banalne? co robić?

18.07.10, 05:30
Historia może i banalna, ale bolesna i moja. Zawodowo poznałam pewnego mężczyznę, starszy ode mnie, żonaty, z dwójką nastoletnich dzieci. Poznawałam go dość powoli, od początku wiedziałam i od niego i od innych osób, że jest takim przykładnym mężem, spokojnym, solidnym. Parę tygodni temu zdobył mój numer telefonu, zaczął dzwonić, pisać, szukać kontaktu. Zaczęliśmy się spotykać. On sam nie potrafi wytłumaczyć co się stało, dlaczego tak. Twierdzi, że coś go do mnie przyciąga, że nie potrafi tego wyjaśnić. Ja mam bardzo podobne odczucia. Świetnie się rozumiemy. Doszło w końcu do zbliżenia, z jego strony wyrzuty sumienia, lęk, że przecież tyle lat był uczciwy, ale jednak...
Z trudnością się rozstajemy. Jednak mam świadomość, że za niedługi czas możliwość częstego kontaktu zniknie (z powodów zawodowych), to nie przeszkadza jednak, że tęsknimy mocno za sobą, ciężko jest się rozstać.
Jak dalej żyć? co dalej może być?
    • miasara Re: banalne? co robić? 19.07.10, 12:33
      SCENARIUSZ NR 1:

      Zdaliście sobie sprawę,że popełniliście błąd i postanowiliście się
      rozstać...Unikałaś spotkań nawet w pracy,nie pozwalałaś sobie na
      nawet te króciutkie tefony w stylu "co słychać",bo wiedziałaś,że nie
      tędy droga do zapomnienia.Łatwo nie było,wiele razy byłaś bliska
      wysłaniu smsa,tęskniłaś,marzyłaś o choćby chwilce spędzonej razem.Po
      długim czasie i wielu przepłakanych nocach zdałaś sobie sprawę jak
      wiele złego mogło Cię spotkać w walce o żonatego faceta z dwójką
      nastoletnich dzieci,to trochę dodawało Ci sił.Powoli, z czasem
      nauczyłaś się funkcjonować normalnie.Udało się!Poznałaś wspaniałego
      faceta,który był WOLNY.Zafascynowałaś się nim z wzajemnością i nic
      nie stało na przeszkodzie!Żyliście długo i szczęśliwie :-
      ) ////////// lub po zakończeniu tej historii już nigdy nie spotkałaś
      kogoś,z kim łączyłaby Cię podobna namiętność i radość z każdej
      chwili razem spędzanej.Miałaś poczucie,że coś Cię ominęło i nigdy
      nie powróci.Wiele razy ryzykowałaś stwierdzenie,że zrezygnowałaś z
      miłości Twojego życia.

      SCENARIUSZ NR 2:

      Kontynuowaliście Wasze spotkania pomimo poczucia winy.Żadne z Was
      nie miało siły ani odwagi,by to zakończyć.Było zbyt pięknie
      razem...Po pewnym czasie uświadomiliście sobie,że się
      kochacie.Sytuacja stała się zbyt uciążliwa.Musiał wybrać.Postanowił
      być z Tobą.Wtedy jeszcze nie wiedziałaś,że droga do wspólnego
      szczęścia to prawdziwa Golgota.Wielokrotnie upakarzana przez jego
      żonę,znienawidzona przez nastoletnie,zbuntowane dzieci,które życzyły
      Ci najgorszego myślałaś,że już nie dasz rady,ale pewna byłaś jednego-
      kochałaś! On, miotany skrajnymi uczuciami i wyczerpany szantażem
      emocjonalnym ze strony dzieci zadawał ból raz Tobie,innym razem
      IM.Po długiej walce o majątek udało się! Dostał upragniony rozwód!
      Wydawałoby się,że to początek świętego spokoju,ale Ty obudziłaś się
      tego dnia obok faceta,który Ciebie-wielką miłość,stawiał ciągle na
      drugim planie,bo przecież trzeba wynagrodzić krzywdy cierpiącym
      przez Ciebie dzieciom!Znienawidziłaś swoje życie.Czułaś się
      samotna.Przeklinałaś dzień,w którym go poznałaś!Nic już nie miało
      sensu. ////////// lub tuż po rozwodzie zaczęliście wić swoje
      gniazdeczko.Pomimo kilku incydentów exia dała sobie spokój z próbami
      zatrucia Wam życia i zajęła się swoim.Dzieci z czasem zaczęły Cię
      tolerować i dobrze czuć się w Twoim towarzystwie.Po urodzeniu
      wspólnego dziecko zwariowali na jego punkcie razem z Wami smile

      Nie jestem pewna czy zasiałam więcej zamętu w Twojej głowie czy
      raczej pomogłam.Dobrze mieć świadomość w co się wchodzi,a czasami
      nasza wyobraznia nie funkcjonuje jak trzeba.Wykluczyłam jedynie
      możliwość obiecanek Twojego misia trwających lata czy też całe życie
      o rozwodzie licząc na inteligencje autorki wątku oraz bycie
      jedynie "przyrządem do bzykania".Pozdrawiam i życzę mądrych
      decyzji wink


    • miasara Re: banalne? co robić? 02.08.10, 12:12
      No i co just_eve?
      Co zdecydowałaś?
      Jak się sprawy mają?
    • klawiatura_zablokowana Re: banalne? co robić? 27.08.10, 09:09
      "On sam nie potrafi wytłumaczyć co się stało, dlaczego tak."

      Uwielbiam te historie, w których kochankowie się zachowują jak pijane
      dzieci we mgle. A potem się dziwić, że facet mówi żonie "kochanie, nie
      mam z tym nic wspólnego" - skoro nawet biedaczyna sam nie wie, jak do
      tego doszło suspicious
Pełna wersja