Dodaj do ulubionych

Bo faceta poznaje się po tym jak kończy

29.05.12, 08:38
Przyszło mi do głowy, że facet tez człowiek..
A cały problem z kochankami, jest taki, że rozmijają sie nasze oczekiwania..
Facet ppotrzebuje odskoczni od zycia codziennego... a my sie zakochujemy.. i potrzebujemy widzieć w nim kogoś wyjatkowego.

Jak tu zakochanej kobiecie powiedzieć, że nie chciało sie tego uczucia..
Że właściwie było miło.. ale życie toczy sie dalej. Albo że była kimś wyjatkowym ale rodzina i żona są najważniejsze.. to sie da w ogóle wyjaśnić?

Z drugiej strony kobiety też potrafią byc upierdliwe i drążyć, nękać i marudzić.. albo co gorszego..

Zastanawiam się czy ja miałabym ochotę tłumaczyć cokolwiek namolnemu facetowi, którego nie kocham... nie wiem.

Nie chcę nikogo tłumaczyć.. zastanawiam się.
Nie chcę też nikogo urazić... sama przeszłam przez łzy bezsilności, bo nie wiedziałam o co chodzi a próba wyjaśnienia napotykała na mur...

Nie kazdy ma odwagę, potrafi.. Może w poczuciu, że niczego nie da się wyjasnić znikają..
Może w poczuciu że tak będzie lepiej (niech mnie znienawidzi, tak bedzie dla niej lepiej)
A może oni nie rozumieją, że my potrzebujemy mieć wszystko przeanalizowane i wyjaśnione..
Może i to wiedza, ale nie rozumieja tej potrzeby..
Może... może..

Obserwuj wątek
            • wiosnanadziei Re: Bo faceta poznaje się po tym jak kończy 29.05.12, 10:20
              Moznaby o tym pogadac tylko wiekszosc znowu zacznie sobie robic jaja,zaden nie przyzna sie do uczuc bo to wstyd.
              Pewnie wielu chcialoby cos zmienic ale boja sie zon,tesciowych,ze zostana sami.Maja swoje zycie,prace,domy,znajomych swiety spokoj i nie chce sie tego ruszac bo jak sie ruszy to trzeba zaczac wszystko od nowa,a po co jak zycie swoje a kochanka na boku daje to czego brak.Na latwizne ide cudzym kosztem.
              Moje kochane,czlowiek po to dostal rozum i przez wieki go rozwijal zeby myslal.Wiec nie jest tak trudno wpasc na to ze jak sie z kims spotyka przez np rok czy dwa,nawija makaron na uszy to juz nie takie chop siup.
              U mnie bylo tak ze ja przez 2 mis nie chcialam,nie bajerowal mnie zbytnio jesli chodzi o obiecanki itp.Dopiero kiedy w to weszlam w miare uplywu czasu zaczelam slyszec ze cos wiecej,ze rozwod,ze ze mna,ale powoli z glowa wszystko jak najmniejsza emocjonalna strata.Ze w koncu odbudowuje w swoim zyciu to co juz stracil.Mam okazje czasem widywac jego zone i co do niej ma zupelna racje takze w to akurat zaczelam wierzyc.I co?Kiedy ja zaczelam liczyc swoje straty i braki,kiedy postanowilam powiedziec jak ja sie z tym czuje to okazalo sie ze dla niego wszystko ok.A dla mnie nie wszystko ok,ze czuje sie jak pani na godziny a nie ktos z kim chce budowac nowe zycie.Zreszta pisalam juz o tym.I co?Wywalilam za drzwi,polazil nawet mocno sie nie wysilajac i dal na luz.Koniec dla mnie marny,oszukal mnie w sposob najgorszy z najgorszych bo emocjonalnie.Tez juz to pisalam,jesli ktos stawia sprawe od poczatku jasno,tylko seks nic wiecej,ze nie zostawi rodziny nigdy to jest w porzadku i to kochanka ma problem wkrecajac sie,ale jesli sam z siebie zaczyna chciec i do tego mowi ze juz dawno zanimzaczelismy zapalal do mnie jakims uczuciem i dlugo dazyl do tego aby cos miedzy nami zaiskrzylo to mozna to tylko nazwac skurwysynstwem.Dawal kawalek a potem zabieral w sensie ze gadal a nic nie robil.
              • sosna_mloda Re: Bo faceta poznaje się po tym jak kończy 29.05.12, 10:45
                Wiosna...
                Przyznanie się przed kimś do swoich uczuć jest niebylejakim wyzwaniem.. tak generalnie.
                Facetom ciężko chyba mówic o tym co czują... wiekszości chyba.
                Za to mam wrażenie, że im trudniej im to przychodzi tym bardziej kobieta to wyolbrzymia...
                Może to też błąd...

                W końcu chyba najgorsze jest to szamotanie.. raz tak, za chwile co innego..



              • gaga-1 Re: Bo faceta poznaje się po tym jak kończy 29.05.12, 14:15
                jeśli sam z siebie zaczyna chcieć i do tego mówi że już dawno zanim zaczęliśmy zapałał do mnie jakimś uczuciem i długo dążył do tego aby coś między nami zaiskrzyło, to można to tylko nazwać skurwysyństwem.

                Brawo Wiosna. Nazwałaś rzecz po imieniu.
                O to właśnie chodzi. Płacze, klękanie i błagania. Obiecanki, że zrobi wszystko... I co? I dupa blada. Nagle taki przypomina sobie, że jednak ma rodzinę i nie może jej skrzywdzić.
                Mnie udało się takiego palanta wypieprzyć na zbity ryj, kiedy poczułam co w trawie piszczy. Przeżyłam i tak swoje. Trzy lata dochodziłam do siebie...

                I niech tu nikt nie pisze, że wiedziałam w co wchodziłam. To nie ja błagałam na kolanach, to nie ja roniłam łzy. To nie ja mówiłam, że zrobię wszystko, żebyśmy byli razem. Ja okazałam się tylko bardzo naiwna.

                Na szczęście mam to za sobą. A pan sku.....? Niech mu ziemia lekką będzie. Na pewno nie raz zatęskni. Ale to nie mój problem.
                A teraz jestem szczęśliwa, przede wszystkim z tego powodu, że nie muszę go oglądać.
              • on99 Re: Bo faceta poznaje się po tym jak kończy 30.05.12, 13:37
                > jesli ktos stawia sprawe od poczatku jasno,tylko seks nic wiecej,ze nie zostawi
                > rodziny nigdy to jest w porzadku i to kochanka ma problem wkrecajac sie

                Nie każda kobieta tak uważa smile Wiele uważa, że jak się zakocha w takiej sytuacji to miś też powinien się zakochać i zaczyna "walczyć" o swoje ...
          • asdaa Re: Bo faceta poznaje się po tym jak kończy 29.05.12, 15:22
            Tylko,ze to jest po prostu uczciwe powiedzieć o co chodzi. Skoro tak czy tak znikają to co im szkodzi powiedziec prawdę?

            O co chodzi, to powinni powiedzieć na początku, ZANIM sytuacja wymknie spod kontroli, umówić się z drugą stroną ile sobie nawzajem dajemy i ile żądamy od partnera/rki.
    • klawiatura_zablokowana Re: Bo faceta poznaje się po tym jak kończy 31.05.12, 01:01
      > Jak tu zakochanej kobiecie powiedzieć, że nie chciało sie tego uczucia..
      > Że właściwie było miło.. ale życie toczy sie dalej. Albo że była kimś wyjatkow
      > ym ale rodzina i żona są najważniejsze.. to sie da w ogóle wyjaśnić?

      Inteligentna kochanka to rozumie na etapie wchodzenia w tę relację. Wyjścia z romansu są tylko dwa: albo zerwanie albo strona zajęta się rozwodzi i tworzy nowy związek. Rozwód dla kochanki/kochanka to scenariusz najrzadszy. A im dłużej trwa romans, tym większe ryzyko, że małżonek strony zajętej odkryje i tak czy owak sprawa dupnie. Zatem - fiasko jest niejako wpisane w ideę bycia kochankiem/kochanką.

      Oczywiście tu każda pisze, że niczego nie oczekuje, że to tylko taka znajomość, a tak w ogóle to że są oblegane, błagane, proszone, podrywane, adorowane. No niemalże z łaski się na ten romans zgadzają. Tylko kurczę zawsze jakoś potem to kochanki wylewają łzy na złego misia, co zerwał/wrócił do żony (lub nigdy jej nie zostawiał)/znalazł sobie kolejną kochankę.

      > Może w poczuciu że tak będzie lepiej (niech mnie znienawidzi, tak bedzie dla n
      > iej lepiej)
      > A może oni nie rozumieją, że my potrzebujemy mieć wszystko przeanalizowane i wy
      > jaśnione..

      Wiesz co, rozmawiałam ostatnio z facetem, co się o romans w zasadzie otarł, ale tak czy owak miał na głowie spławianie zakochanej w nim dziewczyny. Otóż on podchodził do tego niesamowicie racjonalnie: "powiedziałem jej RAZ, że nic z tego, ile mam tłumaczyć?" Ona oczywiście nachodziła, zaczepiała, dzwoniła, SMS-owała, chciała rozmów, wyjaśnień. Prawie spazmów dostała, jak ją z NK czy czegoś tam wyrzucił. Dla niego krótka piłka: zakończyłem znajomość, którego słowa nie rozumiesz? Był tylko zirytowany, że do niej to nie może dotrzeć. Nic więcej. Nie miał najmniejszej potrzeby wyjaśniania, analizowania, tłumaczenia. I tak się zastanawiam trochę, czy koleś nie ma trochę racji. Nie chcę cię - co tu więcej wyjaśniać? I co tu może być głębszego niż to, co widać? Czy to naprawdę istotne, z jakiego powodu? Kosz zawsze boli, więc chyba lepiej tego nie rozdrapywać. Otrząśnij się i żyj dalej.
      • wiosnanadziei Re: Bo faceta poznaje się po tym jak kończy 31.05.12, 13:48
        Wiesz klawiatura,piszesz wlasnie obrazowo jak to jest najczesciej.Koles taki skorzysta a zeby skorzystal musi zbajerowac a potem wynocha a tak sie nie robi.Jak sobie zaklada ze nic z tego to niech bzyka taka ktorej ie zalezy na niczym wiecej.

        Jesli o mnie chodzi to ja bylam namowiona,wczesniej mojego kochasia w ogole nie zauwazalam,jakby dla mnie nie istnial.Od poczatku wiedzial ze co jest grane i jak patrze na pewne rzeczy i nigdy nie kowilam ze niczego nie oczekuje,jak widac przeciwnie wiec pakowal sie na pewnego wiec czym ma sie dziwic? Skoro sie pakowal i skoro sam zaczal mydlic mi oczy to ja juz tego nie rozumiem.
          • fuzzystone Re: Bo faceta poznaje się po tym jak kończy 05.06.12, 13:08
            Wiosna, przyznaj sama: poza rzadkimi przypadkami tzw. wielkiej milosci, kiedy mamy do czynienia z bardzo szybkim rozwodem na korzyść tej drugiej/drugiego z reguły pakowanie się w romans kończy się syfem - albo tylko dla tej drugiej, albo dla drugiej i faceta albo dla całej trójki (włącznie z żoną). I wtedy niewiele pozostaje z początkowego zauroczenia. na dłuższą metę uczciwość i szczerość zawsze popłacają.
            • wiosnanadziei Re: Bo faceta poznaje się po tym jak kończy 06.06.12, 20:40
              oczywiscie fuzzystone masz racje,ja zawsze stawiam na szczerosc i myslalam ze on tez byl szczery wobec mnie bo ja bylam wobec niego.Suma sumarum nie poszlo o to, poszlo o to ze nie zachowywal sie tak jak powinien pisalam w watku ile czasu trwa leczenie sie z bycia kochanka i juz nie bede tego powtarzac.Kiedy pokazalam drzwi nie staral sie,przyjal to do wiadomosci i juz,nic wiecej zero kontaktu.
              Teraz cos ponoc postanowil,ale jakos to wszystko mnie nie obchodzi juz.
              Ja sie przyznaje,bylam naiwna,myslalam,myslalam ze to wlasnie uczucie i powoli damy z tym rade.Dupa.Jestem madrzejsza i wiem czym to pachnie.Rozczarowaniem.
      • fuzzystone Re: Bo faceta poznaje się po tym jak kończy 05.06.12, 12:54
        Chciałabym się odnieść do następującego zdania z Twojej wypowiedzi "Kosz zawsze boli..." - o jakim koszu mówimy? Bo jeśli facet tej dziewczyny nie prowokował, nie zaczepiał, nie uwodził lub pozostawał OBOJĘTNY na jej awanse, nie czynił wyznań i był całkowicie w porządku wobec swojej żony - to ok, dziewczyna sobie ubzdurała i zraniona miłość własna nie pozwala jej zachować się na poziomie i zaakceptować kosza. I w tym miejscu ja mu przyznaje rację. ALE jeśli (co jest w przypadku żonatych facetów bardziej prawdopodobne) koleś ją zaczepiał, uwodził, pieprzył o tzw. separacji, zbliżającym się rozwodzie etc. to jest sam sobie winien, że laska nie odpuszcza i walczy (choć moim zdaniem jest głupia, bo to rodzaj faceta nie wartego walki). Jakby gębę na kłódkę trzymał to by nie miał problemów z dziewczyną, jasne? Więc niech teraz nie lata i się nie uskarża i niech się modli, żeby ona nie wpadła na pomysł kontaktowania się z żoną. Skoro chciał seksu to przecież agencje są - tam miałby gwarancję tego, że dziewczyna się nie zakocha i rozwodu domagać się nie będzie - zero emocji.
        Wikłanie się w romans jest zawsze związane z ryzykiem dla obydwu stron - zarówno żonatego jak i tej drugiej, więc może czas przestać winić za wszystko kobiety - kochanki i żony a wybielać biednych misów - jak komuś w związku coś nie pasuje, to mówi o tym głośno - raz, drugi, trzeci a potem odchodzi. I nie wyciera sobie gęby tekstami że to "tylko dla dzieci". I potem może sobie bajerować wszystkie kobiety jakie mu w drogę wejdą bez ryzyka że ktoś się zaangażuje. A jeśli dziewczyna świadomie pcha się w romans, widząc, że o rozwodzie ani widu ani słychu, toleruje bzdety o "niesypianiu razem"to pcha palec między drzwi i jest sama sobie winna - tylko że ona nie gwałci tego misia i nie zmusza go do zdrady. Do tego trzeba dwojga.
        BTW: "Żonaci wzdychają zawsze głębiej niż kawalerowie." - najlepszy bajer na podryw mają kolesie w związku, sprawdzone big_grin

        --
        "Stronią ode mnie, które ongi mnie szukały,
        Bosą stopą przez moje przestępując progi;
        Ustępliwe, powolne, łagodne bywały..."
      • sosna_mloda Re: Bo faceta poznaje się po tym jak kończy 25.06.12, 08:40
        > Inteligentna kochanka to rozumie na etapie wchodzenia w tę relację. Wyjścia z
        > romansu są tylko dwa: albo zerwanie albo strona zajęta się rozwodzi i tworzy no
        > wy związek. Rozwód dla kochanki/kochanka to scenariusz najrzadszy. A im dłużej
        > trwa romans, tym większe ryzyko, że małżonek strony zajętej odkryje i tak czy o
        > wak sprawa dupnie. Zatem - fiasko jest niejako wpisane w ideę bycia kochankiem/
        > kochanką.

        Inteligentna kochanka, ciekawe określenie.. Bo moim zdaniem, tak można powiedzieć tylko o kims kto wchodzi w romas "po męsku" czyli z nastawniem, że to zabawa i nic więcej. Wóczas żedne problemy porozstaniowe nie nastepują i nikt nikomu nie musi nic tłumaczyć.
        Tam, gdzie w grę wchodzą uczucia kończy się myślenie.. A w większości przypadków dotyczy to nas - kobiet. A kobiecie najczęściej trudno jest uwierzyć że nic nie znaczyła..
        Nie ma to nic wspólnego z inteligencją moim zdaniem...

        Zamiast tego możnaby się zastanowić co robi "inteligentny kochanek".
        Wtedy inteligentny kochanek potrafi odejść nie powodując przy tym, że kobieta czuje się jak rzecz, wyrzucona do smieci, bo juz sie znudzila.

        Dobrze byłoby rozumieć to wszystko i wiedzieć o tym zanim się wejdzie w taki układ...
        Myślę, że rozstania często przerastają obie strony...
        Kobieta nie może sobie poradzić ze zranionymi uczuciami a facet nie może sobie poradzić z kobietą ze zranionymi uczuciami... a przeciez sam się do tego przyczynił....
        • mijo81 Re: Bo faceta poznaje się po tym jak kończy 28.06.12, 21:03
          Ty sobie chyba sprawy nie zdajesz, że ciężko utrzymać kochankę bez jej uczuciowego omamienia. Jak się postawi sprawę, że seks i nic więcej to na jednym razie się kończy.

          I jak zwykle odpowiedzialność zrzucasz na faceta, to ona m decydować kiedy, co i jak i jest odpowiedzialny za samopoczucie kochanki. Czy ty naprawdę uważasz że jak kobieta się zakocha to zwalnia ją to z odpowiedzialności za to co skutki romansu???
          • sosna_mloda Re: Bo faceta poznaje się po tym jak kończy 29.06.12, 13:11
            > I jak zwykle odpowiedzialność zrzucasz na faceta, to ona m decydować kiedy, co
            > i jak i jest odpowiedzialny za samopoczucie kochanki. Czy ty naprawdę uważasz ż
            > e jak kobieta się zakocha to zwalnia ją to z odpowiedzialności za to co skutki
            > romansu???

            Nie zrzucam odpowiedzialności na nikogo... (i czemu jak zwykle?)
            I nie chodzi mi tylko i wyłącznie o samopoczucie kochanki, raczej o samopoczucie obojga...
            które zależy od tego jak sie wzajemnie potraktują... chodzi mi o świadomość ranienia uczuć ale też i o to, że my kobiety jak się zakochamy to "tracimy rozum".
            A jakbyś przeczytała mojego pierwszego posta to wiedziałabyś, że właśnie próbowałam powiedzieć, że to jak się romanse kończą dla kobiet czasami same sobie "zawdzięczamy"... bo po prostu takie jesteśmy - "kochliwe".
        • lilamorena Re: Bo faceta poznaje się po tym jak kończy 29.06.12, 18:08
          weszłam na fourm , to juz sobie popisze smile
          sosna...
          A po co się wchodzi w romans jak nie dla zabawy? W moim przypadku to wspomnienia dość odległe, ale nawet koleżanka o której w innych postach pisałam i która w końcu z mężem się rozstała i jest byłym kochankiem - tez na początku wchodziła dla zabawy.
          Przecież to jasne, że jak jest romans - czyli "rzecz na boku" to się dla faceta nic nie znaczy. Kiedy zacznie sie "coś znaczyć" to facet podejmie decyzje, i zaproponuje wspólne życie. I nie ma co dorabiać teorii o "biednych zagubionych misiach, którzy chcą ,a ale dla dobra żony i dzieci itp..."
          Zwykłe omamianie nie wiadomo po co i kogo. Po prostu kochanka znaczy naprawdę niewiele i już. Gdyby by znaczyła to by zaproponował wspólne życie. Przecież to proste. Nie ma co się oszukiwać.
          • fuzzystone Re: Bo faceta poznaje się po tym jak kończy 29.06.12, 22:00
            Fakt, że w romansie od samego poczatku rola tej drugiej jest zdefiniowana - natomiast bywa i tak, że to facet urządza emocjonalny cyrk - nie daje odejsc, miota się, cuduje. Ja na podstawie moich doświadczeń moge powiedzieć, ze tamta osoba wyrządziła mi najgorsza krzywdę własnie swoimi schizami i jazdami - popadaniem ze skrajności w skrajnośc, uniemożliwianiem mi odejścia, urządzaniem scen rodem z Romea i Julii, pleceniem o bratnich duszach itepe. Gdyby wprost mi walnął, że "miała być tylko zabawa, ty się zakochałaś więc koniec, ja do ciebie nic nie czuję" to ja bym zwinęła żagle i pozbierała się do kupy. Niestety, pan używał koronnego argumentu "ale ja cie kocham tylko..... - w miejsce kropek wstawić odpowiednio bzdurny argument. Odpępowiłam się, gdy po którymś razie po usłyszeniu jak to mnie uwielbia, zebrałam się i zażądałam potwierdzenia deklaracji czynami. Rzecz jasna tego to on nie mógł mi obiecac smile
            Fakt, że miałam wtedy zerowe doświadczenie i sądziłąm, że takie cyrki są dowodem na istnienie głebokiego uczucia - teraz uciełabym sprawę dużo szybciej i wcześniej.
            • gaga-1 Re: Bo faceta poznaje się po tym jak kończy 29.06.12, 23:53
              sądziłąm, że takie cyrki są dowodem na istnienie głebokiego uczucia - teraz uciełabym sprawę dużo szybciej i wcześniej.

              No właśnie... My wierzymy w ich zapewnienia... Ale cyrki, które wyprawiają są tylko po to, żeby przedłużyć możliwość darmowego bzykanka. ... Mądry Polak po szkodzie...
              • sabbbinka Re: Bo faceta poznaje się po tym jak kończy 30.06.12, 07:43
                Naturalnie jak najbardziej ten „cyrk” jest wliczony w „taniec godowy” i to nie znaczy ,ze mu nie wygodnie i nie „kocha układu bardziej niż to co ma” lecz zawsze wygrywa znane wygodniejsze życie i jest zbyt dużym tchórzem i leniem by zmieniać cokolwiek w swoim życiu …tak to już w życiu jest dlatego doceniam tych którzy choć próbują zmienić cokolwiek i chcą poprzeć słowa czynami … nieraz nie wychodzi , nie udaje się choć bardzo tego pragniemy ale próba została podjęta i kiedyś w życiu można obrócić się wstecz i z sentymentem wspominać to co było dobre smile

                "Dawne marzenia to były dobre marzenia i choć się nie spełniły cieszę się, że je miałem".
                — Clint Eastwood

              • fuzzystone Re: Bo faceta poznaje się po tym jak kończy 30.06.12, 11:03
                gaga, ja mialam 22 lata i sadzilam ze na tym polega prawdziwe uczucie. Ze im bardziej skomplikowanie i im bardziej upodabniamy sie do postaci rodem z mydlanej opery tym lepiej. DZIĘKI BOGU tamto się skończyło, gdybym związała się z nim, byłabym dzisiaj bardzo nieszczęśliwa...
                      • sosna_mloda Re: Bo faceta poznaje się po tym jak kończy 03.07.12, 20:40
                        A w jakim środowisku Ty sie wychowałeś..? skoro prezentujesz postawę: krzyknąć, tupnąć, obrazić, "dać w łeb" i juz tępota przekona sie do Twoich argumentów...?

                        Pomijając sam fakt, że niefajnie się z Tobą rozmawia.. to mi się już nie chce tłumaczyć, bo Ty i tak nie chcesz zrozumieć o co mi chodzi... powtarzasz w kółko jak mantrę "zrzucanie odpowiedzialności"... cóż..

                          • sosna_mloda Re: Bo faceta poznaje się po tym jak kończy 05.07.12, 18:05
                            Nie..
                            mi chodzi o to, że dla jakichkolwiek moich osobistych korzyści nie wykorzystuję niczyich uczuć. Nie mieszam nikomu w głowie wiedząc, że się we mnie kocha, a ja nie odwzajemniam tego uczucia. Nie udaję że mi zależy, nie stwarzam złudnych nadziei. A złudną nadzieję może dawać samo kontunuowanie znajomości...
                            Jak spotykam człowieka, dla którego znaczę duuuużo więcej niż on dla mnie i jestem tego świadoma, wycofuję się z takiej znajomości.. na bezpieczną odległość. Dla uniknięcia negatywnych skutków dla nas OBOJGA. Żeby jemu nie robić krzywdy a samej nie męczyć się z namolnym zapatrzonym facetem.
                            Mówiłam o sytuacji odwrotnej bo to w moim pojęciu w dwie stony powinno działać.
                            Jesli dwie osoby wchodzą w relacje osobiste oboje są odpowiedzialni, za siebie alte też za tę drugą osobę.
                            Jak mi facet mówi: moja droga.. nic z tego nie będzie, to niezaleznie od tego jak bardzo go koham odchodzę życząc mu szczęścia na nowej drodze życia. Kiedy ten po dwóch dniach wraca i mówi ja tak nie mogę , zależy mi na Tobie, ciężko mi, wówczas tak, "zrzucam" tę odpowiedzialność na niego.
                            Można sie z tym oczywiście nie zgadzać. Ja mam akurat tak.
                              • sosna_mloda Re: Bo faceta poznaje się po tym jak kończy 05.07.12, 19:03
                                Powiedziałabym,że zwłaszcza w "normalnych" relacjach.
                                Gdyby faceci zdracający swoją żonę powiedział mi, że chce mnie sobie bzyknąć na boku, i to wszystko, to odesłałabym go do agencji.
                                Ale on wybrał inną drogę..
                                W efekcie oboje razem zafundowaliśmy sobie małe piekiełko emocjonalne na koniec.
                                Negatywne skutki poczuliśmy oboje.
                                  • sosna_mloda Re: Bo faceta poznaje się po tym jak kończy 06.07.12, 09:51
                                    Ale nie ma tego złego...jak to mówią.
                                    Nauczyłam sie czegoś o sobie samej... i jeśli odpowiedzialność za siebie samą i za skutki mojego zakochania, o których pisze mijo, ma sie wyrażać umiejetnością przejrzenia intencji przedstawicieli płci przeciwnej i odpowiednio szybkiej reakcji w postaci "odwrotu", kiedy mam ku temu jakiekolwiek przesłanki, to tak, teraz już jestem "odpowiedzialna" sama za siebię.
                                    Chciałabym mysleć (choć to pewnie bez sensu), że nie był cynicznym gnojem.. tylko sam też się pogubił w tym wszystkim. Stąd ten wątek.
                                    Ament.

                                    • n.i.p.69 Re: Bo faceta poznaje się po tym jak kończy 06.07.12, 15:27
                                      sosna_mloda napisała:

                                      > Ale nie ma tego złego...jak to mówią.
                                      > Nauczyłam sie czegoś o sobie samej... i jeśli odpowiedzialność za siebie samą i
                                      > za skutki mojego zakochania, o których pisze mijo, ma sie wyrażać umiejetności
                                      > ą przejrzenia intencji przedstawicieli płci przeciwnej i odpowiednio szybkiej r
                                      > eakcji w postaci "odwrotu", kiedy mam ku temu jakiekolwiek przesłanki, to tak,
                                      > teraz już jestem "odpowiedzialna" sama za siebię.

                                      ....... niestety! jeśli ważne życiowe decyzje podejmujesz na podstawie domniemanych intencji drugiej osoby!..... to znaczy, że nie kontrolujesz swojego życia (?)......

                                      p.s. ... podstawową przesłanką dającą jakiekolwiek szanse powodzenia jest, stan cywilny "wolny!" ..... w każdej innej sytuacji jesteś ZALEŻNA!!! od zdolności aktorskich i stopnia demoralizacji misia z którym się zadałaś(zazwyczaj i w jednym i w drugim są reprezentują bardzo wysoki poziom!/?)wink pozdro
                                      • sosna_mloda Re: Bo faceta poznaje się po tym jak kończy 09.07.12, 09:08
                                        > p.s. ... podstawową przesłanką dającą jakiekolwiek szanse powodzenia jest, stan
                                        > cywilny "wolny!" ..... w każdej innej sytuacji jesteś ZALEŻNA!!! od zdolności
                                        > aktorskich i stopnia demoralizacji misia z którym się zadałaś(zazwyczaj i w jed
                                        > nym i w drugim są reprezentują bardzo wysoki poziom!/?)wink pozdro

                                        No popatrz, jeden jedyny raz mogę się z Tobą zgodzić.. a wyobraź sobie, że ja już też jestem taka mądra...
                                        A to czy sie z kims spotykam czy nie.. to jeszcze nie jest decyzja z tych mających zmienić moje zycie..
                                          • sosna_mloda Re: Bo faceta poznaje się po tym jak kończy 09.07.12, 11:09
                                            Oj nip.... czyjeś intencje są zawsze domniemane, albo się komuś ufa, albo nie.
                                            Jeśli to, że ktoś już nie jest taki ufny jak cielę i wyposażony w bagaż doświadczeń, stał się ostrożniejszy w bliższych relacjach jest, w Twoim pojęciu brakiem kontroli nad swoim życiem...
                                            to moim zdaniem bredzisz.
                                            Zaczynam żałowac, że sie do Ciebie odezwałam...
                                  • mijo81 Re: Bo faceta poznaje się po tym jak kończy 06.07.12, 16:35
                                    Ale z was hopokrytki, o to takie najprawdziwsze. DOBROWOLNIE wchodzicie w takie układy z zajętaymi facetami, a jak jest kwas to wszystkiemu winien misio, bo powiedział to czy tamto.

                                    Lubicie udawać słodkie idiotki, które przypisują sobie krzywdy tylko po to żeby zrzucić z siebie odpowiedzialność.
                                    • fuzzystone Re: Bo faceta poznaje się po tym jak kończy 06.07.12, 22:59
                                      SRATATATAA

                                      Czasami panowie udają mniej zajętych niż są w rzeczywistości. I nie zawsze można to zweryfikować od pierwszego momentu - nie można podejrzewać każdego o chęć oszustwa. A czasami trudno wyplątać się z układu, bo np ta druga strona potrafi to bardoz utrudnić. Gdyby w pewnym momencie walnął mi wprost, że tak naprawdę całe ich związek wygląda inaczej od tego, jak sprawę relacjonował mnie oraz innym ludzion, gdyby nie pieprzył o ewentualnych dzieciach ze mną/małżeństwie/miłości, gdyby nie grał na emocjach to z bólem ale wycofałabym się z tego związku. A jeśli chodzi o śłodkie idiotki, to waż słowa - wlazłaś na to forum, wtrącasz swoje trzy grosze od czapy do każego wątku. Niech każdy patrzy na siebie.
                                      A, gdybym ja np, bardzo chciała zrzucic odpowiedzialność na innych, to zadzwoniłabym, względnie napoisałabym do jego żony - miałby bardzo poważne problemy po tym, co ona usłyszałaby od mnie. Nawet, gdyby zostali razem, to byłoby mu bardzo ciężko odbudować zaufanie, które tak nadszarpnął.
                                      Dlaczego tego nie zrobiłam? Bo jego żona nic mi nie zrobiła, nie jej wina że związała się z niestabilnym emocjonalnie kłamcą i manipulantem.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka