chora miłość...

11.09.10, 00:01
witajcie!!! nie wiem, czy to właściwe forum, bo właściwie nie jestem "do końca" kochanką...mam pewien jak dla mnie dość poważny problem, z którym w ogóle
sobie nie radzę sad(( otóż wpadłam w jakieś dziwne, toksyczne zauroczenie.
pracuję w pewnej dużej korporacji w stolicy od 3 lat, w miarę dobra praca,
stała, dobre zarobki. od pierwszego dnia moją uwagę przykuł jeden z kolegów
sporo starszy ode mnie, kawaler, pod 40, ale w jakimś związku ze sporo starszą
od siebie kobietą. lubiłam z nim rozmawiać, żartować, zauroczyłam się. on
zaczął sobie pozwalać z czasem na coraz więcej, jakieś niewinne dotknięcia, a
w końcu regularnie zaczął mnie obmacywać. z jednej strony czułam szaloną
przyjemność, jego dotyk sprawiał mi przyjemność, a z drugiej strony ogromne
wyrzuty sumienia, że porządna dziewczyna nie powinna zgadzać się na coś
takiego. do tej pory nie pozwalałam żadnemu facetowi na coś takiego. kłóciły
się we mnie skrajne emocje i w końcu nie wytrzymałam, przeprowadziłam z nim
rozmowę. on od razu zaczął się bronić i wycofywać, mówić, że mnie bardzo lubi,
podobam się, ale ma kobietę i nic z tego nie będzie, przepraszał, że mnie
skrzywdził i że to się nie powtórzy. później w domu ryczałam, zależało mi na
nim. przez jakiś czas dotrzymywał słowa, wręcz mnie unikał, po jakimś miesiącu
znowu. jak gdyby nigdy nic znowu. ja naprawdę nie wytrzymuję tego, ja ciągle
jestem w nim zakochana, nie chce mi to minąć, walczę z tym, na domiar złego
nie jestem w stanie zainteresować się nikim innym, odrzucam kolejnych
chłopaków, mam już 26 lat. tak mi się życie ułożyło, że nie byłam dotąd w
żadnym poważniejszym związku, jestem nawet dziewicą, chociaż pewnie mnie
wyśmiejecie. jakiś czas temu starał się o mnie pewien chłopak mój równolatek,
był opiekuńczy, czuły, ale oczywiście ja mu nie pozwalałam na
nadmierne czułości, mówił, że nie chce być dłużej tylko moim przyjacielem, a ja
nie potrafiłam go docenić i nic do niego nie czułam. byłto chłopak w miarę
niebrzydki, i przede wszystkim bardzo ułożony i grzeczny. mimo to dla mnie
był jakiś...odpychający. czułam dyskomfort nawet wtedy, kiedy tylko dotknie
mojej dłoni. co innego jak mnie dotknie facet z pracy. jakiś czas temu wpadł
za mną do pustego pomieszczenia, miałam sukienkę, zaczął gładzić mnie po
udach, biodrach, podziwiać, że mam niesamowicie jędrne ciało itp. zaczął mnie dotykać,
potem kazał dotykać siebie, dosyć szybko doszedł. po wszystkim nie odzywał się do mnie prawie tydzień. czułam się z tym strasznie, starałam się nie narzucać, nie zwracać uwagi, ale w końcu wybuchłam. przeprowadziłam z nim drugą rozmowę, a właściwie to był krzyk ze łzami. powiedział, że zaczął mieć wyrzuty sumienia wobec swojej kobiety i wobec mnie, że robi mi krzywdę, że się ograniczy, że więcej tak nie zrobi. i taki on właśnie jest, najpierw łazi koło mnie, zaczepia, zagaduje, a potem unika jak ognia, wręcz jest oschły, a kiedy
ja staram się dojść do siebie i wyrzucić go z głowy, znowu nie daje mi
spokoju. najgorsze jest to, że jestem w nim zakochana, zafascynowana, boję się, że to jakaś obsesja i nie umiem tego zwalczyć, mimo że wiem, że nic z tego nie będzie. z jednej strony chcę mieć znim kontakt, ale taki normalny, oparty na rozmowie, żartach, a widzę, że on
woli coś innego. a jak się sprzeciwiam na obmacywanie, to traktuje jak
powietrze. właściwie nigdy nie wiem, czego można się po nim spodziewać danego
dnia, a najgorsze jest to, że on strasznie mnie omotał i zdaje sobie z tego
sprawę. bywają momenty, że on aranżuje sytuacje, żebym znalazła się z nim sam
na sam w jakimś gabinecie, gdzie nikt nie wchodzi. do tej pory dotykał głównie
mnie, można właściwie nazwać, że pieścił, a od pewnego czasu daje mi do
zrozumienia, żebym i ja pieściła jego. ja wiem, że może wam się wyda chore to
co piszę, ale to nie jest żadna prowokacja i potraktujcie mój problem
poważnie. nie chciałabym zwalniać się z pracy, ale co mam robić????? jak się
odkochać? jak nabrać wiary w siebie i pewności siebie, bo dodam, ze cierpię na
niską samoocenę, nie mam wiary w siebie i swoją atrakcyjność sad ta dziwna
relacja z nim w jakiś dziwny sposób mnie uzależniła, mam w sobie same
sprzeczne uczucia, emocje. przyłapuję się na tym, że z jednej strony chcę być
dotykana przez niego, chcę go dotykać, a z drugiej strony myślę, że to jest
chore, żeby w taki sposób i w ogóle... dodam, że jak wyżej napisałam moim
problemem jest niska samoocena, brak wiary w siebie. nie wiem czemu, ale
ciągle jestem z siebie niezadowolona, ciągle poprawiam coś w swoim wyglądzie,
ciągle staram się wyglądać szałowo, prowokacyjnie, a mimo wszystko ciągle
wydaje mi się, że nie jestem dość atrakcyjna. ciągle zastanawiam się też, co
tak naprawdę myśli o mnie ten facet, czy mu się podobam, czy może kpi ze mnie
i jaja sobie robi...ja wiem, że to chore, ale tak mam. ja bardzo bym chciała
ułożyć sobie życie, zakochać się w kimś normalnym, z wzajemnością i mieć w
przyszłości dzieci, rodzinę, ale wydaje mi się już nieraz, że w moim wieku już
chyba za późno na jakieś sensowne zmiany, ja już mam widocznie taki charakter
i jestem trochę zdziczała. w dodatku nie wierzę w to, że udałoby mi się
zakochać w kimś innym niż ten człowiek. on nie zasługuje na takie uczucie, ale
to silniejsze ode mnie. zastanawiam się, czy to, co mam, czy takie dziwne
zauroczenie to jakaś odmiana choroby psychicznej? niby z jednej strony zdaję
sobie sprawę, że to co robię, to co on robi, nie jest normalne. ale z drugiej
strony przeraża mnie moje krzywe spojrzenie na tą sytuację i to jak on potrafi
mnie "zaczarować". mam kilku znajomych, przyjaciół, którzy wiedzą o mojej
sytuacji, którym się zwierzałam, którzy maglowali ze mną wielokrotnie ten
temat i kazali zerwać tą chorą relację, przytakiwałam im, po czym robiłam to
samo. błagam, pomóżcie mi na to, niech ktoś mi coś powie, jak to widzi,
dlaczego tak się ze mną "porobiło" i czy to objaw jakiejś choroby, albo
zaburzenia???
    • ditchdoc Re: chora miłość... 11.09.10, 01:19
      tak to choroba ktora nazywa sie "jestem glupia jak 15 letnia dziewczynka". Koles Cie ogrywa na wszystkie sposoby a Ty dalej w tym siedzisz

      ogarnij sie troszke, znajdz sobie chlopaka w swoim wieku, wolnego.
      • korrrba Re: chora miłość... 11.09.10, 08:11
        wszyscy znajomi jak im opowiadam tą sytuację mają taki sam pogląd jak Ty, wszyscy, którym opisują także, twierdzą właśnie, że jestem ogłupiona... tylko dlaczego ja wciąż tak daję się wyrolować jemu, nie potrafię skierować swojej uwagi na innego chłopaka, wiosną postanowiłam, że się ogarnę i dam spokój, wydawało mi się, że powoli o nim zapominać, to on jakby to wyczuł, czarował, zaczepiał itp i znowu wpadłam w ten kanał...
    • neecia Re: chora miłość... 11.09.10, 11:38
      Korrba,

      po pierwsze- to nie zaburzenie tylko zakochanie, fascynacja, zauroczenie starszym mężczyzną i przez ten pryzmat oceniasz sytuację mając przy tym nadzieję,że on także czuje coś do Ciebie, że być może to ten właściwy człowiek przy którym spełnisz się jako kobieta...dlatego nie potrafisz zrezygnować z tego układu. Jest na to sposób żeby się przekonać czy coś dla niego znaczysz- nie pozwalaj na taka bliskość fizyczną (tylko konsekwentnie)- jeżeli coś dla niego znaczysz zacznie o Ciebie zabiegać, będzie chciał Cię lepiej poznać, umówić się, a jeżeli chce Cie wykorzystać- po prostu zacznie Cie traktować jak powietrze gdy nie otrzyma trgo o co mu chodzi.

      A tak na marginesie to jaka miałaś relację z ojcem?
      • korrrba Re: chora miłość... 11.09.10, 11:55
        za każdym razem jak dochodziło między nami do takich sytuacji i potem gryzło mnie sumienie i rozmawiałam z nim o tym, to po takiej rozmowie, pomimo mojej prośby byśmy nadal ze sobą rozmawiali (ciągle zależało mi na jakimś kontakcie z nim), to on przytaknął, po czym traktował mnie właśnie jak powietrze. przed dłuższy czas, tak powyżej miesiąca, ale naprawdę jak powietrze, potrafił nie odezwać się nawet jednym słowem. po czym po upływie jakiegoś czasu następowała jaka zmiana o 180 stopni i zaczynał zachowywać się tak jakby właśnie "zabiegał", zalecał się, cholera wie już co...kiedy ja ponownie miękłam, po chwilach "czułości" zaczynał mieć mnie gdzieś, a jak próbowałam to z nim wyjaśniać, zbywał mnie mówiąc, że jestem przewrażliwiona.

        moje relacje z ojcem są nie najgorsze, jest raczej dobrym człowiekiem, zawsze dbał o rodzinę, ale wpadam z nim czasem w konflikty. niesamowicie złości mnie jego nadmierna troskliwość, strasznie chce wtrącać się w moje sprawy i chciałby mną rządzić, żebym robiła, jak on sobie wyobraża. najchętniej nawet sam wybrałby mi męża... na tym tle dochodzi do awantur...
        • neecia Re: chora miłość... 11.09.10, 12:58
          Zatem sama masz odpowiedź- zabiega o Ciebie by zdobyć odrobinę Twojego zaufania abyś pozwoliła mu się zbliżyć, użyć trochę przyjemności, podniecić się seksualnie, a następnie lekceważy Cię bo wie już że może sobie pozwolić na takie traktowanie Ciebie, bo już się zorientował że akceptujesz taki układ i po takiej akcji i tak go przyjmiesz.
          Ciekawe czy jesteś jedyną młodą dziewczyną w firmie, której sobie używa...

          A Twoje wyrzuty sumienia są niczym innym jak spychanym poczuciem bycia wykorzystywaną, bo fizyczne pieszczoty nie są powodem by czuć wyrzuty sumienia tylko jeszcze bardziej zbliżają kochających się ludzi i dają im poczucie satysfakcji i spełnienia
          • korrrba Re: chora miłość... 11.09.10, 14:52
            tak, czuję się krzywdzona i wykorzystywana, chociaż sama poniekąd na to pozwoliłam... nie umiem zdefiniować, co ja do niego czuję, czasami mi się wydaje, że zawładnął moimi myślami, że mam jakąś obsesję. myślę, że raczej jestem jedyna dziewczyną przynajmniej wśród tych młodych, z którą on ma taki układ. domyślam się, bo młode dziewczyny u nas jakoś za nim nie przepadają... to mnie też w jakiś sposób uzależniło sad pragnę jego dotyku, inni mężczyźni mnie nie podniecają, nie działają na mnie, jak on mnie dotyka czuję dreszcze, stąd też tak ciężko mi się z tego wyzwolić, on ma nade mną władzę sad
            • ditchdoc Re: chora miłość... 11.09.10, 16:46
              korrrba napisała:

              > tak, czuję się krzywdzona i wykorzystywana, chociaż sama poniekąd na to pozwoli
              > łam... nie umiem zdefiniować, co ja do niego czuję, czasami mi się wydaje, że z
              > awładnął moimi myślami, że mam jakąś obsesję. myślę, że raczej jestem jedyna dz
              > iewczyną przynajmniej wśród tych młodych, z którą on ma taki układ. domyślam si
              > ę, bo młode dziewczyny u nas jakoś za nim nie przepadają... to mnie też w jakiś
              > sposób uzależniło sad pragnę jego dotyku, inni mężczyźni mnie nie podniecają, n
              > ie działają na mnie, jak on mnie dotyka czuję dreszcze, stąd też tak ciężko mi
              > się z tego wyzwolić, on ma nade mną władzę sad

              powiedz mu zeby spierdalal, jak sie nie odczepi to powiedz to samo jego kobiecie, niech ona przekaze mu informacje. Przejdzie mu jak reka odjal.

              A Ty znajdz sobie innego, w twoim wieku, wolnego. Szybko zapomnisz. Jak bedziesz sama siedziala w domu i ciagle o nim rozmyslala to nic z tego nie bedzie.
              • korrrba Re: chora miłość... 11.09.10, 17:13
                no właśnie do tej pory tak jest, wcześniej były chociaż studia, miałam więcej wyjść. teraz dużo siedzę w domu i faktycznie rozmyślam sad gdyby był w porządku to mi by ta różnica wieku nie przeszkadzała, uważacie, że jest za stary? w ogóle chciałabym wiedzieć, ale szczerze, kto jest bardziej winien w tej sytuacji, ja, czy on?
                • zoselin1987 Re: chora miłość... 11.09.10, 22:02
                  Jakie to ma znaczenie kto jest winien w tej sytuacji?
                  Dziwi mnie,że dajesz się tak wykorzystywać,ale to zapewne wynika z braku poczucia własnej wartości jak sama zresztą piszesz,
                  Powinnaś zmienić pracę, bo z tego co piszesz facet naprawdę ma nad Tobą cholerną władzę < z czego zdaje sobie oczywiście sprawę>. Nie masz w sobie tyle siły, by zakończyć tą znajomość.
                  Co postanowisz zerwać kontakt, ochłodzić relacje, to i tak nic z tego nie wychodzi.
                  Nie pchaj się w to kobieto,bo tylko będziesz cierpiała,a facet będzie świetnie Tobą manipulował. Po co Ci to? Przecież stać Cię na fajnego, czułego, kochającego mężczyznę tylko trzeba ich dostrzegać...nie trafił Ci się przecież ideał do cholery! otwórz oczy, wydobądź z siebie kobiecość i bądź przygotowana na prawdziwe uczucie!
                  Powodzenia
                  • korrrba Re: chora miłość... 11.09.10, 22:32
                    u mnie dodatkowo nałożył się jeszcze problem lęku przed staropanieństwem, strasznie zaczęłam się tego bać, zaczęłam bać się, że nigdy nie znajdę faceta, że nikt mnie nie zechce, że już zawsze będę sama, że jestem zdziczała, że nie nadaję się do związku i to jest cholerne obciążenie dla mnie sad( nawet jak próbuję się spotykać z chłopakami, to jestem tak zablokowana i spięta, że nic z tego nie wychodzi. ostatnio zainteresował się mną pewien chłopak, który nawet mi się podobał, akurat byłam na urlopie i nawet były momenty, że zupełnie nie myślałam o tym facecie z pracy. ale co z tego, skoro zaczęłam panikować już na wstępie i obawiać,czy coś z tego wyjdzie, musiałam brać ziołowe leki na uspokojenie jak miałam się spotykać z tym chłopakiem, zacisnęło mi żołądek, schudłam dwa kilo i oczywiście nic nie wyszło ze znajomości...
                    • zoselin1987 Re: chora miłość... 11.09.10, 22:52
                      lęk staropanieństwa w wieku 26 lat jakoś ostatnio jest popularnym zjawiskiem.
                      Zauważyłam to wśród niektórych swoich koleżanek.
                      Tak jakby było gdzieś napisane,że jak się nie znajdzie swojej miłości w liceum czy na studiach to już na pewno grozi nam staropanieństwo. Przecież to totalna bzdura. Ludzie poznają się w różnym wieku i tak samo w różnym tworzą związki.

                      Co do Ciebie to nie mam pojęcia dlaczego aż tak się stresujesz spotkaniami z chłopakami,że chudniesz i zaciska Ci żołądek. Może powinnaś udać się do psychologa jeśli sama sobie z tym nie radzisz? No i jeśli Twoje najbliższe otoczenie niezbyt Ci umie pomóc.
                      • korrrba Re: chora miłość... 11.09.10, 23:03
                        właśnie byłam u psychologa w czwartek po raz pierwszy. ale poszłam bezpłatnie i okazało się, że trafiłam na swoją równolatkę, nie wydaje mi się, że ona będzie mi w stanie pomóc sad pewnie będę musiała zmienić
                        • zoselin1987 Re: chora miłość... 11.09.10, 23:06
                          korrrba napisała:

                          > właśnie byłam u psychologa w czwartek po raz pierwszy. ale poszłam bezpłatnie i
                          > okazało się, że trafiłam na swoją równolatkę, nie wydaje mi się, że ona będzie
                          > mi w stanie pomóc sad pewnie będę musiała zmienić

                          Przede wszystkim super,że zrobiłaś taki krok. To już duży plus!
                          To,że równolatka jeszcze o niczym nie świadczy,więc się nie zrażaj. Jeśli zobaczysz,że rzeczywiście raczej nie jest w stanie Ci pomóc- to zmień smile
                          • korrrba Re: chora miłość... 11.09.10, 23:13
                            po prostu zdałam sobie sprawę, że to jest chore ulegać tak facetowi i jak tak dalej pójdzie to zmarnuję sobie życie przez kogoś takiego. a sama nie daję rady, więc musiałam się zapisać. ja MUSZĘ zrobić ze sobą porządek sad
                            • zoselin1987 Re: chora miłość... 11.09.10, 23:15
                              korrrba
                              sprawdź pocztę gazetową.
                • ditchdoc Re: chora miłość... 11.09.10, 23:16
                  wystarczy ze typ jest niewierny swojej kobiecie
                  taki sam los podzielilabys i Ty a po co Ci to?


    • bestiatko Re: chora miłość... 31.10.10, 20:20
      porozmawiaj ze specjalista. Widac ze nadal lubisz bajki jak ksiaze przybywa na bialym rumaku i zabiera cie z zamku pilnowanego przez smoka. Odjezdzacie razem i zyliscie dlugo i szczesliwie....
Pełna wersja