dylemat kochanki...sink or swim???

09.09.10, 19:16
"Just like I predicted, We're at the point of no return
We can go backwards, and no corners have been turned.
I can't control it, if I sink or if I swim
'cause I chose the water that I'm in. "

Lucie Silvas -What you are made of

***

Jestem tu na własne życzenie, nieprzymuszona niczym. Jestem tu, gdzie wieczory samotne, weekendy w pojedynke, tu gdzie nie zadzwonisz wtedy kiedy chcesz. W miejscu, które stawia Cię na szarnym końcu, daleko poza podium.
I choć słyszysz, że tylko Ty, że tęsknota, że nigdy wcześniej nic podobnego...czujesz, że nigdy wcześniej gorzej Ci nie było.
Żyjesz krótką chwilą, stopkaltką wyjątkowych momentow, retrospekcją wszytskiego co było dotychczas najlepsze. A wszytsko jest piękne, jeden tylko warunek - on na horyzoncie!
Znika- zaczynasz czarno-białą projekcję, wizję ociekające pesymizmem.
Dystans! Pozostaje się o niego modlić! Weszłaś w to świadomie, nie od początku co prawda, ale nie obawiając sie niczego. Naiwnie igrając z losem, nie licząc się z konsekwencjami, ze swoim smutkiem, samotnością ciąglymi rozmyślaniami, które musiały się pojawić w momencie kiedy stałeś się bliski. A kiedy to się stało? Nie wiadomo.
Co to za ironia? Spóźnić się chwil kilka. Mieć coś w zasięgu ręki, a wiedzieć, że nigdy nie dostaniesz tego.
Zawsze miałaś jasno sprecyzowane zdanie na temat tego typu układów. Żonaty facet-nietykalny facet! Jak widać nigdy nie mów nigdy. I nie zmienia tego nawet fakt, że był to grom z jasnego nieba, a nie wyrachowane działanie. Był jednak czas, żeby się wycofać, powiedzieć nie! Nie zrobiłaś tego a teraz siedzisz z paznokciami obgryzionymi na krótko, kalkulując jakie masz szanse w tej rozgrywce, kiedy wyłożyć karty i czy w ogóle je wyłożyć. Co powiedzieć, a czego nie, żeby nie wystraszyć. Udawać luz i dystans, czy otwarcie mówić jak boli i nie daje spokoju. Redagowac sms'a kilkakrotnie zastanawiając się czy aby nie zbyt wylewny, nachalnyu, pretensjonalny, a może zbyt oschły, bez emocji.
Kobieto! Wariujesz! Są dni kiedy świetnie sobie radzisz i są dni kiedy to wszystko nie wydaje się tak beznadziejnie beznadziejne. Są dni kiedy gęba Ci się smieje, świat jest piękny i widzisz nawet "happy end" tej "love story".
Analizujesz, za dużo analizujesz. Kaczką być najlepiej, taką co to po której spłynie wszytsko. W sumie użalasz się nad sobą, samotne macierzyństwo, po długim...zbyt długim, toksycznym związku.
Ciągle krąży po głowie jedno proste słowo: substytut! Nic lepiej nie odda tego jak się czujesz. Stałaś się substytutem, rekompensatą wszystkich porażek i niedociągnięć w życiu tego mężczyzny. Może on tego tak nie pojmuje, więcej...on napewno tak tego nie pojmuje, bo przecież wyznał że Cię kocha i jest już pewien swoich uczuć. Mimo wszytsko drugoplanowa rola jest Ci już przypisana, zapewne na stałe, napewno na tak długo jak na to zezwolisz.
A Ty bujasz się codzinnie z inna myślą. I nagle obuchem w łeb! Realny scenariusz! Przecież on nigdy nie poradzi sobie z tym, nie zbierze się na odwagę, nie podejmie ryzyka. Będzie sobie siedział bezpiecznie tam gdzie jest, a że nieszcześliwy z poczuciem, że coś (życie jego) przecieka mu przez palce...no cóż, podjąl kiedyś decyzję, jest dorosly, więc się wywiąże ze swoich zobowiązań. Ten scenariusz jest pioruńsko prawdopodobny, a Ty zamiast iść do przodu....ugrzęźniesz.
Mimo wszytsko podejmiesz to ryzyko, usparwiedliwiając swoje wyrzuty sumienia, przemiennie wybielając się, tłumacząc ze swojej roli kochanki, bo choć nie pojmujesz tego tak, właśnie się nią stałaś. Musisz wiedzieć, że zasługujesz na mężczyznę, który nie ściąga obraczki z palca przed każdym ukradkowym spotkaniem!
Trawisz to i trawisz, póki co za słaba jesteś, żeby przedsięwziąć jakieś kroki. Ale wierzę w Ciebie...przyjdzie dzień spełnienia i zadowolenia, dzień satysfakcji i radości z rzeczywistego stanu rzeczy. Potrenują Twoją cierpliwość, wytrzymałość i wiarę...ale wynagrodzą Ci to w końcu! I słońce zaświeci i uśmiech nie zejdzie Ci z twarzy.
Tylko poczekaj jeszcze troche...


P.S. "Wypowiedziałam to w głos"...juz mi lepiej.
    • any.key Re: dylemat kochanki...sink or swim??? 09.09.10, 23:33
      jak rozumiem jestes w nim zakochana.
      Przecież on nigdy nie poradzi sobie z tym, nie zbierze się na odwagę, nie podejmie ryzyka.
      takie masz o nim przekonanie i nadal jesteś zakochana...???
      Chyba nie rozumiem niektórych kobiet.
      Mniej więcej tak to brzmi: "on jest ostatnim plantem i fajtłapa, ale tak go kocham... "
      nasuwa sie pytanie: dlaczego kocham takiego c..la???
      i to nie w nim jest problem tylko w tobie.
      • solamenteunpoco Re: dylemat kochanki...sink or swim??? 10.09.10, 15:25
        Jestem...dlatego rozum jedno, a serce drugie- lekka schizofrenia mnie dopadla.
        Nawet przez chwile nie twierdziłam, że problem nie leży we mnie, ale on też go ma jakby nie było.
        • any.key Re: dylemat kochanki...sink or swim??? 13.09.10, 22:21
          Może ma, może nie, nie jesteś nim - trudno powiedzieć. Ale na jego problem nic nie poradzisz, a na swój możesz.
    • firminka Re: dylemat kochanki...sink or swim??? 10.09.10, 09:43
      Najważniejsza w tym całym zamieszaniu jesteś Ty.Nie musisz spędzać samotnie wieczorów,dzwonić o ustalonych godzinach czy zastanawiać się co napisałaś w sms-ie. Chcesz tak żyć? Pogoń faceta.Albo rozstanie się z żoną i będzie z Tobą albo zostanie w domu. Jeżeli zostanie to znaczy,że nie kocha Cię i nie szanuje. Przeżyjesz żałobę po związku i poznasz kogoś,kto jest Ciebie wart.Możesz przeżyć swoje życie szczęśliwie.

      P.S.Chyba ,że była żona urządzi na Ciebie polowanie z nagonką.smile
      • big_koala Re: dylemat kochanki...sink or swim??? 10.09.10, 10:20
        doskonale Cię rozumiem, też to przechodzę było ciężko ale jest już lepiej.
        Musisz odszukać w sobie siłę która pozwoli Ci żyć po swojemu nie wg schematu który ON narzucił, nigdy nie będziesz szczęśliwa.
        Gdy mam chwile słabości, powtarzam sobie jedno zdanie " bezendu" "nie trać czasu na kogoś kto nie ma go dla Ciebie" ............trochę pomaga.
        Życzę powodzenia


        • firminka Re: dylemat kochanki...sink or swim??? 10.09.10, 10:33
          Ja zaryzykowałam i wygrałam. Powiedziałam sobie ,że nie zasługuję na drugie miejsce.Albo wszystko albo nic. Wygrałam. Teraz poluje na mnie była żona. Policja, ochrona itp...
          • big_koala Re: dylemat kochanki...sink or swim??? 10.09.10, 11:19
            czytałam Twój post, więc jestem w temacie.
            Teraz kiedy jesteś już silna spotkaj się z tą kobietą .....może to będzie jakimś konsensusem.
            "Ja zaryzykowałam i wygrałam. Powiedziałam sobie ,że nie zasługuję na drugie mie
            jsce.Albo wszystko albo nic. Wygrałam".
            Ja też podjęłam taką decyzję, wydawało mi się że jestem już "czysta" do czasu kiedy się spotkaliśmy się w klubie, rozmowa jakby nigdy nic, jakby pewne słowa nie padły ...
            i jeszcze się dowiedziałam że Ja jestem jego ...........


            • firminka Re: dylemat kochanki...sink or swim??? 10.09.10, 11:52
              Z kobietą to od wczoraj policja się spotyka. Jet niereformowalna, jak na razie. Wczoraj wieczorem zabrali ją od nas spod domu.
              Ale to mało istotne.

              Rozumiem Cię, z uczuciami jest czasem jak z nałogiem. Niby rzucasz palenie ale wystarczy dobra okazja i szybko zapalisz tego jednego i nałóg wraca. Całą procedurę trzeba zaczynać od początkusmile To trudne, boli, obniża poczucie własnej wartości... W końcu się wygra albo trzeba poprosić o pomoc specjalistę.
              • big_koala Re: dylemat kochanki...sink or swim??? 10.09.10, 13:42
                "Z kobietą to od wczoraj policja się spotyka. Jet niereformowalna, jak na razie.
                Wczoraj wieczorem zabrali ją od nas spod domu. "
                ooo matko,ale masz artrakcje, nie zazdroszczę.

                "Niby rzucasz palenie ale wystarczy dobra okazja i szybko zapalisz tego jednego i nałóg wrac.... To trudne, boli, obniża poczucie własnej wartości... "
                no właśnie !!!! wiem, ja wszystko wiem ..... tak jak autorka postu …. ,że ma rodzinę, nie jest dobrym partnerem skoro teraz zdradza to się już nie zmieni ....
                Pomimo ze to wszystko wiem to trudno mi się uwolnić od niego .... i weź tu zrozum kobietę wink


                • firminka Re: dylemat kochanki...sink or swim??? 10.09.10, 14:35
                  Znam, przerabiałam z poprzednim partnerem. Co prawda żony nie miał ale miał pracę, ego stąd na Księżyc,rozwinięty narcyzm i milion innych wad... Uwalnianie się o nałogu, nawroty uzależnienia zajęły mi 5 lat. Wystarczyło przypadkowe spotkanie i znowu byłam ugotowana. Leciałam jak ćma do ogniasmile W końcu się udało ale jak sobie to przypomnę to śmiać mi się chce z siebie. Ale śmiech przychodzi po latach, w trakcie ciągle jest nadzieja,że on się zmieni. Guzik się zmieni ale żyjesz nadzieją, modlisz się o nadzieję itd. Błędne koło.

                  Postaw mu twarde warunki i idź" na odwyk". Może facet przystanie na Twoje warunki a może odwyk okaże się tym razem skuteczny?

                  Chwilowy brak faceta ma swoje dobre strony.smile Masz dużo czasu dla siebie. Czekają w kolejce książki odłożone " na później", zaległe wizyty u kosmetyczki, weekendy z koleżankami w spa, teatry, babskie wieczory,kino czy co tam lubisz. Da się przeżyć choć łatwo nie jest.

                  Znikam na weekend z lubym. Odpoczniemy trochę po perypetiach i nabierzemy sił przed ciągiem dalszym.Chyba,że noc na dołku dobrze ex zrobiła i przestanie szaleć.
      • solamenteunpoco Re: dylemat kochanki...sink or swim??? 10.09.10, 15:30
        Najgorsze, że jestem tego wszytskiego świadoma...nie chodzę z naiwną myślą z tyłu głowy i nadzieją w sercu, może dlatego ten realny scenariusz tak bardzo mnie przeraża i póki co i odwlekam ten moment, serwując sobie niezła "jazdę".
        • on99 Re: dylemat kochanki...sink or swim??? 10.09.10, 16:55
          Czemu odwlekasz skoro jesteś świadoma ? Może właśnie warto sprawdzić jak on zareaguje, kiedy postawisz go przed jasnym wyborem ? Jest szansa, że wybierze po Twojej myśli. A jeżeli nie ? To będziesz mogła żyć dalej.
          • solamenteunpoco Re: dylemat kochanki...sink or swim??? 12.09.10, 11:04
            Proste i brzmi bardzo racjonalnie, tylko moje myślenie w chwili obecnej niewiele ma wspólnego z racjonalizmem..czekam na odpowiedni moment, oby przyszedł jak najprędzej, życz mi tego!
            • on99 Re: dylemat kochanki...sink or swim??? 12.09.10, 20:55
              Odpowiedni moment na co ? Cóż zamierzasz uczynić ?
              • big_koala Re: dylemat kochanki...sink or swim??? 13.09.10, 09:55
                tak naprawdę to od jakiegoś czasu znasz już odpowiedź ......... i dlatego boisz się zadać pytanie wprost. Ale czy to jest rozwiązanie ....................... sama siebie męczysz !!!!
                Będzie lepiej dla Ciebie jak okres bólu, rozterek potraktujesz już jako rekonwalescencję
                Po Nim ,bo to dopiero przed Tobą …… szkoda czasu.
                Wiem że łatwo się mówi, ale ja to samo przechodzę „wszystko wiem, wszystko rozumiem”
                a jednak myślę i zapomnieć nie mogę !!

                • bosanova77 Re: dylemat kochanki...sink or swim??? 23.09.10, 09:27
                  Bardzo mi bliski watek...Pięknie to opisalas, co wiele z nas czuje...Ja oddalam walkowerem, przegralam, ale chyba z korzyscią dla mnie.jeszcze tego nie wiem, ale wiem,że jak go spotkam, cisninie mi skoczy,serce bedzie sie wyrywać, choc rozsadek bedzie krzyczał "nie".
                  Może to jeszcze nie czas na "NAS"... Nawet wspomnać nie umiem, bo zalewam sie lzami...

                  To tak jak marzenie o ciąży, marzy sie miesiącami, latami...i nagle jest,2 kreski na teście.Zaokrąglony brzuszek lekko, i nagle poronienie.I w sumie radośc,że choc przez chwile sie było "mamą", i test w kieszeni na pamiątke, i jedne buciki, a z drugiej płacz od momentu pobudki, do momentu zasnięcia, i tęsknota za utraconym, i poczucie NIEDOSYTU... żal, łzy
Inne wątki na temat:
Pełna wersja