Dodaj do ulubionych

kocham - nie kocham...kocha - nie kocha

27.03.11, 22:33
Jestem matką, żoną i kochanką...
W przyszłym miesiącu mija trzecia rocznica mojego ślubu...ślubu który był zawarty raczej z powodu ciąży, w którą zaszłam z moim facetem....(wcześniej byliśmy razem 5 lat, ale już wtedy miałam chwile gdy zastanawiałam się czy napewno Go kocham....)
Dwa tygodnie po ślubie - mając już 4 miesięczne dziecko znalazłam przypadkiem w telefonie męża smsy, które jednoznacznie swiadczyły o tym, że się z kimś spotykał...w wiadomym celu....zadzwoniłam nawet do tej kobiety...wyśmiała mnie, że jestem naiwna itp. On tłumaczył się, że nie ma z tą panią nic wspólnego, że te smsy pisał napewno jego brat....nie uwierzyłam, ale było mi wstyd przyznać się w domu, że zostałam tak szybko zdradzona....więc milczałam...w sumie to nadal moja rodzina nie wie o tym zajściu....dopadł mnie dołek w ciągu roku przytyłam dobre 10 kg + zbędne kilogramy po ciąży to razem jakieś 15 dodatkowych kg.... dopiero wtedy zauważyłam jak się zaniedbałam, jak moje w miarę dobre relacje z mężem uległy ochłodzeniu....zawalczyłam o siebie i zgubiłam 20kg w ciągu pół roku....mąż zaczął być zazdrosny, podejrzliwy, że kogoś mam...a ja zaczęłam zauważać, że faceci znowu się za mną oglądają...
Któregoś dnia znajoma podesłała mi na maila zaproszenie do portalu społecznościowego....wpisałam się...zaczęłam rozmawiać z wieloma osobami....i w tym z NIM...wyróżniał się tym, że nigdy nie pisał z podtekstami .... zaprzyjaźniliśmy się....pisaliśmy codziennie o naszym życiu, wydarzeniach jakie nam się przytrafiły...opisywał mi rozstanie z pierwszą żoną...rozwód i wszystko co leżało mu na sercu...wiedziałam, że jest ponownie żonaty, że razem pracują....widziałam ich ślube zdjęcia, wiedziałam, że jedyne czego mu brakuje do szczęścia to dziecko....pocieszałam Go, że napewno się uda...ciągle dopytywałam czy to już...., wiedziałam też, że i z obecną żoną nie do końca im się układa...różnice charakterów, zainteresowań, zdań....natomiast On wiedział co zaszło w ostatnim czasie w moim zyciu....widział moje rodzinne fotki...Zapomniałam dodać, że mieszkamy tylko jakieś 10km od siebie....
Pewnego dnia zaskoczył mnie...powiedział, że musi mi się przyznać do czegoś...Nie miałam pojęcia o co chodzi...a On wtedy napisał, że bardzo mu się podobam, że gdyby nie fakt iż jest żonaty to pewnie "startowałby" do mnie...(już wtedy zaczęłam się zastanawiać nad rozwodem....mąż zaczął pić...nie pomagał w domowych obowiązkach, nie interesował się dzieckiem...mną....obrażał mnie w domu i przy znajomych....to już nie był ten facet, w którym się zakochałam)
Zaimponowało mi to...no i też był "w moim guście", ale nigdy tego mu nie mówiłam, bo sądziłam ze to nie ma znaczenia....Zaczeliśmy rozmawiać coraz odważniej....pisać co by było gdyby...I znowu On podniósł temperaturę....zaproponował spotkanie....długo się wahałam, ale w końcu uległam prośbą i zgodziłam się....ustaliliśmy ze spotkamy się w sobotę jak jego żona będzie na zakupach...,ja też się wybrałam na "buszowanie" po sklepach..., dziecko zostało z mężem w domu....spotkaliśmy się choć strasznie się balam, że może to zepsuć nasze relacje...umówiliśmy się kawałek za miastem....na jednym z leśnych parkingów....spotknie przerosło moje oczekiwania....rozmawialiśmy tak jakbyśmy się znali od lat....spacerowaliśmy....śmialiśmy się.....jedno mi tylko chodziło po głowie....czy jestem taka jak sądził, czy się nie zawiódł....zanim się rozstaliśmy rozwiał moje wątpliwości....na pożegnanie postanowił mnie pocałować....tyle, że ja nastawiłam policzek i wyszło śmiesznie....wieczorem rozmawialiśmy na necie....okazało sie, że chciał mnie pocałować już na spacerze, ale bał się jak zareaguję....więc się rozmyślił....tego samego wieczoru ustaliliśmy, że ponownie się spotkamy i że tym razem nie będziemy się już krępować z buziakami....po kolejnych kilku spotkaniach, napisał mi, że wreszcie zostanie ojcem....My już też mieliśmy Nasz Pierwszy Raz za sobą....poczułam się źle....wcześniej zdradzał tylko żonę....a teraz żonę i dziecko....rozmawiałam z Nim na ten temat, powiedział, że między nami nic się nie zmieniło...do czasu....po kilku tygodniach spanikowałam, bo spóźniał mi się okres...głupie dwa dni...ale dla mnie to było za dużo...powiedziałam mu o tym....zdenerwował się....ale nie miał do mnie pretensji, w końcu wiedzieliśmy co robimy...poprosił, żebym poszła do lekarza, wizytę miałam za 4 dni, ale już po 2 dniach doszłam do siebie...okres się pojawił....poinformowałam Go o tym....napisał, że się cieszy, ale że ta sytuacja dużo dała mu do myślenia...., że wszystko się zmieniło....przez kolejne 2 miesiące nasz kontakt prawie zanikł....Ja byłam zła na siebie, że tak szybko mu powiedziałam o swoich obawach...Już prawie pogodziłam się z myślą , że Go straciłam...w wigilię nie wytrzymałam ...napisałam do Niego maila ....takiego od siebie..., że bardzo mi Go brakuje, że brakuje mi Jego przyjaźni....nie odezwał się aż do 2 stycznia....wtedy zmieniłam swój opis na gg...na : czas wdrożyć noworoczne postanowienia w życie....początkowo tylko się odezwał, że fajny opis...i zapytał co to za postanowienia...jeśli to nie tajemnica....napisałam, że chcę wrócić do cotygodniowego pływania na basenie, powrót na siłownię i odzyskanie Jego przyaźni....napisał, że Nigdy jej nie straciłam, że sie przestraszył....że cały czas myślał o mnie..., że myślał że jak się przestanie odzywac to zapomni, ale nie zapomniał....zaproponowałam abyśmy wrócili do początkowej wersji znajomości....no i kilka dni nam się udało...aż jednego wieczoru napisał mi, że wpadły mu moje nowe fotki "w rękę " i że kusi Go aby skomentować....powiedziałam, że jeśli ma czegoś żałować to lepiej niech się ugryzie w język...powiedział, że w takim razie często będzie musiał to robić....więc się zaśmiałam, że w takim razie ma się nie okaleczać...ma mówic co chce! No i znowu wyszło, że nam siebie brakuje, że się stęskniliśmy, że to jak było Nam razem dobrze jest silniejsze...spotkalismy się...było cudownie....jest cudownie....spotylamy się może nie za często raz na jakieś 2-3 tyg. ale za to jak....Zakochałam się!!! Tak bardzo brakuje mi Go gdy się nie widzimy...OK piszemy, rozmawiamy, ale to nie to samo.... Nie powiedziałam Mu tego co czuję, boję się Go stracić....boję się, że znowu się wystraszy....Za 2 miesiące jego żona rodzi....to mnie jeszcze bardziej dołuje....Kocham Go...nie umiem sobie wyobraźić życia bez Jego obecności w nim....Moje małżeństwo już dla mnie nie istnieje....ostatnio mąż pije, a nawet raz przeszedł do rękoczynów i obrażał mnie w obecności naszego dziecka, które płakało i wołało: dziadku,....babciu...powiedzcie żeby tata nie bił mamy....(więcej razy nie zostawię tego bez echa)...teraz szukam pracy żeby móc się usamodzielnić, no ale z pracą jest tak cięzko...tym bardziej jak pracodawcy dowiadują się o dziecku....
Jak widzicie moje życie jest pogmatfane...a może to ja jestem ostro zakręcona....
Sama czasami nie wiem już co robię...wiem że kocham kogoś z kim pewnie nigdy nie będę....ale nie umiem się od tego odciąć....nie chcę!
Obserwuj wątek
      • freedeedee Re: kocham - nie kocham...kocha - nie kocha 28.03.11, 11:47
        Szczerze uważam, że powinnaś rozstać się z mężem... ewidentnie sie nie kochacie więc po co marnować swoj i jego czas?
        Co do faceta- planowal dziecko z żoną ok ale ze począł je już romansując z Tobą to trochę nie fair w stosunku do was obu... po co Ciebie wkręca skoro zaraz będzie skakał wokół ciężąrnej żony? Myślę, że to nie jest ktos, kto planuje ze kiedys z Tobą będzie więc sie nie nastawiaj na to..
        Co do panikowania, że jesteś w ciąży- nie należy mówić takich rzeczy dopóki się nie jest na 100% pewnym...
          • madisia Re: kocham - nie kocham...kocha - nie kocha 28.03.11, 20:47
            Ehhh dziewczyny wiem, wiem...ale łatwo mówić, trudniej zrobić...tzn. rozstać się z kimś kto wdarł się do mojego serca.... zdaję sobię sprawę, że to nie ma przyszłości, ale czasami i tak się łudzę....
            co do męża..hmmmm tak muszę uwolnić nas oboje od tego ... On nie zdobędzie się na odejście...niby silny facet, ale jak coś to mięknie...., a ja już nie widzę dla nas wspólnej przyszłości....we mnie wszystko co było kiedyś zgasło...
            Czasami żałuję, że zgodziłam się na to pierwsze spotkanie...przecież mogliśmy poprzestać na pisaniu....no ale wyszło jak wyszło....
            • freedeedee Re: kocham - nie kocham...kocha - nie kocha 28.03.11, 22:02
              wiemy, że łatwo powiedzieć a trudniej zrobić, dlatego jesteśmy na tym forumsmile Z tym odchodzeniem od męża to nie to, że namawiam Cię, ale ja byłam z kimś mimo, że wiedziałam że to nie ma sensu, oczywiście był ten drugi....no ale musiało mi sie w życiu bardzo namieszać żebym rozstała się ze stałym partnerem (nie chce wdawać się w szczegóły) i poczułam jak wielki kamień spadł mi z serca, i żałuje, że wczesniej się nie rozstaliśmy, może wtedy, będąc wolną, poznałabym kogoś normalnego, nie kompana do zdrady, nie musiałabym zdradzać i miałabym normalniejszez życiesmile
              • ursz-ulka Re: kocham - nie kocham...kocha - nie kocha 28.03.11, 23:12
                Miło czytać bardziej doświadczonej. Wspomnę też, że jestem z parę lat po rozwodzie, i gdybym nie zamknęła tamtych drzwi, nie otworzyłoby się przede mną nowe. Wiem, co znaczy się rozstać i zacząć nowy etap. Wiem, ile trzeba odwagi. A obecnie... Sprawy mi się skomplikowały. Obecnie egzystuję między codziennością z jednym, a marzeniami o drugim. I nie jestem jeszcze gotowa na rozstanie. Wręcz się zastanawiam, czy jest sens. Czy nie jest to tylko chwilowe oczarowanie?Perspektywy na kilkumiesięczny romans? Aż tak naiwna nie jestem, by mogło z tego coś wyjść głębszego.
    • imasumak Re: kocham - nie kocham...kocha - nie kocha 28.03.11, 22:29
      Sorry, ale nie mogłam się powstrzymać - on nie żyje? Bo cały czas piszesz o nim dużą literą, chyba zbytek estymy wink.
      A tak na poważnie, szkoda mi Ciebie, zaangażowałaś się i widać, że nie masz dystansu. Przerwij te znajomość dla własnego dobra - on raczej nie zostawi żony i dziecka, zresztą nawet nie masz prawa tego wymagać
      • madisia Re: kocham - nie kocham...kocha - nie kocha 28.03.11, 23:36
        fakt...pogubiłam się...czasami sama nie wiem dlaczego tak to się poukładało...czasami chciałabym wymazać Go z pamięci, bo trudna jest "niespełniona sympatia??miłość??" ...niczego nie wymagam od Niego....(z dużej litery ...bo mam do Niego sentyment i coś tam jeszcze ...wink )
          • freedeedee Re: kocham - nie kocham...kocha - nie kocha 29.03.11, 14:50
            Ej no Dziewczyny, wiadomo, że nie wystarczy komuś powiedzieć odejdź, zostaw go... Wiadomo, że takie ukłądy przynoszą głównie cierpienie i trochę szczęścia podczas chwil razem, ale nie można się nagle odkochać... aczkolwiek jeśli nie chcesz tego ciągnąć to może zacznij sobie go obrzydzać, wyobraź sobie brudne skarpety rzucone na podłogę, jak chrapie i jak mu ślina cieknie jak śpi na bokuwink no i ewentualnie skąd wzięło się jego dziecko...

            Co do ewentualnego chwilowego oczarowania, to jasne, jak sie nie ma pewności nie ma co pod wpływem chwili przewracać życie/życia do góry nogami, ale czasami ta pewność jest..
            • paulina7171 Jak by to ująć? 29.03.11, 15:20
              Droga Madisiu...
              Zastanawiam się... jak to ująć... bez uszczypliwości... Może tak... W języku polskim... są znaki przestankowe inne... niż wielokropek... który przydaje wypowiedzi... być może... dramatyzmu i patosu... ale zdecydowanie... zamula przekaz... który i bez tego... jest skąpy... mimo że treści dużo... i właściwie nie wiadomo... co Ci powiedzieć... bo nie wiadomo... co się właściwie stało i komu i dlaczego.
              A tak na powaznie:
              Przyjęłaś do wiadomości jego łzawą wersję, że "do szczęścia brakuje mu tylko dziecka" i że "z drugą żoną mu się nie układa"... To skąd raptem ciąża u żony? I co myśleć o panu, który - spodziewając się dziecka - na boku ma kochankę?
              Madisia, Twoim większym problemem jest przemoc w rodzinie. Twoim dzieciom jest teraz potrzebna stabilna emocjonalnie matka. Romans na boku tego Ci nie zapewni tym bardziej, że pan szybko sobie przypomni, jak bardzo kocha żonę, gdy mu się urodzi dziecko.
    • madisia Re: kocham - nie kocham...kocha - nie kocha 29.03.11, 18:38
      Dziewczyny jestem bardzo wdzięczna za wszelkie komentarze. Jestem pewna, że część z Was rozumie moje rozterki, ale wiem i również rozumiem te które mają mnie za najgorszą...., sama kiedyś byłam bojowo nastawiona do kobiet, które pakują się w "związki" z żonatymi facetami, jednocześnie mając swoje rodziny.
      Nie potrafię się odkochać z dnia na dzień, tak się po prostu nie da, rozbawiła mnie propozycja abym postarała się go sobie obrzydzić wink haha
      Najgorsze jest to, że podświadomie czasami dociera do mnie, że jestem dla niego formą rozrywki, ale wolę o tym nie myśleć, wolę słyszeć jego zapewnienia, że jestem kochana, cudowna itp. może dlatego, że w domu od męża tego nie słyszę, dlatego, że tu czuję się jak element domu - mebel, z którego mąż korzysta gdy ma potrzebę, a raczej korzystał, bo po ostatniej akcji wie, że ma na nic nie liczyć...Tyle, że ja nie jestem meblem, jestem kobietą z krwi i kości, kobietą która potrzebuje być kochana, przytulana, doceniana, czasami zwykła rozmowa z facetem jest dużo przyjemniejsza niż sex, ale mój mąż tej formy bycia razem nie zna, nie rozumie że czasami od tak chcę się przytulić, a gdy to robię słyszę ....no co??? nie klej się do mnie, oglądam film, lub coś w tym stylu...
      A on sam się tuli, całuje mnie gdy jestesmy na spacerze, dopytuje gdy widzi, że coś mnie trapi...i ja robię tak samo, ale on nie odrzuca mnie tak jak mąż...może dlatego jest mi z nim tak dobrze i może dlatego tak się zaangażowałam
      • paulina7171 Re: kocham - nie kocham...kocha - nie kocha 29.03.11, 19:17
        A on sam się tuli, całuje mnie gdy jestesmy na spacerze, dopytuje gdy widzi, że coś mnie trapi...i ja robię tak samo, ale on nie odrzuca mnie tak jak mąż...może dlatego jest mi z nim tak dobrze i może dlatego tak się zaangażowałam

        Wydaje mi się, że za bardzo tego faceta idealizujesz. Istotą wszystkich romansów jest to, że nie dotyczą one tzw. prozy życia. Spotykacie się z panem raz na 2-3 tygodnie - nic dziwnego, że pan nie ma problemu z odgrywaniem roli romantycznego debeściaka. Twój mąż też na początku taki był, nieprawdaż?
        Ty sobie stworzyłaś ILUZJĘ, że z nowym panem czeka Cię Bóg wie jak zajebiste życie. Ale gdy feromony opadną, z reguły okazuje się, że guzik. Jest spieprzone życie.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka