historia jakich wiele...... i refleksje.....

17.07.10, 12:34
Opowiem Ci pewną historię….. O ludziach, o ich związku i refleksjach…..

Miała 23 lata gdy go poznała. On żonaty, w wieku 28 lat z drugim dzieckiem w
drodze…. Człowiek orkiestra, sprawiał wrażenie typowego lowelasa: pusty
człowiek, dla którego liczy się tylko zabawa, erotyczność i flirt….. Znała ten
typ aż za dobrze – wychowywała się wśród mężczyzn i nie jedno już wiedziała o
małżeństwach i innych związkach, męskich podbojach i gierkach. Jednak się
polubili. Czemu? Oboje byli wyszczekani, choć każde w inny sposób – fajnie
było się powygłupiać, kokietować, niewinnie flirtować….
Czuła, że Mężczyzna pragnął jednak czegoś więcej – jej zdaniem kolejnego
podboju. Nie była zainteresowana – przede wszystkim była w swoim związku, poza
tym on też. Kiedyś obiecała sobie, że nie zrobi tego błędu i trzymała się tej
zasady. Powiedziała mu o tym, co z resztą zaakceptował. Później nigdy jednak
nie dał jej zapomnieć [choć w subtelny sposób], jak bardzo go podniecała i jak
bardzo chciał się z nią przespać.
Z czasem zaprzyjaźnili się. Oboje różni a jednak się udało. Różnica polegała
na tym, że on chciał podboju a jej odpowiadał przyjaciel z bagażem doświadczeń
potrafiący czasem wyjaśnić męskie zachowania. Poza tym z biegiem lat, po wielu
dyskusjach, gdy poznała jego zdanie na temat zachowania innych mężczyzn w
związkach zmieniła o nim zdanie – teraz wydawało jej się, że znalazła bratnią
duszę – mężczyznę posiadającego cechy, których prawie każda kobieta szuka….
Wiedziała oczywiście o jego romansach z innymi kobietami [a nie było ich mało]
– nigdy tego nie ukrywał – nie akceptowała tego, ale przyjęła jego
wytłumaczenie „niespełniony związek, w który wstąpił z powodu ciąży, żona
która nie rozumie, brak uczuć, emocji, itp., itd.” Tylko po co drugie dziecko
w takiej sytuacji? Sama pochodziła z rozbitej rodziny i wyznawała zasadę
„jeśli nie jesteś szczęśliwy w związku, jeśli drugą osobę oszukujesz,
zdradzasz, i mówisz, że to dla dobra dziecka to jesteś największym durniem –
dziecko siłą rzeczy będzie miało spaczone pojęcie o rodzinie…” W końcu to nie
jej mąż, nie jej facet, nawet nie jej kochanek – ludzie żyją jak chcą……

Po kilku latach kobieta zakończyła swój związek – przyczyna nie jest istotna….
Ale z pewnością powodem tej decyzji nie był On.
A On? On nawet pochwalał jej decyzję – mówił, że nie byłby to szczęśliwy
związek i wcześniej czy później wypaliłby się jak jego własny….
Przyjaźnili się dalej – z czasem flirt stał się bardziej poważny, wyjeżdżali
razem – jednak do erotycznych uciech między nimi nie doszło…. szanował jej
decyzję o przyjaźni a ona to doceniała. Miło było odsapnąć od rzeczywistości z
kimś kto ją rozumiał i podobnie odczuwał.

I nadal miałaby Przyjaciela gdyby nie chwila słabości, gdyby nie odpuściła
sobie na moment. Wyjechała na mazury, przyjechał do niej w odwiedziny – stało
się – poszli do łóżka. Nazajutrz rano wyjechał a ona czuła się podle ale
postanowiła tego nie okazywać – stało się i nie powtórzy się więcej.
Ku jej zaskoczeniu pojawił się niebawem z kwiatami, mówił, że czuł się
nieswojo po tym co się stało – szczególnie po tym, że rano wyjechał.
Powiedziała, że nie ma pretensji, że już tego nie odwrócą, powiedziała też że
na tym koniec tego typu zabawom.
Wszystko wróciło do normy – dalej się przyjaźnili, razem wyjeżdżali, godzinami
dyskutowali … i nic poza tym….
Do pewnego czasu….. Przechodziła trudny okres w życiu, jej silna wola osłabła
i stało się – zostali kochankami…..
Wstydziła się tego, czuła się podle – jednak zapewniał ją cały czas, że to
nic złego bo przecież ich związek nie jest oparty na seksie tylko na głębokim
uczuciu, zrozumieniu siebie, że są bratnimi duszami – dwiema połówkami, które
za późno się odnalazły….
Te słowa były jak miód, wierzyła mu – dlaczego miałaby nie wierzyć – przecież
znali się już tyle lat, tyle godzin przegadali o różnych sytuacjach, ufali
sobie – nie okłamywałby jej…..
Dla niego, dla tego związku złamała swoją najważniejszą zasadę….Wiedziała, że
nie nadaje się do takiego związku, wiedziała, że jak kocha to bezgranicznie
wiedziała nawet, że kiedyś zacznie boleć…. Jednak trwała, choć jej życie
skurczyło się do spędzania czasu w samochodzie, w hotelu lub na wspólnym
króciutkim wypadzie….

Przez kilka lat żyli szczęśliwie…. Tak jej się wydawało….. Jednak przyszedł
moment, że to co ma – wspólne wyjazdy, dyskusje, zabawa, seks [w sumie same
przyjemności] to nic w porównaniu z tym co naprawdę jest w związku ważne –
brakowało jej go w najważniejszych chwilach jej życia [szczęśliwych i
tragicznych], w święta, w wakacje, w sylwestra, podczas urlopu, wspólnie
spędzanego czasu bez świadomości, że zaraz się ten wspólny czas skończy – było
tyle rzeczy, które chciała z nim robić a nie było kiedy…. Niby razem a jednak
osobno…. Przecież zabawa to nie wszystko….. To co istotne było poza jej
zasięgiem….. Nie chodziło o to by go „uwiązać” ale zwykłe wspólne bycie
[telefon i dobre słowo to nie wszystko – każdemu człowiekowi jest potrzebna
obecność osoby kochanej i kochającej].

Postanowiła z nim porozmawiać – przecież zawsze byli wobec siebie szczerzy –
mówiła o swoich odczuciach, obawach, potrzebach. Powiedziała mu jak mocno się
zaangażowała, o swoim bólu, o tęsknotach, powiedziała, że wie, że miała być
tylko kochanką [zgodziła się na to świadomie] ale uczucie rozkwitło i
umacniało się – nie potrafiła nic na to poradzić….. Zapytała co on na to? Czy
dla niego ten związek to tylko to co do tej pory mieli [krótkie wypady,
czułość, seks, rozmowy] czy też chce czegoś więcej – jak ona? Powiedziała, że
zrozumie jego każdą decyzję, że nie chce go zmuszać do niczego – po prostu
chce wiedzieć jaka jest jej rola w jego życiu – musiała to wiedzieć, aby jakoś
ukierunkować swoje życie….
Choć nie spodziewała się takiej odpowiedzi – powiedział jej, że ją kocha
najbardziej, że nie wyobraża sobie życia bez niej….. Długo rozmawiali, ona
płakała, na koniec powiedziała, że chce wiedzieć jak długo będzie musiała
czekać aż oboje będą mogli być szczęśliwi. Nie potrafił odpowiedzieć –
powiedziała, że ile by to nie było to i tak warto…

Mijały kolejne lata, on nic nie zmieniał ona cierpiała coraz bardziej. Im
więcej czasu upływało tym bardziej czuła się zwykłą kochanką a nie
„najbardziej ukochaną kobietą w jego życiu”. Tęsknota za życiem, które miała
obiecane była tak silna, że postanowiła wyeliminować seks – może przynajmniej
przestanie czuć się jak ostatnia kurwa…. A skoro On kocha tak mocno jak mówi w
końcu i tak będą razem i będą wreszcie bezgranicznie szczęśliwi…..

Którejś jesieni żona jej Mężczyzny dowiedziała się o jej istnieniu –
powiedział wtedy, że to już kwestia krótkiego czasu kiedy wreszcie będą razem.
Wydawało jej się wtedy, że widzi jakiś żal w jego oczach – szybko jednak
odegnała te myśl…. Przecież zawsze jej mówił, że to tylko matka jego dzieci –
nic więcej…. Kiedyś ją kochał ale już dawno przestał, długo przed nią….
Cieszyła się, że wreszcie będą razem, choć gdzieś głęboko wiedziała, że
rozbijanie rodziny nie jest dobre. Kiedy o tym z nim rozmawiała, mówił, że
wcale jej nie rozbija – nie można rozbić czegoś co nie istnieje….
Żyła w tym przeświadczeniu do czasu, gdy jadąc z nią w góry na narty odebrał
telefon od żony…. Po tonie rozmowy i tym co mówił zorientowała się, że się
pogodzili, mają wspólne plany…. Była zszokowana….. Zapomniał jej powiedzieć?
Jak mógł zapomnieć jej powiedzieć O TAK
    • roottkaa Re: historia jakich wiele...... i refleksje..... 17.07.10, 12:35
      O TAKIEJ rzeczy!!! Pokłócili się, były szlochy, łzy…. Był doskonałym mówcą –
      przetłumaczył jej i to…. Poprosił o jej cierpliwość – do czasu pierwszej
      komunii młodszego dziecka…. Nie mógł tego zrobić dziecku…. Uderzył w jej czuła
      strunę – jak mogła powiedzieć nie? Wrócili jednak [na jej prośbę – choć od razu
      była ona przez niego bojkotowana, bo on nie może żyć bez miłości, czułości,
      seksu] do takiej formy jak po pierwszej rozmowie na temat ich wspólnej
      przyszłości – dalej mógł na nią liczyć pod każdym względem – seks potem, jak
      wreszcie będą razem….
      Trwało to dość długo – do czasu gdy poszli razem na imprezę – do jego znajomych
      – podniósł na nią wówczas rękę…. Nie uderzył, ale podniósł…. Była zszokowana…
      Mówił, że to przez to, że ze sobą nie sypiają, że już nie może bez niej
      wytrzymać, że nie może dłużej bez niej żyć… Powiedziała mu prawdę, że również
      bardzo za nim tęskni: emocjonalnie, psychicznie, fizycznie…. Nie może się jednak
      zgodzić na takie traktowanie, czuje się wykorzystywana, czuje się kochanką a nie
      jego kobietą – nie to jej obiecał, a przecież prosiła go o szczerość – nie
      zmuszała do niczego……

      Rozstali się….. Na jakiś czas…. 1,5-2 lata [jak długi nie jest istotne].
      Ona próbowała zaangażować się w inny związek, on bawił się z innymi, gdzie
      indziej…. Mówił, że nawet jeśli nie jest z nią to nie będzie siedział w domu –
      spędzi ten czas, który mógł spędzić ze nią inaczej – ale oczywiście bez Rodziny….

      Do tej pory nie wie jak on, ale ona nie wytrzymała bez niego…. Jej związek nie
      mógł się udać – przecież kochała innego….
      Kupiła dom, poprosiła go o pomoc podczas remontu…. Znowu się zbliżyli…. W między
      czasie, zanim zaczęli sypiać ze sobą, ponownie prawie ją pobił….. Oboje byli
      zaskoczeni tym co zaszło…… Jednak ona – pomimo, że wszystko w niej krzyczało
      przeciwko, zaproponowała mu wspólny związek – prawdziwy….. Powiedział dobrze….
      Ale po osiemnastce starszej córki….. Nie miał sumienia zrobić tego dziecku…..
      Cóż miała zrobić? Nie zgodzić się? Oczywiście, że mogła – przecież jeśli się TAK
      MOCNO kocha [jak mówił] nie ma znaczenia kiedy – to i tak będzie bolało….
      Zacisnęła zęby – przecież warto….. Jednak jej wiara, siły stopniowo zaczęły
      topnieć….

      Zaczęła otwierać oczy…. Dotarło do niej, że zawsze miała być tylko kochanką…..
      Że jego życie jest zbyt wygodne: ma przecież Rodzinę, własny dom, mizerne bo
      mizerne ale jakieś obowiązki w tym domu, nawet jeśli w tym pierwszym życiu
      będzie cos nie tak zawsze może uciec na chwile w drugie życie – z kochanką,
      która naiwnie sądzi, że nią nie jest…. Do tego jeszcze zazdrość i podziw
      kolegów, że można tak żyć – spełnić się jako mężczyzna…..

      Kłócili się coraz częściej, ona nie mogła zrozumieć jak mógł ją tak okłamać –
      przecież to nie ten mężczyzna, którego poznała…… Wiedziała, że nie jest święty,
      ale nie raz o tym rozmawiali – zapewniał ja że tylko dla innych jest dwulicowy,
      że jest dla niego wyjątkową osobą, której nigdy by tak nie potraktował……
      Przecież za to go pokochała, dlatego zmieniła o nim zdanie…. Szanowała go za
      umiejętność radzenia sobie w życiu przy jednoczesnym zachowaniu zasad moralnych
      wobec najbliższych/ukochanych….

      Miał nie wyjeżdżać z żoną na wakacje – wyjeżdżał – potem okazało się, że sypiał
      nią choć zarzekał się, że pod tym względem żona go nie interesuje, że już na
      pewno nic teraz ich nie łączy, że prowadzą dom tylko dla dzieci….
      Mieli razem spędzić urlop….. Tydzień w ciepłych krajach - we dwoje….. Okazało
      się, że zafundował jej tak naprawdę wyjazd ze znajomymi…. A gdy tuż przed
      wyjazdem wylądowała w szpitalu i tak pojechał, choć w wieczór przed wylotem ją
      odwiedził i powiedział, że nigdzie bez niej nie pojedzie…..
      Sam wybrał termin kolejnego wspólnego urlopu – gdyby nie zapytała w końcu co z
      tym wyjazdem nawet by nie wiedziała, że zmienił plany, że wyjazd nie dojdzie do
      skutku….. A zdążyła już zaplanować w pracy urlop – nie mogła już go odwołać…..
      Odmówiła nawet znajomym, ze względu na wspólny wyjazd z Ukochanym….. A Ukochany?
      Ukochany ma już zaplanowany urlop – z Rodziną….. I termin jest święty i
      nienaruszalny…. Na jej pretensje odpowiadał – „jak chcesz to jedź, wywiozę Cię
      gdzieś, może dojadę do Ciebie na parę dni”…. Czy on nie rozumiał? Gdyby chciała
      spędzić urlop sama albo z kimś innym nie odmawiałaby znajomym, nie żebrałaby o
      wspólny czas…..

      W sumie znają się [flirtują, kokietują, żyją, kochają] 12 lat….. Z czego jakieś
      8-9 lat naprawdę w związku….. Jak to teraz wygląda?
      Ona musi się teraz wykłócać z nim i licytować kiedy i jak długo będzie z nią….
      Twierdzi, że może jej dać teraz tylko max 3-4 dni – resztę musi spędzić w domu….
      Inaczej nie może….. Nie może zostawić domu bo tam za nim płaczą…. Nie może tego
      znieść…. A co z jej łzami? Są mniej ważne? Są do zniesienia? Można to zmierzyć?
      Ona już wie…. Jest mniej ważna, bo nie jest kobietą, którą kocha – jest kobieta,
      z która sypia, z która ma dobrą zabawę i może miło spędzić czas... Za co
      szanować taką kobietę? Szacunkiem obdarza się kobietę-matkę…… Wszystko powyżej
      eliminuje zaspokojenie potrzeb kochanki, która przez cały czas karmiona była
      pustymi obietnicami wspólnego życia, która swojego kochanka traktuje nie jak
      kochanka ale jak jedynego, ukochanego, swojego mężczyznę…. Gdyby wiedziała, że
      jest tylko kochanką, że jest tylko od miłego spędzania czasu nie liczyłaby na
      obiecane zresztą wspólne życie…. Nie liczyłaby, że w końcu jej czekanie i
      zgrzytanie zębami zakończy się wspólnie spędzonym sylwestrem, świętami,
      urodzinami…..

      Kłamstwem, w które uwierzyła, pozbawiono ją tego co w życiu najistotniejsze…..
      Fun można mieć z każdym, to co najważniejsze tylko z nielicznymi…..
      Jego postępowanie zrujnowało jej życie pod każdym względem. Przede wszystkim
      psychicznym. Uwierzyła w słowa człowieka, który wypowiadając je zawsze patrzył
      prosto w jej oczy, wypowiadał je z wielkim przejęciem i drżącym głosem…. Te oczy
      mówiły, zaufaj mi, warto, nigdy bym Cię nie zawiódł, nie oszukał, nie zrobił Ci
      krzywdy – przy mnie będziesz płakać ale tylko ze szczęścia……
      Niestety na ironię losu, ten właśnie człowiek złamał ją do końca…. Straciła
      wiarę w ludzi, w uczucie, szczęście, honor, słowo….. Swoimi kłamstwami na zawsze
      zgasił w niej beztroskę, uśmiech, pogodę ducha…. Zabił to co „pokochał”….

      Teraz przychodzi do domu, który razem urządzali i mówi, że nie chce się kłócić
      bo to to ma w domu – tutaj to on przyjeżdża po uczucie, czułość, po fun. A skąd
      ona ma to wziąć, kiedy w głowie cały czas świadomość wykorzystania, porzucenia,
      oszukania??? Nie mówi jej wszystkiego – rozmawiają o tematach bezkolizyjnych…..
      Nie opowiada jej o tym jak spędził czas bez niej, nie opowiada jej o planach
      urlopowych – jej zdaniem nie chce kolejnych wymówek, pretensji…..
      Mówi, że nic nie poradzi na to, że ma bagaż, że pierdoli swoją żonę, że próbuje
      wiązać życie w dwóch domach….. Ale czy ktokolwiek go o to prosił??? Czy kochanka
      lub zona chcą aby dzielił się pomiędzy dwa domy???? Okazuje się, że tak naprawdę
      to On podjął decyzję o takim życiu…. Suwerenną…. Nie zapytał czy którakolwiek z
      nich chce tak żyć….. kierował się tylko własnymi potrzebami…… Kochance każe
      czekać aż żona go zostawi – ale przecież ona go nie zostawi, prawdopodobnie
      zaakceptowała ta
      • roottkaa Re: historia jakich wiele...... i refleksje..... 17.07.10, 12:35
        że będzie się bała….. Bała kolejnego wykorzystania…..
        Jak tworzyć jakikolwiek związek bez zaufania, wiary, w strachu???? Sama jest
        sobie winna…. Przecież wiedziała w co się pakuje! Znała zagrożenia – historia
        jak wiele innych…..

        Spisana została nie ku pociesze, nie ku ocenie, może ku refleksji….

        Czy jakikolwiek związek ma sens? Czy warto się angażować? Czy warto kochać? Czy
        warto wybaczać i imię miłości? Czy nawet w tak prostym uczuciu jakim jest miłość
        trzeba być wyrachowanym egoistą?

        Większość ludzi w związkach albo się zdradza [przy jednoczesnym zapewnieniu, że
        kochają swoich partnerów], albo się już rozstali, albo rozstają……
        Z jej obserwacji wynika, że nikt nie jest szczęśliwy – zawsze jedna ze stron
        jest wykorzystywana….. A jeśli nie jest się choć trochę wyrachowanym to będzie
        się stroną wykorzystaną…..
        A jeśli tak to gdzie tu miejsce na miłość? Czym w takim układzie jest miłość? Na
        czym polega bycie razem?
        • bestiatko Re: historia jakich wiele...... i refleksje..... 17.07.10, 19:08
          Miedzy wami jest tylko fascynacja. Nie dosc ze on oklamuje to ty
          jescze rzuczas mu sie w ramiona. On tylko szuka pocieszycielki i nic
          poza tym. Obydwoje jestescie winni danej sytuacji. Lepiej nie
          wmieszaj to jego rodziny. Bo wychodzi na to ze czekasz tylko aby
          zastapic miejsce jego zony. Jak chcesz to dalej siebie oklamuj, ale
          potem mniej pretensje tylko do samej siebie.
          • mariza1965 Re: historia jakich wiele...... i refleksje..... 18.07.10, 09:39
            Fascynacja? od 12 lat.... nie zgadzam się...Nie....z twojej strony to jest
            miłość... bardzo głęboka i dojrzała...taka... jaka zdarza się raz w życiu.....a
            On... cóż.... kocha... z pewnością.... ale dwie kobiety...i chce mieć Was
            obydwie....Nam kobietom wydaje się to nie możliwe.... przecież dałaś mu wybór...
            nie zmuszałaś do niczego.... ale panowie chyba tak mają... nie potrafią
            zrezygnować do końca...Wiesz... z Tobą on ma i porozumienie dusz.... i ciał... a
            to się rzadko zdarza....Ja ostatnio usłyszałam od mojego kochanka...że jestem
            zbyt doskonała.... a jego żona to... taka zwykła jest... i pewnie dlatego z nią
            zostanie....Ale pięknie opisałaś swoja historię.... Życze Ci szczęcia..... i
            wytrwalości...
        • roottkaa Re: historia jakich wiele...... i refleksje..... 18.07.10, 22:17
          Drogie Panie... dziękuje, za odpowiedzi... na to liczyłam.... faktycznie
          historia jest baaardzo długa.... ale jak zaczęłam pisać to już nie mogłam
          skończyć.....
          Natomiast jak napisałam pod koniec, nie została ona spisana ku ocenie [choć się
          z nią liczę] nie ku pociesze [bo doskonale wiem, kto jest czemu winien] ale ku
          refleksji.....
          Pozdrawiam i jeszcze raz dziekuje za odpowiedzi
    • deodyma Re: historia jakich wiele...... i refleksje..... 18.07.10, 13:42
      jezu, przeciez tego czytac sie nie chce...
      • marg85 Re: historia jakich wiele...... i refleksje..... 18.07.10, 14:58
        ale żeś podsumowla
        a tu dziewczyna serce swoje oddaje
      • mariza1965 Re: historia jakich wiele...... i refleksje..... 18.07.10, 20:27
        Nie wiem ile masz lat.... ale może jeszcze kiedyś życie Ciebie tak ciężko
        doświadczy....wtedy może zrozumiesz.... nigdy nie wolno kpić z cudzych problemów
        i rozterek....nigdy!!!!
        • formoza13 Re: historia jakich wiele...... i refleksje..... 21.07.10, 10:51
          "Nie wiem ile masz lat.... ale może jeszcze kiedyś życie Ciebie tak ciężko
          > doświadczy....wtedy może zrozumiesz.... nigdy nie wolno kpić z cudzych problemó
          > w
          > i rozterek....nigdy!!!!"




          Ano nie wolno. Nie wolno rozbijać rodzin, nie wolno sypiać z żonatymi/mężatkami,
          wielu rzeczy nie wolno. I co z tego? Nic.
          • real-kapucynka Re: historia jakich wiele...... i refleksje..... 01.08.10, 22:46
            Jakbym czytała tą historię o sobie samej, mnie też ktoś tak szarpał
            od wielu lat, cały czaspojawiał się w moim zyciu i obiecywał.Mój
            Boże jaka podobna historia, taki sam typ osobnika, te manipulacje,
            te przemowy - przekonujące, a ja wciaż wierzyłam.I co? I jestem
            wrakiem wewnatrz, wrakiem wypranym z pozytywnych uczuc, bo je
            zniszczył, straciłam wiarę w prawdziwą miłość, w facetów, w sens
            miłości.Obrzydził mi najmożliwiej zycie, bo nic mnie nie cieszy, nic
            nie ma sensu.Od 15 lat on w moim życiu, w sercu, w marzeniach, w
            myślach...męczy, zadaje ból raz po raz i tyle z tego mam.
            Ponad miesiac temu wykrzyczalam mu wszystko, odważyłam sie po raz
            pierwszy porządnie mu wykrzyczeć, to co mnie bolało, jak bardzo mnie
            zranił przez te lata i co? i nic, poprostu koniec..."skoro tego
            chcesz? to ja nie będę cie juz krzywdził skoro tak uważasz, że ja
            cię krzywdzę" Tyle z tej miłości, juz nie przekonywał, nie walczył
            nigdy o to aby ze mną być, honor ważniejszy i jego fiut!
            Teraz jestem na etapie "przetrawiania" yej choroby, uczę sie na nowo
            żyć..bez niego, bo powiedziałam mu ze nie chcę już tak żyć, przez
            niego nawet tak wspaniale zapowiadające sie moje małżeństwo juz mnie
            nie cieszyło i czerpałam satysfakcji z bycia z człowiekiem którego w
            miedzy czasie w ciągu tych 15 lat poznałam,pokochałam i wyszłam za
            niego.Ale ta kreatura sie przypomniała przecież po paru latach i
            wszystko wróciło to co zostało pogrzebane.
            No więc cierpie znowu ale musze to przetrwać, nie pozwolę zeby ten
            typ zmarnował mi całe życie. Nigdy wiecej!
            • real-kapucynka Re: historia jakich wiele...... i refleksje..... 01.08.10, 22:51
              Lata doświadczenia z tym panem mówią same za siebie na ile go stać,
              a wiadomo łatwo komuś zycie zepsuć, gorzej naprawić je sobie.
              Radziłabym oderwać się od niego i nigdy przenigdy wiecej sie z nim
              nie kontaktować, toż to 12 lat bujania się.
              Ty bujałaś sie aż 9 lat z tamtym, ja 6 lat ale jaka to róznica?
              żadna, to kupa czasu, tak szybko ten czas leci, a cżłowiek tylko
              coraz bardziej pogrąża sie w rozpaczy, to straszne.
              Ja otrzeźwiałam i wiem że w koncu przyszła pora że powiedziałam mu "
              baj baj" , w sumie jestem dumna z tego ale i tak czuję sie cały czas
              jakby to on mnie porzucił .
              • annajurczyk Re: historia jakich wiele...... i refleksje..... 03.08.10, 16:35
                dziewczyny, czy malo jest na swiecie wolnych facetow zdolnych
                pokochac i dac wam szczescie? ja znalazlam takiego tylko po 1 dniu
                szukania, jestesmy wprawdzie dopiero 2 miesiace razem ale sadze, ze
                z tej maki bedzie chleb. Tak na marginesie maz mnie porzucil dla
                mlodszej kochanki...badzcie dla siebie dobre a nie dla waszych
                typow! Pozdrawiam
                • real-kapucynka Re: historia jakich wiele...... i refleksje..... 03.08.10, 18:42
                  Oczywiście że lepiej jest poznać wolnego faceta "bez garba" , ale
                  zauważ że historie takie jak autorki wątku i innych kobiet są różne,
                  niekiedy kobiety są oszukiwane przez takiego niejednego typa który
                  nieprzyznaje sie że ma żonę , dzieci itd i tak bawi się w wielkiego
                  księcia, a nieświadoma kobieta angażuje się w związek z tym swoim
                  wybrankiem i póxniej cierpi.Przepraszam ale lokoniczna była ta twoja
                  rada, i nie każda kobieta ma to szczęście spotkac miłość swojego
                  życia juz pierwszego dnia "szukania".Powodzenia życzę i obyś nigdy
                  nie cierpiała przez jakiegoś paranoika tak jak niektóre
                  kobiety.Pozdrawiam wink
                  • annajurczyk Re: historia jakich wiele...... i refleksje..... 09.08.10, 12:18
                    mam duza nadzieje, ze chlopak nie okaze sie paranoikiem, choc to
                    jest napewno mozliwe. Czasami sobie mysle, ze to zbyt piekne abym
                    miala tyle szczescia i tak od razu z biegu poznala kogos, kto akurat
                    mnie bedzie pasowal. Na razie jestem ostrozna i obserwuje go spod
                    oka, czy facet jest zonaty i ma zobowiazania mozna sprawdzic
                    czekujac jego mieszkanie, to przeciez zaraz widac. Jedno jest pewne,
                    zaczynac drugi raz grubo po 40 nie jest latwo, ten bagaz troche
                    przeszkadza patrzec przez rozowe okulary. Pozdrawiam.
                    • sic-transit Re: historia jakich wiele...... i refleksje..... 10.08.10, 19:49
                      Przeczytajcie sobie to:
                      Żaba
                      i skorpion


                      Tego rodzaju mężczyźni to psychopaci i zawsze tak będzie. A wy jesteście tylko
                      gwoździami. Podczas gdy on - młotkiem, który lubi wbijać gwoździe.

                      Greg
                  • klawiatura_zablokowana Re: historia jakich wiele...... i refleksje..... 27.08.10, 09:45
                    Tak, nie każdy od razu znajduje tego właściwego, ja szukałam kilka
                    ładnych lat, nie oznacza to jednak, że z braku laku brałam co leci,
                    żeby potem płakać i opowiadać farmazony w stylu "nie wiem, jak do
                    tego doszło", "tak mi się życie ułożyło", otóż nic się samo z siebie
                    nie dzieje, to są wszystko nasze decyzje, bierzesz sobie
                    "niekochanego przez żonę" misia to licz się z tym, że
                    najprawdopodobniej będzie to wyglądało tak jak powyżej. Masz do
                    wyboru: brać misia albo nie brać, ja bym po prostu nie wzięła, bo nie
                    chciałabym się pakować w taki układ, choćby facet był megaprzystojny
                    i megaczarujący. Nawet jakbym miała płakać po nocach,
                    zrezygnowałabym. To jest każdego świadoma decyzja i proszę nie pisać,
                    że ktoś "trafia na takich", bo to brzmi równie idiotycznie, jakby
                    szedł facet ulicą, a kobieta mu się znienacka na ch... nadziała.
                    Myśli się przed, najpóźniej w trakcie, drogie panie.
                    • real-kapucynka Re: historia jakich wiele...... i refleksje..... 27.08.10, 18:20
                      Tak to prawda co piszesz, ale życie nie jest takie ksiażkowe jak sie
                      wydaje w stylu "ja bym tak nie zrobiła" Wiele osób porządnych
                      kobiet, matki i żony przykłądne też tak mówiły dopóki same nie
                      przeknoały sie kiedys na własnej skórze, nikt nie wie co go czeka i
                      chocby byl naprawdę trzeźwo myślącym cżłowiekiem to dla miłosći moze
                      zgłupieć szybko.Nie życzę ci takiego bagna w jakie wplątują sie
                      niektóre kobiety bo uwierz wiele kobiet nigdy po samej sobie by sie
                      nie spodziewało ze tak sie potoczy wszystko, ze tak dadzą sie
                      zmanipulować, a jeśli nie miałaś doczynienia z takim toksycznym
                      typem to tylko mogę ci pogratulować i życzyć abyś ty nigdy nie
                      poznała kogś takiego .
                      • big_koala ja tez tak kiedyś mówiłam ...... i refleksje..... 30.08.10, 10:43
                        " Tak to prawda co piszesz, ale życie nie jest takie ksiażkowe jak
                        sie wydaje w stylu "ja bym tak nie zrobiła"

                        Ja też tak kiedyś mówiłam i co ?? Stało się !! Stanął mi na drodze i
                        skradł rozum ............
                        Naszczęście refleksje przyszły o wiele szybciej bo po 3 miesiącach,
                        zabawa zabawą, ALE .........Po przeczytaniu wątku autorki, zadałam
                        sobie jedno pytanie i już wiem że tak nie chce, samotnych świąt,
                        urodzin itp. Jestem wartościową osobą (niestety, emocje czasem biorą
                        górę nad rozsądkiem wink ) i zasługuję no coś lepszego.
                        Zdanie "jestem taki zajęty" już mnie nie rusza ( na szczęście)
                        Moje nowe motto : " Nie trać czasu na kogoś kto go nie ma dla
                        Ciebie " ......... wytrwam .......
                        • real-kapucynka Re: ja tez tak kiedyś mówiłam ...... i refleksje. 30.08.10, 22:14
                          I wytrwasz! tylko trzeba z miejsca od razu ucinać takie znajomosci,
                          póki jkeszcze nie wdepenie sie bardzo emocjonalnie w takie bagno, bo
                          potem jest coraz trudniej, im dłuzej tym trudniej to uciać, mnie
                          zajeło to 6 lat niestety...ale sie udało.
                          Uciełam z nim wszelkie kontakty i mam spokój, a próbowałam, wracałam
                          i tak sie to za przeproszeniem pieprzyło wszystko, jak juz na samym
                          początku ktos bredzi te banalne teksty pt
                          " nie pisałem, nie dzwoniłem bo jestem taaaki zapracowany i nie amm
                          czasu" to nie ma co sobie głowy takim zawracać.
                          • big_koala Re: ja tez tak kiedyś mówiłam ...... i refleksje. 31.08.10, 09:56
                            muszę wytrwać i wytrwam !! Nie zmarnuję sobie lat dla osoby która na
                            mnie nie zasługuję.
                            " nie pisałem, nie dzwoniłem bo jestem taaaki zapracowany i nie amm
                            czasu"
                            normalnie szablonowe teksty " dziś mam mało czasu ale jutro
                            popołudniu szykuj czas tylko dla mnie " ... jutro : " strasznie
                            ubolewam ale nie możemy się spotkać ,muszę wyjechać, odezwę się
                            zaraz po powrocie" nie odezwał się wink ale odezwał się po tygodniu
                            jak to mu mnie brakuję. Po kilku dniach się spotkaliśmy "na mieście"
                            i faktycznie był strasznie zajęty ..... podszedł się przywitać jak
                            skończył bajerować nową "koleżankę" i zdziwiony że jestem oziębła i
                            niedostępna ............. żenujące !!!


Pełna wersja