
na tym, że on chciał podboju a jej odpowiadał przyjaciel z bagażem doświadczeń
potrafiący czasem wyjaśnić męskie zachowania. Poza tym z biegiem lat, po wielu
dyskusjach, gdy poznała jego zdanie na temat zachowania innych mężczyzn w
związkach zmieniła o nim zdanie – teraz wydawało jej się, że znalazła bratnią
duszę – mężczyznę posiadającego cechy, których prawie każda kobieta szuka….
Wiedziała oczywiście o jego romansach z innymi kobietami [a nie było ich mało]
– nigdy tego nie ukrywał – nie akceptowała tego, ale przyjęła jego
wytłumaczenie „niespełniony związek, w który wstąpił z powodu ciąży, żona
która nie rozumie, brak uczuć, emocji, itp., itd.” Tylko po co drugie dziecko
w takiej sytuacji? Sama pochodziła z rozbitej rodziny i wyznawała zasadę
„jeśli nie jesteś szczęśliwy w związku, jeśli drugą osobę oszukujesz,
zdradzasz, i mówisz, że to dla dobra dziecka to jesteś największym durniem –
dziecko siłą rzeczy będzie miało spaczone pojęcie o rodzinie…” W końcu to nie
jej mąż, nie jej facet, nawet nie jej kochanek – ludzie żyją jak chcą……
Po kilku latach kobieta zakończyła swój związek – przyczyna nie jest istotna….
Ale z pewnością powodem tej decyzji nie był On.
A On? On nawet pochwalał jej decyzję – mówił, że nie byłby to szczęśliwy
związek i wcześniej czy później wypaliłby się jak jego własny….
Przyjaźnili się dalej – z czasem flirt stał się bardziej poważny, wyjeżdżali
razem – jednak do erotycznych uciech między nimi nie doszło…. szanował jej
decyzję o przyjaźni a ona to doceniała. Miło było odsapnąć od rzeczywistości z
kimś kto ją rozumiał i podobnie odczuwał.
I nadal miałaby Przyjaciela gdyby nie chwila słabości, gdyby nie odpuściła
sobie na moment. Wyjechała na mazury, przyjechał do niej w odwiedziny – stało
się – poszli do łóżka. Nazajutrz rano wyjechał a ona czuła się podle ale
postanowiła tego nie okazywać – stało się i nie powtórzy się więcej.
Ku jej zaskoczeniu pojawił się niebawem z kwiatami, mówił, że czuł się
nieswojo po tym co się stało – szczególnie po tym, że rano wyjechał.
Powiedziała, że nie ma pretensji, że już tego nie odwrócą, powiedziała też że
na tym koniec tego typu zabawom.
Wszystko wróciło do normy – dalej się przyjaźnili, razem wyjeżdżali, godzinami
dyskutowali … i nic poza tym….
Do pewnego czasu….. Przechodziła trudny okres w życiu, jej silna wola osłabła
i stało się – zostali kochankami…..
Wstydziła się tego, czuła się podle – jednak zapewniał ją cały czas, że to
nic złego bo przecież ich związek nie jest oparty na seksie tylko na głębokim
uczuciu, zrozumieniu siebie, że są bratnimi duszami – dwiema połówkami, które
za późno się odnalazły….
Te słowa były jak miód, wierzyła mu – dlaczego miałaby nie wierzyć – przecież
znali się już tyle lat, tyle godzin przegadali o różnych sytuacjach, ufali
sobie – nie okłamywałby jej…..
Dla niego, dla tego związku złamała swoją najważniejszą zasadę….Wiedziała, że
nie nadaje się do takiego związku, wiedziała, że jak kocha to bezgranicznie
wiedziała nawet, że kiedyś zacznie boleć…. Jednak trwała, choć jej życie
skurczyło się do spędzania czasu w samochodzie, w hotelu lub na wspólnym
króciutkim wypadzie….
Przez kilka lat żyli szczęśliwie…. Tak jej się wydawało….. Jednak przyszedł
moment, że to co ma – wspólne wyjazdy, dyskusje, zabawa, seks [w sumie same
przyjemności] to nic w porównaniu z tym co naprawdę jest w związku ważne –
brakowało jej go w najważniejszych chwilach jej życia [szczęśliwych i
tragicznych], w święta, w wakacje, w sylwestra, podczas urlopu, wspólnie
spędzanego czasu bez świadomości, że zaraz się ten wspólny czas skończy – było
tyle rzeczy, które chciała z nim robić a nie było kiedy…. Niby razem a jednak
osobno…. Przecież zabawa to nie wszystko….. To co istotne było poza jej
zasięgiem….. Nie chodziło o to by go „uwiązać” ale zwykłe wspólne bycie
[telefon i dobre słowo to nie wszystko – każdemu człowiekowi jest potrzebna
obecność osoby kochanej i kochającej].
Postanowiła z nim porozmawiać – przecież zawsze byli wobec siebie szczerzy –
mówiła o swoich odczuciach, obawach, potrzebach. Powiedziała mu jak mocno się
zaangażowała, o swoim bólu, o tęsknotach, powiedziała, że wie, że miała być
tylko kochanką [zgodziła się na to świadomie] ale uczucie rozkwitło i
umacniało się – nie potrafiła nic na to poradzić….. Zapytała co on na to? Czy
dla niego ten związek to tylko to co do tej pory mieli [krótkie wypady,
czułość, seks, rozmowy] czy też chce czegoś więcej – jak ona? Powiedziała, że
zrozumie jego każdą decyzję, że nie chce go zmuszać do niczego – po prostu
chce wiedzieć jaka jest jej rola w jego życiu – musiała to wiedzieć, aby jakoś
ukierunkować swoje życie….
Choć nie spodziewała się takiej odpowiedzi – powiedział jej, że ją kocha
najbardziej, że nie wyobraża sobie życia bez niej….. Długo rozmawiali, ona
płakała, na koniec powiedziała, że chce wiedzieć jak długo będzie musiała
czekać aż oboje będą mogli być szczęśliwi. Nie potrafił odpowiedzieć –
powiedziała, że ile by to nie było to i tak warto…
Mijały kolejne lata, on nic nie zmieniał ona cierpiała coraz bardziej. Im
więcej czasu upływało tym bardziej czuła się zwykłą kochanką a nie
„najbardziej ukochaną kobietą w jego życiu”. Tęsknota za życiem, które miała
obiecane była tak silna, że postanowiła wyeliminować seks – może przynajmniej
przestanie czuć się jak ostatnia kurwa…. A skoro On kocha tak mocno jak mówi w
końcu i tak będą razem i będą wreszcie bezgranicznie szczęśliwi…..
Którejś jesieni żona jej Mężczyzny dowiedziała się o jej istnieniu –
powiedział wtedy, że to już kwestia krótkiego czasu kiedy wreszcie będą razem.
Wydawało jej się wtedy, że widzi jakiś żal w jego oczach – szybko jednak
odegnała te myśl…. Przecież zawsze jej mówił, że to tylko matka jego dzieci –
nic więcej…. Kiedyś ją kochał ale już dawno przestał, długo przed nią….
Cieszyła się, że wreszcie będą razem, choć gdzieś głęboko wiedziała, że
rozbijanie rodziny nie jest dobre. Kiedy o tym z nim rozmawiała, mówił, że
wcale jej nie rozbija – nie można rozbić czegoś co nie istnieje….
Żyła w tym przeświadczeniu do czasu, gdy jadąc z nią w góry na narty odebrał
telefon od żony…. Po tonie rozmowy i tym co mówił zorientowała się, że się
pogodzili, mają wspólne plany…. Była zszokowana….. Zapomniał jej powiedzieć?
Jak mógł zapomnieć jej powiedzieć O TAK