Dodaj do ulubionych

Jak zostałam kochanką i co tu zrobić?

22.08.10, 09:51
Witam wszystkich...mam poważny mętlik w głowie, muszę się wygadać i posłuchać
mądrych rad smile Jak to napisać w dużym skrócie....
na rocznych podyplomowych poznałam faceta (żonaty -żonę zna jakieś 15 lat. z
5lat teraz po ślubie, teraz 3 letnia córka), jakoś nawet za dużo ze sobą nie
rozmawialiśmy ... i na koniec studiów w styczniu była impreza pożegnalna...po
której się całowaliśmy... coś takiego przeżyłam pierwszy raz.... zadzwonił
jakieś dwa, trzy tyg. później. Od tamtej pory bardzo często rozmawialiśmy
przez telefon, pisaliśmy maile(nic zdrożnego, z dużą dawka humoru), ani razu
się nie spotkaliśmy. Po roku jego żona przeczytała te maile, jemu kazała
zerwać ze mną kontakty, do mnie napisała, że rozwaliłam jej małżeństwo. Więc
jej odpisałam, że nas nic nie łączy. Mieliśmy zerwać kontakt ale on nie
chciał. Więc dalej maile, telefony, smsy w nocy. Spotkaliśmy się pierwszy raz
w kwietniu rok temu (ponad rok od pamiętnej imprezy). I od tamtej pory
szaleństwo. W czerwcu rok temu ona przyłapała go jak wieczorem dzwonił w
piwnicy. Nakłamał jej, że dzwonił do jakiejś koleżanki. Kazała mu się
wyprowadzić (mieszkanie jego). Więc się wyprowadził, wtedy się przespaliśmy
pierwszy raz. Pytał czy ma zostawić żonę i córkę. Nie miałam siły. On wrócił
do domu. A my dalej tkwiliśmy tak jak wcześniej. 2 miesiące później żona
przeczytała kolejne maile. Właściwie to tylko jakieś dwa, z których nie
wynikało, ze mamy romans. Wyrzuciła go z domu. Znowu zadzwoniła do mnie, że
jej córka nie ma ojca itp. Powiedziałam jej, że nie mamy romansu (właściwie
nie wiem czemu tak powiedziałam). Parę dni później zadzwoniła do mnie jego
matka (bardzo wierząca, praktykująca), zapytała czy chodzę do kościoła i żebym
przestała spotykać się z jej synem, bo jej synowa jest najlepsza na świecie.
Po tych wszystkich akcjach stwierdziłam, że koniec z tym, niech wraca do żony,
do córki. Wrócił. Twierdził, że dla córki zrobi wszystko, że od samego
początku czuł, że to małżeństwo nie przetrwa, że to taki marazm. Ale ze mną
chciał dalej mieć kontakt. Jakoś więc dalej to trwało. Maile zostały
ograniczone, bo już po nocach nie pisał, smsy nocne też. W październiku ona
się wyprowadziła, bo on jej nie kocha. Z mieszkania firanki pozbierała, kołdry
itd. Wróciła po kilku dniach bo dziecko tęskniło. W listopadzie wróciła z
jakieś imprezy w nocy i zobaczyła w telefonie połączenie ode mnie do niego.
Rano zabrała córkę i pojechała do jego matki. Matka jego zadzwoniła do mnie,
ze jedzie do moich rodziców i ona nie pozwoli na to, żebym była z jej synem.
Jej siostra zawiozła je razem z dzieckiem do moich rodziców. Ja akurat byłam u
rodziców, ale nie zeszłam do nich, wszystko jednak słyszałam. Więc debatowali,
że mamy romans. Moja mama się wkurzyła i zadzwoniła do niego, żeby przyjechał
i zabrał swoją matkę i żonę. Przyjechał, wyszli razem a on później nie
mieszkał 5 tygodni w domu. Wrócił na święta. My uzgodniliśmy, że nie będziemy
się widywać. Po sylwestrze wszystko wróciło do normy. Ona znowu wyprowadziła
się przed świętami wielkanocnymi. Teściowa jego ich jakoś pogodziła i wróciła.
W połowie maja on się wyprowadził, bo ona znowu zaczęła gadki, ze jej nie
kocha, nie przytula itd. Wrócił po dwóch tyg. bo ona chciała a on miał dosyć
mieszkania na walizkach. I teraz najważniejsze.... 3 tyg. temu ona znalazła
jakąś kartę startową w portfelu. Kupił ją kiedyś, żeby do mnie dzwonić. Jak
pytała go co to za karta to jej nie powiedział. Dwa tygodnie temu zrobiłam
test ciążowy. Wyszedł pozytywny. Był zaskoczony ale pytał co zrobimy, ja
głupia powiedziała, że co mamy robić każde z nas ma swoje życie, że dam sobie
radę. Parę dni później miał jechać z nią i dzieckiem nad morze. Przyznał się
jej, ze do mnie dzwonił z tej karty. Ona powiedziała, ze nie pojedzie z nim
nad morze i nie będzie udawała, że jest ok. Pojechała z siostrą. Ja w
międzyczasie zrobiłam test krwi, 4 tydzień. Mimo to pojechał dwa dni później z
chrześniakiem do nich nad morze. Ona nad morzem się rozpłakała, żeby jej nie
opuszczał. Wrócił w środę. Ona przez telefon poprosiła żeby się wyprowadził i
powiedziała mu, ze szkoda, że nie zobaczy jak ich córka idzie do i Komunii
Świętej. Wieczorem przyjechał do mnie. Jeszcze się kochaliśmy. W czwartek
znalazł mieszkanie. Ona wróciła wieczorem i on został w domu. W piątek do
niego zadzwoniłam po pracy, to mnie odrzucał. oddzwonił po paru minutach,
umówiliśmy się za pół godz. I on powiedział, ze powiedział wszystko żonie,że
miał romans, będzie miał dziecko, że wraca do domu i ona przyjęła to
spokojnie. Była w lekkim szoku. Powiedziałam mu, że nagle mogą się jego
marzenia spełnić a on nie chce spróbować. Że chce wrócić do domu , do którego
nie chciał wracać, do żony o której mówił, że jest suk.. . że nagle co żonę
pokochał. Powiedział, że na pewno nie tak jak mnie. Przez rok twierdził, że
jej nie kocha, ze przyzwyczajenie itd. Na odchodne powiedział, że mnie kocha i
żebym uważała na siebie i ze powinnam się cieszyć, bo będę miała dziecko z
kimś kogo kocham. To było tydzień temu w piątek. W nocy spałam dwie godz.
Stres olbrzymi. Poszłam do znajomego lekarza to powiedział, żebym uważała na
siebie bo to wpływa źle na ciąże. Wróciłam do domu i zadzwoniłam do niego. To
wyskoczył do mnie z tekstem, ze próbuje wyrzuty sumienia w nim wzbudzić. Więc
mu powiedziałam, ze każdy normalny człowiek miałby wyrzuty sumienia
zostawiając kobietę swojego życia w ciąży. Nawet jak nie chce z nią być to
pomógłby jak dla człowieka. Że mój były facet jak się dowiedział to stwierdził
że jest gnojem. To powiedział, że on sobie nie życzy żebym rozmawiała z kimś
na jego temat. To była nasza ostatnia rozmowa. W poniedziałek tylko mu
napisałam smsa, że niech swoim rodzicom mówi kiedy chce (bo najpierw ja miałam
powiedzieć swoim). Nie odpisał. Od tamtej pory zero kontaktu. Minął ponad
tydzień. Tydzień temu napisałam mu maila to nawet na pocztę nie wchodził, bo
znam jego hasła. Nawet na naszej-klasie mnie zablokował , chociaż nie miał
mnie i tak w kontaktach. Cały czas twierdził, że kocha, że tęskni ... nawet to
czułam.... a teraz .... cisza.... tak jakbym dla niego nie istniała....siedzi
sobie w domu, z kochaną żoną, z córką i nie myśli co ja robię, jak wyniki,
nic... Mam ochotę zadzwonić w tyg. zapytać co on zamierza. A jak miałam tylko
test to zapytałam go , czy dziecko będzie miało jego nazwisko to powiedział,
że za wcześnie na takie rozmowy...
"Kurcze, Kotek....Kocham Cię...gdy sobie wyobrażam, że Ciebie nie
ma............. nie potrafię.........po prostu............
Uwielbiam Cię Skarbek...Buziaczkikiss**" tak wyglądały jego maile. Co
robić....?? Straciłam wiarę w niego jak w człowieka.Uważałam, że to moja druga
połówka. Miłość mi przeszła tydzień temu w sobotę. Całe uczucie jakie było.
Nie mogę tylko się pogodzić z tym, że zachował się tak.
Obserwuj wątek
    • deodyma Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 22.08.10, 11:24
      o jezu, ales sie dziewczyno w bagno wpakowala...
      nie wiemm, czego oczekiwalas po chlopie, ktory oszukuje swoja zone i
      rozwala swoja rodzine.
      nie wiem, co Ci poradzic, ale jak tylko dowiedzialas sie, ze jest
      zonaty, trzeba bylo w to nie wchodzic.
    • miasara Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 22.08.10, 12:09
      Czuje sie wywolana do tablicy...
      Jesli masz jakies watpliwosci czy jestem w stanie zrozumiec Twoja
      sytuacje to przeczytaj moj watek "Kim bylam ja i kim jest ona" to
      zrozumiesz w jak bardzo podobnej sytuacji sie znalazlam pol roku
      temu.
      Przede wszystkim jestes bardzo silna osoba w moich oczach,bo ja
      niestety stchorzylam i nie potrafilam podjac decyzji o samodzielnym
      wychowywaniu dziecka...
      Jak wiele jest racji w tym,co mowi Twoj lekarz wiem doskonale,bo
      tydzien po tym jak mnie zostawil schudlam 4 kilo,przestalam
      jesc,zalamalam sie i poronilam.
      Musisz myslec TYLKO I WYLACZNIE o sobie!!! Musisz zatroszczyc sie
      o siebie.Teraz zostaw go,niech pomilczy.Nic nie zmieniesz dobijajac
      sie do niego.Nie zasluguje zeby wiedziec jak sie czujesz.Zapewniam
      Cie,ze nie jest teraz spokojny i juz nie zazna spokoju przy swojej
      rodzinie,bo sa tylko marna jej kopia.Jezeli zyja pod jednym dachem w
      taki sposob jak to opisalas to sa zwyczajnie nieszczesliwymi
      niewolnikami jednego podpisu zlozonego niepotrzebnie w Urzedzie
      Stanu Cywilnego.Zapewniam Cie,ze nie ma czego zazdroscic jego zonie.
      Facet musi przyzwyczaic sie do mysli,ze bedzie ojcem...dopiero
      pozniej uczy sie ojcowskiej milosci.Daj mu troche czasu...uwazaj
      zeby nie dzialac pod wplywem emocji.Urzadzaj powoli swoje zycie z
      Twoim dzieckiem w glowie i nie tylko.Przyzwyczajaj sie do mysli,ze
      mozesz byc sama,a jezeli wroci bedziesz sie zastanawiac czy jeszcze
      go chcesz... Czy bedziesz w stanie mu wybaczyc,zapomniec...
      Chore jest uwazam zaangazowanie wszystkich babek,ciotek i innych
      krewnych w cala sytuacje.Lepiej bedzie jak szanowna mamusia
      katoliczka zda sobie sprawe,ze wlasnie "w dobrej (a raczej
      egoistycznej) wierze" niszczy zycie i szczescie swojego synka.
      Badz silna i rozwazna w swoim postepowaniu a zobaczysz ze los sie
      odwroci i wynagrodzi Ci wszystko.Trzymaj sie mocno i zagladaj tu
      czasem.
    • ppinc Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 22.08.10, 17:58
      rób co chcesz I don't care. ciekawe jak byś się czuła gdybyś to ty była
      żoną, heh
      ___
      mortgage calculator
      • jaszczorka Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 17.12.10, 09:24
        Jeśli Ciebie to nie obchodzi to się nie wypowiadaj.
    • marylka1111 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 22.08.10, 21:27
      Miasara dziękuję, Twoja wypowiedź podniosła mnie na duchu. Jutro na spokojnie
      przeczytam Twoją historię bo dzisiaj nie mam już jak. A co do tego... jakbym się
      czuła na miejscu żony... nie wiem....na pewno nie mam żadnego szacunku do
      kobiet, które walcząc o własny związek szantażują zerwaniem kontaktu z
      dzieckiem, a ona tak robiła. Wcale nie czuję się winna, na początku cały czas
      mówiłam mu żeby to skończyć, nie chciał, pozwolił mi uwierzyć w to, że jestem
      miłością jego życia, więc stwierdziłam, że to jego żona i ja nie będę decydować
      za niego czy chce być uczciwy wobec niej i wmawiać mu dłużej, że im się ułoży.
      Ja przejrzałam na oczy w ciągu jednej nocy, ona miała takie sytuacje wiele razy,
      pewnie nie tylko wtedy jak się wyprowadzał z domu. Ja nie należę do kobiet (nie
      uwłaczając im w żaden sposób), które będą żebrały o miłość i płakały żeby mnie
      nie opuszczał. Chce być z nią niech będzie. Ona chce mu wierzyć kolejny raz jej
      sprawa. Moja przyjaciółka radziła mi żebym jej nasze maile (pewnie z tysiąc by
      ich było)pokazała bo jej też szkoda i żeby dziewczyna przejrzała na oczy. A ja
      stwierdziłam, że bez sensu. Ona miała już tyle sytuacji a dalej chce w to brnąć.
      Jedno jest pewne ja zawsze brałam pod uwagę jego córkę. Wiedziałam, że gdyby się
      rozwiódł to trzeba będzie opiekować się, utrzymywać i kochać jak własne dziecko.
      Jak jego rodzona siostra radziła mu żeby się z nią rozwiódł bo nie da rady
      patrzeć jak oni żyją to ja jedyne w czym się wtrącałam to w tym, żeby dla dobra
      dziecka jakoś się dogadali. A ona jak się dowiedziała (o ile to jest prawda, że
      jej powiedział) to zabroniła mu kontaktów ze mną. Hmmm. Moim zdaniem skoro
      zaakceptowała jego zdradę to powinna zaakceptować również jego drugie dziecko. A
      na miejscu żony zostawiłabym go. Nie potrafiłabym zaufać komuś kto sypiał z inna
      kobietą przez rok. Większość uważa , że winna jest ta trzecia. Gdyby między nimi
      było idealnie to mnie by nigdy nie było. A poza tym po pierwszym razie gdy się
      dowiedziała o nas by to zerwał. Zerwał w momencie kiedy dowiedział się, że
      będzie miał dziecko. Brak człowieka w człowieku. I tylko z tym mi ciężko się
      pogodzić.
      • miss.yossarian Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 22.08.10, 23:09

        > A na miejscu żony zostawiłabym go. Nie potrafiłabym zaufać komuś kto sypiał z inna
        > kobietą przez rok.

        myślisz, że w czasie kiedy wracał do żony po raz pięćdziesiąty to pozostawał Tobie wierny?
        Ty też go nie zostawiłaś mimo że miał inną kobietę, więc jej też się nie dziw.
        A swoją drogą kolejny miś z dwoma nałożnicami do wyboru.. nie zdziwię się jak za miesiąc zadzwoni żeby się spotkać, bo "nie chce tracić kontaktu" i historia zacznie się na nowo
        • marylka1111 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 23.08.10, 17:23
          Nie wiem czy był, gdyby był dla niej kochany to nie robiłaby mu jazd, ze jej nie
          kocha, że nie przytula itd. A co do tego czy zadzwoni czy nie... mam to gdzieś,
          u mnie nie ma żadnych szans. Na początku jeszcze miałam nadzieję, że zadzwoni,
          będzie chciał pomóc, zapyta jak się czuje, jak wyniki, że jednak okaże się
          człowiekiem. Dzisiaj mnie nawet to nie obchodzi.Jak zadzwoni to powiem, że
          pomyłka (hmmm największa mojego życia). Niech sobie żyje z żoną. A ja uczę się
          na błędach i idę do przodu, dzięki temu mam szansę na to , że poznam jednak
          faceta, który będzie tego wart. Dzisiaj dopiero maila oczytał po tygodniu. Więc
          tylko pokazał jak bardzo kochał i jak się martwi o mnie. Ale z tym misiem to
          prawda... biedy miś, którego nikt nie rozumie ... eh życie...
          • jawciazy Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 23.08.10, 17:44
            I tym sposobem, razem z misiem, przyczyniłaś się do spie**olenia zycia czterem osobom.
            • marylka1111 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 23.08.10, 17:53
              czterem?
              • marg85 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 24.08.10, 00:49
                ty, mis , jego zona i wasze dziecko
                4 osoby
                • polinne1 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 24.08.10, 15:12
                  ręce opadają...jakaś ty naiwna, czego się spodziewałaś? faceci spadają zazwyczaj, gdy a) żona się dowie, b) kochanka zachodzi w ciążę. tem twój i tak długodystansowy
                  • marylka1111 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 24.08.10, 15:51
                    no naiwna uncertain i dzisiaj mam jakiś gorszy dzień do tego sad a taka byłam silna
                    ostatnio smile wrrr jak ciężko się pogodzić z tym, że teraz mam tak totalnie mnie i
                    nasz dziecko w dupie sad
                    • malwa200 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 24.08.10, 17:59
                      może jeszcze mu sie zmieni? z żoną też mu się zmieniło. tylko nie
                      wiem, czy w razie czego będziesz go jeszcze chciała
                      • marylka1111 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 24.08.10, 20:22
                        Nie będę chciała smile Może byłam naiwna ale nie jestem głupia. Mam gorsze momenty,
                        które nie wynikają z tego jak bardzo go kocham (uczucie przeszło całkowicie po
                        ostatnim spotkaniu) ale z tego, że nie mogę cały czas uwierzyć, że tak się
                        zachował. Tylko z tym kiepsko sobie radzę sad Takie stracone zaufanie w człowieka
                        i jego ludzkie odruchy. A w ogóle to fajnie, że chce Wam się pisać. Nawet te
                        negatywne opinie są pomocne. Dzięki.
                        • lu_bella Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 25.08.10, 11:12
                          Jedyne co chciałabym Ci doradzić to...
                          Niech uzna dziecko, ale nazwisko ojca to sobie daruj.. Po co Ci komplikacje ?
                          Lepiej mieć z dzieckiem jednakowe nazwisko ( znam parę historii w temacie wink )
                          Gościa olej. Dupek do potęgi. A żona to i tak pożytku z niego miała nie będzie. Ale to ich sprawa.
                • ma_dre Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 22.09.10, 17:04
                  piec osob, jest jeszcze jego dziecko...
      • malutka75 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 04.01.12, 19:25
        brawo! zadajecie się z żonatymi facetami, którzy okazują się kłamliwymi draniami i macie nadzieje na budowanie z nimi szczęśliwej przyszłości. gratuluję........... Na dodatek uważacie że wasze dzieci są lepsze, że wy jesteście lepsze. nono. część z was też kiedyż zostanie tymi "złymi" żonami.Oby jak najszybciej
    • miasara Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 25.08.10, 16:50
      Daleka jeszcze,bo 9-cio miesieczna droga,ale mysle,ze warto sie juz
      zastanowic...wlasnie co do nazwiska itp.Oczywiscie nie teraz,ale po
      urodzeniu,mysle,ze dziecku dalabym jego nazwisko.No i chce czy nie
      ale bedzie musial je uznac i na nie lozyc.Nie rezygnuj z tego bez
      wzgledu na Twoja sytuacje materialna.Pisze bez wzgledu,bo nic o niej
      nie piszesz.Byc moze jestes w stanie sobie swietnie poradzic bez
      niego,ale jezeli Twoje dziecko moze miec pare groszy wiecej co
      miesiac,bo mu sie nalezy to dlaczego z tego rezygnowac?

      Mysle,ze powinno miec jego nazwisko,bo w glebi duszy wydaje mi
      sie,ze nic nie jest jeszcze przesadzone.Byc moze nawet jezeli nie
      bedziecie razem to on bedzie ojcem.Jak je zobaczy na wlasne oczy i
      sie nie ugnie to chyba bedzie oznaka zwyrodnialstwa...Wszystko moze
      sie jeszcze wydarzyc.

      A Ty jak sie czujesz?Jak znosisz ciaze?Powiedzialas juz rodzicom?
      • marylka1111 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 25.08.10, 23:12
        Fizycznie czuję się dobrze (wczoraj byłam u lekarza, wyniki są ok), tylko od
        wczoraj psychicznie gorzej, mam nadzieję, że to chwilowe uncertain motyle mam
        ogromne.... dzisiaj chciałam zadzwonić... ale wytrzymałam. Pomyślałam sobie jego
        nie interesuje co się z nami dzieje to mój telefon nic nie zmieni. Co do żony to
        bardzo możliwe, że teraz ma z nim super, facet się być może rehabilituje i nosi
        ją na rękach. Chociaż czasami myślę, że ona nic nie wie o dziecku. Może jej
        powiedział tylko o romansie. Może to może tamto.... głupie gdybanie. Bez powodu
        z nim nie jest. Rodzice nic nie wiedzą, ale widać, że się domyślają. Staram się
        do nich ostatnio nie jeździć.
        A co do nazwiska... teraz nawet o tym nie myślałam. Finansowo dam radę. Nie wiem
        czy bym chciała, żeby moje dziecko miało takiego ojca. To że nie chciał być ze
        mną jestem w stanie zrozumieć ale to jak się zachował przekreśliło go na całej
        linii. Przecież on się zupełnie nim teraz nie interesuje, nie wspominając o
        "kobiecie jego życia" uncertain Ludzie z którymi nie byłam blisko (nawet Wy Drogie
        forumowiczki) bardziej są zainteresowane i podnoszą mnie na duchu.
    • miasara Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 26.08.10, 05:11
      "To że nie chciał być ze mną jestem w stanie zrozumieć ale to jak
      się zachował przekreśliło go na całej linii"

      To faktycznie boli najbardziej.Wylam z rozpaczy kiedy dyrektor banku
      (po raz pierwszy faceta na oczy widzialam) roztkliwil sie nad losem
      mojego dziecka,kiedy w ekspresowym tempie zamykalam konto,zeby jak
      najszybciej wyjechac.Pozniej moj szef,a Jego kolega bardzo prosil o
      przyslanie zdjec mojej Sary kiedy juz sie urodzi,a pan ze sklepiku z
      gazetami przynosil mi prase i papierosy do domu,bo "jakos tak nagle
      przestalam przychodzic i zdawalo mu sie,ze chudne w oczach" Ojciec
      dziecka - milczal jak grob. Ciezko bylo wybaczyc...zapomniec sie nie
      da!
      • marylka1111 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 26.08.10, 19:43
        Nie wytrzymałam i dzisiaj napisałam mu smsa że chciałabym ustalić z nim co z
        dzieckiem. Odpisał że zadzwoni po pracy, chyba że chce się spotkać. Spotkać się
        nie chciałam, wiec zadzwonił. Po głosie było słychać, że przybity. Zapytałam go
        czy chce mieć kontakt z dzieckiem, to powiedział, że powinnam wiedzieć, że chce.
        Więc mu powiedziałam, że przez dwa tyg. się wcale nie interesował więc ja nic
        nie wiem. Jak zapytałam co z nazwiskiem to powiedział, że prawie podjął decyzję
        i powie mi w następnym tyg. surprised wrrr, prawie dwa tyg. przerwy a on nie wie do
        końca czy chce żeby dziecko miało jego nazwisko. Wkurzył mnie tym. Powiedział,
        że chce żebym odezwała się w następnym tyg. , że on PRAWIE podjął decyzję niby,
        że chce dać nazwisko. Zapytałam czy jego rodzice wiedzą. Jego rodzicom
        powiedziała jego żona bo on nawet nie pojechał, nieźle. Żadnego kontaktu z nimi
        nie ma. W tym momencie zapytałam jak z żoną (wrrr mogłam nie pytać, ale
        ciekawość była silniejsza) to chyba całkiem nieźle, powiedział tylko, że ona nie
        może się z tym pogodzić. I, że ona wie, że on mnie kocha. Zapytałam go co jego
        żona na to, że kocha mnie a mieszka z nią. To powiedział, że prawie się
        wyprowadził. Nie wiem , jakieś dziwne mają układy. Rzucił się w wir pracy, dwa
        razy w tyg. wyjeżdża do Warszawy, wraca po dwudziestej. Hmmm. Chyba jestem
        nienormalna ale przydołowałam się, że on taki smutny i szkoda mi go było uncertain Po
        tym wszystkim. Nawet powiedziałam, że mi przykro, że przez dziecko jest taki
        smutny, to powiedział, że nie chodzi o dziecko tylko o to, ze go znienawidziałam
        (nigdy mu w sumie tego nie powiedziałam) i tak się skończyło. Kucze przecież to
        był jego wybór. I teraz nie wiem co robić. Tzn. wiem, nie chcę do niego odzywać
        się w następnym tyg. Tylko nie wiem jak to zrobić, żeby się od tego odciąć.
        Chyba napisze mi maila. Generalnie czułam potrzebę kontaktu z nim. Myślałam, ze
        się przekonam , że nie chce mieć nic wspólnego z nami i będzie dużo łatwiej. A
        tak całkowicie go nie rozumiem.
        • jawciazy Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 26.08.10, 20:28
          Ja to znam od strony żony, i cos mi sie zdaje, ze ona zupelnie inna bajke slyszy. Mowi wam obu to co chcecie uslyszec, bo chce zyskac na czasie. Tak na oko, do was obu cos czuje i ciezko mu zdecydowac co dalej.
          • marylka1111 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 26.08.10, 20:31
            Możliwe, mam nadzieje, że nigdy nie będę więcej na miejscu kochanki i na miejscu
            zdradzanej żony uncertain dla każdej sytuacja jest ciężka
            • lu_bella Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 27.08.10, 21:54
              Dziewczyno weź się w garść surprised
              Po pierwsze to facet Ci łaski nie robi "uznając" dziecko. W razie czego robisz testy dna na jego koszt wink
              Co do nazwiska to się zastanów.Samo nazwisko nie zrobi z niego porządnego ojca.. Mam znajoma, która dziecku dała nazwisko ojca ( wydaje mi się, ze w Polsce to matka decyduje czy chce dać nazwisko ojca- przymusu nie ma).
              Kiedy chłopiec miał 5 lat, a do ślubu nie doszło ( tzn. tamten się ożenił, ale z inną ) za wszelka cenę chciała zmienić dziecku nazwisko na takie jak ona ( zdecydowanie bardziej komfortowa sytuacja) i tu zaczęły się schody. W końcu zaczęła sprawy w sądzie o ograniczenie praw rodzicielskich, a na koniec gościu się zrzekł i ona zmieniła nazwisko na swoje panieńskie.
              Walczyła długo i bez sensu. I wtedy przypomniała mi się inna znajoma- pani w wieku mojej mamy. Ona miała nieślubne dziecko i nawet przez myśl jej nie przyszło mieszać z innymi nazwiskami. Dorosły w tej chwili syn podziękował jej za to.
        • prawie_kochanka Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 27.08.10, 02:44
          Moim zdaniem twoja postawa nie różni się wiele od podejścia żony,
          które krytykowałaś: "Ona chce mu wierzyć kolejny raz jej sprawa. Ona
          miała już tyle sytuacji a dalej chce w to brnąć." - przecież ty
          robisz dokładnie to samo... "Nie potrafiłabym zaufać komuś kto
          sypiał z inna kobietą przez rok." - myślisz naiwnie że z żoną nie
          sypiał w tym czasie?
          Nie chcę cię dobijać, ale chcę pokazać, że wchodzisz w tę samą grę,
          w którą on już z jedną panią gra.
          Sama zobacz co piszesz teraz: "Chyba jestem nienormalna ale
          przydołowałam się, że on taki smutny i szkoda mi go było. (...)
          Generalnie czułam potrzebę kontaktu z nim." - po czymś takim czułaś
          potrzebę kontaktu? I dziwisz się że żona też - po latach małżeństwa?
          Widzisz, to nie jest takie proste...
          • zaznacz42 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 27.08.10, 08:43
            Ale przecież jesteś na miejscu kochanki właśnie i widzę ze raczej nie zrezygnujesz z niego a co dopiero żona która brała z nim ślub i to jej się oświadczył z nią chce być jak widać. i napewno żona strasznie cierpi i wiesz gdybym była czyjąś kochanka a wiedziałabym ze jest zona wybacz ale nie mogłabym zranić tak ludzi. też mam męża i dziecko i gdyby coś takiego pfe bez kitu nie wiem jak mogłas i w ogole ten facet też jakiś bez zasad pewnie nie byłaś jedyną sądząc po zachowaniu ze on nie wie czy uzna dziecko jak możesz w ogole słuchać takich słówek. jak najdalej od takich zasad w dorosłych ludziach. i też kiedyś może założysz rodzinę i mąż cię zdradzi i jak będziesz się czuła w przyrodzie nic nie ginie los jest sprawiedliwy kochana...
            • marylka1111 po telefonach jego żony i matki 28.08.10, 07:50
              Całkiem wczesna godzina jak na mnieuncertain dzisiaj spałam prawie trzy godziny. Do
              tego całą noc miałam skurcze brzucha sadsadsadsad no ale....
              wczoraj po 17 siedziałam u koleżanki i dostałam smsa od jego żony, w bardzo
              dużym skrócie i bez niecenzurowanych słów... napisała, że rozwaliłam jej
              rodzinę, że będę miała bękarta i że zasłużyłam sobie na to, że on się wypiął. Po
              tym smsie serce mi tak waliło, że szok uncertain Cały czas miałam tylko myśl "uspokój
              się, w brzuszku masz dziecko, nie możesz go stracić". Nic nie odpisałam. Jemu za
              to powiedziałam, żeby trzymał ode mnie z daleka swoją żonę i mamę. Za chwilę
              zadzwoniła jego matka. Masakra! Wyparłam się, że mieliśmy romans i jestem w
              ciąży. Boję się tej kobiety!!!!!!!!! Boję się o nasze dziecko. Jakoś się
              uspokoiła ale pewnie gdybym się przyznała to za chwilę miałabym jej wizytę.
              Powiedziała, że mam zostawić jej syna w spokoju, że ona do kościoła pójdzie,
              przyjmie Najświętszy Sakrament i będzie się modlić za mnie. I tak powiedziała,
              że wie gdzie mieszkam , gdzie pracuje i że się ze mną spotka czy chce czy nie.
              Potem zdzwoniłam się z nim. Ona w tym czasie zadzwoniła do mnie i do niego.
              Telefony zajęte. Więc zadzwoniła do mnie , że dzwoni do mojej mamy i już zaczęła
              mi wygrażać uncertain Moja mama odłożyła słuchawkę ale oczywiście się zdenerwowała. Jej
              też powiedziałam , że nie jestem. Mama niestety jest chora i to poważnie (on
              nawet o tym nie wiem sad ). Musze jakoś na spokojnie pojechać i to wyjaśnić.
              Później dzwoniła do mnie jego żona z 5 razy. Łącznie pewnie z godzina wyszła.
              Rozmowa w sumie cały czas o tym samym. Ale po rozmowie z tą kobietą, wiem, że to
              niezła manipulantka, próbowała przekręcać to co mówiłam, zdania wyrywała z
              kontekstu. A ja tłumaczyłam się jak głupia. Jak sobie dzisiaj o tym pomyślę uncertain
              Kochałam go jak nikogo na świecie (tak bardzo, że nawet jak się dowiedział, że
              jestem w ciąży i wybrał rodzinę to jakoś chciałam go zrozumieć, ciężko było mi
              tylko zrozumieć, że zostawił mnie bez pomocy, ale wiedziałam, że skoro nie chce
              być ze mną to nie zmuszę go do tego, że ma swoje powody, jego szczęście było
              ważniejsze niż moje). A po tej rozmowie z jego żoną wiem, że ona zrobi wszystko
              żeby go zatrzymać. Ale to nie ma nic wspólnego z tym, że ona go kocha, bardziej
              z tym, że to taka urażona kobieca duma, że chce mi pokazać , ze woli ją (nawet w
              smsie dała mi to do zrozumienia, a ja mam to gdzieś, skoro woli niech będzie z
              nią), że chce mieć faceta w domu bez względy na to czy on ją kocha czy nie.
              Mówiła mi, ze błagała go żeby byli razem , ze go kocha a za chwilę że się wcale
              nie przejmuje tym co on czuje i co z nim się dzieje. Oczywiście tyle
              niecenzurowanych słów użyła w jego kierunku że szok. Szkoda mi jej. Lecząc
              urażoną dumę niszczy sobie życie i jemu. Siebie mi też szkoda i jego zresztą
              też. Rozmawiała z samochodu pod ich blokiem, później szła do mieszkania
              opowiadała co ja mówiłam (część oczywiście przekręcając), schodziła do mnie i
              znowu dzwoniła. W między czasie ja rozmawiałam z nim. Jakie to żałosne było. Że
              też dałam się w taką grę wmanewrować. Gdybym nie była w ciąży to na pewno bym z
              nią nie rozmawiała. Właściwie wprowadziłam dezorientację , że powiedziałam, że
              nie jestem w ciąży. Ale zwyczajnie się boję. Boję się takich ludzi jak jego
              matka i żona. Po tych wizytach rok temu, gdybym teraz takie miała:/:/uncertain Wczoraj
              miałam mu ochotę powiedzieć przez telefon, że nie ma żadnego dziecka, że się
              pomyliłam, żeby tylko dali mi święty spokój i żebym mogła donosić ciążę.... ale
              nie dałam rady go okłamać...nigdy w życiu mu nic nie skłamałam....a teraz mam
              ochotę to zrobić, żeby tylko mieć spokój sadsadsad Wiecie co może i z tej mojej
              miłości do niego nic nie zostało, nie myślę przynajmniej o tym, czy go kocham,
              nie mogłabym z nim tworzyć związku ale tyle razem przeżyliśmy i przejmuje się
              nim, martwię się o niego, że ma taką powaloną rodzinę, że jeśliby odszedł to nie
              ma żadnego oparcia, co to za rodzina uncertain Może żeby ta rodzina była inna to też by
              między nami potoczyło się inaczej, a tak nie miał tyle siły żeby odejść i
              rozumiem to. Nagle wszyscy się od Ciebie odwracają. Tylko co tacy ludzie są
              warci. A życie jest takie krótkie sad Każdy jest przegrany w tej sytuacji. Ja bo
              wiadomo najgorsza i jeszcze teraz większy stres z powodu dziecka. On bo sobie
              skopał życie i skopie jeszcze bardziej zostając z nią. I ona ratując związek na
              siłę. A teraz jeszcze jedna ciekawostka, wczoraj zapytałam jego żony kiedy
              powiedział, że ją kocha.... więcej niż rok temu. Nad morzem jak był to
              powiedział, że się kochamy i chcemy być razem uncertain Hmmm pewnie by tak było, żeby
              rodzina jego była inna. Mam nadzieję,że jakoś się poukłada. W październiku chcę
              wyjechać z naszego rodzinnego miasta. Cały czas myślę o tym, żeby się odciąć od
              niego całkowicie. Żeby mu powiedzieć że pomyliłam się z ta ciążą...
              • jawciazy Re: po telefonach jego żony i matki 28.08.10, 11:12
                No to chyba jednak milosc to nie byla skoro tak szybko ci przeszla.
                I w imie czego przyczynilas sie do porozwalania tylu ludziom zycia??

                marylka1111 napisała:

                > Całkiem wczesna godzina jak na mnieuncertain dzisiaj spałam prawie trzy
                godziny. Do
                > tego całą noc miałam skurcze brzucha sadsadsadsad no ale....
                > wczoraj po 17 siedziałam u koleżanki i dostałam smsa od jego żony,
                w bardzo
                > dużym skrócie i bez niecenzurowanych słów... napisała, że
                rozwaliłam jej
                > rodzinę, że będę miała bękarta i że zasłużyłam sobie na to, że on
                się wypiął. P
                > o
                > tym smsie serce mi tak waliło, że szok uncertain Cały czas miałam tylko
                myśl "uspokój
                > się, w brzuszku masz dziecko, nie możesz go stracić". Nic nie
                odpisałam. Jemu z
                > a
                > to powiedziałam, żeby trzymał ode mnie z daleka swoją żonę i mamę.
                Za chwilę
                > zadzwoniła jego matka. Masakra! Wyparłam się, że mieliśmy romans i
                jestem w
                > ciąży. Boję się tej kobiety!!!!!!!!! Boję się o nasze dziecko.
                Jakoś się
                > uspokoiła ale pewnie gdybym się przyznała to za chwilę miałabym
                jej wizytę.
                > Powiedziała, że mam zostawić jej syna w spokoju, że ona do
                kościoła pójdzie,
                > przyjmie Najświętszy Sakrament i będzie się modlić za mnie. I tak
                powiedziała,
                > że wie gdzie mieszkam , gdzie pracuje i że się ze mną spotka czy
                chce czy nie.
                > Potem zdzwoniłam się z nim. Ona w tym czasie zadzwoniła do mnie i
                do niego.
                > Telefony zajęte. Więc zadzwoniła do mnie , że dzwoni do mojej mamy
                i już zaczęł
                > a
                > mi wygrażać uncertain Moja mama odłożyła słuchawkę ale oczywiście się
                zdenerwowała. Je
                > j
                > też powiedziałam , że nie jestem. Mama niestety jest chora i to
                poważnie (on
                > nawet o tym nie wiem sad ). Musze jakoś na spokojnie pojechać i to
                wyjaśnić.
                > Później dzwoniła do mnie jego żona z 5 razy. Łącznie pewnie z
                godzina wyszła.
                > Rozmowa w sumie cały czas o tym samym. Ale po rozmowie z tą
                kobietą, wiem, że t
                > o
                > niezła manipulantka, próbowała przekręcać to co mówiłam, zdania
                wyrywała z
                > kontekstu. A ja tłumaczyłam się jak głupia. Jak sobie dzisiaj o
                tym pomyślę uncertain
                > Kochałam go jak nikogo na świecie (tak bardzo, że nawet jak się
                dowiedział, że
                > jestem w ciąży i wybrał rodzinę to jakoś chciałam go zrozumieć,
                ciężko było mi
                > tylko zrozumieć, że zostawił mnie bez pomocy, ale wiedziałam, że
                skoro nie chc
                > e
                > być ze mną to nie zmuszę go do tego, że ma swoje powody, jego
                szczęście było
                > ważniejsze niż moje). A po tej rozmowie z jego żoną wiem, że ona
                zrobi wszystko
                > żeby go zatrzymać. Ale to nie ma nic wspólnego z tym, że ona go
                kocha, bardziej
                > z tym, że to taka urażona kobieca duma, że chce mi pokazać , ze
                woli ją (nawet
                > w
                > smsie dała mi to do zrozumienia, a ja mam to gdzieś, skoro woli
                niech będzie z
                > nią), że chce mieć faceta w domu bez względy na to czy on ją kocha
                czy nie.
                > Mówiła mi, ze błagała go żeby byli razem , ze go kocha a za chwilę
                że się wcale
                > nie przejmuje tym co on czuje i co z nim się dzieje. Oczywiście
                tyle
                > niecenzurowanych słów użyła w jego kierunku że szok. Szkoda mi
                jej. Lecząc
                > urażoną dumę niszczy sobie życie i jemu. Siebie mi też szkoda i
                jego zresztą
                > też. Rozmawiała z samochodu pod ich blokiem, później szła do
                mieszkania
                > opowiadała co ja mówiłam (część oczywiście przekręcając),
                schodziła do mnie i
                > znowu dzwoniła. W między czasie ja rozmawiałam z nim. Jakie to
                żałosne było. Że
                > też dałam się w taką grę wmanewrować. Gdybym nie była w ciąży to
                na pewno bym z
                > nią nie rozmawiała. Właściwie wprowadziłam dezorientację , że
                powiedziałam, że
                > nie jestem w ciąży. Ale zwyczajnie się boję. Boję się takich ludzi
                jak jego
                > matka i żona. Po tych wizytach rok temu, gdybym teraz takie
                miała:/:/uncertain Wczoraj
                > miałam mu ochotę powiedzieć przez telefon, że nie ma żadnego
                dziecka, że się
                > pomyliłam, żeby tylko dali mi święty spokój i żebym mogła donosić
                ciążę.... ale
                > nie dałam rady go okłamać...nigdy w życiu mu nic nie
                skłamałam....a teraz mam
                > ochotę to zrobić, żeby tylko mieć spokój sadsadsad Wiecie co może i z
                tej mojej
                > miłości do niego nic nie zostało, nie myślę przynajmniej o tym,
                czy go kocham,
                > nie mogłabym z nim tworzyć związku ale tyle razem przeżyliśmy i
                przejmuje się
                > nim, martwię się o niego, że ma taką powaloną rodzinę, że jeśliby
                odszedł to ni
                > e
                > ma żadnego oparcia, co to za rodzina uncertain Może żeby ta rodzina była
                inna to też b
                > y
                > między nami potoczyło się inaczej, a tak nie miał tyle siły żeby
                odejść i
                > rozumiem to. Nagle wszyscy się od Ciebie odwracają. Tylko co tacy
                ludzie są
                > warci. A życie jest takie krótkie sad Każdy jest przegrany w tej
                sytuacji. Ja bo
                > wiadomo najgorsza i jeszcze teraz większy stres z powodu dziecka.
                On bo sobie
                > skopał życie i skopie jeszcze bardziej zostając z nią. I ona
                ratując związek na
                > siłę. A teraz jeszcze jedna ciekawostka, wczoraj zapytałam jego
                żony kiedy
                > powiedział, że ją kocha.... więcej niż rok temu. Nad morzem jak
                był to
                > powiedział, że się kochamy i chcemy być razem uncertain Hmmm pewnie by
                tak było, żeby
                > rodzina jego była inna. Mam nadzieję,że jakoś się poukłada. W
                październiku chcę
                > wyjechać z naszego rodzinnego miasta. Cały czas myślę o tym, żeby
                się odciąć od
                > niego całkowicie. Żeby mu powiedzieć że pomyliłam się z ta ciążą...
                • marylka1111 Re: po telefonach jego żony i matki 28.08.10, 13:37
                  bo wierzyłam, że to była MIŁOŚĆ sad w imię tego uncertain
                  • mu15121980 Re: po telefonach jego żony i matki 28.08.10, 16:12
                    Bardzo możliwe, że wróci do Ciebie po urlopie nie wiadomo...Jeżeli
                    myślisz, że to będzie koniec Twojego cierpienia to jesteś w błędzie.
                    Dopiero się zacznie. Mamusia żona dzieci będą atakowac przygotuj się
                    na wojnę. Czy masz na nią siłę. Ja jestem już na końcu tej drogi
                    uwierz mi, że to jest horror. Nerwy zszarpane, wiele przykrości. Ale
                    warto było, bardzo dobrze nam razem. Ja przez rodzinę i znajomych
                    zostałam od razu zaakceptowana....dzieci już prawie dorosłe dały mi
                    popalić. I koniec końców żle na tym wyszły. Szkoda, ale nie na
                    wszystko mamy wpływ. Jak chcesz to pisz na e-maila - pogadamy.
              • miasara Re: po telefonach jego żony i matki 29.08.10, 08:14
                Marylko...,czytam Twoje posty i nie moge powstrzymac sie od placzu.
                Wracaja moje wspomnienia. Uswiadomilam sobie,ze mamy doczynienia
                dokladnie z tym samym typem czlowieka.Jestem przy Tobie myslami.
    • bestiatko Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 28.08.10, 17:22
      Sama siebie oszukiwalas to sie nie dziw ze nie zostawi swoja zony. a
      na dodatek bedziesz miala dziecko. I jak ciebie sie spyta dziecko
      gdzie jest tatus to opowiesz ze puscilas sie z zonatym i jest
      nieplanowane, wpadka . Albo puscisz kit ze tatus zmarl przed jego
      narodzinami. ach wy naprawde jestescie latwowierne i z utesknienim
      czekacie na mile slowka od miskow.
      • zaznacz42 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 28.08.10, 20:11
        Szkoda dziecka i twojego i ich. i ciągle jego żonę przedstawiasz jako jakąś głupia babe, a przecież Ty jej tak naprawdę Zrobilas wielki problem kobieta napewno strasznie cierpi. Ty też. w ogole nie rozumiem czemu Ty jeszcze z nimi rozmawiasz. ja bym zatroszczyla się o ciążę żeby ją donosic urodzić zdrowo i bezpiecznie dziecko i teraz powinnas o dziecku pomyśleć i nie narażac ciąży na takie nerwy. a nie tylko pieścic się ze sobą. dziewczyno bądź dorosła zwlaszcza ze jest malenstwo w brzuchu.
      • lu_bella Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 29.08.10, 12:10
        bestiatko napisała:

        > Sama siebie oszukiwalas

        Tak się składa, że ludzie często oszukują siebie samych w róóóóóóżnych dziedzinach życia. Ot taka natura człowieka suspicious


        to sie nie dziw ze nie zostawi swoja zony. a
        > na dodatek bedziesz miala dziecko.


        A to akurat może się okazać największym szczęściem smile


        I jak ciebie sie spyta dziecko
        > gdzie jest tatus


        A to już nie twoja broszka Ty się martw co i komu ty będziesz mówiła tongue_out


        to opowiesz ze puscilas sie z zonatym i jest
        > nieplanowane, wpadka . Albo puscisz kit ze tatus zmarl przed jego
        > narodzinami.


        Ty się zastanów czy będziesz miała z kim się puścić i komu opowiadać swoją piękną i prawą historię życia. Bo znam takie co to takie akuratne, że głowa mała i takie nieszczęśliwe w tej akuratności tongue_out
        Znam też kobietę, która "puściła" się z żonatym. On faktycznie zmarł kiedy dziecko było małe. Obecnie dla tej kobiety to dziecko i wnuki są największy szczęściem suspicious



        ach wy naprawde jestescie latwowierne i z utesknienim
        > czekacie na mile slowka od miskow.

        Naiwność autorki polega na tym, że daje sobą poniewierać obcym babom uncertain
        Może by się tak skupiły na własnym mężusiu i syneczku.
        • marylka1111 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 29.08.10, 13:42
          do zaznacz42: żony nie przedstawiłam jako głupiej baby, tylko opisałam sytuację,
          jak to wszystko wyglądało, może taki był odbiór. szkoda mi jej ale siebie też.
          wczoraj rozmawiałam z nim to powiedział, że bardziej szkoda mu żony.... bo się
          wyprowadził i ona taka smutna........ szkoda , że mnie nie widział przez
          ostatnie tygodnie. A ja się stresowałam, mogłam Wam się wyżalić ale na zewnątrz
          ubierałam skorupkę.
          do bestiatko: może i to prawda że byłam naiwna pozwalając się poniewierać obcym
          babom ....odbierałam te telefony, bo wiedziałam do czego są zdolne, nie chciałam
          z nimi wojny ale i tak nic to nie dało. Teraz to nie ma znaczenia......
          poroniłam sadsadsadsadsadsadsadsadsadsad żeby nie ten stres moje dziecko by żyło
          sadsadsadsadsadsadsadsadsad nie mogę sobie znaleźć miejsca , prawie siódmy tydzień, byłam
          w łazience i .... patrząc na te skrzepy krwi przez myśl mi przeszło, że to mogła
          być rączka sadsadsad to są sekundowe myśli ale są.... i te myśli są koszmarne....
          nie wiem jak żyć... ironia... weszłam na internet zobaczyć co się dzieje w takim
          tygodniu ciąży z maleństwem ..."Kształt rąk w tym tygodniu staje się coraz
          bardziej widoczny." jakiś horror!!!!!!!!!!!!!!! nie dociera to do mnie jeszcze
          sad chciałabym się obudzić i jutro być w ciąży .....
          • lu_bella Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 29.08.10, 14:11
            A wiesz, że po poronieniu to się trzeba do lekarza zgłosić ? A nawet do szpitala.
            • marylka1111 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 29.08.10, 14:20
              oczywiście, że wiem, przecież sama bym sobie diagnozy nie postawiła
      • daria_nowak Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 01.09.10, 10:05
        Powstrzymaj swój temperament i staraj się zachować formę. Rozmawiasz z
        dziewczyna w trudnej sytuacji, na bank rozchwianą emocjonalnie, a do tego
        hormonalnie. Troszkę empatii by się przydało, forma postów też się liczy.
    • miasara Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 29.08.10, 16:34
      Coraz bardziej niewiarygodne...Potem dodasz watek,ze zrozumial swoj
      blad i po pewneym czasie przewroci swiat do gory nogami,zeby Cie
      odzyskac.Nawet tydzien ciazy ten sam...
      Jak sie czujesz? Nie pytam o psyche,bo wiem.Masz straszne bole
      brzucha? Twoj organizm sie sam oczyscil,czy potrzebujesz kilku dni
      albo interwencji medycznej?
      Jak zastanawialam sie czy to raczka czy nozka,nie wiedzialam,ze caly
      dramat dopiero przede mna i ze w momencie utraty plodu (juz
      martwego) nie bede miala watpliwosci,ze tamto nie byla ani raczka
      ani nozka,bo mam wlasnie przed soba caly plod.Boze...Przepraszam za
      te drastyczne sceny.Badz silna.
      • marylka1111 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 29.08.10, 17:47
        ja czuję się fatalnie, cały czas nie mogę znaleźć sobie miejsca, fizycznie to
        brzuch tak średnio boli ale jak mam skurcze to są bardzo silne, cały czas mi
        jest albo zimno albo gorąco uncertain jak się skończy krwawienie dopiero mam zgłosić
        się do lekarza i wtedy będzie wiadomo co dalej ......... a co do tego "bądź
        silna" to tak jak starałam się być silna dla dziecka to teraz z każdą godzina
        jest coraz gorzej, chyba najgorszy kryzys jeszcze przede mną, cały czas nie mogę
        w to uwierzyć sadsadsad
        • bell-a30 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 30.08.10, 09:30
          Przecież wiedziałaś w co się pakujesz, niema nad czym sie
          roztkliwiać. Proponuje, żebyś znowu zaczeła rozkładać nogi przed
          żonatym misiaczkami.Współczuje żonie takiego jełopa, i ten człowiek
          ma dzieci?
          • lu_bella Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 31.08.10, 15:00
            bell-a30 napisała:

            . Proponuje, żebyś znowu zaczeła rozkładać nogi przed
            > żonatym misiaczkami.

            napisała ta co się na tym rozkładaniu wybitnie zna tongue_out
            • bell-a30 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 31.08.10, 15:16
              Już kiedyś próbowałaś ze mną polemizować orędowniczko kochanek,ale
              mi się z tobą nie chce. Nie muszę się znać na rozkładaniu nóg przed
              żonatymi misiaczkami.
              • lu_bella Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 31.08.10, 15:22
                bell-a30 napisała:

                > Już kiedyś próbowałaś ze mną polemizować orędowniczko kochanek,ale
                > mi się z tobą nie chce. Nie muszę się znać na rozkładaniu nóg przed
                > żonatymi misiaczkami.

                Jak się nie znasz to się nie wypowiadaj.
                Poza tym w polemikę z kołtunami się nie wdaję big_grin co nie znaczy, że nie mogę ich krytykować suspicious
                • bell-a30 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 01.09.10, 09:47
                  Wiedziałam że jesteś ograniczonym tłukiem, orędowniczko kochanek.
          • dza.sti Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 31.08.10, 16:27
            Musiałaś mieć bardzo ciężkie życie. Tyle okrucieństwa i chamstwa skierowanego do
            cierpiącego człowieka dawno nie widziałam.Gratuluję.
          • jaszczorka Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 25.11.10, 18:35
            Weź sobie babo na wstrzymanie !!!! Wrrrr.... nie wiesz, co to znaczy stracić dziecko, więc się zamknij ! To nie jest kwestia " dać czy nie dać żonatemu" !!!!! To kwestia utraty najwaźniejszej istoty na świecie, własnego dziecka .... !!!!!
            • marylka1111 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 30.11.10, 17:23
              A Ty wiesz co to znaczy stracić dziecko? Bo teraz właśnie życzę Ci żebyś przeżyła to co ja. Wtedy może przestaniesz być taka jadowita!!!!!!!!Dziecko to dziecko i nieważne czy dałam czy nie dałam żonatemu czy nie żonatemu. Forum nie jest po to żeby zamykać się a Ty jak nie masz ochoty czytać to nie czytaj.
        • malwa200 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 31.08.10, 08:12
          jak to czytam-szlag mnie trafia!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!tyle cierpienia
          przez takiego pojebańca. a żeby cholera poniósł jakąś karę gnój
          pierdolony. przepraszam Dziewczyny ale musiałam
    • miasara Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 31.08.10, 08:42
      Marylko1111 odezwij sie.
      Juz nic Cie z nim nie laczy.
      Mozesz sie uwolnic.Nie wchodz znowu w te relacje,bo on Cie
      zniszczy,tak jak niszczy mnie.
      Zobaczysz ze z czasem wylizemy sobie te rany...nawet jezeli nigdy
      juz nie bedziemy tymi samymi osobami.
      Zaslugujemy,zeby byc jedyne i najwazniejsze.
      • malwa200 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 31.08.10, 10:35
        a ja bym łysym zapłaciła, zeby anonimowo w mordę nalali i to tak,
        żeby szczerbaty został
      • marylka1111 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 31.08.10, 17:39
        Witam Was wszystkie, to będzie krótka wypowiedź....mam takie skurcze brzucha ,
        że masakra!
        Wyjaśnienia:
        Do:
        bella_a30 – Twoje przypuszczenia nie do końca są słuszne. Będę uczyć się na
        błędach i nie będę czekać tak jak ostatnio półtora roku, żeby rozłożyć nogi
        tylko tym razem szybciej się uwinę i jeszcze w tym miesiącu zacznę rozkładać
        nogi przed żonatym misiaczkiem po to żeby zajść szybko w ciąże a nie dopiero po
        roku sypiania, trzeba przecież jakiegoś chłopa upolować.

        lu_bella – jest takie mądre powiedzenie „z idiotami się nie rozmawia, najpierw
        zniżą Cię do własnego poziomu a później…. pobiją doświadczeniem”

        malwa200 – nawet się uśmiechnęłam przy tych łysych, co mi ostatnio nie zdarza
        się uncertain wiecie tylko, że ja oprócz bólu i pustki nie czuję żadnej złości… niech
        będzie szczęśliwy

        blackone – żadnej antykoncepcji, przecież byłam miłością jego życia a on moją …
        wiem, sarkazm … ale gdyby to był dla mnie tylko sex to bym się zabezpieczała a
        raczej bym nie znalazła się w takiej sytuacji….

        miasara– dla Ciebie muszę dłuższą wypowiedź przyszykować, a teraz niestety
        fizycznie nie dam rady tego zrobić uncertain … to nie śmierć rozdziela ludzi tylko brak
        miłości… a nie warto tkwić w czymś co nie daje nam szczęścia
    • blackone76 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 31.08.10, 11:52
      ehhhh i to wszystko na wlasne zyczenie..
      ogolnie to wspołczuje..
      ale z drugiej strony to o czym ty myslałaś - nie zabezpieczac się bedąc
      kochanką????? jaką antykoncepcję stosowaliście? to zwyczajnnie bezmyslne jesli
      nie stosowaliście żadnej...
      • bell-a30 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 31.08.10, 12:17
        Tacy ludzie raczej nie uczą się na własnych błędach. Przypuszczam,
        że za rok będzie powtórka z rozrywki, jak nie z tym misiem to
        z innym żonatym. Po co sie zabezpieczać?jak tu trzeba chłopa jakoś
        upolować.
        • lu_bella Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 31.08.10, 14:59
          bell-a30 napisała:

          > Tacy ludzie raczej nie uczą się na własnych błędach. Przypuszczam,
          > że za rok będzie powtórka z rozrywki, jak nie z tym misiem to
          > z innym żonatym. Po co sie zabezpieczać?jak tu trzeba chłopa jakoś
          > upolować.

          Napisała ta co się na tym zna tongue_out
    • marylka1111 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 31.08.10, 19:11
      Witam Was wszystkie, to będzie krótka wypowiedź....mam takie skurcze brzucha ,
      że masakra!
      Wyjaśnienia:
      Do:
      bella_a30 – Twoje przypuszczenia nie do końca są słuszne. Będę uczyć się na
      błędach i nie będę czekać tak jak ostatnio półtora roku, żeby rozłożyć nogi
      tylko tym razem szybciej się uwinę i jeszcze w tym miesiącu zacznę rozkładać
      nogi przed żonatym misiaczkiem po to żeby zajść szybko w ciąże a nie dopiero po
      roku sypiania, trzeba przecież jakiegoś chłopa upolować.

      lu_bella – jest takie mądre powiedzenie „z idiotami się nie rozmawia, najpierw
      zniżą Cię do własnego poziomu a później…. pobiją doświadczeniem”

      malwa200 – nawet się uśmiechnęłam przy tych łysych, co mi ostatnio nie zdarza
      się uncertain wiecie tylko, że ja oprócz bólu i pustki nie czuję żadnej złości… niech
      będzie szczęśliwy

      blackone – żadnej antykoncepcji, przecież byłam miłością jego życia a on moją …
      wiem, sarkazm … ale gdyby to był dla mnie tylko sex to bym się zabezpieczała a
      raczej bym nie znalazła się w takiej sytuacji….

      miasara– dla Ciebie muszę dłuższą wypowiedź przyszykować, a teraz niestety
      fizycznie nie dam rady tego zrobić uncertain… to nie śmierć rozdziela ludzi tylko brak
      miłości… a nie warto tkwić w czymś co nie daje nam szczęścia
      • blackone76 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 01.09.10, 09:47
        nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem..
        a teraz.. no cóż dbaj o siebie o dziecko...
        jestem zoną wiec no cóż - nie popieram poczynań kochanek...

        życzę Ci aby się to wszystko jakoś dobrze ułożyło.. co do tego chłopa.. to bym
        go olała...nie zniosłabym faktu, iż mowie facetowi o ciązy a on za jakiś
        czas..przestaje się do mnie odzywac.. i nie interesuje się nami..
        Nie sądzę abyś kiedykolwiek mogła na niego liczyc... już lepiej poczekać na inną
        miłość.. kogoś kto Cie pokocha i pokocha Twooje dziecko..a uwież mi że zdażyć
        sie tak może.. mam kolezanki- były samotnymi matkami..a teraz mają meza a i ch
        dzieci - "przybranego" tatę.. i wszyscy sa szczesliwi- znam 2 takie przypadkismile

        pozdrawiam !
        • bell-a30 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 01.09.10, 10:01
          Dziecka już żadnego niema, po roku czasu, to się szybko
          postarała.Trzeba było najpierw chłopa namówić żeby się rozwiódł, a
          potem sie nie zabezpieczać. Ile jest bardzo kochających się
          małżeństw co mają po kilku latach dzieci.Niema co płakać wiedziałaś
          jaka sytuacja. Współczuje dzieciom tego misia
        • marga77 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 01.09.10, 13:09
          mialam kolezanke, ktorej maz zrobil kochance dziecko i ta kretynka, tez takie
          cuda kochance wyprawiala, walczyla o tego swojego meza, jak lwica, nie docieralo
          do niej, ze sie blazni i poniza, oczywiscie to kochanka byla wszystkiemu winna,
          nie jej misiu, a ona juz zupelnie nie, zerwalam ta znajomosc, bo sie
          najzwyczajniej zaczelam baby brzydzic, po kilku latach mi doniesli, ze ona nawet
          to dziecko u siebie w domu przyjmowala, byleby mezus jej nie opuscil, w koncu ja
          kopnal, nie dla kochanki, z ta prowadzil pozniej totalna wojne o alimenty, o
          wizyty u dziecka itepe, byla kolezanka po kopnieciu taragala sie na swoje zycie,
          ale tak, zeby przezyc, niestety nie pomoglo, chlop wyjechal za granice, tam
          przeprowadzil rozwod i sie ponownie ozenil, mnie sie w glowie nie miesci, jak
          baby sa glupie, szmaca sie w imie "swietego malzenstwa", okropienstwo,
          najchetniej pozamykalabym takie w ZOO i pokazywala nastolatkom, mowiac jak beda
          wygladac, gdy nie beda sie szanowaly
          a co do nazwiska, tez nie rozumie dlaczego dawac nazwisko ojca dziecku, ktorego
          to nazwiska nie nosi matka
    • marylka1111 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 01.09.10, 18:15
      przestałam dawać sobie radę sadsadsad z każdym dniem jest coraz gorzej
      • alamakota7 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 01.09.10, 19:28
        Marylko, kup sobie jakis persen, a najlepiej idz do lekarza. Musisz
        przecierpiec, bez wspomagaczy bedzie cięzko. Spotkało Cie cos
        okropnego, ale z każdym dniem będzie lepiej, zobaczysz. Tylko pod
        zadnym pozorem nie rozmaiwaj z tym gnojem, bo bedziesz sie dłuzej
        wygrzebywac, nie ma go, nie istniał. Trzymaj się kochanie.Wez sie
        komus wygadaj, nie zostawaj sama.
      • marga77 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 02.09.10, 09:12
        poszukaj dobrego psychologa dziewczyno!!!
      • zaznacz42 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 02.09.10, 17:39
        Rozumiem ze to przez co przechodzisz jest straszne bo w tak ważnej dla kobiety sprawie zawiodła miłość i jeszcze straciłas dziecko co jest najgorsze. musisz iść do psychologa i psychiatry który da leki bo bez nich uważam będzie trudno dużo gorzej. uwierz ze spotkasz mężczyznę z którym całe życie się ułoży a o tamtym zapomnij i nie niszcz sobie życia. mnie kiedyś zranił chłopak pierwszy myślałam ze nie będę szczęśliwa a miesiąc później spotkałam mojego męża i jestem szczęśliwa żona i mama czego i ci życzę uwierzyłam w to ze czeka na mnie miłość i Ty też uwierz tak się stanie zobaczysz
      • firminka Wypłacz się,pozwól sobie na rozpacz. 07.09.10, 16:26
        To nic złego.Masz do tego pełne prawo.To pierwszy etap przeżywania żałoby. Naturalny odruch.Potem przyjdzie czas na refleksje,rewolucje czy co tam zdecydujesz. Na razie daj sobie czas na żałobę. Jeżeli uznasz,że to trwa zbyt długo lub bardzo Cię męczy to poszukaj psychologa albo grupy wsparcia.To polecam, daje możliwość przeżywania bólu wspólnie z osobami,które są w takiej samej sytuacji. Nic na siłę Dziewczyno, teraz wydaje Ci się,że to koniec świata ale ten stan minie. Po każdej burzy przychodzi dzień. Daj sobie czas.
    • kohinoor0 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 06.09.10, 16:39
      Smiać się czy płakać?

      Żenujące...
      • marylka1111 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 06.09.10, 16:56
        możesz się pośmiać....wystarczy, że ja płaczę.
        • kohinoor0 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 07.09.10, 10:37
          marylka1111 napisała:

          > możesz się pośmiać....wystarczy, że ja płaczę.

          Marylka, jestem daleki od potępiania Twojego zachowania, ale... popełniliście kilka podstawowych błędów:

          1. Zaszłaś (a antykoncepcja gdzie? mamy 21 wiek!) jako kochanka (!)
          2. Nie zachowaliście tajemnicy korespondencji
          3. On dał się przyłapać i jeszcze najgłupiej jak można się tłumaczył
          4. Dałaś się wciągnąć w rozmowy z jego zona i matką stając się stroną
          5. Dałaś facetowi decydować o sobie, potem o dziecku
          6. Dałaś się wykorzystać facetowi, a wcześniej zaangażowałaś się za bardzo zanim facet posprzątał w poprzednim związku

          To są fakty.

          Na szczęscie los dał Ci szansę.
          Możesz żyć od nowa.

          Ale na drugi raz najpierw się zastanów, w co pakujesz, Marylka.
          Bo trudno jest zbudować i utrzymać NORMALNY związek, a układ kochanek-kochanka jest 10 x trudniejszy. I wymaga wielu przemyśleń na zimno, kalkulacji i opanowania oraz inteligencji.

          Telefon z piwnicy... Maile, które czyta żona.... Facet, który stoi w rozkroku między dwoma związkami i w obu płodzi dzieci... wybacz - to dziecinada sad

          Marylka - nie potępiam Cię, ale błędy zrobiliście szkolne, podręcznikowe wręcz.
          • marylka1111 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 08.09.10, 18:15
            do kohinoor0: miałam dokładnie taki sam tok myślenia, byłam realistką i nigdy w życiu nie sądziłam , że zostanę kochanką tylko .... los okazał się przewrotny a miłość - nie miłość ślepa....
            • kohinoor0 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 09.09.10, 11:15
              Marylka.
              Wiem, co przezylas, na dodatek ta utracoa ciąża.

              Ale jeszcze raz powtórzę: zbudować związek, to furda. Utrzymać - ciężka PRACA.
              I mówię tu o o tzw normalnych związkach.

              Bycie kochanką/kochankiem to wyższa szkoła jazdy.

              Dowód? Choćby to całe forum, gdzie 95 proc. wpisów to same tragedie, kłopoty, krzywdzenie innych (niewinnych) itd.
              Być kochanką/kochankiem to jak jazda na Odcinku Specjalnym na rajdzie samochodowym. Teoretycznie KAZDY moze na rajd pojechać, ale albo nie będzie się liczył kompletnie, albo spowoduje wypadek. Jak sama widzisz, bohaterzy tego forum to sami kraksowicze.
              Posiadanie kogos "na boku" lub będąc osoba "na boku" to jak wspoinaczka wysokogorska. Alpinści nie są nadludzmi, nie mają specjalnych predyspozycji. Uni po prostu tylko mają wiedzę, JAK się wspinac. A to forum w 95 proc sklada się z tych, co od sciany odpadli i mocno (jak Ty) się potłukli i poranili.
              Owszem, adrenalinka jest, ale trzeba mieć niezłe umiejętności i jaja (niezaleznie od płci), zeby utrzymać się w stawce/na scianie, o osiągnięciu mety/szczytu nie wspomnę nawet.

              Tobie sie juz zakonczylo. Wybacz za brutalnośc stwierdzenia, ale skonczylo sie W MIARE szczesliwie. Tzn ucierpial nienarodzony berbeć, a inni sa znow na poziomie "zero" - zresetowało się.

              Teraz pocierp, ile chcesz (albo - jak Ci radza przychylne dusze idz do specjalisty - to nie wstyd!), zepnij zwieracze, zacisnij zeby i alleluja - i do przodu.
              Bo tak trzeba.
              Za rok, dwa, bedziesz na nowo szczesliwa. Oczywiscie pod warunkiem, ze nie chwycisz sie znowu faceta z nierozwiazanymi problemami... wink

              Nos do gory Marylka!
              smile
    • neecia Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 07.09.10, 14:41
      Maryla,
      po pierwsze bardzo Ci współczuję utraty dziecka. Ale na ty się kończy moje współczucie w stosunku do Ciebie.
      Tak łatwo przychodzi Ci ocenianie postępowania żony- zgoda jej zachowanie jest żenujące i niedojrzałe, ale ona jest jedyną osobą niewinnie pokrzywdzoną przez swojego męża i przez Ciebie.. To Wy zapoczątkowaliście tą sytuację (krzywdzącą Ciebie, jego, żonę i dziecko) i to Wy jesteście za to odpowiedzialni..Więc nie oceniaj tej kobiety, która została postawiona w takiej sytuacji i musiała się z nią zmierzyć, bo to ona została oszukana przez męża i przez Ciebie. Gdyby wiedziała że facet nie będzie potrafił dochować jej wierności, być może by się na niego wypięła, ale skoro to jej przyrzekał wierność więc Tobie nic do tego jakie mięli problemy w małżeństwie, czy była złą czy dobrą żoną!! Zasługiwała na to żeby przyszedł i powiedział: "nie potrafię Cie kochać, ponieważ............ " i wtedy niech odchodzi- krzyż mu na drogę. Ale Wy chcieliście inaczej- za jej plecami: potajemne rozmowy, maile, prawda jaki dreszczyk emocji " a ta głupia żona...przecież sobie zasłużyła i jeszcze taka naiwna bo chce go przy sobie zatrzymać". Widzisz w życiu łatwo o zmianę roli- byłaś (byliscie)katem, stałaś się ofiarą. Potraktuj to jako lekcje pokory na przyszłość, by tak łatwo nie krzywdzić innych.

      A tak z psychologicznego punktu widzenia bardzo ciekawa jest rola tego faceta w całym tym układzie. Mam wrażenie że jest traktowany jak mały chłopiec, który nie potrafi podjąć żadnej decyzji, właściwie nie robi nic, a wszystko kręci się poza zasięgiem jego działania- żona i matka załatwiają żeby przestał się z Tobą spotykać, Ty sama odpierasz ich ataki- a gdzie jest on???, na litość boską przecież to on tego piwa nawarzył a stoi z boku i się przygląda jak inni próbują rozwikłać tą sytuację...Chłopiec a nie facet, pobawił się przez chwilę ale odpowiedzialności za swoje działania nie weźmie...
      • marylka1111 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 08.09.10, 18:06
        Hej, nie potrzebuję współczucia, nie oczekuję, że ktoś zrozumie .... założyłam ten wątek bo chciałam się wygadać .... na początku pomagało.... starałam się być silna dla dziecka.... teraz jest spadanie w otchłań... staram się jakoś funkcjonować.... w dzień chodzę do pracy, zabijam czas, tylko w nocy.... gapię się w sufit a po policzkach lecą bezgłośne łzy.... jedna na parę nocy jest taka, że padnięta zasypiam.......... na małe dzieci nie dam rady patrzeć ............

        Kilka razy mi zarzucono, że krytykuję jego żonę a przecież to ona jest najbardziej pokrzywdzona.... może i taki jest odbiór po tym w jaki sposób wszystko opisałam ..... jeżeli chodzi o nią i o to jak było w ich związku nie mam żadnych wyrzutów sumienia, żadnych.... wiem jak to wszystko wyglądało, ile razy mu wmawiałam na siłę, żebyśmy zerwali kontakt, że im się ułoży, żeby dali sobie szansę.... w większości przypadków obwinia się tą trzecią, kochankę, w tym przypadku mnie.... ok niech tak będzie.... tylko ja potrafię każdego dnia spojrzeć w lustro...... i nie czuję się winna... ktoś napisał, że facet powinien jej powiedzieć, że jej nie kocha itd. ... ona doskonale wiedziała o tym... i robiła wszystko żeby go zatrzymać.... mimo wszystko było mi jej szkoda i usprawiedliwiałam jej zachowanie .... do momentu jak nazwała moje dziecko bękartem.... a prawda jest taka, że nie byłabym ja to byłaby inna bo zwyczajnie to nie była ona tą jedyną dla niego....ja też nie... więc będzie następna a ona znowu będzie szukała winy u innych ..... a przecież miłość /o ile coś takiego istnieje/ nie polega na żebraniu ..........


        Co do niego.... wyprowadził się 1,5 tygodnia temu z domu..... czasami rozmawiamy, czasami się spotkamy....łączy nas to, że to było nasze dziecko, nie sądzę jednak żeby przeżywał tak jak ja /cały czas pamiętam o tym jak się wypiął/, jakiegoś wsparcia tez nie czuję z jego strony ale na pewno jest mi łatwiej jemu wyżalić się, że nie radzę sobie z tym wszystkim, jednak nic nie jest tak jak było kiedyś, nas po prostu nie ma, nie pytam co on zamierza robić ze swoim życiem.......staram się zrozumieć jego postępowanie i nie oceniać go..... ale jak parę dni temu powiedział, że mnie kocha.... jedyne co potrafiłam na to odpowiedzieć to to, że gdyby tak było wszystko byłoby inaczej /pewnie teraz zajadałabym się jajkami, których tak naprawdę nie lubię i wybierałabym imię i.... tysiąc innych rzeczy/ ........gdzieś tam z głębi serca miałam ochotę dodać, że mam żal do niego że pozwolił na to wszystko, że tak się stało ale nie zrobiłam tego, odrzucam myśli w których szukam winnych..... to tyle.....


        A co do lekcji pokory.... nie dla mnie jest ona potrzebna.... poza tym nie sądzę żebym jeszcze kiedykolwiek zaufała jakiemuś mężczyźnie i weszła w związek .... to już nie dla mnie..... najbardziej mi szkoda, że w kwietniu dalej będę zasypiała sama a mogłabym zasypiać z małym Aniołkiem




        • ditchdoc Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 10.09.10, 15:27
          marylka1111 napisała:

          >
          > A co do lekcji pokory.... nie dla mnie jest ona potrzebna.... poza tym nie sądz
          > ę żebym jeszcze kiedykolwiek zaufała jakiemuś mężczyźnie i weszła w związek ...
          > . to już nie dla mnie..... najbardziej mi szkoda, że w kwietniu dalej będę zasy
          > piała sama a mogłabym zasypiać z małym Aniołkiem
          >

          rofl

          "bezglosne lzy", szkoda ze takich uczuc nie mialas jak ruchalas zonatego mezczyzne i rozbijalas mu rodzine (chociaz nie twierdze ze nie ruchalby innej gdyby nie mial ciebie), teraz w kazdym razie widzisz kim dla niego bylas.
          A dziecko..., jak w zalążku mozgu zrozumialo jak naiwna i glupia bedzie mialo matke to samo poddalo sie aborcji
          Do tragedii z dzieckiem zachowywalas sie jak 16 latka wzdychajaca do plakatu Justina Timberlake'a, emocjonalnie na poziomie nastolatki, o inteligencji czy ogolnie pojetym zdrowym rozsadku szkoda wspominac

          Odetnij sie od niego, nie ma sensu sie z nim spotykac. Idz do psychiatry i powiedz ze stracilas dziecko, da ci cos na humor. I opanuj sie troche na przyszlosc. Nie wszystko co mezczyzna mowi kobiecie jest prawdą, zwlaszcza jezeli mowi to do kochanki gdy ma zone i dzieci w domu.

          "kocham" sie wklepuje z klawiatury w 2 sekundy, niestety najczescie gowno to znaczy

          • marylka1111 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 10.09.10, 17:56
            Do ditchdoc "A dziecko..., jak w zalążku mozgu zrozumialo jak naiwna i glupia bedzie mialo matke to samo poddalo sie aborcji"
            wielkie dzięki, bez komentarza
    • miasara Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 08.09.10, 19:57
      Marylko błagam Cię nie pozwalaj mu się do niego zbliżać...
      Ty wciąż go kochasz,choć teraz masz w sobie dużo żalu i cierpienia z powodu utraty dziecka.
      On zdepcze Twoją miłość.
      • marylka1111 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 08.09.10, 21:17
        On już ją zadeptał uncertain może i nie powinnam mieć z nim żadnego kontaktu ale.... samej to już w ogóle masakra sadsadsadsad
        • zamysloneniebo Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 09.09.10, 03:30
          Marylko, przeczytałam całą Twoją historię. Bardzo mi przykro z powodu utraty dziecka, tyle teraz mogę tylko powiedzieć.

          Chciałabym Ci doradzić, żebyś skorzystała z pomocy specjalisty. Przeżywasz teraz koszmarny okres i wiele negatywnych, bolesnych emocji, uczuć... ktoś, kto zna się na rzeczy, mógłby Ci pomóc sobie z tym wszystkim poradzić i jakoś to poukładać, chociaż teraz wydaje Ci się to strasznie ciężkie (i ja to rozumiem)... zgłoś się do psychiatry albo psychologa, zacznij terapię... Bez tego może być Ci bardzo ciężko się z tym uporać...

          Zastanawia mnie jeszcze, czy masz jakieś wsparcie ze strony bliskich osób? Masz jakąś przyjaciółkę, czy kogoś innego, kto wie o wszystkim, jest po Twojej stronie i Cię wspiera w tej sytuacji?

          • marylka1111 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 09.09.10, 19:26
            mam wsparcie, teraz tak naprawdę poczułam jakich mam przyjaciół.... ale nie chcę ich każdego dnia obarczać jak mi źle.... zamknęłam się w skorupce.... jak nie ja..... tylko tutaj czasami otwieram się ....
            • ditchdoc Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 10.09.10, 15:30
              marylka1111 napisała:

              > mam wsparcie, teraz tak naprawdę poczułam jakich mam przyjaciół.... ale nie chc
              > ę ich każdego dnia obarczać jak mi źle.... zamknęłam się w skorupce.... jak nie
              > ja..... tylko tutaj czasami otwieram się ....

              mozesz przestac juz udawac zranionego szczeniaczka, wczesniej jakos wyzszych uczuc nie okazywalas, nie myslalas o innych wink

              naloz te dlugie rozowe tipsy ktore tak lubisz i smigaj na balet...
              Piatek jest wink
              • miasara Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 10.09.10, 16:25
                Żal mi Ciebie ditchdoc...
                Cóż za wrażliwość...A ośmielasz się oskarżać o jej brak marylke...
                Szczyt hipokryzji!
                • ditchdoc Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 10.09.10, 16:47
                  miasara napisała:

                  > Żal mi Ciebie ditchdoc...
                  > Cóż za wrażliwość...A ośmielasz się oskarżać o jej brak marylke...
                  > Szczyt hipokryzji!

                  ja jestem wierny swojej kobiecie, kazdej bylem. Nie podrywam zameznych i nie rozbijam rodzin, mimo ze moge przebierac w niewiernych zonkach.
                  I nie mysle tutaj o mezu ewentualnej kochanki bo jest to dla mnie obcy czlowiek (oczywiscie gdybym wyruchal jego zone poinformowalbym go o tym, tak zeby mniej stracil w sadzie), tylko o ich dzieciach, i naturalnie mojej kobiecie. Nigdy bym jej tak nie upodlil.

                  I zaoszczedz sobie zalu, jest mi dobrze w zyciu. Tylko ja mam moralne zasady, autorka nie i zobacz jak na tym wyszla wink

                  roznica jest taka ze Wy sie nabieracie na jej falszywe lezki, ja nie.
                  • miasara Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 10.09.10, 16:52
                    Uwierz mi,że wierność żonie nie czyni Cię świętym,ale kopanie leżącego i ciskanie kamieniami w "grzesznice" mówi wiele o Twoich zasadach moralnych...a raczej ich braku!
                    • ditchdoc Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 10.09.10, 19:09
                      miasara napisała:

                      > Uwierz mi,że wierność żonie nie czyni Cię świętym,ale kopanie leżącego i ciskan
                      > ie kamieniami w "grzesznice" mówi wiele o Twoich zasadach moralnych...a raczej
                      > ich braku!

                      zasady raczej standardowe

                      czy moge pedofilow i mordercow potepiac? To bedzie ok? Czy ich tez mam nie "kopac"?
    • marylka1111 Do ditchdoc 10.09.10, 17:57
      "A dziecko..., jak w zalążku mozgu zrozumialo jak naiwna i glupia bedzie mialo matke to samo poddalo sie aborcji"
      wielkie dzięki, bez komentarza
      • ditchdoc Re: Do ditchdoc 10.09.10, 19:11
        bylo, minelo, czegos sie moze nauczylas, tego Ci zycze.
        I bacz czasem na innych, nie tylko na swedzenie w kroku i slodkie slowka mezczyzny KTORY ZDRADZA SWOJA ZONE.

        powodzenia
        • ditchdoc Re: Do ditchdoc 10.09.10, 19:27
          widze tez ze musialas napisac ten sam komentarz dwa razy, tym raziej bardziej widoczny w drzewku zeby wszyscy widzieli jak zle Cie potraktowalem i jaka jestes biedulka wink
          • marylka1111 Re: Do ditchdoc 11.09.10, 01:20
            Daruj sobie........ nie znasz mnie więc skąd masz wiedzieć po co napisałam "Do ditchdoc" w temacie.... wystarczyło zapytać a nie wyciągać błędne wnioski. Wpisałam żebyś wiedział, że to do Ciebie.

            jeszcze raz powtarzam, że nie oczekiwałam tu współczucia .... chciałam się wygadać .... poznać ocenę innych ludzi, którzy stoją zupełnie z boku ........ w prawdziwym życiu, wśród znajomych nie robię z siebie żadnej biedulki

            a skoro potępiasz kochanki, pedofilów i morderców .... i wszystkich wrzucasz do jednego worka to Ciekawe gdzie przypisałeś sobie miejsce pisząc, że dziecko wiedząc jaką będzie miało matkę dokonało samo aborcji uncertain

            I właściwie to mnie nie interesuje, więc możesz darować sobie wypowiedzi w tym temacie. Z ludźmi ograniczonymi nie zamierzam polemizować. To, że byłam naiwna i byłam KOCHANKĄ nie świadczy o tym, że będę sobie spokojnie konwersować z kimś takim jak Ty i wymieniać potyczki słowne, przecież i tak byś mnie pobił doświadczeniem.
            • ditchdoc Re: Do ditchdoc 11.09.10, 13:51
              marylka1111 napisała:

              > a skoro potępiasz kochanki, pedofilów i morderców .... i wszystkich wrzucasz do
              > jednego worka to Ciekawe gdzie przypisałeś sobie miejsce pisząc, że dziecko wi
              > edząc jaką będzie miało matkę dokonało samo aborcji uncertain

              w miejsce obserwatora ktory slusznie i prawdziwie skomentowal poczynania autorki

              > I właściwie to mnie nie interesuje, więc możesz darować sobie wypowiedzi w tym
              > temacie. Z ludźmi ograniczonymi nie zamierzam polemizować. To, że byłam naiwna
              > i byłam KOCHANKĄ nie świadczy o tym, że będę sobie spokojnie konwersować z kimś
              > takim jak Ty i wymieniać potyczki słowne, przecież i tak byś mnie pobił doświa
              > dczeniem.

              szanowna paniusiu, powyzszy text cudownie obrazuje twoj poziom emocjonalny ktory wczesniej slusznie obstawilem na jakies 16 lat wink, smieszne ze ktos taki jak ty nazywa mnie ograniczonym.., no ale, 16 lat wink

              Wystawiajac swoje zale na publicznym forum nie wybierasz sobie komentatorow. Nie tak to dziala. Ja wiem lepiej od wszystkich ze placze i marudzenie i placze po dziecku sa tylko po to zeby wzbudzic litosc obecnych tu pan tak zeby poklepaly cie po pleckach, powiedzialy ze nie twoja wina i ze wszystko bedzie ok, jaka jestes ofiara, jaka bylas zakochana ze dalas sie oszukac mezczyznie, niesamowite, mezczyzna ktory oszukuje zone oszukal kobiete na boku..

              to sie chyba jeszcze nigdy nie zdarzylo..

              Troche za duzo tego w zyciu widzialem zeby w to wierzyc. Ty wiesz jak jest i ja wiem jak jest. Nastepnym razem nie placz na forum publicznym to przynajmniej nie dowiesz sie o sobie prawdy wink.
              • miasara Re: Do ditchdoc 11.09.10, 19:08
                ditchdoc...a może Ty po prostu jesteś szczęściarzem i ożeniłeś się z kobietą,którą kochasz?
                Może stąd wynikaja Twój jakże kaleczny tok myślenia pod znanym tutułem "białe jest białe,a czarne jest czarne?
                Wybraz sobie,że nie wszyscy mieli to szczęście i niektórzy popełnili wielkie błędy w młodości...teraz oto za to płacą i oni i ich bliscy niestety...
                Ty o tym niestety nie wiesz,bo Twoja wyobraznia w jakiś dziwnie ograniczony sposób tam nie sięga i :
                a) albo masz szczęście i dzięki temu się nie dowiesz,bo ożeniłeś się z miłością Twojego życia
                b) albo za kilka lat spotkasz tę miłość i przyjdziesz tu z podkulonym ogonkiem i łzami w oczach
                c) albo nigdy nie spotkasz tej prawdziwej miłości,bo nie jest Ci dane
                Żadna z tych opcji jednak nie usprawiedliwia Ciebie i Twojej ignorancji,bo przecież,nie wszystko trzeba wypróbować na swojej skórze,żeby wiedzieć.Czasami warto też pomyśleć.
                • ditchdoc Re: Do ditchdoc 11.09.10, 20:02
                  miasara napisała:

                  > Żadna z tych opcji jednak nie usprawiedliwia Ciebie i Twojej ignorancji,bo prze
                  > cież,nie wszystko trzeba wypróbować na swojej skórze,żeby wiedzieć.Czasami wart
                  > o też pomyśleć.

                  czy musisz amputowac sobie reke zeby wiedziec ze bez reki bedzie gorzej i sama amputacja bedzie bolala?

                  Ja pierdole, reszty nie chce mi sie komentowac bo jest glupsza niz to co wysmarowalas wyzej. Tragedia.
              • lu_bella Re: Do ditchdoc 12.09.10, 14:14
                ditchdoc napisał:

                Ja wiem lepiej od wszystkich ze placze i marudzenie i placze p
                > o dziecku sa tylko po to


                Ja cię pierdziu smile Co ty qrwa wiesx o byciu w ciązy, o stracie dziecka ?
                MEGALOMAN do potęgi i tyle tongue_out

                >

                >
                Nastepnym razem nie placz na forum publicznym to przynajmniej n
                > ie dowiesz sie o sobie prawdy wink.


                No tak a ty masz monopol na prawdę big_grin
                Buahahahaha... big_grin
                Co żonka rogi przyprawiła, czy wywaliła na zbity pysk jak się o twojej zdradzie dowiedziała ?
                No i czemu zmieniłeś nick nipie ?
                • ditchdoc Re: Do ditchdoc 12.09.10, 15:28
                  lu_bella napisała:

                  > No tak a ty masz monopol na prawdę big_grin
                  > Buahahahaha... big_grin

                  to sie nazywa bardzo duza inteligencja, sporo tego w zyciu wiedzialem i wiem kiedy klamiecie wink

                  > Co żonka rogi przyprawiła, czy wywaliła na zbity pysk jak się o twojej zdradzie
                  > dowiedziała ?

                  zona nie, nigdy nikogo nie zdradzilem

                  > No i czemu zmieniłeś nick nipie ?

                  nie wiem kto to jest takze pomylka ale to nic nowego wink
              • basia8.93 Re: Do ditchdoc 20.10.10, 17:27
                Ditchodoc ma rację. nie ma sensu roztrząsanie o odcieniach bieli. zasady są jasne... i bardzo ważne, wierność im pozwala unikać własnego i cudzego bólu. wierzę, że cierpienie Marylki jest prawdziwe, ale jest też konsekwencją braku zasad (lub wierności im), a co się z tym wiąże - nieprawidłowych wyborów. nie można też -skupiając się na Marylce- pominąć bólu innych: żony, dziecka, rodziców... Jedyne co można, to wyciągnąć wnioski i postarać się nie popełnić znowu tego samego błędu. historia Marylki może być przestrogą dla nas wszystkich.
      • poduszka123 Re: Do ditchdoc 18.09.10, 17:45
        > "A dziecko..., jak w zalążku mozgu zrozumialo jak naiwna i glupia bedzie mialo
        > matke to samo poddalo sie aborcji"
        > wielkie dzięki, bez komentarza

        Nie do konca ditch moze byc tu zwyczajnie brutalny i zlosliwy:
        przypomnialo mi sie jak mieszkalam z pewna byla-kochanka: rozbila malzenswo wieloletnim romansem ale w przeciwienstwie do ciebie nie stracila dziecka splodzonego z kochankiem.
        Dziecko (poznalam, widzialam, rozmawialam jak to dziecko mialo juz 17 lat) zdaje sie odziedziczylo lub wyuczylo sie cynizmu matki (i ojca?): chlopak oswiadczyl matce ze jak nie bedzie jemu fundowac tego czego chce i kiedy chce to on sie wyprowadzi do tatusia (juz rozwiedzionego) bo on przeciez wiecej zarabia. Swiadomie ja szantazowal wiedzac jak rozpaczliwie go kocha i ze zrobi dla niego wszystko: Przez caly okres mieszkania u niej i nasluchalam sie historii o tym jak temu chlopakowi zawsze nieba przychylala.
        Wypruwala z siebie zyly (sama biedujac) zeby chlopiec mial najnowsze gry, laptpop, ciuchy i buty z najwyzszej polki itp, a jak zazadal motoru (jakiegos konkretnego super modelu) to juz nie bylo jej stac i tez bala sie o jego bezpieczenstwo.
        Jak ja poznalam to chlopaka juz w mieszkaniu nie bylo (stad tez moglam wynajmowac u niej pokoj) bo jednak wyprowadzil sie do tatusia: luksusowy motor okazal sie ponad jej sily finansowe ale tatus jak najbardziej zdecydowal sie go zasponosorowac.

        W zyciu nie poznalam tak zniszczonej psychicznie kobiety jak ona.
        • ditchdoc Re: Do ditchdoc 20.09.10, 13:33
          nie szkoda mi jej, karma wink

          a co do tego ze szanowna autorka stracila? Imo sciema, jakos sie szybko podniosla po takiej stracie i juz kochasia po sadach ciaga big_grin
          Nawet jezeli faktycznie tak bylo to tylko lepiej dla tego dzieciaka ze sie nie urodzi.
    • monikn78 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 12.09.10, 16:26
      wpakowałaś się w bagno. faceta sobie odpuść. nazwisko dziecku daj po jego ojcu i do tego alimenty niech płaci. nie pozwól by mu uszło to na sucho.
      nie twierdzę, że jesteś bez skazy. jesteś współwinna całej tej sytuacji, a teraz musisz stanąć na głowie żeby twoje dziecko przez to nie cierpiało.
      • marylka1111 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 12.09.10, 19:08
        dziecka niestety już nie ma , a najgorsze są właśnie noce z soboty na niedzielę uncertain od wieczora czuję jakbym za parę godzin miała przeżyć ten koszmar od nowa
        • kohinoor0 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 13.09.10, 09:04
          Wyjdz do ludzi.
          Nie siedz sama z problemem, bo zwariujesz.
          Musisz zaczac DZIAŁAĆ, zaprzątnąć czymś głowę, a nie rozpamiętywaniem.
          Skończ z uzalaniem się nad sobą, zacznij cos robić smile

          A takimi jak ditchdoc się nie przejmuj - to jakiś frustrat, który owszem - zyje bez zdrad, bo albo nie ma kogo zdradzić albo nie ma z kim (albo obie rzeczy jednocześnie tongue_out)

          smile
    • marylka1111 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 17.09.10, 16:06
      po krótkiej przerwie znowu mam od wczoraj telefony i smsy szanownej pani mamy i szanownej pani żony.... hmmm dzisiaj byłam u adwokata .... i zastanawiam się czy załatwić sprawę przez kancelarię i sąd czy zgłosić jeszcze dzisiaj na policję z tytułu oskarżenia prywatnego....
      • ditchdoc Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 18.09.10, 00:08
        biedna egoistka sad

        trzeba bylo pomyslec o innych troszke wink
        widze po komentarzach na dole ze ludzie odbieraja cie tak jak powinni.

        nie pozdrawiam
      • voxave Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 19.09.10, 18:21
        łodkaq marymarylka1111 napisała:

        > po krótkiej przerwie znowu mam od wczoraj telefony i smsy szanownej pani mamy i
        > szanownej pani żony.... hmmm dzisiaj byłam u adwokata .... i zastanawiam się c
        > zy załatwić sprawę przez kancelarię i sąd czy zgłosić jeszcze dzisiaj na policj
        > ę z tytułu oskarżenia prywatnego....
        słodka marylko on chyba ma już inną kochankę a mama i żona dzwonią do ciebie przez pomyłkę bo jeszcze nie odkryły kto jest tą następną
      • firminka Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 20.09.10, 15:27
        Zgłoś chociaż w efekty nie wierzęsmile Ex małżonka mojego faceta przesiedziała nawet 24 h na dołku i jej nie pomogłosmile Niereformowalna jakaś.
    • lonely.stoner Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 17.09.10, 23:07
      o rany, zwykle mam dosc liberalne podjescie i nie potepiam ludzi, ale ty jestes zwykla k.rwa ktora rozbija rodzine, sorry za takie slowa ale tak jest. Robisz to z premedytacja, obrzydliwie klamiesz, nawet nie masz odwagi cywilnej zeby powiedziec tej kobiecie ze wlasnie robisz to o co ona cie oskaraza- rozbijasz jej rodizne, sypiasz z jej mezem. Straszne. Nie rozumiem takiej depseracji u ludzi.
      • lonely.stoner Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 17.09.10, 23:12
        przeczytalam to wszystko do konca, i rece mi opadly, jak mozna byc takim kompletnym egoistycznym dupkiem??? pomysl kiedys o kims innym a nie tylko o wlasnej d.pie?? Nie cierpie takich ludzi, i masz wszystko na co sobie zasluzyas moim zdaniem.
      • marylka1111 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 18.09.10, 17:00
        "Zwykła k..." ciekawe.... i dlatego też nie pozwolę się dłużej obrażać i założę sprawę w sądzie smilesmilesmilesmilesmile Nie wiesz jak było, a teraz nie ma nic. A co do odwagi to nie ma nic tu do rzeczy..... poza tym ja nikogo do łóżka nie ciągnęłam........ A rodzina gdyby była idealna to by się przecież nie rozleciała.
        • ditchdoc Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 20.09.10, 13:31
          standrad

          skrajnie egoistyczna "zajebista sucz". Przeciez to wszystkich wina tylko nie twoja, nie? big_grin
          • firminka Mam do Ciebie osobiste pytanie:-) 20.09.10, 15:32
            Dlaczego wyzywasz ludzi od najgorszych? Perwersja jakaś czy "ten typ tak ma" ?
            Przecież wszystko można powiedzieć w innej, nadającej się do czytania formie. Po co to?
            • ditchdoc Re: Mam do Ciebie osobiste pytanie:-) 21.09.10, 10:24
              e tam, z Toba pisalem normalnie

              zalezy od adresata i tematu. Mozna ladniej ale nie widze potrzeby.
              • firminka Re: Mam do Ciebie osobiste pytanie:-) 21.09.10, 10:34
                Ze mną pisałeś normalnie więc dlatego się dziwię,że używasz języka omijanego w słownikachsmile
                Wyzwanie człowieka od szmat czy k....w nie zmieni jego postępowania.Agresja budzi agresję.Niepotrzebnie.Agresją niczego nie zwojujesz.Co najwyżej parę osób wyładuje swoje frustracje.
                • ditchdoc Re: Mam do Ciebie osobiste pytanie:-) 21.09.10, 12:51
                  nie jestem agresywny, bardzo zadko jestem i nigdy w "internecie" big_grin

                  nazywanie szmaty szmatąl, egoistki egoistką, idiotki idiotką (czy idioty, nie dyskryminuje wink) to nie jest agresja czy obraza tylko cos jak drugie imie. Obrazasz sie jak ludzie wolaja Cie po imieniu?

                  a ze gwiazdeczka sie z taka ocena nie zgadza to oczywiste, nic nie jest jej wina, glupia zona, glupia matka i kochas ktory klamal (sic!), tak ja oszukal, ona biedna, bialoglowa padla ofiara spisku...

                  maniery i mile slowka chowam dla kobiet ktore na to zasluguja czyli dla tych ktore widza cokolwiek wiecej niz koniec wlasnego noska, jak juz wiesz, taka kobieta autroka nie jest wink
                  • firminka Re: Mam do Ciebie osobiste pytanie:-) 21.09.10, 13:05
                    Możesz podać definicję szmaty? Przy odrobinie dobrej woli można tak nazwać każdego. Osobiście nie znam osoby bez grzechu, każdy ma coś na sumieniu. smile
                    • ditchdoc Re: Mam do Ciebie osobiste pytanie:-) 21.09.10, 14:11
                      gdziechy owszem maja wszyscy tylko sa jeszcze rozne grzechy

                      pedofilowi tez powiesz ze "grzechy mamy wszyscy" insynuując w ten sposob ze nic sie nie stalo/nie twoja wina blablabla, jak robisz w przypadku autorki?

                      daj spokoj

                      a definicja szmaty? Cos miedzy kurwą, skrajną egoistką a idiotką.
                      • firminka Re: Mam do Ciebie osobiste pytanie:-) 22.09.10, 08:46
                        Pedofilowi niczego nie powiem.Zgłoszę osobnika odpowiednim organom. To już nie grzech tylko ciężkie przestępstwo.smile

                        No to drugie osobiste pytaniesmile Jesteś ideałem?
                        • ditchdoc Re: Mam do Ciebie osobiste pytanie:-) 22.09.10, 10:02
                          firminka napisała:

                          > No to drugie osobiste pytaniesmile Jesteś ideałem?

                          oczywiscie ze nie ale ja z rozwaga nie krzywdze ludzi nic mi niewinnych, zwlaszcza malych dzieci. I nie rzucaj tekstow typu "nikt nie jest idealny, wszyscy popelniamy bledy" wink, usprawiedliwiajac autorke. Powinna byla sobie zdac sprawe z tego ze to blad w momencie w ktorym wiedziala ze koles ma zone.
                          Mozna sprawe rozwiazac tak jak Ty, kazac spierdalac kochasiowi i ewentualnie wrocic z papierami w reku, a do tego trzeba jaj, honoru i godnosci osobistej albo jak autorka, patrzac tylko i wylacznie na koniec wlasnego noska wink, zaplakujac oczka bo kochas oszukal wink

                          Ludzie popelniaja bledy, pewnie, ale trzeba sie na bledach uczyc, nie trwac w nich i je potegowac. A ze krocze swedzialo.. wink

                          • firminka Re: Mam do Ciebie osobiste pytanie:-) 22.09.10, 10:17
                            Widzisz, ja patrzyłam na koniec własnego noska każąc spierdalać albo przyjść z papierami w łapce. smile Z czystego egoizmu to zrobiłam. Nie lubię się dzielić.Samolubne ze mnie zwierzątko.
                            Jak to się skończyło, to wiesz. Skończyło? To złe słowo.To trwa nadal i się rozwija.Niedługo do domu wariatów trafię.
                            • ditchdoc Re: Mam do Ciebie osobiste pytanie:-) 22.09.10, 10:36
                              firminka napisała:

                              > Widzisz, ja patrzyłam na koniec własnego noska każąc spierdalać albo przyjść z
                              > papierami w łapce. smile Z czystego egoizmu to zrobiłam. Nie lubię się dzielić.Sa
                              > molubne ze mnie zwierzątko.
                              > Jak to się skończyło, to wiesz. Skończyło? To złe słowo.To trwa nadal i się roz
                              > wija.Niedługo do domu wariatów trafię.

                              egoistycznie byloby zaspokajac pragnienie kuciapy i smarowac zonke nie zwarzajac na dzieci.

                              Kazac spierdalac kiedy dowiedzialas sie o zonce, mimo ze moze z egoistycznych pobudek, zrobilas najlepsza rzecz pod wzgledem moralnym jaka moglas zrobic. Kochas sie dowiedzial ze n2 nie bedziesz bo Ci to nie pasuje, ze zle robi zdradzajac zone, a ze chlop sie podoba i wszyscy lubimy seks to byla sprawa drugorzędna. Skonczylo sie tak ze kochas przyniosl papiery w zebach z pokorna minka. Nie dalas sie wodzic za nos jak idiotka. Nie porownuj tego do autorki, nie ta klasa ludzi, nie ta moralnosc i nie ta inteligencja.
                              • firminka Re: Mam do Ciebie osobiste pytanie:-) 22.09.10, 10:55
                                Masz może jakiś patent na spacyfikowanie owej żonki? Teraz już ex żonki.
                                Właśnie odebrałam telefon z firmy ochroniarskiej. Buszowała pod domem.
                                Niereformowalna jest.
                                To są efekty egoistycznych zachowańsmile
                                Tak na marginesie.Ja się nigdy do nikogo nie porównują. Staram się ludzi zrozumieć. Może efekt uboczny wyuczonego zawodu?
                                • ditchdoc Re: Mam do Ciebie osobiste pytanie:-) 22.09.10, 12:12
                                  firminka napisała:

                                  > Masz może jakiś patent na spacyfikowanie owej żonki? Teraz już ex żonki.
                                  > Właśnie odebrałam telefon z firmy ochroniarskiej. Buszowała pod domem.
                                  > Niereformowalna jest.
                                  > To są efekty egoistycznych zachowańsmile
                                  > Tak na marginesie.Ja się nigdy do nikogo nie porównują. Staram się ludzi zrozum
                                  > ieć. Może efekt uboczny wyuczonego zawodu?

                                  zona bardzo zle znosi to ze maz ja zostawil dla innej, jest zraniona i krwawi jak zażynany dziki zwierz, chaos i bezmyślność, aby kąsać. Jest bardzo, ale to bardzo zraniona. Ma też niską samoocene którą mąż dodatkowo skopał romansem z takim a nie innym zakończeniem.
                                  To nie jest egoizm, po prostu dziki szał. Agresywna dla Was, sama nocami ryczy w poduszke. Agresja to depresja, tylko na odwrót wink

                                  Szkoda mi jej i Ciebie, jej bo biedna jest, bardzo kochała męża, Ciebie bo jesteś niewinna, postąpiłaś z duża klasą każąc mu wpierw przynieść papiery. Chujowa sytuacja.
                                  • firminka Re: Mam do Ciebie osobiste pytanie:-) 23.09.10, 13:11
                                    Masz rację, chu....wa.Jestem tym wszystkim zmęczona. Pierwszy raz od lat udało mi się prawie zawalić robotę. Siedziałam na spotkaniu i odleciałam myślami w kosmos.smile Zawiesiłam się jak zepsuty komputer.
                                    • ditchdoc Re: Mam do Ciebie osobiste pytanie:-) 23.09.10, 13:23
                                      bywa

                                      tez za duzo nabralem i jestem juz zmeczony. Siedze i czytam te bzdury bo sie na pracy skupic nie moge..
                                      • firminka Re: Mam do Ciebie osobiste pytanie:-) 23.09.10, 13:38
                                        Wiesz, to ciekawesmile Prawie z tych samych powodów siedzę na forum.Mózg mi wyparował.smile
                              • basia8.93 Re: Mam do Ciebie osobiste pytanie:-) 20.10.10, 17:40
                                jak dla mnie obie sytuacje zasadniczo się nie różnią, może w szczegółach. inna forma i opakowanie, treść taka sama. a wyzwiska faktycznie należy sobie darować
    • ind-ja Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 17.09.10, 23:54
      lo jezusku drogi,cala rodzina musiala jezdzic w te i nazad,zeby przedyskutowac fakt,ze wskoczylas do lozka zonatemu,dzieciatemu facetowi.A kanapki chociaz mieli skoro tak czesto podrozowali no i telefony kosztowaly majatek.
      a prawda jest taka,sama bedac mezatka uwiodlas zonatego,zroblas sobie z nim dzidziusia,powiedzialas mu spierdalaj bo tak bedzie lepiej.Chlop posluchal i ...oby tylko dziecku krzywda sie nie stalo
    • poduszka123 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 18.09.10, 16:29
      Przebrnelam przez te wszytkie wpisy i powiem ci jedno: jesli spowodowalas cierpienie to sama tez bedziesz cierpiec.

      Nie wiem czego nauczylo cie to przez co przeszlas ale jesli przypadkiem ponizszy wniosek ci umknal to ja ci go napisze:
      problemy malzenskie (wlacznie z ocenianiem ich) zostaw malzonkom.
      Co ma sie rozpasc - rozpadnie sie. Nie wplywaj na wydarzenia a bedziesz miec czyste sumienie jesli mezczyzna sie rozwiedzie.
      Zaczniesz zwiazek nie powodujac cierpienia.

      Sama poltora roku temu bylam uwodzona przez faceta z zona i 2 malych chlopcow.
      jak sie dowiedzialam ze nie ma rozwodu jeszcze tego samego dnia odwowlalam nasze spotkanie i kontakt ograniczylam do sporadycznych maili w ktorych to on glownie wylewal zale na zone i jak mu zle, jak ze soba nie sypiaja, jaka ona podla.
      W moich sporadycznych odpowiedziach przypominalam mu o jego obowiazkach jako meza i ojca dwoch chlopcow. Za kazdym razem pisalam ze mowy nie ma zebym mogla byc w zwiazku z kims zonatym.
      Wlasne cierpienie wylalam w ramiona przyjaciela. Nie moglam sie pogodzic z tym ze jak wreszcie poznalam odpowiedniego czlowieka okazal sie zajety.
      Po kilku miesiacach odpuscil sobie pisanie mi maili bo coraz wiecej czasu zajmowalo mi odpisanie na kazdy taki mail-rzeke.

      Jest moim kolega w pracy i kilka tygodni temu od naszego wsponego kolegi dowiedzialam sie ze przeprowadzil z zona do nowego, wiekszego mieszkania bo spodziewaja sie trzeciego dziecka i on jest szczesliwszy, odzyl, stal sie pewniejszy siebie.

      Akurat ten zwiazek udalo sie uratowac i trojka dzieci, mam nadzieje, wychowa sie w pelnej rodzinie, po kryzysie, ale jednak.

      Gdyby od zony odszedl (a ja zazadalabym dowodu w postaci papierka) to BYC MOZE z nim bym sie zwiazala.
      Czemu byc moze?
      Bo jak facet krecil ze mna na boku zony (i obsmarowywalby ja za jej plecami) to nie mam gwarancji ze nie zrobi tego mnie.
      • a-n-ka Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 20.09.10, 01:23
        Marylko, napisz do mnie ma maila maj.maj.maj60@gmail.com
        Chętnie z Tobą pogadam.
        Przeczytałam wszystkie posty współczuję i radzę specjalistę samej będzie ci ciężko ale jesteś silna wyliżesz się.....kiedyś. A TEGO DUPKA KOPNIJ W DUPE I WOGÓLE Z NIM NIE GADAJ.
        Więcej napiszę prywatnie jestem w podobnej sytuacji. Trzymaj się.
    • marylka1111 Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 20.09.10, 17:20
      nie zgłosiłam o nękanie.... emocje mi opadły od piątku.... ale smsy zapisałam na wszelki wypadek..... a po tym moim stwierdzeniu, że zgłoszę to same ciekawe opinie miałam jaka to ja jestem......... te kobiety zrobiły z mojego życia piekło.......może i na moje własne życzenie .......... głupia byłam to fakt...... ale to nie powód żebyście jeszcze tutaj mnie obrzucali błotem.........."miłość" okazała się ślepa...... na szczęście klapki mi z oczu opadły .... nie rozbiłam tego małżeństwa, 1000 razy wmawiałam mu że im się ułoży, robiliśmy przerwy .... nic to nie dało.... dopiero jak dowiedział się , że jestem w ciąży umiał dokonać wyboru, wybrał ją..... ale winna jest kochanka .... jak widać ZAWSZE..... nie pisałam tutaj żebyście mnie pocieszali.... ale też nie pisałam żebyście mnie wyzywali........

      ktoś wcześniej napisał, że to jakaś ściema ... że szybko się podniosłam.... raczej po psychologii ta osoba nie jest.... nie będę pisać przecież każdego dnia jak to mi źle.... potrafię się nawet śmiać, wyjść z koleżankami na kawę... potrafię!!!!!!!!!!!!! to źle????? tylko nie potrafię spotkać się ze swoją przyjaciółką, która ma 4 miesięczne dziecko, nikt nie wie co czuję jak budzę się w nocy , dotykam ręką brzucha i stwierdzam, że to nie był sen........ jak jestem w sklepie i widzę małe dzieci.... tego nie da się opisać...... i nie chcę nawet tego robić.... nie chcę się pogrążać jeszcze bardziej .........
      • neecia Re: Jak zostałam kochanką i co tu zrobić? 20.09.10, 18:34
        marylka1111 napisała:

        > nie rozbiłam
        > tego małżeństwa, 1000 razy wmawiałam mu że im się ułoży, robiliśmy przerwy ...
        > . nic to nie dało....

        Maryla, pomimo tego co piszesz że tłumaczyłaś mu że ułoży mu się z żoną itd. nie jest prawdą że byłaś w porządku.. Jedyne co mogłaś zrobić by mieć prawo teraz powiedzieć że jesteś niewinna to było zostawienie cudzego męża bez względu na to jak im się układało. A teraz po prostu ponosisz konsekwencje swoich decyzji.. I nie tłumacz proszę że zrobiłaś wszystko by to małżeństwo się nie rozpadło bo to bzdura!!- zaangażowałaś się w ten związek, wiedząc że facet z który chcesz układać sobie życie nie jest wolny- to jest Twoja główna wina i nic tego nie zmieni. Druga współwinną (w równym stopniu) osobą jest Twój niedoszły partner
        • firminka Homo homini lupus est. 21.09.10, 09:26
          Najłatwiej jest dołożyć "do pieca" zrozpaczonemu człowiekowi.Wbij ją jeszcze w poczucie winy, niech się miota. Będzie dłużej cierpiała ale co tam... Nie potrafisz pomóc to zamilcz.Czasem trzeba wiedzieć kiedy się zamknąć.To cenna umiejętność.Warto ją w sobie rozwijać.
          • ditchdoc Re: Homo homini lupus est. 21.09.10, 10:23
            firminka napisała:

            > Nie potrifisz pomóc to zamilcz.

            co za bzdury

            przykro mi panie ale jak wylewacie zale na publicznym forum to miejcie na uwadze ze komentarze moga byc rozne, jak chcecie glaskania po pleckach to zalcie sie kolezance ktora bedzie wam wspolczula bez wzgledu na to co robicie

            autorka to wierutna, egoistyczna szmata, bez pol grama wzgledu na innych. Ma mi byc jej zal?
            Placze i jeczy tylko i wylacznie dlatego ze kochas jej podziekowal za wspolprace i wrocil do zony, czyli przegrala, zostala odrzucona. Tylko dlatego. A ze matka zonki ja od szmat wyzywa, coz.. wink
            Inaczej by sie nosila z dupa wyzej od glowy.
            • firminka Re: Homo homini lupus est. 21.09.10, 10:44
              ditchdoc napisał:


              > > Nie potrifisz pomóc to zamilcz.
              >
              > co za bzdury

              Dla Ciebie może i bzdury. Włącz empatię. Nikomu jeszcze nie zaszkodziła.
              >
              > przykro mi panie ale jak wylewacie zale na publicznym forum to miejcie na uwadz
              > e ze komentarze moga byc rozne, jak chcecie glaskania po pleckach to zalcie sie
              > kolezance ktora bedzie wam wspolczula bez wzgledu na to co robicie
              >
              > autorka to wierutna, egoistyczna szmata, bez pol grama wzgledu na innych. Ma mi
              > byc jej zal?
              > Placze i jeczy tylko i wylacznie dlatego ze kochas jej podziekowal za wspolprac
              > e i wrocil do zony, czyli przegrala, zostala odrzucona. Tylko dlatego. A ze mat
              > ka zonki ja od szmat wyzywa, coz.. wink
              > Inaczej by sie nosila z dupa wyzej od glowy.

              Dziewczyna pisze na forum "Kochanki..." a nie na forum "Obrońcy moralności..." albo "Oceń mnie...". Pisze bo prawdopodobnie nie radzi sobie z bólem i szuka wsparcia. Oczywiście, można zachować się jak "egoistyczna szmata" i skopać jej tyłek czerpiąc z tego wątpliwą satysfakcję albo spróbować pomóc. Kopanie cierpiącego człowieka nie jest ani etyczne ani dobre. Dowalenie jej nie pomoże nikomu.Ani jej ani dowalającemu.
              • ditchdoc Re: Homo homini lupus est. 21.09.10, 12:44
                firminka napisała:

                > Dziewczyna pisze na forum "Kochanki..." a nie na forum "Obrońcy moralności..."
                > albo "Oceń mnie...". Pisze bo prawdopodobnie nie radzi sobie z bólem i szuka ws
                > parcia. Oczywiście, można zachować się jak "egoistyczna szmata" i skopać jej ty
                > łek czerpiąc z tego wątpliwą satysfakcję albo spróbować pomóc. Kopanie cierpiąc
                > ego człowieka nie jest ani etyczne ani dobre. Dowalenie jej nie pomoże nikomu.A
                > ni jej ani dowalającemu.

                jak boli to dobrze, za bledy sie placi

                i nie mam zadnej satysfakcji w mowieniu glupiej kobiecie ze jest glupia kiedy udaje ze glupia nie jest tylko los jej nie szczedzi dramatwo sad

                daj spokoj, lykasz te bzdury srogo okraszone fantazjami jak male dziecko.
                • firminka Re: Homo homini lupus est. 21.09.10, 13:11
                  Kwestia podejścia do światasmile Nie zakładam,że ludzie są źli. Może bzdury, może nie bzdury. Nie wiem.Nie mam możliwości ani ochoty tego sprawdzać. Każdy ma prawo do błędów. Naszych błędów nikt za nas nie popełni.Na nich się uczymy.Jak bardzo poranieni z tej szkoły wyjdziemy zależy nie tylko od nas ale i od osób,u których szukamy pomocy,wsparcia,zrozumienia...
                  Przyjmując założenie,że dziewczyna pisze prawdę obrzucanie jej pomyjami nie pomoże ani jej ani obrzucającymsmile Zakładając,że kłamie pozostaje skierowanie jej na wizytę do specjalisty. Inwektywy nie pomogą.W żadnym z wypadków.
                  • ditchdoc Re: Homo homini lupus est. 21.09.10, 14:15
                    firminka napisała:

                    > Kwestia podejścia do światasmile Nie zakładam,że ludzie są źli. Może bzdury, może
                    > nie bzdury. Nie wiem.Nie mam możliwości ani ochoty tego sprawdzać. Każdy ma pr
                    > awo do błędów. Naszych błędów nikt za nas nie popełni.Na nich się uczymy.Jak ba
                    > rdzo poranieni z tej szkoły wyjdziemy zależy nie tylko od nas ale i od osób,u k
                    > tórych szukamy pomocy,wsparcia,zrozumienia...

                    nie mam sil odpowiadac na takie glupoty

                    jak widisz zarzyganego cpuna na ulicy, to musisz popelniac jego bledy czy moze zastanowisz sie "o, nienajlepiej na tym wyszedl moze ja tego nie zrobie?". To sie inteligencja chyba nazywa.

                    > Przyjmując założenie,że dziewczyna pisze prawdę obrzucanie jej pomyjami nie pom
                    > oże ani jej ani obrzucającymsmile Zakładając,że kłamie pozostaje skierowanie jej
                    > na wizytę do specjalisty. Inwektywy nie pomogą.W żadnym z wypadków.

                    nie mam zamiaru jej pomagac, nie zasluguje na pomoc czy sympatie i tlumaczylem juz, piszac posty na forum publicznym nie wybierasz sobie komentatorow. Ty jej mozesz mowic ze jest biedulka i ze to nie jej wina, ja jej moge powiedziec ze jest glupia i ze owszem, to jej wina.

                    Mily i pomocny jestem dla ludzi ktorzy na pomoc zasluguja.
                  • arieta Re: Homo homini lupus est. 21.09.10, 15:18
                    Panna sama sobie winna i jeszcze sie nad soba lituje. To ze cierpi ona i misiu to oczywiste i to ich wlasna wina, ale przez nich cierpi, niewinna tej zdradzie zona. Jakkolwiek by w zwiazku nie bylo zle, mozna sie rozwiesc i potem szukac panny, nie w odwrotnej kolejnosci. To nad zona mozna by sie litowac, a nie nad dziewczyna, ktora swiadomie zadawala sie z zonatym facetem.
      • firminka Nie pogrążasz się. 21.09.10, 09:21
        Masz prawo do płaczu,krzyku, wrzasku, potłuczenia paru garów, upicia się do nieprzytomności czy co tam Ci jeszcze przyjdzie do głowy.Masz prawo do żałoby i przeżywania jej na swój sposób.Masz prawo o tym pisać. Forum to rodzaj grupy wsparcia.Ludzie w sytuacjach kryzysowych bardzo potrzebują miejsca gdzie mogą się wygadać i zostaną wysłuchani.
        Nikt nie ma prawa Cię oceniać.Jeżeli to robi to jest uzurpatorem i tyle.
        PISZ i niczym się nie przejmuj jeżeli tylko Ci to pomaga.
        • marylka1111 Re: Nie pogrążasz się. 21.09.10, 16:10
          Na początku pomagało mi pisanie tutaj ... teraz sama nie wiem.... na początku też były opinie negatywne ale na poziomie..... /no tak... zaraz będzie co ja wiem o poziomie/ .... a teraz cały czas jedna osoba wypisuje jaka ze mnie szmata .... i to monotematycznie....... hmmm a tak swoją drogą to skoro ta osoba jest taka super i nigdy nie popełniła tego typu błędów to co robi na takim forum???????????? może lepiej by było jakby zajęła się swoją połówką zawsze to przyjemniejsza forma spędzania czasu........... chyba , że to wynik doświadczenia zdrady i stąd ta frustracja........ nic innego nie przychodzi mi do głowy, mi zwyczajnie nie chciałoby się komuś kilka razy dziennie mówić jaką jest szmatą .... masakra


          a co do niektórych osób które uważają, że jednak rozbiłam małżeństwo.... jeszcze raz powtarzam nie czuję się winna

          oczywiście wiem, że byłam głupia, facet powinien skończyć wcześniej związek ... stało się jak się stało.... straciłam coś najważniejszego .... i tego nie zmienię ..... ale całą resztę i owszem....... a facet i tak się od żony wyprowadził............


          a co do winny w tym wszystkim:
          ja bo facet był żonaty i oczywiście nie ma tu usprawiedliwienia, trzeba było odwrócić się w druga stronę.... tylko tylko tylko.... mogłabym znaleźć 1000 powodów dlaczego tak się nie stało.... ale wiem nie powinnam
          facet bo to on był w związku i to on pozwolił sobie na romans.... na zwodzenie dwóch kobiet i pozwolił uwierzyć mi, że mnie mnie kocha jej , że jest jej wierny
          żona bo jeszcze raz powtórzę pracowała sobie na to przez cały ich związek....nie byłabym ja byłaby inna, może Ty, może Twoja przyjaciółka, siostra... a szantaż dzieckiem i te wszystkie akcje które odwaliła .... żebranie o miłość gdy ktoś prosto w oczy mówi, że nie kocha.... to już wolałabym nie być dla kogoś żoną
          matka bo hmmm nic dodać nic ująć katoliczka na maxa

          • marylka1111 Re: Nie pogrążasz się. 21.09.10, 16:19
            a jeszcze odnośnie tego jaka ze mnie biedulka..... ogólnie daję radę .... o nim nie myślę zupełnie........... ale z tego powodu, ze straciłam dziecko .... tutaj sobie nie radzę.... staram się jakoś trzymać.... ale to jest bardzo ciężkie.... a stwierdzanie, że dobrze mi tak.... dziecko nie byłoby niczemu winne.... NICZEMU!!!!!!!!!!!
            • firminka