Dodaj do ulubionych

Natrętne kochanki ....

19.07.11, 08:08
Powiedzcie mi ..dlaczego jesteście takie upierdliwe????? Kiedy facet mówi wam ,że to KONIEC przygody , bo ma rodzinę , bo być może zrozumiał ile ma do stracenia , że jednak kocha żonę ( nie kochankę ), bo się opamiętał a WY dzwonicie do upadłego, piszecie zawracacie gitarę.
W normalnym , zaznaczam - legalnym związku taka walka jest może i zrozumiała , ale nie jeśli dotyczy kogoś " zajętego " , kogoś kto się pogubił i dostał ostatnią szansę od swojej ślubnej .
Nie rozumiem tego !!!!
Obserwuj wątek
      • sabbbinka Re: Natrętne kochanki .... 19.07.11, 14:50
        Tak mi przykro sad że twój misiu biedny musi się odganiać od takich natrętnych bab sad pewnie biedaczek modlił się w kościele i jakaś wstrętna nawiedziła misia a teraz czatuje na ten skarb by ci go odebrać smile zupełnie bez powodu …. a może jak będzie tak go nachodzić to może za dużo prawdy byś się dowiedziała o tym z którym mieszkasz smile a jak mu zaświta jeszcze wrócić do tamtej a właściwie jak nic nie było to ...to po coś kończył jak na pewno się nie zaczęło smile fajny ten twój misiu smilesmilesmile
        • lady.szpileczka Re: Natrętne kochanki .... 19.07.11, 15:00
          oj głupiaś ...głupiaś..

          Pewnie należysz do tych kochanek co to twardo trzymają się misiów , bo na innych cię po prostu nie stać .Takich misiów co to okłamują i żony i kochanki. Obyś kiedyś nie była w podobnej do mojej sytuacji . Z czasem to zrozumiesz
          Nie opisywałam całej historii , bo i po co ,więc daruj sobie takie nic nie wnoszące komentarze.
          • sabbbinka Re: Natrętne kochanki .... 19.07.11, 16:29
            Pewnie masz rację „ona zła kobieta była” smilei znasz napewno prawdę jak było smile a jak nie to misio ci prawdę powie smile …szkoda ,że wcześniej nie mówił kiedy zaczynał bałaganić smile

            i komu tu brak klasy misiowi czy jej ????

            "Uwieść kobietę to umie byle dureń, lecz umieć ją porzucić – o, po tym właśnie poznaje się dojrzałego mężczyznę".
            Źródło: Walc Pożegnalny
    • wartosc.energetyczna Re: Natrętne kochanki .... 19.07.11, 18:48
      jak nisko musi leżeć twoja godność żeby walczyć o biednego misia z natrętną kochanką?
      jeśli nawet skruszony i zakochany (choć pogubiony) misio bez skazy dostał w głowę cegłą i się "odnalazł" to ty nie powinnaś słyszeć ani słowa o jego problemach z natrętem, a tak misio nakarmił cię rzewną historią i już stajesz w szranki z ladacznicą co ci skarb chce wykraść podstępem..
      • klawiatura_zablokowana Re: Natrętne kochanki .... 26.07.11, 15:41
        Na pewno ma więcej godności ma kochanka, która walczy o biednego misia ze złą żoną, która mu obowiązkowo nie daje.
        No ale na tym forum takie zachowanie jest akceptowane, bo kochanki jak wiadomo mają prawo robić różne głupoty w imię miłości i tzw. prawa do szczęścia.
        Prawa do szczęścia, miłości i robienia głupot nie przyznaje się zazwyczaj żonom. Żona powinna być opanowana jak lód, pełna godności, zachowywać się rozsądnie i najlepiej od razu dać rozwód. Żony, które nie spełniają warunków, należy wyśmiać jako żałosne histeryczki bez godności.
        • wartosc.energetyczna Re: Natrętne kochanki .... 26.07.11, 17:43
          klawiatura_zablokowana napisała:

          > Na pewno ma więcej godności ma kochanka, która walczy o biednego misia ze złą ż
          > oną, która mu obowiązkowo nie daje.

          nie wiem nic o tamtej kochance, wiem co myśli żona bo to napisała. jej odpisuję i do jej godności się odwołuję. jak przyjdzie kochanka i będzie stękać że misio już miał z nią zamieszkać ale go żona nachodzi i nie może, no nie może pozwolić się "ukraść", to napiszę to samo. czepiasz się zwyczajnie.


          > No ale na tym forum takie zachowanie jest akceptowane, bo kochanki jak wiadomo
          > mają prawo robić różne głupoty w imię miłości i tzw. prawa do szczęścia.
          > Prawa do szczęścia, miłości i robienia głupot nie przyznaje się zazwyczaj żonom
          > . Żona powinna być opanowana jak lód, pełna godności, zachowywać się rozsądnie
          > i najlepiej od razu dać rozwód. Żony, które nie spełniają warunków, należy wyśm
          > iać jako żałosne histeryczki bez godności.
          >

          chyba źle się podczepiłaś w drzewku
    • lady.szpileczka Re: Natrętne kochanki .... 20.07.11, 09:26
      Niczego nie jestem pewna smile Czas i tak pokaże swoje... Dałam mu szansę ( jedyną i ostatnią ) . Wiem , ze mu zależy , bo gdyby było inaczej dawno by odszedł. Jeśli z niej nie skorzysta to nic na to juz nie poradzę .
      Co do kochanki i mojego "misia" ..hmm tamten pseudo związek i tak nie miałby większych szans (za duża różnica wieku ) ..no moze jakies dwa lata bym dała ..tyle

      do wartości energetycznej:
      "jak nisko musi leżeć twoja godność żeby walczyć o biednego misia z natrętną kochanką? "

      cóż sama się sobie dziwię , ale tak naprawdę nic ci do tego ( ulżyłeś/aś sobie?)

      do kochanki idealnej:
      nie rozumiem tego jak świadomie można się pchać w związek z żonatym oraz tego , że jak się mówi koniec to tak pewnie jest. . Małża nie bronie -broń Bożę, bo ma troche wybujałą fantazję i pewnie naopowiadał jej cuda, ale od poczatku wiedziała, ze mnie kocha i ode mnie i od dzieci nie odejdzie.
      Do jasnej ciasnej muszę w coś wierzyć . Czy wszyscy ludzie KŁAMIĄ ????!!!
      • fioletowetulipany Re: Natrętne kochanki .... 20.07.11, 09:42
        Tak dokładnie wygląda akt desperacji i zranione kobiece ego - nie piszę o Tobie Lady, ale o tej kochance. Do niektórych nie dociera, że były tylko chwilową zabawką... I im bardziej się mówi, że to koniec, tym bardziej ona jest zdesperowana i gotowa na wszystko, byle tylko nie spojrzeć prawdzie w oczy, że dla niego była tylko, jak to ładnie ktoś tu kiedyś określił, spustem na spermę. Klasa zerowa.
        Pamiętaj, Ty jesteś górą smile
      • kochanka_idealna Re: Natrętne kochanki .... 20.07.11, 10:19
        swiadomie mozna robic wiele rzeczy, miec kochanke, kochanka, zonatego, z rodzina - lista powodow dla ktorch to sie robi jest nieskonczona i osobista...
        ty w tej chwili skupiasz sie na skutkach a nie na przyczynach, to takie leczenie syfa pudrem mowiac potocznie; nie sadze ze usiedliscie w trojke na kanapie w salonie i on rzekl do kochanki - to koniec, daj mi spokoj bo tu jest moje miejsce, i nie wiedzialem tego wczesniej, ale teraz juz wiem, zrozumialem, pogubilem sie? i to maja byc powody dla ktorych sie zdradza? albo co gorsza - powody, dla ktorych przestaje sie to robic? - no prosze cie...
        nie sadze ze zdradzil cie z twojej winy, i bycmoze twoja zasluga nie bedzie jesli tego nie zrobi ponownie, ale pamietaj ze kochanki (natretne lub nie) sa skutkiem - nie przyczyna.

      • wartosc.energetyczna Re: Natrętne kochanki .... 20.07.11, 17:28
        lady.szpileczka napisała:


        > do wartości energetycznej:
        > "jak nisko musi leżeć twoja godność żeby walczyć o biednego misia z natrętną ko
        > chanką? "
        >
        > cóż sama się sobie dziwię , ale tak naprawdę nic ci do tego ( ulżyłeś/aś sobie?
        > )


        ulży mi jak w końcu kobiety (zarówno żony jak i kochanki) przestaną obwiniać siebie nawzajem zamiast skupić się na tym który nakręcił całą sytuację

        > do kochanki idealnej:
        > nie rozumiem tego jak świadomie można się pchać w związek z żonatym oraz tego ,
        > że jak się mówi koniec to tak pewnie jest. . Małża nie bronie -broń Bożę, bo
        > ma troche wybujałą fantazję i pewnie naopowiadał jej cuda, ale od poczatku wied
        > ziała, ze mnie kocha i ode mnie i od dzieci nie odejdzie.
        > Do jasnej ciasnej muszę w coś wierzyć . Czy wszyscy ludzie KŁAMIĄ ????!!!

        tamta też w coś wierzy (bynajmniej nie w to że on ciebie od początku do końca kocha). dwie naiwniaczki.. idźcie sobie na kawę i uzgodnijcie w których punktach wersja wspólnego fiutka się zgadza.
        • kochanka_idealna Re: Natrętne kochanki .... 20.07.11, 18:43
          wartosc.energetyczna napisała:

          > > do kochanki idealnej:
          > > nie rozumiem tego jak świadomie można się pchać w związek z żonatym oraz
          > tego ,
          > > że jak się mówi koniec to tak pewnie jest. . Małża nie bronie -broń Boż
          > ę, bo
          > > ma troche wybujałą fantazję i pewnie naopowiadał jej cuda, ale od poczatk
          > u wied
          > > ziała, ze mnie kocha i ode mnie i od dzieci nie odejdzie.
          > > Do jasnej ciasnej muszę w coś wierzyć . Czy wszyscy ludzie KŁAMIĄ ????!!!
          >
          > tamta też w coś wierzy (bynajmniej nie w to że on ciebie od początku do końca k
          > ocha). dwie naiwniaczki.. idźcie sobie na kawę i uzgodnijcie w których punktach
          > wersja wspólnego fiutka się zgadza.
          >

          wartosc.e - to nie byl moj post smile
      • daria_nowak Re: Natrętne kochanki .... 20.07.11, 17:50
        Jakiś czas temu doszłam do wniosku, że jednak wszyscy kłamią - ALE nie zawsze. Sama powiedz, nigdy, przenigdy nie skłamałaś?
        Mimo wszystko uważam, że trzeba w coś wierzyć, a najgorsze co się może zdarzyć - cóż, natniemy się, odcierpimy swoje, czegoś nauczymy i ... znów trzeba będzie komuś zaufaćsmile.
      • lady.szpileczka Re: Natrętne kochanki .... 20.07.11, 11:35
        Właściwie to mógł mi nic nie mówić . To ja zapytałam czy jest spokój. Odpowiedział mi , że sobie z tym radzi. Owszem ona dzwoni ...pisze , ale ją ignoruje - tyle wiem.
        Widzę , że prawie nikt nie wierzy w odnowę związku po zdradzie.
        Ciekawe ...hmmm
        • wszystko_bedzie_dobrze Re: Natrętne kochanki .... 20.07.11, 12:17
          nie, nie wierzę i wiem co mówię wink dokładnie to samo słyszałam. I mam dla Ciebie drugą złą wiadomość - będziesz musiała sama podjąć decyzję i kazać mu spadać - to a propos tego że mógł sam odejść - tacy nigdy nie mają jaj żeby ponieść konsekwencje swoich działań. No a już Twoja naiwność że kocha Ciebie i nigdy od dzieci nie odejdzie ... On kocha wygodę i swój wizerunek na zewnątrz. I jest leniwy bo nie chce mu się życia zmieniać.
          • lady.szpileczka Re: Natrętne kochanki .... 20.07.11, 12:29
            wszystko_bedzie_dobrze napisała:

            > nie, nie wierzę i wiem co mówię wink dokładnie to samo słyszałam.

            Dokładnie, ale jako kto: żona czy kochanka ??

            > I mam dla Ciebie drugą złą wiadomość - będziesz musiała sama podjąć decyzję i kazać mu spadać
            To czy będę musiała czy chciała okaże się pewnie niebawem smile



                • fioletowetulipany Re: Natrętne kochanki .... 20.07.11, 14:28
                  Ja po prostu na podstawie swojego doświadczenia radzę Ci wziąć pod uwagę bardziej przystające do rzeczywistości warianty wink

                  Do rzeczywistości czyjej? Twojej czy autorki wątku?
                  A bierzesz pod uwagę, że komuś może się ułożyć inaczej niż Tobie? Dopuszczasz do wiadomości, że każda historia, mimo że rozpoczyna się podobnie, ma prawo mieć inny finał?
                  Czy uważasz, że każdy związek, w którym doszło do zdrady, nie ma szansy na odrodzenie?

                  I jeszcze jedno pytanie, do kochanek ogólnie: skąd to przeświadczenie, że mąż okłamał autorkę wątku, że z tamtą skończył? Skąd niedowierzanie, że zmądrzał i nadal kocha, tylko pobłądził? Takie jesteście pewne, że kochanka jest zawsze ważniejsza od żony, a do żony wraca tylko dlatego, że coś tam, na pewno nie z miłosci.... sratatutu - LITOŚCI! Fakty niestety dla kochanek (doświadczenia moje prywatne, to forum i inne znane mi historie) świadczą zazwyczaj o czymś innym...
                  • kochanka_idealna Re: Natrętne kochanki .... 20.07.11, 15:25
                    w tym watku brakuje podstaw by miec 'przeswiadczenie' odmienne; nadal nie wiemy czy usiedli w trojke na kanapie i maz zadeklarowal milosc do zony i prosbe o przebaczenie przy jednoczesnym odrzuceniu kochanki - tego nie wiemy tak. To ze pobladzil i teraz zmadrzal to wersja dla zony, gdyz nie przyznalby sie kochance ze byl glupi.
                    Ponadto nie ma wyzszosci kochanek nad zonami, i odwrotnie i mysle ze kazdy zwiazek ma szanse na trwanie jesli trwac sie potrafi, a nie tylko chce lub musi.
                    • fioletowetulipany Re: Natrętne kochanki .... 20.07.11, 15:50
                      To ze p
                      > obladzil i teraz zmadrzal to wersja dla zony, gdyz nie przyznalby sie kochance
                      > ze byl glupi.

                      I dlatego ta wydzwania, bo jej nie narysował, nie wyciął i nie przykleił do czoła "Byłaś tylko na chwilę - pomyłka!!!" , żeby sobie mogła co rano w lustro spojrzeć i to przypomnieć, aż do momentu kiedy dotrze do pustej mózgownicy! Bycie drugą nigdy nie daje żadnych praw.
                      • wszystko_bedzie_dobrze Re: Natrętne kochanki .... 20.07.11, 15:56
                        proponuję żebyś ochłonęła i pomyslała. Skąd ta pewność że ona WYDZWANIA a nie po prostu ODDZWANIA? ja naprawdę nie życzę wam źle, ale czasem dobrze jest zdobyć się na odrobinę obiektywizmu. I być przygotowanym i mieć otwarte oczy. W tym przypadku żona (przypomnę że okłamywana i oszukiwana nie raz) zapytała, on ją zbył jakąś niby-odpowiedzią (radzę sobie) a ona wierzy bez żadnych wątpliwości. Nie sądzisz, że przydałoby się trochę zdrowego rozsądku?
                      • kochanka_idealna Re: Natrętne kochanki .... 20.07.11, 15:56
                        fioletowetulipany napisała:

                        > To ze p
                        > > obladzil i teraz zmadrzal to wersja dla zony, gdyz nie przyznalby sie koc
                        > hance
                        > > ze byl glupi.
                        >
                        > I dlatego ta wydzwania, bo jej nie narysował, nie wyciął i nie przykleił do czo
                        > ła "Byłaś tylko na chwilę - pomyłka!!!" , żeby sobie mogła co rano w lustro spo
                        > jrzeć i to przypomnieć, aż do momentu kiedy dotrze do pustej mózgownicy! Bycie
                        > drugą nigdy nie daje żadnych praw.

                        ale wlasnie tego czy tak zrobil nie wiemy, czyt. nie wiecie
                      • daria_nowak Re: Natrętne kochanki .... 20.07.11, 18:00
                        Z przykrością zawiadamiam, ze bycie prawowitą małżonką, de facto - też praw nie daje. Poza czysto materialno-prawnymi. Co widać na przykładzie wielu kręcących się tu żon, które były pewne swych mężów, a tu zonk.

                        W ogóle nie bardzo ma się "glejt" na drugiego człowieka. Czy małżeństwo, czy konkubinat, czy jakikolwiek układ - rożnie bywa i nie ma się prawa własności. Człowiek to żywa jednostka. Tylko chęć bycia razem ma tu znaczenie, niezależnie od formy związku. A reszta, to różnica prawna i różne poziomy trudności z wyplątaniem się...
                        Jakoś smutno to mi zabrzmiało.
                        • fioletowetulipany Re: Natrętne kochanki .... 20.07.11, 22:10
                          > Z przykrością zawiadamiam, ze bycie prawowitą małżonką, de facto - też praw nie
                          > daje. Poza czysto materialno-prawnymi. Co widać na przykładzie wielu kręcących
                          > się tu żon, które były pewne swych mężów, a tu zonk.

                          Pisząc o prawach miałam na myśli, że kochanka wchodząc w taki układ ma świadomość sytuacji, że jest żona - siłą rzeczy godzi się na bycie tą drugą, musi godzić się na samotne święta i pewnych rzeczy nie może oczekiwać. Żona ma prawo oczekiwać więcej od męża, niż ego kochanka, bo układ jest inny. Kochanka nie może więc rościć sobie praw do "wyłączności" i musi liczyć się z tym, że kochanek do żony wróci, jak już oprzytomnieje - ja najczęściej takie historie znam - ot, kryzys nastał, szukam ukojenia, zamiast starać się pokombinować w małżeństwie, idę na łatwiznę, a potem się okazuje, że łatwe rozwiązania wcale nie są najlepsze w rezultacie i czasem bardziej opłacalne jest się trochę wysilić, niż wskakiwać innej (innemu) do wyra. Tylko o tym rzadko który(a) myśli...
                          • daria_nowak Re: Natrętne kochanki .... 21.07.11, 10:09
                            Kochanka i kochanek decydujący się na taki układ powinni jasno określić zasady i granice.

                            Faktycznie, dziewczyny które oczekują, ze kochanek rzuci dla nich cały świat, zazwyczaj są w błędzie, ale na ile ten błąd wynika z obietnic misia, a na ile z ich wyobrażeń i infantylności?

                            > ę na łatwiznę, a potem się okazuje, że łatwe rozwiązania wcale nie są najlepsze
                            > w rezultacie i czasem bardziej opłacalne jest się trochę wysilić, niż wskakiwa
                            > ć innej (innemu) do wyra.

                            Mało kto bierze pod uwagę, że te "łatwe rozwiązania" wcale do łatwych nie należą, bo decyzja o zmianie całego życia łączy się z budowaniem związku od nowa. Kochanka "użonowiona" również będzie miała wymagania, oczekiwania i już nie będzie tylko pięknie, romantycznie i namiętnie.
                            • kochanka_idealna Re: Natrętne kochanki .... 21.07.11, 10:37
                              aria_nowak napisała:

                              > Kochanka i kochanek decydujący się na taki układ powinni jasno określić zasady
                              > i granice.

                              to jakies fatalne cliché - naduzywane na tyle ze stracilo znaczenie. Malzonkowie przeciez tez maja jasno okreslone zasady i granice - i co z tego?


                              • daria_nowak Re: Natrętne kochanki .... 21.07.11, 10:52
                                Od razu frazes? To, że ktoś nie wie jak to zastosować w praktyce, to trochę mało. Jeśli kochankowie zakładają, że np. nie ma telefonów w weekendy, chyba, że stanie się coś złego, to chyba jest to normalne ustalenie? Albo, ze święta są „świętością” i są zarezerwowane dla rodziny. Ma się możliwość akceptacji albo odmowy współpracy na takich warunkach.
                                Nie ma nic gorszego niż niedopowiedzenia, snucie fantazji, zwłaszcza podsycanych opowieściami partnera. Później płacz i zgrzytanie zębów, a po co?

                                Oczywiście, ze zostaje jakaś tam doza spraw niezdefiniowanych, ale bez przesady.
                                  • daria_nowak Re: Natrętne kochanki .... 21.07.11, 13:44
                                    > nalezy ufac sobie i swoje granice innym jasno wyklarowac, tak mysle

                                    o to, tosmile!
                                    Poza tym, zawsze łatwiej w sytuacji, gdy coś zostało zwerbalizowane w jasny sposób. Wtedy zawsze można się do tego faktu odwołać i w przypadku naruszenia granicy zwrócić uwagę, ze nie tak się umawialiśmy.
                                    • wartosc.energetyczna Re: Natrętne kochanki .... 25.07.11, 13:32
                                      daria_nowak napisała:

                                      > > nalezy ufac sobie i swoje granice innym jasno wyklarowac, tak mysle
                                      >
                                      > o to, tosmile!
                                      > Poza tym, zawsze łatwiej w sytuacji, gdy coś zostało zwerbalizowane w jasny spo
                                      > sób. Wtedy zawsze można się do tego faktu odwołać i w przypadku naruszenia gran
                                      > icy zwrócić uwagę, ze nie tak się umawialiśmy.

                                      wszystko pięknie, granice, ustalenia i jasne zasady..
                                      zwracam jeno uwagę, że mówicie o układzie który powstaje wbrew innemu. czyli co, gość nie umie dotrzymać umowy małżeńskiej, a tę z kochanką będzie respektował?
                            • fioletowetulipany Re: Natrętne kochanki .... 21.07.11, 14:36
                              >
                              > Mało kto bierze pod uwagę, że te "łatwe rozwiązania" wcale do łatwych nie należ
                              > ą, bo decyzja o zmianie całego życia łączy się z budowaniem związku od nowa. Ko
                              > chanka "użonowiona" również będzie miała wymagania, oczekiwania i już nie będzi
                              > e tylko pięknie, romantycznie i namiętnie.
                              >

                              pisząc łatwe rozwiązania miałam na myśli skok w bok w momencie kryzysu, zamiast wysilić się i powalczyć o poprawę w małżeństwie. Często pada usprawiedliwienie, że skoczył w bok, bo żona nie dawała mu tego, co potrzebował, bo było między nimi źle, bo ona się nim nie interesowała. I to ma tłumaczyć zdradę. A powiedział jej o tym? A zasygnalizował, że czuje się z tym źle, że chciałby coś z tym zrobić, bo czuje, że za chwilę może się to źle dla nich skończyć...?
                              Szkoda, że tak wielu ludzi idzie na łatwiznę (czyli szuka tego, co mu brakuje gdzie indziej) zamiast postarać się naprawić relację z partnerem (porozmawiać, pójść na terapię, odpocząć chwilę od siebie, ale nie po to, by bezkarnie rypać co popadnie, ale po to, by nabrać dystansu, oddać się refleksji nad związkiem, zatęsknić, spojrzeć na sprawę z innej perspektywy).
                              • daria_nowak Re: Natrętne kochanki .... 21.07.11, 17:14
                                > ójść na terapię, odpocząć chwilę od siebie, ale nie po to, by bezkarnie rypać c
                                > o popadnie

                                Czasem chodzi o ten "zachwyt", motyle w brzuchu i poczucie się wyjątkowym.
                                Stały, wieloletni partner już się nami nie zachwyca, bo zna nasze dobre i słabe strony. Tego się nie powtórzy.
                                Dziecinne? Pewnie tak. Ale czasem to też jest przyczyną zdrady.

                                Poza tym, nie oszukujmy się, nie wiem, jak Ty, ale ja czasem też wolę "szybkie" rozwiązanie kłopotów - nawet jeśli działa krótko, niż głęboką, sensowną analizę problemu.
                                Przytyję? Rzucam się na dietę cud, mimo, ze wiem, iż przyniesie więcej szkód niż korzyści. Dopiero pierwsze sukcesy powodują, że podchodzę do problemu racjonalniewink
                                Z romansami jest podobnie jak z każdym szybkim remedium na kłopoty.
                                • fioletowetulipany Re: Natrętne kochanki .... 22.07.11, 10:20
                                  Czasem chodzi o ten "zachwyt", motyle w brzuchu i poczucie się wyjątkowym.
                                  > Stały, wieloletni partner już się nami nie zachwyca, bo zna nasze dobre i słabe
                                  > strony. Tego się nie powtórzy.
                                  > Dziecinne? Pewnie tak. Ale czasem to też jest przyczyną zdrady.

                                  Tak, rozumiem, myślę, że każdemu tego w długoletnim związku brakuje. Pewnie, że to nie to samo, ale można się postarać o odrobinę świeżości w związku. Oczywiście nie jest to tak proste jak skok w bok, bo wymagana zaangażowania i odrobinę kreatywności, ale przynajmniej gwarantuje uczciwość, którą się kiedyś deklarowało. Tak, wiem... dla niektórych to tylko frazes, jednak IMO jak ktoś coś obiecuje, to powinien starać się zrobić wszystko, by owej obietnicy dotrzymać.
                                  A jeśli chodzi o to, że znają się jak łyse konie... można wprowadzić trochę nowości do związku, odkryć się z jakąś tajemnicą, zagrać w jakąś fajną grę - kwestia podejścia.
                                  I zaryzykuję stwierdzenie, że jak ktoś chce zdradzić to zdradzi, a jak ktoś nie chce, to choćby nie wiem co, nie zrobi tego.

                                  > Poza tym, nie oszukujmy się, nie wiem, jak Ty, ale ja czasem też wolę "szybkie"
                                  > rozwiązanie kłopotów - nawet jeśli działa krótko, niż głęboką, sensowną analiz
                                  > ę problemu.
                                  Kwestia indywidualnego podejścia. Dla mnie dieta cud to oszustwo, wiem że nie działa i nie oszukuję się w tej kwestii. Wiem, żeby dobrze wyglądać muszą wykrzesać z siebie więcej wysiłku (fitness, odmówienie sobie pewnych rzeczy, a dieta cud to tylko na chwilkę) - czyż nie jest dokładnie tak z problemami w związku i zdradą? Rozwiązuje problem jedynie na chwilkę, a właściwie zamiata jedynie pod dywan. Zaraz potem mamy efekt jo-jo!
                                  • daria_nowak Re: Natrętne kochanki .... 22.07.11, 14:32
                                    > I zaryzykuję stwierdzenie, że jak ktoś chce zdradzić to zdradzi, a jak ktoś nie
                                    > chce, to choćby nie wiem co, nie zrobi tego.

                                    Prawdopodobnie tak, od siebie dołożyłabym tylko to, że czasem zdradza się z "przypadku" - człowiek nigdy się głębiej nie zastanawiał, czy zaakceptowałby wewnętrznie zdradę partnera, czy nie, i się wydarza. A wtedy już trochę za późno na przemyślenia. Może to taka zdrada z gapiostwa, czy innego niemyślenia. Ale jeśli się z tego szybko wyplątać - taki typ jest chyba najmniej inwazyjny dla rodziny.

                                    Czasem to kwestia podejścia, czasem stopnia determinacjiwink
                                    • fioletowetulipany Re: Natrętne kochanki .... 22.07.11, 15:32
                                      > Prawdopodobnie tak, od siebie dołożyłabym tylko to, że czasem zdradza się z "pr
                                      > zypadku" - człowiek nigdy się głębiej nie zastanawiał, czy zaakceptowałby wewnę
                                      > trznie zdradę partnera, czy nie, i się wydarza

                                      Dokładnie. Zdrada z głupoty, bo nie przemyślał. Może być i tak smile
                  • daria_nowak Re: Natrętne kochanki .... 20.07.11, 18:11
                    Choć nie mam takiego przeświadczenia - odpowiem:

                    "> I jeszcze jedno pytanie, do kochanek ogólnie: skąd to przeświadczenie, że mąż o
                    > kłamał autorkę wątku, że z tamtą skończył? Skąd niedowierzanie, że zmądrzał i n
                    > adal kocha, tylko pobłądził? Takie jesteście pewne, że kochanka jest zawsze waż
                    > niejsza od żony, a do żony wraca tylko dlatego, że coś tam, na pewno nie z miło
                    > sci.... sratatutu "

                    Większość "powracających na łono rodziny", niezależnie od płci kocha - najbardziej siebie. Piszę większość, a nie wszyscy, bo jak wiadomo itp itd. I też mam na poparcie powyższego stwierdzenia wiele przykładów.

                    Mnie w ogóle dość śmieszy - i to tak w wykonaniu żon, jak i kochanek, ten tryumf że miś został przy którejś z nich. Jakby były końmi na targu, a wielki pan dokonuje wyboru, wybranka płacze ze szczęścia, a tłumy szalejąwink
                    • fioletowetulipany Re: Natrętne kochanki .... 20.07.11, 22:22
                      > Mnie w ogóle dość śmieszy - i to tak w wykonaniu żon, jak i kochanek, ten tryum
                      > f że miś został przy którejś z nich. Jakby były końmi na targu, a wielki pan do
                      > konuje wyboru, wybranka płacze ze szczęścia, a tłumy szalejąwink

                      Myślę, że to dość ignoranckie i infantylne uproszczenie. Mam silne wrażenie, że nie wiesz o czym mówisz. Jak mąż zostaje przy żonie, to myślę, że ta nie triumfuje, bo jej urażone ego choć troszkę zostało pogłaskane. Sądzę, że zostało na tyle rozszarpane przez zdradę, że już potem nie ma co tego w tych kategoriach rozpatrywać. Myślę, że wtedy w grę wchodzą troszkę wyższe uczucia aniżeli zwykłe szczeniackie: "he he wygrałam tongue_out. A Ty przegrałaś. Wal się" A jak w grę wchodzą uczucia, to już jest najwyższa stawka. Małżeństwo to poważna inwestycja, każda firma oddycha z ulgą, jak po krachu nastaje nadzieja na odbicie się od dna i osiągnięcie jak najwyższych przychodów, a nie samych strat.
                      • daria_nowak Re: Natrętne kochanki .... 21.07.11, 09:42
                        Tryumfy opisywane na tym i podobnych forach zdają się zadawać kłam Twojemu stwierdzeniu. Niestety społeczeństwo składa się z różnych ludzi, w tym i takich kobiet, które (co bije z ich wypowiedzi) cieszą się jak głupie, że portki zostały w domu/ zostały przy kochance.
                        I właśnie to jest śmieszne, ta radość z tego, ze kłamca, wiarołomca i osoba, która nie koniecznie się pogubiła ("piękne", pojemne określenie), co doprowadziła wygodnictwo do poziomu kunsztu, staje się nagle tak pożądanym towarem.
                        Inwestycja w związek, jaki by on nie był, zawsze jest kosztowna. Tyle, ze trudno oczekiwać zwrotu tych kosztów od kogoś, kto naraża partnera na taką emocjonalna rozsypkę.

                        Zdrada może być sytuacją, która doprowadzi do "odbicia się od dna", ALE wybaczyć nie znaczy zapomnieć. I kobiety powinny zdawać sobie sprawę, że próba ratowania związku to wyższe koszty emocjonalne niż rozstanie.
                        Najgorszą możliwą sytuacją jest KONIECZNOŚĆ ratowania związku - z przyczyn niezależnych - kredyty, brak dochodów. Bo wtedy nie ma świadomych wyborów, a jedynie mus.
                        • fioletowetulipany Re: Natrętne kochanki .... 21.07.11, 14:41
                          > I właśnie to jest śmieszne, ta radość z tego, ze kłamca, wiarołomca i osoba, kt
                          > óra nie koniecznie się pogubiła ("piękne", pojemne określenie), co doprowadziła
                          > wygodnictwo do poziomu kunsztu, staje się nagle tak pożądanym towarem

                          Uściślę, że moje wypowiedzi w tym temacie odnosiłam jedynie do sytuacji, kiedy do zdrady dochodzi w wyniku jakiegoś chwilowego kryzysu w związku, kiedy oboje się od siebie oddalają, kiedy na głowę spada zbyt dużo problemów itd. Nie nazywam "pogubieniem się" bezpardonowego bzykania dla sportu, tylko dlatego, że partner nie szanuje partnerki (i na odwrót) albo jestem zwykłym łajdakiem, któremu się wydaje, że jest nie wiadomo kim.
                            • fioletowetulipany Re: Natrętne kochanki .... 22.07.11, 10:28
                              > A co sądzisz o sytuacji, gdy po pogubieniu, czy oddaleniu, partner wpada w roma
                              > ns - z jedną osobą, który trwa 3-4 lata?
                              > Pytam z ciekawości i bez żadnych podtekstów.

                              Myślę, że to egoizm w czystej postaci i łajdactwo. Rozumiem, że miłość nie wybiera, rozumem, że potrzeby seksualne, ja wszystko to rozumiem. Tylko nie kosztem drugiej osoby. Jeśli obie strony godzą się na bigamię - proszę bardzo! Jeśli nie, albo wóz albo przewóz. Nie można zjeść ciasteczka i mieć ciasteczko. Chce być z tamtą, niech odejdzie od żony - to dla mnie najuczciwszy układ z możliwych. Bolesny, ale przynajmniej nie tak upokarzający i z odrobiną szacunku dla tej drugiej strony.
                              Co innego chwilowo zwątpić w partnera, "pogubić się", a co innego robić ją w wała latami - po takim czasie refleksja powinna już dawno się pojawić.
              • kochanka_idealna Re: Natrętne kochanki .... 20.07.11, 13:44
                lady.szpileczka napisała:

                > Tak sobie myślę czy WY (kochanice) tak bardzo wierzycie tym swoim MISIOM ??? P
                > rzecież oni okłamują i Was i nas- żony smile

                moj kochanek jest kumplem i kochankiem, a nie moim 'misiem', mam gdzies czy oklamuje zone, czy mnie; nie planuje z nim przyszlosci absolutnie; nie naprawiam jego zwiazku ani go nie psuje; pytasz o odnowe zwiazku po zdradzie - ja wierze w udane zwiazki bez zdrady, w trakcie i po zdradzie - gdyby kwestia udanego zwiazku zalezala wylacznie od tego czy partnerzy sie zdradzaja czy nie - bylo by cudownie nie uwazasz?

                .... mysle rowniez za ta 'wasza' natretna kochanka robi wam w pewnym sensie przysluge swoim natrectwem, gdyz mezczyzni nie przepadaja za takim zachowaniem, nie to ich kreci; gorzej by bylo gdyby odeszla - wtedy bys miala dopiero zmartwienie, bo misio bycmoze by nie odpuscil...

          • maga-3 Re: Natrętne kochanki .... 20.07.11, 12:31
            Ja wierzę Lady szpileczka. Ale temat był inny i nie wszyscy go rozumieją. Jeżeli facet dzwoni i mówi ze to koniec , to czemu kochanka nadal się kontaktuje? Trudno przyjąć do wiadomości , że było się tylko na chwilę???Kochanka mojego męża dzwoniła nadal, próbowała mnie oczerniać ( choć mnie nie znała), zachowywała się tak , jak by nie przyjęła w ogóle tego do wiadomości, że to koniec, że to był błąd , który chce naprawić.Ja mojego męża tez nie bronię, bo wiem co zrobił . Ale pytanie jest do natrętnych kochanek nie umiejących zaakceptować prawdy.
              • freedeedee Re: Natrętne kochanki .... 20.07.11, 13:45
                Nawet nie chce mi się wszytiego czytac.... UPIERDLIWA KOCHANKA? A wiesz ile razy Twój mąz do niej wydzwanial i pisał po nocy że ma ochote? Albo "konczyli" romans a potem dzwonil i prosił o spotkanie? Byłam kochanką, "kończył" naszą znajomosc, ja nigdy sie nie odzywałam pierwsza to on się łamał, potrafił pisać z niedzielnego obiadku u rodziców żony że tęskni, więc nie pie**** kobieto..
                • lady.szpileczka Re: Natrętne kochanki .... 20.07.11, 13:55
                  freedeedee napisała:

                  > Nawet nie chce mi się wszytiego czytac.... UPIERDLIWA KOCHANKA?A wiesz ile raz
                  > y Twój mąz do niej wydzwanial i pisał po nocy że ma ochote?

                  A może właśnie powinnaś poczytać, wtedy wiedziałabyś w czym pisałam.

                  >potrafił pisać z niedzielnego obiadku u rodziców żony że tęskni, więc nie pie**** kobieto..

                  Jasne , bo ON ci o tym powiedział , ze tak było ( tak tak smsy pisane z kibelka w trakcie ***) Tak samo wierzycie w to co chcecie. Jesteście niesamowicie naiwne-aż się wierzyć nie chce. Tylko mi nie chrzań, że wracają do żon tylko z wygody smile


                  • maga-3 Re: Natrętne kochanki .... 20.07.11, 14:05
                    No przecież nie napisze ci że dzwoni dlatego że ciężko jej się pogodzić , że jednak zrozumiał swój błąd i wybrał żonę.Głupie wytłumaczenie ,że on tez wiele razy do niej wydzwaniał. Tylko że ona na jego telefony czekała. A tu chodzi o sytuacje , kiedy on juz tego kontaktu nie chce. Ale Kochanki tego nie rozumieją. to dla nich za trudne. Dla mnie kobiety , które wiążą się z żonatymi facetami są k.......... I zdania o nich nie zmienię . To co myślę o zdradzających mężach to inna sprawa.
                    • wszystko_bedzie_dobrze Re: Natrętne kochanki .... 20.07.11, 14:12
                      ale powiedz co sądzisz o zdradzających mężach, proszę wink bo o obcej Ci zupełnie kobiecie masz bardzo wyrobione i konkretne zdanie, chociaż pojęcia nie masz jak to naprawdę wygądało. Też byłam zdradzaną żoną, ale status "żony" nie spowodował u mnie lobotomii i naprawdę wiedziałam kto w tym układzie był mi winien lojalność.
                    • freedeedee Re: Natrętne kochanki .... 20.07.11, 16:56
                      hehe jasne kochanki sa k****.... To chyba facet ma kogo oszukiwac a nie kochanka... Z reszta sorry baby sie w domu nie starają, w łózku odwalaja robotę jak jakis obowiązek a potem się dziwią że ktoś inny tego ich męża docenił, uznal za atrakcyjnego i czasem jezcze pokochał...
                      Zamiast jecvhac po kochankach zajmij sie męzem i dowiedz sie co lubi...
                      • wartosc.energetyczna Re: Natrętne kochanki .... 20.07.11, 17:33
                        freedeedee napisała:

                        > hehe jasne kochanki sa k****.... To chyba facet ma kogo oszukiwac a nie kochank
                        > a... Z reszta sorry baby sie w domu nie starają, w łózku odwalaja robotę jak ja
                        > kis obowiązek a potem się dziwią że ktoś inny tego ich męża docenił, uznal za a
                        > trakcyjnego i czasem jezcze pokochał...
                        > Zamiast jecvhac po kochankach zajmij sie męzem i dowiedz sie co lubi...

                        nie dosyć że misio niepokalany został "ukradziony", to jeszcze misia trzeba teraz pogłaskać, żeby nie dał się ukraść drugi raz big_grin paranoja
    • gazeta_mi_placi Re: Natrętne kochanki .... 22.07.11, 23:08
      Z zachowania kochanki zastanawiałabym się czy mąż aby na pewno mówi tę samą wersję żonie i kochance (to jest że woli żonę i chce aby kochanka się odczepiła), bo z doświadczenia wiem że takie zachowanie kochanki wskazuje jednak na to, że mąż nie do końca odtrącił kochankę raz na zawsze.
        • lady.szpileczka Re: Natrętne kochanki .... 25.07.11, 07:48
          b.idaszak napisała:

          > Prostesmile po każdej ostatniej szansie będzie jeszcze ta ostateczna bo biedactwo
          > znowu się zagubiłotongue_out

          Dlaczego drwisz?? Każda osoba jest inna. Jedna da szansę ostatnią inna nie da wcale.
          Nie należę do osób , które tak łatwo wybaczają dlatego u mnie, jak małż. spieprzy sprawę nie będzie kolejnej szansy i on o tym wie smile
          • wartosc.energetyczna Re: Natrętne kochanki .... 25.07.11, 13:14
            lady.szpileczka napisała:

            > b.idaszak napisała:
            >
            > > Prostesmile po każdej ostatniej szansie będzie jeszcze ta ostateczna bo bie
            > dactwo
            > > znowu się zagubiłotongue_out
            >
            > Dlaczego drwisz?? Każda osoba jest inna. Jedna da szansę ostatnią inna nie da w
            > cale.
            > Nie należę do osób , które tak łatwo wybaczają dlatego u mnie, jak małż. spiepr
            > zy sprawę nie będzie kolejnej szansy i on o tym wie smile

            a co musiałby zrobić małż żeby spieprzyć sprawę, jeśli zdrada to za mało?
    • zawsze-soffie Re: Natrętne kochanki .... 30.07.11, 14:41
      Normanie jak Cię czasem ( tfu zawsze) czytam to mam ochotę się pomodlić o twój rozum.

      1. Kto jest taki upierdliwy? Wszystkie kochanki są takimi natrętami?

      1. "Kiedy facet mówi wam ,że to KONIEC przygody , bo ma rodzinę"

      Ale ten facet na pewno mówi takie rzeczy kochance? Czy może jednak mówi zonie, że tak a nie inaczej powiedział swojej kochance?

      3." bo być może zrozumiał ile ma do stracenia , że jednak kocha żonę "

      hahha, jak MISIO mówił kochance, że ją kocha to od naiwniaczek się ją wyzywa, ale żonie może mówić o miłości i broń boże to nie może to być ściema dla ratowania rodziny big_grin zabawne....kto tu jest naiwny..

      3. "dzwonicie do upadłego, piszecie zawracacie gitarę."

      No, bo zmienić numer to takieeee niemożliwe. Zaczynam wierzyć, że skończenie niechcianego romansu graniczy z cudem big_grinDDDDDD

      4. "Nie rozumiem tego !!!! "

      No i?

      A ja nie rozumiem, dlaczego żona łyka każdą bzdurę swojego mężulka jednocześnie śmiejąc się z naiwności jego kochanki.

      Poza tym co tu jest do zrozumienia? Ktoś został zbajerowany i wierzy dalej w te bzdury to chce walczyć a jeśli przejrzał na oczy to chce się odegrać - czysta ludzka natura.
      • lady.szpileczka Re: Natrętne kochanki .... 30.07.11, 21:57
        Zapewnie jesteś taką typową kochanicą ( moje ulubione słowo) , ktora to do swej głupiej łepetyny nie przyjmie , że misio jednak woli swoja ŻONE smile
        Gdy byl uwiklany w romans to co jej mial mowic , ze i tak kocha zone???? to by mu dupy nie nadstawila smile Sorki za ostre slowa ale tak jest smile
        Na szczescie mam to juz za soba ufff


        • wartosc.energetyczna Re: Natrętne kochanki .... 31.07.11, 10:07
          lady.szpileczka napisała:

          > Zapewnie jesteś taką typową kochanicą ( moje ulubione słowo) , ktora to do swe
          > j głupiej łepetyny nie przyjmie , że misio jednak woli swoja ŻONE smile
          > Gdy byl uwiklany w romans to co jej mial mowic , ze i tak kocha zone???? to by
          > mu dupy nie nadstawila smile Sorki za ostre slowa ale tak jest smile
          > Na szczescie mam to juz za soba ufff
          >
          >

          to znaczy kopnęłaś go w dupę? gratuluję!
        • zawsze-soffie Re: Natrętne kochanki .... 31.07.11, 14:19
          Zapewne faktycznie Bóg o tobie zapomniał gdy rozdawał rozumy.

          Nie jestem ani typową, ani nietypową kochanicą. Ja cię to bardzo interesuje to Ci napisze: ( choć wydawało mi się to logiczne )

          NIE JESTEM kochanicą żonatego/ zajętego mężczyzny - NIE JESTEM i NIGDY NIE BYŁAM - dotarło? Fajnie, a teraz zejdź na ziemię i nie wyciągaj wniosków z księżyca i nie kompromituj się bardziej niż to możliwe.

          Swoją drogą na bazie czego wysuwasz te idiotyczne wnioski? Nie przypominam sobie, żebym pisała coś o MISIACZKU, który wybrał żonę? Skoro nie pisałam to logicznym jest, że trzeba wziąć pod uwagę, że nie jestem żadną kochanką, (czy kochanica jak wolisz) a osobą, którą razi głupota i hipokryzja:

          W skrócie: jest OSZUST, KRĘTACZ, ZDRAJCA - ja mu wierzę jestem super, a on na pewno nie nie okłamie. ONA mu wierzy - jest beznadziejną naiwniaczką i ją na pewno okłamał a teraz nie wiadomo jakim cudem go nęka)

          TO SIĘ GŁUPOTA nazywa.


          "Gdy byl uwiklany w romans to co jej mial mowic , ze i tak kocha zone???? to by
          > mu dupy nie nadstawila "

          1. Gdy się jest w małżeństwie i jest się oszustem, zdrajca i kłamcą i z racji tego wdało się w romans, to co ma się mówić żonie, jak nie to:
          - że to była pomyła,
          - że się ją i tylko ją kocha ?

          Przecież jakby tego nie powiedział to by mu dupy ( w małżeńskim łożu )nie dała, obiadu nie ugotowała, skarpetek nie wyprała ( itp, itd) a jakby tego było mało wywaliłaby go, zabierając dzieci, zabierając pól ( żeby tylko) dorobku życia i obciążając alimentami... No to co miał powiedzieć? Po co mu to? Nie opłaca się, jak małżeństwo to nie jest istną katastrofa a facet to tchórz.

          2. Nastawiłaby mu albo nie...rożni są ludzie, nie wszyscy się bzykają bo ich ktoś miłość wyznaje. Obudź się.

          Sorki za te ostre słowa ale tak jest.

          "Na szczescie mam to juz za soba ufff"

          bzyyyy komentarza.
          • czysta_naiwnosc Re: Natrętne kochanki .... 31.07.11, 16:04
            praktycznie nic dodać nić ująć...

            1. nie opłaca mu sie.. dokładnie, po co ma tracić kase, znajomych, "dobre imię" - póki tkwi w tym co miał jest miło i bezpiecznie. Lepiej mówić, że "i tak cierpi bo płaci za swoje wybory"

            2. w niektórych przypadkach "nadstawianie się" to ostatnia rzecz, do której się dąży
            • zonaonaa Re: Natrętne kochanki .... 31.07.11, 21:58
              Do coś tam soft :
              Skoro nie jesteś natretną kochanką czy kochanicą to po co się wypowiadasz skoro nie masz o tym zielonego pojecia???!!!!
              Wcześniejsza wymiana zdań z kochankami była konkrtniejsza. Widocznie nudzi ci się okropnie, bo zaśmiecasz to forum.


              • zawsze-soffie Re: Natrętne kochanki .... 01.08.11, 11:26
                1. Szacunek ( I NIE TYLKO ) nakazuje aby zwracając się do kogoś po nicku - przytoczyć go poprawnie i w całości. Jak nie masz zamiaru tego robić to po prostu nie pisz czyjegoś nicka a użyj drzewka. Myślenie nie boli.

                2. A co? Nie mogę się wypowiedzieć? Bronisz mi? Gdzie jest napisane, że nie mogę? Czy żeby stwierdzić, że pada deszcz, trzeba stanąć w deszczu? To co pisze to nie są jakieś tajemne prawdy, które można poznać jak się bzyknie z żonatym facetem. Tu działa zwykła logika i na dodatek obiektywizm.
                Coś karze ci napisać, że nie mam o czymś zielonego pojęcia, czyli analogicznie wynikałoby z tego, że pisze bzdury wg Ciebie- czemu wiec tego nie zanegujesz? Negowanie bzdur to taka trudna sprawa?

                3. Ty jesteś natrętną kochanica, ze się wypowiadasz?

                4. A ty co wniosłaś do dyskusji tym swoim postem? Coś konkretnego? No co? Czyż to nie śmieć? ( Ja przynajmniej na temat napisałam a Ty? )

                Jak chcesz do mnie coś napisać to łaskawie odnieść się do moich wypocin które krzyczą wg Ciebie, że nie mam o czymś pojęcia ( zielonego, czerwonego, fioletowego czy tam jakiego chcesz) - PAMIĘTAJ: MERYTORYCZNA DYSKUSJA.

                Napisanie " po co się wypowiadasz, nie masz pojęcia, wcześniejsza wymiana zdań " to trochę takie słabe.
                  • zawsze-soffie Re: Natrętne kochanki .... 01.08.11, 13:28
                    Agresywna? Gdzie? Lubisz wyciągać wnioski z księżyca? Następna bajkopisarka?
                    big_grin słodko.

                    ( Nie, nie spodziewam się odpowiedzi na te pytania, a gdzie tam...zapewne wymyślisz jakieś hasełko - ni to mądre, ni na temat, ni rzeczowe.

                    Aaaaa, czy Ty przypadkiem nie z TYCH, które uważają, że jak obok wyzwiska, tudzież innego obraźliwego hasełka WSTAWIĄ UŚMIECHNIĘTĄ MINKĘ to przekaz staje się mniej obraźliwy? Cóż..
                    1) To tak nie działa,
                    2) Mnie takie przedszkolne zabawy nie rajcują. Doprawdy infantylne. Nie wiem kto Cię uczył, ale krzywdę Ci zrobił.



                    Szkoda, że Cię stać tylko na tyle - to świadczy o tobie i twym poziomie intelektualnym. Przykre.


                    A tak przy okazji:

                    - Wybacz, że ośmieliłam się wypowiedzieć własne zdanie, w którym obnażyłam niechcący twój poziom intelektualny.

                    ( ale to nie moja wina, że słaba jesteś)


                    - Wybacz, że ośmieliłam się upomnieć o argumentację dotyczącą twoich irracjonalnych twierdzeń,

                    ( dalej nie widzę, żadnych rzeczowych argumentów, poza stekiem hasełek rodem z gimnazjum)


                    - Wybacz, że ośmieliłam się upomnieć szacunek - jak do człowieka,

                    - Wybacz, że ośmieliłam się upomnieć o pilnowanie zasad poprawnej pisowni,


                    - Wybacz, że ośmieliłam się upomnieć o merytoryczną dyskusję,

                    - Wybacz, że zauważyłam, że oskarżasz mnie o zaśmiecanie forum, czymś co twoim zdaniem jest bez sensu, w momencie kiedy sama piszesz:

                    * coś co jest nie na temat,
                    *coś co nic nie wnosi,
                    *coś co nie zawiera żadnych argumentów.


                    "Nie mam szacunku do takich osób "

                    Cóż, to świadczy o Tobie. Przykre. ALBO SIĘ MA KLASĘ albo NIE, albo jest się DOBRZE WYCHOWANYM albo NIE.

                    ( napisałam wyraźnie - "I nie tylko" - jak nie masz szacunku do człowieka, to przynajmniej uszanuj zasady pisowni - cóż widać, nie nauczyli Cie też tego.
                    W listach też piszesz - " do Cioci coś tam", albo "do pani coś tam"

                    Cóż...


                    "Lecz się kobieto"

                    A na co ma się leczyć? Tylko błagam wymyśl coś sensownego dla odmiany. Zaskocz mnie.


                    A tak z ciekawości:

                    W życiu też, rzucasz takimi obraźliwymi hasełkami i irracjonalnymi wnioskami zamiast rzeczowymi argumentami z infantylnym uśmiechem na dokładkę?
                    I naprawdę uważasz, ze głupia uśmiechnięta minka niweluję agresję, czy też obraźliwy ton?
                        • zawsze-soffie Re: temat jest zdaje sie inny 01.08.11, 14:14
                          A nie pisałam - jedyne na co was stać no infantylne hasełka i rzucanie na oślep wyimaginowanymi wnioskami z księżyca....Urocze big_grin
                          A żeby tak odpowiedzieć na pytanie, argumentem logicznym zabłysnąć - a gdzie tam, toż to chyba was przerasta. big_grin

                          Dodam też, że wasza podwójna moralność jest powalająca:

                          " JA mogę obrażać i jestem super ( dałam przecież uśmiechnięta buzię) a ktoś pisząc to co widzi: czyli żenujący poziom intelektualny - kapie jadem"

                          Fascynująca logika. Nie dziwię, się że te wasze Misie was nie zostawiają - gdzie oni znajdą drugie takie? - dzizas ( tak to było?) big_grin

                          "Temat jest zdaje się inny"

                          Do mnie to było? Jak tak, to zdaje się, że ja już się na temat wypowiedziałam, po czym zostałam przez Ciebie zwyzywana od kochanic po czym CISZA. Jak masz więc problem? Wszak to nie ja zaczęłam idiotyczną rozmowę nie na temat.


                          Więcej rozumu i obiektywizmu życzę big_grin
                          • lady.szpileczka Re: temat jest zdaje sie inny 01.08.11, 14:34
                            Nie muszę na każdą bzdurę odpisywać , a i jakoś z tobą tez nie mam zwyczajnie zamiaru dyskutować ( bo jak się tu z głupim dogadać) .
                            Temat uznaje za wyczerpany. Uzewnętrzniać się nie mam zamiaru , bo powiedziałam tyle ile chciałam i zamierzałam.
                            Dziękuję wszystkim za odpowiedzi .

                            Do wartości energetycznej :
                            Nie kopnęłam go w dupę . Zawsze zdążę to zrobić, może nie będzie trzeba. Życie i tak samo napisze scenariusz.
                            Do wszystkich pesymistek
                            Wierzę w szczęśliwe zakończenie tej historii. Na razie wszystko jest OK i oby tak dalej smile
                            • zawsze-soffie Re: temat jest zdaje sie inny 01.08.11, 15:00
                              "Nie muszę na każdą bzdurę odpisywać a i jakoś z tobą tez nie mam zwyczajnie z
                              > amiaru dyskutować ( bo jak się tu z głupim dogadać) "

                              A czy ja ci każe? Jak nie masz zamiaru, to po co te głupawe zarzuty i irracjonalne wnioski?
                              I co ciekawe nie masz zamiaru odpisywać jedynie na zadane pytania, która wymagają merytorycznych odpowiedzi i solidnych argumentów. Za to kiedy trzeba porzucać hasełkami bez pokrycia - jesteś pierwsza i chętna. FASCYNUJĄCE big_grin

                              "Temat uznaje za wyczerpany."

                              Aaaaa porzucałaś hasełkami, domysłami i na tym koniec. Serio na nic więcej Cię nie stać?
                              ( takie pytanie retoryczne, nie obrażę się jak nie odpowiesz ) big_grin

                              "Uzewnętrzniać się nie mam zamiaru , bo powiedziałam
                              > tyle ile chciałam i zamierzałam. "

                              No to gratulacje.


                              "Wierzę w szczęśliwe zakończenie tej historii. Na razie wszystko jest OK i oby t
                              > ak dalej smile"

                              Ależ my tez wierzymy. Tylko błagamy, abyś w tym swoim optymizmie nie klapała takich bzdur. Wierz sobie w co chcesz - czas pokaże czy miałaś rację, teraz tego nie wiesz, wiec budowanie na tej podstawie jakiej prawdy objawionej jest co najmniej głupotą, że już o uogólnianiu nie wspomnę.
                            • wartosc.energetyczna Re: temat jest zdaje sie inny 01.08.11, 15:48
                              lady.szpileczka napisała:

                              > Nie muszę na każdą bzdurę odpisywać , a i jakoś z tobą tez nie mam zwyczajnie z
                              > amiaru dyskutować ( bo jak się tu z głupim dogadać) .
                              > Temat uznaje za wyczerpany. Uzewnętrzniać się nie mam zamiaru , bo powiedziałam
                              > tyle ile chciałam i zamierzałam.
                              > Dziękuję wszystkim za odpowiedzi .
                              >
                              > Do wartości energetycznej :
                              > Nie kopnęłam go w dupę . Zawsze zdążę to zrobić, może nie będzie trzeba. Życie
                              > i tak samo napisze scenariusz.
                              > Do wszystkich pesymistek
                              > Wierzę w szczęśliwe zakończenie tej historii. Na razie wszystko jest OK i oby t
                              > ak dalej smile

                              w takim razie źle zrozumiałam to westchnienie ulgi, życzę szczęścia i doradzam ostrożność (nie w kontekście uważania na kochankę tylko raczej na męża)
    • i_leniuszka Re: Natrętne kochanki .... 02.08.11, 08:41
      to po co jej szukasz. Czy po krótkiej nawet znajomości słowo koniec wystarczy? Przecież ona nie koniecznie zawsze liczy na COS więcej. A TY zabawisz się i mówisz koniec wracam i to załatwia sprawę? Może pomyśl jak ty postąpiłeś a nie że one są upierdliwe.
      Pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka