Dodaj do ulubionych

Czego nauczyło mnie forum

09.07.12, 17:26
- w przypadku pojawienia się w związku/ małżeństwie Pani nr 2 winna jest zawsze Pani nr 1, bo "coś było z nią nie tak, że misio uciekł"
- w przypadku problemów Misicy z misiem- winny jest misio jako całe zło dla Pani nr1 i nr2
- kochanka jest ZAWSZE niewinna

czy coś jeszcze mnie minęło? wink

Ps. bez urazy of course
Obserwuj wątek
    • n.i.p.69 Re: Czego nauczyło mnie forum 09.07.12, 17:54
      ... nie przejmuj klubem zgorzkniałych i sfrustrowanych eks kochanek z tego forum ... masz prawo do satysfakcji(?) ..... fakt że dałaś exowi kopa w zadek, świadczy, że swoją żłośc zaadresowałaś poprawnie! ...... a misica, no cóż dostała to co chciała "ochłap z pańskiego stołu" pozdrawiam!
    • regan_pescoli Re: Czego nauczyło mnie forum 09.07.12, 19:24
      makarona, ale czego sie spodziewalas po tutejszych bywalczyniach? przeciez one wszystkie walcza zebami i pazurami o to swoje wielkie "szczescie" ( czyt: MISIA).
      co gorsze, one sie identyfikuja z pania, na ktora Twoj ex powoli zaczyna sie wypinac i boja sie, ze ich MISIE zrobia kiedys to samo.
      moze do zon nie wroca, ale znajda ich nastepczyniesmile
      jedna drugiej warta i chocbys je kroila oraz sola sypala, zawsze zona bedzie ta zla, kochanka to wcielenie niewinnosci.

    • makarona1 Dowiedziałam się również, że 09.07.12, 19:43

      ... odrzucone kochanki to kobiety najpewniej:

      " zbyt wymagające? Może nie przymykają już oczu na niedoskonałości misia?"

      ale przecież

      to NOWA partnerka jest mniej wymagająca (lub niczego nie wymagająca) i łatwiej nią manipulować.
      Nie trzeba tak bardzo się starać, by otrzymać to, co tak świetnie robi męskiemu ego: podziw i uznanie.
    • fuzzystone Re: Czego nauczyło mnie forum 09.07.12, 19:44
      Ach, jakie to szczęście że się nie muszę z nikim identyfikować i martwić się, że jakiś miś gdzieś odfrunie....

      Umknęło Ci jedno: odpowiedzi powinnaś szukać w realu (raz jeszcze: facet do Ciebie wrócił nie dlatego, że jesteś cudowna ani daltego, że ta druga jest beznadziejna - on po rostu jest porąbany emocjonalnie, był jest i będzie a mężczyzną jest tylko dlatego że ma jądra i penisa).
      Po prostu chciałaś się pochwalić, że przyszła koza do woza, a skoro to robisz, to wcale tego rozdziału w życiu zamknęłąś, nadal Cię to boli - tylko po cholerę robić to w necie, skoro juz, to chyba najlepiej do żródła się udać, czyli do next Twojego ex, a Twojej ex przyjaciółki.
      I wątpię, czy kogoś uraziłaś.
      A skoro uważasz, że wzbudzasz wielkie emocje, to polecam inne fora, tutaj jest cisza i spokój.
      • makarona1 Re: Czego nauczyło mnie forum 09.07.12, 19:59
        facet do Cie
        > bie wrócił nie dlatego, że jesteś cudowna

        ależ jestem

        > on po rostu jest porąbany emocjonalnie, był jest i będzie

        od momentu jak wypiął się na Misicę, zaczynam coraz bardziej w to wątpić- raczej powiedziałabym: staje się dojrzały, skoro potrafi oddzielić ziarno od plew wink

        > Po prostu chciałaś się pochwalić, że przyszła koza do woza

        nooo

        , a skoro to robisz,
        > to wcale tego rozdziału w życiu zamknęłąś

        kto wie co się jeszcze wydarzy..?

        skoro juz, to chyba najlepiej do żródła się udać, czyli do n
        > ext Twojego ex, a Twojej ex przyjaciółki

        dla mnie to zwykła szmata

        > I wątpię, czy kogoś uraziłaś.

        nie miałam takiego zamiaru

        > A skoro uważasz, że wzbudzasz wielkie emocje

        nie, nie uważam
        skąd Ci to przyszło do głowy?
    • fuzzystone Re: Czego nauczyło mnie forum 09.07.12, 19:58
      I żeby nie było:
      na miejscu Twojej (ponoć) przyjaciółki, gdybym czuła miętę do Twojego męża to raczej ucięłabym z Wami kontakty i oddaliła się na bezpieczną odległość (nawet pod fałszyfym pozorem) niż babrała się w romans z nim i w robienie sobie dziecka. Zwłaszcza, że o ile dobrze zrozumiałam z lketury wątku to ona nawet w szpitalu Cię odwiedzała - fuj. Być może jest ona osobą, którą kręci nie sam facet, co fakt odbicia go innej kobiecie (a do tego koleżance) - skoro zostawił żonę i malutkie dzieci dla niej, to pewnie sama jest super. A Twój były mąż to po prostu zły i głupi człowiek. Zły, bo zrobił wiochę a głupi, bo wniosków nie potrafił wyciągnąć i teraz krzywdzi swoje dziecko z drugiego związku (nie wspominając o dzieciach z Waszego)
    • marylka111111 Re: Czego nauczyło mnie forum 09.07.12, 22:24
      - w przypadku pojawienia się w związku/ małżeństwie Pani nr 2 winna jest zawsze Pani nr 1, bo "coś było z nią nie tak, że misio uciekł" - każda historia jest inna, że było coś nie tak i jaka zła jest ta pierwsza Pani to obraz jaki wykreował ten kochający mężuś żeby najczęściej zafundować sobie romansik bez żadnych konsekwencji
      - w przypadku problemów Misicy z misiem- winny jest misio jako całe zło dla Pani nr1 i nr2 -
      jak ktoś okazuję się bydlęciem to przestaje być misiem, kotkiem, srotkiem
      - kochanka jest ZAWSZE niewinna - kochanki są różne, winne i niewinne

      czy coś jeszcze mnie minęło? wink
      najwidoczniej nie przeczytałaś uważnie całego forum, bez urazy of course smile
      dla mnie żona mojego ex to kobieta wobec której mam wielki dług wdzięczności smile aczkolwiek to nie tak, że nagle pałam do niej sympatią, co nie to nie, to co pokazała wcześniej i jak skończyła świadczy dla mnie tylko o jej głupocie uncertain jednak moje życie uratowała walcząc o męża - misia smile
      chociaż kiedyś chciałam być na jej miejscu,teraz nie zamieniłabym się z nią nigdy,
      nie zazdroszczę jej jakości związku i tego że ona żyje z takim facetem



      • fuzzystone Re: Czego nauczyło mnie forum 09.07.12, 23:22
        "nie zazdroszczę jej jakości związku i tego że ona żyje z takim facetem" - parę osób tutaj i tak Ci w to nie uwierzy, przecież powinnaś dozgonnie go wielbic i za nim tesknic i myslec po nocach co tu zrobić aby go żonie ponownie odbić. big_grin

        Ja tamtej też nie zazdroszczę jakości jej związku i tego, z kim (chyba) zyje i jestem wdzięczna losowi za to, ze sie z tamtym nie związałam. Dobranoc!
        • wiosnanadziei Re: Czego nauczyło mnie forum 10.07.12, 00:16

          to NOWA partnerka jest mniej wymagająca (lub niczego nie wymagająca) i łatwiej nią manipulować.
          Nie trzeba tak bardzo się starać, by otrzymać to, co tak świetnie robi męskiemu ego: podziw i uznanie.

          Mylisz sie makarona,trzeba sie postarac,bez starania mozesz w domu stare kapcie nosic.Stad pewnie jednym z symptomow odkrywanej zdrady jest to iz maz nagle sie zmienil,zaczal stroic,uciekac myslami itp,pozniej wracac do domu,interesowac rzeczami ktore dotad go nie interesowaly by zaimponowac innej kobiecie i zwrocic jej uwage na siebie.
          A podziw i uznanie w oczach innej osoby to cos czego pragnie kazdy czlowiek i kobieta i mezczyzna.Guzik dajesz guzik dostajesz.
          Cieplo,poczucie bezpieczenstwa i jeszcze wiele innych waznych i mniej waznych rzeczy.
          • n.i.p.69 Re: Czego nauczyło mnie forum 10.07.12, 08:17
            ..... rany wiosno, ale Ty(napisałem z wielkiej litery!)wink ... jesteś ograniczona, piszesz, że jesli " nic nie dajesz to guzik dostajesz" .... a skąd wiekowa! doświadczona! i wykształcona! kobieto! wiesz, kto pierwszy przestał dawać? .....
            ..... coś Ci(znowu wielka litera!) wink wyjasnie;
            ..... ludzie dobierają się w pary według "klucza"! deficytów potrzeb i nabytych schematów, co jest główną przyczyną zawiązywania związków ale równocześnie jest przyczyną ich rozpadu(?) .... DLACZEGO?
            .... mianowicie dlatego, że poznajac osobe z podobnymi do swoich problemami emocjonalnymi(95% społeczeństwa z takowymi się boryka(?)) poznajemy kogoś kto pragnie, myśli, marzy i "CIERPI"podobnie ...... i siłą rzeczy staje się bratnią duszą a w konsekwencji "partnerem na resztę życia"wink ... ale tutaj pojawia się problem, ponieważ mniej lub bardziej swiadomie oczekujemy "ratunku" ......rycerza na białym koniu, który wypełni braki/deficyty emocjonalne z dziecińswta ... ale okazuje się, że przecież partner z tą samą problematyką ma te same oczekiwania ..... więc pojawia się CO? ..... KONFLIKT! (ineresów) ...... a zaczynaja się schody, to czy uda im się je pokonać, zależy głownie od indywidualnego stopnia zaburzeń!!! i demoralizacji obojga ....... jednak najczęściej ludzie okazują się niewystarczająco dojrzali, a pęka jak zwykle ..... NAJSŁABSZE OGNIWO!!!/???.......
            .... I TAK MIEJ WIĘCEJ WYGLĄDA PODZIAŁ ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA STAN ZWIĄZKU!!!

            ........ NATOMIAST ZA SKOK W BOK ODPOWIEDZIALNY JEST TYLKO! I WYŁACZNIE! SKOCZEK!!! ......

            ..... wszystko w tym temacie! i....odwal się wiosenko od makarony, kopnęła exa w tyłek i może spokojnie napluć mu w twarz, exowej równieżwink
            • fuzzystone Re: Czego nauczyło mnie forum 10.07.12, 08:32
              O, widzę że Nip jazdę z samego rana zaczyna, szkoda tylko że układ tekstu uniemożliwia wygodne czytanie, ale chyba odzwierciedla on stan umyslu autorki.
              "kopnęła exa w tyłek i może spokojnie napluć mu w twarz, exowej równieżwink" - jej wypowiedzi świadczą raczej o tym, że jej jeszcze na nim zależy, są dalekie od obojętności - no, ale przecież nową wielką miłość znalazła....

              "
              "Psychodelikami w rodzaju LSD pogardzał, gdyż uważał te używki za niegodne prawdziwych mężczyzn."
              • regan_pescoli Re: Czego nauczyło mnie forum 10.07.12, 08:39
                fuzzy, co Ty sie tak doczepilas tej makarony?
                oj, chyba jednek identyfikujesz sie z kochanka jej bylego, ale oczywiscie zaraz napiszesz, ze z nikim sie nie identyfikujeszbig_grin
                przezywasz ta cala sytuacje bardziej, niz ona sama. wez wyluzuj kobieto.
                  • regan_pescoli Re: Czego nauczyło mnie forum 11.07.12, 09:43
                    fuzzystone napisała:

                    > No, identyfikuję się jak cholera. A sytuacja taaaaaaaaaaaaaaakaaaaaaaaaaaa podo
                    > bna, ojej regan objawił kolejną prawdę na mój temat...


                    to sie identyfikujesz, czy nie?
                    reagujesz dosyc emocjonalniesmile
                    chyba jednak identyfikujesz.

                    w koncu Ci sie nie dziwie. mogl szlag Cie trafic, kiedy misio sie wypial i wolal jednek zone, z ktora to mial sie "rozwodzic".
              • n.i.p.69 Re: Czego nauczyło mnie forum 10.07.12, 08:42
                makarona1 napisała:


                > Cóż kiedy to mnie już nie interesuje- mam swoje towarzystwo, ciekawą pracę, życ
                > ie, może i kogoś na dłużej.
                > Śmiać mi się chce po prostu.
                > I pytam- KOCHANKO CO Z TOBĄ?

                ..... chyba masz problem z rozumieniem tekstu czytanego?

                .... i lepiej nie czytaj mojego wpisu, rozumiem, że Cię męczy ..... a i tak nie zrozumiesz! ;-/ pozdro!
            • sosna_mloda Re: Czego nauczyło mnie forum 10.07.12, 09:35
              > i....odwal się wiosenko od makarony, kopnęła exa
              > w tyłek i może spokojnie napluć mu w twarz, exowej równieżwink

              Tylko po co w takim razie te posty na forum? Co ją obchodzą inne kochanki... ??
              Dowartościować się musi jakoś czy o co chodzi.. czy wylać na kogoś swój gniew i pogardę i okazać satysfakcję?
              Bo jedyne co tu wyczytuję to złość na "wszystkie kochanki świata".
              Też można.. forum publiczne więc why not, tylko tu nie ma z czym dyskutować, moim zdaniem.
              Powiedziała co myśli i tyle.

              • n.i.p.69 Re: Czego nauczyło mnie forum 10.07.12, 10:14
                ..... chyba nie sądzisz, że odejście partnera, pozostanie z dziećmi, problemami, nieprzewidziana zmiana życiowych planów i ról .... spływa po kimkolwiek jak "po kaczce" nie zaniżając jego samooceny (tylko psychopaci są odporni na taki stres!/?) ....... ale w efekcie końcowym masz racje, że ostanimi i ofiarami tej sytuacji są kochanki! ... które z racji właśni niskiej samooceny, angażując się emocjonalnie w taki układ, (tak naprawdę trudno rzeczywiście jest Je winić, ponieważ szukają swojego miejsca!) ..... ale o ile można popełniać błedy nieświadomie i w dobrej wierze o tyle zdrada i związek z kimś "zajętym" ........ jest wymiernym i łatwym do okreslenia złem/błędem o charakterze autodestrukcyjnym ..... "kochanki" w przeciwieństwie do "żon" decydują się dobrowolnie na rolę ofiary! .... a z racji poważniejszych od "misia" nazwijmy to;-/ "potrzeb emocjonalnych" ...... stają się łatwymi w manipulacji marionetkami w jego rękach (brak kontroli! i decyzyjności!) i ........

                ..... "kochanka" dla psychoterapeuty lub dobrego psychologa, to nie styl bycia, czy model światopoglądowy, to jest .......... DIAGNOZA!!!/???......
      • wiosnanadziei Re: Założyłam wątek humorystyczny, a 10.07.12, 23:18
        Chaos panuje owszem,dzieki nipowi i regan,gdyby nie my nip nie mialby okazji do serwowania nam zlepku cytatow sciagnietych z internetu.
        Nadal mam glupie wrazenie ze nip i regan to ta sama osoba.Wyslalam nawet zapytanie do administratora forum gazeta.pl z prosba o sprawdzenie czy nicki nip i regan korzystaja z tego samego nr ip komputera.Jesli tak to prosze o odpowiedz publiczna na forum.
        Jasnowidzem jednak nie jestem.Poczekamy zobaczymy.
        • n.i.p.69 Re: Założyłam wątek humorystyczny, a 11.07.12, 06:31
          ........ ja natomiast, wiosnohipokrytko! ..... odnoszę nieodparte wrażenie, że wypowiedź makarony1 dotyczy w znacznie większym stopniu, Twojej osoby!/? ...... ...... mój cytat był tylko reakcją(?) ......

          p.s. ..... pochwal się wynikami Twojej interwencji!wink..... i rozpocznij leczenie!
          • regan_pescoli Re: Założyłam wątek humorystyczny, a 11.07.12, 09:48
            n.i.p.69 napisał:

            > ........ ja natomiast, wiosnohipokrytko! ..... odnoszę nieodparte wrażenie, że
            > wypowiedź makarony1 dotyczy w znacznie większym stopniu, Twojej osoby!/? ......
            > ...... mój cytat był tylko reakcją(?) ......
            >
            > p.s. ..... pochwal się wynikami Twojej interwencji!wink..... i rozpocznij leczen
            > ie!


            i fuzzy chyba tez w jakims stopniu to dotyczy.
            dosyc histerycznie zareagowaly na makarone1, Twoje posty i moje. oczywiscie Ty i Ja, stanowimy jednoscbig_grin
            • n.i.p.69 Re: Założyłam wątek humorystyczny, a 11.07.12, 15:21
              regan_pescoli napisała:


              > i fuzzy chyba tez w jakims stopniu to dotyczy. dosyc histerycznie zareagowaly na makarone1, Twoje posty i moje. oczywiscie Ty i Ja, stanowimy jednoscbig_grin

              ..... ale niewątpliwie, jednak "fuzzy" i "wiosna" to dwie różne osoby ...... winkpozdrawiam!

              • makarona1 n.i.p.69 12.07.12, 15:41
                n.i.p.69 napisał:

                > i fuzzy chyba tez w jakims stopniu to dotyczy. dosyc histerycznie zareago
                > waly na makarone1,

                Również odniosłam podobne wrażenie, aż się podeprę cytatem z sąsiedniego wątku:

                Autor: fuzzystone 11.07.12, 22:46

                > Ja przerobiłam separacje sracje i takie inne. Żony nigdy nie znałam i nie poznałam, miałam namiary i mogłam opisać/powiedzieć z detalami różne rzeczy, które stawiałyby ich związek w bardzo złym świetle. Dlaczego tego nie zrobiłam? Zwyczajnie, ona mi nie wyrządziła żadnej krzywdy, miała małe dziecko, więc stwierdziłam, że będzie lepiej jeśli odseparuję się od całej tej sprawy.

                "Żona miała małe dziecko" - jej kochanek nie, sama je sobie zrobiła big_grin

                " stwierdziłam, że będzie lepiej jeśli odseparuję się "

                Fuzzy usiłuje sprzedać, że to jej decyzja była- hi hi, ależ ona decydowała na początku, czy w to wchodzi- następny ruch należał do misiaczka.
                Misiaczek zdezerterował do ukochanej żonki, a Fuzzy buduje swoje iluzje oraz utożsamia się z kochanicą mojego ex? big_grin

                Oto hipokryzja w czystej formie big_grin
                • fuzzystone Re: n.i.p.69 12.07.12, 17:20
                  "Fuzzy usiłuje sprzedać, że to jej decyzja była- hi hi, ależ ona decydowała na
                  > początku, czy w to wchodzi- następny ruch należał do misiaczka."
                  Ale chrzanisz makarona, aż miło patrzeć. I czytać widzę jak umiesz... w sumie nie dziwię się, że Cię kantem przyjaciółka z mężem puściła, przy takim intelekcie...
                  • makarona1 Re: n.i.p.69 12.07.12, 17:27
                    fuzzystone napisała:

                    > nie dziwię się, że Cię kantem przyjaciółka z mężem puściła,

                    ooo
                    cóż to za nagła zmiana zdania?
                    do tej pory twierdziłaś, że to ON mnie kantem big_grin, ona zaś niewinna i nie należy jej się w żaden sposób czepiać big_grin

                    Ps nie napinaj się tak- post nie był adresowany do Ciebie wink
                    Pozdrawiam


            • fuzzystone Re: Założyłam wątek humorystyczny, a 11.07.12, 22:28
              > i fuzzy chyba tez w jakims stopniu to dotyczy.

              Pisałam x razy - nie, nie dotyczy, ale Ty i tak uznajesz jedną (swoją) ewangeliczną prawdę objawioną. A skoro ktoś zakłada wątek na forum, to musi liczyć się z różnymi wypowiedziami, taki lajf. I serio, robisz się monotonny (a).
              • regan_pescoli Re: Założyłam wątek humorystyczny, a 12.07.12, 07:06
                > Pisałam x razy - nie, nie dotyczy, ale Ty i tak uznajesz jedną (swoją) ewangeli
                > czną prawdę objawioną. A skoro ktoś zakłada wątek na forum, to musi liczyć się
                > z różnymi wypowiedziami, taki lajf. I serio, robisz się monotonny (a).


                im bardziej czemus zaprzeczasz, tym jestes mniej wiarygodna.
                rowniez powinnas sie liczyc z roznymi wypowiedziami. nie musze Ci przytakiwac, poklepywac Cie po pleckach.
                nawet w realu nie jest tak slodko.
          • wiosnanadziei Re: Założyłam wątek humorystyczny, a 11.07.12, 19:10
            nip do wczoraj jak pies broniles makarony a teraz mieszasz ja z blotem?
            Ty chyba sam nie wiesz co gadasz i piszesz.Od 10 lat p....... na forach te same teksty.
            W watku marylki pisales ze kochanki sa winne na rowni ze zdradzajacym,wczoraj napisales ze winna jest tylko i wylacznie osoba zdradzajaca.Jak to zrozumiec?
            Ja rozumiem to tak,sciagasz z internetu cytaty aby zablysnac i uznajesz ze to co piszesz jest Twojego autorstwa,niestety tak nie jest i zapominasz co pisales kiedys tam.
            A jesli wstawia sie czyjes teksty publicznie nalezy podac nazwisko autora,tytul i rok publikacji.
              • wiosnanadziei Re: Założyłam wątek humorystyczny, a 11.07.12, 19:33
                ........ ja natomiast, wiosnohipokrytko! ..... odnoszę nieodparte wrażenie, że wypowiedź makarony1 dotyczy w znacznie większym stopniu, Twojej osoby!/? ...... ...... mój cytat był tylko reakcją(?) ......

                Ja nie przypominam sobie ani w wiekszym ani mniejszym stopniu abym pisala cokolwiek co moznaby powiazac z postem makarony.
                nip,ja Ci powiem,Ty beze mnie zyc nie mozesz,nie ma mnie na forum Ty tez sie nie udzielasz,tylko ja sie pojawie zaraz jestes.
                A ja nie zamilklam,w przeciwienstwie do Ciebie mam zawodowe i prywatne zycie i jak widac nie ma mnie tu czasami dosc dlugo.Ja nie zyje forum,to niektorzy na forum zyja tym co pisze(slusznie uwazasz mam na mysli Ciebie).
                • n.i.p.69 Re: Założyłam wątek humorystyczny, a 12.07.12, 07:46
                  ..... uczepiłąś się, że wklejam cytaty z innych wątków tematycznych, rzeczywiście wkleiłem, w odpowiedzi na post "fuzzy" ... niestety nie Twój "PĘPKU SWIATA"!!! ....
                  ....... a czym, że jest jeden cytat z sąsiedniego wątku(tej samej autorki!) ..... w porównani z wywlekaniem wyrwanych z kontekstu i bez rozumienia! ..... moich wypowiedzi z przed dziesięciu lat ???wink

                  ?????/////!!!!!! a jak ci się podoba taka kombinacja znaków? wink ....

                  ..... p.s. .... imponuje mi i schlebia! twoje zaangażowanie(?)wink
                  • wiosnanadziei Re: Założyłam wątek humorystyczny, a 12.07.12, 18:52
                    ...... a czym, że jest jeden cytat z sąsiedniego wątku(tej samej autorki!) ...

                    A tymze ze go sobie przywlaszczasz nie informujac ze ktos inny jest jego autorem-to ma nawet swoje nazewnictwo.I nie jeden cytat.

                    Twoje wypowiedzi nie byly sprzed 10 lat tylko z tego tygodnia.

                        • wiosnanadziei Re: Założyłam wątek humorystyczny, a 13.07.12, 18:06
                          "Obelgi to argumenty tych ktorzy nie maja argumentow"-Jean-Jacques Rousseau

                          Konczysz bo nie masz nic do powiedzenia.Oczywiscie nic madrego bo glupoty klepiesz jak nikt.
                          Mnie to ani ziebi ani grzeje co postanowisz.

                          I nie sadze aby 22.33 to byl srodek nocy,ale to juz tak w kwestii formalnej,jak rowniez definicja hipokryzji o ktora mnie posadzasz.Ja sie trzymam caly czas tego samego wiec nie wiem gdzie tu hipokryzja.Hmmm....raczej Ciebie bym o to posadzila,raz bronisz makarony,raz mieszasz ja z blotem,wstawiajac fragmenty ksiazek rodem z tandetnej ksiegarni.
                          I tak na koniec dyskusji z kazdego forum Cie przepedzaja,takie jest zainteresowanie tym co masz do powiedzenia.
    • rigo75 Re: Czego nauczyło mnie forum 15.07.12, 01:20
      Sarkazm czytelny i na miejscu ale ja jednak obstawiam, że są też inne układy typu: 3 winnych to znaczy mąż, żona, kochanka. Tak też może być

      Tak jest u mnie albo po prostu ja tak to widzę. Jeszcze dwa lata temu zrywałem znajomości z żonatymi kolegami, którzy przyznali mi się, że mają romans a teraz sam od kilku miesięcy mam romans. Bardzo gorący i... chory. Bo ja mam żonę, kochanka ma oficjalnego faceta, a spotykamy się 1-2 razy w tygodniu na dziki seks. Oboje twierdzimy że jesteśmy zakochani ale ja nie do końca wierzę jej a ona nie do końca wierzy mnie. Właściwie to wierzymy sobie bardzo do momentu wyjścia z sypialni, gdy ja myślę o jej seksie z oficjalnym a ona o tym, że ja na pewno nigdy dla niej nie odejdę od żony. Więc ona pozostaje w związku z tamtym dobrym, uczynnym i pracowitym frajerem twierdząc że jak go zostawi, to zaraz skoczy mi do gardła żebym zostawił żonę, bo ona nie zamierza płakać w chusteczkę w niedziele i święta. Ja z kolei - od żony mogę odejść za 5 minut, bylebym tylko wiedział, że nie wywiezie dzieci w drugi koniec Polski. Chciałbym mieć z nimi jak najczęstszy kontakt itp. itd... Poza tym opieką dzieliśmy się dość mocno, bo oboje pracujemy, więc raz jedno raz drugie odwozi / odbiera dzieci, chodzi z nimi do lekarza czy na dodatkowe zajęcia. Skomplikowane to wszystko.
      I już nawet winny się nie czuję, bo żona dawno sama mnie "porzuciła" w małżeństwie i powiedziała że mogę iść na baby jak chcę żebym jej tylko d... nie zawracał. Żyję tylko w dni spotkań z kochanką a w pozostałe wegetuję.
      Może sytuację rozwiązalibyśmy jakoś (z kochanką) ale z racji życia w małej społeczności i specyfiki pracy - gdybym ja zostawił rodzinę i związał się z kochanką, oboje musielibyśmy emigrować z tej okolicy. Tu oboje bylibyśmy skończeni społecznie i zawodowo. Akceptacji by mnie było, ale nie będę wyjaśniał dlaczego. Popieprzone to wszystko. Teraz 1.00 w nocy a ja się zastanawiam czy ona bzyka się teraz z oficjalnym czy jednak bolała ją głowa. Sytuacja toksyczna, ale nie potrafimy (oboje) się z tego wycofać, bo czujemy, że to jednak prawdziwa miłość a seks jest taki, że nie pamiętam lepszego. Jestem sprawniejszy niż 20 lat temu...
      • gk-63 Re: Czego nauczyło mnie forum 15.07.12, 12:52
        rigo po pierwsze szkoda że nie założyłeś nowego tematu tylko się dopisałeś.Po drugie z każdej sytuacji jest wyjście.Jeżeli z żoną masz pozamiatane to się wyprowadź i mieszkaj sam,zajmuj się dziećmi pomagaj ,spotykaj się z nimi.I tu twoja strona będzie ułożona .A napalona kochanką będzie miała czas by pozałatwiać swoje sprawy.Wtedy nikt nie będzie oceniał.Chociaż jak się ma odwagę robić z domu hotel/zamiast szukać pomocy/to powinno się mieć odwagę by ponieść tego konsekwencje.Przecież to prawdziwa miłość jest.A tak na marginesie naiwny jesteś myśląc że nikt nie wie o tym czworokącie.Nie wiedzą tylko małżonkowie wbrew temu co tu się wypisuje.
        • rigo75 Re: Czego nauczyło mnie forum 16.07.12, 01:34
          GK,
          Nie chciałem zakładać nowego wątku - świadomie wink. A teraz tak:
          - sądzę, że nikt nie wie, choć parę osób może się domyślać i wie, że mamy się ku sobie... Żeby ktoś "wiedział", musiałby "widzieć", a konspiracja zawsze jest tak duża, że nikt nas nigdzie widzieć nie mógł. Nie było kina, kawiarni ani żadnego spotkania w miejscu publicznym. Zawsze tylko we dwoje z daleka od naszego świata. Więc w razie oskarżenia można się wykpić śmiechem, że ktoś zwariował!
          - nie mówię, że jestem uczciwy, ale zastanawiam się, czy teraz - po kilku miesiącach tego romansu - rozsądne jest rozmontowywanie rodziny. Mojej żonie jakoś tam jestem potrzebny, co ona często mówi. Sama też mi powiedziała kilkakrotnie "idź na baby, bo ja nie przestałam cię kochać, ale wystygłam". Oczywiście wiem, że ona nie chciała, żebym poszedł itp. itd. Sądzę też, że ona wie! Domyśla się, ale nie prowadzi do konfrontacji, bo wtedy "musiałaby" zareagować i jedno z nas honorowo wniosłoby o rozwód. Nie mówimy o tym, więc sprawy jakby nie ma. Ona zapewne sądzi, że ja się wyszumię i sprawa przycichnie. Sądzę, że ona nie chciałaby rozwodu i dlatego milczy. Ja z kolei? Z nią mogę rozwieść się jutro (ale dzieci!), mimo że szanuję ją jako matkę moich dzieci i dobrego człowieka. Z którym jednak nie łączą mnie już ani głębsze uczucia ani igraszki w sypialni. Bez tych dwóch rzeczy "umieram" i tracę chęci do życia, do działania, do czegokolwiek. Do tego mam dość duże poczucie obowiązku względem dzieci. Sam wychowywałem się w bardzo tradycyjnej rodzinie - rodzice się nie kochali, ale zawsze byli razem i trzymali jeden front. Kiedyś z siostrą doceniliśmy ich, że ze względu na nas nie rozwiedli się i mieliśmy normalny dom. Dobrze to pamiętam. Wiem, że tata na miejscu to jednak lepsza opcja niż tata na dochodne. A że z żoną nie kłócimy się, nawet dzieci sądzą, że jesteśmy zgodną parą...
          - jeszcze co do rozsądku... Wiem, że romans może przerodzić się w poważny związek, ale nie jest powiedziane, że po 3 mies. wspólnego życia nie okaże się to porażką. Seks w hotelu i gorące telefony to nie to samo, co wspólne życie. Oboje z kochanką to wiemy i postanowiliśmy dać sobie rok (od czerwca do czerwca) na to, jak to się rozwinie. Czy nadal będzie między nami seksualny obłęd i wielkie uczucie, czy po drodze coś się wysypie. Względnie, przez ten czas ludzie mogą się dowiedzieć i wówczas sprawy "potoczą się same".
          - Pewnie nie jest to całkiem mądre i całkiem rozsądne, ale na dziś nie widzę innego rozwiązania. Jeśli żona doprowadzi do konfrontacji, wówczas powiem jej otwarcie, że z romansu nie chcę zrezygnować i mogę się podporządkować decyzji żony: rozwód, wyprowadzka, fikcja małżeńska na pokaz - jak ona zechce.
          - Odrzucam taki scenariusz, że żona się dowiaduje, a ja kasuje nr telefonu kochanki i na kolanach błagam żonę o przebaczenie, "że to się więcej nie powtórzy". Nie jestem kochankiem "zawodowym", nigdy wcześniej nie zdradzałem żony mimo wielu pokus dosłownie na wyciągnięcie ręki. Zawsze uważałem, że zdrada nie wchodzi w grę. Ale długotrwały głód bliskości (i seksu i uczuć!) robi swoje. Długo starałem się ratować małżeństwo, ale do tanga trzeba dwojga. Ten romans wybuchł po roku znajomości z moją dzisiejszą kochanką. Wzajemna fascynacja narastała, kumulowała się i wybuchło to z taką siłą, że sam nie dowierzam. Nadal mimo upływu kilku miesięcy to wszystko jest takie... totalne. Niestety, poza dopasowanie fizycznym jest też dopasowanie na poziomie intelektualnym - podobne dość szczególne zainteresowania, wspólne tematy...
          - Dla mnie sytuacja jest patowa. Ona też jest w związku - jak twierdzi - z człowiekiem, który daje jej prawdziwe oparcie, jest dobry itp., ale że brakuje ognia, że intelektualnie za duże różnice. U niej sytuacja o tyle jasna, że jak oficjalny się dowie, to będzie koniec i kropka.
          - Właśnie tu nie wchodzi w grę opcja, że ja mógłbym po wyprowadzce z domu być tatą mieszkającym dwie ulice dalej. Jeśli romans się wyda, zmiana miejsca pracy = zmiana miejsca zamieszkania dla obojga kochanków. Nie wyjaśniam dlaczego ale tak jest. W dużym mieście podobne zakłady pracy istnieją w większej liczbie ale nie u nas. Gdybyśmy zmieniali pracę, podobna 50 km stąd albo dalej.
          • atrytka do rigo75 18.07.12, 13:47
            rigo75 napisał(a):

            > GK,
            > Nie chciałem zakładać nowego wątku - świadomie wink. A teraz tak:
            > - sądzę, że nikt nie wie, choć parę osób może się domyślać i wie, że mamy się k
            > u sobie... Żeby ktoś "wiedział", musiałby "widzieć", a konspiracja zawsze jest
            > tak duża, że nikt nas nigdzie widzieć nie mógł. Nie było kina, kawiarni ani żad
            > nego spotkania w miejscu publicznym. Zawsze tylko we dwoje z daleka od naszego
            > świata.
            - więc zdajesz sobie sprawę, że dzięki konspiracji podgrzewana jest atmosfera "kochankowania" smile

            > - nie mówię, że jestem uczciwy, ale zastanawiam się, czy teraz - po kilku miesi
            > ącach tego romansu - rozsądne jest rozmontowywanie rodziny.
            pomyśl, po kilku miesiącach uniesień ( dwa razy w tyg.), myślisz o zburzeniu prawidłowego obrazu świata, jaki maja Twoje dzieci w tej chwili? Pamiętasz ,za co szanujesz swoich rodziców?

            Mojej żonie jakoś tam jestem potrzebny, co ona często mówi. Sama też mi powiedziała kilkakrotnie "idź na baby, bo ja nie przestałam cię kochać, ale wystygłam". Oczywiście wiem,
            > że ona nie chciała, żebym poszedł itp. itd. Sądzę też, że ona wie! Domyśla się,
            > ale nie prowadzi do konfrontacji, bo wtedy "musiałaby" zareagować i jedno z na
            > s honorowo wniosłoby o rozwód. Nie mówimy o tym, więc sprawy jakby nie ma. Ona
            > zapewne sądzi, że ja się wyszumię i sprawa przycichnie. Sądzę, że ona nie chcia
            > łaby rozwodu i dlatego milczy.
            Rigo.... żona cierpi... pomyśl tylko, czy Ty byś się zdobył na takie słowa: "idź Kochana się wyszumieć, zabawić, bo mnie już nie "staje"? Jasne, że mówi, "pozwalając" Ci iść na boki, aby być do końca fer wobec Ciebie, bo cierpi nie tylko ze względu na to, że jej jest ( być może) źle ze samą sobą, taką jaką sie stała przez te wszystkie lata- czyli brakuje jej dreszczyku emocji itp.itd...ale także cierpi, bo widzi, że Ty tez nie jesteś zadowolony i męczysz się w Waszym związku. Spójrz: jak wielką i dojrzałą miłością darzy Cię Twoja żona...Pomyśl... chcesz z tego zrezygnować, na rzecz " miłości" której nie znasz?

            Ja z kolei? Z nią mogę rozwieść się jutro (ale dzieci!), mimo że szanuję ją jako matkę moich dzieci i dobrego człowieka. Z którym jednak nie łączą mnie już ani głębsze uczucia ani igraszki w sypialni. Bez tych dwóch rzeczy "umieram" i tracę chęci do życia, do działania, do czegokolwiek.
            Rigo... Ciebie nie łączą z nią już żadne głębsze uczucia i igraszki? A Twoją żonę z Tobą, co łączy? Spróbuj popatrzeć na swoją żonę z boku, jako postronny obserwator: dlaczego się z nia ożeniłeś? co tak bardzo w niej pokochałeś? co tak bardzo ceniłeś? Piszesz, że czujesz szacunek do niej jako do matki swoich dzieci. A co z szacunkiem, jako do Twojej żony? Ukrył się w hoteliku pod łóżkiem, w którym, razem z kochanka czujesz się bosem- jakbyś miał ponownie 20 lat? [/i]

            Do tego mam dość duże poczucie obowiązku względem dzieci. Sam wychowywałem się w bardzo tradycyjnej rodzinie - rodzice się nie kochali, ale zawsze byli razem i trzymali jeden front. Kiedyś z siostrą doceniliśmy ich, że ze względu na nas nie rozwiedli się i mieliśmy normalny dom. Dobrze to pamiętam. Wiem, że tata na miejscu to jednak lepsza opcja niż tata na dochodne. A że z żoną nie kłóci my się, nawet dzieci sądzą, że jesteśmy zgodną parą...

            Rigooo.... zakochanie trwa jakoś tak 2 lata, potem mija... A Wy, stworzyliście z żona coś bardziej trwalszego niż zdaje Ci sie na dzien dzisiejszy, bo emocje Cie poniosły... ( miały prawo, bo są duże... )

            > - jeszcze co do rozsądku... Wiem, że romans może przerodzić się w poważny związ
            > ek, ale nie jest powiedziane, że po 3 mies. wspólnego życia nie okaże się to po
            > rażką. Seks w hotelu i gorące telefony to nie to samo, co wspólne życie. Oboje
            > z kochanką to wiemy i postanowiliśmy dać sobie rok (od czerwca do czerwca) na t
            > o, jak to się rozwinie. Czy nadal będzie między nami seksualny obłęd i wielkie
            > uczucie, czy po drodze coś się wysypie. Względnie, przez ten czas ludzie mogą s
            > ię dowiedzieć i wówczas sprawy "potoczą się same".
            > - Pewnie nie jest to całkiem mądre i całkiem rozsądne, ale na dziś nie widzę in
            > nego rozwiązania.
            Ależ widzisz inne rozwiązanie.... jest nim czas... odseparuj się od kochanki... daj sobie miesiąc, dwa, trzy... przerwy... czas na przyjrzeniu sie sobie i swojemu małżeństwu, próbując wspólnie z żoną robić cokolwiek.

            Jeśli żona doprowadzi do konfrontacji, wówczas powiem jej otw
            > arcie, że z romansu nie chcę zrezygnować i mogę się podporządkować decyzji żony
            > : rozwód, wyprowadzka, fikcja małżeńska na pokaz - jak ona zechce.
            > - Odrzucam taki scenariusz, że żona się dowiaduje, a ja kasuje nr telefonu koch
            > anki i na kolanach błagam żonę o przebaczenie, "że to się więcej nie powtórzy".
            > Nie jestem kochankiem "zawodowym", nigdy wcześniej nie zdradzałem żony mimo wi
            > elu pokus dosłownie na wyciągnięcie ręki. Zawsze uważałem, że zdrada nie wchodz
            > i w grę. Ale długotrwały głód bliskości (i seksu i uczuć!) robi swoje. Długo st
            > arałem się ratować małżeństwo, ale do tanga trzeba dwojga. Ten romans wybuchł p
            > o roku znajomości z moją dzisiejszą kochanką. Wzajemna fascynacja narastała, ku
            > mulowała się i wybuchło to z taką siłą, że sam nie dowierzam. Nadal mimo upływu
            > kilku miesięcy to wszystko jest takie... totalne. Niestety, poza dopasowanie f
            > izycznym jest też dopasowanie na poziomie intelektualnym - podobne dość szczegó
            > lne zainteresowania, wspólne tematy...

            Rido.... kiedy naprawdę zawalczysz o małżeństwo, co nie trwa krótko i nie jest łatwe, bedziesz mógł z czystym sumieniem powiedzieć, że juz dość... na razie to Ty tańczysz a Twoja żona nie
            > - Dla mnie sytuacja jest patowa. Ona też jest w związku - jak twierdzi - z czło
            > wiekiem, który daje jej prawdziwe oparcie, jest dobry itp., ale że brakuje ogni
            > a, że intelektualnie za duże różnice.

            Twoja żona też Ci dawała i daje oparcie... pomyśl nad tym smileJest pewnie czlowiekiem, z którą można wiele, jednakże trzeba chcieć.... smile

            To tylko takie moje słowa do Ciebie. Chcę Ci powiedzieć, że czas jest naszym sprzymierzeńcem i wiele potrafi zadziałać. Wiem, że zakochanie to cudowne emocje... które, niestety, mijają.... Powiesz miłość? Daj sobie czas. Nie załatwiaj wszystkich spraw emocjami. Nie warto. Doceń wszystko co zbudowaliście z żoną.
            Pozdrawiam i życzę dobrych wyborów....
            • rigo75 Re: do rigo75 04.08.12, 01:34
              Twój wpis jest jedynym, który uderza w czuły punkt - "resztkę sumienia". Niestety wiem, że żona mnie kocha ale otwarcie wyznaje, że seks się dla niej skończył, że może to ze mną robić, ale że nie czuje w ogóle pociągu do nikogo. Nie wiem, czy to możliwe, ale nie rozpatruję pod kątem zazdrości, że może podoba jej się ktoś inny. Gdyby... ja zdradziłem, więc miałaby pełne prawo znaleźć rozkosz w czyichś ramionach. Zabolałoby na pewno, ale dałem jej to prawo.
              Z kochanką nie będę. Ona jest ode mnie rozsądniejsza / mniej "odważna" / bardziej cyniczna - hedonistyczna... Nie wiem, może wszystko po trochu. Mówi nieraz płacząc, że nie może ze mną zerwać, bo jestem jej ideałem i ilekroć chce to skończyć, nie potrafi, nie daje rady.... Ale że być też ze mną nie może, bo nie rozbije mojej rodziny (jak jej były mąż), że nie mogłaby z tym żyć, że musielibyśmy "emigrować" - co jest prawdą! Rodzina, praca, znajomi - w naszym specyficznym układzie musielibyśmy zerwać wszystkie kontakty i rozpocząć życie od nowa gdzieś indziej... Przy tym - ona ma faceta, którego oszukuje tak, jak ja żonę. Tyle że ja mam z żoną wspólne dzieci, a tam jest "wygodny układ", luźny związek i to mnie niepokoi w "postawie" kochanki. I jakoś tam (może na szczęście) zniechęca do budowania z nią życia. Bo gdybym ja był w luźnym związku, szybko dokonałbym wyboru między osobami. Ona mówi, że nie chce z tamtego rezygnować, bo ja mogę odejść za tydzień czy miesiąc a ona wówczas zostanie sama, podczas gdy ma teraz kochającego ją i dbającego... frajera. Czyli chyba zła kobieta (żeby nie było - ja też nie anioł w tym układzie). Ale chyba bardziej cyniczna i wyrachowana ode mnie. Ale nadal jestem uzależniony od... nie będę tu może wchodził w szczegóły pożycia. Powiem tak. Zawsze miałem możliwości ponadprzeciętne - ale teraz wszystko jest do potęgi... Na razie nie dam rady się uwolnić.
              Co do żony. Walczyłem pewnie więcej lat. Namawiałem na wspólną terapię, wymyślałem wyjazdy i "animacje", a od 2 lat zacząłęm powoli rezygnować, poddawać się z braku współpracy i wielokrotnie mówiłem, jakie mogą być skutki, bo moje libido kiedyś nie wytrzyma.
              Wiem, że mogę z żoną odbudować, bo albo wyczuła kochankę albo wzięła sobie do serca pytanie o możliwość "rozwodu bez zadymy". Zaczęła się starać. Tylko że ja pociągu do niej już nie czuję. Nie chcę sypiać równolegle z obydwoma. I jak tylko pomyślę, że znowu zdarzy się w miesiącu tyle seksu, ile powinno być (ile mogłoby choć od czasu do czasu) w jedną noc. I że znowu będzie ta sztywność i rutyna, że zobaczę, ja ona "spełnia obowiązek" to nie chcę. Bo to dla mnie niesmaczne, a dla niej chyba dość smutne...
              A jutro z kochanką. Bez przyszłości, ale... garden of delight.
              (odpisuję teraz, bo 2 tyg. urlop bez netu).
        • rigo75 Re: Czego nauczyło mnie forum 16.07.12, 01:48
          Przeczytałem Twoje poprzednie wpisy, żeby zobaczyć "Kto" odpowiedział na mój wpis.
          Więc muszę jeszcze dopowiedzieć po lekturze jednego z Twoich postów:
          - moje małżeństwo rozjechało się wcześniej niż poznałem kochankę i wcześniej mówiłem żonie, że jak w końcu nie wytrzymam tej samotności w małżeństwie, tak ze dwa lata ją ostrzegałem, a w odp. słyszałem, że tyle lat po ślubie ludzie już tak się nie czulą ze sobą i że mam jakieś romantyczne wyobrażenia, ale mniejsza o to...
          - nie wiem jak mają kobiety, ale ja kobiecie mogę się zwierzyć ze swoich problemów, a najlepszemu kumplowi nie. Nie wiem, jak inni faceci, ale ja nie potrafię z kumplem rozmawiać o takich sprawach, a mój kumpel ze mną też nie bardzo. Zawsze miałem jakąś przyjaciółkę, z którą rozmawiamy i zwierzamy się sobie, ale nigdy nie było z tego flirtu czy podrywu z żadnej strony. Ani ja nie podrywałem, ani mnie nie podrywały koleżanki. No, może czasem wyczułem jakiś sygnał, ale nigdy nie podejmowałem wymiany takich sygnałów. Teraz wyszło inaczej, bo zaiskrzyło już przy pierwszym spotkaniu i przez rok oboje broniliśmy się przed tym, unikaliśmy tematu, kilka razy ktoś włączał wsteczny lub rzucał: OK, miło się gada, ale uciekam, nie mam czasu. Bo oboje wiedzieliśmy, że mamy się ku sobie, ale nie wolno nam itp. itd.
          Ale w końcu wybuchło i nie żałujemy choć jest ciężko, choć są wyrzuty sumienia.
          • tatarak1234 Re: Czego nauczyło mnie forum 16.07.12, 09:42
            rigo, zaraz się rozpłaczę nad twoim nieszczęściem i patową sytuacją, bo kochankę tak super się bzyka, no ale dzieci nie możesz zostawić, oj jaki ty biedny misiu jesteś. Przestań biadolić tylko zrób coś, w te albo we wte. Chciałbyś ale się boisz, że kochanka kopnie w dupę po jakimś czasie, to sobie zaplecze w postaci żony pozostawiasz? Obrzydliwe.
            • regan_pescoli Re: Czego nauczyło mnie forum 16.07.12, 12:06
              tatarak1234 napisała:

              > rigo, zaraz się rozpłaczę nad twoim nieszczęściem i patową sytuacją, bo kochank
              > ę tak super się bzyka, no ale dzieci nie możesz zostawić, oj jaki ty biedny mis
              > iu jesteś. Przestań biadolić tylko zrób coś, w te albo we wte. Chciałbyś ale si
              > ę boisz, że kochanka kopnie w dupę po jakimś czasie, to sobie zaplecze w postac
              > i żony pozostawiasz? Obrzydliwe.


              dokladnie tataraksmile
              rowniez ronie rzesiste lzy nad jego nieszczesciem!

              • rigo75 Re: Czego nauczyło mnie forum 04.08.12, 01:10
                Nawet jak ktoś postępuje źle, może mieć jakieś tam "szlachetne" rozterki. Nie myślę w kategoriach - jak to zrobić, żeby na lodzie nie zostać.
                Na dziś jestem "uzależniony" od kochanki, bo przeżywam tak intensywne chwile, jakich w moim życiu nie było, choć w przeszłości ognia nie brakowało. Nie chcę zrezygnować, nawet jeśli wywoła to katastrofę.
                (2 tyg. urlop bez netu)
          • wiosnanadziei Re: Czego nauczyło mnie forum 16.07.12, 20:50
            Nikt nigdy nie da Ci odpowiedzi.
            Jakbys nie myslal i tak nic nie wymyslisz.
            W tym momencie w swoj romans wkrecasz zone,kochanke,jej ofijalnego oraz dzieci.
            Zostawisz zone mozesz zalowac jesli Twoj zwiazek z kochanka sie rozpadnie,zostaniesz z zona zerwiesz z kochanka tez mozesz zalowac.Moze byc tez tak ze zona za 3 lata od Ciebie odejdzie,albo kochanka.
            Z tego co piszesz jeszcze nie jestes pewien swoich uczuc.Masz racje z tym od czerwca do czerwca.W uczuciach nie ma zlotego srodka na rozstanie,zawsze sa poszkodowani,Twoja w tym glowa aby byli jak najmniej.
            • rigo75 Re: Czego nauczyło mnie forum 16.07.12, 23:37
              Dzięki "Wiosno".
              Tatarak i Regan przejechali się po mnie, widocznie czerpią z tego satysfakcję. Po mnie na szczęście spływa to jak po kaczce.
              Wcale nie jest tak jak mówią niektórzy że odejście od żony (a więc i wyznanie jej prawdy) to najuczciwsze wyjście. kto powiedział że ona liczy na taką szczerośc z mojej strony. Może woli oficjalnie nie wiedzieć i żebym jednak został bo przydaje się do opieki nad dziećmi, zabieram je na basen czy dodatkowe zajęcia wieczorem, bo utrzymuje całą rodzinę i daję oparcie finansowe i nie tylko. Może i jestem "grzesznikiem", ale wiem że świat nie jest czarno-biały, a prawda i szczerość nie zawsze są najwyższym dobrem. Nie wiem, czy mój ojciec zradzał matkę czy nie, ale wolałbym nie wiedzieć i myśleć że nie. Ona na pewno też. Jakby szczerość zawsze była taka dobra to co drugi pracownik naubliżałby swojemu szefowi, a żona mówiłaby mi na plaży, że podoba jej się tamten facet, bo taki ładnie zbudowany.
              Każdy ma prawo do podjęcia decyzji, do zastanowienia, byle tylko nie zapominał, że cokolwiek zrobi, oznaczać to może takie a takie konsekwencje. I tyle.
              • n.i.p.69 Re: Czego nauczyło mnie forum 17.07.12, 08:17
                rigo75 napisał(a):

                > Dzięki "Wiosno".
                > Tatarak i Regan przejechali się po mnie, widocznie czerpią z tego satysfakcję.
                > Po mnie na szczęście spływa to jak po kaczce.
                > Wcale nie jest tak jak mówią niektórzy że odejście od żony (a więc i wyznanie j
                > ej prawdy) to najuczciwsze wyjście. kto powiedział że ona liczy na taką szczero
                > śc z mojej strony. Może woli oficjalnie nie wiedzieć i żebym jednak został bo p
                > rzydaje się do opieki nad dziećmi, zabieram je na basen czy dodatkowe zajęcia w
                > ieczorem, bo utrzymuje całą rodzinę i daję oparcie finansowe i nie tylko. Może
                > i jestem "grzesznikiem", ale wiem że świat nie jest czarno-biały, a prawda i sz
                > czerość nie zawsze są najwyższym dobrem. Nie wiem, czy mój ojciec zradzał matkę
                > czy nie, ale wolałbym nie wiedzieć i myśleć że nie. Ona na pewno też. Jakby sz
                > czerość zawsze była taka dobra to co drugi pracownik naubliżałby swojemu szefow
                > i, a żona mówiłaby mi na plaży, że podoba jej się tamten facet, bo taki ładnie
                > zbudowany.
                > Każdy ma prawo do podjęcia decyzji, do zastanowienia, byle tylko nie zapominał,
                > że cokolwiek zrobi, oznaczać to może takie a takie konsekwencje. I tyle.



                ..... .... a ty z czego czerpiesz satysfakcję? .... może z tego, że decydujesz o życiu żony bez Jej wiedzy? ....
                .... jednocześnie twierdzisz cyt;"....Każdy ma prawo do podjęcia decyzji, do zastanowienia ...."
                .....i "żonę porównywać do pracownika???;-/ .... człowieku pier....lnij się w łeb!!!

                ..... szkoda z toba gadać, jesteś wyjątkowo podłym degeneratem!!!!!
              • znowu.to.samo Re: Czego nauczyło mnie forum 17.07.12, 09:54
                rigo75 jak ty sobie to pieknie wytłumaczyłeś hahahahaha
                czapki z głów hahahahah
                Co ty porównujesz??? naubliżanie szefowi do zdrady???
                coś ci sie chyba pomyliło???
                Zdrada najblizszej osoby, a powiedzenie paru słów bossowi to całkiem co innego!!!
                Z resztą ty juz zdcydowałeś, ze chcesz sie gżdzić na boku więc do ciebie nie trafią żadne słowa. Współczuje twojej żonie, a takiego hipokryty jak ty dawno nie widziałam!
              • regan_pescoli Re: Czego nauczyło mnie forum 17.07.12, 11:34
                Może woli oficjalnie nie wiedzieć i żebym jednak został bo p
                > rzydaje się do opieki nad dziećmi, zabieram je na basen czy dodatkowe zajęcia w
                > ieczorem, bo utrzymuje całą rodzinę i daję oparcie finansowe i nie tylko. Może
                > i jestem "grzesznikiem",


                przypuszczam, ze zona wie i jest z toba tylko dla kasy.
                oby kiedys zmadrzala i puscila cie z torbami. nalezy ci sie.
              • tatarak1234 Re: Czego nauczyło mnie forum 19.07.12, 13:43
                Drogi rigo, nie miałam zamiaru po tobie jeździć, ale żeś świnią okrutną to chciałam ci napisać. Od żony byś odszedł w pięć minut, to po co w tym małżeństwie tkwisz? Co za różnica czy nowa pani zostawi cię czy nie? Spakuj się w te 5 minut i szukaj szczęścia gdzie indziej, dlaczego cię na to nie stać? Po co jesteś z kimś tak niewiele dla ciebie wartym, że starczy ci 5 minut żeby się wynieść?
          • gk-63 Re: Czego nauczyło mnie forum 17.07.12, 09:30
            ,,do tanga trzeba dwojga"ale do tego trzeba trochę szczerości a nie ostrzeżeń.,,Moę odejść w 5 min.,,jedno z nas honorowo wniosłoby pozew o rozwód"ty już zdecydowałeś gdzie jest twoje miejsce.Ja o problemach rozmawiam z powodem problemów a nie z koleżankami.Koleżance mogę powiedzieć że jestem wkurzona ale ona nie siedzi w innym człowieku i nie może mi pomóc.Kolega nie będzie mi tłumaczył postępowania facetów bo każdy człowiek jest inny z bagażem wychowania i dnia codziennego.Ty zawsze miałeś koleżanki-pogaduszki a czemu nie umówiłeś się w kawiarni z żoną?Rodzina to praca zawodowa,dzieci,rachunki,remonty,choroby,kłopoty spotkania u teściów,wieczorne zmęczenie.Kochanka to inny świat w którym cała reszta zostaje za drzwiami/hotelu/ale ten świat nie znika.Moi rodzice rozwiedli się i gdy siostra dostawała histeri ja powiedziałam jej,,nie pytali nas czy mogą się pobrać nie muszą pytać o rozwód" Ty nie masz wyrzutów sumienia że rodzice mogli ułożyć sobie życie?.Ja uważam że ludzie powinni roozmawiać jeżeli sami nie potrafią to powinni szukać pomocy.Macie dwoje dzieci,pracę ile czasu sędzasz tylko z żoną,kiedy pytałeś czego oczekuje od życia /nie jako matka/.Kochance dałeś rok czasu a ile dałeś czasu swojemu małżeństwu tak świadomie po rozmowie z żoną?Czytając to forum przekonasz się że takie układy jak twój trwają nieraz kilka lat i ciężko je przerwać.Zapytaj żonę /na przykładzie kolegi/czy w razie zdrady chciałaby wiedzieć .Nie decyduj za nią.Może ona też spotyka się na płomienny seks o którym też nikt nie wie, bo nie może się z tobą dogadać.Połóż dzieci spać ,wsadź żonę do auta i wywieź w piątek /sobota wolna?/za miato weź coś ciepłego do ubrania i ROZMAWIAJCIE SZCZERZE.
            • gk-63 Re: Czego nauczyło mnie forum 17.07.12, 09:58
              Rozmawiajcie o Was/nie o kochance/o tym co się z wami stało,gdzie jesteście.Nie domyślaj się tylko pytaj ,mów .Daj jej się wygadać,może ona nie ma kolegów -dobra rada i jest z zyciem sama.Intymność w łóżku/z wyjątkiem szalonego seksu//bierze się z porozumienia w dzień .Jak przegadacie i wnioski będą takie jakie masz teraz to możecie dać sobie zielone światło na boki.Ale żona powinna wiedzieć na czym stoi.Powinna mieć wybór czy żyć z człowiekiem dla którego jest wyłącznie matką jego dzieci,ewentualnie jak długo.To powinna być wasza wspólna decyzja .
          • atrytka i jeszcze raz... do rigo... 18.07.12, 13:53
            1.
            zatrzymaj się na czas
            dobrze zastanów
            zanim coś powiesz i
            z siłą najcięższych dział
            tym jednym słowem
            cały nasz świat zetrzesz w pył

            i dzieli nas już najlitsza ze ścian


            i znów nie ufasz mi
            i nic nie jestem wart
            i nie wierzysz w żadne moje słowo

            gdy odwracasz wzrok
            nie chcesz widzieć mnie
            ja tylko znów chcę cię mieć przy sobie


            2.
            próbujesz zmieniać mnie
            czy chcesz, bym udawał?
            z dnia na dzień był innym kimś?
            skąd nagle pomysł twój
            na ten cały dramat
            ten cały bunt i łzy?

            czy jest jeszcze coś, co mogłoby dziś...


            na czas zawrócić nas
            zmienić zdarzeń bieg
            gdy rozpędzeni gnamy wbrew przestrogom?

            a jeśli dzieli nas
            od przepaści krok
            chcę tylko czuć, że cię mam przy sobie


            chcę wtedy mieć cię przy sobie
            bo gdy przy sobie cię mam
            wierzę, że zamiast się stoczyć
            kolejny raz uda się nam (nam)
            ja wiem (wiem), kolejny raz uda się nam


            i ktoś zawróci nas (nad przepaścią wznieść)
            zmieni zdarzeń bieg
            gdy rozpędzeni gnamy wbrew przestrogom

            a jeśli dzieli nas
            od przepaści krok
            chcę tylko czuć, że cię mam przy sobie

            www.tekstowo.pl/piosenka,bracia,nad_przepascia__feat__edyta_bartosiewicz_.html
            Mam na myśli Ciebie i Twoją żonę smile
      • sosna_mloda Re: Czego nauczyło mnie forum 17.07.12, 15:47
        Wiesz rigo.. jedna rzecz napisałeeś sensowną:
        "a teraz sam od kilku miesięcy mam romans. Bardzo gorący i... chory. "

        Bo to jest chory układ..i jeśli sam to widzisz to nie powinienes sie dziwić, że ktoś po Tobie "jeździ".. Jak sobie poczytasz, to forum.. to zobaczysz, że takie lewe układy do niczego dobrego nie prowadzą, a im dalej w las - im dłużej to trwa- tym trudniej jest się z tego wyplątać..
        Jeśli jeszcze Twoje małżeństwo ma dla Ciebie jeszcze jakąś wartość, to nie zawracaj "głowy" żadnej innej kobiecie (nawet jeśli ona ma kogoś) tylko zastanów sie co można zmienić i naprawić..
        A jeśli nie chcesz zmieniać i naprawiać.. to daj mi namiar na swoją kochankę.. napisze jej, że nie warto marnować czasu spotykając się z kims kkto nie chce z nią być..
        Bo trwanie w takim zawieszeniu i czworokącie jest bez sensu i nie daje żadnej nadziei na normalną przyszłość.. Ty zachowujesz status quo i jesteś przy dzieciach.. ale ona marnuje czas i uczucia... a Twoja żona chyba juz ma poczucie,że przegrała zycie.. (tak to przynajmniej wygląda jak sie Ciebie czyta).
        • rigo75 Re: Czego nauczyło mnie forum 04.08.12, 01:42
          Był moment dokładnie odwrotny. Ja chciałem się rozwodzić JUŻ, a kochanka mnie stopowała... Jak napisałem wyżej - rozsądniejsza a może bardziej cyniczna, sama nie chce rozwalić swojego związku, choć luźniejszy od mojego. Mówi, że zrobiłaby to w sekundę, gdyby czuła się na siłach być ze mną i zapłacić cenę ostracyzmu (specyficzna sytuacja i środowisko, nie opiszę)... Wyżej wyjaśniałem... (odpisuję teraz, bo 2 tyg. urlop bez netu).
      • wiosnanadziei Re: Czego nauczyło mnie forum 17.07.12, 11:40
        Jak widzisz rigo,dwa skrajne obozy "dzialaja" na tym forum.
        Pierwsza rzecz ktora Ci powim ale zapewne to wiesz,sluchaj tylko siebie.
        Zadna z kochanek nigdy nie twierdzi ze dobrze zrobila,ze jest z siebie dumna itp.Temat rozpatrujesz podobnie do mnie.
        Wszystko w zyciu mija,na wszystko trzeba czasu,ja sobie tez dalam czas na okreslenie siebie czy ten to ten,czy jest facetem z ktorym chce dzielic reszte zycia.Mysle ze on mial trudniejszy problem.Wychodzenie ze zwiazku bez porozumienia i zgody obojga zawsze niesie jakis dramat.Ale zycie mija a czlowiek chce byc szczesliwy.Trzeba ponosic konsekwencje bez zwalania winy na kogos.Nie ma patentu na zycie i milosc.Jesli ktores z malzonkow wypada z gry skupiajac sie na sobie i lekcewazac pragnienia drugiego to musi miec swiadomosc ze idzie to w zlym kierunku i moze miec skutki uboczne.Mowie tu o Twojej zonie ktora przestala dawac to czego oczekujesz jednoczesnie nadal wymagajac abys byl zywicielem,opiekunem itp.Czyli z Twojej str ma sie nic nie zmienic ale z jej str owszem.
        I teraz prosze o konkretna odp forumowych szczekaczy dla ktorych tylko przysiega malzenska sie liczy i nic poza tym.Szczescie i porozumienie w malzenstwie juz jest mniej wazne.Najwazniejsze jest to co maz powinien a czego nie powinna kochanka.Ludzie sami czesto na siebie sprowadzaja problemy skupiajac sie tylko na sobie nie myslac ze maz partner tez czegos oczekuje,ma pragnienia,wymagania.Szczegolnie taki ktory dba o dom i zna swoje obowiazki.
        • wiosnanadziei Re: Czego nauczyło mnie forum 17.07.12, 11:45
          gk
          masz racje ale rigo napisal ze walczyl dwa lata,
          a forum to skrot,nie mozna wszystkiego opisac w paru postach,
          wielu rzeczy nie wiemy to ze ktos podjal jakies kroki to nie znaczy ze nie walczyl.
          Zazwyczaj wiekszosc najpierw probuje ratowac zwiazek pozniej reszta.
          • gk-63 Re: Czego nauczyło mnie forum 17.07.12, 13:53
            wiem że nie wszytko rigo napisał .Ale wiem też że ktoś kto o problemach rozmawia z koleżankami/z kolegami nie wychodzi/ może mieć problemy z komunikacją w domu.Często ratowanie związku polega na wyrzuceniu z siebie swoich!bolączek .Ja chce ja się źle czuje,mnie brakuje -jak ktoś nie rozumie o co nagle chodzi to foch.Trzeba stworzyć warunki do pogadania,odizolować się od dzieci,dźwięków-telefonów ,iść do lasu gdzie nie można trzasnąć drzwiami i wyjść.Mówić i słuchać,pytać i odpowiadać dojść do wniosków i podjąć decyzję RAZEM.Nie wierzę że kobieta która kocha męża jest szczęśliwa w takim układzie.Może zmęczona ,może samotna może się boi kolejnej ciąży.A może faktycznie wie o kochance i nie chce kontaktów fizycznych teraz a kiedyś psia psiółki odbierała jako kochanki.Niewiadomo do momentu rozmowy.I z całym szacunkiem nie zgodzę się że większość najpierw ratuje związek.Większość uważa że druga strona wie,że się domyśla jak nam źle że przecież ja nie raz jej/jemu mówiłem i to się nazywa ,,ja próbowałem ratować"
        • gk-63 Re: Czego nauczyło mnie forum 17.07.12, 13:38
          ale żona też jest żywicielem i opiekunem nie wymaga od niego więcej niż sama daje.Jego żona prawdopodobnie skupiła się nie na sobie tylko na pracy,domu i dzieciach.Napisał że go kocha tylko się wypaliła.A dlaczego?
        • sosna_mloda Re: Czego nauczyło mnie forum 17.07.12, 16:12
          >Jesli ktores z malzonkow wypada z gry skupiajac sie na sobie i
          > lekcewazac pragnienia drugiego to musi miec swiadomosc ze idzie to w zlym kier
          > unku i moze miec skutki uboczne.Mowie tu o Twojej zonie ktora przestala dawac t
          > o czego oczekujesz jednoczesnie nadal wymagajac abys byl zywicielem,opiekunem i
          > tp.Czyli z Twojej str ma sie nic nie zmienic ale z jej str owszem.

          Wiosna... litości.. jak to brzmi.. "żona go nie rozumie i wcale ze soba nie śpią"..
          Ja wiem, że w zyciu różnie bywa... ale jak się nic nie robi i pozwala się sobie na bycie "porzuconym w małżeństwie", to jest sie współwinnym tej sytuacji.. i nie ma co zawracać dupy innej kobiecie tylko coś z tym zrobić...
          • wiosnanadziei Re: Czego nauczyło mnie forum 17.07.12, 20:03
            sosna....litosci smile.Bardzo uproscilas.
            Nic takiego nie powiedzialam aby upraszczac zona go nie rozumie i nie spia ze soba.
            Ja zylam w bardzo nieudanym malzenstwie i wiem jak to jest,jak czlowiek chce cos ratowac a napotyka na opor.
            Albo zyjecie w zwiazkach idealnych albo jeszcze wszystko przed wami,a niestety w pojedynke w zwiazku daleko sie nie zajedzie.I to wychodzi po latach takiego wspolnego zycia.
            Napisalam gk,teraz pisze po raz drugi rigo powiedzial ze staral sie dwa lata a nie pozwolil na bycie porzuconym...Ja go nie bronie ani nie oskarzam jego zony,moze byc tez tak ze stalo sie cos ze zona odtraca rigo itp.Ale,jesli ktos juz tak strasznie na tym forum broni przysiegi malzenskiej to dlaczego nie bronic i domagac jednego z obowiazkow malzenskich?

            • gk-63 Re: Czego nauczyło mnie forum 17.07.12, 22:32
              ja nie bronię przysiegi ale ,,ślubuję ci miłość wierność i uczciwość małżeńską oraz to że cię nie opuszczę..Omawiana żona /teoretycznie jest wierna uczciwa kocha i nie opuszcza.Ja nic o obowiązkach nie wiem ,to kwestia umowy./To żart/
              • rigo75 Re: Czego nauczyło mnie forum 04.08.12, 01:47
                Nas dotyczyła ta inna przysięga "zrobię wszystko, żeby małżeństwo... było zgodne... trwałe". Nikt nie zawiera umów dotyczących seksu wink. Chyba.
                Tak to jest, człowiek żeni się z demonem seksu, a po kilku latach są już tylko dwa demony.
            • sosna_mloda Re: Czego nauczyło mnie forum 17.07.12, 22:45
              Wiosna... ja ani nie bronię przysięgi.. ani tez nie widzę świata czarno-biało..
              I wiele rozumiem..
              Nieudany związek nie upoważnia nikogo do "mieszania" w życiu osób trzecich..
              Krótko mówiąc.. jak się żyje w nieudanym związku to trzeba coś z tym zrobić a nie odreagowywać czy szukać miłości u kogoś, z kim , z góry wiadomo, nie będzie układał sobie zycia.. Tym sposobem za jego nieudany związek "zapłaci" kochanka.. bo ta zamiast się zająć swoim facetem żyje w jakimś złudzeniu bliskości...
              Decyzje podjął, nie odejdzie od żony.. zatem powiedz proszę, co robi tej drugiej kobiecie ...
              To nie jest fair...
              Żona, mam wrażenie juz jest zwyczajnie zrezygnowana.. - przynajmniej to wyczytałam z tych postów...

              Nie wiem... to nie są łatwe sytuacje... ani łatwe decyzje... Ale jak długo można żyć podwójnym zyciem?
              • wiosnanadziei Re: Czego nauczyło mnie forum 17.07.12, 23:15
                Dziewczyny za maz nie wychodzilyscie?

                DZIAŁ II PRAWA I OBOWIĄZKI MAŁŻONKÓW
                Art. 23. Małżonkowie mają równe prawa i obowiązki w małżeństwie. Są obowiązani do wspólnego pożycia,......
                to prawo cywilne

                Akt małżeński nie jest ewentualną możliwością, nie jest jakimś luksusem. Bóg nakazuje regularność w pożyciu, wzajemną dyspozycyjność seksualną. Zarówno mąż jak i żona tracą w małżeństwie prawo do swobodnego rozporządzania swoim ciałem. Mają sobie nawzajem służyć aktem małżeńskim. ....Tak, współżycie seksualne jest w małżeństwie obowiązkiem.
                to nauki koscielne,

                ogolnie macie racje,ze robi metlik sobie i kilku osobom wokol.Ale to nie jest tak jak wszyscy mysla,ze wystarczy szczera rozmowa,szczera rozmowa to mit,ze wystarczy sie postarac.Czestpo jest tak ze czlowiek sie stara ,walczy i nic.A kwestie moralne no coz,ja za stara jestem zeby oceniac cos czego do konca ie wiem.
                • sosna_mloda Re: Czego nauczyło mnie forum 18.07.12, 08:39
                  >Czestpo jest tak ze czlowiek sie stara ,walczy i nic.

                  Wiosna.. mówisz człowiek walczy i nic... wiem, i tak bywa... wówczas rozwiązanie z kochanka czy kochankiem daje jakąś chwilową odskocznię.. tylko czy zaangażowanie emocjonalne z kochankiem a życie codzienne z mężem czy żoną.. czy to jest rozwiązanie?
                  Jedyne co taki układ przyniesie to żal kochanki, że on kocha a nie chce z nią być..
                  Można powiedzieć, tak jak już było to tutaj powiedziane, że to obojgu kochankom da niezapomniane i niezwykłe chwile i wspomnienia tych chwil.. tylko, moim zdaniem, nie można ćyc dla wspomnień...
                  Nie wiem... nie wydaje mi się...
                    • wiosnanadziei Re: Czego nauczyło mnie forum 18.07.12, 09:11
                      sosenko smile i cala reszto,
                      ja nie zyje wspomnieniami,wspomnienia sa po to zeby wspominac a nie nimi zyc.
                      Bo w zyciu licza sie konkrety.
                      Pewnie ze zwiazek na boku to nie jest rozwiazanie,ja tego nie popieram,cierpia wszyscy i wbrew pozorom ten mis tez cierpi.Ja tylko nie oceniam aby ocniac trzeba znac prawde z obu stron,bo trzeba poznac fakty,bo wiem tez jak kobiety traktuja swoich mezow,jak uciekaja od seksu traktujac go jako nagrode lub karte przetargowa i mozna by tak jeszcze wymieniac sporo.
                      Ja wiem tylko jak moze czuc sie czlowiek w zwiazku ktory jest sam i czuje sie samotny i opuszczony.
                      • rigo75 Re: Czego nauczyło mnie forum 04.08.12, 01:56
                        Wiosno,
                        Dlaczego "wbrew pozorom"? To że postępuję źle, niemoralnie, nie pozbawia mnie automatycznie zdolności do odczuwania cierpienia. Na dziś to ja nawet obiektywnie najbardziej cierpię, o ile zdradzani nie wiedzą, że są zdradzani... Właśnie wróciłem z 2 tyg. urlopu z rodziną i cierpiałem strasznie. Z tęsknoty i zazdrości, bo kochanka z oficjalnym też miała urlop tyle że w innej części Polski... To trochę żartem, bo mnie ten "miś" rozbawił.
                        Tak, seks jako nagroda i kara bywał standardem, który spowodował w przeszłości niejeden konflikt.
                        Twoje ostatnie zdanie - samo sedno. Od dawna czułem samotność i dojmującą pustkę, chłód, brak bliskości.
              • rigo75 Re: Czego nauczyło mnie forum 04.08.12, 01:51
                Sosno_młoda,
                Właśnie - jak napisałem wyżej - ostatnio to ja chciałem zrobić rewolucję, a kochanka powiedziała NIE. I abstrahuję to od faktu, na ile w jej uzasadnienie wierzę, na ile ono jest sensowne itp.
                Mam czasami wrażenie, że poszło małe odwrócenie tradycyjnych ról płciowych (ja się chyba zakochałem bardziej - choć ona twierdzi, że kocha ponad wszystko;;; ale to ja byłem gotów związać się z nią, a ona mówi, że boi się konsekwencji - patrz wyżej).
          • rigo75 Re: Czego nauczyło mnie forum 04.08.12, 01:45
            Mleko się rozlało... Zawróciłem d... innej kobiecie i obojgu nam z tym tak kosmicznie, że nie możemy przestać, choć widzimy, że to droga ku katastrofie.
            Za każdą klęską małżeństwa stoi dwóch winnych. Tyle że wina nie musi być równa.
            • wiosnanadziei Re: Czego nauczyło mnie forum 04.08.12, 20:24
              hej rigo po urlopie wink,

              Dlaczego "wbrew pozorom"? To że postępuję źle, niemoralnie, nie pozbawia mnie automatycznie zdolności do odczuwania cierpienia.

              Wlasnie dlatego napisalam wbrew pozorom.

              Mleko sie jeszcze nie wylalo,na razie kipi ale jak znam zycie niedlugo jeszcze chwila.Rozumiem ze Ty jestes kochajacym bardziej i Twoja decyzja zalezy od kochanki.
              W waszym ukladzie widzisz tylko rewelka seks czy cos jeszcze?


              • rigo75 Re: Czego nauczyło mnie forum 05.08.12, 16:35
                Tak mi się wydaje, że ja bardziej, bo częściej to inicjuję kontakt tel. / SMS / mail... Ja zwykle proponuję spotkanie. Jednak w korespondencji zwykle pisze bardzo miłosne kawałki, a podczas rozmów często zalewa się łzami mówiąc, że umiera z tego powodu, że nie może mnie mieć. Mówi, że jestem jej marzeniem, którego nie może zrealizować...
                Seks rewelka, ale nie tylko seks. Wspólne zainteresowania, tematy, nawet specyficzne upodobania kulinarne. Uwielbiamy wzajemnie dla siebie gotować lub robić to razem. Mnie nie smakuje u mnie w domu kuchnia żona (a jej moja), a kochanki oficjalny partner ciągle narzeka, że wolałby schabowego z ziemniakami zamiast ryb i środziemnomorskich wynalazków.
                Niestety poza rewelacyjnym seksem inne rzeczy też rewelacyjne.
                Moja decyzja jest taka, żeby wyłożyć w domu kawę na ławę. Przyznać się, nie dlatego, by kamień spadł z serca, ale by ustalić z żoną co dalej: czy oczekuje rozwodu, czy mam się wyprowadzić, czy po prostu mieszkamy pod jednym dachem, będąc oficjalnie razem, a nieoficjalnie osobno...
                Kochanka mówi, że nie zgadza się, żebym rozbił rodzinę. Ją kiedyś zostawił mąż z dziećmi. Gdy zaczynam temat, ona płacze. Poza tym, jak już pisałem wcześniej, gdybym chciał stworzyć z kochanką oficjalny związek, musielibyśmy oboje zmienić pracę, miejsce zamieszkania a jej rodzice zerwaliby pewnie stosunki z córką złodziejką cudzego męża. Znają mnie i lubią, ale...
                Mała społeczność, szereg powiązań, zależności... Specyficzna praca, trochę na świeczniku itp. itd.
                Według Kochanki - powinniśmy spotykać się w głębokiej konspiracji. Przez 5 mies. nic się nie wydało, bo zawsze wyjeżdżamy gdzieś dalej na 2 samochody. Żadnych miejsc publicznych. Nigdzie razem, chyba że na podwórku w wynajętym domku letniskowym w głuszy.
                Pytałem ją, co by było, gdybym i tak się rozwiódł, wbrew jej opinii i np. po dwóch latach konspiracji miałaby związać się z już wolnym od 2 lat facetem? Wahała się. Mówiła, że pragnie mnie jak nikogo na świecie, ale że oboje nie wiemy, czy nam wypali wspólne poważne życie i dlatego nie powinienem rozmontowywać rodziny, bo to ruch w jedną stronę, bez powrotu. Oboje boimy się, że druga strona zapłaciłaby za drogo za ten związek. Więc na razie mamy to mocno nieuczciwe status quo. Nie potrafimy zrezygnować z tego. Próbowaliśmy kilka razy - raz była przerwa 3 tyg. po której nie ostygliśmy, a przeciwnie...
                • wiosnanadziei Re: Czego nauczyło mnie forum 05.08.12, 17:04
                  Wydaje mi sie ze to jeszcze nie ten etap na podjecie decyzji o wspolnej przyszlosci.Na razie jest euforia,trzeba troche poczekac az ostygnie i wtedy zaczac myslec.
                  Co do Twoich decyzji o zyciu z zona,jesli tak czujesz to rob..... tylko ze oficjalnie razem,nieoficjalnie osobno niczego nie zmienia,duzo komplikuje.Ja nie jestem tego zwolennikiem.
                • gk-63 Re: Czego nauczyło mnie forum 07.08.12, 17:39
                  rigo szacun za Twoje decyzje..Podejscie przyjaciółki jest dziwne.Czy z perspektywy czasu wolałaby by mąż bez względu na wszystko został???Dlatego teraz ona bez względu na wszystko /Ciebie/ tkwi w mało satysfakcjonującym ją związku ? Decyzja o rozmowie z żoną nie powinna należec do przyjaciółki.To Twoja rodzina Twoja decyzja Ty poniesiesz jej konsekwencje.Chodzi o to że jesteś nieszczęśliwy w związku a nie o to że w konsekwencji tego masz kochankę.
                  • rigo75 Re: Czego nauczyło mnie forum 22.08.12, 00:55
                    gk-63
                    ...Ale chodzi też o to, że ten mój związek, w którym nie jestem szczęśliwy "zawiera" dzieci. To utrudnia podjęcie decyzji i radykalne ruchy. Szczególnie, że jest brak szczęścia, pustka, ale relacje są poprawne i dzieci nie cierpią z powodu kłócących się rodziców.
                    • gk-63 Re: Czego nauczyło mnie forum 22.08.12, 16:34
                      ja rozumiem ale napisałeś że ,,Twoja decyzja jest taka że w domu kawa na ławę,a kochanka nie zgadza się byś rozbijał rodzinę".Rozumiem że twoja decyzja uległa zmianie ale /moim zdaniem/ nie powinieneś konsultowac z kochanką swoich decyzji .Wychodzi na to że gdyby ona wyraziła chęc to fakt że Twój związek,,zawiera"dzieci udałoby się rozwiązac z mniejszym bólem/dla ciebie-nie dzieci/No to jak to jest.Zona nie zasługuje na szczerośc i możliwośc podjęcia decyzji w sprawie która jej dotyczy a kobieta która jej nie zna ma prawo decydowac że twoja żona będzie nadal oszukiwana .Ona wolałaby nadal byc z mężem wiedząc że on jej nie chce i wychodzi z założenia że twoja żona jest taka sama.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka